netkobietyWszystkie działy
Rozstanie, flirt, zdrada, rozwód

Nie daję rady...

72 odpowiedzi8 132 wyświetleniazałożony przez magnifique, 03.01.2015

Napisz odpowiedź
Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Strony 1 2 Następna

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 1 do 65 z 73 ]

1

Temat: Nie daję rady...

Tak bardzo nie chcę, ale muszę odejść? Moja sytuacja podobna jest do sytuacji Roberta? Może i ja jestem temu winna przez to, że na początku nie byłam tego związku pewna, że go sprawdzałam, że się kłóciłam, wyprowadzałam? On się wycofał? Rok jesteśmy razem a od pół roku jest emocjonalny chłód? Nie przytula mnie, nie całuje, nie interesuje się, nie rozmawia. Nie ma bliskości. Próbowałam rozmawiać, każda rozmowa kończy się tym, że on potrzebuje czasu żeby wrócić do tego co było? Usłyszałam jakiś czas temu, że nic z tego nie będzie, rozstawaliśmy się kilka razy, ale dlatego, że ze sobą mieszkamy zawsze to kończyło się tym, że jesteśmy razem?
Ale ja nie wiem, czy potrafię? Mam dość. Proszenia o każdy uścisk dłoni. Dopominania się o całus przy powitaniu. Przypominania o przytulaniu.
Czuję się niekochana.
Dzisiaj byliśmy u znajomych. U nich mój facet interesował się wszystkim. Rozmawiał, śmiał się. Wyszliśmy od nich, wróciliśmy do domu, jesteśmy w domu już jakąś godzinę i nie odezwaliśmy się ani słowa. Kocham go bardzo.Rozum mówi mi, że powinnam odejść, że on mnie nie kocha. Emocje mówią mi żeby jeszcze zawalczyła.
Wiem, że to nie może tak wyglądać. Ja po prostu nie jestem szczęśliwa?
Jednego jestem pewna i piszę to żeby wykluczyć niepotrzebne dociekania - nikt inny nie wchodzi w grę. Mój facet jest z tych mężczyzn, którzy najpierw skończą jeden związek zanim wejdą w kolejny. Zwłaszcza, że też nie jest do końca szczęśliwy. Inna kobieta naprawdę nie wchodzi w grę. Ufam mu i jestem tego pewna.


Nie oczekuję od Was złotych rad. Naprawdę nie. Właściwie to wiem co powinnam zrobić? Potrzebuję wsparcia, poczucia, że jesteście. Ostatnio jakoś tak pusto w moim życiu? Potrzebuję siły...

2

Odp: Nie daję rady...

Jesteśmy, jesteśmy smile

Słuchaj, skoro dopiero rok ze sobą jesteście, a Ty przez pierwsze pół roku go non-stop testowałaś to.. Też kiedyś próbowałam być cierpliwa dla kogoś, kto wiecznie trzymał mnie na dystans, testował, nie był niczego pewien, ale wymagał wiele.
Tak się nie da żyć, to upokarzające tak samo dla mężczyzny i dla kobiety.
Czy wiesz jak on się wtedy musiał czuć?


To są te momenty, gdzie jak ktoś mówi: "Coś we mnie pękło" to jest to bardzo adekwatne do sytuacji i nie jest to czcza wymówka.

3

Odp: Nie daję rady...

Elle, nie przez pierwsze pół roku, tylko może miesiąc, dwa? Kiedy po prostu bałam się bardzo, a on pędził naprzód. Napisałam, że pół roku bo wtedy pierwszy raz padło, że powinniśmy się rozstać. Od jakichś dwóch miesięcy jest chyba gorzej niż wcześniej. Ja chodzę do psychologa, pracuję nad sobą, wiem, że powinnam być cierpliwa, ale nie daję rady sad Nie umiem żyć bez czułości, zainteresowania?

Ele, wiesz, że wszystkiego opisać się nie da. Nie wiem, czy na to jaki on jest teraz składa się tylko moje zachowania - jestem raczej pewna, że nie. Patrzę na jego stosunki z matką, na to jak on z nią rozmawia (a raczej nie rozmawia), jak się do niej odzywa, że jest DDA, podejrzewam, że ma w głowie mit związku idealnego, w którym kłótnie nie istnieją, stąd kilka związków  w jego życiu, z których nic nie wynikło pomimo skończenia 40 lat? I nic już nie wiem? Nie wiem, czy się zamknął i tak bardzo zmienił, czy po prostu teraz jest prawdziwy?

Nie wiem nic.

4

Odp: Nie daję rady...

Ja walczyłam o swoje małżeństwo, walczyłam żeby przetrwało, chciałam zrobić wszystko żeby się udało. Teraz też chcę, bo chyba inaczej nie potrafię. Ale nie wiem, czy to ma sens. To nie jest kwestia mojego chcenia/nie chcenia. Ja po prostu czuję się bardzo niekochana? To jest dziwne uczucie, bo mój partner fizycznie pokazuje mi rożne rzeczy, które mogłyby oznaczać, że mu zależy - naprawia mi auto, jedzie na święta do mojej rodziny pomimo, że pewnie wolałby zostać w domu, kupuje mi tort na urodziny itd. Ale moja pani psycholog mówi, że miłość to uczucie, a ja tego nie czuję...

5

Odp: Nie daję rady...

że jest DDA, podejrzewam, że ma w głowie mit związku idealnego, w którym kłótnie nie istnieją, stąd kilka związków  w jego życiu (...) miłość to uczucie, a ja tego nie czuję...

Rozumiem. Teraz wygląda to zupełnie inaczej.
Skoro on tak pędził na początku to może być typowe dla DDA potrzeba poczucia bezpieczeństwa, żeby jak najszybciej poczuć, że SĄ z kimś, a to jak ten związek wygląda od środka to już inna bajka.

Mogę Ci tylko dodać otuchy i zapewnić, że wiem co się w takich chwilach czuje i że nie jesteś z tym sama.
Boli, bo musi boleć -tak reaguje zdrowy emocjonalnie człowiek na brak wzajemności.
Tyle że.. tą sytuację można odwrócić, tzn. przestać odczuwać tę pustkę w sobie, ucząc się kochac siebie - najpierw i najbardziej na świecie smile

Potrafisz poczuć, że kochasz siebie?

6

Odp: Nie daję rady...
Elle88 napisał/a:

Boli, bo musi boleć -tak reaguje zdrowy emocjonalnie człowiek na brak wzajemności.
Tyle że.. tą sytuację można odwrócić, tzn. przestać odczuwać tę pustkę w sobie, ucząc się kochac siebie - najpierw i najbardziej na świecie smile

Potrafisz poczuć, że kochasz siebie?

I siedzę, i ryczę?

Ja pi*****, nie trafiłam na to forum przypadkiem...

7

Odp: Nie daję rady...

Boże...czytam to co piszesz i widzę mój przeszły związek. Takie samo zachowanie partnerów.... też DDA, też odsunięcie się ode mnie, też złe kontakty z matką i też (chyba u niego w głowie) wizja idealnego związku.

Nie spodziewałam się,że znajdę tutaj identyczną sytuację....

8

Odp: Nie daję rady...

Popłacz sobie, pewnie smile Teraz jest na to czas. Wyrażaj emocje, to normalne.

Dziś trochę popłaczesz, poczujesz ulgę..potem znów trochę płaczu, złość, smutek, ulga.. Emocje potrzebują znaleźć ujście. To dobrze, że ich nie blokujesz.

Wszystko to minie, zaufaj mi smile

9

Odp: Nie daję rady...

magnifique dziewczyno jesteśmy z Tobą... przynajmniej ja, to co piszesz jest mi bardzo bliskie bo to jest literalna analogia do mojego, nie tak dawno zresztą zakończonego związku. Z tego co piszesz jemu po prostu brak jest odwagi żeby zakończyć Wasz związek, a takie ''wymuszanie'' uczuć od drugiej osoby jest rzeczywiście niszczące dla naszej psychiki... jeśli tego nie zakończysz radykalnie będziesz się męczyć. Czytałem Twoje posty w innym temacie, z tego wyłania się obraz ponadprzeciętnie wrażliwej i wartościowej osoby, jesteś wspaniałą kobietą ale musisz skoncentrować swoją miłość przede wszystkim na sobie... jesteś tego warta uwierz mi:)

10

Odp: Nie daję rady...
Elle88 napisał/a:

Popłacz sobie, pewnie smile Teraz jest na to czas. Wyrażaj emocje, to normalne.

Dziś trochę popłaczesz, poczujesz ulgę..potem znów trochę płaczu, złość, smutek, ulga.. Emocje potrzebują znaleźć ujście. To dobrze, że ich nie blokujesz.

Wszystko to minie, zaufaj mi smile

W ciągu trzech ostatnich miesięcy sporo razem przeszliśmy. Mnie to bardzo do niego zbliżyło, ale w drugą stronę tego nie czuję? Niby wszystko na co dzień jest ok. Praca, dom, lubimy podróżować więc podróżujemy. Ale ja nie wiem, jak można wyjść z kina i kiedy ja pytam, czy podobał mu się film i on mi odpowiada, jak może nie być pytania w drugą stronę? Raz, drugi, trzeci. Jak można po tygodniu napisać przyjaciołom, że przedstawia się im swoją przyszłą żonę i matkę swojego dziecka, a kiedy przychodzi pierwsza kłótnia stwierdzać, że do siebie nie pasujemy? Jak można kłaść się z kimś do łóżka i nie mieć potrzeby przytulenia go (ja rozumiem wszystko, nie jestem wariatką, rozumiem chorobę, że komuś jest niewygodnie, gorąco, jakieś sporadyczne sytuacje, ale wiecie, że nie o tym mówię)?
I ja mogę to mnożyć? Nie wspomnę już o tym, że musi być wszystko jak on chce, decyzje chciałby podejmować samodzielnie i kawał pracy odwaliłam żeby to zmienić? Tak naprawdę gdyby nie te małe znaki, że jemu też zależy, że zmienia się, chodzi na kompromisy? To pewnie byłabym gdzie indziej...

11

Odp: Nie daję rady...

Ależ ja Cię doskonale rozumiem. Ba, 3/4 ludzi na Forum czuje w lot o czym piszesz smile

Znamy to, przerabialiśmy, bolało nas - wszystko tak samo, dlatego możesz nam wierzyć na słowo, że wszystko z Tobą w porządku.

Trafiłaś na niedojrzały emocjonalnie egzemplarz, który wymaga długiej terapii, ale przede wszystkim podjęcia samodzielnej decyzji o tejże terapii, a przed tym wszystkim jeszcze w ogóle uświadomienia sobie, że MA PROBLEM i to spory.

Tyle, że..na to ostatnie akurat można liczyć najmniej, a to jest pierwszy krok by można było łudzić się o jakiekolwiek zmiany w przyszłości.

Dlatego - skup się na sobie i dojściu do tego dlaczego sabotujesz własne szczęście i karzesz siebie pozostawaniem w relacji z kimś, o kim wiesz, że nie potrafi dać Ci szczęścia na jakie zasługujesz?
To na to pytanie musisz znaleźć odpowiedź, reszta rozwiąże się wtedy sama.

12

Odp: Nie daję rady...
ruffi83 napisał/a:

magnifique dziewczyno jesteśmy z Tobą... przynajmniej ja, to co piszesz jest mi bardzo bliskie bo to jest literalna analogia do mojego, nie tak dawno zresztą zakończonego związku. Z tego co piszesz jemu po prostu brak jest odwagi żeby zakończyć Wasz związek, a takie ''wymuszanie'' uczuć od drugiej osoby jest rzeczywiście niszczące dla naszej psychiki... jeśli tego nie zakończysz radykalnie będziesz się męczyć. Czytałem Twoje posty w innym temacie, z tego wyłania się obraz ponadprzeciętnie wrażliwej i wartościowej osoby, jesteś wspaniałą kobietą ale musisz skoncentrować swoją miłość przede wszystkim na sobie... jesteś tego warta uwierz mi:)

Dziękuję Ci, ruffi83. Za te dobre słowa.
Rzeczywiście są momenty, kiedy myślę, że mu brak odwagi. Z drugiej strony znam go na tyle, że wydaje mi się, że inteligenty, samodzielny, zaradny życiowo facet nie miałby problemu z tym żeby to definitywnie zakończyć. On mówi, że jeśli nam nie wyjdzie, to będzie już sam, bo najwidoczniej nie nadaje się do związków? Dlatego też pewnie to jeden z powodów dla których w tym trwam. Nadzieja, że to nie jest zwykłe tchórzostwo tylko, że on również chciałby żeby to się udało?

Moim noworocznym postanowieniem jest danie sobie czasu do 31 marca. Skupienie się w tym czasie na sobie. Zajęcie swoimi sprawami. Żadnych pretensji, żadnych wymagań. Jeśli zobaczę zmianę, będzie o co walczyć dalej. Jeśli nie?

Potrzebuję Was. Naprawdę.

13

Odp: Nie daję rady...
Bu55 napisał/a:

Boże...czytam to co piszesz i widzę mój przeszły związek. Takie samo zachowanie partnerów.... też DDA, też odsunięcie się ode mnie, też złe kontakty z matką i też (chyba u niego w głowie) wizja idealnego związku.

Nie spodziewałam się,że znajdę tutaj identyczną sytuację....

Bu55, ściskam mocno...

14

Odp: Nie daję rady...
Elle88 napisał/a:

Trafiłaś na niedojrzały emocjonalnie egzemplarz, który wymaga długiej terapii, ale przede wszystkim podjęcia samodzielnej decyzji o tejże terapii, a przed tym wszystkim jeszcze w ogóle uświadomienia sobie, że MA PROBLEM i to spory.

Gdyby nie to, że na początku nie byłam święta, że wyrządziłam na pewno sporo krzywdy tym, że się bałam, to pewnie już dawno w tym bym nie tkwiła? A tak? Cały czas myślę, że to może ja swoim zachowaniem spowodowałam zmianę na gorsze? (bo on mówi, że to od tego się zaczęło i czasowo rzeczywiście tak było). I tylko jakiś drugi głos w głowie mówi mi, że człowiek przez pierwszy miesiąc, dwa, zauroczenia - stara się bardzo i wtedy jest "lepszy", a potem zaczyna być prawdziwy, a nie, że człowiek przez miesiąc, dwa, zauroczenia - jest prawdziwy, a przez pozostałe 10 miesięcy jest kimś kim nie chce być? Podejrzewam, że stąd problem w poprzednich związkach, ich nietrwałość itp.


Elle88 napisał/a:

Dlatego - skup się na sobie i dojściu do tego dlaczego sabotujesz własne szczęście i karzesz siebie pozostawaniem w relacji z kimś, o kim wiesz, że nie potrafi dać Ci szczęścia na jakie zasługujesz?
To na to pytanie musisz znaleźć odpowiedź, reszta rozwiąże się wtedy sama.

Dobre pytanie...

15 Ostatnio edytowany przez Elle88 (2015-01-04 01:35:29)

Odp: Nie daję rady...

I tylko jakiś drugi głos w głowie mówi mi, że człowiek przez pierwszy miesiąc, dwa, zauroczenia - stara się bardzo i wtedy jest "lepszy", a potem zaczyna być prawdziwy, a nie, że człowiek przez miesiąc, dwa, zauroczenia - jest prawdziwy, a przez pozostałe 10 miesięcy jest kimś kim nie chce być? Podejrzewam, że stąd problem w poprzednich związkach, ich nietrwałość itp.

Dobrze kombinujesz smile

To jest wymówka dla niego, w którą zresztą pewnie święcie wierzy, by samemu sobie jakos wyjaśnić fenomen szybkiego 'wypalania się' uczuciowego. Związek po związku - to samo.
No jakiś cud po prostu.
"Tak wyszło", wszystko SAMO się tak robi..a on na to niewiele biedny może poradzić ;(

16

Odp: Nie daję rady...

''znam go na tyle, że wydaje mi się, że inteligenty, samodzielny, zaradny życiowo facet nie miałby problemu z tym żeby to definitywnie zakończyć.''
tutaj nie masz racji, to że gościu jest inteligenty, samodzielny, zaradny to po pierwsze - Ty go tak postrzegasz, przez pryzmat swojej miłości do niego, a po drugie nawet jeśli tak jest w rzeczywistości to ma się nijak do odwagi emocjonalnej, a ja odnoszę wrażenie że on po prostu boi się zostać sam, wizja samotności go przeraża...
''Nadzieja, że to nie jest zwykłe tchórzostwo tylko, że on również chciałby żeby to się udało?''
dla mnie z boku wygląda to na tchórzostwo... może powiem inaczej... zakochany facet jeśli jego kobieta ofiarowuje mu miłość nie zakłada że może nie wyjść
''Jeśli zobaczę zmianę, będzie o co walczyć dalej. Jeśli nie?''
ta zmiana może się dokonać, ale nie u niego ... już najwyższy czas abyś zaczęła walkę o siebie... a naprawdę jest o kogo walczyć...

17

Odp: Nie daję rady...
magnifique napisał/a:
Bu55 napisał/a:

Boże...czytam to co piszesz i widzę mój przeszły związek. Takie samo zachowanie partnerów.... też DDA, też odsunięcie się ode mnie, też złe kontakty z matką i też (chyba u niego w głowie) wizja idealnego związku.

Nie spodziewałam się,że znajdę tutaj identyczną sytuację....

Bu55, ściskam mocno...

Dziękuję, ja również Ciebie ściskam i trzymam kciuki, aby się udało. U mnie było identycznie. Nawet było mówione,że nigdy w żaden związek nie wejdzie i że byłam miłością jego życia, a nikogo nie pokocha tak, jak mnie. Obecnie jest już po wszystkim. Ja się uczę żyć na nowo.
Wiem, co czujesz. Czułam to samo. Też byłam odpychana...też walczyłam. Wiedziałam, że jest DDA, ale myślałam,że mimo tego, jest taki, jak się zachowuje - odpowiedzialny, dojrzały jak na swój wiek.

Płacz, nie hamuj tego. To pomaga.

18

Odp: Nie daję rady...

Nie powiem, że jestem gotowa aby odejść. Byłabym nieszczera z Wami, ale - przede wszystkim - ze sobą. Mam natomiast nadzieję, że - pisząc tutaj - o swoich emocjach, o tym co się dzieje, zyskam inny obraz sytuacji niż ten, który mam w głowie, który widzę, gdy w nich uczestniczę. Psychoterapia jest dla mnie ogromnym wsparciem, ale - odkąd tutaj trafiłam i zaczęłam Was czytać - wiem, że chciałabym przejść przez to z Wami.
Dziękuję.

19

Odp: Nie daję rady...
ruffi83 napisał/a:

''Jeśli zobaczę zmianę, będzie o co walczyć dalej. Jeśli nie?''
ta zmiana może się dokonać, ale nie u niego ... już najwyższy czas abyś zaczęła walkę o siebie... a naprawdę jest o kogo walczyć...

Ruffi, dziękuję za wszystkie słowa.

Wiem, że muszę o siebie zawalczyć.


To wszystko jest tym trudniejsze, bo on ma cechy, które są dla mnie bardzo ważne u mężczyzny. Chociaż wiem, że są przecież jeszcze inni, wartościowo mężczyźni na tym świecie. Tacy, którzy nie zdradzają, ale też potrafią pozostawać z partnerką w bliskości emocjonalnej?

20

Odp: Nie daję rady...

Od wczoraj ani słowa. Cisza. Ja leżałam już w łóżku kiedy przyszedł, oczywiście bez przytulenia, bez słowa.
Przed chwilą poszłam z nim porozmawiać. Powiedziałam mu o DDA, o artykułach, które na ten temat czytałam, wysłałam mu linka, w którym opisane są cechy DDA, zwłaszcza niemożność tworzenia trwałych związków, poczucie rozczarowania związkiem, brak okazywania uczuć, brak chęci do rozmów o problemach.. Powiedziałam, że potrzebuje terapii i że ja nie jestem w stanie żyć w takiej emocjonalnej pustce.
To była pierwsza rozmowa o nim jako DDA. Nie odezwał się słowem.

Leżę w łóżku i nie wiem co mam ze sobą zrobić. Nic mi się nie chce. Nie wierzę, że coś z tym zrobi, on mocno wierzy w to, że to jest moja wina bo było jak było... Z resztą to poczucie winy we mnie zaszczepił, bo przecież zastanawiam się, czy nie jest tak, że to ja jestem w błędzie, a on ma rację, i że to ja wszystko schrzaniłam...

21

Odp: Nie daję rady...

Dziewczyno, jesteś z tym facetem w "związku" (relacji? bo związkiem bym tego życia obok siebie nie nazwała) od roku jakoś, a już jesteś cieniem człowieka.
Może on jest DDA, ale zastanów się lepiej kim TY jesteś, bo fakt, że chcesz w tym tkwić mówi najwięcej o Twoich problemach, od których "niańcząc" jego uciekasz..

to nie jest tak, że Ty nie masz żadnych problemów. Jesteś kkzb - to po pierwsze, idealna kandydatka dla unikacza bliskości.

Ratuj siebie, bo z nim spadniesz na dno.

22

Odp: Nie daję rady...

Elle, czytałam wątek o kkzb. Nie odnajduję siebie w nim... Uważasz tak dlatego, że tkwię w relacji, która nie daje mi szczęścia?

23

Odp: Nie daję rady...

Gonisz i próbujesz zmienić kogoś, kto od bliskości ucieka. KKZB to nie Ty?
Dlaczego unikasz tego określenia?

24

Odp: Nie daję rady...
Elle88 napisał/a:

Gonisz i próbujesz zmienić kogoś, kto od bliskości ucieka. KKZB to nie Ty?
Dlaczego unikasz tego określenia?

Nie unikam tego określenia.
Masz rację, że on ucieka od bliskości, a ja chcę to zmienić... Po prostu kkzb jakoś inaczej mi się zawsze kojarzyła, patrzyłam na nią bardziej przez pryzmat konkretnych zachowań, których u siebie nie obserwowałam i może dlatego pozostałe cechy mi umknęły...
Nie uciekam Elle. Chcę żyć lepiej.

25

Odp: Nie daję rady...

A co jeśli powiem Ci (m.in. ze swojego doświadczenia), że nie jesteś w stanie sprawić siłą woli, by człowiek, który jest pusty emocjonalnie w środku był w stanie cokolwiek poczuć?
On jest ZABLOKOWANY.

To są głębokie zależności i stany- taka spirala wyparcia, gdzie z której strony nie spróbujesz ruszyć sprawę, z każdej się ukłujesz i niczego to nie zmieni.

Nie zmienisz rzeczywistości - tym bardziej CZYJEJŚ- z zewnątrz, to musi iść z wnętrza.

A on jest na etapie wyparcia.
I dlatego podtykanie artykułów pod nos nic nie da, bo on nie czuje tego co Ty do niego mówisz.
On NIC nie czuje.

26

Odp: Nie daję rady...

ja jestem ze swoim chlopakiem prawie dwa lata i bardzo sie duzo klocilismy, wczoraj po klotni postanowil ze powinnismy dac sobie czas...pierwszy raz to od niego uslyszalam... zgodzilam sie bo nic nie moglam zrobic... przeplakalam cala noc i tesknie dzis jak cholera hmm potrzebuje wsparcia...

27 Ostatnio edytowany przez Elle88 (2015-01-04 16:20:26)

Odp: Nie daję rady...

wczoraj po klotni postanowil ze powinnismy dac sobie czas..

Masz 18 lat to w ogóle jest związek dwójki dzieci jeszcze, sorry za szczerość wink

Ale wykorzystam Twój przykład by podkreślić raz jeszcze:  żaden dojrzały emocjonalnie (=dojrzały do budowania trwałej relacji) facet po kłótni nie zachowuje się jak 5 letni chłopiec i zamiast usiąść i rozwiązać problem nie znika na bliżej nieokreślony czas, by przeczekać i wyleźć z "jaskini", jak już sprawa przyschnie.
Mężczyzna problem ROZWIĄZUJE albo przynajmniej tego rozwiązania aktywnie szuka. Zaangażowany mężczyzna wink

I druga sprawa: Jeśli któraś ze stron w związku wykorzystuje różnicę zdań do tego by ustalić hierarchię władzy (dominacji) to jest kaplica.
Dominuje zawsze ten, do kogo musimy się "dobijać", a więc bierny agresor. Ciche dni i unikanie kontaktu to jego 'narzędzia władzy'.

Z kimś takim każda próba doprowadzenia do kompromisu kończy się kolejną ucieczką, bo i nie o kompromis chodzi a zdominowanie partnera poprzez wprowadzanie ciągłego chaosu i niepewności w relacji.
Jest to technika tzw. "łamania morale" przez poddawanie drugiej osoby w kółko skrajnym emocjom, a następnie 'nagradzanie' za wytrwałość jakimś ochłapem.

28

Odp: Nie daję rady...

Żal mi Twojego mezczyzny. Mam w domu bardzo podobnego. Jest zamknięty w sobie, niegadatliwy, ma ogromny problem z okazywaniem czułości, ciepła, a prawienia komplementów nie było przez całe 20 lat wspólnego zycia. Kiedy jestem w złym nastroju i prawie kazania, dyskutuje czy wręcz urządzam awantury, są to zawsze monologi. Nie reaguje, zamyka się w sobie, a nawet wychodzi, patologicznie nie znosi kłótni. Dla osoby emocjonalnej i bardzo ekstrawertycznej to cholernie trudny partner.
Ale jednocześnie najwspanialszy jakiego można mieć. Odpowiedzialny, zaradny, tolerancyjny, wierny, cierpliwy, zawsze można na niego liczyć. Dla dzieci najwspanialszy ojciec, mimo że też niewylewny. Prawda jest taka, że rzadko wyzna miłość słowami, czułością, ale zawsze czynami. Inaczej nie potrafi. Nie przytula? To podejdź, przytul pierwsza, to nie jest poniżenie i uległość, to okazanie miłości po swojemu. Czy on Cię wtedy odpycha? To ja jestem inicjatorka wszelkich czułości i nie przeszkadza mi to, bo w zmian mam dobrego faceta. On też potrzebuje być zapewniany o tym, jaki jest ważny, w atmosferze ciepła i zrozumienia ma szansę się otworzyć. Twój chyba odsunął się jeszcze bardziej przez Twoje wahanie, uzasadnione oczywiście. Nie namawiam do pozostania, bo ciężko jest znieść taki chłód. Na tym forum są wątki założone przez mężczyzn, którzy kochali mocno, ale przez nieumiejętność uzewnetrznienia tego potracili swe partnerki. Ale wydaje mi się, że w  jego miłość nie powinnaś wątpić.Terapii raczej się nie podda, ale szczera rozmowa może pomóc, mam wrażenie, że komunikacja u Was kuleje mocno. Nie powie wiele, Ty powiedz co czujesz. Może przynajmniej dojdziecie do konstruktywnych wniosków,  co dalej.

29

Odp: Nie daję rady...

starlet, sęk w tym, że z takim partnerem niczego nie ustalisz, bo on albo dla świętego spokoju przytaknie, albo wyjdzie w środku rozmowy, albo w ogóle zero reakcji - Człowiek Widmo.

30

Odp: Nie daję rady...

Elle 88, żałuję, że o wiele wcześniej nie trafiłam na Ciebie. Wszystko co piszesz, to prawda i doskonale pokrywa się z tym, co było też u mnie, a czego nazwać nie umiałam.

31

Odp: Nie daję rady...

Mój nie przytakuje dla świętego spokoju, jest świadomy swojego zdania i trzyma się go. Ustąpi tylko wiedząc, że mnie zależy. Wyjść potrafi, fakt.To boli. Z perspektywy 20-letniego wspólnego  zycia i porównania ze wszystkimi znajomymi facetami nie żałuję. Jestem mega trudną osobą,   ale on zawsze był dla mnie oparciem i pomocą.Niezawodnie. Taki ktoś, kto mało mówi, ale dużo robi. Jeśli mężczyzna autorki tez tak ma, jest wartościowym człowiekiem.

32

Odp: Nie daję rady...

Jestem mega trudną osobą,   ale on zawsze był dla mnie oparciem i pomocą.Niezawodnie.

W takim razie to zupełnie inny przypadek. Tu mówimy o kimś, dla kogo problemy to pretekst by wycofać się z relacji emocjonalnie zupełnie (choć tu ciężko mówić o jakimkolwiek zaangażowaniu wtedy).

Poza tym, weź pod uwagę, że u autorki to dopiero POCZĄTKI, a wygląda to jakby mieli 35-letni staż i byli totalnie sobą znudzeni i tylko kredyty i dzieci ich ze sobą trzymały.
U Ciebie jest zgoła inaczej, z tego co piszesz.

33

Odp: Nie daję rady...

Tak może być, oczywiście, ja odniosłam swoją sytuację do zachowania jej mezczyzny. Mój był taki od początku, ten wewnętrzny spokój przyciągnął jako przeciwieństwo sytuacji domowej. To ja się dopasowalam. Ale pisała o jego zaletach, ciekawa jestem, jakie one są.

34

Odp: Nie daję rady...

Sprowokowałam rozmowę, usłyszałam "przecież ja Ci mówiłem, że nic z tego nie będzie", na pytanie, czy mnie kocha powiedział, że nie potrafi odpowiedzieć, na pytanie czemu ze mną jest odpowiedział, że nie wie. Powiedziałam mu o tym, że każdy mi mówi żebym się ratowała, on ta to "ratuj się". Na pytanie czy jest ze mną z braku lepszej opcji powiedział, że lepszą opcją jest bycie samemu, bo nie będzie wtedy potrzebował terapii i nikt przy nim nie będzie nieszczęśliwy. Jak powiedziałam żeby robił tak żeby ktoś był szczęśliwy, to stwierdził, że to za bardzo bolesne...
Nie wytrwam w swoim postanowieniu, nie dam rady...

Co do jego zalet - owszem, ma je. Jest tolerancyjny, bezproblemowy, samodzielny, niezawodny, wierny, solidny, zaradny, cierpliwy, odpowiedzialny. Ja też mogę na niego liczyć. Tylko do tego wszystkiego trzeba mieć poczucie, że jest się kochaną, a u mnie tego nie ma...

35 Ostatnio edytowany przez Elle88 (2015-01-04 19:33:03)

Odp: Nie daję rady...

odpowiedzialny

Przepraszam, mówisz teraz o człowieku, który wzrusza ramionami kiedy pytasz go czy Cie kocha i czy zamierza dać Ci coś z siebie by Wam się udało?

Odpowiedzialny...Dobre smile Za co?
Jest zdeklarowanym egoistą i chodzącym Zombie emocjonalnym. "Odpowiedzialnie" trwa w swoim betonowym kokonie oddzielającym go od życia i ludzi.


cierpliwy

Cierpliwie wysłuchuje Twoich "wydumanych oczekiwań". Ja bym powiedziała, że jest wręcz wspaniałomyślny i łaskawy.
Najpierw sam generuje problemy, a potem łaskawie o tym słucha.
No cudowny jest big_smile

niezawodny

Litości...
O kim Ty piszesz, Kobieto? Bo zdaje się, że stworzyłaś w głowie alternatywny obraz swojego ideału, który w wolnych od płaczu chwilach odtwarzasz i już chyba prawie uwierzyłaś, że on te cechy posiada?


Obudź się.

36

Odp: Nie daję rady...

Elle, bardzo Cię lubię i szanuję, bo już jakiś czas to forum czytam. Wiem też, że często stosujesz przysłowiowy "kop w dupę" na ocknięcie. Ale to kpienie? "Dobre? Za co?"? to trochę? nieodpowiednie? Nie znasz mnie, nie wiesz o mnie zbyt wiele, po co ta kpina w Twojej wypowiedzi? Bo widzę coś inaczej niż Ty?

Nie chcę głaskania po głowie i mówienia mi tylko tego co chcę usłyszeć. Wręcz przeciwnie, napisałam żeby usłyszeć obiektywne opinie, bo mnie - siłą rzeczy - tego obiektywizmu brakuje.I wdzięczna jestem każdemu za jego zdanie. Ja naprawdę potrzebuję teraz ludzi wokół.

37

Odp: Nie daję rady...

Magnifique,
Przed chwilą przeczytałam na innym wątku inna twoja historie z przeszłości. Wyszłas wtedy z tamtej sytuacji medalowo, z wielką godnością i szacunkiem dla samej siebie. Czytając to widziałam silna kobietę, z poczuciem wartości, klasa i poczuciem, że wie, czego chce i co się jej należy. Jesteś nią. Potrafisz. Zasługujesz na najlepsze. Naprawdę.

38 Ostatnio edytowany przez Elle88 (2015-01-04 20:34:06)

Odp: Nie daję rady...

To nie kpina z Ciebie, tylko chciałam Ci uzmysłowić, że zderzenie tego co opisałaś (o ile niczego wcześniej nie przerysowałaś, a wierzę, że nie) z cechami charakteru, które potem podałaś.. patrząc na to trzeźwo i z boku (czyli bez skrajnego zaangażowania emocjonalnego) się po prostu nie trzyma kupy, to są wykluczające się wzajemnie i sprzeczne opinie n/t tej samej kwestii.

A pisze o tym nie dlatego, żeby Cię wkurzyć, tylko sama swego czasu czepiałam się jak tonący brzytwy każdej wystrzępionej nitki pozytywów, z której mogłabym zrobić kłębek wink i przekonać sama siebie, że np. kogoś, kto kompletnie nie potrafi być graczem zespołowym i jest skupiony w 100% na sobie, można nazwać człowiekiem odpowiedzialnym, bo..pracuje, zarabia na siebie, przychodzi na czas na spotkania, nigdy nie podnosi głosu i zawsze siedzi cicho jak mumia ramzesa, gdy ja- cała w emocjach (ta wariatka wink wygłaszam monologi.
Żeby było śmieszniej to były "nasze sprawy", które siłą rzeczy powinny wzbudzać zbliżone zainteresowanie, a swoimi tekstami (wypisz wymaluj niemal jak te, które ten Twój wygłasza) i spokojem godnym śniętego karpia udawało mu się mnie tak zmanipulować, że naprawdę zaczynałam wierzyć, że normalny jest ten, kto potrafi trzymać emocje na wodzy, a ja jestem ta nienormalna, bo czuję, chcę rozmawiać i emocjonuję się.
I tak z pozostałymi cechami..

A potem, z dystansu "trochę" inaczej to wszystko już wyglądało.

I wiesz, to że ktoś jest odpowiedzialny w kwestiach zawodowych czy na pierwszy rzut oka nie sprawia wrażenia łachudry i oszołoma, nie znaczy, że jest odpowiedzialny w kontekście związku. To dwia różne rodzaje odpowiedzialności..

Mam nadzieję, że teraz jaśniej.

39 Ostatnio edytowany przez magnifique (2015-01-04 20:37:33)

Odp: Nie daję rady...

Ja i tak bardzo się zmieniłam, wyciszyłam, wszyscy to mówią? Moje przeżycia podobne są do Twoich, Elle, nie tylko z tego związku? Nie wiem, gdzie podziała się ta szalona, zwariowana dziewczyna...

40

Odp: Nie daję rady...

Została stłamszona na ołtarzu posiadania partnera -sama świadomość tego, że JEST. A że jest byle jak i brakuje uczucia..

Dalej nie odpowiedziałaś na pytanie za co się karzesz relacją z facetem, który ma gdzieś Twoje uczucia i potrzeby?

41

Odp: Nie daję rady...
Elle88 napisał/a:

Została stłamszona na ołtarzu posiadania partnera -sama świadomość tego, że JEST. A że jest byle jak i brakuje uczucia..

Dalej nie odpowiedziałaś na pytanie za co się karzesz relacją z facetem, który ma gdzieś Twoje uczucia i potrzeby?

Nie odpowiedziałam bo nie wiem? To nie jest proste pytania...

42

Odp: Nie daję rady...
Elle88 napisał/a:

Została stłamszona na ołtarzu posiadania partnera -sama świadomość tego, że JEST. A że jest byle jak i brakuje uczucia..

To też nie tak? Mam 35 lat, dobrą pracę, przyjaciół, jestem niezależna finansowo, potrafię sobie radzić bez mężczyzny? Nie jest tak, że musi być i wystarczy, że jest...

43

Odp: Nie daję rady...

Niezależność finansowa nie jest gwarancją niezależności emocjonalnej..

44

Odp: Nie daję rady...

On się nie zmieni, okazywanie uczuć to dla niego był, jest i będzie problem. Co nie znaczy, że nie czuje. Cieszy mnie, że poza tym zauważyłaś w nim tyle zalet. Obiektywnie i empatycznie. Moim zdaniem, on już odpuścił, głównie dla Twojego dobra. Ale i chyba swojego, jest już bardzo  poraniony tymi niepowodzenieniami. Taki charakter po prostu się kocha albo nie.
Elle88, to się trzyma kupy i jest możliwe. Przekreślasz człowieka z powodu jakiegoś stereotypu, a przecież każdy jest indywidualnościa i zasługuje na zrozumienie. Poza patologią oczywiście, ale  tu nie o tym mowa.

45 Ostatnio edytowany przez starlet007 (2015-01-04 20:58:10)

Odp: Nie daję rady...

Jak by się nie zakończyło, powodzenia :-)

46 Ostatnio edytowany przez Elle88 (2015-01-04 20:59:58)

Odp: Nie daję rady...

Przekreślasz człowieka z powodu jakiegoś stereotypu, a przecież każdy jest indywidualnościa i zasługuje na zrozumienie. Poza patologią oczywiście, ale  tu nie o tym mowa.

Nie przekreślam Człowieka, nie widzę tylko możliwości pogodzenia oczekiwań autorki, która - podobnie jak ja- jest osobą szalenie emocjonalną, wrażliwą i ciepłą a z drugiej strony jest pan, który coś tam sobie czuje (albo i nie? z tego jak zareagował to nie wynika za bardzo) ale nijak nie da się tego realnie na sobie odczuć.
To co jest warte takie uczucie? Czasami samo uczucie nie wystarczy, jeśli oczekiwania co do odbierania i okazywania miłości są skrajnie różne.

Tobie to odpowiada, mówisz, że jesteś szczęśliwa. Autorka wg ciebie też jest?
I co powinna zrobić? Brnąć w to i wyć nocami do poduszki jak zostawiony w schronisku pies, mając partnera odwróconego plecami w łóżku obok siebie np. albo w innym pokoju?
Jak kto lubi..

47

Odp: Nie daję rady...
Elle88 napisał/a:

Niezależność finansowa nie jest gwarancją niezależności emocjonalnej..

Zgadzam się, ale nadal twierdzę, że nie jest tak, że potrzebuję z kimś być byleby być. Byłam sama przez jakiś czas, świetnie dawałam sobie radę bez mężczyzny, związałam się z nim dlatego, że chciałam związać się z nim, a nie dlatego żeby ktoś był? Gdyby było tak, że chcę żeby był ktoś, nieważne kto, to już dawno mogłabym powtórnie wyjść za mąż, mieć dzieci itd.

48

Odp: Nie daję rady...
Elle88 napisał/a:

Przekreślasz człowieka z powodu jakiegoś stereotypu, a przecież każdy jest indywidualnościa i zasługuje na zrozumienie. Poza patologią oczywiście, ale  tu nie o tym mowa.

Nie przekreślam Człowieka, nie widzę tylko możliwości pogodzenia oczekiwań autorki, która - podobnie jak ja- jest osobą szalenie emocjonalną, wrażliwą i ciepłą a z drugiej strony jest pan, który coś tam sobie czuje (albo i nie? z tego jak zareagował to nie wynika za bardzo) ale nijak nie da się tego realnie na sobie odczuć.
To co jest warte takie uczucie? Czasami samo uczucie nie wystarczy, jeśli oczekiwania co do odbierania i okazywania miłości są skrajnie różne.

Tobie to odpowiada, mówisz, że jesteś szczęśliwa. Autorka wg ciebie też jest?
I co powinna zrobić? Brnąć w to i wyć nocami do poduszki jak zostawiony w schronisku pies, mając partnera odwróconego plecami w łóżku obok siebie np. albo w innym pokoju?
Jak kto lubi..

Tu masz mnóstwo racji? I sama prawda...

49

Odp: Nie daję rady...
Elle88 napisał/a:

Nie przekreślam Człowieka, nie widzę tylko możliwości pogodzenia oczekiwań autorki, która - podobnie jak ja- jest osobą szalenie emocjonalną, wrażliwą i ciepłą a z drugiej strony jest pan, który coś tam sobie czuje (albo i nie? z tego jak zareagował to nie wynika za bardzo) ale nijak nie da się tego realnie na sobie odczuć.
To co jest warte takie uczucie? Czasami samo uczucie nie wystarczy, jeśli oczekiwania co do odbierania i okazywania miłości są skrajnie różne.

Tobie to odpowiada, mówisz, że jesteś szczęśliwa. Autorka wg ciebie też jest?
I co powinna zrobić? Brnąć w to i wyć nocami do poduszki jak zostawiony w schronisku pies, mając partnera odwróconego plecami w łóżku obok siebie np. albo w innym pokoju?
Jak kto lubi..

Nie odpowiada, potrzebę ciepła i bliskości mam wręcz chorobliwa. Wiec idę i się przytulam, nie czekam na jego ruch.. Nie wiem jak facet  autorki, mój rzadko ucieka, choć zbywa czasem. Nie jest łatwo, ale po prostu jest tego wart. Martwi się o mnie, dba, troszczy się. Egoizmu zero, nawet tego zdrowego, co mnie złości nawet. No i nie chce iść na łatwiznę i rzucić, tylko naprawiam.
Oni są jeszcze na początku, to jest najlepszy moment na wahanie, gdybym miała wybierać raz jeszcze, może też bym odeszła. Ale czy kolejni byliby lepsi?

50

Odp: Nie daję rady...
starlet007 napisał/a:
Elle88 napisał/a:

Nie przekreślam Człowieka, nie widzę tylko możliwości pogodzenia oczekiwań autorki, która - podobnie jak ja- jest osobą szalenie emocjonalną, wrażliwą i ciepłą a z drugiej strony jest pan, który coś tam sobie czuje (albo i nie? z tego jak zareagował to nie wynika za bardzo) ale nijak nie da się tego realnie na sobie odczuć.
To co jest warte takie uczucie? Czasami samo uczucie nie wystarczy, jeśli oczekiwania co do odbierania i okazywania miłości są skrajnie różne.

Tobie to odpowiada, mówisz, że jesteś szczęśliwa. Autorka wg ciebie też jest?
I co powinna zrobić? Brnąć w to i wyć nocami do poduszki jak zostawiony w schronisku pies, mając partnera odwróconego plecami w łóżku obok siebie np. albo w innym pokoju?
Jak kto lubi..

Nie odpowiada, potrzebę ciepła i bliskości mam wręcz chorobliwa. Wiec idę i się przytulam, nie czekam na jego ruch.. Nie wiem jak facet  autorki, mój rzadko ucieka, choć zbywa czasem. Nie jest łatwo, ale po prostu jest tego wart. Martwi się o mnie, dba, troszczy się. Egoizmu zero, nawet tego zdrowego, co mnie złości nawet. No i nie chce iść na łatwiznę i rzucić, tylko naprawiam.
Oni są jeszcze na początku, to jest najlepszy moment na wahanie, gdybym miała wybierać raz jeszcze, może też bym odeszła. Ale czy kolejni byliby lepsi?

Mój też nie ucieka, czasem tylko zbywa. Ale tu nie chodzi tylko o czułość. Tu chodzi o zainteresowanie mną, moim dniem, tym gdzie wychodzę, tym co czytam, czy podobał mi się film, tu chodzi o rozmawianie, o obudzenie się w łóżku i powiedzenie do siebie kilku miłych słów, tu chodzi o całusa na pożegnanie? Ktoś może powiedzieć, że to pierdoły i że czego ja chcę? A ja po prostu czuję, że to nie tak ma być, zupełnie nie tak...

51

Odp: Nie daję rady...

Tu chodzi o zainteresowanie mną, moim dniem, tym gdzie wychodzę, tym co czytam, czy podobał mi się film, tu chodzi o rozmawianie

Dokładnie.
Szkoda mi Ciebie bardzo, może Ty też zamiast litować się nad nim, zlituj się trochę nad sobą..

52

Odp: Nie daję rady...
magnifique napisał/a:

Mój też nie ucieka, czasem tylko zbywa. Ale tu nie chodzi tylko o czułość. Tu chodzi o zainteresowanie mną, moim dniem, tym gdzie wychodzę, tym co czytam, czy podobał mi się film, tu chodzi o rozmawianie, o obudzenie się w łóżku i powiedzenie do siebie kilku miłych słów, tu chodzi o całusa na pożegnanie? Ktoś może powiedzieć, że to pierdoły i że czego ja chcę? A ja po prostu czuję, że to nie tak ma być, zupełnie nie tak...

Masz prawo tego chcieć, mojego dało się tego nauczyć, zamiast lecieć rano parzyć kawę daje się zgwałcic ;-),  przy wyjściu buziak bo foch. Zasada -co dajesz sam, to otrzymujesz. Gdybym czekała na ruch swojego...niczego bym nie miała. Ale tak jak teraz opisujesz faktycznie dobrze nie jest.  Nie neguje Twojego odejścia absolutnie, żal mi go było bo wyglądał mi na potencjał po prostu. Starać się za dwoje przez całe życie się nie da. Z szacunku dla siebie trzeba czasem odpuścić.

53 Ostatnio edytowany przez magnifique (2015-01-04 22:54:40)

Odp: Nie daję rady...

No dzisiaj to przeszedł sam siebie? Zaczynam widzieć, nie - widzieć, widziałam - ale zaczyna do mnie docierać jak bardzo on jest niedojrzały?

Pytam go: zamierzasz coś zrobić żeby było lepiej? On mi mówi, że nie wie jak ma odpowiedzieć na żadne z moich pytań, bo - UWAGA! - zadaję mu pytania jak dziecku w przedszkolu? Pytam więc co to znaczy, słyszę, że mówię mu co robi nie tak, że go strofuję, że zwracam uwagę? Pytam go więc jak mam do niego mówić, że przecież mówię mu co czuję, jak się z tym wszystkim czuję, że czuję się niekochana itd. Powiedziałam mu też, że to świetny sposób żeby się z sobą nie musieć konfrontować, przerzucić odpowiedzialność na mnie, no tak: nie będę się zastanawiał co robię źle, bo na pewno nic źle nie robię, to ona mnie traktuje jak dziecko w przedszkolu więc ja się nad niczym nie będę zastanawiał? Ech.

I dalej, mówi do mnie żebym przestała z nim walczyć. Ja na to jak ja z nim walczę?

Były dwie sytuacje ostatnio, w których się ścięliśmy. Pierwsza przed świętami. On nie obchodzi świąt, jest ateistą, generalnie powtarzał mi cały czas, że on i jego mama świąt nie obchodzą; kiedy ustalaliśmy jak spędzimy święta, to padła z jego strony nawet propozycja żeby traktować święta jak zwykły weekend, na co ja się nie zgodziłam, bo u mnie w rodzinie święta się obchodzi. W końcu ustaliliśmy, a nawet on to zaproponował, że wigilię i pierwszy dzień świąt spędzamy u moich rodziców, a drugi dzień świąt u nas w domu i że przed wigilią przyjedzie do nas jego mama, która zostanie u nas na czas naszej nieobecności. Tak też zrobiliśmy. Dzień przed wigilią zaczęliśmy rozmawiać o wyjeździe, ja zaproponowałam, że przyjadę po niego do pracy i pojedziemy od razu. On się uparł, że wróci do domu. Na moje pytanie dlaczego zdenerwował się i powiedział "bo tak". Ponieważ nie jest to dla mnie argument to dążyłam do wyjawienia mi powodu, dla którego jeszcze ma wrócić do domu podczas gdy moi rodzice będą czekali z kolacją. Ponieważ ta rozmowa toczyła się przy jego mamie, szybko ją zakończyliśmy, ale potem dostałam "opierdziel", że mam się przy jego mamie nie kłócić (na co odpowiedziałam, że monologu nie prowadziłam) i że to chodzi o jego mamę, bo on chciał z nią trochę pobyć w wigilię i że - oczywiście - powinnam o tym wiedzieć. Powiedziałam wtedy, że - gdybym tylko wiedziała - że to ważne, to dla mnie na wigilię do moich rodziców, moglibyśmy jechać i na 20 i nikt z tego problemu by nie robił, ale - ponieważ tłukł mi do głowy jak to oni świąt nie obchodzą i nawet żeby traktować to jak zwykły weekend - to do głowy mi nie przyszło, że chciał wrócić ze względu na swoją mamę (która miała zaproszenie z nami do moich rodziców, ale nie skorzystała). Wyszło na to, że to ja jestem ta zimna i nieczuła, i niedomyślna bo powinnam być duchem świętym i nie słuchać tego co do mnie mówi, tylko czytać w jego myślach!

Druga sytuacja miała miejsce po sylwestrze. Jechaliśmy do moich znajomych i nie mieliśmy ustalone, kiedy wracamy. Ja miałam urlop w piątek, on właściwie nic na ten temat nie mówił, ale wspominaliśmy o tym, że zostaniemy do piątku, a nawet w żartach, że do soboty.
Nagle w nowy rok, on mi mówi, że dobrze byłoby żeby wrócił i poszedł w piątek do pracy. Zdziwiłam się i pytam dlaczego i w ogóle. Nie byłam z tego zadowolona, wyraziłam swoje niezadowolenie w uprzejmy sposób i uważam, że miałam do tego prawo. Powiedział jeszcze, że spróbuje popracować zdalnie, ale w piątek rano odebrał wiadomość od szefowej i stwierdził, że musi iść do pracy. Znów zapytałam, czy na pewno musi, powiedziałam, że przecież wspominał, że może popracować zdalnie, a usłyszałam, że taką decyzję podjął i mam z tym nie dyskutować. Nie dyskutowałam, bo nigdy nie stawaliśmy sobie okoniem jeśli chodziło o pracę, sama mam taką pracę, którą czasem wymusza zmianę planów więc nie czułam się upoważniona do poddawania w wątpliwość jego decyzji dotyczących firmy.

Ok, ale to co stało się dzisiaj? Na koniec tej rozmowy, kiedy powiedział żeby z nim nie walczyła, ja zapytałam w jaki sposób z nim walczę? Usłyszałam, że jest na mnie zły za wigilię i po sylwestrze, bo jak on coś powiedział, czy zrobił, to nie dlatego żeby zrobić mi na złość, tylko dlatego, że tak musi? Odpowiedziałam, że ja jestem jego partnerką, a nie bezwolną kukłą i że mogę wypowiedzieć swoje zdanie, może mi się coś nie podobać, mogę się z czymś nie zgadzać, a również, że mam prawo do rozczarowania, smutku, czy złości. (Wydaje mi się, że on sobie nie radzi z tym, że ja wyrażam swoje zdanie, że czasem nie podoba mi się to co on planuje, czy postanawia - i o tym mówię. Wiem, że do tej pory jego kobiety, to były właśnie takie kukły - on rządził, a one na wszystko się zgadzały, no ale z nimi też nie wyszło w sumie). Powiedział, że właśnie przez te dwa spięcia on się wycofał i teraz potrzebuje? spokoju. I dlatego się trochę wycofał (w domyśle brak czułości). Ja mu na to, że dojrzały facet o takich rzeczach rozmawia, a nie wycofuje się. Dojrzały facet nie milczy parę dni bo się ściął z kobietą o wyjazd na wigilię, czy dlatego, że ona była rozczarowana tym, że on idzie do pracy. Do cholery, mam do tego prawo! Nie zrobiłam awantury, nie kłóciłam się, powiedziałam, że mi przykro i było mi źle! Wolno mi! A na koniec powiedziałam mu, że mówi, że rozmawiam z nim jak z dzieckiem z przedszkola, a ja właśnie odnoszę wrażenie, że on jest z dzieckiem z przedszkola.

I wiecie co? Śmiać mi się chce. Naprawdę chce mi się z tego wszystkiego śmiać.

54

Odp: Nie daję rady...

bo traktujesz go jak dziecko. tłumaczysz mu wszystko jak głupiemu, a pozniej oboje sie oskarżacie o dziecinade. swój swego przyciąga.

55

Odp: Nie daję rady...
AstaLaVista napisał/a:

bo traktujesz go jak dziecko. tłumaczysz mu wszystko jak głupiemu, a pozniej oboje sie oskarżacie o dziecinade. swój swego przyciąga.

Ja mu nie tłumaczę tylko mówię o swoich uczuciach. Mówię co mnie boli i czego mi brakuje. Mam milczeć?

56

Odp: Nie daję rady...

po chłopsku
1. tłumaczysz mu ze zle sie czujesz przez niego, jego wina
2. zle sie czujesz, więc po co z nim jestes? nie spelnia oczekiwan
3. chcesz go zmienic, on sie nie zmieni
4. nie akceptujesz go jaki jest, wiec tłumaczysz by jednak wreszcie ci sprostał, jakby był durniem
5. traktujesz go zle, a mimo to jestes z nim = odbiór = jesteś dziecinna i niespełna rozumu, wiec uwazasz ze to on cie zle traktuje
6. rezultatem jest brak szacunku i coraz wiecej spiec

nie pasujecie do siebie. jedno uparte i twarde, drugie niedopieszczone

57

Odp: Nie daję rady...
AstaLaVista napisał/a:

po chłopsku
1. tłumaczysz mu ze zle sie czujesz przez niego, jego wina
2. zle sie czujesz, więc po co z nim jestes? nie spelnia oczekiwan
3. chcesz go zmienic, on sie nie zmieni
4. nie akceptujesz go jaki jest, wiec tłumaczysz by jednak wreszcie ci sprostał, jakby był durniem
5. traktujesz go zle, a mimo to jestes z nim = odbiór = jesteś dziecinna i niespełna rozumu, wiec uwazasz ze to on cie zle traktuje
6. rezultatem jest brak szacunku i coraz wiecej spiec

nie pasujecie do siebie. jedno uparte i twarde, drugie niedopieszczone

Dzięki za ten post, to bardzo cenne.

58

Odp: Nie daję rady...

Przykro mi, ale ostatni opis sytuacji pokazuje, że u Ciebie z tą dojrzałością też nie jest najlepiej..

Przekomarzajcie się dalej.
Ja myślę, że Ty sobie pogadasz, pożalisz się, ale z nim zostaniesz niezależnie jak debilnie będzie się zachowywał i Cię olewał i on tez o tym wie jak widać.

Powodzenia.

59

Odp: Nie daję rady...
Elle88 napisał/a:

Przykro mi, ale ostatni opis sytuacji pokazuje, że u Ciebie z tą dojrzałością też nie jest najlepiej..

Przekomarzajcie się dalej.
Ja myślę, że Ty sobie pogadasz, pożalisz się, ale z nim zostaniesz niezależnie jak debilnie będzie się zachowywał i Cię olewał i on tez o tym wie jak widać.

Powodzenia.

To znaczy? Konkrety jakieś?

60

Odp: Nie daję rady...

Wszystko zostało powiedziane. To co dopisałaś to ręce mi opadły. Wy w ogóle się ze sobą nie komunikujecie.
A on ślepy nie jest, widzi, że Tobie zależy bardziej - jemu średnio, albo wcale.
Swoim zachowaniem już ewidentnie kilka razy prowokował Cię byś zerwała, Ty tego nie masz jaj zrobić --> jego szacunek do Ciebie jeszcze bardziej spada, o ile był..

Facet widzi desperatkę, która narzeka, ale nie ma siły wyciągnąć żadnych konsekwencji, więc on ani myśli zmieniać cokolwiek, skoro dla niego nic się nie zmienia - czekasz u jego stóp na jakiś ochłap.

No to czekaj, nie? smile

61

Odp: Nie daję rady...
Elle88 napisał/a:

No to czekaj, nie? smile

Nie chce mi się wdawać w słowne przepychanki z Tobą, widzę w innych wątkach jak traktujesz ludzi, gdy "Ci się nie chce"? Napisałam bo potrzebuję wsparcia, nikt nie powiedział, że odejdę od niego next day tylko dlatego, że Elle mi napisała na forum, że powinnam to zrobić. Dojrzewanie do tej decyzji to proces.
Ale dzięki, Elle, pomogłaś odzyskać wiarę w ludzi jak mało kto smile

62 Ostatnio edytowany przez EXTRA_terrestrial (2015-01-04 23:59:58)

Odp: Nie daję rady...
magnifique napisał/a:
AstaLaVista napisał/a:

bo traktujesz go jak dziecko. tłumaczysz mu wszystko jak głupiemu, a pozniej oboje sie oskarżacie o dziecinade. swój swego przyciąga.

Ja mu nie tłumaczę tylko mówię o swoich uczuciach. Mówię co mnie boli i czego mi brakuje. Mam milczeć?

Wybierasz sytuacje, których nie może zmienić i chcesz żeby je zmieniał. To element walki o dominację IMHO. To wręcz próba łamliwości materiału. Po drugim pytaniu "Czy musisz jechać" w istocie można od osoby która nie lubi się tłumaczyć dostać komunikat "bo tak". W pierwszym przypadku wystarczyłoby zaufać, że wszystko dobrze zaplanował. Jeśli część treści rozmowy nie powinna dotrzeć do uszu matki to nie mógł ci tego przy niej wyjaśnić. Dziwne, że masz o to pretensje. Dziwne też, że koncentrujesz się na tym (WŁADZA), a nie na tym czego - jak piszesz - ci brakuje (SZANOWANIE UCZUĆ). Czemu chcesz jego uczucia poddawać próbie a potem narzekać na ich brak? Jeśli przez pierwsze dwa miesiące robiłaś to samo tylko z większą częstotliwością, to już mu się nawarstwiło i będzie reagował obronnie.

Pierwsze dwa, trzy miesiące związku - stan zakochania można wykorzystać znacznie lepiej - np. na robienie razem fajnych i niecodziennych rzeczy, na nie wychodzenie z łóżka przez tydzień, na różne wariactwa, których normalnie się nie realizuje - bo ten okres w istocie może stanowić punkt odniesienia związku wtedy, gdy "psychoza zakochania" minie.

EDIT: I ciekawostka przyrodnicza. Ciekawe, że u jednych stan zakochania wyzwala potrzebę zapewnienia sobie pewności że "on mnie kocha" i próby łamliwości materiału, a u innych jest okazją do robienia sobie nawzajem dobrze - czyli - wymyślenia każdego dnia jakiś pomysłów na to aby ten drugi czuł się jak pączek w maśle? ;-)

Trafiło of korz na gościa dość łamliwego, z tendencją do wycofywania się, i w istocie żyjecie już jak ŻLE DOBRANE małżeństwo z 35 letnim stażem tyle , że już po roku - jak pisała Elle88 - (ale po prawdzie, to można po 35 latach żyć lepiej niż na samym początku). Jak na mój gust przeszło mu w istocie "za łatwo", ale może już to przerabiał w przeszłości więc wróciły mu nawyki z jakieś wcześniejszej partnerki.

Tu faktycznie nie ma co zbierać. Obustronny brak empatii. Refleksja jest taka, że oboje bardziej wymagacie jakieś terapii a nie związku, który ma być terapią.

Może  zróbcie sobie jakiś reset, odpocznijcie od siebie niech każde przemyśli co robi nie tenteges i spróbujcie zakochać się na nowo - w końcu to jeszcze dość "świeże" jest, ale czy to coś da jeśli jako CI SAMI ludzie spotkacie się znowu? Potrzeba tu jakieś pracy nad sobą, każdego z was.

63

Odp: Nie daję rady...

EXTRA_trrestrial - dzięki, tego mi było trzeba. Ja nie twierdzę, że wszystko robię dobrze, stąd próba opisania tego na forum. Jestem gotowa przecież, nie tylko na krytykę partnera, czy związku, ale też na swoją.
Ja chodzę na terapię, sama. Wiem z czym mam problemy i pracuję nad nimi.

W każdym razie dzięki. Postaram się z tego coś wziąć dla siebie.

64 Ostatnio edytowany przez Elle88 (2015-01-05 00:12:35)

Odp: Nie daję rady...

EDIT: I ciekawostka przyrodnicza. Ciekawe, że u jednych stan zakochania wyzwala potrzebę zapewnienia sobie pewności że "on mnie kocha" i próby łamliwości materiału, a u innych jest okazją do robienia sobie nawzajem dobrze - czyli - wymyślenia każdego dnia jakiś pomysłów na to aby ten drugi czuł się jak pączek w maśle? ;-)

Wiesz, ja myślę, że to nie tyle stan zakochania wyzwala "potrzebę zapewnienia sobie pewności", bo pewności nigdy nie ma, co bardziej chodzi o to by nie mieć poczucia, że jest się stroną, która stara się bardziej.
A doświadczenie wskazuje, że jeśli na początku jest zbyt duża dysproporcja w zaangażowaniu, to próba "przychylania nieba" tej drugiej osobie nie przyczynia się do zniwelowania tego braku równowagi, co upewnia ja w przekonaniu, że starać się tym bardziej nie musi.


Potem strona bardziej zaangażowana nie może zrozumieć czemu bieganie za partnerem i proszenie się o wzajemność, czuły gest, rozmowę niczego nie zmienia, a wręcz pogarsza, albo odbierane jest jako "wiercenie dziury w brzuchu". Kolejnym etapem tej samonakręcającej się spirali jest obwinianie się..itd.

Czego m.in. ten wątek jest przykładem.

65

Odp: Nie daję rady...
Elle88 napisał/a:

EDIT: I ciekawostka przyrodnicza. Ciekawe, że u jednych stan zakochania wyzwala potrzebę zapewnienia sobie pewności że "on mnie kocha" i próby łamliwości materiału, a u innych jest okazją do robienia sobie nawzajem dobrze - czyli - wymyślenia każdego dnia jakiś pomysłów na to aby ten drugi czuł się jak pączek w maśle? ;-)

Wiesz, ja myślę, że to nie tyle stan zakochania wyzwala "potrzebę zapewnienia sobie pewności", bo pewności nigdy nie ma, co bardziej chodzi o to by nie mieć poczucia, że jest się stroną, która stara się bardziej.
A doświadczenie wskazuje, że jeśli na początku jest zbyt duża dysproporcja w zaangażowaniu, to próba "przychylania nieba" tej drugiej osobie nie przyczynia się do zniwelowania tego braku równowagi, co upewnia ja w przekonaniu, że starać się tym bardziej nie musi.


Potem strona bardziej zaangażowana nie może zrozumieć czemu bieganie za partnerem i proszenie się o wzajemność, czuły gest, rozmowę niczego nie zmienia, a wręcz pogarsza, albo odbierane jest jako "wiercenie dziury w brzuchu". Kolejnym etapem tej samonakręcającej się spirali jest obwinianie się..itd.

Czego m.in. ten wątek jest przykładem.

Według mnie ten związek nie musi być przykładem relacji z dysproporcja zaangażowania, tylko słabej tolerancji dla różnicy w okazywaniu uczucia i niepewności uczuć, z powodu słabej komunikacji i własnych kompleksów.
Powinniśmy wejść w związek pewni, że drugiej stronie zależy tak jak nam, by być razem, szczęśliwie. Czy wyjdzie,zależy tylko od naszych starań i podejscia. Snucie teorii spiskowej pt. "może on kocha mniej", sprawdzanie tego, żal, że ja się więcej staram, zabiegam, okazuje czułość, wkładam wysiłku,  z góry skazuje związek na porażkę. Albo przynajmniej zamienia "krainę szczęśliwości " w pole bitwy. Czy mnie ubędzie.  jeśli nawet postaram się bardziej? Daję , to wcześniej czy później otrzymam to samo. Życie mamy  jedno, od nas zależy, czy będzie pasmem powodzenia i radości, czy porażką i czarą goryczy.

Posty [ 1 do 65 z 73 ]

Strony 1 2 Następna

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Twoja odpowiedź

Masz podobne doświadczenia? Zaloguj się albo załóż darmowe konto, żeby odpowiedzieć. Po drugiej stronie jest prawdziwa osoba.

DołączZaloguj się


Mapa strony - Archiwum | O forum | Poradnik | Prawdziwe historie | Kontakt | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2026