Jak sobie pomóc w tym szaleństwie? - Netkobiety.pl

Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Forum Kobiet » TRUDNA MIŁOŚĆ, ZAZDROŚĆ, NAŁOGI » Jak sobie pomóc w tym szaleństwie?

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 24 ]

1 Ostatnio edytowany przez Chiarana (2019-08-19 09:10:55)

Temat: Jak sobie pomóc w tym szaleństwie?

Opiszę moją sytuację dosyć dokładnie i proszę Was o radę i wsparcie.


Moja historia zaczyna się ponad 2 lata temu. Przypadkiem poznaję jego i zakochuję się od pierwszego wejrzenia. Z wzajemnością. Jest absolutny emocjonalny high, oboje nie możemy w to uwierzyć.
Oboje tkwimy jeszcze formalnie w nieudanych wieloletnich związkach, jest trudno. Rozstajemy się po 1 mc, właściwie to on rozstaje się ze mną. Urywa kontakt bez słowa. Bardzo to przeżyłam wtedy, ale po kilku mc wstałam na nogi. Pierwszy raz odzywa się po 4 mc, niby z ofertą pomocy (wiedział, że mam duży kłopot). Serce mocniej mi zabiło, ale nie pozwoliłam na odnowienie kontaktu. Byłam mocno urażona formą rozstania...
Przez kolejne kilka mc on sporadycznie próbuje do mnie pisać. W końcu po roku zaprasza mnie na spotkanie. Tlumaczy, ze wie jak bardzo nawalil, chce sie ze mną spotkać, wytłumaczyć, bo źle sie z tym czuje.
Do spotkania dochodzi, ale jego tlumaczenia są w sumie żadne. Mówi, że wie iż zachował się jak ostatni dupek i nie jest z tego dumny. Przeprasza, ma łzy w oczach. Nie tłumaczy się. Mówi, że bardzo sie zmienił i rzeczywiście widzę w jego zachowaniu i wyglądzie ogromną przemianę...
Potem kolejna randka i kolejna. Jest idealnie.
On juz nie jest w związku, czuję, że bardzo mu zależy, że mnie kocha. Latamy oboje nad ziemią, motylki, endorfiny wylewają się uszami. Najlepszy w życiu czas. Widujemy się w zasadzie codziennie, piszemy do siebie od rana do nocy zdając relacje co robimy i jak bardzo tęsknimy. Planujemy razem zamieszkać, szukamy właściwej lokalizacji.
Występują jakieś drobne potknięcia, nieporozumienia, ale zawsze się dogadujemy, rozwiązujemy na bieżąco, rozmawiamy ze sobą. Jestem miłością jego życia, jedyną taką, na mnie czekał całe życie. On moją także.

Nagle powtarza się scenariusz nie odzywania się. Bez powodu, tzn. realnego powodu. Każę mu się wynosić do diabła, nie będzie się mną bawił. Przywozi moje rzeczy i oznajmia, że nie możemy być razem, bo ja i tak bym go prędzej czy później zostawiła. WTF? O czym on mówi?
Po tym rozstaniu wychodzą na jaw jego kłamstwa. Cała masa kłamstw. Nieintencjonalnych, bezsensownych, nie dających żadnych wymiernych korzyści. Począwszy od tego jakie szkoły kończył, przez to co posiadał, aż po to gdzie był i co przeżył.
Jestem w szoku, czyli ostatnie pół roku to była fikcja? To nie istnieje?
Zarzuca również mi kłamstwa, bez podstaw i wszystkie zachowania, które sam prezentuje widzi we mnie. Oskarża mnie o nie, a ja nie mogę uwierzyć w to co słyszę.
Zaczynam podejrzewać, że ma problem. Szukam w internecie i znajduję opis osobowości borderline. Pasuje jak ulał.
Wysyłam mu ten opis z zapytaniem czy to wygląda mu znajomo. Nie zaprzecza, mówi, że 100 procent jak on... Jest załamany, słyszę po głosie, że jest w zupelnym dołku. Do wszystkiego się przyznaje. Ma zaniżone poczucie wlasnej wartosci, stany lękowe, a kłamstwami chciał mi zaimponować.
Odkrywam w sobie Matkę Teresę. Mimo wszystkiego nie mogę go tak zostawić, kocham go do szaleństwa. Umawiam go do psychiatry, idziemy razem (prosił, żebym z nim poszła). Dostaje leki na depresję i wskazanie terapii pod kątem zaburzeń osobowości, ale lekarz zupełnie wyklucza borderline (przynajmniej tak mi przekazał on po wizycie, bo w gabinecie z nim nie byłam).

Od teraz ma byc już tylko lepiej. Prosi, żebym była przy nim, bo sam nie da rady. Oczywiście będę, nie wyobrażam sobie życia bez niego. Nie zostawię go tak, bo się nie podniesie. Zależy mi na nim...
Znowu jest cudownie. On na farmakologii nie ma stanów depresyjnych, ale na terapię nie poszedł. Nie naciskam, on sam musi tego chcieć. Kolejne kilka mc jest idealnych... Planujemy wspólne zamieszkanie, chcemy się razem zestarzeć. Poznajemy swoich przyjaciół, rodziny...
Po czym przy najmniejszym problemie ponownie stosuje wobec mnie tzw ciche dni. Coś mu się nie spodobało w moim zachowaniu, coś sobie dopowiedział i nie wyjaśnia tego, tylko przestaje się odzywać... Przeinacza moje słowa, dopisuje mi intencje. Milczy ostentacyjnie. Tydzień kompletnej ciszy, której ja zupełnie nie rozumiem. Nie wiem czy znowu mnie porzucił jak 2 lata temu, czy to chwilowe. Odchodzę od zmysłów!
To ja się odzywam pierwsza, jeśli mamy się rozstać to wyjaśnijmy sobie wszystko jak dorośli. Spotykamy się, on mnie przytula, całuje i cieszy się. Jakby nic nie zaszło... Rozmawiamy, tłumacze, ze nie akceptuję karania mnie cichymi dniami, bo to dziecinada.
Obiecuje, że to zmieni.
Po 2 mc kolejna taka sytuacja. Tym razem obiecuję sobie, że nie odezwę się pierwsza. Dosyć tego upokarzania mnie, tego przyciągania i odpychania mnie na zmianę. Jestem zdruzgotana i załamana. Milczy przez 12 dni. W koncu wysylam mu maila w którym wylewam wszystkie żale i proszę, żeby usunął kontakt do mnie zewsząd : media społecznościowe, nr tel, adres mailowy. Nie mam siły go widywać czy mieć jakikolwiek kontakt w tej sytuacji.
Wtedy dopiero się odzywa na komunikatorze. Rzuca w moją stronę okropne oskarżenia, jest podły, chce mnie zranić. Dowiaduję się np, że to ja jestem chora i mam się udać na terapię. Kiedy wyłączyłam internet dokańcza pisząc smsy. Nie pozostaję mu dłużna, nie pozwolę na takie traktowanie mnie. Finalnie blokuje mnie wszędzie informując mnie o tym.
Rano wstaję załamana, nie rozumiem tego co znowu się stało. Wysyłam wiadomość z prośbą o spotkanie i wyjaśnienie wszystkiego. Nawet jeśli mamy się rozstać, to bez nienawiści i gniewu. Przecież darzymy się wielkim uczuciem, podkreślanym na każdym kroku... Nie dostaję odpowiedzi już nigdy.
Cisza trwa ponad 3 tyg. W między czasie zostałam odblokowana na fb...
Czuję jakby mi się świat na głowę zawalił. Tęsknię, kocham, wszystko bym mu oddała, ale nie dam sobą pomiatać, przyciągać się i odpychać, dziś kocha, jutro nienawidzi.

Zastanawiam się jaki on ma problem? Pasuje mi do borderline, choć lekarz wykluczył... Wiem, że to nie jest normalne. Nie wiem co z tym zrobić... Męczę się.
Jest dla mnie ważny, bardzo mi zależy, ale nie wiem czy to ma jakiekolwiek szanse. Boję się, że on mnie zniszczy psychicznie...

Zobacz podobne tematy :

2

Odp: Jak sobie pomóc w tym szaleństwie?

A w którym momencie wyszłaś ze swojego długoletniego związku?

Przed napisaniem odpowiedzi skonsultuj się z lekarzem lub farmaceutą.

3

Odp: Jak sobie pomóc w tym szaleństwie?

W zasadzie to od 2-3 lat żyliśmy już obok siebie, każde swoim życiem.
Niespełna 3 mc temu rozstaliśmu się oficjalnie, podzieliliśmy wszystko i mieszkamy osobno.

4

Odp: Jak sobie pomóc w tym szaleństwie?

A możesz przypomnieć sobie jakie bierze leki psychiatryczne? Może to lit albo z tej grupy? To co odpisałaś bardziej podpada mi pod dwubiegunowke (Chad), raczej nie borderline, ale nie traktuj tego, co pisze zbyt serio, bo nie jestem psychiatra, nie znam tego faceta i bazuje tylko na twoim opisie jego zachowań. Po prostu tak mnie tknelo, że to Chad, szczególnie te okresy depresyjne nacechowane są u niego agresją i to kompletnie agresją od czapy.

Jeśli chcesz ciągnąć to dalej, to nastaw się na to, że będzie coraz gorzej. To już łatwiej jest ujarznic narcyza albo socjopate niż dwubiegunowca. Chad, jeśli on to ma jest uznawany za drugą przyczynę rozwodów na świecie, więc zastanów się czy warto porywac się z motyka na słońce i to dla obcego faceta. Bo ja rozumiem, że jeśli ludzie spędzili że sobą wiele lat, żyli i to ich wspólne życie nie było złe i nagle któraś że stron zachorowała, to rozumiem, że takiej osoby nie chcemy zostawić, lecz wspierać ja i pomagać. Jednak w twoim przypadku, to raczej nie wchodzi w grę. Wprawdzie go kochasz, ale kochać możesz go sobie i na odległość i miłość raczej nie powinna tobą kierować, tylko zdrowy rozsądek. Nie masz żadnych zobowiązań w stosunku do tego człowieka, więc nie wciągaj Sue w coraz większe bagno.
Relacje z takimi ludźmi bardzo szybko i bardzo silnie uzależniają, więc wiej ile sił w nogach, bo wyobraź sobie, że miałabyś mieć z nim dziecko. To dopiero byś się urzadzila.
Nie baw się w matkę Teresę, bo po pierwsze ona wcale taka szlachetna i dobra nie była, a po drugie, gdyby sytuacja była odwrotna, to ja zapewniam cię, że ten facet na pewno by się dla ciebie nie poświęcał.
Odzaluj te znajomość i nie pakuj się w to dalej. On odezwie się do ciebie na 100%.

5

Odp: Jak sobie pomóc w tym szaleństwie?
ulle napisał/a:

A możesz przypomnieć sobie jakie bierze leki psychiatryczne? Może to lit albo z tej grupy? To co odpisałaś bardziej podpada mi pod dwubiegunowke (Chad), raczej nie borderline, ale nie traktuj tego, co pisze zbyt serio, bo nie jestem psychiatra, nie znam tego faceta i bazuje tylko na twoim opisie jego zachowań. Po prostu tak mnie tknelo, że to Chad, szczególnie te okresy depresyjne nacechowane są u niego agresją i to kompletnie agresją od czapy.

Jeśli chcesz ciągnąć to dalej, to nastaw się na to, że będzie coraz gorzej. To już łatwiej jest ujarznic narcyza albo socjopate niż dwubiegunowca. Chad, jeśli on to ma jest uznawany za drugą przyczynę rozwodów na świecie, więc zastanów się czy warto porywac się z motyka na słońce i to dla obcego faceta. Bo ja rozumiem, że jeśli ludzie spędzili że sobą wiele lat, żyli i to ich wspólne życie nie było złe i nagle któraś że stron zachorowała, to rozumiem, że takiej osoby nie chcemy zostawić, lecz wspierać ja i pomagać. Jednak w twoim przypadku, to raczej nie wchodzi w grę. Wprawdzie go kochasz, ale kochać możesz go sobie i na odległość i miłość raczej nie powinna tobą kierować, tylko zdrowy rozsądek. Nie masz żadnych zobowiązań w stosunku do tego człowieka, więc nie wciągaj Sue w coraz większe bagno.
Relacje z takimi ludźmi bardzo szybko i bardzo silnie uzależniają, więc wiej ile sił w nogach, bo wyobraź sobie, że miałabyś mieć z nim dziecko. To dopiero byś się urzadzila.
Nie baw się w matkę Teresę, bo po pierwsze ona wcale taka szlachetna i dobra nie była, a po drugie, gdyby sytuacja była odwrotna, to ja zapewniam cię, że ten facet na pewno by się dla ciebie nie poświęcał.
Odzaluj te znajomość i nie pakuj się w to dalej. On odezwie się do ciebie na 100%.


Bierze SSRI, dobrze na niego działają.
Myślisz, że doświadczony psychiatra nie byłby w stanie rozpoznać dwubiegunówki po kilku wizytach?
ChAD podobno ma te okresy depresyjne dłuższe, a u niego było tak, że jeden dzień super, drugi tango down. I tak na zmianę.
Odkąd bierze leki zupełnie nie było okresów depresyjnych. Te obecne odpały to coś zupełnie innego i myślę, że to ma związek z zaburzeniami osobowości.

Ja chyba niestety już jestem od niego uzależniona emocjonalnie, bo czuję się teraz jak na detoksie

6 Ostatnio edytowany przez ulle (2019-08-19 11:49:53)

Odp: Jak sobie pomóc w tym szaleństwie?

Przecież opisałaś conajmniej kilka dłuższych faz depresyjnych i chociażby ta aktualna. Musisz na spokojnie przeanalizować sobie jego cykle, zrób sobie notatki. Dobrze by było, żebyś poszła do jakiegoś psychiatry i opowiedziała mu o swoim problemie, żeby jakby zaocznie go zdiagnozować. Ciężko będzie ci trafić na kogoś takiego, bo pewnie żaden lekarz nie zgodzi się na to, ale ja np kilka lat temu będąc w desperacji wykonalam taki manewr, tyle tylko że ten psychiatra był jakąś tam piąta woda po kisueku kogoś dla mnie bliskiego. Tak więc, chociaż wiedziałam że mam do czynienia z narcyzem wielorakim, a wręcz z sicjopata uparlam się i zdiagnozowalam go sobie, bo potrzebowałam opinii autorytetu. Zdanie lekarza było dla mnie kluczowe, bo od tamtej pory na nowo zaczęłam ufać swojej intuicji, wierzyć we własne sądy. Wcześniej byłam tak skolowana, że w ogóle nie wierzyłam w swój ogląd rzeczywistości. Zawsze musiałam pytać innych, co o tym sądzą albo co zrobiliby będąc na moim miejscu. Potrzebujesz więc wsparcia ze strony autorytetu.
Myślę, że przez kilka wizyt i przy założeniu, że ten facet nie manipulowal psychiatra, że był szczery, to oczywiście że lekarz mógłby zdiagnozować Chad. Wiesz, są na yt filmiki, (o ile się nie mylę produkcji francuskiej ale z polskim lektorem), w których przedstawione są rozmowy z chadowcami, możesz posłuchać i porównać.
Bierze ssri, więc pewnie na lęki i depresję, czyli nasza rutyna i postępowanie lekarzy ściśle według zalecanych przez Unię procedur. Człowiek może przekręcić się na oczach lekarza, ale lekarz musi trzymać się procedur, zero własnej inicjatywy.
Myślę, że chcąc wyleczyć się z tego faceta powinnaś zakręcić się koło uzyskania całkowitej pewności co do tego, co mu dolega, bo ze coś mu dolega, to pewne. Wtedy choćby ze strachu o własną skórę będziesz wiala na kilometr.

Aha, w Chad może być tak, że mania trwa jeden dzień albo pół miesiąca, a nagle ni z gruszki, ni z pietruszki wszystko odwraca się w jedną sekundę i przychodzi depresja. Nie ma na to reguły. To ogromne cierpienie dla tych ludzi, oni nie nadazaja sami za sobą i kompletnie nie nadają się do życia z drugim człowiekiem, bo czynią z życiem drugiej osoby po prostu piekło. To nie ma nic wspólnego z bordeline.

7

Odp: Jak sobie pomóc w tym szaleństwie?
ulle napisał/a:

Przecież opisałaś conajmniej kilka dłuższych faz depresyjnych i chociażby ta aktualna. Musisz na spokojnie przeanalizować sobie jego cykle, zrób sobie notatki. Dobrze by było, żebyś poszła do jakiegoś psychiatry i opowiedziała mu o swoim problemie, żeby jakby zaocznie go zdiagnozować. Ciężko będzie ci trafić na kogoś takiego, bo pewnie żaden lekarz nie zgodzi się na to, ale ja np kilka lat temu będąc w desperacji wykonalam taki manewr, tyle tylko że ten psychiatra był jakąś tam piąta woda po kisueku kogoś dla mnie bliskiego. Tak więc, chociaż wiedziałam że mam do czynienia z narcyzem wielorakim, a wręcz z sicjopata uparlam się i zdiagnozowalam go sobie, bo potrzebowałam opinii autorytetu. Zdanie lekarza było dla mnie kluczowe, bo od tamtej pory na nowo zaczęłam ufać swojej intuicji, wierzyć we własne sądy. Wcześniej byłam tak skolowana, że w ogóle nie wierzyłam w swój ogląd rzeczywistości. Zawsze musiałam pytać innych, co o tym sądzą albo co zrobiliby będąc na moim miejscu. Potrzebujesz więc wsparcia ze strony autorytetu.
Myślę, że przez kilka wizyt i przy założeniu, że ten facet nie manipulowal psychiatra, że był szczery, to oczywiście że lekarz mógłby zdiagnozować Chad. Wiesz, są na yt filmiki, (o ile się nie mylę produkcji francuskiej ale z polskim lektorem), w których przedstawione są rozmowy z chadowcami, możesz posłuchać i porównać.
Bierze ssri, więc pewnie na lęki i depresję, czyli nasza rutyna i postępowanie lekarzy ściśle według zalecanych przez Unię procedur. Człowiek może przekręcić się na oczach lekarza, ale lekarz musi trzymać się procedur, zero własnej inicjatywy.
Myślę, że chcąc wyleczyć się z tego faceta powinnaś zakręcić się koło uzyskania całkowitej pewności co do tego, co mu dolega, bo ze coś mu dolega, to pewne. Wtedy choćby ze strachu o własną skórę będziesz wiala na kilometr.

Aha, w Chad może być tak, że mania trwa jeden dzień albo pół miesiąca, a nagle ni z gruszki, ni z pietruszki wszystko odwraca się w jedną sekundę i przychodzi depresja. Nie ma na to reguły. To ogromne cierpienie dla tych ludzi, oni nie nadazaja sami za sobą i kompletnie nie nadają się do życia z drugim człowiekiem, bo czynią z życiem drugiej osoby po prostu piekło. To nie ma nic wspólnego z bordeline.

Tak, chyba tylko to może mnie przekonać do jedynej słusznej drogi. I tak miałam już taki plan i to do tego samego psychiatry do którego on chodzi.
On mu na wizycie powiedział, żeby nie mówił mi takich rzeczy, że jest borderem, bo ja uciekne od niego. Szczególnie, że to nie prawda w jego wypadku.
Pytanie czy on jest z tym lekarzem szczery? Bo kłamać umie jak nikt inny...

Myślę też, że nie ma teraz okresu depresyjnego, bo widzę że dodaje nowe zdjęcia z wesołymi opisami, spotyka się ze znajomymi... A w kontakcie osobistym jest niezwykle opanowanym i spokojnym człowiekiem. Od wielu lat pełni odpowiedzialną funkcję w dużej firmie, zarządza ludźmi. Nikt tego nie zauważył?

8

Odp: Jak sobie pomóc w tym szaleństwie?

Może mieć I depresję i zaburzenia osobowości. Tak szczerze mówiąc, skoro kłamał wcześniej, wcale nie jest pewne, że teraz mówi Ci prawdę o swoich wizytach u psychiatry. Mój były partner nie mówił mi do końca prawdy na co choruje I jakie ma zaburzenia. Wypis z oddziału dziennego schował bym nie przeczytała I się nie dowiedziała. O tym, że ma depresję dowiedziałam się gdy zobaczyłam receptę leżąca w kuchni. Może być tak, że nie wiesz o nim wszystkiego. Może i on sam też nie wie o sobie wszystkiego. Nie dopuszcza do siebie myśli, że coś jest nie tak. Przerzuca winę na Ciebie, że przez Ciebie taki jest.
O ile depresję i nerwicę lękową da się wyleczyć to zaburzeń praktycznie się nie da. Bez terapii nie nauczy się z tym zaburzeniami żyć. Będzie Cię ciągnął w dół. Już to robi. Bądź twarda. Myśl o sobie. Wyobrażasz sobie z nim żyć w taki sposób przez 20lat?

9

Odp: Jak sobie pomóc w tym szaleństwie?
Chiarana napisał/a:
ulle napisał/a:

Przecież opisałaś conajmniej kilka dłuższych faz depresyjnych i chociażby ta aktualna. Musisz na spokojnie przeanalizować sobie jego cykle, zrób sobie notatki. Dobrze by było, żebyś poszła do jakiegoś psychiatry i opowiedziała mu o swoim problemie, żeby jakby zaocznie go zdiagnozować. Ciężko będzie ci trafić na kogoś takiego, bo pewnie żaden lekarz nie zgodzi się na to, ale ja np kilka lat temu będąc w desperacji wykonalam taki manewr, tyle tylko że ten psychiatra był jakąś tam piąta woda po kisueku kogoś dla mnie bliskiego. Tak więc, chociaż wiedziałam że mam do czynienia z narcyzem wielorakim, a wręcz z sicjopata uparlam się i zdiagnozowalam go sobie, bo potrzebowałam opinii autorytetu. Zdanie lekarza było dla mnie kluczowe, bo od tamtej pory na nowo zaczęłam ufać swojej intuicji, wierzyć we własne sądy. Wcześniej byłam tak skolowana, że w ogóle nie wierzyłam w swój ogląd rzeczywistości. Zawsze musiałam pytać innych, co o tym sądzą albo co zrobiliby będąc na moim miejscu. Potrzebujesz więc wsparcia ze strony autorytetu.
Myślę, że przez kilka wizyt i przy założeniu, że ten facet nie manipulowal psychiatra, że był szczery, to oczywiście że lekarz mógłby zdiagnozować Chad. Wiesz, są na yt filmiki, (o ile się nie mylę produkcji francuskiej ale z polskim lektorem), w których przedstawione są rozmowy z chadowcami, możesz posłuchać i porównać.
Bierze ssri, więc pewnie na lęki i depresję, czyli nasza rutyna i postępowanie lekarzy ściśle według zalecanych przez Unię procedur. Człowiek może przekręcić się na oczach lekarza, ale lekarz musi trzymać się procedur, zero własnej inicjatywy.
Myślę, że chcąc wyleczyć się z tego faceta powinnaś zakręcić się koło uzyskania całkowitej pewności co do tego, co mu dolega, bo ze coś mu dolega, to pewne. Wtedy choćby ze strachu o własną skórę będziesz wiala na kilometr.

Aha, w Chad może być tak, że mania trwa jeden dzień albo pół miesiąca, a nagle ni z gruszki, ni z pietruszki wszystko odwraca się w jedną sekundę i przychodzi depresja. Nie ma na to reguły. To ogromne cierpienie dla tych ludzi, oni nie nadazaja sami za sobą i kompletnie nie nadają się do życia z drugim człowiekiem, bo czynią z życiem drugiej osoby po prostu piekło. To nie ma nic wspólnego z bordeline.

Tak, chyba tylko to może mnie przekonać do jedynej słusznej drogi. I tak miałam już taki plan i to do tego samego psychiatry do którego on chodzi.
On mu na wizycie powiedział, żeby nie mówił mi takich rzeczy, że jest borderem, bo ja uciekne od niego. Szczególnie, że to nie prawda w jego wypadku.
Pytanie czy on jest z tym lekarzem szczery? Bo kłamać umie jak nikt inny...

Myślę też, że nie ma teraz okresu depresyjnego, bo widzę że dodaje nowe zdjęcia z wesołymi opisami, spotyka się ze znajomymi... A w kontakcie osobistym jest niezwykle opanowanym i spokojnym człowiekiem. Od wielu lat pełni odpowiedzialną funkcję w dużej firmie, zarządza ludźmi. Nikt tego nie zauważył?

Jedno nie wyklucza drugiego. Jak się zachowuje gdy jest sam? Sam na sam z Tobą? W moim przypadku było tak, że jak wychodził z domu zmieniał się w radosnego, poukladanego faceta. A w domu talerzami we mnie rzucał I płakał całe dnie. Nikt nie wierzył, że był chory na cokolwiek. Nikomu się nie chwalił. A był też dyrektorem oddziału banku.

10 Ostatnio edytowany przez ulle (2019-08-19 12:12:34)

Odp: Jak sobie pomóc w tym szaleństwie?

No to teraz może być w manii, a będąc z tobą przechodził stany depresyjne, które lagodzily mu leki ssri. Tak też może być. Te leki mogą być dla niego za słabe i pewnie też bierze w minimalnej dawce, pewnie piecdziesiatke albo setkę na dzień.
Spróbuj pójść do jego psychiatry, bo kto wie, może akurat zlituje się nad tobą i dowiesz się czegoś konkretnego. Zawsze możesz powiedziec o swoich problemach, lękach, o źródle złego samopoczucia, więc może coś wycisniesz z tego lekarza.
Oczywiście, że może pełnić odpowiedzialna funkcję, a ludzie niczego nie zauważa, lecz mogą odbierać go jako wyjątkowo trudnego współpracownika, konfliktowego i zmiennego niczym pogoda w górach, ktoś może nawet myśleć o nim że to czub, ale wiadomo jak to jest, nikt przecież publicznie niczego mu nie powie, a poza tym ludzie też nie mają takiej wiedzy medycznej, by na oko kogoś diagnozowac.

11

Odp: Jak sobie pomóc w tym szaleństwie?
marta2101 napisał/a:

Jedno nie wyklucza drugiego. Jak się zachowuje gdy jest sam? Sam na sam z Tobą? W moim przypadku było tak, że jak wychodził z domu zmieniał się w radosnego, poukladanego faceta. A w domu talerzami we mnie rzucał I płakał całe dnie. Nikt nie wierzył, że był chory na cokolwiek. Nikomu się nie chwalił. A był też dyrektorem oddziału banku.

Sam na sam ze mną jest ideałem faceta. Zawsze. Szarmancki, czuły, troskliwy, opiekuńczy... Opanowany, nigdy nie przejawiał agresji fizycznej. Miś przytulak.
Na zewnątrz jest szanowany, ma dużą wiedzę i obycie. Za to bliskich znajomych i przyjaciół jak na lekarstwo.
Myślę, że on sam nie rozumie co się z nim dzieje. Kiedy pierwszy raz odkryłam co jest grane był przestraszony i zdołowany. Prosił mnie o pomoc. Kto normalny w takiej sytuacji zostawiłby bliskiego mu człowieka?
Leki bierze, sprawdzałam. Często brał je też przy mnie, więc do lekarza musi chodzić. Cieszył się, że dobrze się po nich czuje.

Jestem taka właśnie skołowana. Nie wiem co jest prawdą, a co wytworem choroby. Zastanawiam się też czy nie nazbyt łatwo podciągam wszystko pod chorobę czy nie nadinterpretowuję.
Mam nadzieję, że wizyta u tego lekarza da mi kilka odpowiedzi.

12 Ostatnio edytowany przez paslawek (2019-08-19 12:52:20)

Odp: Jak sobie pomóc w tym szaleństwie?
Chiarana napisał/a:

Tak, chyba tylko to może mnie przekonać do jedynej słusznej drogi. I tak miałam już taki plan i to do tego samego psychiatry do którego on chodzi.
On mu na wizycie powiedział, żeby nie mówił mi takich rzeczy, że jest borderem, bo ja uciekne od niego. Szczególnie, że to nie prawda w jego wypadku.
Pytanie czy on jest z tym lekarzem szczery? Bo kłamać umie jak nikt inny...

Myślę też, że nie ma teraz okresu depresyjnego, bo widzę że dodaje nowe zdjęcia z wesołymi opisami, spotyka się ze znajomymi... A w kontakcie osobistym jest niezwykle opanowanym i spokojnym człowiekiem. Od wielu lat pełni odpowiedzialną funkcję w dużej firmie, zarządza ludźmi. Nikt tego nie zauważył?

Koniecznie dziewczyno chcesz za wszelką cenę zrobić sobie krzywdę tak to widzę.
Zycie z "chdowcem" ( i jakimkolwiek innym chorym zaburzonym )nie polega na leczeniu go jako drugi " czy rezerwowy domowy" psychiatra?psychoterapeuta czy chodzeniu wokół takiej osoby na paluszkach żeby
mu nie było,smutno,przykro,żeby się nie denerwował i sprawianiu w ogóle żeby było miło.
Cała wiedza,którą zdobywasz w niczym Tobie nie pomoże nie zmienisz go możesz tylko sugerować inspirować niech Ci się nie zdaje że masz zasługi i cokolwiek kontrolujesz .Jesteś uwikłana zaangażowana związana emocjonalnie
bardzo niebezpieczne już go diagnozujesz i diagnozujesz siebie zupełnie niepotrzebnie zaczniesz mimo woli utożsamiać się to może być uboczny skutek wchodzenia mu do głowy wczuwania się nie żyjesz swoim życiem brak równowagi nie spełnicie swoich oczekiwań najprawdopodobniej bo są z kosmosu cudów nie ma.
Zeby żyć i mieszkać związać się z osobą chorą psychicznie samemu dobrze być bardzo bardzo zdrowym dojrzałym człowiekiem dbać maksymalnie o swoją kondycję psychiczna i fizyczną ,cierpliwość, współczucie, stanowczość nie uleganie szantażom i zmyśleniom nieświadomym świadomym manipulacjom  to olbrzymie wyzwanie i emocje.
Zycie strategiami planowaniem kontrataków odwetów itp to nie wyjście i to nie życie nie na tym polega zrozumienie.
"Przejmiesz" jego cykle i jego zachowanie i emocje jak nie będziesz mieć dystansu nie da się uniknąć wpływu na niego będziesz mieć wpływ tylko nie taki jaki chcesz nie zapanujesz w żaden sposób nad nim kontrola pilnowanie bycie aniołem stróżem wykończą Ciebie.
Całą wiedze wplączesz we wspólne chorowanie.
To o czym pisze Ulle pomoże Ci spojrzeć z zewnątrz na chad (o ile to chad) tylko to mikrocząstka bycia z osobą chorą początek początku nie wyzdrowiejesz za dwie osoby tak jak nie pokochasz za dwie osoby liczne wzruszenia egzaltacje to nie akceptacja.
Twój osobisty rozwój dojrzewanie samodzielność i niezależność to najlepszy sposób na życie z osobą chorą jeżeli będzie sam dla siebie się leczył nie pod Twoim okiem i przymusem wtedy wasze drogi mogą się spotkać.To ogromna praca w takim związku o wiele trudniejsza zahacza ociera się o toksyczne chore wzajemne relacje często taką się stając
W pracy on może nieco inaczej funkcjonować po za tym kogo obchodzi zwariowany nerwowy szef sztuka uników jest do perfekcji opanowana przez podwładnych.Wychodząc z pracy mają go najprawdopodobniej w nosie najwyżej Trochę pomarudzą ponarzekają przy piwie.
Jak nie jesteś upoważniona to jego psychiatra nie udzieli Ci żadnych informacji .

Choć to szaleństwo,
lecz jest w nim metoda

13

Odp: Jak sobie pomóc w tym szaleństwie?

No właśnie nie chcę, ale do tego muszę być sama wewnętrznie przekonana.
Dobre rady w stylu "zostaw go, bo jest chory" nic nie dają w sytuacji silnego emocjonalnego zaangażowania. Ja się muszę sama przekonać, nabrać pewności, żeby pozwolić rozumowi ujarzmić emocje.

To nie jest tak, że ja chcę na nim brać odwet. Nie wiem skąd to wywnioskowałeś. Ja po prostu uznałam, że on ma depresję i skoro kilka mc było dobrze podczas leczenia ssri to tylko mnie utwierdzilo, że lekarz wie co mówi. A depresję może mieć każdy z nas, dziś to powszechna choroba cywilizacyjna. Teraz do mnie dociera, że to jednak nie/nie tylko depresja.

14 Ostatnio edytowany przez paslawek (2019-08-19 13:19:46)

Odp: Jak sobie pomóc w tym szaleństwie?

Może odwet to trochę za mocne słowo - zadośćuczynienie rekompensata oczekiwanie wdzięczności to bardziej pasuje
Nie mów mi że żyjąc z drugą osobą nie nabierasz urazów pretensji i rozczarowań to niemożliwe po prostu co z nimi zrobisz to jest ważne.
A wnioskuje to z moich doświadczeń i miałem w życiu okazję obserwować małżeństwo moich rodziców jego różne fazy rozwój
Mój tata był chory psychicznie na schizofrenię mama oprócz psychoz ojca miała też do czynienia z jego depresjami charakterystycznymi w schizofrenii paranoidalnej to dodatkowe "atrakcje" sam też miałem problemy inne bo z uzależnieniami wcale nie jest to wszystko takie strasznie bardzo różne od siebie .Jest to indywidualne a jednocześnie bardzo podobne - reszta to etykietki i szuflady one przydają się lekarzom

Choć to szaleństwo,
lecz jest w nim metoda

15

Odp: Jak sobie pomóc w tym szaleństwie?

Nabrać pewności? Ty za chwilę będziesz szła na dno razem z nim.
W takiej sytuacji pierwsze, co powinnaś zrobić to urwać z nim kontakt. Powiedzieć mu, że powinien się leczyć i więcej się nie odzywać. Nie daj się traktować jak śmieć.
I jak już urwiesz kontakt, poblokujesz, przestaniesz z nim rozmawiać, to i emocje będą schodzić.

Przed napisaniem odpowiedzi skonsultuj się z lekarzem lub farmaceutą.
Odp: Jak sobie pomóc w tym szaleństwie?

Napisano Ci wiele bardzo dobrych rad, ale Ty jesteś albo zaślepiona albo nie widzisz realnego zagrożenia dla własnego zdrowia psychicznego.
Ja żyłam z takim człowiekiem i wiem jak jest trudno się z tego wyrwać. Byłam na wizycie u jego psychiatry i ta mi jasno powiedziała - mam ratować siebie. Byłam w takim stanie psychicznym, że modliłam się by przejechał mnie pociąg na torach.
Poszłam po pomoc do psychologa, ten mnie skierował do psychiatry. Zaczęłam walkę o swoje życie i zdrowie.

Ty jemu nie pomożesz, on Cię wykorzystuje i manipuluje Twoimi uczuciami.
Zakończ, zablokuj, zapomnij.

17

Odp: Jak sobie pomóc w tym szaleństwie?

To czemu jesteś poddawana Autorko, to przemoc.
Doznajesz od swojego partnera przemocy emocjonalnej, psychicznej, uczuciowej, oraz prania mózgu.
Nie uratujesz go, nie wyleczysz, nie naprawisz. Jedyne co się stanie, i co jest pewne - to to , co dziewczyny i chłopaki wink napisali Ci wyżej - pójdziesz na dno razem z nim.
Rozumiem, że czujesz się jak na detoksie, o nagle zabrakło Ci tego straszliwego haju na którym żyłaś. Zabrakło oparów adrenaliny, które Cię spowijały, dlatego też nie wiesz co począć z sobą obecnie.
Ale zastanów się ... ilu ciężko uzależnionych narkomanów przeżywa dłużej niż 5 lat ćpania ?

Ciągnięcie tego związku na siłę, zniszczy Cię tak, że będziesz się odbudowywać do końca życia.

The past cannot be changed,
forgotten, edited, or erased.
It can only be accepted.

18

Odp: Jak sobie pomóc w tym szaleństwie?
IsaBella77 napisał/a:

Ciągnięcie tego związku na siłę, zniszczy Cię tak, że będziesz się odbudowywać do końca życia.

Ooo, tyle czasu to ja nie mam. Nie mogę sobie na to pozwolić...

Wiem co muszę zrobić. W zasadzie to się stało samo, bez mojego udziału. Zupełny brak kontaktu. Tylko moja głowa za tym chyba nie nadąża. Być może trzeba mi czasu, żeby ogarnąć rozumem w jakiej sytuacji się znalazłam. Lepiej teraz niż jak już byśmy razem zamieszkali.
Osobną sprawą jest to jak mogłam dopuścić do zaangażowania się w związek z tak zaburzoną osobą i tego nie widzieć... Nad tym podebatuję sobie później.

Dziękuję wszystkim za udział w tej dyskusji. Szczególnie, że większość z Was opisywała swoje własne, jakże koszmarne doświadczenia.

Odp: Jak sobie pomóc w tym szaleństwie?

Tu nie ma dobrego wyjścia. Albo decydujesz się na emocjonalna huśtawkę (zaburzeń osobowości nie da się wyleczyć) albo rozstanie.
I jeśli zostajesz to musisz być BARDZO silna psychicznie, bo inaczej sama wylądujemy u psychiatry....
Albo odchodzisz i z czasem przecierpisz rozstanie.....ale masz spokojna przyszłość przed sobą.

Osobiście radził bym rozstanie.

20 Ostatnio edytowany przez IsaBella77 (2019-08-19 17:10:12)

Odp: Jak sobie pomóc w tym szaleństwie?

Nieregulaminowe treści, obraźliwe dla Autorki postu, oraz dla kobiet ogólnie.
Następny taki post Bonzo, zostanie nagrodzony w pełni przez Ciebie zasłużonym banem.

21 Ostatnio edytowany przez ulle (2019-08-19 18:21:21)

Odp: Jak sobie pomóc w tym szaleństwie?

Chiarano, jeśli zdazylas przeczytac post Bonza, to nie przejmuj się tym, co napisał.

Dobrze, że tu napisałaś, bo być może otworzy się teraz przed tobą jakąś furtka, przez którą wyjdziesz wreszcie na świeże powietrze. Nie ma bowiem nic gorszego od trwania w napięciu i zadawania sobie miliona pytań bez odpowiedzi. Do tej pory drazylas temat, ale tak naprawdę dreptalas w miejscu i zwyczajnie cierpiałas.
Za wszelką cenę postaraj się utwierdzic w przekonaniu, że ten facet naprawdę miał coś z głową i to coś naprawdę poważnego.
Myślę, że on sam może nawet nie wiedzieć, co dokładnie mu dolega i być może nigdy nie będzie chciał się tego dowiedzieć. Dopiero, gdy życie z każdej strony mu dokopie, to może wtedy zacznie szukać prawdziwej pomocy. Na razie on czuje się panem sytuacji, on rozdaje karty, w jego mniemaniu oczywiście, więc nie boi się na tyle, by pójść do psychiatry i otworzyć się przed nim całkowicie. Pójdzie do lekarza po antydepresanty, coś mu tam nasciemnia i tyle. Podejrzewam, że te leki, które teraz bierze, to jego pierwsze antydepresanty. Dlatego tak się cieszył, gdy zauważył, że lepiej się czuje.
Gdyby on miał tylko nerwice i dystymie albo psychiatryczna depresję, to byłoby pół biedy, bo jechałby na prochach i jakoś by funkcjonował. On jednak ma inny, znacznie poważniejszy problem, a świadczą o tym jego zachowania opisane przez ciebie. A opisałaś przecież zaledwie czubek góry lodowej.
Miałaś szczęście w nieszczęściu, że póki co on ci odpuścił i że zrobił to w takim momencie, że ty naprawdę już masz dość. Za jakiś czas on znowu odezwie się do ciebie i mam nadzieję, że ty będziesz już na takim etapie świadomości, że nie skusisz się na Wielki Powrót.
Powodzenia.

22 Ostatnio edytowany przez Chiarana (2019-08-19 18:50:21)

Odp: Jak sobie pomóc w tym szaleństwie?
ulle napisał/a:

Chiarano, jeśli zdazylas przeczytac post Bonza, to nie przejmuj się tym, co napisał.

Dobrze, że tu napisałaś, bo być może otworzy się teraz przed tobą jakąś furtka, przez którą wyjdziesz wreszcie na świeże powietrze. Nie ma bowiem nic gorszego od trwania w napięciu i zadawania sobie miliona pytań bez odpowiedzi. Do tej pory drazylas temat, ale tak naprawdę dreptalas w miejscu i zwyczajnie cierpiałas.
Za wszelką cenę postaraj się utwierdzic w przekonaniu, że ten facet naprawdę miał coś z głową i to coś naprawdę poważnego.
Myślę, że on sam może nawet nie wiedzieć, co dokładnie mu dolega i być może nigdy nie będzie chciał się tego dowiedzieć. Dopiero, gdy życie z każdej strony mu dokopie, to może wtedy zacznie szukać prawdziwej pomocy. Na razie on czuje się panem sytuacji, on rozdaje karty, w jego mniemaniu oczywiście, więc nie boi się na tyle, by pójść do psychiatry i otworzyć się przed nim całkowicie. Pójdzie do lekarza po antydepresanty, coś mu tam nasciemnia i tyle. Podejrzewam, że te leki, które teraz bierze, to jego pierwsze antydepresanty. Dlatego tak się cieszył, gdy zauważył, że lepiej się czuje.
Gdyby on miał tylko nerwice i dystymie albo psychiatryczna depresję, to byłoby pół biedy, bo jechałby na prochach i jakoś by funkcjonował. On jednak ma inny, znacznie poważniejszy problem, a świadczą o tym jego zachowania opisane przez ciebie. A opisałaś przecież zaledwie czubek góry lodowej.
Miałaś szczęście w nieszczęściu, że póki co on ci odpuścił i że zrobił to w takim momencie, że ty naprawdę już masz dość. Za jakiś czas on znowu odezwie się do ciebie i mam nadzieję, że ty będziesz już na takim etapie świadomości, że nie skusisz się na Wielki Powrót.
Powodzenia.


Nie zdążyłam przeczytać

23 Ostatnio edytowany przez Chiarana (2019-08-19 18:52:02)

Odp: Jak sobie pomóc w tym szaleństwie?

Ulle

Nie zdążyłam przeczytać. Widocznie ma chłop jakiś problem ze sobą. Nie on jeden...

Zdecydowanie pomogło mi spojrzenie innych osób, nie zaangażowanych w to i patrzących z boku.
Bardzo Ci dziękuję za Twoje rady i empatię jaką się wykazujesz w swoich komentarzach.
Ja wiem, że on sobie przypomni o mnie za jakiś czas i ja do tej pory muszę być stanowcza i silna. Jak wiadomo żadne blokady nie powstrzymają kogoś przed skontaktowaniem się, jeśli tego chce.
Muszę wyciągnąć z tego dobrą lekcję na przyszłość.

24

Odp: Jak sobie pomóc w tym szaleństwie?

Absolutnie nigdy nie wchodź już z nim w żaden kontakt, żadną dyskusję, choćby i sms-ową. Zero odzewu. Poblokuj wszędzie i tak wytrwaj, minie Ci to nieszczęsne zauroczenie a i klapki z oczu opadną do końca... Gdyby się pojawił u Twoich drzwi / pod pracą (a jest to pewne na 99%) - uciekaj, nie rozmawiaj, bo jemu tylko o to chodzi. Może Cię szantażować, może grozić samobójstwem, ale tym się nie przejmuj bo to jego problem. Ciesz się, że faktycznie uwolniłaś się od niego już teraz, a nie za kilka lat. Powodzenia!

Posty [ 24 ]

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Forum Kobiet » TRUDNA MIŁOŚĆ, ZAZDROŚĆ, NAŁOGI » Jak sobie pomóc w tym szaleństwie?

Zobacz popularne tematy :

Mapa strony - Archiwum | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2018