netkobietyWszystkie działy
Trudna miłość, zazdrość, nałogi

Czy jestem egoistką związkową?

8 odpowiedzi3 074 wyświetleniazałożony przez Ludmiła27, 18.01.2015

Napisz odpowiedź
Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Forum Kobiet » TRUDNA MIŁOŚĆ, ZAZDROŚĆ, NAŁOGI » Czy jestem egoistką związkową?

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 9 ]

1

Temat: Czy jestem egoistką związkową?

Piszę, ponieważ w moim związku dzieje się bardzo źle. Ogólnie wygląda to tak, że mój chłopak mieszka w moim mieszk., razem ze mną i moim dzieckiem (z poprz. małż). Problemów jest kilka i tak sobie myślę, czy to ja do tego doprowadziłam, czy może oboje ponosimy za to odpowiedzialność?I jakie kroki powinnam poczynić, by nie zatracić siebie, choć być może już się to stało...

Pierwszy problem - mój facet, chociaż starszy, mam wrażenie, że nigdy nie dorośnie. Przez kilka lat związku toczyliśmy kłótnie o to, że na I miejscu są jego koledzy, imprezy, alkohol, ciągłe zwiewanie, brak wsparcia dla mnie/nas. On uważa, że się czepiam, że jestem chamska, wredna, niewyrozumiała, że potrafię zepsuć każdy weekend i każdy wyjazd (zawsze z jego kolegami). Zawsze powtarza, że widziały gały co brały... No a ja jak ''brałam'' to był to wrażliwy, zabawny, lubiany przez wszystkich, pracujący facet...
Mój kontrargument - oczekuję wsparcia, zrozumienia, obecności i życia jak w rodzinie. Nie obchodzi mnie związek na pół gwizdka.

Drugi problem- praca. Jeśli chodzi o mnie- Do tej pory pracowałam głownie na umowie-zleceniu, zdarzało się, że bez umowy, miałam spore problemy finansowe, no i problem z opieką dla dziecka. Gdyby nie oszczędności, byłoby naprawdę kiepsko. Dodam, że potrafię racjonalnie gospodarować pieniędzmi, chcę żeby moje dziecko miało wszystko co najlepsze. Pomaga nam ex-mąż (alimenty), ale fakty są takie, że wielu rzeczy musiałam sobie odmówić np. wycieczki, imprezy itd. czyli czegoś, bez czego większość ludzi w moim wieku nie może żyć, do tego grona zalicza się też mój chłopak. W zeszłym roku np. pojechał sobie na męski wypad z kumplami, mnie zostawił samą, bo nie było mnie stać... No i tu dochodzimy do sedna- mój TŻ przez ost. rok prowadził firmę, zarabiał niemałą kasę, jednak musiał spłacać leasing i swoje karty kredytowe, zostawała mu taka ''średnia krajowa''. Nigdy nie oczekiwałam, że będzie mnie utrzymywał, ale fakty są takie, że za mieszkanie u mnie płaci grosze, wydatki na dom+ jedzenie w 80-90% pokrywałam JA. Oczywiście poruszałam ten temat, ale dla mojego faceta chyba nie stanowiło problemu to, skąd biorę pieniądze, pomimo tego, że nie pracuję lub zarabiam niewiele...Było mi przykro. Od kilku tyg. chłopak nie pracuje, był zmuszony zakończyć działalność. Od razu pomyślał o wyjeździe za granicę( na pytanie co ze mną odpowiada, że mogę jechać z nim, choć wie że to niemożliwe, bo ja w przeciwieństwie do Niego mam dziecko i nie chcę się tułać po świecie), aplikował też do dobrej firmy w PL, ale na razie wszystko jest w tzw. ''zawieszeniu''.
Mówiąc delikatnie, sytuacja mnie przerasta. Poza pracami dorywczymi od ok. pół roku żyję w permanentnym stresie związanym z finansami, a teraz jest jeszcze bardziej nerwowo, bo nie wyobrażam sobie utrzymywać faceta w sile wieku, w momencie gdy sama mam problem z utrzymaniem siebie. Oczywiście- On też mi tego nie powie wprost, ale to ja robię zakupy i dbam o nas. Ostatnio powiedział, że jestem popie*  i że jestem EGOISTKĄ, bo się czepiałam, że jest niesłowny, znika kiedy potrzebuję jego zaangażowania w dom (zwłaszcza, że ma teraz sporo czasu, kiedyś była wymówka, że pracuje i b. późno wraca). To fakt z tym czepianiem i darciem się. Rozumiem jego stresy, ale no kurcze- sama mam takie od dawna i jakoś nie otrzymywałam empatii współmiernej do problemu. To rodzi we mnie ogromną złość, wiem, że nie panuję nad emocjami. Może to dziwne, ale  w pewnym sensie cieszę się, że On nie ma tej pracy, bo tak naprawdę dopiero  teraz zaczyna rozumieć co ile kosztuje, że pieniądze znikają szybko i imprezowy styl życia odpada. (Wcześniej potrafił mi wyrzucać, że jestem nudna lub nie angażuję się w nasze wspólne spędzanie czasu, w większości przypadków na mieście każdy płacił za siebie) Na dłuższą metę oczywiście tak być nie może. Tyle, że Jemu oszczędności już się kończą, już zapowiedział, że może sobie w każdej chwlii wrócić do mamy (inne miasto). Zwyzywałam go od maminsynków. Uogólniając - dorosły niby facet, ale przy pierwszym potknięciu radzi sobie gorzej niż ja. Brak mu motywacji, jest przyzwyczajony do rozwalania kasy i używkowego trybu życia (ost. usłyszałam, że pije przeze mnie). Znam mechanizmy alkoholizmu, dlatego dałam sobie czas (tak-sobie), że albo weźmie się w garść albo koniec.

Przez ost. lata wiele  przeszłam, niejedna osoba na moim miejscu strzeliłaby sobie w łeb, ale jakoś daleko mi do myślenia, że wszystko co dobre,już za mną i że zasługuję tylko na takie traktowanie. Czasem słyszę ''przepraszam'' , ale te słowa już znaczą dla mnie tyle co nic. W trakcie ostatniej kłótni, gdy usłyszałam, że jestem popierd* ,zwątpiłam...(po wszystkim wyszedł na miasto (z kim i gdzie tego nie wiem, wiem tylko że wrócił o 4 nad ranem). Nawet w zakończonym małżeństwie takie słowa nie padały. A ja muszę dbać o siebie i dziecko i nie wiem czy mam siłę czekać na jakieś zmiany. Z drugiej str. nie biorę tego aż tak do siebie, bo znam swoją siłę, mam jak sądzę sporą wiedzę psychologiczną, która pozwala mi rozumieć mechanizmy kryzysów związkowych, zaburzeń (neurotyzm, depresja, nerwica, złe wzorce w rodzinie, uzależnienia)-> czyli wszystko z czym zmagam się w związku. Sama przeszłam terapię dla DDA i wiem, że nie łatwo się ze mną żyje, ponieważ dużo wymagam i do wszystkiego podchodzę emocjonalnie, walczę z depresją...No ale, wychodzę z założenia, że jak się ma problem, to się go leczy. Niestety wiem, że mam tendencję do patrzenia na świat w kategoriach czarne-białe, stąd chciałabym poznać opinie obcych mi osób.

2

Odp: Czy jestem egoistką związkową?

Odpowiedz sobie na pytanie ,,po co ci taki partner, czy lepiej mi teraz czy gdybym była sama,,. Widzę , że na niego liczyć nie możesz.Zastanów się i podejmij zdecydowane kroki.

3

Odp: Czy jestem egoistką związkową?
Ludmiła27 napisał/a:

Piszę, ponieważ w moim związku dzieje się bardzo źle. Ogólnie wygląda to tak, że mój chłopak mieszka w moim mieszk., razem ze mną i moim dzieckiem (z poprz. małż). Problemów jest kilka i tak sobie myślę, czy to ja do tego doprowadziłam, czy może oboje ponosimy za to odpowiedzialność?I jakie kroki powinnam poczynić, by nie zatracić siebie, choć być może już się to stało...

Pierwszy problem - mój facet, chociaż starszy, mam wrażenie, że nigdy nie dorośnie. Przez kilka lat związku toczyliśmy kłótnie o to, że na I miejscu są jego koledzy, imprezy, alkohol, ciągłe zwiewanie, brak wsparcia dla mnie/nas. On uważa, że się czepiam, że jestem chamska, wredna, niewyrozumiała, że potrafię zepsuć każdy weekend i każdy wyjazd (zawsze z jego kolegami). Zawsze powtarza, że widziały gały co brały... No a ja jak ''brałam'' to był to wrażliwy, zabawny, lubiany przez wszystkich, pracujący facet...
Mój kontrargument - oczekuję wsparcia, zrozumienia, obecności i życia jak w rodzinie. Nie obchodzi mnie związek na pół gwizdka.

Drugi problem- praca. Jeśli chodzi o mnie- Do tej pory pracowałam głownie na umowie-zleceniu, zdarzało się, że bez umowy, miałam spore problemy finansowe, no i problem z opieką dla dziecka. Gdyby nie oszczędności, byłoby naprawdę kiepsko. Dodam, że potrafię racjonalnie gospodarować pieniędzmi, chcę żeby moje dziecko miało wszystko co najlepsze. Pomaga nam ex-mąż (alimenty), ale fakty są takie, że wielu rzeczy musiałam sobie odmówić np. wycieczki, imprezy itd. czyli czegoś, bez czego większość ludzi w moim wieku nie może żyć, do tego grona zalicza się też mój chłopak. W zeszłym roku np. pojechał sobie na męski wypad z kumplami, mnie zostawił samą, bo nie było mnie stać... No i tu dochodzimy do sedna- mój TŻ przez ost. rok prowadził firmę, zarabiał niemałą kasę, jednak musiał spłacać leasing i swoje karty kredytowe, zostawała mu taka ''średnia krajowa''. Nigdy nie oczekiwałam, że będzie mnie utrzymywał, ale fakty są takie, że za mieszkanie u mnie płaci grosze, wydatki na dom+ jedzenie w 80-90% pokrywałam JA. Oczywiście poruszałam ten temat, ale dla mojego faceta chyba nie stanowiło problemu to, skąd biorę pieniądze, pomimo tego, że nie pracuję lub zarabiam niewiele...Było mi przykro. Od kilku tyg. chłopak nie pracuje, był zmuszony zakończyć działalność. Od razu pomyślał o wyjeździe za granicę( na pytanie co ze mną odpowiada, że mogę jechać z nim, choć wie że to niemożliwe, bo ja w przeciwieństwie do Niego mam dziecko i nie chcę się tułać po świecie), aplikował też do dobrej firmy w PL, ale na razie wszystko jest w tzw. ''zawieszeniu''.
Mówiąc delikatnie, sytuacja mnie przerasta. Poza pracami dorywczymi od ok. pół roku żyję w permanentnym stresie związanym z finansami, a teraz jest jeszcze bardziej nerwowo, bo nie wyobrażam sobie utrzymywać faceta w sile wieku, w momencie gdy sama mam problem z utrzymaniem siebie. Oczywiście- On też mi tego nie powie wprost, ale to ja robię zakupy i dbam o nas. Ostatnio powiedział, że jestem popie*  i że jestem EGOISTKĄ, bo się czepiałam, że jest niesłowny, znika kiedy potrzebuję jego zaangażowania w dom (zwłaszcza, że ma teraz sporo czasu, kiedyś była wymówka, że pracuje i b. późno wraca). To fakt z tym czepianiem i darciem się. Rozumiem jego stresy, ale no kurcze- sama mam takie od dawna i jakoś nie otrzymywałam empatii współmiernej do problemu. To rodzi we mnie ogromną złość, wiem, że nie panuję nad emocjami. Może to dziwne, ale  w pewnym sensie cieszę się, że On nie ma tej pracy, bo tak naprawdę dopiero  teraz zaczyna rozumieć co ile kosztuje, że pieniądze znikają szybko i imprezowy styl życia odpada. (Wcześniej potrafił mi wyrzucać, że jestem nudna lub nie angażuję się w nasze wspólne spędzanie czasu, w większości przypadków na mieście każdy płacił za siebie) Na dłuższą metę oczywiście tak być nie może. Tyle, że Jemu oszczędności już się kończą, już zapowiedział, że może sobie w każdej chwlii wrócić do mamy (inne miasto). Zwyzywałam go od maminsynków. Uogólniając - dorosły niby facet, ale przy pierwszym potknięciu radzi sobie gorzej niż ja. Brak mu motywacji, jest przyzwyczajony do rozwalania kasy i używkowego trybu życia (ost. usłyszałam, że pije przeze mnie). Znam mechanizmy alkoholizmu, dlatego dałam sobie czas (tak-sobie), że albo weźmie się w garść albo koniec.

Przez ost. lata wiele  przeszłam, niejedna osoba na moim miejscu strzeliłaby sobie w łeb, ale jakoś daleko mi do myślenia, że wszystko co dobre,już za mną i że zasługuję tylko na takie traktowanie. Czasem słyszę ''przepraszam'' , ale te słowa już znaczą dla mnie tyle co nic. W trakcie ostatniej kłótni, gdy usłyszałam, że jestem popierd* ,zwątpiłam...(po wszystkim wyszedł na miasto (z kim i gdzie tego nie wiem, wiem tylko że wrócił o 4 nad ranem). Nawet w zakończonym małżeństwie takie słowa nie padały. A ja muszę dbać o siebie i dziecko i nie wiem czy mam siłę czekać na jakieś zmiany. Z drugiej str. nie biorę tego aż tak do siebie, bo znam swoją siłę, mam jak sądzę sporą wiedzę psychologiczną, która pozwala mi rozumieć mechanizmy kryzysów związkowych, zaburzeń (neurotyzm, depresja, nerwica, złe wzorce w rodzinie, uzależnienia)-> czyli wszystko z czym zmagam się w związku. Sama przeszłam terapię dla DDA i wiem, że nie łatwo się ze mną żyje, ponieważ dużo wymagam i do wszystkiego podchodzę emocjonalnie, walczę z depresją...No ale, wychodzę z założenia, że jak się ma problem, to się go leczy. Niestety wiem, że mam tendencję do patrzenia na świat w kategoriach czarne-białe, stąd chciałabym poznać opinie obcych mi osób.

Czarne-białe - trochę jak borderline xD sama na to cierpię, i DDA również, także wiem doskonale o czym piszesz. Z tego, co widzę, jesteś swiadoma mechanizmów i nei daj sobie wmówić, zę jesteś taka, śmaka i owaka. Zdziwił mnei tytuł wątku po tym, co tu przeczytałam, myślałam, że wypowie się jakaś rozkapryszona dama, co to by chciała być noszona na rękach, a tymczasem wielkim egoistą to jest Twój facet, który myśli w tym związku tylko o swoich czterech literach. Twoje krzyki, złosć i wyzwiska to chyba tylko akt desperacji i niemoc na moje oko, jakby wszystko było w domu na mojej głowie, a facet sobie latał na imprezy, to też na pewno nie witałabym go całuskiem i ciepłym obiadkiem, a wygnała z domu przy pierwszej lepszej okazji. Może takiego bodźca mu właśnie brakuje? Jest Ciebie chyba zbyt pewny. W każdym razie ja się u Ciebie egoizmu nie dopatrzyłam. Jedyne, o czym możnaby podyskutowć to te osobne wyjazdy. Ja miałam w swoim związku sytuację, że partner musiał coś spłacić (nie mieszkamy razem, jestem młodsza o 6 lat i jeszcze studiuję), a ja chciałam wyjechać z koleżankami i on nie miał nic przeciwko, choć wiadomo, troche ponarzekał i posmucił się, ale nie robił mi awantur o to. W tym przypadku jestem zdania, że jak jedno nie ma, to nie powinno ściagać drugiego i kazać mu dzielić swoją niedolę. Inaczej wygląda sprawa, jeśli tę osobę stać na zasponsorowanie wyjazdu dla obojga. No ale to już szczegół na tle tego, co piszesz, niewykluczone, że gdyby reszta zachowań w związku była na poziomie z jego strony, to przymykałabyś oko na jakieś jego wyjście czy wyjazd od czasu do czasu, oczywiście pod warunkiem, że Ty grasz na tych samych zasadach, i jak Ty dostaniesz ciekawą propozycję, to on zostaje z dzieckiem, a Ty masz kilka dni dla siebie na jakiś babski wypad smile Rozpisałam się nieco, a co tu dużo mówić, ciśnie mi się na usta - zostaw skur..., bo lepiej na tym wyjdziesz zarówno finansowo, jak i emocjonalnie. Albo przeprowadź najpierw poważną i szczerą rozmowę, ale nie pod wpływem emocji. W moim przypadku czasem więcej daje list, bo ludzie się nei przekrzykują, nie zarzucają wzajemnie pretensjami i można czytać do skutku i wysnuwać refleksje. Potem oczywiście na spokojnie go omówić :]

4

Odp: Czy jestem egoistką związkową?

Buszująca w zbożu
Nie jestem zwolenniczką radykalnych rozwiązań w trakcie kryzysu, bo z tego co wiem, zazwyczaj takie decyzje nie są racjonalne.
Oczywiście, że niczego nie dam sobie wmówić, ale mimo wszystko niemiło słyszeć takie słowa. Zwłaszcza, że to nie 1. raz. Uważam, że moje wahania co do tej sytuacji są spowodowane moim niskim poczuciem wartości i przekonaniem, że DDA często nie potrafią zbudować normalnych związków. Z drugiej strony wiem, że takie osoby jak ja przyciągają ludzi z problemami, niejednokrotnie większymi od moich i tu też boję się, że wpadłam w pułapkę schematu. Czuję się oszukana i bezsilna. Dociera do mnie, że mogę być współuzależniona.
Tak naprawdę ciągle poruszam temat tzw.partnerstwa, ale to jest tak że moj facet raz w tyg.ugotuje obiad, a w pozostałe dni zapieprzam przy kuchni ja (+ sprzątanie, pranie, zakupy no i najważniejsze -dziecko). Jak nie ugotuję, czuję się winna, zresztą gotuję bo muszę też dla siebie, dziecka. Generalnie nie chodzi o te wszystkie drobne rzeczy, ale o szacunek i próbę zrozumienia drugiej osoby, bo dla mnie związek to pomaganie sobie, a nie wydawanie kasy na alkohol czy papierosy i to codziennie w momencie gdy druga połówka liczy każdą złotówkę. Słowo odpowiedzialność w ciągu ost. roku padło w naszym domu chyba milion razy.
Ostatnio jak był na dłużej u mamy, napisałam ciągiem kilkanaście długich smsów, bo już nie miałam siły rozmawiać, to odpisał, że nie zgadza się z moimi chorymi jazdami. Często pisze, że mam urojenia. A ja próbuję mu uzmysłowić, że jak się codziennie pije to się to nazywa alkoholizm, że jak się nie odzywa do swojej dziewczyny bo ważniejsi są kumple, brat, mama i wszyscy inni to się to nazywa brak szacunku. Ostatnio dostał tez opieprz za to, że napisałam mu w esie ''kocham Cię'', a on na to '' też  lovinguję''. Nie wiedziałam, czy śmiać się czy płakać. No ale, jak nie ja, to mama albo koledzy ukoją jego ból....

5 Ostatnio edytowany przez kosmiczny nick (2015-01-18 17:37:13)

Odp: Czy jestem egoistką związkową?
Ludmiła27 napisał/a:

...mój facet, chociaż starszy, mam wrażenie, że nigdy nie dorośnie. Przez kilka lat związku toczyliśmy kłótnie o to, że na I miejscu są jego koledzy, imprezy, alkohol, ciągłe zwiewanie, brak wsparcia dla mnie/nas. On uważa, że się czepiam, że jestem chamska, wredna, niewyrozumiała, że potrafię zepsuć każdy weekend i każdy wyjazd (zawsze z jego kolegami)... pojechał sobie na męski wypad z kumplami, mnie zostawił samą, bo nie było mnie stać...to ja robię zakupy i dbam o nas. Ostatnio powiedział, że jestem popie*  i że jestem EGOISTKĄ, bo się czepiałam, że jest niesłowny, znika kiedy potrzebuję jego zaangażowania w dom (zwłaszcza, że ma teraz sporo czasu, kiedyś była wymówka, że pracuje i b. późno wraca)...W trakcie ostatniej kłótni, gdy usłyszałam, że jestem popierd* ,zwątpiłam...(po wszystkim wyszedł na miasto (z kim i gdzie tego nie wiem, wiem tylko że wrócił o 4 nad ranem)...

Wiesz, owszem, wszczynanie kłótni i awantur nie działa pozytywnie na związek - o tym dobrze sama przecież wiesz. Ale jesli za partnera ma sie takiego "mężczyznę" - cóż, miast awantur powinnaś go już dawno wyrzucić...
Jesli już tu określać które z Was zasługuje na miano "egoisty" to sugeruję przeczytanie fragmentów z Twojego postu. Chyba są wystarczającymi do oceny...

6

Odp: Czy jestem egoistką związkową?

Szczerze powiedziawszy jestem już tak zmęczona, że nie chce mi się nic. Chciałam jedynie wiedzieć, czy to moja wina i czy takie czepianie się o wszystko może rozwalić związek, czy to już tylko wisienka na torcie.
Brak wsparcia sprawia, że czuję się mega niepewnie w kontaktach z ludźmi, właściwie przestałam się spotykać ze znajomymi, irytuje mnie wszystko, każda nowa praca to ogromny lęk i stres, bo z jednej strony nie mam zabezpieczenia materialnego, a z drugiej - takiego wsparcia psychicznego, jakiego bym oczekiwała. To już tak mocno siedzi w mojej głowie, że mam wrażenie, że inni to widzą. I nierzadko wykorzystują.

7

Odp: Czy jestem egoistką związkową?
Ludmiła27 napisał/a:

Szczerze powiedziawszy jestem już tak zmęczona, że nie chce mi się nic. Chciałam jedynie wiedzieć, czy to moja wina i czy takie czepianie się o wszystko może rozwalić związek, czy to już tylko wisienka na torcie.
Brak wsparcia sprawia, że czuję się mega niepewnie w kontaktach z ludźmi, właściwie przestałam się spotykać ze znajomymi, irytuje mnie wszystko, każda nowa praca to ogromny lęk i stres, bo z jednej strony nie mam zabezpieczenia materialnego, a z drugiej - takiego wsparcia psychicznego, jakiego bym oczekiwała. To już tak mocno siedzi w mojej głowie, że mam wrażenie, że inni to widzą. I nierzadko wykorzystują.

Akurat cos takiego jak owo "czepianie się o wszystko" może rozwalić związek (znam to doskonale), ale jak już wczesniej zauważyłem w Twoim przypadku nie miało to już chyba wpływu, bo Twój partner jest tego typu człowiekiem, że inaczej juz chyba sie nie dało...

8

Odp: Czy jestem egoistką związkową?
kosmiczny nick napisał/a:
Ludmiła27 napisał/a:

Szczerze powiedziawszy jestem już tak zmęczona, że nie chce mi się nic. Chciałam jedynie wiedzieć, czy to moja wina i czy takie czepianie się o wszystko może rozwalić związek, czy to już tylko wisienka na torcie.
Brak wsparcia sprawia, że czuję się mega niepewnie w kontaktach z ludźmi, właściwie przestałam się spotykać ze znajomymi, irytuje mnie wszystko, każda nowa praca to ogromny lęk i stres, bo z jednej strony nie mam zabezpieczenia materialnego, a z drugiej - takiego wsparcia psychicznego, jakiego bym oczekiwała. To już tak mocno siedzi w mojej głowie, że mam wrażenie, że inni to widzą. I nierzadko wykorzystują.

Akurat cos takiego jak owo "czepianie się o wszystko" może rozwalić związek (znam to doskonale), ale jak już wczesniej zauważyłem w Twoim przypadku nie miało to już chyba wpływu, bo Twój partner jest tego typu człowiekiem, że inaczej juz chyba sie nie dało...

Oazą spokoju to ja nie jestem i wiem, że taki sposób reakcji wyniosłam z domu, dlatego tym bardziej nie chcę czegoś podobnego fundować swojemu dziecku. Nie chcę, a jednocześnie nie potrafię inaczej. Zresztą nie lubię zamiatać pod dywan, nie lubię niejasności i niedopowiedzeń, manipulacji.
Może po prostu powinnam założyć inny wątek pt. jak radzić sobie ze złością?

Posty [ 9 ]

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Forum Kobiet » TRUDNA MIŁOŚĆ, ZAZDROŚĆ, NAŁOGI » Czy jestem egoistką związkową?

Twoja odpowiedź

Masz podobne doświadczenia? Zaloguj się albo załóż darmowe konto, żeby odpowiedzieć. Po drugiej stronie jest prawdziwa osoba.

DołączZaloguj się


Mapa strony - Archiwum | O forum | Poradnik | Prawdziwe historie | Kontakt | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2026