Moje pytanie brzmi mega głupio i nie musicie mnie w tym uświadamiać ani utwierdzać.
Wczoraj miałam szczerą rozmowę z moim chłopakiem. Zapytałam, czy mu na mnie zależy. Tak, zależy mu, ale oczywiście mniej niż na początku znajomości. Pytałam o to, bo dzień wcześniej postanowiłam z nim zerwać- miałam porządny powód (przyjechałam do Gdańska 7 dni przed czasem, zamiast spędzać ten czas i sylwestra z rodziną, tylko po to, by chociaż 7 dni móc spędzić z Mateuszem- mój rodzinny dom jest 4h drogi od Gdańska. Na miejscu okazało się, że impreza sylwestrowa ze znajomymi Mateusza jest odwołana, o czym M. mógł mnie poinformować wcześniej, to bym w domu została, a on sam nie wie ile dni poświęci dla mnie, bo musi się uczyć. W rezultacie siedziałam cały wieczór sama w pustym pokoju z wizją jeszcze 4- 7 dni bez osoby, do której mogłabym się odezwać, myśląc o tym ile pieniędzy będę musiała wydać na moje utrzymanie i plując sobie w brodę, że poświęciłam tydzień z rodziną dla tego śmiecia). No ale wczoraj zaproponował spotkanie, obiecał wspólnego sylwka, nowy rok i sobotę.
Często czuję się niedopieszczona- on spóźnia się za każdym razem i uważa, że nie mam prawa robić o to awantury, bo on do mnie jeździ (!) i jeździ do mnie 40km, a nie ma wpływu na to, że ZA KAŻDYM razem są korki i nigdy nie wie jak długie one będą. Wczoraj prawie wcale mnie nie całował, nie całuje mnie nawet na przywitanie. Ale nadal zabiera to tu, to tam, chociaż ma problemy ze szczerością (zamiast powiedzieć "to miejsce mnie nie interesuje", wymyśla jakieś słabe wymówki, np. chciałam iść do muzeum (wstęp 6zł), a on kazał mi czekać na noc muzeów (w maju), bo będzie za darmo. Wczoraj się jednak wy\gadał, że go to muzeum nie interesuje.)
O stawia wyżej ode mnie uczelnię i rodzinę ("nie najeżdżaj na moją mamę"), chociaż kiedyś mnie bronił przed swoją mamą, gdy ta mnie obrażała.
Poza tym jest w miarę ok.
Czuję się dobrze w jego towarzystwie, on w moim chyba też, lubi sprawiać mi przyjemność, niestety ostatnio tylko seksualną (nie daje mi kwiatów, a ta seksualna przyjemność to najwyżej macanie mnie przez ubrania, no czasem nawet bez ubrań, ale żadnego seksu, bo on czeka na miłość), prawi komplementy szczerze, troszczy się, jest uprzejmy.
Chcę z nim być, ale czuję, że to ryzykowne. Zaangażowałam się, nie wiem, czy będę miała siłę zerwać z nim, jeśli to odwlekę. Wczoraj zapytałam go, czy lepiej mu w związku, czy samemu, a on odpowiedział, że jest po prostu inaczej- nie lepiej, nie gorzej, tylko inaczej, chociaż w związku musi myśleć też o mnie, a często chciałby być po prostu takim egoistą, jak wtedy, gdy był singlem. Przytaknął, gdy zapytałam "Chodzi ci o to, że nie traktujesz tego zbyt poważnie?". Dodał jeszcze, że nie chodzi o seks, o zabawę mną, tylko mówiąc, że nie traktuje tego poważnie miał na myśli, że się nie spina na to, by była ta miłość, że nie szuka jej na siłę, że fajnie mu ze mną, chociaż gdy się kłócimy myśli czasem by to zakończyć, ale ogólnie lubi spędzać ze mną czas.
Wciąż boję się, że on zerwie, że ja nie będę miała nad tym kontroli i on mi to zrobi, gdy nie będę gotowa, dlatego chciałam ukrócić ten związek, póki czuję się silna. Mama mnie popiera (tak, widzę w niej autorytet, osobę rozsądną i silną i się jej radzę w takich kwestiach).
Twierdzi, że po tym jego wyznaniu powinnam na pewno już to zakończyć. Dlaczego? Powinnam unosić się honorem? Może mogę jednak przymknąć oko na taki tekst? Nie powinnam? Jestem totalnie zagubiona. Nie chcę być sama i nie chcę też odbierać sobie dostępu do jego ciała (bardzo mnie pociąga jego tors, brzuch, M. dobrze całuje). Potrzebuję kogoś, do kogo mogę się bezkarnie przytulać i całować kiedy tylko chcę, a przy tym on jest dla mnie jak przyjaciel. Nie muszę mieć tej miłości. Mi wystarczy zapewnienie, że z powodu braku miłości on mnie nie rzuci. Co powinnam zrobić? Znowu czuję się jak małe, bezradne dziecko, które nic nie wie o życiu.