netkobietyWszystkie działy
Moja niesamowita historia

Mój ukochany pupil (piesek azorek odszedł) to była trudna decyzja

24 odpowiedzi7 701 wyświetleńzałożony przez Rebeca1982, 12.01.2015

Napisz odpowiedź
Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Forum Kobiet » MOJA NIESAMOWITA HISTORIA » Mój ukochany pupil (piesek azorek odszedł) to była trudna decyzja

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 25 ]

1

Temat: Mój ukochany pupil (piesek azorek odszedł) to była trudna decyzja

Witam wszystkich,

chciałabym się z wami podzielić moją historią, wyżalić, hm... nie wiem jak to nazwać. Musiałam podjąć decyzję o uśpieniu, ale o tym dalej.

Otóż miałam pieska, taki średni kundelek (mieszaniec) miał ok 20 lat. Miałam go od małego, pamiętam gdy był mały, był taki słodziutki, jak większość małych zwierząt zresztą smile

Już jako duży i dorosły pies też był moim słodkim pupilem, do którego byłam bardzo przywiązana, do jego występków, podstępków, nawet do tego, że chwilami nie chciał mnie słuchać, bo i tak robił swoje.

Pamiętam jego merdający ogonek gdy wracałam do domu i wąchanie noskiem po torbach z zakupami czy mam dla niego jakiś smakołyk (zawsze mu coś kupowałam gdy wracałam do domu) smile. Pamiętam jak był zły gdy się z nim bawiłam, a on miał już dosyć zabawy, a ja go drażniłam dalej, co czasem lubił, najpierw okazywał złość, a po chwili oddawał się dalej w rytm zabawy.

Pamiętam codzienne ranne pobudki, skomlenie, drapanie aby go wypuścić na podwórko. Pamiętam jak czułam jego ciepło gdy się do niego przytulałam w chwilach gdy było mi smutno. Chodzenie na spacery, uspokajanie go w noc sylwestrową gdy drżał jak galareta gdy strzelano fajerwerkami... Mogłabym tak wymieniać w nieskończoność sad

Tak samo jak i u ludzi, tak samo i u zwierząt przychodzi czas na starość. Już w ostatnim roku swego życia stan azorka zmienił się. Nie chciał się bawić, męczył się zwykłym chodzeniem, większość zębów mu wypadła (musiał spożywać miękki pokarm), zdarzyło się, że kilka razy spadł ze schodów, większość dnia przesypiał. Nie merdał już tak często ogonkiem, ciężko oddychał jakby miał coś z płucami sad

Trudno się było dziwić, nie był już młodzieniaszkiem. Czasem były takie momenty kiedy zachowywał się jak za młodu, ale było to tylko chwilowe i bardzo rzadkie.

Miał już słaby wzrok, gdy wychodził na podwórko myliły mu się drzwi itp. Jednak chodził o własnych siłach, jadł, apetyt również mu dopisywałam.

Mój piesek odszedł ok. miesiąca temu. Ostatnie trzy tygodnie jego życia to była dla niego zapewne męka. Jak to się zaczęło.

W pierwszym tygodniu zaczął wymiotować, kilka razy w dzień i w środku nocy również. Po dwóch dniach przestał, myślałam, że wszystko wróciło do normy. Niestety. Dzień spokoju i na czwarty dzień to samo. Prócz wymiotów miał takie napady jakby duszności, oddychał bardzo ciężko, a jego płuca podnosiły się tak mocno jakby miały się zaraz rozerwać. To były takie napady które ustępowały, a potem wracały ponownie.

Pojechaliśmy z pieskiem do weterynarza, dostał zastrzyki, wróciliśmy do domu. Trzy dni nie wymiotował, zostały mu tylko te napady duszności. Minął tydzień i znów zaczęło się to samo:

- wymioty (kilka razy w dzień i w nocy również).

Próbował coś jeść niestety po zjedzeniu czegoś zaraz to zwracał w kawałkach, nie przetrawione. Na dodatek, wymiotował jakąś żółcią. Pamiętam gdy wstawałam rano, a było cicho, gdy podchodziłam powoli do azorka bałam się, że znajdę go martwego.

Znów wizyta u weterynarza, zastrzyki na wzmocnienie, antybiotyk itp. Robiono mu różne badania jak np. na cukrzycę itp. wszystko było w normie. Weterynarz powiedział, że niestety starość jest nieuchronna i może być tak, że pieska narządy przestały poprawnie funkcjonować. Wtedy weterynarz wspomniał o uśpieniu pieska, powiedział, jak się nie poprawi w najbliższym tygodniu dwóch powinnam przemyśleć takie rozwiązanie, aby azorek się nie męczył.

Wróciliśmy do domu, azorek był jeszcze osłabiony. Nie rozważałam jeszcze tego co powiedział mi lekarz, wierzyłam, że stan psa się poprawi. Niestety myliłam się.

Było tak jak na początku, kilka dni spokoju (napady duszności jednak nie ustępowały, pojawiały się dwa trzy razy w ciągu dnia jak na początku, czasem częściej.) Znów były wizyty u weterynarza, znów zastrzyki i powrót do domu. Tak w kółko. Mój piesek już tracił siły, stracił apetyt, gdy wymiotował to żółcią co było dla mnie niepokojące. Potem ataki duszności zrobiły się bardziej poważniejsze, tak jakby wyrywało mu płuca (przy czym głośno sapał, a czasem nawet pojękiwał). Z dnia na dzień stan jego się pogarszał.

Wizyt u weterynarza mieliśmy może ok. 10. Potem zaczęłam zastanawiać się nad tym, co powiedział mi weterynarz (chodzi o uśpienie). Przez chwilę o tym myślałam, a po chwili odpychałam te myśli, gdy jednak widziałam momenty w których pies się męczy i które były coraz częstsze znów powracałam myślami do tego. Tak bardzo nie chciałabym aby się mój piesek męczył, ale w głębi duszy miałam niedużą nadzieję, ale miałam, że wyzdrowieje.

Znów wizyta u weterynarza, przedostania. Znów leki. Tym razem dłuższa rozmowa z weterynarzem. Chciałam dowiedzieć się, jak odbywa się uśpienie, czy pies nic nie czuje i czy to dobre wyjście. Chciałam poznać jego zdanie na ten temat.

ODPOWIEDZIAŁ MI:

To oczywiście Pani decyzja. Ja jednak jako lekarz, mogę powiedzieć, że zrobiła Pani wszystko, aby go wyleczyć. Niestety, nie zawsze można. Pies ma już swoje lata, żyje już naprawdę bardzo długo, a takie życie to już dla niego męczarnia, stan jego już się nie poprawi, będzie już tylko gorzej.

Opowiedział mi, jak wygląda usypianie, że pies nic nie czuje i dla psa jak i dla mnie będzie to najlepsze wyjście, bo pozwolę swojemu pupilowi odejść godnie i bez bólu.

Powiedział też inne mądre słowa odnośnie takich sytuacji (ja nigdy w ten sposób na to nie patrzyłam).

Powiedział, że jeśli pies się męczy i nie ma już dla niego szans, najlepszym rozwiązaniem jest uśpienie go. Niektórzy właściciele swoich pupili nie dopuszczają do siebie  takiego rozwiązania i jest to z ich strony egoizm, bo pozwalają psu męczyć się w ostatnich dniach i patrzą na to zamiast pozwolić im godnie umrzeć. A tą egoistyczną cechą jest to, że za wszelką cenę próbujemy przeżyć z pupilem jeszcze kolejne dni i jeszcze kolejne (co z jednej strony jest zrozumiałe) jednak z drugiej strony zapominają, że to pupil jest najważniejszy.

Właściciel pupila ma w obowiązku zapewnić mu godne życie i godną starość, a pozwalanie na to, że pupil się męczy, stan się pogarsza i nie rokuje się poprawy, pozwalanie na to nie jest godną starością.


Dlatego też po zastanowieniu, podjęłam tą decyzję

W ostatnich dniach już nie mógł wstać, próbował się podnieść na dwóch przednich łapach, na tylich już nie mógł, czołgał się. Zaczął robić pod siebie. To już mi otworzyło oczy, że nie ma co liczyć na poprawę.

Pojechaliśmy do weterynarza. Byłam przy tym jak mój azorek dostał zastrzyk po którym miał zasnąć. Głaskałam go, a po kilku sekundach usnął sad Potem ten decydujący i ostatni zastrzyk. Trzymałam rękę na jego serduszku i czułam jak zaczyna wolniej bić, do chwili, aż przestało bić....

To był już koniec. Płakałam, tak bardzo było mi go szkoda. Nie pogodziłam się z tą myślą jeszcze, z tym, że go nie ma. Jednak wiem, że chyba było to najlepsze wyjście. Teraz już się nie męczy.

Znajomi mi mówią, żebym wzięła innego psa. Na razie nie chcę o tym słyszeć, na razie nie chcę innego psa i nie wiem czy w ogóle będę chciała. To był mój pierwszy pies i chyba już ostatni.

Nie chciałabym przechodzić tego samego, patrzeć jak odchodzi. Pomimo tego iż wiem, że gdy odchodził nie męczył się, to jednak był to dla mnie smutny widok.

To tyle. Długa historia, dla osób które będą chciały to przeczytać.

Pozdrawiam.

2

Odp: Mój ukochany pupil (piesek azorek odszedł) to była trudna decyzja

Bardzo ci współczuję. Wiem, jak to jest mieć zwierzątko, które jest bardzo chore i musieć podjąć tę trudną decyzję... Mój zwierzaczek dostał tylko jeden zastrzyk, potem kiedy się dowiedziałam, co to oznaczało, miałam ochotę rozszarpać weta gołymi rękoma za to, że przysporzył mu cierpienia. Ale twój piesek przynajmniej nie cierpiał... Kochałaś swojego pieska i nic dziwnego, że przeżywasz żałobę. Znajomi tak mówią, bo nie wiedzą, jak mogą ci inaczej pomóc, ale też nie do końca rozumieją. Przecież nawet jeśli kiedyś weźmiesz nowego psa, to to nie będzie już ten sam.
Mi się śnił mój zwierzaczek po pewnym czasie, biegający radośnie i zaczepiający mnie... Myślę, że jest jakaś forma życia po śmierci, która jest dostępna dla zwierząt. One mają świadomość i potrafią kochać.

3

Odp: Mój ukochany pupil (piesek azorek odszedł) to była trudna decyzja
Emilia napisał/a:

Bardzo ci współczuję. Wiem, jak to jest mieć zwierzątko, które jest bardzo chore i musieć podjąć tę trudną decyzję... Mój zwierzaczek dostał tylko jeden zastrzyk, potem kiedy się dowiedziałam, co to oznaczało, miałam ochotę rozszarpać weta gołymi rękoma za to, że przysporzył mu cierpienia. Ale twój piesek przynajmniej nie cierpiał... Kochałaś swojego pieska i nic dziwnego, że przeżywasz żałobę. Znajomi tak mówią, bo nie wiedzą, jak mogą ci inaczej pomóc, ale też nie do końca rozumieją. Przecież nawet jeśli kiedyś weźmiesz nowego psa, to to nie będzie już ten sam.
Mi się śnił mój zwierzaczek po pewnym czasie, biegający radośnie i zaczepiający mnie... Myślę, że jest jakaś forma życia po śmierci, która jest dostępna dla zwierząt. One mają świadomość i potrafią kochać.

Tak masz rację, nawet jak kiedyś będę miała jakiegoś pieska to nie będzie to ten sam co był sad Podejrzewam, że nawet doszukiwałbym się podobieństw.

Pierwsze tygodnie po tym gdy już go nie były były ciężkie. Miałam wrażenie, że jest, że słyszę jego spanie, ale po chwili dochodziło do mnie, że to moja wyobraźnia.

Gdy wychodziłam wieczorem do łazienki, byłam zaspana, to przyglądałam się czy pod drzwiami nie leży pies, bo to było jego ulubione miejsce, taki codzienny nawyk, że trzeba było patrzeć pod nogi, bo w jednej chwili był leżał w jednym miejscu, a już za chwilę w drugim smile

Czy ty po tym jak musiałaś uśpić swego pieska zdecydowałaś się w późniejszym czasie na kolejnego?

Pozdrawiam.

4

Odp: Mój ukochany pupil (piesek azorek odszedł) to była trudna decyzja

Rebeca, nie zawsze będzie tak boleć. Z czasem twoj pupil będzie jednym z pięknych wspomnień, daj sobie czas na przeżycie owej żałoby.
Nic na siłę- teraz nie chcesz mieć innego zwierzęcia, bo czujesz, że w pewnym sensie byłoby to nie na miejscu, tym bardziej, jeśli byłaś tak przywiązana do Azorka.
Kiedyś, za jakiś czas, kto wie, może zechcesz mieć kolejnego zwierzaka. Ale nie będzie ani taki sam, ani podobny. Będzie inny, chociaż wcale nie gorszy. Jeśli się zdecydujesz smile Wiesz, na świecie jest mnóstwo czworonogów, które oddadzą Ci całą swoją miłość, jesli tylko Ty tego zechcesz.
Z drugiej strony wcale nie musisz mieć zwierzęcia, nie jest to nakaz odgórny. Przyjaciele zapewne nie wiedzą za bardzo, jak Ci moga pomóc- stąd u nich brak zrozumienia- może nie byli  takiej sytuacji,a może chcą Cię na swoj sposób podnieść na duchu.

Na chwilę obcną bardzo Ci współczuję, ale też gratuluję Ci siły i postawy, za którą niejeden pies na pewno byłby Ci wdzięczny.

5

Odp: Mój ukochany pupil (piesek azorek odszedł) to była trudna decyzja

Rebeca, ja nie miałam pieska. Miałam koszatniczkę. Wiem, że to się na pierwszy rzut oka wydaje dziwne, ale takiego zabawnego, słodkiego gryzonia też można pokochać. Ryczałam jak dziecko, kiedy już było po. Wszystko pamiętam, jakby to było wczoraj, choć minęło 10 lat. Umierała na zapalenie płuc, kichała krwią, antybiotyki nie pomagały. W końcu nastąpiło nieuniknione, choć jechałam do weta pełna nadziei, że może się jeszcze uda. Potem druga mała usychała z żalu za tamtą i musiałam znaleźć jej nowy domek z nowym towarzyszem. Udało się.
Raczej nie będę już mieć zwierząt. Myśleliśmy co prawda o piesku, ale prowadzimy aktywne życie i nie możemy psa zabierać na wszystkie wyjazdy. Nie miałby się nim kto zająć.

6

Odp: Mój ukochany pupil (piesek azorek odszedł) to była trudna decyzja

20 lat to sędziwy wiek dla psa, bardzo sędziwy, niemniej bardzo mi przykro, wiem co to za ból. Moja sunia też moim zdaniem długo żyła - 15 lat. Też kundelek. Może i żyłaby dłużej, ale niestety rąk wątroby i wtedy już tak zaawansowany. Jeździliśmy do weterynarza na zastrzyki, jakiś czas może przedłużyło jej to życie, ale nieznacznie, bo już niedługo niestety zaczęła się męczyć. Gdy moja sunia została uśpiona spałam, moja mama nie chciała mnie budzić. Początkowo miałam do niej o to żal, ale wyjaśniłyśmy sobie, mama powiedziała, że gdyby znała moją reakcję, to powiedziałaby mi, że jedzie na uśpienie, że żałuje tego, bo miałam prawo przecież też być przy tym. Po prostu chciała mnie chronić, jestem jej taką ukochaną córeczkę i bała się mojego bólu. No, ale teraz wiedząc jak mnie bolało właśnie to, że pojechała, a ja nie wiedziałam, to sama powiedziała, że postąpiłaby inaczej, czyli obudziła mnie, bym wiedziała, w końcu to był tak samo mój pies i był ze mną od 8 roku życia. Nie miałabym nic przeciw uśpieniu jakby powiedziała mi, bo też nie chciałabym, by tak cierpiała, po prostu podjęłabym wtedy sama decyzję czy jadę z mamą czy nie, a tak mama pozbawiła mnie zdecydowania o tym, ale jak piszę wyjaśniłyśmy sobie i jest dobrze.

W ostatnich chwilach podobno cierpiała, piszczała, nie mogła znaleźć sobie miejsca, nie chciała jeść, a normalnie była łasuchem. Jakiś czas przed uśpieniem była już chuda, wywracała się przy chodzeniu, więc na spacerze nosiłam ją często na rękach. Jakaś obca kobieta powiedziała raz: "Chora jest?", a ja, że tak i tyle, ale moim zdaniem mogła sobie darować, w końcu nie znamy się, więc po co takie pytanie. No, ale trudno, widziałam jednak współczucie w jej oczach, no nie dziwię się, nam też było ciężko patrzeć na nią chorą. Teraz od śmierci mojej suni minął jakoś ponad rok, a wydaje się, że tak niedawno. Oczywiście jest inaczej niż na początku, ale wiadomo nie płaczę aż tyle co wtedy, gdy prawie nie mogłam przestać, smutek był wszechobecny. Teraz zdarzy mi się zapłakać w takich sytuacjach, gdy wracam do domu, a wiem, że ona nie zaszczeka. Nie zawsze, ale czasem taki impuls i łzy polecą. Dobrze jednak, że nie cierpiała przy usypianiu. Tęsknię za nią oczywiście, to nie mija raczej, ale łatwiej sobie po czasie poradzić. Szkoda, że psy tak krótko żyją sad Nowego psa może i teraz po tym ponad roku mogłabym mieć, może bym dała radę, ale rodzice stanowczo nie chcą, a mieszkam jeszcze z nimi. Decyzja, by mieć psa była oczywiście ich, ale wtedy to ja i siostra najbardziej ich namawialiśmy. Teraz po prostu nie chcą i znam ich, raczej nie będą chcieć, dla nich ona była jedyna, mają już blisko 50, też zdają sobie sprawę, że góra parę lat i wyprowadzę się z domu, a oni też już nie mają wiele sił, więc psa nie chcą. Rozumiem to. Tym bardziej, że mama ma problemy zdrowotne. Dlatego ja psa myślę będę mieć, ale jak się wyprowadzę.

7 Ostatnio edytowany przez gojka102 (2015-01-13 10:38:03)

Odp: Mój ukochany pupil (piesek azorek odszedł) to była trudna decyzja

Rebeca-popatrz na to z tej strony: Twój psiak żył 20 lat.Zapewniłaś mu dwadzieścia lat dobrego życia,miał swego człowieka,który był z nim do końca.
Jakiś czas byłam wolontariuszką w schronie,miałam też dom tymczasowy dla psów i wiem jak bardzo tego ich człowieka tym psiakom było brak.Widziałam jak niektóre odchodziły w schronisku nie doczekawszy adopcji.Jednego psiaka musiałam uśpić bo był bardzo chory jak trafił do mnie na tymczas.Pies po wypadku,wyrzucony przez kogoś z samochodu.
Trzy moje psiaki zachorowały na chorobę zwaną starością i też sama musiałam podjąć tę ciężką decyzję.Ja zawsze miałam duże psy,które dożywają 11-13 lat.Jednego psa musiałam oddać znajomym.Niedawno umarł...
Także starałam się by miały dobre życie.I wiem,że kiedy umrze Pauza-nasz obecny psiak dam dom innemu psu.Ty także go daj.Najlepiej jakiejś schroniskowej bidzie.Twój pies byłby Ci wdzięczny...

8

Odp: Mój ukochany pupil (piesek azorek odszedł) to była trudna decyzja

wiem co czujesz. Ja swojego pipila wzielam ze schroniska to byl labrador .Juz wtedy mial okolo 6 lat ale mimo tego jeszcze mial w sobie zycie. Byl z nami 3 lata .Byl tak kochanym przyjacielem ze sama mysl o nim ze juz go nie ma wywoluje u mnie emocje i łzy spływaja po policzku. Tez bylismy zmuszeni go uspic.Byl bardzo chory nie mial krazenia w tylnich łapach . I krztusil sie caly czas jakby mu cos tam utknelo. To była ciezka decyzja mam nadzieje nie zrobilismy nic złego. Nie bylam przy usypianiu poprostu stchórzyłam ale pozegnałam sie z nim - moj maz go zawiozl do weterynarza i byl z nim do konca. Byl jak czlowiek rodziny ten pies był cudowny i nigdy o nim nie zapomne. Jej rozpłakałam sie normalnie.

9

Odp: Mój ukochany pupil (piesek azorek odszedł) to była trudna decyzja

Najlepszym lekarstwem jest nastepny pies. Gdy wezmiesz ze schroniska to bedziesz dodatkowo miala swiadomosc ze uratowalas psie zycie. A nastepny okaze sie moze inny, ale tez wspanialy.
Udzielam sie na forum adopcyjnym organizacji od ktorej mam swoja suke.  Bardzo madrze pisala niedawno babka ktora ma 26 psow - czesc w czasowej adopcji, czesc swoja. Z tym ze nie wszystkie w domu, na kenele.
Wiec pisala ze trzeba adoptowanemu psu dac czas i duzo milosci. Wtedy nawet najgorszy przypadek staje sie ukochanym psem.

10

Odp: Mój ukochany pupil (piesek azorek odszedł) to była trudna decyzja
Emilia napisał/a:

Rebeca, ja nie miałam pieska. Miałam koszatniczkę. Wiem, że to się na pierwszy rzut oka wydaje dziwne, ale takiego zabawnego, słodkiego gryzonia też można pokochać. Ryczałam jak dziecko, kiedy już było po. Wszystko pamiętam, jakby to było wczoraj, choć minęło 10 lat. Umierała na zapalenie płuc, kichała krwią, antybiotyki nie pomagały. W końcu nastąpiło nieuniknione, choć jechałam do weta pełna nadziei, że może się jeszcze uda. Potem druga mała usychała z żalu za tamtą i musiałam znaleźć jej nowy domek z nowym towarzyszem. Udało się.
Raczej nie będę już mieć zwierząt. Myśleliśmy co prawda o piesku, ale prowadzimy aktywne życie i nie możemy psa zabierać na wszystkie wyjazdy. Nie miałby się nim kto zająć.

Nie dlaczego? wcale nie wydaje się dziwne, przecież to też zwierzak do którego można się przywiązać. Nie ma w tym nic dziwnego i ból wcale nie jest inny od bólu właściciela psa czy kota - tak mi się wydaje, szczególnie jeśli właściciel kochał swego zwierzaka i był do niego przywiązany.

11

Odp: Mój ukochany pupil (piesek azorek odszedł) to była trudna decyzja

Być może kiedyś wezmę jakiegoś psiaka ze schroniska, kiedyś....
Teraz to jednak dla mnie jeszcze za szybko i nie czuję się gotowa na nowego pupila, gdy to się zmieni niewykluczone, że wezmę jakiegoś kundelka smile

12

Odp: Mój ukochany pupil (piesek azorek odszedł) to była trudna decyzja

Czytając mam łzy w oczach... Pies jest moim marzeniem, narazie nie mam warunków ale wkrótce sie to zmieni i planuje zakup bądź adopcje. W dzieciństwie miała labladora, cudowna suka, była ze mna od urodzenia, niestety tez musiała zostać uspiona. Poszła z nią moja babcia, została az do końca...

13

Odp: Mój ukochany pupil (piesek azorek odszedł) to była trudna decyzja
Gee napisał/a:

Czytając mam łzy w oczach... Pies jest moim marzeniem, narazie nie mam warunków ale wkrótce sie to zmieni i planuje zakup bądź adopcje. W dzieciństwie miała labladora, cudowna suka, była ze mna od urodzenia, niestety tez musiała zostać uspiona. Poszła z nią moja babcia, została az do końca...

Tak to właśnie jest z tymi zwierzakami gdy się do nich przywiążemy, że potem jest nam smutno gdy odchodzą, tak jak z ludźmi.
Jednak jakie to byłoby życie bez zwierzaków, słodkich, kochanych zwierzaków? Które bez względu na wszystko są przy swoim właścicielu?

Pozdrawiam.

14 Ostatnio edytowany przez madoja (2015-01-21 03:46:46)

Odp: Mój ukochany pupil (piesek azorek odszedł) to była trudna decyzja

Ja też uśpiłam psa który 17 lat był ze mną.

Bardzo żałuję tej decyzji. Od jego śmierci minęło 11 lat, a ja nadal bardzo żałuję że go uśpiliśmy. Uważam że to było złe, powinien był umrzeć śmiercią naturalną, bez naszej ingerencji.

Chciałabym cofnąć czas i podjąć inną decyzję.
Dla mnie to wygląda tak, że ufał nam i kochał jak nikogo. A my go zabiliśmy.

15

Odp: Mój ukochany pupil (piesek azorek odszedł) to była trudna decyzja

Madoja, twoje obwinianie się nie wróci psu życia. Może ewentualnie skrócić twoje (stres).

Zrobiliście to, co wtedy uważaliście za słuszne. Uszanuj swoją decyzję, bo wtedy była najlepszą z możliwych.
Zawsze z perspektywy czasu wydaje się nam, że mogliśmy postąpić inaczej, ale takie myślenie nie rozwija, lecz uwstecznia. I na pewno w niczym nie pomaga.

16

Odp: Mój ukochany pupil (piesek azorek odszedł) to była trudna decyzja
madoja napisał/a:

Ja też uśpiłam psa który 17 lat był ze mną.

Bardzo żałuję tej decyzji. Od jego śmierci minęło 11 lat, a ja nadal bardzo żałuję że go uśpiliśmy. Uważam że to było złe, powinien był umrzeć śmiercią naturalną, bez naszej ingerencji.

Chciałabym cofnąć czas i podjąć inną decyzję.
Dla mnie to wygląda tak, że ufał nam i kochał jak nikogo. A my go zabiliśmy.

Osobiście uważam (i myślę, że wiele osób myśli tak samo), że uśpienie jest często zdecydowanie lepszą decyzją. Zwierzę raczej nie wie po co jest cierpienie, to, że cierpiałby do śmierci wijąc się w bólu na pewno byłoby dla niego dużo gorsze. Ja nie żałuję, że mama uśpiła moją sunię, tylko było mi smutno, że dowiedziałam się po fakcie, bo myślała, że tak oszczędzi mi bólu, a nieprawda, bo ból może i większy nawet, po prostu wolałabym wiedzieć wcześniej. No, ale też bym ją uśpiła. Skoro można oszczędzić bólu to dla mnie jest to dobre. Moja suczka zawsze bała się weterynarza, denerwowała się przed wizytą, w samochodzie już wyczuwała gdzie jedzie, a ten raz jak mówiła mama wręcz widziała jej w oczach ulgę i sunia nic nie piszczała, nie stresowała się już wizytą. Ludzie nie chcą cierpieć z bólu, zwierzęta tak samo na pewno.

17

Odp: Mój ukochany pupil (piesek azorek odszedł) to była trudna decyzja

Nie myślę tak z perspektywy czasu. Pomyślałam tak już wtedy gdy tata wrócił ze smyczą i psem zawiniętym w koc. Pierwszy raz widziałam tatę gdy płakał.
Wszyscy żałowaliśmy tej decyzji. Ale było już za późno.

Nie wiemy zawsze, czy zwierzę na pewno chce umrzeć. Zwierzęta nie traktują tak tragicznie bólu jak ludzie, tylko bardziej z pokorą. Rozumiem że czasami są sytuacje gdy zwierzę aż wyje z bólu, ale z tego co często słyszałam i widziałam - takie sytuacje są bardzo rzadko. Z reguły są to przypuszczenia, że zwierzę cierpi. Osobiście uważam że ludzie zbyt często sięgają po to rozwiązanie (uśpienie).

Piszę to, bo być może przeczyta to ktoś kto kiedyś bardzo będzie się wahał nad zabiciem swojego zwierzaka. Niech przemyśli to, że ja przez 11 lat nie mogę sobie wybaczyć tego co zrobiłam. Nie wszyscy taką decyzję znoszą dobrze, z podejściem "nie miałem wyjścia". Wyjście jest zawsze. Uśpienie to wybór właściciela.

18 Ostatnio edytowany przez truskaweczka19 (2015-01-21 21:57:46)

Odp: Mój ukochany pupil (piesek azorek odszedł) to była trudna decyzja

Bardzo rzadko? A Twój pies miał 17 lat piszesz i nie cierpiał? Na pewno cierpiał. Tak samo człowiek jak umiera to zwykle jednak cierpi. A plagą są np nowotwory, przy nich to już zwłaszcza cierpienie, chodzi mi o te, które nie da się wyleczyć, bo wiadomo, to zależy. No i tak np moja sunia miała raka wątroby, jeździliśmy na zastrzyki, ale nic więcej nie dało się zrobić, wątroba już prawie cała była zniszczona, wtedy psa już nie da się wyleczyć. Podobno piszczała z bólu. Na pewno tak było jak mama mówi. No i wiele psów cierpi. Mówisz, że przyjmują cierpienie z pokora, serio? Myślisz, że zwierzę tak sobie tłumaczy? To my umiemy tak sobie tłumaczyć, zwierzę raczej nie będzie tego rozumieć. Toi są mądre zwierzęta, ale bez przesady, nie będzie wiedzieć czemu cierpi. No jak piszę wiele psów ma nowotwory choćby i wiele cierpi, nie zawsze to jest na wyrost jak piszesz. Jasne, nie popieram na wyrost, ale w przypadku mojego psa np nie było na pewno, już bardzo cierpiała, chodzić oprócz tego wszystkiego też już prawie nie mogła, piszczała z bólu, ja raz w nocy już słyszałam to sad Twój pies w wieku 17 lat też na pewno cierpiał, jestem tego prawie pewna, bo inaczej pewnie byście nie uśpili.

Zresztą to bardzo dużo lat na psa, więc bardzo dużo przeżył. Chciałoby się psa mieć i jeszcze dłużej, ale niestety psy żyją tak, a nie dłużej. Taką podjęliście decyzję i owszem, może Ty masz inne poglądy niż ja, ale uwierz, Twój pies nie miałby Ci tego za złe, ja uważam, że wręcz przeciwnie. Wiesz, moja koleżanka ma chyba podobne zdanie, że psa nie ma co usypiać, nawet jak powiedziałam o uśpieniu mojej cierpiącej suni z rakiem wątroby to tak uznała... A ból moja sunia miała ogromny, już po samym rodzaju raka można się domyślić i okazała potem to cierpienie. No, ale ja już dłużej nie ciągnęłam tematu, bo wiem, że mama dobrze zrobiła, zrobiłabym tak samo. Skoro są możliwości, by psu oszczędzić więcej cierpień, to jestem za tym. Tym bardziej, że jej dni na pewno były policzone, rak wątroby był bardzo zaawansowany, już powoli nie chciała jeść, a zawsze łasuch, nie mogła chodzić, piszczała z bólu. Może masz inne zdanie, ale nie obwiniaj się, nawet jak masz inne zdanie, to to nie zmieni Waszej decyzji, tak czy siak. Dla mnie nie masz powodów się winić, zrobiłaś dobrze, ale nawet jakbyś miała (choć nie masz), to i tak nie ma co patrzeć wstecz.

A i owszem zależy od sytuacji, bo gdyby np umierała, była już chorująca, ale nie cierpiałaby jakoś szczególnie, czyli odbyłoby się to w miarę "spokojnie", to nie usypialibyśmy jej. No, ale miała tak okropnego raka jak piszę, że niestety bardzo już cierpiała, no i jakiś czas cierpienia jej i tak liczyliśmy, że może zastrzyki pomogą i jeździliśmy na te zastrzyki, chociaż i tak szans już nie było, ale wiadomo, kochaliśmy ją bardzo. No, ale potem jak już bardzo cierpiała, piszczenie, niemożność jedzenia, chodzenia, rak trawił tak mocną, to mama uśpiła i uważam, że wtedy to dobre wyjścia. No zależne to od sytuacji i każdy postępuje wedle siebie, ale według mnie to było dobre wyjście. No czyli zależy od sytuacji, ale jak bardzo pies cierpi, to o ile nie jestesmy przeciwni uśpieniu, to warto rozważyć.

19

Odp: Mój ukochany pupil (piesek azorek odszedł) to była trudna decyzja
madoja napisał/a:

Nie myślę tak z perspektywy czasu. Pomyślałam tak już wtedy gdy tata wrócił ze smyczą i psem zawiniętym w koc. Pierwszy raz widziałam tatę gdy płakał.
Wszyscy żałowaliśmy tej decyzji. Ale było już za późno.

Nie wiemy zawsze, czy zwierzę na pewno chce umrzeć. Zwierzęta nie traktują tak tragicznie bólu jak ludzie, tylko bardziej z pokorą. Rozumiem że czasami są sytuacje gdy zwierzę aż wyje z bólu, ale z tego co często słyszałam i widziałam - takie sytuacje są bardzo rzadko. Z reguły są to przypuszczenia, że zwierzę cierpi. Osobiście uważam że ludzie zbyt często sięgają po to rozwiązanie (uśpienie).

Piszę to, bo być może przeczyta to ktoś kto kiedyś bardzo będzie się wahał nad zabiciem swojego zwierzaka. Niech przemyśli to, że ja przez 11 lat nie mogę sobie wybaczyć tego co zrobiłam. Nie wszyscy taką decyzję znoszą dobrze, z podejściem "nie miałem wyjścia". Wyjście jest zawsze. Uśpienie to wybór właściciela.

Nie.
Ludzie znosza bol lepiej poniewaz maja nadzieje, Zwierzeta zyja w terazniejszosci.
Bardzo malo rozumiesz jesli chodzi o zwierzeta i powinnas sie douczyc.

20

Odp: Mój ukochany pupil (piesek azorek odszedł) to była trudna decyzja
NinaLafairy napisał/a:
madoja napisał/a:

Nie myślę tak z perspektywy czasu. Pomyślałam tak już wtedy gdy tata wrócił ze smyczą i psem zawiniętym w koc. Pierwszy raz widziałam tatę gdy płakał.
Wszyscy żałowaliśmy tej decyzji. Ale było już za późno.

Nie wiemy zawsze, czy zwierzę na pewno chce umrzeć. Zwierzęta nie traktują tak tragicznie bólu jak ludzie, tylko bardziej z pokorą. Rozumiem że czasami są sytuacje gdy zwierzę aż wyje z bólu, ale z tego co często słyszałam i widziałam - takie sytuacje są bardzo rzadko. Z reguły są to przypuszczenia, że zwierzę cierpi. Osobiście uważam że ludzie zbyt często sięgają po to rozwiązanie (uśpienie).

Piszę to, bo być może przeczyta to ktoś kto kiedyś bardzo będzie się wahał nad zabiciem swojego zwierzaka. Niech przemyśli to, że ja przez 11 lat nie mogę sobie wybaczyć tego co zrobiłam. Nie wszyscy taką decyzję znoszą dobrze, z podejściem "nie miałem wyjścia". Wyjście jest zawsze. Uśpienie to wybór właściciela.

Nie.
Ludzie znosza bol lepiej poniewaz maja nadzieje, Zwierzeta zyja w terazniejszosci.
Bardzo malo rozumiesz jesli chodzi o zwierzeta i powinnas sie douczyc.

Też mi się tak właśnie wydaje.

21

Odp: Mój ukochany pupil (piesek azorek odszedł) to była trudna decyzja

Witaj. Ja przeżyłam odejście jednego psiaka. Teraz mam 11-letnią sunię i widze, że już nie jest taka jak kiedyś. Często myślę o tym, że będę musiała się z nią rozstać. 11 lat to szmat czasu a co dopiero 20? Jesli się kogoś kocha 20 lat, to rozstanie okropnie boli. Żałoba po psiaku powinna trwać co najmniej 3 miesiące, bo wzięcie nowego tak od razu nic dobrego temu szczeniaczkowi nie przyniesie.
Obejrzyj sobie film "niebo istnieje naprawdę" i uwierz, że kiedyś zobaczysz się ze swoim pieskiem, bo on najprawdopodobniej czeka na Ciebie. To mnie pociesza, więc może i Tobie prZyniesie ulgę.
I nie uprzedzaj się do wzięcia kiedyś innego psa, bo to, że będzie inny nie oznacza, że będzie gorszy. A tacy ludzie jak Ty powinni nieść szczęście nie tylko jednemu zwierzęciu, bo jesteś wyjątkowa i dobra

22

Odp: Mój ukochany pupil (piesek azorek odszedł) to była trudna decyzja

Pewnie to głupie, ale ja już się martwię jak będzie wyglądać moje życie bez kochanego psiaka, który jest jeszcze bardzo młody. Dlatego planuję kupno drugiego psa za 3-4 lata. To niesamowite jak człowiek potrafi się przywiązać do zwierzęcia sad

23

Odp: Mój ukochany pupil (piesek azorek odszedł) to była trudna decyzja

Jest mi bardzo przykro z powodu Twojego towarzysza i doskonale Cię rozumiem. Niestety ja przeszłam podobną historię w sierpniu 2014 z moim kotem, którego miałam od maleńkiego kocięcia. Niestety zachorował na cukrzycę - kupiłam ludzką insulinę, glukometr, karmy specjalne itd. ale niestety przyplątało się przewlekłe zapalenie trzustki które potem w ciągu kilku dni rozwinęło się w niewydolność wielonarządową. Niestety po dwóch dniach pobytu w lecznicy (kot był półprzytomny) zadecydowałam o uśpieniu go.

Dla mnie był to koszmar.

24

Odp: Mój ukochany pupil (piesek azorek odszedł) to była trudna decyzja

Rebeca1982 Twój wet miał rację, kochamy zwierzęta, a pozwolić im godnie odejść to dowód takiej miłości. Zwierzę czuje ból, a człowiek jest mu winny opiekę do końca, w tym wyzwolenie od tego bólu. Nie każdą walkę da się wygrać.

Madoja to nie są rzadkie sytuacje, zwierzęta tak jak ludzie chorują na bardzo poważne choroby. Uważasz, że lepiej stać z boku i patrzeć jak Twój wieloletni przyjaciel (członek rodziny) odchodzi w agonii? Może u Twojego psa jeszcze nie było tak drastycznych objawów (drgawki, utrata świadomości, silna duszność,skrajne wychudzenie, ból trzewny, mimowolne oddawanie kału i moczu, tak że psiak nie może sobie znaleźć miejsca i całą noc wyje)...Zwierzęta odbierają bodźce tak jak ludzie, mechanizmy są te same. One tylko nie umieją tego powiedzieć słowami...

Posty [ 25 ]

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Forum Kobiet » MOJA NIESAMOWITA HISTORIA » Mój ukochany pupil (piesek azorek odszedł) to była trudna decyzja

Twoja odpowiedź

Masz podobne doświadczenia? Zaloguj się albo załóż darmowe konto, żeby odpowiedzieć. Po drugiej stronie jest prawdziwa osoba.

DołączZaloguj się


Mapa strony - Archiwum | O forum | Poradnik | Prawdziwe historie | Kontakt | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2026