netkobietyWszystkie działy
Rozstanie, flirt, zdrada, rozwód

jak sobie pomóc?

37 odpowiedzi8 137 wyświetleńzałożony przez czyminie, 24.12.2014

Napisz odpowiedź
Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 38 ]

1

Temat: jak sobie pomóc?

Witam serdecznie,

Mój post zapewne będzie bardzo długi, ale chciałabym opisać wszystko jak najdokładniej, wszystko co może mieć znaczenie i ewentualnie pomóc.

1,5 roku temu przeżyłam pierwsze w swoim życiu rozstanie. To był mój pierwszy związek, trwał ponad trzy lata,  dwa  mieszkaliśmy razem. Kochałam bardzo mocno. Pewnego dnia wrócił do domu i powiedział, że się wyprowadza. Tyle widziałam człowieka. Nie usłyszałam ani słowa wyjaśnienia. Przez pół roku nie wiedziałam jaki był powód. Przeżyłam to tak mocno, że wpadłam w depresję i stany lękowe co zakończyło się leczeniem farmakologicznym i terapią. Ale dałam radę. Czas, leki, informacje o byłym sprawiły, że zamknęłam ten etap i wyszłam z tego. (do tego stopnia, że na próby powrotu z jego strony reaguję śmiechem). Do tej pory nie wiem jak mi się to udało ale udało. Osiągnęłam równowagę, zaczęłam normalnie żyć, cieszyć się i nie czuć bólu. Przez ten czas byłam sama, z nikim się nie spotykałam. Wiedziałam, że to nie ten moment a w dodatku nie potrafię być z kimś byle by być. Tak zleciał rok.

Kilka miesięcy temu poznałam pewnego chłopaka. Z dozą niepewności ale pod namową przyjaciółki zaczęłam się z nim spotykać i tak jakoś się potoczyło. Było naprawdę dobrze. Ja zobaczyłam światełko w tunelu i nadzieję na coś fajnego. No właśnie...i to mnie zgubiło.
Rozstaliśmy się. Sytuacja jest dziwna, bo to ja bardziej podjęłam taką decyzję, ale to była reakcja na jego zachowanie. Zaczął mnie olewać, mniej się starać, ale podejrzewam, że po prostu się w nim wypaliło, znudziło. Nieważne. Musiałam to zakończyć dla swojego dobra. Nie zdążyłam pokochać, zaangażować się tak, żeby cierpieć. A jednak cierpię.... Nie tęsknię, nie chodzi o niego. Chodzi o moje życie.

Boję się, boję się tak samo jak rok temu. Czuję to samo co rok temu. Czarne scenariusze w głowie, brak jakiejkolwiek nadziei. Bo ja już głupia sobie na nią pozwoliłam i ponownie się rozczarowałam. Mam taki żal do siebie, za to że uwierzyłam, że będzie lepiej, że moja walka była po coś i los się odwróci, że nie mogę się teraz pozbierać...
Rok walki o siebie poszedł na marne, jestem w tym samym miejscu. Boję się jak przedtem. Bo ile można próbować i ile porażek przeżywać? Czuję to jako znak od losu - głupia, naiwna babo idź inną drogą, a nie dalej marzysz o szczęśliwej, pięknej miłości.
No i to mój problem. Ten ostatni związek uświadomił mi, przypomniał, że miłość jest dla mnie najważniejsza. Nie umiem znaleźć w życiu nic równie ważnego. Najgorszą wizją życia jakie mogę sobie wyobrazić - to życie samej, mającej tylko pracę i nic więcej. Dla mnie - piekło na ziemi. Jak mam to zmienić?

Dlaczego nie potrafię znaleźć szczęścia w niczym innym? Co robię nie tak? naprawdę próbuję, próbuję zająć się innymi sprawami, ale odczuwam miałkość - pustkę. Dziura, której nic nie wypełni. Jak bardzo bym nie próbowała.

Wszystko zakończyło się kilka dni temu - świeża sprawa. Nie muszę walczyć z tęsknotą, wiem, że tak musiało się stać. Ale czuję ten sam strach co poprzednio. Nie mogę spać o jedzeniu też zapominam. Nie mogę skupić się na niczym, a w głowie mam takie miliony myśli, ze wariuję. Nie potrafię pomyśleć o niczym innym, poczuć niczego innego niż lęk przed przyszłością i najgorsze scenariusze życia w głowie.Czuję sama po sobie, że wprowadzam się w to samo błędne koło co rok temu. Nie chcę, nie chcę już nigdy tak się czuć. Wiem jak było, nie chcę tam wracać. Ale mój mózg ponownie stał się moim wrogiem.

Bardzo chcę sobie pomóc, ale nie wiem jak...

2

Odp: jak sobie pomóc?

Po pierwsze: daj sobie troche czasu na uporządkowanie mysli...
Po drugie: po ochłonieciu zaakceptuj taki rozwój sytuacji...
Po trzecie: nie upatruj w sobie przyczyn tych niepowodzeń. Jeszcze nie masz ku temu podstaw. Prawdopodobnie trafiłas na powszechny model faceta nieodpowiedzialnego ze słomainym zapałem (do związku). Bywa...
Po czwarte: jesteś młoda osobą (tak wnioskuję) i jeszcze sporo przed Tobą. Teraz jesteś ledwie na starcie dorosłego zycia i związków. Kwestia cierpliwości i pogody ducha - będzie lepiej...
Po piąte: jest Wigilia, wiec nie rozdrapuj ran i spróbuj zająć mysli czymkolwiek innym, a tu wróć po świetach (moze będą inne wpisy)...
I moja odpowiedź na Twoje niewypowiedziane pytanie: MINIE smile

3

Odp: jak sobie pomóc?

Kosmiczny nick,

Chyba już jestem zmęczona. Naprawdę miałam nadzieję, że największe bagno mam za sobą. Jak głupia uwierzyłam, że jeszcze coś mi się uda. Zrobiłam sobie największą krzywdę tym związkiem. Wcześniej przywykłam, byłam poukładana, spokojna...nie mogę sobie darować, że tak naiwnie uwierzyłam na jakąś szansę od losu.
Widocznie miłość nie jest dla mnie i powinnam w końcu to zrozumieć. A ja dalej jak głupia mam takie marzenie o życiu z kimś a nie w pojedynkę. Boję się tego najbardziej na świecie, że moje życie będzie wyglądało tak jak teraz. Bo teraz nie mam nic. Jestem przerażona ponowną walką o ulgę.

Czy jestem młoda? 26 lat. Dla jednych mało, dla innych dużo. Dla mnie, moment w którym jest czas na układanie sobie życia, podejmowanie ważnych wyborów, decyzji na całe życie. Ja jak na razie jedynie dokładam sobie złych doświadczeń.

Nie wiem co robić...z jednej strony próbuję zająć czymś głowę, nie kopać się z myślami, ale jak się nawet na chwilę  uda - wszystko wraca do mnie ze zdwojoną siłą i pod gorszą postacią. Tak, że chce mi się wyć z bólu i strachu. Po pierwszym rozstaniu z osobą, którą naprawdę kochałam i chciałam z nią spędzić resztę życia musiałam przejść piekło, wiem co się ze mną działo. Wtedy musiałam sobie poradzić z ogromną stratą, tęsknotą rozrywającą serce i psychikę. Teraz z tym lękiem, który mnie paraliżuje.

Kosmiczny, pewnie minie, tak jak mówisz. Wiem, że któregoś dnia nie będzie tak bolało, bo przywyknę ale ja po prostu chciałabym ułożyć sobie życie. Mieć coś więcej niż pracę, studia....

Pewnie to jest coś co powinnam w sobie zmienić - taką chęć miłości. Nie wiem czemu, ale będąc w związku (szczęśliwym) czuję się spokojnie i bezpiecznie, na swoim miejscu. Dostaję powera, na życie patrzę zupełnie inaczej. Tego mi najbardziej brakuje. Spokoju w serduchu.

Nie chcę musieć przechodzić tego co rok temu, doprowadzić się do stanu w którym pomogą mi tylko leki. Chcę przejść to tak, żeby ten strach minął.

Nie wiem czemu, ale moje życie ułożyło się dziwnie. Od zawsze miałam plan na siebie na bycie kobietą jednego mężczyzny. Na pierwszej randce byłam w wieku 21 lat i od razu przeszło w związek. Jak się skończył, przez rok nie mogłam na nikogo spojrzeć. Odważyłam się i wyszłam na tym jeszcze gorzej.

Nie wiem co robię źle, nie wiem jak sobie pomóc...po prostu już mam dosyć. I staram się jak mogę zaakceptować, że tak po prostu już będzie.

4

Odp: jak sobie pomóc?

wiemjak ciężko znaleść w sobie siłę w takiej sytuacji . mnie żona wyrolowała po 10 latach małżeństwa  odeszła do kochanka  a ja zostałem z dziećmi sam,pozbierałem się po 8 miechach od rozstania . Jednak nie straciłem wiary że znajde właściwą kobiete z którą bede razem do końca .Ja np mam problem bo nie ma kiedy spotkać jakąś kobiete bo albo w pracy albo z dziećmi .

5

Odp: jak sobie pomóc?

Rozumiem cie w 167% jestem młodsza bo mam 23 lata ale chcialam slubu z moim chlopakiem ktory przez 4 lata slodzil obiecywal jak to bedziemy szczesliwi na starosc a potem zostawil od tak bo moglam byc chora.
Zalamalam sie, nie wychodzilam z lozka, ale po tygodniu poszlam do psychiatry bo zrozumialam ze nie warto. Trzeba walczuc o siebie, o swoje zycie i szczescie. Samemu albo z kims.
Mysle ze milosc w tych czasach nie istnieje, zbyt czesto ludzie mysla o sobie a nie bliskich.
Trzeba cieszyc sie z tego co sie ma, z przyjaciol na ktorych zawsze mozesz polegac. A faceci nie byli warci!

6

Odp: jak sobie pomóc?

Ten ostatni związek uświadomił mi, przypomniał, że miłość jest dla mnie najważniejsza. Nie umiem znaleźć w życiu nic równie ważnego. Najgorszą wizją życia jakie mogę sobie wyobrazić - to życie samej, mającej tylko pracę i nic więcej. Dla mnie - piekło na ziemi."
I wlasnie z tego powodu nigdy nie znajdziesz prawdziwej milosci. Nikt nie da rady udźwignąć bycie sensem zycia dla drugiej osoby. Najpierw pokochaj sama siebie, a dopiero zacznij poszukiwac faceta.

7

Odp: jak sobie pomóc?

wybacz pisze z telefonu wiec wyglad wiadomosci moze byc niezbyt. Jaka jest twoja przeszlosc pod katem rodzinnym? Czemu milosc jest DLA ciebie az takim priorytetem? Wiesz take zastanawiam sie bo prawie kazdy czlowiek w mniejszym club wieksYm stopniu zyje DLA milosci. DLA kazdego jest on a wazna ale nie mozna osaczac. Nie mozesz chowac w sobie urazy widzialas old poczatku ze cos z tym nowym jest nie tak wiec plus DLA ciebie. Nie odbieraj kazdej porazki jako czegos co determinuje TWA samoocene both w ten sposob kazdy czlowiek by nie mial wiary w siebie a kazdy jeden ma przezycia w temacie zawodu milosnego. Prada jest ze jesli sama siebie nie pokochasz to nikt CIE nie pokocha tak to CH... Dziala. Natura. Nikt nice chce by ze slabym. Czarna owca zawsze nia bedzie. Dojdz przyxzyny twego pragnienia milosci. The take mialam wiem co czujesz jednak zyxie zweryfikowalo I mam te raz glowe name karku jestem mega silna choc I take cierpie ale wiekszozc ludzi cos trapi tylko nice kazdy to pokazuje. Facet to dodatek to twoje zycie mass byc c szanowana I szanowac szukaj rzeczy ktore CIE uszczesliwiaja a jesli facet bedzie tym dopelnieniem to swording e

8

Odp: jak sobie pomóc?

To nie jest tak, że osaczam, wręcz mam duże poczucie niezależności. Jeśli wiem, że coś jest nie tak to z tego rezygnuję, nie proszę, nie narzucam się. Nigdy nie prosiłam o to, żeby ktoś wrócił, chociaż bardzo chciałam. Z uwagi na samą siebie nigdy nie wróciłabym do byłego, nie ciągnęłabym tej  ostatniej znajomości. Wiem, że zrobiłabym sobie największą krzywdę świata.
Chociaż i tak zrobiłam - uwierzyłam, że jeszcze może być lepiej. I mam za swoje.
Ja się boję. Boję się tak o swoją przyszłość, nieznaną z którą muszę się zmierzyć. Nie umiem sobie z tym radzić. Zmiana wywołuje we mnie lęk, który mnie niszczy. Nie umiem nadać pewnym sytuacjom tymczasowości. Jestem przekonana, że tak już będzie zawsze i nic się nie zmieni a to sprawia, że tracę sens. Moje życie zatoczyło koło, jestem w punkcie w którym byłam. Znowu to samo.

Boję się, że mi się nie uda. Zawsze miałam marzenie o założeniu rodziny. Czuję, że człowiek nie ma nic cenniejszego w życiu. To właśnie reszta jest dodatkiem. Jestem przerażona wizją życia, które jest oparte na pracy, zwykłych codziennych czynnościach i niczym poza tym. Przez rok byłam sama, ale moim celem było zapomnieniem o byłym, przyniesienie ulgi w tęsknocie. Teraz nie muszę tego robić, bo jestem pogodzona z tym rozstaniem. Tylko..muszę jakoś ogarnąć swoje życie. Chciałabym mu nadać głębszy wyraz. Mieć coś więcej. A życie takie jak mam teraz? Praca, dom, studia, praca, dom, studia. Czasem spotkania ze znajomymi i usilne zajęcie głowy. Przecież to nie o to chodzi.

A byłam już pogodzona ze wszystkim. Ten ostatni związek mnie cofnął. Na chwilę poczułam się dobrze, pomyślałam, że jeszcze wszystko się ułoży. Poczułam się spokojnie. Mogłam przestać się bać. Uwierzyłam. Jak małe naiwne dziecko. Tego sobie nie mogę wybaczyć. Sama się skrzywdziłam i rozczarowałam. Nie zawalił mi się świat z powodu jednego faceta, zawaliła mi się wiara we wszystko. W to, że jeszcze kiedyś będę mogła być szczęśliwa.

Wiem, że to co teraz czuje minie. Wiem, bo już to przeszłam. Ale ile można? Czuję tak ogromny strach..pochłania mnie tak, że jestem w stanie o niczym innym myśleć. A jeszcze miesiac temu byłam tak spokojna... miałam spokój w serduchu, odsapnęłam po tym co przeszłam wcześniej. Niestety, teraz na nowo.

9

Odp: jak sobie pomóc?
czyminie napisał/a:

To nie jest tak, że osaczam, wręcz mam duże poczucie niezależności. Jeśli wiem, że coś jest nie tak to z tego rezygnuję, nie proszę, nie narzucam się. Nigdy nie prosiłam o to, żeby ktoś wrócił, chociaż bardzo chciałam. Z uwagi na samą siebie nigdy nie wróciłabym do byłego, nie ciągnęłabym tej  ostatniej znajomości. Wiem, że zrobiłabym sobie największą krzywdę świata.
Chociaż i tak zrobiłam - uwierzyłam, że jeszcze może być lepiej. I mam za swoje.
Ja się boję. Boję się tak o swoją przyszłość, nieznaną z którą muszę się zmierzyć. Nie umiem sobie z tym radzić. Zmiana wywołuje we mnie lęk, który mnie niszczy. Nie umiem nadać pewnym sytuacjom tymczasowości. Jestem przekonana, że tak już będzie zawsze i nic się nie zmieni a to sprawia, że tracę sens. Moje życie zatoczyło koło, jestem w punkcie w którym byłam. Znowu to samo.

Boję się, że mi się nie uda. Zawsze miałam marzenie o założeniu rodziny. Czuję, że człowiek nie ma nic cenniejszego w życiu. To właśnie reszta jest dodatkiem. Jestem przerażona wizją życia, które jest oparte na pracy, zwykłych codziennych czynnościach i niczym poza tym. Przez rok byłam sama, ale moim celem było zapomnieniem o byłym, przyniesienie ulgi w tęsknocie. Teraz nie muszę tego robić, bo jestem pogodzona z tym rozstaniem. Tylko..muszę jakoś ogarnąć swoje życie. Chciałabym mu nadać głębszy wyraz. Mieć coś więcej. A życie takie jak mam teraz? Praca, dom, studia, praca, dom, studia. Czasem spotkania ze znajomymi i usilne zajęcie głowy. Przecież to nie o to chodzi.

A byłam już pogodzona ze wszystkim. Ten ostatni związek mnie cofnął. Na chwilę poczułam się dobrze, pomyślałam, że jeszcze wszystko się ułoży. Poczułam się spokojnie. Mogłam przestać się bać. Uwierzyłam. Jak małe naiwne dziecko. Tego sobie nie mogę wybaczyć. Sama się skrzywdziłam i rozczarowałam. Nie zawalił mi się świat z powodu jednego faceta, zawaliła mi się wiara we wszystko. W to, że jeszcze kiedyś będę mogła być szczęśliwa.

Wiem, że to co teraz czuje minie. Wiem, bo już to przeszłam. Ale ile można? Czuję tak ogromny strach..pochłania mnie tak, że jestem w stanie o niczym innym myśleć. A jeszcze miesiac temu byłam tak spokojna... miałam spokój w serduchu, odsapnęłam po tym co przeszłam wcześniej. Niestety, teraz na nowo.

Pisalem o tym w ktoryms watku. Ja pomimo ze krotko od rozstania, to jednak jestem w takim punkcie zycia, ze po prostu nie wierze juz w "happy end".

10

Odp: jak sobie pomóc?

Teraz takie czasy, że coraz ciężej będzie znaleźć wartościowego mężczyznę. Większość związków teraz tak wygląda: chłopak pozna dziewczynę, wielka miłość, potem wspólne mieszkanie kilka lat, znudzi się nią, kop w tyłek i tak to się kończy zazwyczaj. Teraz faceci patrzą na to, żeby głownie mieć seks i dobrą zabawę, a jak się im dziewczyna znudzi to spadaj mała, zero sentymentów, zero szacunku do dziewczyny. Znaleźć porządnego chłopaka będzie coraz trudniej. To wina promowania wolnych związków, seksu bez zobowiązań, wszędzie w mediach seks i gołe ciała. Dlatego nie ma co szukać szczęścia u faceta, trzeba szukać szczęścia w sobie. Czasy kiedy można było polegać na mężczyznach już się skończyły. Teraz miłość faceta wygląda tak: zakocha się, lata za kobietą jak głupi, wyznaje wielką miłość, po kilku latach się znudzi dziewczyną, on jej już "nie kocha", "wypalił się", "coś w nim pękło", więc kop w dupę i szuka nowej "miłości". Dlatego lepiej nie łudzić się i nie robić sobie wielkich nadziei, tylko zająć się sobą i swoimi pasjami, pracą, a facetów traktować jak dodatek do życia i nie płakać za nimi, nie ten to inny.

11

Odp: jak sobie pomóc?
milosniczka.kawy napisał/a:

Teraz takie czasy, że coraz ciężej będzie znaleźć wartościowego mężczyznę. Większość związków teraz tak wygląda: chłopak pozna dziewczynę, wielka miłość, potem wspólne mieszkanie kilka lat, znudzi się nią, kop w tyłek i tak to się kończy zazwyczaj. Teraz faceci patrzą na to, żeby głownie mieć seks i dobrą zabawę, a jak się im dziewczyna znudzi to spadaj mała, zero sentymentów, zero szacunku do dziewczyny. Znaleźć porządnego chłopaka będzie coraz trudniej. To wina promowania wolnych związków, seksu bez zobowiązań, wszędzie w mediach seks i gołe ciała. Dlatego nie ma co szukać szczęścia u faceta, trzeba szukać szczęścia w sobie. Czasy kiedy można było polegać na mężczyznach już się skończyły. Teraz miłość faceta wygląda tak: zakocha się, lata za kobietą jak głupi, wyznaje wielką miłość, po kilku latach się znudzi dziewczyną, on jej już "nie kocha", "wypalił się", "coś w nim pękło", więc kop w dupę i szuka nowej "miłości". Dlatego lepiej nie łudzić się i nie robić sobie wielkich nadziei, tylko zająć się sobą i swoimi pasjami, pracą, a facetów traktować jak dodatek do życia i nie płakać za nimi, nie ten to inny.

Czy ty trochę nie przesadzasz!
Można też powiedzieć to samo o kobietach.
Znudził się to kopa i na stępny, albo skończła się kasa to też kopa.

12

Odp: jak sobie pomóc?
milosniczka.kawy napisał/a:

Teraz takie czasy, że coraz ciężej będzie znaleźć wartościowego mężczyznę. Większość związków teraz tak wygląda: chłopak pozna dziewczynę, wielka miłość, potem wspólne mieszkanie kilka lat, znudzi się nią, kop w tyłek i tak to się kończy zazwyczaj. Teraz faceci patrzą na to, żeby głownie mieć seks i dobrą zabawę, a jak się im dziewczyna znudzi to spadaj mała, zero sentymentów, zero szacunku do dziewczyny. Znaleźć porządnego chłopaka będzie coraz trudniej. To wina promowania wolnych związków, seksu bez zobowiązań, wszędzie w mediach seks i gołe ciała. Dlatego nie ma co szukać szczęścia u faceta, trzeba szukać szczęścia w sobie. Czasy kiedy można było polegać na mężczyznach już się skończyły. Teraz miłość faceta wygląda tak: zakocha się, lata za kobietą jak głupi, wyznaje wielką miłość, po kilku latach się znudzi dziewczyną, on jej już "nie kocha", "wypalił się", "coś w nim pękło", więc kop w dupę i szuka nowej "miłości". Dlatego lepiej nie łudzić się i nie robić sobie wielkich nadziei, tylko zająć się sobą i swoimi pasjami, pracą, a facetów traktować jak dodatek do życia i nie płakać za nimi, nie ten to inny.

W mojej sytuacji bylo wypisz wymaluj odwrotnie. Tzn facet z Twojego wpisu to moja ex kobieta.

13

Odp: jak sobie pomóc?

U mnie nie wygladalo to tak skrajnie, ale tez podobnie.

14

Odp: jak sobie pomóc?
paulo71 napisał/a:
milosniczka.kawy napisał/a:

Teraz takie czasy, że coraz ciężej będzie znaleźć wartościowego mężczyznę. ...chłopak pozna dziewczynę, wielka miłość, potem wspólne mieszkanie... kop w tyłek i tak to się kończy zazwyczaj. Teraz faceci patrzą na to, żeby głownie mieć seks i dobrą zabawę, a jak się im dziewczyna znudzi to spadaj mała, zero sentymentów, zero szacunku do dziewczyny. ...Teraz miłość faceta wygląda tak: zakocha się, lata za kobietą jak głupi, wyznaje wielką miłość, po kilku latach się znudzi dziewczyną, on jej już "nie kocha", "wypalił się", "coś w nim pękło", więc kop w dupę i szuka nowej "miłości". ..

Czy ty trochę nie przesadzasz!
Można też powiedzieć to samo o kobietach.
Znudził się to kopa i następny, albo skończła się kasa to też kopa.

Ano właśnie Miłośniczko - sama widzisz - Paulo się obruszył, Dantezg też, Jacenty również zakwestionował Twój wywód smile I ja również do nich dołączam. Takie teorie tyczą się nie tylko tzw. facetów, bo także (nie zaryzykuję, że częściej) kobiet...

15

Odp: jak sobie pomóc?
kosmiczny nick napisał/a:
paulo71 napisał/a:
milosniczka.kawy napisał/a:

Teraz takie czasy, że coraz ciężej będzie znaleźć wartościowego mężczyznę. ...chłopak pozna dziewczynę, wielka miłość, potem wspólne mieszkanie... kop w tyłek i tak to się kończy zazwyczaj. Teraz faceci patrzą na to, żeby głownie mieć seks i dobrą zabawę, a jak się im dziewczyna znudzi to spadaj mała, zero sentymentów, zero szacunku do dziewczyny. ...Teraz miłość faceta wygląda tak: zakocha się, lata za kobietą jak głupi, wyznaje wielką miłość, po kilku latach się znudzi dziewczyną, on jej już "nie kocha", "wypalił się", "coś w nim pękło", więc kop w dupę i szuka nowej "miłości". ..

Czy ty trochę nie przesadzasz!
Można też powiedzieć to samo o kobietach.
Znudził się to kopa i następny, albo skończła się kasa to też kopa.

Ano właśnie Miłośniczko - sama widzisz - Paulo się obruszył, Dantezg też, Jacenty również zakwestionował Twój wywód smile I ja również do nich dołączam. Takie teorie tyczą się nie tylko tzw. facetów, bo także (nie zaryzykuję, że częściej) kobiet...

Tez sie pod tym podpisze...

16

Odp: jak sobie pomóc?

No i mamy Klub Porzuconych Menow :-D

17

Odp: jak sobie pomóc?
Jacenty89 napisał/a:

No i mamy Klub Porzuconych Menow :-D

No to wypadałoby ustalić sobie jeszcze jakąś chwytliwą nazwę...
Moja propozycja:
Fanklub Romantycznych Anonimowych Jegomościów Emocjonalnie Rozwalonych? Obrazek dodany przez użytkowniczkę

18

Odp: jak sobie pomóc?

Piatka z marketingu dla kolegi za nazwe :-D

19

Odp: jak sobie pomóc?

Witajcie,

Myślę o tym wszystkim cały czas, pomimo tego, że próbuję dać sobie odpoczynek. Nie mogę - kotłuję się we mnie tak, że w którymś momencie nie wytrzymam. Jestem cały czas w stanie napięcia a w głowie miliony myśli. Robię coś a i tak w środku straszny lęk, po prostu czuję, że jest coś nie tak.

Nie wiem, czy tak naprawdę to miejsce dla mnie. Nie cierpię po rozstaniu (owszem mózg czasem przypomina tę drugą osobę ale wiem, że to nie było to, bo inaczej by się nie skończyło). Tylko czuję straszną samotność. I lęk, że tak już będzie zawsze. Nie umiem poczuć niczego innego.

Po pierwszym rozstaniu z osobą, którą naprawdę kochałam czułam się porzucona, skrzywdzona. Wychodziłam z tego rok, ale było łatwiej bo każdy dzień bez niego, powolne zapominanie dawało mi siłę, kopa na kolejne miesiące.  Teraz? Nie wiem, z czego czerpać siłę.

Ten drugi związek przypomniał mi jak to pięknie jest z kimś być. Więc tęsknie nie za człowiekiem a za stanem.
Mam tak silne przekonanie w sobie, że już mi się nie uda nikogo poznać, że odbiera mi to całą siłę. No bo skoro nic mnie nie czeka, to po co?
Coraz ciężej zrobić mi cokolwiek. Czuję tak ogromny strach....
Może potrzebuję czasu, żeby na nowo przywyknąć, a może do tego nie da się przywyknąć? Nie wiem jaką obrać drogę...

I nie wiem po co piszę? Co możecie mi powiedzieć? "Będzie dobrze, jesteś młoda?" Każdy tak mówi. A ja w sobie czuję, że nie, nie będzie dobrze. Może po prostu nie jest to mi pisane? Może mi nie ma prawa się udać? Naprawdę w głowie mam tak straszne scenariusze, brak jakijkolwiek nadziei na poprawę...
Może zamiast robić sobie nadzieję, powinnam się poddać, żeby już nigdy więcej się nie rozczarować?

20

Odp: jak sobie pomóc?

Jak sobie pomóc?
Pozbywaj się tych czarnych scenariuszy, wyrzucaj je z siebie, nie przywiązuj się do nich. Nie pozwól, by zatruwały Cię.

21

Odp: jak sobie pomóc?

Wielokropku,

A może właśnie powinnam sobie na nie pozwolić? Przyzwyczaić się i już nigdy nie zrobić sobie nadziei na to, że będzie lepiej?
Po co kolejny raz się rozczarowywać? Bo tak naprawdę nie wiem, czy będzie dobrze....

22

Odp: jak sobie pomóc?

Można by analizować przyczyny twojego leku, Twojej potrzeby miłości itd. Ale Ty nie potrzebujesz analizy, zapewne analizujesz wszystko dziesięć razy przed zaśnięciem smile

Jako kobieta, która trochę już przeżyła i niejednokrotnie mówiła sobie NIGDY WIĘCEJ powiem tak " życie suma jest przypadków ze skłonnością do upadków i szukania swego szczęścia w pechu"  i choć upadki bolą, trzeba się podnosić i iść dalej. Każdy upadek, każda porażka czegoś nas uczy, dodaje sił choć początkowo siniaki nie dają chodzić. Trzeba podnieść głowę wstać i i iść. Unikanie ryzyka nic nie da, przed niczym nie ochroni.Masz prawo czuć, kochać i ...upadać. Daj sobie to prawo. Ciesz się każdą cudowną chwilą i rozpamiętuj momenty kiedy byłaś szczęśliwa. I pamiętaj ,ze te chwile znowu nastąpią. I tyle
To nie jest łatwe. Łatwiej jest schować się w skorupę, zgorzknieć i bać się. Ale to co łatwe nie zawsze jest dobre HOWGH

23

Odp: jak sobie pomóc?

Pewna mądra kobieta w książce "Miejsca, które budzą lęk" napisała tak:

Pema Cziedryn napisał/a:

(...) Dziewczynko, nie pozwól, by życie sprawiło, że twoje serce stwardnieje. (...)

Do Ciebie należy wybór drogi życia.

24 Ostatnio edytowany przez czyminie (2014-12-29 12:26:32)

Odp: jak sobie pomóc?

Wielokropku,

Zastanawiam się na ilę mogę sobie zrobić krzywdę nadzieją, pozytywnym nastawieniem. I później ponownie się rozczarować.
Gdybym wiedziała, że to co teraz się dzieje jest stanem przejściowym i kiedyś naprawdę będzie dobrze - spokojnie bym sobie czekała, ale nie wiem tego, po prostu nie wiem.
I nie przejmuję się tym jak jest teraz tylko jak to będzie kiedyś. To mnie zabija...
Tak samo prawdopodobne jest, że nigdy mi się nic nie ułoży, jak bardzi bym nie chciała i tego nie pragnęła.
Myślenie o sobie i swoim życiu za kilka lat powoduje taką panikę we mnie, że kompletnie nie wiem co z tym zrobić. Pogubiłam się i nie wiem jak sobie pomóc

25

Odp: jak sobie pomóc?

Możesz od życia niczego dobrego nie oczekiwać, być zgorzkniałą i narzekającą, patrzącą na wszystko i wszystkich podejrzliwie, spode łba. Możesz wszystko widzieć w czarnych barwach. Możesz ze strachu przed ewentualnym zranieniem zamknąć się w stalowym gorsecie, zamrozić uczucia. Nie będziesz wówczas przeżywać rozczarowania, nie będziesz jednak przeżywać też radości. Staniesz się chodzącym robotem. Nie pierwszym i nie ostatnim na świecie.

Możesz też zdecydować się, by zgodnie z zacytowanym wyżej zdaniem, Twe serce nie było jedynie pompą ssąco-tłoczącą.

Każda z tych decyzji ma plusy, każda ma minusy. Dokonaj bilansu.

"Samo się" nic nie stanie. To Ty za każdym razem podejmujesz decyzję.
Brak decyzji też jest decyzją. smile

26

Odp: jak sobie pomóc?
Wielokropek napisał/a:

Możesz od życia niczego dobrego nie oczekiwać, być zgorzkniałą i narzekającą, patrzącą na wszystko i wszystkich podejrzliwie, spode łba. Możesz wszystko widzieć w czarnych barwach. Możesz ze strachu przed ewentualnym zranieniem zamknąć się w stalowym gorsecie, zamrozić uczucia. Nie będziesz wówczas przeżywać rozczarowania, nie będziesz jednak przeżywać też radości. Staniesz się chodzącym robotem. Nie pierwszym i nie ostatnim na świecie.

Możesz też zdecydować się, by zgodnie z zacytowanym wyżej zdaniem, Twe serce nie było jedynie pompą ssąco-tłoczącą.

Każda z tych decyzji ma plusy, każda ma minusy. Dokonaj bilansu.

"Samo się" nic nie stanie. To Ty za każdym razem podejmujesz decyzję.
Brak decyzji też jest decyzją. smile

takie jest zycie

27

Odp: jak sobie pomóc?

Takie jest życie?
Takie? Jakie? Czyje?
Znam osoby wiecznie narzekające, mające 'zazłe' mimo obiektywnie dobrych warunków. Znam osoby pogodne, zadowolone z życia mimo trudnych doświadczeń.

Napisałam o dwóch drogach, o dwóch sposobach patrzenia na siebie, na świat, na innych.

Zacytuję ponownie:

Pema Cziedryn napisał/a:

(...) Dziewczynko, nie pozwól, by życie sprawiło, że twoje serce stwardnieje. (...)

Ale jeśli zdecydujesz inaczej...

28 Ostatnio edytowany przez aurora borealis (2014-12-30 06:47:22)

Odp: jak sobie pomóc?

Bardzo mnie poruszyła Twoja opowieść i skłoniła do napisania Ci czegoś o mnie. Jednocześnie chciałabym, abyś wzięła coś sobie do serca...

Byłam rok młodsza od Ciebie, gdy też rozpadł mi się świat. Oboje finiszowaliśmy na studiach, ubiegaliśmy się o staże zagraniczne na ostatnim roku, ale data ślubu już była wyznaczona, upatrzony był stół i małżeńskie łoże, a w naszej wyobraźni skakała czwórka udanych dzieciaków :-) W ciągu kilku miesięcy tragedia rodzinna, która miała miejsce pół roku przed zerwaniem, zniweczyła nasze małżeńskie plany i rozstaliśmy się na zawsze, a po naszym MY, został siwy dym...
To była moja pierwsza prawdziwa miłość. Taka, której nie da się zapomnieć. Przez ponad 4 lata szykowaliśmy się do tego, aby stać się rodziną, budowaliśmy nasze uczucie pomaleńku, konsekwentnie, z wielką dbałością. Miałam mnóstwo szczęścia, bo trafiłam na wyjątkowo mądrego i dobrego chłopaka, który respektował moje pasje, moją indywidualność, ogromną potrzebę wolności, a jednocześnie sam zdobywał "szlify" w dziedzinie, w której się specjalizował i cieszyło mnie to, że mam u swego boku przyszłego doktoranta, który ma swój własny, choć zupełnie niepojęty dla mnie świat.

Doskonale wiem, co czujesz, Kochana. Wiem jak to jest stracić nagle wszystkie marzenia związane ze wspólnym życiem, leżeć godzinami w pustym pokoju i zapaść się w jakąś nicość, gdy już wiesz, że samą siebie musisz zbudować od nowa.
Miałam 24 lata i wszystko przestało nagle istnieć. Nie tylko ON, ale i jakiś kawał świata, który "ulepiliśmy"wspólnie i nasza przyszłość.

Gdy po jakimś czasie wygrzebałam się na nowo do światła, do życia, zaczęłam znowu się uczyć, znalazłam interesującą pracę, zajęłam się jeszcze bardziej wolontariatem, dużo podróżowałam, a więc robiłam niemal to samo, co wcześniej, tyle, że już bez niego. Pomaleńku składałam cegiełki mojego nowego życia...

A potem stało się coś, czego nie wolno mi było zrobić, ale z czego wówczas nie zdawałam sobie sprawy. Wiedziałam, a raczej wmówiłam sobie, że taka miłość jak tamta, zdarza się tylko raz. Bardzo pragnęłam, aby to był mój pierwszy i jedyny mężczyzna, a gdy wszystko się skończyło, to zgasł we mnie jakiś płomień mimo, że temperament mam iście śródziemnomorski;-) W nową relację wchodziłam bez większego zaangażowania, chłodniutko, choć serdecznie. On zabiegał o moje względy, a ja wybrałam go dlatego, że dawał mi poczucie bezpieczeństwa, stabilizację, troszczył się o mnie i miał dużo cierpliwości dla moich osobliwości. To było typowe małżeństwo z rozsądku. Mieliśmy wspólne zainteresowania, mogliśmy pozwolić sobie na wiele, bo dobrze nam się powodziło.Ale to małżeństwo nie miało szansy przetrwać...

Weszłam w nie nie wyleczywszy się z poprzedniej miłości, choć byłam święcie przekonana, że tak. Natłukłam sobie do łba, że nikogo nie pokocham tak mocno i że już nikt nie pokocha mnie tak, jak tamten chłopak, więc skoro tak już będzie, to postaram się być dobrą żoną, podaruję wszystko co mam, temu, który był dla mnie taki dobry. Szłam do ślubu nie pełna miłości, ale raczej pełna pragnienia ofiarowania jej, komuś kto już mnie pokochał.

Dlatego, bardzo Cię proszę, uważaj na siebie. Na swoje myśli, na swoje wybory... Nie bądź głupia tak, jak ja ileś lat temu. Za tymi drzwiami, które zatrzasnęłaś przed samą sobą, wykonaj inną pracę niż zadręczanie się przyszłością. Żyjesz tylko raz. Możesz utopić się w przeszłości rozpamiętując ją. Możesz popaść w obsesję lęku o swoją przyszłość trwoniąc to, co wydarza się w chwili obecnej. Żyjesz TERAZ! Nie wczoraj ani nie jutro, tylko DZIŚ! I tracisz to DZIŚ fabrykując durne, pełne upiorów wizje przyszłości zamiast oddychać TĄ chwilą.
Pewna bardzo mądra osoba z tego Forum zawsze powtarza: uważaj na to, co myślisz i co mówisz, bo to się staje! W ten sposób stwarzasz. Za pomocą myśli i słów powołujesz do życia, to, co nosisz w swym umyśle!

A na dodatek jeśli sama swoje własne życie postrzegasz jako nieatrakcyjne, pełne obaw, neurotyczne, to dlaczego ktoś inny spotykając Ciebie miałby mieć ochotę przyjąć to Twoje życie i zachwycić się nim?

Przepraszam za tego "tasiemca". Wyszła mi wenezuelska telenowela. Nawet się w niej pojawił Alvaro :-) Wszystko to jednak w dobrej wierze...

Dbaj o jasne myśli. Bądź sobą, a nie swoim cieniem, którego "jutro" jest niepewne i zalęknione...

29

Odp: jak sobie pomóc?

Witajcie,

mam obok siebie bardzo bliską przyjaciółkę - piekielnie mądra kobieta, która swoje w życiu przeszła. Jest przy mnie cały czas, robi co może, żeby postawić mnie do pionu. Nigdy z niczyjej strony nie miałam tyle wsparcia co z jej.

Nie wiem co robić, a próbuję z całych sił, bo już raz doprowadziłam się do depresji, która skończyła się leczeniem farmceutycznym. Podejrzewam, że miała epizody wcześniej ale wyszłam z tego sama.

Nie wiem czy próbując sobie pomóc obieram właściwą drogę. Próbuję zacząć myśleć pozytywnie, przeprogramować swój mózg, ale jest to tak na siłę, że ciężko mi wchodzi, - jakbym patrzyła na białą kartkę i musiała mówić, że jest biała.
Próbuję od tego uciekać myślami, zająć się czymś, ale cały czas w środku czuję niepokój, nawet jak o tym nie myślę, po prostu czuję, że coś jest nie tak. Mogę mówić, rozmawiać z kimś, oglądać film a i tak czuję w środku to coś.

Z jednej strony próbuję sobie mówić, że już raz z tego wyszłam - przez rok wracałam do równowagi po rozstaniu z osobą, którą naprawdę kochałam. Udało się. Więc niby czemu nie teraz? Zakończył się związek, który musiał się zakończyć, pomimo tego, że na początku było naprawdę super. Nie idealizuję, nie rozdrapuję, w przeciwieństwie do poprzedniego natychmiast to zaakceptowałam, nie zrobiłam sobie złudnych nadziei. Ale tęsknie. Tęksnię tak ogromnie, że nie wiem co zrobić. I nie za człowiekiem, ale za stanem. Czy to mozliwe, czy to nie  jest dziwne? Za spokojem, który w sobie miałam dzięki temu i nie zastawiałam się co dalej. Takie poczucie bezpieczeństwa, że przeszłam poprzednie piekło, po to żeby było lepiej. Złapałam trochę nadziei, że jeszcze będzie dobrze. Pomimo tego, że w tym przypadku nie zdążyłam pokochać. To już mój drugi związek w życiu, który nie wyszedł - dla mnie jasny znak, że może to nie jest dla mnie.

Nie ma we mnie żadnych innych myśli/uczuć oprócz tych dwóch - od tęsknoty do strachu co dalej i że już zawsze będę się tak czuła. Zawsze będę odczuwała ten brak. Że już nigdy nie będę w stanie poczuć spokoju i pomyśleć o czymś innym. Bo teraz ciągle to się we mnie kotłuje.

Wiem, że mam problem. Na wszystkie zmiany w życiu tak reaguję. Jestem sentymentalnym świrem i nadwrażliwcem. Długo się regeneruję i powracam do równowagi.

Próbuję myśleć o tym, że jeszcze kiedyś będzie dobrze, że kogoś poznam, ale jednocześnie czuję jeszcze gorszy strach. Bo jak myśleć o czymś czego nie wiem? Jak niby myśleć o kimś kogo się nie zna, wyobrażać sobie kogoś kogo "namacalnie" nie ma?
Boję się, że moje życie już zawsze takie będzie.

Pomyślałam, że może Elle mogłaby się wypowiedzieć - mądra babka, jeśli ma ochotę, będę przeogromnie wdzięczna.

30

Odp: jak sobie pomóc?

dzięki Aurora za ten post smile

31

Odp: jak sobie pomóc?

Witaj czyminie.

Właśnie zabrałam się za lekturę Twojego wątku i bije z niego taki poruszający smutek.. Boli mnie to, że tak się czujesz, ale jeszcze bardziej fakt, że wcale nie musisz się tak czuć, tylko musiałabyś spojrzeć na to wszystko z szerszej perspektywy, której teraz Ci brakuje, bo jesteś "przyklejona" do swoich emocji, wydaje Ci się, że jesteś nimi.

W weekend coś dłuższego n/t spłodzę wink

32 Ostatnio edytowany przez czyminie (2015-01-04 12:53:02)

Odp: jak sobie pomóc?

Aurora, również dziękuję za wpis smile

Nie bardzo wiem co się ze mną dzieje. Z jednej strony czuję się jak po klasycznym rozstaniu (te same emocje, uczucia) ale z drugiej nie straciłam kogoś kogo kochałam. Jakbym straciła nadzieję... pierwszy raz w życiu przeżywam coś takiego.
Wahania nastrojów, takie, że  płaczę i trzęsę się ze strachu, żeby za chwilę się śmiać z samej siebie. To nie jest normalne.
I ten ból. Sama nie wiem z czego on wynika, jest taki sam jak kiedyś, kiedy straciłam kogoś kogo naprawdę kochałam. Dlaczego? Przecież teraz tak się nie stało.
Tylu emocji w sobie nie rozumiem.nie wiem czy myśli powodują ból, czy ten ból w środku powoduje myśli. Może gdybym na to znalazła odpowiedź to byłoby mi łatwiej jakoś to przerwać?
zawsze jak to czuję, mam wrażenie, że tak już będzie zawsze, że niemożliwym jest, żebym kiedyś się tego pozbyła. Bo przecież zawsze już będę czuła tę pustkę i tęsknotę za uczuciem. Wtedy szczerze odechciewa mi się wszystkiego. Bo po co mam walczyć, skoro nic się nie zmieni?

Boję się ze zawsze będę sama. Dlaczego? Bo kompletnie nie umiem sobie wyobrazić siebie z kimś. Mam w sobie blokadę. Poznanie kogoś jest dla mnie abstrakcją, czymś nieznanym co mnie przeraża i paraliżuje. Nigdy nie byłam kochliwa, do tej pory kochałam raz i byłam w dwóch związkach. No i na dwóch jedynych randkach, które od razu się w te związki przerodziły.
Nie wiem czy czas w tym przypadku pomoże? Czy to wszystko jest normalne?

No i skaczące myśli - od "dam sobię radę, przecież nie z takich rzeczy wychodziłam i udowodnię sobie, że ze wszystkim umiem sobie poradzić" do "umrę, jeśli dalej będę się tak czuła i już zawsze tak będzie"

Zastanawiałam się, czy jestem kobietą kochającą za bardzo. Nie wiem. Bo z jednej strony związek, rodzina jest dla mnie największym marzeniem, takim celem w życiu, a z drugiej kończę relacje, które nie są dla mnie tym czego potrzebuję, nie  wracam do byłych nie umawiam się desperacko, nie szukam na siłę.

Sama siebie nie rozumiem. Wiem, że na pewno muszę sobie jakoś pomóc i nie wiem jak.

33 Ostatnio edytowany przez czyminie (2015-01-06 14:41:50)

Odp: jak sobie pomóc?

Elle,

Próbuję nadać sobie szerszą perspektywę, ale właśnie jakoś nie potrafię.

I nie rozumiem co się dzieje, z czego to wynika. Po pierwszym rozstaniu - musiałam walczyć z tęskontą, cierpieniem po porzuceniu, bo naprawdę bardzo kochałam. Pomógł mi w dużej mierze czas i ciągłę udowadnianie sobie, że coś robię bez niego (poczucie satysfakcji).Później osiągnęłam cudowną równowagę, naprawdę pokochałam ten stan ulgi i samotność, bo to była inna samotność - samotność po wyjściu z miłości. Teraz? Teraz w głowie mam ciągle co dalej? Jak moje życie będzie wyglądało i czy uda mi się kogoś poznać, założyć rodzinę o której marzyłam.
Jestem przerażona, że moje życie może już zawsze będzie wyglądać tak jak teraz i ja mogę się czuć zawsze tak jak teraz.

I o ile po tamtym rozstaniu, przerażenie o kimś nowym było zrozumiałe (bo nikt nie był nim) tak teraz, nie wiem z czego ono wynika? Nie rozumiem tego...

Chcę to wszystko zmienić, nie czuć się tak, ale kompletnie nie wiem jak. Brakuje mi pomysłu i czasem sobie myślę, że tak jak poprzednio potrzebuję czasu. Tylko czy to dobry pomysł.

34

Odp: jak sobie pomóc?

Witaj czyminie,

Oczywiście, że Twoje życie się zmieni. Poznasz kiedyś kogoś i pokochasz. Żeby to się nie stało musiałabyś zamknąć się w domu, nie wpuszczać akwizytorów, listonosza ani panów od spisywania licznika, nie chodzić po zakupy, do pracy, do lekarza, słowem - zero kontaktu z ludźmi. Jeśli nie planujesz niczego takiego, radosna wiadomość dla Ciebie jest taka, że nie spędzisz życia w samotności. Uśmiechnij się smile

Jeśli nie zdążyłaś pokochać mężczyzny z którym byłaś teraz w (zalążkach) związku, nie czujesz potrzeby czasu na żałobę po nim, nie widzę powodu dla którego miałabyś unikać mężczyzn i odbierać sobie szansę na nowy związek. Dlaczego nie poznasz kogoś, nie umówisz się na kawę? Pierwsza randka to nie jest małżeństwo, do niczego nie zobowiązuje a może być miłym spędzeniem czasu; nie musisz też od razu szukać miłości, możesz się zaprzyjaźnić i patrzeć, co z tego się rozwinie, przecież wszystkich relacji damsko-męskich nie trzeba od razu pieczętować jako "związek". Szczerze mówiąc, nigdy mi się nie zdarzyło zaczynać związku na pierwszej randce; nigdy się też na pierwszej randce nie zakochałam, po prostu jeśli kogoś polubiłam, nie skreślałam tej osoby i dawałam szansę się temu rozwijać. A ten czas na rozwijanie się znajomości to dobry moment, by bliżej się przyjrzeć tej drugiej osobie, lepiej ją poznać i sprawdzić, czy nie ma powodów by zapaliła się nam "czerwona lampka".

35 Ostatnio edytowany przez aurora borealis (2015-01-07 00:05:04)

Odp: jak sobie pomóc?

Sosenek, Czyminie,

To ja dziękuję za przeczytanie mojej "sagi" :-)

Myślę sobie o Tobie, Autorko. Czytam kolejny raz Twe słowa i zastanawiam się, co napisać, aby nie brzmiało to jak ckliwe pocieszenie lub euforyczna obietnica, że wszystko będzie dobrze i niebawem na horyzoncie Twojego życia pojawi się "le prince bleu" w świetlnym orszaku...

To, co przewija się jako leitmotiv w Twoim wątku to strach i pragnienie. Neurotycznie boisz się samotności i jednocześnie równie mocno pragniesz być kochaną, mieć rodzinę.

Wybacz, ale Twoje pragnienia nie są niczym szczególnym. Nie znam osoby, która nie chciałaby być kochaną i doświadczać tego szczęścia w codzienności, choć znam kilka, które nie dążą wcale do posiadania rodziny, męża/żony, dzieci i biszkoptowego labradora...
Miłość jest przeznaczeniem człowieka, czymś naturalnym tak, jak oddech. I to jest dobre. Słyszysz? DOBRE.
Pytanie o to, co z tym pragnieniem zrobić? Schować na pawlaczu w swoim domu, zaprzepaścić - w fantazjowaniu o wielkim uczuciu zajadając łzy goryczy czekoladkami w kształcie serca, czy wyświechtać - rzucając się w ramiona pierwszej lepszej osoby, która zechce ofiarować choć nanogram iluzji? A może gorączkowo zastępować je przygodami z tym lub owym, by przynajmniej poczuć jej namiastkę, czyli bliskość? Co chcesz zrobić z tym pragnieniem, Czyminie?

Kolejna kwestia... Pytasz ile porażek musisz znieść, aby w końcu spotkać szczęście... O jakich porażkach piszesz? To nie Ty odniosłaś porażkę, że pokochałaś tych chłopaków, ale oni nie potrafiąc pokochać Ciebie takim samym uczuciem. A swoją drogą spróbuj zrobić sondę wśród Twoich znajomych, ile osób bliskich sercu przewinęło się w ich życiu zanim trafili na tę jedyną? Dwie - to "słabiutki" wynik :-) Najczęściej życie ćwiczy nas i przygotowuje w kilku relacjach z innymi do "mistrzostwa" jakim jest małżeństwo...

Strach, obsesyjne myśli o samotności, młodzieńcza kategoryczność w używanych słowach: "nikt", "nigdy już", "zawsze", widzenie świata jak ze starego kina - w czerni i bieli z przerysowanmi mocno postaciami, to wcale nie jesteś Ty, a jedynie wizje, które akurat w takich okolicznościach życia w jakich się obecnie znajdujesz, przewijają się najczęściej, a Ty przydajesz im niepotrzebnie cech trwałości i niezmienności, jakby były co najmniej Stonehenge.

Wiesz co, Czyminie? Wygląda to wszystko na rodzaj nie tylko neurotyzmu, ale i (niestety) pychy i postawy typu: mam 26 lat i coś mi się przecież z życia należy (mąż, rodzina) itp. Jak długo mam czekać? Twój strach jest formą ucieczki, bo myślenie o tym wszystkim zajmuje sporo czasu, więc zamiast działać, wolisz się pomartwić. To jest też wygodniejsze, bo można to robić w domku, w kapciach kraciakach z ulubioną podusią w kształcie misia... 

Czyminie, mam dla Ciebie pięć zadań: :-)
1. Już się pojawiło. Wypytaj o liczbę chłopaków/dziewczyn z którymi chodzili przed małżeństwem Twoi znajomi. Nieważne czy rok, dwa, czy pół turnusu kolonii we Władysławowie, 
2. Na kartce papieru spisz wszystkie swoje pozytywy jako osoby, czyli to, co możesz ofiarować innym,
3. Stań przed lustrem i powiedz sobie głośno, co jest piękne w Tobie jako młodziutkiej kobiecie,
4. Przeczytaj książkę "Smutek" C.S.Lewisa,
5. Spróbuj "oderwać się od siebie". Idź do ludzi i podaruj im coś: Twój czas, Twój uśmiech, Twoją wrażliwość, Twoje parę groszy, by zaprosić kogoś na pyszną zimową herbatę, etc.

Powodzenia!

36

Odp: jak sobie pomóc?

Auora,

Dzięki, że jesteś i patrzysz na to z jeszcze innej, trzeciej strony.

Tak jak bardzo słusznie napisałaś - szarpię się w samej sobie pomiędzy strachem a pragnieniem.
I nie wiem co z tym zrobić, zaakceptować, że może już nie będzie dobrze, czy jednak mieć naiwną nadzieję. Wręcz głupią i bezpodstawną. Konflikt we mnie samej, paradoks, który mnie do tego wszystkiego doprowadza.

Tak, jest we mnie dużo z dziecka, bardzo dużo. Do 23 roku życia, żyłam jak w bańce - nie zdarzały mi się złe rzeczy. Zawsze chciałam być kobietą jednego mężczyzny, rozumiesz? W każdej sferze - seksualnej, emocjonalnej.
To był mój pomysł na siebie. Dlatego tak późno weszłam w pierwszy związek. Przeżyłam wszystko pierwszy raz.
Nagle pierwsza śmierć bliskiej osoby, później rozstanie. A teraz znowu się nie udało. Tak, nie potrafię reagować na jakiekolwiek problemy. Nie mam wypracowanych mechanizmów radzenia sobie. Stąd to niedojrzałe "zawsze", "nigdy" - bo nie przeszłam, nie przeżyłam, więc nie wiem, że po tym jest coś innego.

Czy jestem pyszna? Może, ale nie uważam, że coś mi się należy bez mojego udziału. Wszystko robiłam zawsze sama. Bardzo wcześnie zaczęłam pracować, kończę kolejne studia. Na tych płaszczyznach osiągnęłam wiele, tylko dzięki sobie.  Ale w tych przypadkach wiedziałam co muszę zrobić, jakie kroki podjąć, ile wysiłku włożyć.

Mam 26 lat i wewnętrzną siostrę presję, którą sama zaadoptowałam.
Jestem idealistką, dlatego żadne przelotne znajomości nie wchodzą w grę, nie potrafię też przykryć, oswoić samotności drugą osoba, do której nie będę czuła "tego czegoś". Randki na siłę? Jak bardzo bym się nie zmuszała nie potrafię zrobić tego ani sobie ani drugiej osobie. Nie chcę być sama, ale nie na tyle, żeby spotykać się z kimkolwiek..

Nie usprawiedliwiam się, nie tłumaczę. Wiem, że jest we mnie strasznie dużo do naprawienia, poukładania. Wiem i dlatego chcę z tym coś zrobić. Tylko właśnie - nie wiem jak. Wielu emocji sama nie rozumiem, nie wiem z czego wynikają...może jeszcze za mało przeżyłam stąd tak mało wiem? Nie mam doświadczenia, to prawda.


Auroro,

dwa punkty będą do jutra spełnione smile

37

Odp: jak sobie pomóc?
czyminie napisał/a:

Zawsze chciałam być kobietą jednego mężczyzny, rozumiesz? W każdej sferze - seksualnej, emocjonalnej.
To był mój pomysł na siebie. Dlatego tak późno weszłam w pierwszy związek. Przeżyłam wszystko pierwszy raz.
Nagle pierwsza śmierć bliskiej osoby, później rozstanie. A teraz znowu się nie udało.

Zelektryzowały mnie te słowa, Moja Ty Bliźniacza Duszo.
Nie pytaj, czy rozumiem... Znalazłam w Tobie - siebie sprzed lat. I dlatego tu jestem ;-) Stoję oniemiała patrząc na Ciebie i wyciągam rękę. Chciałabym pogłaskać Cię po Twej ślicznej główce i odgarnąć z Twego czoła ten smutek.
Musisz jednak chcieć współpracować - srebrnym grzebykiem wyczesać przeszłość i zrobić miejsce na NOWE...


czyminie napisał/a:

Auroro,

dwa punkty będą do jutra spełnione smile

Moja wyobraźnia hasa w domysłach, które z zadań wybrałaś ;-)



Przyjdę tu jeszcze sprawdzić dokąd udało Ci się dotrzeć i ilu hydrom pourywałaś już łby ;-)

Posty [ 38 ]

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Twoja odpowiedź

Masz podobne doświadczenia? Zaloguj się albo załóż darmowe konto, żeby odpowiedzieć. Po drugiej stronie jest prawdziwa osoba.

DołączZaloguj się


Mapa strony - Archiwum | O forum | Poradnik | Prawdziwe historie | Kontakt | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2026