netkobietyWszystkie działy
Rozstanie, flirt, zdrada, rozwód

Zdradził a ja kretynka usiłuję to zaakceptować

40 odpowiedzi10 926 wyświetleńzałożony przez kosmos7, 04.01.2015

Napisz odpowiedź
Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Forum Kobiet » ROZSTANIE, FLIRT, ZDRADA, ROZWÓD » Zdradził a ja kretynka usiłuję to zaakceptować

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 41 ]

1

Temat: Zdradził a ja kretynka usiłuję to zaakceptować

No cóź po 25 latach ďowiedziałam się źe zdradził. No i ok -chociaż nie było ok- ale próbowałam i próbuję. Od tamtej chwili minęły 2  lata. I dziewczyny nie mówcie "trzeba było go kopnąć". Próbowałam. Jeśli facet jest zameldowany nie moźesz wystawić mu walizek. Ma takie samo prawo mieszkac jak i ty. Jest rodzina. Dodam że przekonana o sielskości naszego związku.. Są też rodzice których informacja o naszym rozstaniu może nąjzwyczajniej zabic- tata po 2 zawałach i z białaczką. Przez całe 2 lata walczyłam z nią z moim  mężem i z samą sobą. Wiem że już się nie kontaktują. Ona się obraziła. Tak właściwie bardziej szanuję kobietę która sypiała z moim mężem niż jego. To tchórz, ktxóry myśli tyko o realizacji siebie i własnej wygodzie. Jestem z nim nadal ale nie jestem z tego dumna. Dla mnie ja nie uratowałam naszego małżeństwa. Ja stworzyłam układ który jest wygodny dla wszystkich. Gardzę sobą i jednocześnie wierzę, że  miłość istnieje. Jestem idealistką, która wierzy w człowieka. Tylko, kurczę,  nie we własnego męża. Mam za sobą antydepresanty, kłótnie, milczenie, szantaż, chyba wszystko. Nie jestem już tym , kim byłam. Wszyscy piszą zostaw to za sobą i zapomnij. Teraz to juź 27 lat związku. Tak, bo wciąż jesteśmy razem. Mój mąż to narcyz i egoista a ja chyba największa kretynka na świecie. Znam wszystkie mechanizmy, które wynikają z takich sytuacji. Po kolei mogłam wymienić wszystko co się stanie i wchodziłam w każdą kolejną sytuację jak bezwolna idiotka. Przecieź szewc bez butów chodzi???? Zwyczajnie, po ludzku sobie nie radzę. Od nadziei do nienawiści dzieli mnie tylko sekunda.
A przecież on był taki szlachetny. Zawsze jej mówił (wiem to od niej ) że rodzina jest dla niego najważniejsza. Pewnie dlatego przez 2 lata kłamał bo jak twierdzi " chciał nas oszczędzić". No i nigdy nie  chciał z nią być. Słabo to do mnie przemawia. Co ze mna jestnie tak, że na zimno widzę z kim żyje a nie potrafię zwyczajnie odejść. Kurcze te zmienne nastroje mnie zabiją. Daję NAM szanse ale tak w głebi duszy myśle że to tylko układ

2

Odp: Zdradził a ja kretynka usiłuję to zaakceptować

Witaj  smile

Brak słów  ale jednocześnie ciśnie mi się na usta zapytanie?

Jak długo jeszcze to wytrzymasz? jesteś od niego uzależniona , no i przemawia przez ciebie Miłość... i jak widać nienawiść po jego zachowaniu i wybrykach.

Niestety  jesteś kolejną żoną , partnerką  itd... ZDRADZONĄ  przez swojego faceta.
poczytasz  zobaczysz....  może te historie otworzą  Ci oczy  co masz zrobić, aby więcej nie cierpieć .... choć są i takie kobiety, które dały radę iść dalej z tym samym człowiekiem , który ich zdradził...  Każdy jest kowalem swojego losu , więc decyduje
co ma zrobić w danej sytuacji....  ja nie wybaczyłam ...

Pozdrawiam i życzę  dużo siły

3

Odp: Zdradził a ja kretynka usiłuję to zaakceptować

Od wielu dni czytam, analizuję, próbuje zrozumieć. Problemem jest dla mnie to, że człowiek, który tyle lat tworzył rodzinę bez mrugnięcia okiem patrzył na nasze łzy i ból i jedyne co się w nim się wtedy budziło to złość, że musi się z tym konfrontować. Zdrada jest zła ale można próbować ja zrozumieć. Coś co trwa tyle czasu to już okrucieństwo. Patrzę czasami na niego i myślę "kto to"? Bo przecież to nie ten facet który miał moje zaufanie i mówił o mnie "jesteś moim jedynym i prawdziwym przyjacielem" . Boli nawet fizycznie.
Chyba jestem zwyczajnie walnięta ale nadal wierzę w ludzi, ufam im. A nawet trochę mi szkoda jego kochanki???? miała panienka pecha że trafiła na kogoś takiego jak mój mąż. Chociaż bez przesady ????ona już kiedyś rozbiła małźeństwo i to jej drugi mąż wychował jej dzieci. Laska łatwo się zakochuje.....

4

Odp: Zdradził a ja kretynka usiłuję to zaakceptować

Ja też swego czasu próbowałam zrozumieć cokolwiek.... 
Pytałam dlaczego  to zrobiłeś... ale on już żył w "innym świecie"
Kochanka i on nowy rozdział... nie patrzył na dzieci , miał to gdzieś
wręcz nastawiał je przeciwko...  ale  powiedziałam sobie przyjdzie czas to zrozumieją
o co w tym wszystkim chodzi. Podstawiał mi jakieś kartki z numerami że to niby ja zdradzam... dzieciom głupoty wmawiał.... masakra  nie wspominając  o przemocy
fizycznej i psychicznej... alkohol ,,,, itd...  dzisiaj mam spokój  jestem już po
rozwodzie... ukrywał się  pół roku z tym   myślał że nikt z rodziny  jego i mojej
nie zauważy....

5

Odp: Zdradził a ja kretynka usiłuję to zaakceptować

Nie zaakceptowałaś tego. I nigdy tak się nie stanie. Cóż z tego, że on jest na horyzoncie. To jak widmo, które straszy.

Dziewiętnaście lat temu dokonałam wyboru. Jednego z tych niesłusznych. Związałam się z facetem, w którym - teraz mam stuprocentową pewność - szukałam ojca. Ojca, którego tak naprawdę nigdy nie miałam. Bo pamiętam od zawsze, że pił, że sypialiśmy u sąsiadów, bo robił prawie codziennie awantury. Nawet w wieczór wigilijny serwował nam emocje.

Mogłam od niego odejść. Nie wiem sama już, dlaczego tego nie zrobiłam. Bałam sie powrotu do domu, w którym nadal królował strach przed ojcem alkoholikiem a potem... bratem sadystą. Zostałam. Wyrzucał mnie za drzwi dosłownie, a ja... pchałam się z powrotem. Dla niego to był sygnał, że może robić ze mną co zechce. Więc działał....

Zdrady... Szydzenie ze mnie... Traktowanie jak śmiecia.

Nie. Nie chcę o tym wszystkim pamiętać. Marze o tym, by ktoś wykasował moją pamięć. Szukam niewidzialnej ręki, która naciśnie przycisk reset... Boże...

Po osiemnastu latach dotarłam do punktu - teraz albo nigdy. Dzięki... kochankowi. Ktoś mi zasugerował, że to był mój anioł stróż. Sądzę, że tak. Dostał zlecenie od Boga. Wykonał je. A ja... skorzystałam na tym.

Kochanki nie są zawsze wrednymi sukami. One tez czują. Ból i cierpienie. Nie osądzaj ich jedna miarą, proszę. bo nie wszystko jest czarne albo białe.

6

Odp: Zdradził a ja kretynka usiłuję to zaakceptować

A gdybyś tak już zakończyła to samobiczowanie?
A gdybyś tak zamiast panować nad swymi emocjami wreszcie dała im ujście?
A gdybyś tak zamiast być dla siebie samej srogim rodzicem dała dojść do głosu dziecku a później była dobrym dorosłym?

Stworzyłaś układ wygodny dla wszystkich? To dobrze. Zobacz, czy nie zrobiłaś go przede wszystkim dla siebie. I odpuść już. Nic nie musisz.

Łagodności dla siebie samej życzę. smile

7

Odp: Zdradził a ja kretynka usiłuję to zaakceptować

Po sposobie w jaki piszesz widać, ze bardzo nie chcesz tego "wygodnego ukladu", nie powinno byc tak, ze sama siebie masz za kretynkę dlatego wlasnie ze próbujesz zrobić cos dla dobra rodziny, to jest bardzo szlachetne, ze chcesz sie przemoc i byc z nim, choć stal sie niemal obcym czlowiekiem, dla dzieci, dla wlasnych rodzicow... Zrobilas juz ogromnie dużo aby dać szanse. Ale widać to zly real i moze nalezy odpuścić. Zadbaj o siebie.

8 Ostatnio edytowany przez kochanka 1973 (2015-01-04 11:14:24)

Odp: Zdradził a ja kretynka usiłuję to zaakceptować

wszystko zawarłaś w tytule  smile  Wszystkie powody nie możności odejścia od męża to wymówki. i to nie  najlepsze smile Ja nie darowałam zdrady. odeszłam. Nie żałuję. Dla mnie to też byłby to juz inny człowiek. Było ciężko. Straciłam część znajomych, zreorganizowałam życie- przeprowadzka do nowego miasta, walka by dzieci wyszły z tego jak najmniej poobijane... Teraz 14 lat od rozwodu patrze na niego  i zastanawiam się "co ja w nim widziałam???) Co by było gdybym została? Obawiam się że nic dobrego. Dlaczego? Bo on mnie nie kochał. Nie byłam dla niego na tyle ważna by zawalczyć o związek. Och oczywiście powiedział mi że mi rozwodu nie da i dzieci zabierze. Zanim doszlo do rozwodu ( polskie sądownictwo)mieszkał juz z nową babeczką( nawet nie z ta z która mnie zdradził) To ten brak uczucia by sprawił,że może nawet bysmy żyli obok siebie i może nawet dla postronnych idealnie ale ja powoli bym usychała.... znasz to? Odeszłam.
Podziwiam kobiety które wybaczają. Ale czytając ich posty czuję jak miotają się, cierpią często lata . zdarza się, że jest niby ok i nagle żal, lęk wybucha na nowo.
To Twoje życie i albo autentycznie akceptujesz fakt zdrady i spróbujesz tworzyć związek nowej Ty  z nowym Nim albo odejdź. Ale podejmij decyzję. Potem tylko konsekwencja. A inni ludzie? Ludzie już tacy są ,że czekają na nasze potknięcia. A niech tam. Im też się coś od życia należy smile

9

Odp: Zdradził a ja kretynka usiłuję to zaakceptować

W kwestii formalnej. Meldunek to czynność administracyjna stwierdzająca, że dana osoba zamieszkuje pod tym adresem. I NIC WIĘCEJ. Nie daje żadnych praw przebywania w mieszkaniu.

10

Odp: Zdradził a ja kretynka usiłuję to zaakceptować

kosmos rozumiem te wszystkie twoje powody, dla których nie chcesz się rozwieść. Jesteśmy tylko ludźmi, najczęściej zbyt wygodnymi by cokolwiek zmienić. Ty stoisz za swoją zasłonką zbudowaną z obawy o  rodziców, jakiegoś dziwnego uczucia do kochanki i pewnie jeszcze wielu innych rzeczy, o których nie napisałaś. No i stoisz: z jednej strony to wygodne- nie musisz podjąć żadnej decyzji. To ta wygoda, o której wspomniałam. Ale przez ta szparę w zasłonce widzisz promień słońca; to ta twoja nadzieja i wiara w ludzi, że nie wszyscy są wredni, kłamią i zdradzają. Problem tkwi w tym czy masz dość siły by wyjść na scenę zwana życiem czy wciąż będziesz się asekurować tymi powodami, o których wspomniałaś.
Nie wybaczyłaś i nigdy nie wybaczysz. A tkwienie w takim związku to najgorsze co może być. Może dla odmiany pomyślisz o sobie? Że się odniosę do tej sceny i zasłonki: mamy do odegrania rolę zwaną życiem tylko jeden raz. Więcej prób nie będzie.
A tak na nowy rok życzę ci byś znalazła tę miłość.

11

Odp: Zdradził a ja kretynka usiłuję to zaakceptować

ja nie wybaczyłam zdrady, odeszlam. Wymiotować mi sie chcialo jak na niego patrzylam, nie wytrzymalam nawet miesiąca z nim. i tez nie było latwo, początki czegoś nowego nigdy nie są latwe. tez musialam sie wyprowadzić, a to był okres w którym stracilam pracę i szukalam nowej, zaczelam wszystko od nowa. długo mi zajęlo zanim wrócilam do normalności, zanim znów stalam sie pewna siebie i zaczęłam wychodzić do ludzi, ale w końcu udalo sie. lepsze jest przetrwać tę burzę i pozniej cieszyć sie sloncem niż patrzeć na takiego który zdradził. Czuje obrzydzenie nic więcej  i nie ma wymówek, nie m sprubujmy... dlaczego mamy sprobwać? bo mamy kredyt? bo mamy dzicko? Ty nie myslales o tym co robisz to teraz zostan sam. i tyle. A kobieta w koncu stanie na nogi i będzie silniejsza.

Ty szukam wymówek, nie wyporwadzę się bo mieszkanie, bo to bo tamto... ile tak jeszcze bedziesz udawać? jak jeszcze dlugo chcesz żyć tak? życie może być jeszcze piękne, ale znajdz w sobie sile i coś postanow, nie tkwij w tym gównie.

12

Odp: Zdradził a ja kretynka usiłuję to zaakceptować
kosmos7 napisał/a:

(...)Przecieź szewc bez butów chodzi (...)

Gdy szewc nie umie naprawić swych butów, szuka kolegi po fachu i staje się jego klientem. smile

13

Odp: Zdradził a ja kretynka usiłuję to zaakceptować

Kosmos,
Współczuję Tobie.
Jest mi niezmiernie przykro z powodu tego, co Ciebie spotkało ze strony Twojego męża.
Zdrada to był jego wybór i jego decyzja.
Ale fakt, że Ty nadal trwasz w związku, który dla mnie jest tzw. pseudozwiązkiem z postępującą wewnątrz zgnilizną to jest Twój wybór i Twoja decyzja, których ja nie rozumiem. Chociaż doskonale pojmuję przytoczone przez Ciebie powody. Jednak dla mnie są one Twoją "zasłoną dymną", bo w rzeczywistości trawi Ciebie strach.
Szkoda, wielka szkoda, że nie chcesz się zmierzyć z tym strachem o "wielkich oczach".

14

Odp: Zdradził a ja kretynka usiłuję to zaakceptować

Sponiewierana - wiem, że kochanki też mają uczucia. "Moją" to nawet paradoksalnie prawie lubię  oczywiście poza momentami kiedy włącza się żal, że weszła w moje życie. Pomimo tego,że od samego początku wiedziała że nigdy nie bedą razem a o mnie mówił wyłącznie w superlatywach bo tak usłyszała od mojego "szlachetnego i prawdomównego" męża. Podobno kilka razy z nią zrywał ale ona wciąż szukała kontaktu z nim bo była zakochana. To wszystko wiem od niej. W sumie to nawet nie mogę powiedzieć że jak on mógł z taką....dziewczyna jest bardzo ładna, miła, inteligentna...na miejscu faceta też bym się zainte-resowała. Chociaż usłyszałam też "ode mnie się nie odchodzi to ja zostawiam facetów" i -przyznaję- odrobinę mnie to zmroziło.
Wielokropek - jedna z pierwszych decyzji które podjęłąm to poszukanie pomocy i pewnie dzięki temu dziś jestem. Ale uwierz tak głęboka znajomość "produkcni butów" absolutnie nie ułatwia. Wręcz przeciwnie 
Dziewczyny dzięki za wsparcie. Decyzję to ja już chyba podjęłam -próbuję ja nowa on nowy bo starego już nie ma. Tylko czasami tak strasznie trudno uwolnić się od żalu. Budzą się demony i znów cierpię ???? Mój mąż nie jest typem podrywacza i nigdy nie miałam okazji żeby przyzwyczaić się do jego wybryków. Laska zapytała mnie czy wiem, że on się podoba kobietom.  Pewnie że wiem ale czy to ma cokolwiek tłumaczyć? Ja też jestem atrakcyjna i co z tego?
Nie boję się "powtórki z rozrywki"
Nadal wierzę że ludzie są dobrzy - to tylko życie weryfikuje nas i nasze słabości . I nadal czekam na miłość chociaż tyle teraz pustki we mnie...
Szkoda że nie ma takiej cudownej gumki myszki, która wymazała by te najgorsze chwile i pozwoliła zacząć od nowa????

15

Odp: Zdradził a ja kretynka usiłuję to zaakceptować

To pozbywaj się tego żalu, gdy tylko się pojawi. Sposoby znasz. A że trudno... (Masz jeden temat więcej do obgadania) Byle skutecznie.

16

Odp: Zdradził a ja kretynka usiłuję to zaakceptować

Wielokropek -pozbywam się pozbywam ale jest go tyle że tak łatwo nie odejdzie ???? ale trening czyni mistrza , czyż nie?
Zmiana jest. Wiem już na przykład że nigdy więcej nie pozwolę się tak potraktować. Odejdę i nawet przez moment nie pomyślę o konsekwencjach. Mam tą decyzję w sobie. Jestem na to gotowa. Był już moment kiedy chciałam to zrobić Góra zdecydowała inaczej i nie pozwoliła mi wtedy tego zrobić ale mój mąż już wie ...

17

Odp: Zdradził a ja kretynka usiłuję to zaakceptować

Przyszłość to nie tak. U mnie jest teraz bardzo podobnie, jak u Ciebie. Tyle że nadal mam dni lepsze i gorsze. I wtedy wracają pytania, ból....
Jest tak, jak napisałaś w jednym z Twoich postów


"M dalej jest mi bliski, jest kimś ważnym w moim życiu, ale już nie jest na dobre i na złe, po prostu jest. I dobrze, że jest!
Chcę spędzać z nim czas, ale od czasu do czasu - już nie jest moim powietrzem.
Chcę wiedzieć, co u niego słychać, ale już nie muszę być częścią jego życia - już go nie potrzebuję, żeby sama żyć.
Chcę, żeby był szczęśliwy, ale to nie ja muszę dawać mu szczęście - żeby być szczęśliwą już go nie potrzebuję.

Myślałam, że bliżej jest mi do decyzji, abyśmy dalej przez życie jechali w tandemie. Ale chciałabym mieć swój własny rower i ruszyć w nieznane w swoim własnym rytmie. Z M. chcę się przyjaźnić, bo wiele nas łączyło i łączy"

Ps . U mnie też rower jest ważnym elementem życia
pozdrawiam cieplutko

18

Odp: Zdradził a ja kretynka usiłuję to zaakceptować
kosmos7 napisał/a:

W sumie to nawet nie mogę powiedzieć że jak on mógł z taką....dziewczyna jest bardzo ładna, miła, inteligentna...na miejscu faceta też bym się zainte-resowała. Chociaż usłyszałam też "ode mnie się nie odchodzi to ja zostawiam facetów" i

Niezła... Zakompleksiona dziunia smile Brrrr....

19

Odp: Zdradził a ja kretynka usiłuję to zaakceptować
kosmos7 napisał/a:

Przyszłość to nie tak. U mnie jest teraz bardzo podobnie, jak u Ciebie. Tyle że nadal mam dni lepsze i gorsze. I wtedy wracają pytania, ból....
Jest tak, jak napisałaś w jednym z Twoich postów

Kosmos,
Pisząc przytoczony przez Ciebie post, byłam lata świetne od miejsca, w którym jestem teraz.
To był taki moment, kiedy uwolniłam się emocjonalnie od mojego męża.
To był czas, gdy poczułłam, że co by się teraz nie wydarzyło, będzie to dobre dla mnie.
Wtedy ogarnęłam sytuację, zobaczyłam wyraźnie całokształt.

PRZESTAŁAM BYĆ OFIARĄ

Kosmos, wyszłaś już z roli ofiary? Czy nadal czujesz, że mąż złamał Tobie życie.

20

Odp: Zdradził a ja kretynka usiłuję to zaakceptować

dlaczego uważasz się za kretynkę ?
jeżeli możesz - potrafisz, zaakceptuj zdradę i idź przed siebie

co ty sobie sama robisz za jazdę ?

Wielokropek napisał/a:

A gdybyś tak już zakończyła to samobiczowanie?
A gdybyś tak zamiast panować nad swymi emocjami wreszcie dała im ujście?
A gdybyś tak zamiast być dla siebie samej srogim rodzicem dała dojść do głosu dziecku a później była dobrym dorosłym?

Stworzyłaś układ wygodny dla wszystkich? To dobrze. Zobacz, czy nie zrobiłaś go przede wszystkim dla siebie. I odpuść już. Nic nie musisz.

Łagodności dla siebie samej życzę.

też życzę i ... odpuść

21

Odp: Zdradził a ja kretynka usiłuję to zaakceptować

"Jeśli chcesz zobaczyć tęczę, musisz najpierw uporać się z deszczem..."

To nie mojego autorstwa słowa, ale jakże oczywiste... Na rozterki. Na przemoknięte serca podczas burzy.

22

Odp: Zdradził a ja kretynka usiłuję to zaakceptować

Przyszłość-już nie jestem ofiarą. W moim poście było sporo goryczy, wiem. Czasami muszę opłakać moją przeszłość.  Czasami za nią tęsknię. Ale teraz to ja wyznaczam warunki. Mój M wie, że jedno potknięcie jest równoznaczne z końcem. Oboje się staramy. Jak będzie? Kto wie...nie planuję, nie czekam, mam kawałek swojego własnego życia. Sporo czasu spędzamy razem, śmiejemy się. Są chwile kiedy prawie zapominam. Mój M nie potrafi zrozumieć mojej ostrożności. Chce żeby było ,jak dawniej bo przecież "on już zakończył tamtą relację". Jestem z nim i nie żałuję chociaż mało brakowało ale zaufania nie ma i nie będzie. Nie sprawdzam go, nie kontroluję bo po co. Jego życie, jego sumienie. Przestałam mieć wyrzuty sumienia że wychodzę, że czegoś nie zrobiłam. Lubimy spędzać ze sobą czas i on stara się to robić jak najczęściej. Planuje różne wyprawy, remont domu....itd. Wszystko to gdzie może powiedzieć "my". Jest ok.
Dzięki że jesteście - móc się wygadać - bezcenne.

23

Odp: Zdradził a ja kretynka usiłuję to zaakceptować

In-ka. Staram się. Zdrady nie da się zaakceptować. Tylko czasami myślę o sobie kretynka. Wtedy kiedy budzi się żal za miłością, którą ktoś podeptał.
Zaakceptowałam fakt, że coś się skończyło a przede mną nowe. I uwierz - jestem tego nowego ciekawa.
Sponiwierana - piękne. Dzięki

24 Ostatnio edytowany przez Przyszłość (2015-01-05 12:51:49)

Odp: Zdradził a ja kretynka usiłuję to zaakceptować

Mnie w tym wątku coś "zgrzyta".
Ponieważ już mi się zdarzyło niesłuszne oskarżenie o trolling, to na razie tylko poobserwuję wątek.

25

Odp: Zdradził a ja kretynka usiłuję to zaakceptować

Przyszłość- nie mam pojęcia co Ci "zgrzyta" ale szanuję to co napisałaś. Generalnie ta wielka rozpacz już za mną tylko czasami przeszłość i ten ból , taki prawie fizyczny,  wraca. Może to hormony?????Tym razem sama nie dałam rady przez to przejść. Ale dzięki za wszystko. Dobrze jest poczuć, że istnieją ludzie, którzy pomimo tego że są nieznajomi wiedzą co czujesz

26

Odp: Zdradził a ja kretynka usiłuję to zaakceptować

Mogłabym, bez zastrzeżeń, podpisać się pod Twoim tekstem. Po półtora roku od ujawnienia 7 miesięcznych stosunków z panią /seks, przyjażń / po "nawróceniu" /pełna skrucha + Kościół/ ja nie mogę złapać równowagi. Nie zapomniałam nie wybaczyłam. Po 40 latach dowiedziałam się, że sporadyczne kontakty miały miejsce od dawna. Nigdy nie mówił, że coś jest nie tak. Należałam do tych rozpieszczanych - koleżanki zazdrościły.  Dobrze wiem, że najlepszym wyjściem jest  rozwód. Mam 68 lat, emeryturę i wspólne mieszkanie... I to jest właśnie sytuacja bez wyjścia. Pozostaje mi rodzaj układu towarzyskiego z kimś obcym, nieobliczalnym, kogo się obawiam,bo nie wiem tak naprawdę czy to koniec, czy chwilowa przerwa. Gorące zapewnienia o lojalności nic nie znaczą, bo pięknych słów było dość, w większości nieprawdziwych, wprowadzających w błąd, kłamliwych.Czuję się totalnie przegrana, wzgardzona i poniżona. Zyję z dnia na dzień, szukając chwilowego zapomnienia w zyciu rodziny /córka, wnuczek/,czasem daję się zwieść nieustającej serdeczności tzw. męża - wspólne wyjście.Nie oczekuję dobrej rady, bo dla mnie jej nie ma. Zaczynac od nowa nie mam już sił ani możliwości finansowych.  Serdecznie pozdrawiam.
Myślcie KOBIETY o sobie, póki jest czas -bądźcie czujne. Jolirka

27

Odp: Zdradził a ja kretynka usiłuję to zaakceptować

Mogłabym, bez zastrzeżeń, podpisać się pod Twoim tekstem. Po półtora roku od ujawnienia 7 miesięcznych stosunków z panią /seks, przyjażń / po "nawróceniu" /pełna skrucha + Kościół/ ja nie mogę złapać równowagi. Nie zapomniałam nie wybaczyłam. Po 40 latach dowiedziałam się, że sporadyczne kontakty miały miejsce od dawna. Nigdy nie mówił, że coś jest nie tak. Należałam do tych rozpieszczanych - koleżanki zazdrościły.  Dobrze wiem, że najlepszym wyjściem jest  rozwód. Mam 68 lat, emeryturę i wspólne mieszkanie... I to jest właśnie sytuacja bez wyjścia. Pozostaje mi rodzaj układu towarzyskiego z kimś obcym, nieobliczalnym, kogo się obawiam,bo nie wiem tak naprawdę czy to koniec, czy chwilowa przerwa. Gorące zapewnienia o lojalności nic nie znaczą, bo pięknych słów było dość, w większości nieprawdziwych, wprowadzających w błąd, kłamliwych.Czuję się totalnie przegrana, wzgardzona i poniżona. Zyję z dnia na dzień, szukając chwilowego zapomnienia w zyciu rodziny /córka, wnuczek/,czasem daję się zwieść nieustającej serdeczności tzw. męża - wspólne wyjście.Nie oczekuję dobrej rady, bo dla mnie jej nie ma. Zaczynac od nowa nie mam już sił ani możliwości finansowych.  Serdecznie pozdrawiam.
Myślcie KOBIETY o sobie, póki jest czas -bądźcie czujne. Jolirka

28

Odp: Zdradził a ja kretynka usiłuję to zaakceptować
Marcjano napisał/a:

W kwestii formalnej. Meldunek to czynność administracyjna stwierdzająca, że dana osoba zamieszkuje pod tym adresem. I NIC WIĘCEJ. Nie daje żadnych praw przebywania w mieszkaniu.

To nie do końca prawda. Osobę która jest zameldowana i mieszka pod tym adresem nie można od tak wyrzucić z domu. Trzeba wymeldować z urzędu ale jeśli tam mieszka to raczej się nie da wymeldować a jeśli ma meldunek to ma PRAWO mieszkać tam. Po wymeldowaniu zostaje eksmisja którą samemu też nie można przeprowadzić. Chyba że istnieje dobra wola tej osoby, sama się wymelduje i wyprowadzi smile a gdy ma się współwłaścicielem z tą osobą mieszkania to zapewne tak się nie stanie.

29

Odp: Zdradził a ja kretynka usiłuję to zaakceptować

Jolirka - rozumiem co masz na myśli. Rzeczywiście trudność z podjęciem decyzji o rozstaniu wzrasta wprost proporcjonalnie do wieku, wspólnie przeżytych lat i możliwości finansowych. Mimo wszystko co innego widzimy przed sobą mając 20 czy 30 lat niż 50, 60...itd. Wczoraj przeczytałam taki tekst gdzie wietnamski mnich buddyjski i filozof Thich Nhat Hanh pisze o radości płynącej z filiżanki dobrej herbaty. "Musisz być całkowicie przebudzony w teraźniejszości, by ją odczuwać. Tylko wtedy, gdy jesteś świadom teraźniejszości, twoje dłonie mogą poczuć przyjemne ciepło filiżanki. Tylko w teraźniejszości możesz delektować się aromatem, smakować słodycz, docenić delikatność. Jeśli zastanawiasz się nad przeszłością, albo martwisz się o przyszłość, stracisz całe doświadczenie radowania się filiżanką herbaty. Spojrzysz w dół, na filiżankę, a herbaty już nie będzie. Takie właśnie jest życie. Jeśli nie znajdujesz się całkowicie w teraźniejszości. rozejrzysz się, a jego już nie będzie.Przeoczysz smak, zapach, aromat, delikatność i piękno życia. Będzie się wydawało, że mija cie w pędzie. Przeszłość jest skończona. Ucz się z niej i pozwól jej odejść. Przyszłości nawet jeszcze tu nie ma. Planuj ją, ale nie trać czasu martwiąc się o nią. Martwienie się jest bezwartościowe. Kiedy przestaniesz rozmyślać o tym co już się wydarzyło, kiedy przestaniesz się martwić o to co może się wydarzyć, wówczas będziesz istniał w chwili obecnej. Wówczas zaczniesz odczuwać radość z życia"
Staram się o tym myśleć tak często, jak się da. Kiedy jest absolutnie do bani zdarza mi się ciągle jeszcze doznawać nagłych ataków amnezji tongue (co dało się zauważyć ) ale generalnie to szkoda życia na myślenie o palancie. Zachował się jak ostatni gnój - jego problem i on z nim będzie musiał żyć.

Asik777- masz rację. Sprawdziłam to jeszcze na etapie "wyrzucania z domu"

30

Odp: Zdradził a ja kretynka usiłuję to zaakceptować

Dzięki za każde DOBRE SLOWO. Mnich pewnie ma rację. Niestety, dla mnie codzienność to coś więcej niż możliwość delektowania się "filiżanką herbaty". Nawet moment z "filiżanką herbaty" nie jest przecież zawieszony w próżni. Jest PRZESZLOŚĆ /w moim przypadku zniszczona przez zdradę/ i przyszłość dla mnie pozbawiona sensu. -Trudno mi rozkoszować się aromatem herbaty, ciepłem filiżanki. To wszystko dla mnie już było i co gorsza, okazało się fałszem.
Znane nam "ataki amnezji", mimo upływu czasu zdarzają się coraz rzadziej i trwają krócej.  Im więcej wiem, za sprawą tzw.zbiegów okoliczności i innych
przypadków, ale także moich dociekań, tym bardziej pogrążam się psychicznie. "Cała" prawda zjada mnie psychicznie i fizycznie. Myslę, że nie mam już wpływu na to co się ze mną dzieje. Gdyby rzecz zdarzyła się 20 lat wcześniej, miałabym  jeszcze jakieś pole manewru...
Aktualnie nalegam /bo tylko tyle mogę / aby pan wynajął sobie pokój tzw. przy rodzinie. Jak poradzi sobie finansowo, nie interesuje mnie. Wystarczająco
dużo pieniędzy przez lata wydał na własną rekreację, więc nie do mnie należy troska o jego dach nad głową. Tyle oczekuję dla siebie za lata fałszu i zakłamania, za
pieniądze wydawane na życie równoległe.
Piszę, bo znów mam gorszy czas.    Pozdrawiam serdecznie.     Jolirka

31

Odp: Zdradził a ja kretynka usiłuję to zaakceptować

Jakbym czytała samą siebie...

32

Odp: Zdradził a ja kretynka usiłuję to zaakceptować
kosmos7 napisał/a:

No cóź po 25 latach ďowiedziałam się źe zdradził. No i ok -chociaż nie było ok- ale próbowałam i próbuję. Od tamtej chwili minęły 2  lata. I dziewczyny nie mówcie "trzeba było go kopnąć". Próbowałam. Jeśli facet jest zameldowany nie moźesz wystawić mu walizek. Ma takie samo prawo mieszkac jak i ty. Jest rodzina. Dodam że przekonana o sielskości naszego związku.. Są też rodzice których informacja o naszym rozstaniu może nąjzwyczajniej zabic- tata po 2 zawałach i z białaczką. Przez całe 2 lata walczyłam z nią z moim  mężem i z samą sobą. Wiem że już się nie kontaktują. Ona się obraziła. Tak właściwie bardziej szanuję kobietę która sypiała z moim mężem niż jego. To tchórz, ktxóry myśli tyko o realizacji siebie i własnej wygodzie. Jestem z nim nadal ale nie jestem z tego dumna. Dla mnie ja nie uratowałam naszego małżeństwa. Ja stworzyłam układ który jest wygodny dla wszystkich. Gardzę sobą i jednocześnie wierzę, że  miłość istnieje. Jestem idealistką, która wierzy w człowieka. Tylko, kurczę,  nie we własnego męża. Mam za sobą antydepresanty, kłótnie, milczenie, szantaż, chyba wszystko. Nie jestem już tym , kim byłam. Wszyscy piszą zostaw to za sobą i zapomnij. Teraz to juź 27 lat związku. Tak, bo wciąż jesteśmy razem. Mój mąż to narcyz i egoista a ja chyba największa kretynka na świecie. Znam wszystkie mechanizmy, które wynikają z takich sytuacji. Po kolei mogłam wymienić wszystko co się stanie i wchodziłam w każdą kolejną sytuację jak bezwolna idiotka. Przecieź szewc bez butów chodzi???? Zwyczajnie, po ludzku sobie nie radzę. Od nadziei do nienawiści dzieli mnie tylko sekunda.
A przecież on był taki szlachetny. Zawsze jej mówił (wiem to od niej ) że rodzina jest dla niego najważniejsza. Pewnie dlatego przez 2 lata kłamał bo jak twierdzi " chciał nas oszczędzić". No i nigdy nie  chciał z nią być. Słabo to do mnie przemawia. Co ze mna jestnie tak, że na zimno widzę z kim żyje a nie potrafię zwyczajnie odejść. Kurcze te zmienne nastroje mnie zabiją. Daję NAM szanse ale tak w głebi duszy myśle że to tylko układ

witam cie serdecznie.Widze,ze jestes w pelni swiadoma tego calego balaganu,potrafisz to ocenic z boku.Pewnie rozum u ciebie kloci sie z emocjami.Pewnie doskonale wiesz,ze wiecej jest "idiotek".Ja tez bylam Penelopa czekajaca na swojego Odyseusza....I nie wiem czemu sama sie tak ponizalam.I treaz cierpie,ze jest z inna.Zastanawialas sie nad prawdziwa,gleboko skrywana przyczyna,dla ktorej w tym tkwisz?pzdr.

33

Odp: Zdradził a ja kretynka usiłuję to zaakceptować

Po raz kolejny czytam Wasze odpowiedzi i kolejny raz widzę własną słabość. Tak, próbowałam dotrzeć do Prawdziwych motywów i jasne że jest w nich też strach. Patrzę na mojego M i ciągle nie potrafię oprzeć się wrażeniu że on  NIE CHCE zrozumiec co ja czuję, z czym walczę. Mam fazy "dobra ratujemy to" i " nie ma to sensu"  Na zmianę płacze i mam wszystko w nosie. Ale jedno jest niezmienne-poczucie, że coś ważnego już się skończyło i raczej nie wróci. Czy jest sens tak żyć? Nie wiem. Odejść-to najprostsze. Ja będę ta skrzywdzona a on to zło chodzące. Zupełnie nie mam ochoty na zemstę. Chyba bym wolała znienawidzić ją i jego ale ja czuję tylko pustkę. Szok już za mną ale to niedowierzanie że ktoś tak bliski to jednak kurcze obcy facet nie znika. Ból też wraca. Nie chce już tego. Chcę się schować w ciemnym kącie i zniknąć. Chociaż w ten sposób uciec przed rzeczywistością, bezsilnością i wspomnieniami. Boli nawet nie tyle sam fakt zdrady chociaż jasne że też ale to, że nie interesowało go to co się dzieje z jego rodziną, z naszymi uczuciami. Dla mnie to najwyższe wartości. Myślałam że dla niego też. W końcu razem je tworzyliśmy.
Moja naiwność nie ma granic-myślałam, że ona, już po jednym rozwodzie też z jej winy, zrozumie że krzywdzi, że rozwala kolejną rodzinę. A ona tylko mówiła że tego nie planowała, że się zakochała....Co jest w głowach takich ludzi? A może to ja jestem nienormalna bo wydaje mi się że tak nie można?!
Jestem po kolej awanturze z M, po kolejnych pretensjach-nie znoszę tego a przecież sama je wywołuję. Nie panuję nad tym. Już nie płaczę, nie krzyczę. Boje sie tego co czuje a czuje pustke. Chce odzyskac szacunek do samej siebie - na razie tyle. Nie musze walczyc z nim tylko ze sobą. Jeszcze nie umiem odróżnić chcenia mojego ego od mojego chcenia.
Kolejny raz mam doła. Mój M nie rozumie dlaczego. Nie rozumie też dlaczego do tego wracam. Przecież to już przeszłość. No może dla niego. Zmieniło się moje życie i zmieniłam się ja. Ale znajduję również dobre strony tej historii. Przynajmniej wiem z kim żyję pod jednym dachem ????

34

Odp: Zdradził a ja kretynka usiłuję to zaakceptować
kosmos7 napisał/a:

Moja naiwność nie ma granic-myślałam, że ona, już po jednym rozwodzie też z jej winy, zrozumie że krzywdzi, że rozwala kolejną rodzinę. A ona tylko mówiła że tego nie planowała, że się zakochała....Co jest w głowach takich ludzi? A może to ja jestem nienormalna bo wydaje mi się że tak nie można?!
Jestem po kolej awanturze z M, po kolejnych pretensjach-nie znoszę tego a przecież sama je wywołuję.
...
Mój M nie rozumie dlaczego. Nie rozumie też dlaczego do tego wracam. Przecież to już przeszłość. No może dla niego.

A ja Cię spytam - bo nie wiem CZY dobrze rozumuję... GDZIE problem?
Bo zastanawiasz się nad nią i co TACY ludzie mają w głowie...
Bo widzisz, że TAMTO nie istnieje dla twego męża według jego deklaracji i to przeszłość.
Więc...? CZAS sobie życzysz cofnąć do tego "sprzed"?
NO TO jedyne pewne i się nie pomylę twierdząc: NIE DA SIĘ!
CHCESZ zachować ten związek i dążyć do jego odtworzenia z popiołów i ruin. W ZUPEŁNIE NOWYM kształcie... Czy na to czniasz? Bo nie mogę się doczytać CZEGO ty chcesz NA PRZYSZŁOŚĆ sad

35

Odp: Zdradził a ja kretynka usiłuję to zaakceptować

Pozwole sobie Twój post podzielić na kawałki.

kosmos7 napisał/a:

(...)Ale jedno jest niezmienne-poczucie, że coś ważnego już się skończyło i raczej nie wróci. (...)

Życie to ciągła zmiana, każdego dnia. Nawet wówczas, gdy nikt nikogo nie zdradził. Nikt jeszcze nie znalazł sposobu na powrót do przeszłości. Marzysz o czymś, co jest niemożliwe do zrealizowania. To powód frustracji.


kosmos7 napisał/a:

(...)Czy jest sens tak żyć? Nie wiem. (...)

Tylko Ty wiesz, czy dla Ciebie życie w takim związku ma sens, czy nie. Każdy odpowie na to pytanie ze swej perspektywy.

kosmos7 napisał/a:

(...)Odejść-to najprostsze. Ja będę ta skrzywdzona a on to zło chodzące.

Odejście jest prostym wyjściem? Gdyby tak było, dawno temu byś odeszła. Skąd ten czarno-biały obraz? I do czego ten obraz jest Ci potrzebny? Sama sobie odpowiedz na te pytania.

kosmos7 napisał/a:

(...)Zupełnie nie mam ochoty na zemstę. Chyba bym wolała znienawidzić ją i jego ale ja czuję tylko pustkę. Szok już za mną ale to niedowierzanie że ktoś tak bliski to jednak kurcze obcy facet nie znika. Ból też wraca. Nie chce już tego. Chcę się schować w ciemnym kącie i zniknąć. Chociaż w ten sposób uciec przed rzeczywistością, bezsilnością i wspomnieniami. Boli nawet nie tyle sam fakt zdrady chociaż jasne że też ale to, że nie interesowało go to co się dzieje z jego rodziną, z naszymi uczuciami. Dla mnie to najwyższe wartości. Myślałam że dla niego też. W końcu razem je tworzyliśmy.
Moja naiwność nie ma granic-myślałam, że ona, już po jednym rozwodzie też z jej winy, zrozumie że krzywdzi, że rozwala kolejną rodzinę. A ona tylko mówiła że tego nie planowała, że się zakochała....Co jest w głowach takich ludzi? A może to ja jestem nienormalna bo wydaje mi się że tak nie można?! Jestem po kolej awanturze z M, po kolejnych pretensjach-nie znoszę tego a przecież sama je wywołuję. Nie panuję nad tym. Już nie płaczę, nie krzyczę. Boje sie tego co czuje a czuje pustke. Chce odzyskac szacunek do samej siebie - na razie tyle. Nie musze walczyc z nim tylko ze sobą. Jeszcze nie umiem odróżnić chcenia mojego ego od mojego chcenia.
Kolejny raz mam doła. Mój M nie rozumie dlaczego. Nie rozumie też dlaczego do tego wracam. Przecież to już przeszłość. No może dla niego. Zmieniło się moje życie i zmieniłam się ja. Ale znajduję również dobre strony tej historii. Przynajmniej wiem z kim żyję pod jednym dachem

Przeszłości nie wygumkujesz, wspomnienia wracać będą, bo to jednak kawał Twego życia, na dodatek pełnego różnych spektakularnych zdarzeń. Jeszcze trochę czasu minie, aż będziesz mogła patrzeć na to wszystko z większym dystansem.

Czujesz pustkę? A co jest pod nią?
Uciekasz przed uczuciami. To niezbyt dobra taktyka. Stąd od czasu do czasu wywołujesz awantury. Żaden człowiek nie lubi być katem. A pokazywanie jak bardzo jesteś nieszczęśliwą i biedną przez niego, to operacja na otwartym sercu bez znieczulenia. Może najwyższa pora na to, byś zrobiła porządek ze swymi - niełatwymi - uczuciami?

36

Odp: Zdradził a ja kretynka usiłuję to zaakceptować

Anhedonia, Wielokropek wielkie dzięki za trzeźwe spojrzenie. Potrzebowałam tego.

37

Odp: Zdradził a ja kretynka usiłuję to zaakceptować

Proszę. smile

Nikomu w roli bidusi nie jest do twarzy. Nie rób tego sobie. Jemu też nie.

38

Odp: Zdradził a ja kretynka usiłuję to zaakceptować
Przyszłość napisał/a:

Kosmos,
Współczuję Tobie.
Jest mi niezmiernie przykro z powodu tego, co Ciebie spotkało ze strony Twojego męża.
Zdrada to był jego wybór i jego decyzja.
Ale fakt, że Ty nadal trwasz w związku, który dla mnie jest tzw. pseudozwiązkiem z postępującą wewnątrz zgnilizną to jest Twój wybór i Twoja decyzja, których ja nie rozumiem. Chociaż doskonale pojmuję przytoczone przez Ciebie powody. Jednak dla mnie są one Twoją "zasłoną dymną", bo w rzeczywistości trawi Ciebie strach.
Szkoda, wielka szkoda, że nie chcesz się zmierzyć z tym strachem o "wielkich oczach".

Nic dodać, nic ująć.

39

Odp: Zdradził a ja kretynka usiłuję to zaakceptować

Witam mam problem maz mnie zdradza zawsze obiecuje ze to ostatni raz ze mnie kocha niewyobraza  sobie życia bezemnie a po miesiącu i tak to robi.problem jest ze nie potrafię od niego odejść mamy 3 dzieci ..

40

Odp: Zdradził a ja kretynka usiłuję to zaakceptować

Naiwna, załóż swój wątek, a nie w każdym temacie dopisujesz to samo .....

Posty [ 41 ]

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Forum Kobiet » ROZSTANIE, FLIRT, ZDRADA, ROZWÓD » Zdradził a ja kretynka usiłuję to zaakceptować

Twoja odpowiedź

Masz podobne doświadczenia? Zaloguj się albo załóż darmowe konto, żeby odpowiedzieć. Po drugiej stronie jest prawdziwa osoba.

DołączZaloguj się


Mapa strony - Archiwum | O forum | Poradnik | Prawdziwe historie | Kontakt | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2026