Sprawa wygląda tak: Wynajęłam mieszkanie bratu mojej przyjaciółki. Płacił tylko czynsz i opłaty (nie brałam tzw. odstępnego). Na prośbę przyjaciółki nie wzięłam kaucji, a za czynsz i opłaty brałam na koniec miesiąca. Gdy stracił pracę i zaczął zalegać z opłatami kazałam mu się wyprowadzić. Przyjaciółka prosiła, abym zmieniła decyzję. Przedstawiłam jej mój punkt widzenia, tzn nie będę płacić za kogoś. Wtedy ona stwierdziła, żebym się nie martwiła i że jeżeli on nie będzie płacił to ona ureguluje. Po jakimś czasie człopak się zakochał i wprowadził się do dziewczyny zwalniając mieszkanie. Niestety nie uregulował za czynsz i opłaty tj lekko ponad 660zł. Zwróciłam się zatem do jego siostry( on ciągle mówi że zapłaci i na mówieniu się kończy). Od niej usłyszałam, że ona nie ma i że przecież dużo nie straciłam. Teraz jest zdziwiona, że ja nie odzywam się, a gdy ona dzwoni rozmawiam jak ze znajomą i nie mam ochoty na spotkanie. Ona ma spore problemy finansowe, przez brata( poręczyła mu kredyt i teraz zabierają jej połowę pensji), ja finansowo stoję dobrze.
Czy waszym zdaniem mam rację kończąc tę przyjaźń?
1 2014-12-27 20:14:34 Ostatnio edytowany przez samotnax4 (2014-12-27 20:15:46)
Podobne tematy
Czyli twoja przyjaźń jest warta 660 zł?
Nie, moim zdaniem nie robisz dobrze o ile przyjaźnią nazywasz przyjaźń, a nie koleżeństwo. Wystarczyło na spokojnie i rzeczowo porozmawiać z przyjaciółką - wytłumaczyć jej, że cię rozczarowała, że czujesz się oszukana i zapytać jakie rozwiązanie ona widzi.
Może mogłaby ci oddać tę należność w ratach?
Teraz nie masz nic - ani przyjaciółki, ani pieniędzy.
Nie, nie jest warta 660zl. Ale z drugiej strony Po co mi przyjaciolka, ktora mowi cos tylko po to, abym ulegla?
Z prawdziwa przyjaciółką zawsze się idzie dogadać. Zresztą jestem zdania, że prawdziwych przyjaciół/przyjaciółek nikt ani nic nie jest w stanie poróżnić....
Sprawa wygląda tak: Wynajęłam mieszkanie bratu mojej przyjaciółki. Płacił tylko czynsz i opłaty (nie brałam tzw. odstępnego). Na prośbę przyjaciółki nie wzięłam kaucji, a za czynsz i opłaty brałam na koniec miesiąca. Gdy stracił pracę i zaczął zalegać z opłatami kazałam mu się wyprowadzić. Przyjaciółka prosiła, abym zmieniła decyzję. Przedstawiłam jej mój punkt widzenia, tzn nie będę płacić za kogoś. Wtedy ona stwierdziła, żebym się nie martwiła i że jeżeli on nie będzie płacił to ona ureguluje. Po jakimś czasie człopak się zakochał i wprowadził się do dziewczyny zwalniając mieszkanie. Niestety nie uregulował za czynsz i opłaty tj lekko ponad 660zł. Zwróciłam się zatem do jego siostry( on ciągle mówi że zapłaci i na mówieniu się kończy). Od niej usłyszałam, że ona nie ma i że przecież dużo nie straciłam. Teraz jest zdziwiona, że ja nie odzywam się, a gdy ona dzwoni rozmawiam jak ze znajomą i nie mam ochoty na spotkanie. Ona ma spore problemy finansowe, przez brata( poręczyła mu kredyt i teraz zabierają jej połowę pensji), ja finansowo stoję dobrze.
Czy waszym zdaniem mam rację kończąc tę przyjaźń?
Fatalna sytuacja. Jeżeli przyjaciółka deklarowała uregulować ewentualne zaległości brata, to obecna jej postawa jest trochę niezrozumiała. Obietnica do czegoś zobowiązuje. Osobiście nie lubię ludzi, którzy składają obietnice bez pokrycia. Chyba nie umiałabym się z kimś takim przyjaźnić
Z drugiej strony, jeżeli przyjaciółka ma aktualnie problemy finansowe, to może mogłabyś z nią porozmawiać i ustalić jakąś spłatę w drobnych ratach ? Stwierdzenie, że przecież dużo nie straciłaś jest dla mnie jakimś kompletnym brakiem "wyczucia" z jej strony. Osobiście znam sto innych i lepszych sposobów na wydanie sześciu stówek, niż wymuszony sponsoring.
W każdym razie masz dobra nauczkę na przyszłość. Jak to mówią : Nie rób nikomu dobrze, nie będzie Ci źle
Kaucja wysokości przynajmniej jednomiesięcznych opłat, to jest absolutne minimum...
Zgadzam sie z Toba i normalnie laiche biore i czynsz na poczatku miesiaca. Tu ma jej prosbe zrobilam inaczej. Ja rozumiem problemy finansowe, ale mogla chociaz zaproponowac raty po glupie 20zl. Mi chodzi o brak jakiejkolwiek reakcji.
Widzisz - ty stoisz dobrze z kasą, ona już nie bardzo. Być może dlatego ona ciągle mówi, że odda.
Jak zależy ci na tej znajomości - zwyczajnie powiedz o tym, co czujesz i postaraj się dogadać. Wiadomo, że i ona, i jej brat cię zawiedli, ale czy warto od razu się odwracać zamiast spróbować pogadać i pójść na kompromis?
Ona nie mowi ze odda, on tak mowi. Ona nie widzi chyba problemu, ze to ja jestem stratna.
Zaproponuj splate w ratach a jesli
Nie powinnaś kończyć przyjaźni. Jeśli Twoja przyjaciółka jest prawdziwą przyjaciółką to nie będzie miała pretensji do Ciebie, że upominasz się o swoje. Takie nie odzywanie się do siebie jest dziecinne. Powinnaś postawić sprawę jasno. Masz 3 miesiące na spłacenie długu, jesteś moją przyjaciółką i uszanuj mnie jako osobę bo nie jestem byle kim, żebyś robiła mnie w konia. Wtedy się okaże jak się zachowa ona. Ale Ty się nie obrażaj. Bo to nic Ci nie da.
Niewiem , ale przyjaciolka sama zdeklarowala sie ze za braciszka płacic bedzie to powinna uregulowac . To nie twoja wina , ze ma problemy finansowe . Ale mieszkanie bylo twoje i oplaty powinien zaplacic wynajmujacy a jak kolezanka sie zobowiazala to powinna zaplacic .
A czy zaufałabym takiej przyjaciolce niewiem
Moja "przyjaciółka" stwierdziła że mi nie odda, bo nie ma. Stwierdziła również, że jej brat na pewno zapłaci ( nie wiem jak bo nie odbiera telefonu, na smsy nie reaguje). Z nią rozmawiam normalnie, ale na pieniądze machnęłam ręką. Z tym, że w tym momencie przestaje to nazywać przyjaźnią. Przyjaciół się w konia nie robi. Ja wiem, że już na moją pomoc liczyć nie może
Uważam, że jeśli coś jest prawdziwe , wszystko przetrwa.
Nie da się utracić prawdziwej przyjazni czy miłości.
Jeśli tracimy przyjaciółkę tzn że nigdy Nią nie była.
Moim skromnym zdaniem, żadna to przyjaźń niestety... więc nie ma co płakać nad jej utratą. Mnie nie chodzi tu już o sam fakt nieuregulowania finansowych zobowiązań, ale o postawę tej "przyjaciółki". Po złożeniu obietnicy ewentualnego pokrycia długu brata, powinna poczuwać się do jakiejkolwiek odpowiedzialności i albo zaproponować regulowanie zobowiązania w drobnych ratach albo wyegzekwować to od brata.
Swoją drogą trzeba być wyjątkową gnidą, żeby nie poszanować osoby, która nam pomogła. Jakby nie było zrezygnowałaś dla nich ze swojego dochodu z najmu. Jeżeli weźmie się pod uwagę tzw. utracone korzyści z tytułu użyczenia tego mieszkania, to nie będzie to utrata "jedyne" 660 złotych. Ja tam z taką osobą nie chciałabym się nawet kolegować... Mam tylko nadzieję, że ta nieprzyjemna historia "czegoś" Cię nauczy i uchroni przed większymi stratami w przyszłości ![]()