Witam,
Jestem z moim facetem już od ponad 3,5 roku. Jest nam razem dobrze, mamy po 23 lata, studiujemy w tej samej miejscowości, to nasz pierwszy związek.Momentami jest na prawdę cudownie, wiem że mogę na niego liczyć, mowi mi że mnie kocha codziennie ja jemu też, spędzamy calusieńkie dni razem rozdzielając się tylko na zajęcia na uczelni.Nasz związek zawsze był dość wybuchowy, kłótliwy i nieobliczalny. Kochamy się nad życie i ja i on. Jestem tego pewna w 100%. Mamy taki problem, przynajmniej z mojej prspektywy tak to wynika- a mianowicie oboje chcemy rządzić drugą osobą.Oboje mamy sile charaktery i oboje jesteśmy cholernie uparci. I nie chcemy dać drugiej osobie "wejść sobie na głowe". Nie potrafimy odpuścić, ciągle jakieś gierki, robienie sobie na złość, przepraszania, płacz, obietnice poprawy, potem sielanka, miłość jak z bajki i znów to samo. Koło się zamyka. Ostatnio coraz częściej myślę o tym, żeby go zostawić.Nie wytrzymuje psychicznie - raz gora raz dł. Rok temu rozstaliśmy się na ok.4 miesiące i to on o mnie zabiegał, dałam mu szanse. Teraz żałuje, bo widze, że nasz związek jest toksyczny. Teraz pytanie brzmi czy go ratować?
Sytuacja z wczoraj :
Ogólnie zacznę od tego co wydarzyło się tydzień temu. Ufam mojemu facetowi i wiem, że nie chodzi na żadne imprezy, do klubów, dyskoteki i te sprawy sam beze mnie. Może to głupie, ale mamy taką umowę, że zawsze o wszystkim się informujemy, pytamy, mówimy z kim idziemy, jak wracamy też dajemy znać czy wszysto ok. Jestem pewna, że mój facet nigdy by mnie nie zdradził. Aż tu nagle...W sobotę wieczorem dostaje smsa od kolegi " Twój facet baluje bez ciebie w klubie" coś w tym stylu. Ja byłam wtedy w domu w innej miejscowości niż mój chłopak. Załamałam się, niedowierzałam, jak to mój facet be ze mnie ? Nie wiadomo z kim, gdzie , podczas gdy ja śpie grzecznie w domu? Ja to możliwe ? Dlaczego nic nie powiedział ?Złamał naszą umowę, mieliśmy o wszystkim się informować. Zroiło mi się bardzo przykro. Poczułam się zdradzona, okłamana...poczułam żal, ból, rozpacz. Zadałam sobie w myślach pytanie..który to już raz sobie tak imprezuje beze mnie? Wbrew naszym zasadom? Który raz mnie okłamuje? Dobra nie ważne. Mimo tego, ze bardzo mnie tym zranił, cały świat wydawał mi się jedym wielim kłamstwem, wybaczylam mu. Tłumaczył się, tym, że tak nagle przyjechali do niego koledzy i nie mógł im odmówić, a koledzy bardzo lubią kluby itp. Nie pomyślał, że mnie to aż tak zaboli, że łamie nasze zasady, których obydwoje zobowiązaliśmy się przestrzegać. I ja przestrzegam ich w 100%. Przeprosił.Ok. Po tej sytuacji straciłam do niego kompletnie zaufanie, teraz cały czas myślę, ze mnie okłamuje.Ale stało się.
Wczoraj. Wigilia. Dzwoni do mnie z życzeniami w ten piękny świąteczny dzień. Zaproponowałam, żeby przyjechał do mnie 25.12 wieczorem. Wymigiwał się, w sumie sama teraz nie wiem jaką do końca znalazł sobię wymówkę. Ok. Spytałam czy dziś (wigilia) wieczorem dałby radę ? Odpowiedzial, że widzi się z kolegami. Zdenerwowałam się. Zawsze wybiera kolegów, a dziewczyne odstawia na boczy tor. To już nie pierwsza taka sytuacja. Nie może tak być! Potawiłam mu ultimatum: albo ja albo koedzy dziś wieczorem, zdecyduj. I rozłączyłam się. W głębi serca wierzyłam, ze się opamięta. Że przyjedzie do mnie w ten wyjątkowy dzień, zostawi kolegów w tyle i powie mi, ze to ja jestem najważniejszą osobą w jego życiu. Tymbardziej w święta. Czekałam. Po godzinie dostałam smsa: "Nie będziesz mną manipulowac, nie przyjade". W tym momencie zrobiło mi się tak okropnie przykro. Tak źle. W ten jedyny dzień, po tym co mi zrobił wcześniej, po tym jak obiecał poprawę, gdy mnie zraił. Kolejny raz cios w serce, i to w dodatku w wieczór wigilijny. Czy ja na prawdę tak dużo wyagam ? Chciałm tylko, zeby zostawił kolegów dla mnie..to chyba pownno być oczywiste.Ja dla niego zawsze i wszedzie zostawiłabym znajomych, gdyby tego chciał. Dobrze, może przesadziłam. Może umówił się z nimi dużo wcześniej i głupio mu było odmówić. Ale mógł chociaż zadzwonić i wszytko mi wytłumaczyć, a nie zostawić mnie z tak oropnym smsem i nie odbierać telefonów. Kolejny raz poczułam się zrwnana z ziemią. Nidgy tak nie było, nie chodził po klubach sam, nie wybierał kolegów. Co się stało? Nie chcę mu dyktować do ma robić...ale do cholery obiecał że się poprawi ?! Tą sytuacją w wigilie wcale sobie nie pomaga. Chce pokazać, ze to on żądzi ? Boli mnie to cholernie. Bawi się moimi uczuciami. A ja co drugą noc płaczę.
Może to wynikać z tego, ze mój facet przeszedł w swoim życiu pewien etap, gdy był sam. Siedział całymi dniami przy laptopie, sam, grał, nie miał znajomych, nie wychodził nigdzie. I teraz gdzy wreszcie obudził się i wszedł do życia najzwyczajniej w świecie boi się że straci tych znajomych i znowu zostanie sam przed laptopem. Robi wszysto dla kolegów, dsłownie wszysto. Zatańczy tak jak mu zagrają. Środowisko bardzo na niego wpływa, czasem nie widzi wielu rzeczy, albo uwaza tak jak mu ktoś wmówił, jak mu toś kazał myśleć. Kiedyś nawet sama mu powiedziałam, ze o znajomych trzeba dbać i spotykać się z nimi, bo jak cie zostawi twoja druga połówka to zawsze masz alternatywe, masz gdzie i z im wyjsc dlatego należy dbać o znajomości i przyjaciół. Ale on przesadza. Znajomi, koledzy ponad wszysto. Ja sie nie liczę, bo przecież mogę go zostawić ? I co wtedy? Zostanie sam z lapopem bo zabraniałam mu kontaktow z kolegami. Nie chce go zamykać w klatce. Jego koedzy też są bardzo fajni i lubie ich, zawsze mnie pozdrawiają, czasem razem wyjezdżamy, nie wstydzi się mnie itp. Ale on najzwyczajniej w świece przesadza. Jak mam go opamiętać ? Nie nakaze mu ich zostawić, nie chce bo widze, ze jest z nii szczęśliwy. Ale to ja mam być najważniejsza, nie oni. Mój facet nie umie tego okazać, mówi to często, mówi że kocha, że jestem wyjątowa, ale co z tego skoro nie moge na niego liczyć ? Nawet w taki dzień jak wigilia ?
Dodam jeszcze że jestem w kompletnej kropce. Nie wiem co mam robić. Nie mam siły dłużej konkurować z kolegami, imprezami, zyciem akademickim. Na prawdę dużo znoszę. I jestem cierpliwa. Może czasem przesadzam, ale umiem przeprosić i się do tego przyznać. On nie potrafi. Może ktoś poradzi co zrobić w tej sytuacji ? Jak wpłynąć na faceta i uświadomić mu, że to kobieta jest najważniejsza, bo kocha , opiekuje się, dba..Może któraś z was miała podobną sytuację ?
Jeszcze parę kwestii:
1.Pewnego razu zdarzyło się, że mój facet uderzył mnie w twarz, obiecał, że tego więcej nie zrobi, wybaczyłam
2.Ja dałam się po pijaku pocałować w usta koledze, powiedziałam mu o tym, wybaczył
3.Po pewnej impreze gdzie wymiotowalam w klubie, nie miałam siły stać na nogach puścił mnie kompletnie samą w drogę do domu, a sam został na imprezie bo była ważna( czyt. koledzy ważniejsi) , nie pamiętam jak wróciłam do domu, ale wybaczyłam
4.Często go drapię np. porekach, gdy się kłócimy i szarpiemy, nienawidzi tego, ale zawsze wybacza
5.On nigdy mnie nie zdradził, nie ma dużuch kontaktów z koeżankami nic z tych rzeczy, ja po tamtej sytuacji z pocałunkiem (to było jeszcze przed rozstaniem, jakiś 1 rok znajomości) nigdy nikogo nie podrywalam i moge powiediec że jestem w 100% fer wobec niego.
6.Duża zazdrość z jego strony o każdego kolegę, mam serię pytań o facetów których przyjmuje do znajomych na facebooku. Ale nie dziwię mu się.
7.Seks nieziemski.
8.Plany na rodzinę, dom, przyszłość bardzo się nam pokywają. Podobne a wręcz identyczne poglądy życiowe.
9.Nie kłocimy się o pierdoły typu jaki film wybrać, gdzie wyjść, kto co woli, częściej ja mu się poddaję, bo jestem niezdecydowana.
10.Lubimy swoje rodziny nawzajem, swoich rodziców, dom. Często spędzamy czas z moją siostrą i jej chłopakiem.
Jest wiele aspektów w których z pewnością ja zawiniłam, ale dojrzalam, doroslam, nie jestem już rozwydrzoną nastolatą, wiem jakie bęłedy popełniłam i wiem, ze nigdy więcej ich nie popełnię. Pracuje nad sobą i nad swoim charakterem każdego dnia. Chce, żeby mój mężczyzna byl ze mną naprawdę szcześliwy. On też jest cierpliwy, czuły, kochający. Wiele razem przeszliśmy. I pomimo wszystkich kłótni i awantur, uważam że to były dobre 4 lata.
Pytanie do was. Czy ten związek jest toksyczny? Czy niszczymy sebie nawzajem ? Czy wyczerpiemy się psychicznie? Czy to ma sens ?