Cześć wszystkim.
Przeszukałam forum i podobnego problemu nie znalazłam, więc piszę nowy wątek. Mianowicie znudziła mi się przyjaciółka, no może przyjaciółka to za dużo powiedziane. Mieszkałyśmy razem już od 5 lat, teraz już 6 rok leci. Obie jesteśmy na studiach, wcześniej razem byłyśmy w liceum, razem mieszkałyśmy w internacie, poszłyśmy na ten sam kierunek na studia, po licencjacie zmieniłyśmy na ten sam (dodam ze ja nie wiedziałam że ona tez idzie na to samo co ja), teraz na 4 roku studiujemy to samo w tym samym mieście. Ja nie wiem, może ze mną jest coś nie tak. Nie chce mi się już oglądać tej samej gęby, wszędzie razem, mieszkamy, studiujemy, wychodzimy tez (wcześniej częściej to się zdarzało teraz już nie). Ja już wytrzymać nie mogę, chciałabym wreszcie coś zrobić z kimś innym, a nie wszędzie tam gdzie ja to i ona, jak znajomi mnie gdzieś zapraszają to obowiązkowo mówią weź i ją a ja czasami chce pójść sama bez niej. Mam wrażenie że zabrała mi wszystkich znajomych, bo każdy mówi jaka to ona jest świetna i cudowna, kto ze wspólnych znajomych mnie nie zobaczy na uczelni zawsze się pyta mnie gdzie jest ona, jakbym była jej ochroniarzem. jak poznajemy nowych ludzi to ona zyskuje ich sympatię a ja jakoś nie, ona zawsze jest we wszystkim lepsza ode mnie.Gdyby nie ja to by nie poznała wielu osób, ale ja nie mogę powiedzieć, że dzięki niej poznałam kogoś fajnego bo jakoś sobie nie przypominam, Nawet jej chłopaka nie znam, bo ona nigdy nie była wylewna i jakoś nie dążyła do tego żebyśmy się poznali, jak tylko przychodzi do niej to szybciutko do jej pokoju, drzwi zamknięte i nie ma dostępu. A niby taka jest cudowna.Mogłabym tak pisać przykładami i pisać, ale za dużo by wyszło.I tak wszystkiego nie napisałam. No cóż pewnie tak jest. Może to ze mną jest coś nie tak, mnie się już nawet nie chce czasami do niej odzywać a ona się wkurza i ma pretensje ze to moja wina. Może właśnie tak jest? Powiedzcie czy to ze mną jest coś nie tak? Już jestem tak mega wkurzona że wytrzymać nie mogę.
Podobne tematy
Nie znamy ani Ciebie ani jej, wydaje się jednak, że masz swoje racje. Ma prawo boleć Cię to, że czasem pozostajesz w jej cieniu, mimo braku jej większych "zasług". To też rodzi Twoją irytację i na pewno nie wpływa dobrze na wasze relacje, trudno się dziwić. Powinnyście mieć obie własną przestrzeń. Spróbuj sama zaaranżować jakieś spotkanie ze znajomymi, może nikt nie spyta czy ona też będzie..a tak poza tym to chyba nie jesteście na siebie skazane, nie jesteście małżeństwem, więc jeśli jej obecność w Twoim życia staje się uciążliwa to po prostu możecie zamieszkać oddzielnie. Poza tym pozostaje jeszcze rozmowa, nie pytałaś jej czemu nie da Ci poznać swojego chłopaka(chyba dość bliska osoba..)?Ona zna tylu Twoich znajomych
3 2015-01-18 13:10:02 Ostatnio edytowany przez Volver (2015-01-18 13:13:24)
lexis, czy aby na pewno głównym problemem tej znajomości jest znudzenie, czy może jednak Twoja zazdrość ? Ponadto w Twojej wypowiedzi czuć ogromną złość na przyjaciółkę za fakt, że to ona głównie, skupia na sobie uwagę Waszych wspólnych znajomych. Przez to czujesz się od niej gorsza ? Musisz mieć bardzo niskie poczucie własnej wartości, skoro popularność przyjaciółki, aż tak Ci doskwiera. Piszesz też, że przyjaciółka jest we wszystkim lepsza od Ciebie. Szczerze mówiąc nie bardzo chce mi się w to wierzyć...
Co tak na prawdę Cię gryzie ?
Fakt, że przy takiej zażyłości nie dane Ci było poznać jej chłopaka, trochę mnie dziwi... czy Wy aby na pewno się przyjaźnicie ?
Może i jesteś zazdrosna ale skoro masz z tym problemy to może czas odciąć "pepowine" która Cie ogranicza. Może przeprowadzić się do innego miasta, może wyjechać na ERASMUS? Jest wiele możliwości żeby zmienić środowiska i nie siedzec na miejscu.
Zostało mi 1,5 roku studiów i naprawdę nie chce mi się zmieniać miasta, mieszkanie mam fajne i długo szukałam takiego, ehh sama nie wiem co pisać. Postanowiłam na forum bo wiecie nawet nie mam z kim o tym pogadać, a chciałabym czasami żeby ktoś mnie wsparł w moich racjach, nawet jeśli jej nie mam
Jestem zazdrosna tak, to prawda, nawet takie głupie rzeczy jak oceny czy cokolwiek innego. Dobra trudno jakoś będę musiała z tym żyć dalej ale dziękuję za Waszą pomoc ![]()
A może by tak tę "zazdrość" potraktować jak doping ? Przecież też możesz mieć choćby te lepsze oceny ![]()
Z drugiej strony jeżeli czujesz, że rzeczywiście coś więcej w tej waszej relacji "zgrzyta", to zwyczajnie pogadaj z nią o tym co Cię uwiera. Tak bez nerwów i oskarżycielskiego tonu. Koleżanka jak widać duchem świętym nie jest i sama się nie domyśli, co Cię boli. Najgorsze w bliskich relacjach są właśnie takie niewypowiedziane urazy i żale. Może ona nawet nie jest świadoma, że takim lub innym zachowaniem Ciebie rani ?
Skoro znacie się tyle czasu to chyba nie było by nie na miejscu gdybys jej szczerze powiedziała że czasem chcesz gdzieś wyjść sama albo powiedz że umówiłaś się na randkę albo że jakaś inna znajoma potrzebuje Twojej pomocy i musisz z nią gdzieś iść albo po prostu. Tego że o coś jesteś zazdrosna to lepiej nie mów bo nie ty pierwsza i nie ostatnia na tym świecie odczuwasz zazdrość z takich powodów i jest to zupełnie normalne - możliwe że ona tez Ci czegoś zazdrości i właśnie dlatego że chce dowartościować siebie samą stara sie skupiać uwagę innych głownie na sobie. Współlokatorka to nie żadna smycz więc moim zdaniem nie powinnaś sie aż tak przejmować jej opinia jeśli nie jest Twoją naprawdę serdeczną przyjaciólką i jeśli masz takie myśli że nawet jeśli przebolejesz z nia jeszcze te półtora roku to potem wasze drogi sie rozejda to się nie przejmuj aż tak jej zdaniem. Twoje życie jest twoim życiem i masz prawo do prywatności i do relacji z innymi ludźmi bez ciągania jej z sobą jak jakiejś przyzwoitki.
Właśnie właśnie. Ja rzadko wychodze bez niej, ale jak kiedys wyszłam i wróciłam po północy to od razu był wywiad śrdowiskowy gdzie byłam i z kim, bo przecież gdzie ja mogę pójśc bez niej skoro mamy wszystkich wspólnych znajomych. A ja właśnie chciałabym jej nie mówić gdzie byłam ani z kim, tylko po prostu wyjść bez zadawania zbędnych pytań, bo nawet jeśli chciałabym pojśc spotkac sie z jakimś facetem to zaraz będą podejrzenia gdzie to ja mogłam byc i będę musiała coś ściemniac. Ona mi nic nie powiedziała, że się z kimś spotyka, tylko pewnego pieknego snia rzuciała hasło że bedzie miała gościa a ja do niej że okej i to wszystko, bo skoro nic nie mówiła to ja nie ma w zwyczaju sie o wszystko wypytywac, to zaraz były pretensje że się nie pytam kto to ani nic. Ja nawet nie mam z kim o tym pogadać, żadnego przyjaciela ani nic.
W takiej sytuacji jaką opisałaś powyżej możesz przecież jej odpowiedzieć wprost, że ona też się Tobie ze wszystkiego nie spowiada albo, że nie macie wspólnej wątroby i nie musicie wszędzie razem wychodzić ![]()
Wyjdź sobie spokojnie gdzie chcesz a jak wrócisz i spyta to powiedz że padasz z nóg i musisz sie położyć, albo że sie chyba czymś strułaś i żeby nie dręczyła Cię pytaniami bo boli Cie brzuch i zaraz chyba na nią zwymiotujesz. Jak takiej wymijającej odpowiedzi nie potraktuje poważnie i będzie drążyć dalej to powiedz nie bezczelnie ale jak to się delikatnie nazywa asertywnie, żeby się nie gniewała ale chciałabys pewne szczegóły ze swojego prywatnego życia zachować dla siebie bo są pewne delikatne sprawy o których nie rozmawia się nawet z bliskimi osobami i żeby to uszanowała bo bardzo ją lubisz ale chciałabyś mieć odrobine prywatności. Jeśli to nie podziała to trzecia próba (juz nieco mniej asertywna) - byłam odpocząć troche od tego mieszkania i wszystkiego co z nim związane bo się tu jakoś w ostatnim czasie duszę i brakuje mi przestrzeni. Jak juz to nie podziała to bedzie juz chyba znaczyc ze jej zachowanie jest celową manipulacją i w takim juz przypadku bym sie nie patyczkowala co do słów których tutaj nie napiszę bo skasują mi posta.
11 2015-01-19 21:53:11 Ostatnio edytowany przez lexis1*34 (2015-01-19 23:00:02)
Aktualnie nasze stosunki się pogorszyły, bo naprawdę ja nie wiem o czym mam z nią gadać od 7 rano przy śniadaniu, po prostu nie chce mi sie otwierac geby do niej i już. Nie wiem może ona mysli że ja się obraziłam na nią czy coś, bo tak mnie w sumie traktuje. jak na nią nie poczekam idąc z uczelni to źle że nie poczekałam, bo przecież mogłam poczekać, jak ja jej mówię, że ona też nie czeka na mnie jak wychodzi to ma wymówkę, że musiała cos załatwić i wszystko okej. Wolę pójśc sama niż z nia i sie nie odzywac do siebie. Z innymi ludzi z roku jakos nie mam takiego problemu i potrafie sie z nimi dogadać a z nią mi sie po prostu nie chce i teraz wychodzi tak że staram sie jej unikać.
Jak zacznie wypytywać to jej zaytaj niby żartem 'a co, książkę piszesz?" ![]()