Witam serdecznie. To mój pierwszy post na tutejszym forum. Chcę opowiedzieć pokrótce o swoim problemie, ponieważ nie potrafię już sama sobie poradzić z emocjami, a wierzę, że są tutaj osoby, które będą potrafiły jakoś się wypowiedzieć, nawet jeżeli będzie to dla mnie gorzka prawda.
Jestem/byłam w związku 4 lata. Wyczułam że już od dłuższego czasu nie jest jak zawsze, ale tłumaczyłam to sobie różnymi sprawami. Przyszedł czas, że próbowałam z nim rozmawiać o tym co między nami się zmieniło, ale zbywał mnie odpowiedziami typu wydaje ci się, znowu coś wymyślasz. Ale ja czułam że to nie jest już to samo.. Mniej się spotykaliśmy, w ogóle mało miał dla mnie czasu, czasem długo już się nie widzieliśmy i liczyłam na spotkanie, a on mówił że jest zmęczony a takiego go nie chce, coraz częściej się kłóciliśmy, nie odzywał się do mnie całymi dniami, a w smsach nie było już czułości.
Miesiąc temu byłam już na tyle zdesperowana i pozbawiona zaufania, że postanowiłam sprawdzić jego komórkę. Pomijam kwestie moralności swojego czynu, przynajmniej dowiedziałam się że smsował i spotykał się z inną kobietą. Przeżywałam to strasznie, ale też nie wahałam się długo i zerwałam z nim. Po kilku dniach jednak odezwał się do mnie, spotkaliśmy się i wróciliśmy do siebie, bo powiedział że mu zależy. Myślałam że po tym wszystkim będzie się starał jakoś naprawić swój błąd, ale przeliczyłam się.. Bo tak naprawdę to nawet nie usłyszałam słowa "przepraszam", może było ciut lepiej, ale to za mało.. Podjęłam po jakims czasie kolejną rozmowę, o tym co mnie boli i czego oczekuję. Następnego dnia cudowna odmiana, zaprosił mnie na wyjazd kilkudniowy i było wspaniale. Ale po powrocie dalej brakowało w nim czułości do mnie, nadal mało się odzywał itd. Ostatnie dni znowu były ciężkie, przeplatane łzami i radością. Ale ostatnie nasze rozmowy dały mi w kość. Powytykał mi różne rzeczy, jedne może słusznie, niektóre odbieram jako szukanie dziury w całym. W ogóle to co mi zarzuca to są drobnostki i rzeczy które są możliwe do naprawienia, część spraw jak dla mnie jest albo wyssana z palca, albo źle przez niego postrzegana. Najgorsze są jednak kwestie w których nasze drogi jakby się rozchodzą.. Ja zapytałam o przyszłość i małżeństwo, a on stwierdził że kiedyś już chciał, ale uważa że jeszcze ma na to czas. Ponadto powiedział że kocha i mu zależy, ale nie wie czy chce ze mną być... Co gorsza wiem, że nie zerwał kontaktu z tamtą kobietą, bo się przyznał, a jakiś czas temu okłamał mnie w takim razie, że już z nią nie rozmawia. Aktualnie jest tak, że nie wiem do końca czy jesteśmy razem czy nie... Odzywa się sporadycznie 2-3 razy na dzień i to nie jest nic wnoszącego.
Czuje się fatalnie.. Zarzucił mi okropne rzeczy, podczas gdy przez ostatni rok wszystko co zrobiłam było dla nas.. W ogóle przez ostatni miesiąc bardzo się starałam żeby nasze relacje się poprawiły, ale nie dostawałam tego samego.. Uważam że pozwoliłam się upokorzyć i to strasznie, bo mimo wszystko sama bardzo o niego zabiegałam. Nie rozumiem tego wszystkiego... Dlaczego ze mną zwyczajnie nie zerwie..? Jak można mówić że się kogoś kocha robić z nim wszystkie związane z tym rzeczy, ale jednocześnie twierdzić że się nie wie czy chce z tą osobą być.. W dodatku ta druga... To mnie niesamowicie boli. Chciałabym o niego walczyć, ale wiem że nie mam szans z tą świeżością, nowością,fascynacją która jest na początku.. Nie wygram. Jestem załamana.. ale wycofałam się trochę. Z trudem powstrzymuję się od kontaktowania się z nim, odpowiadam jedynie jak pierwszy się odezwie..
Rozum podpowiada mi, że ten związek jest bez szans na przyszłość, przynajmniej na ten moment. Ja uważam że to on się zmienił od pewno czasu, że nagle zorientował się że życie ucieka i teraz nagle chce nadrobić wszystko czego nie robił przez ostatnie 4 lata. Nie zerwał ze mną w jasny sposób.. Przytulał, całował, mówił co mówił, ale nie zerwał.. A ja nie potrafię tego chyba zrobić, chociaż wiem że to chyba jedyne rozsądne wyjście z sytuacji.
Nie mam już siły tak żyć.. ![]()