Dzień dobry, jako że jestem tu nowy chciałbym się najpierw przywitać i przedstawić. Mam 21 lat, jestem studentem, nie mam problemów z prawem, po prostu jestem normalnym chłopakiem w tym wieku. Chciałbym Wam opisać moją historię, która jest dla mnie bardzo ciężka i dotkliwa. Na samym początku chcę tylko zaznaczyć, że mam świadomość że nie jestem zupełnie bez winy w tej sytuacji.
Jestem z dziewczyną od prawie roku, układało nam się zawsze świetnie, wiadomo dochodziło do kłótni ale to były kłótnie które trwały 10 minut po których żadne z nas już jej nie pamiętało i było nadal świetnie. Do rzeczy.
Nie będę owijał w bawełne relację z jej rodzicami nie były najlepsze od samego początku, mimo że w niczym im nie zawiniłem, nigdy nie odmówiłem im pomocy, nie zrobiłem niczego za co mogliby mnie tak potraktować, wiedziałem że relacje z nimi są tak samo ważne, żeby nasz związek był udany i spokojny. Wszystko było do czasu, gdy jej rodzice zaczęli zrzucać całą odpowiedzialność za dom na nią, za opiekę nad ich młodszym dzieckiem, jednym słowem traktowali ją jak sprzątaczke, praczkę, opiekunkę i nianie w jednym, nie pozostawiając jej nic do gadania. Rozmawiałem z nią o tym nie raz, za jej prośbą bo już sama sobie z tym nie radziła pojechaliśmy porozmawiać z jej matką, wówczas ona zwaliła cała winę na na moją osobę, że to moja wina, ze nie zajmuje się JEJ dzieckiem, a ona im jest potrzebna bo oni pracują, ja rozumiem że pracują ale wszyscy ludzie pracują, niektórzy mają dzieci do tego i nie robią z drugiego dziecka niewolnika, stwierdzili że ją buntuje, chociaż nigdy nie zabroniłem jej pomagać, czy czegokolwiek o co oni ją poprosili, mimo jej tłumaczenia oni cały czas twierdzą, że ja buntuje, że wywieram presję i chcę żeby ona zaprzestała kontaktów z nimi. To jest nie prawda, zawsze byłem dla niej dobry, nie robiłem niczego czego ona mogła by nie chcieć i co sprawiło by jej przykrość. Zaczęliśmy spotykać się u mnie, moi rodzice traktowali ją jak córkę, żeby czuła się u nas dobrze, nigdy nie mieli przeciwko niej niczego, akceptowali nasz związek takim jakim był, nawet gdy się kłocilismy oni się nie wtrącali. Jednak ostatnio doszło do sytuacji bez wyjścia w tym momencie. Spotkaliśmy się jak zawsze, przyjechała do mnie pod wieczór, po całym dniu obowiązków domowych, z których jak zawsze się wywiązywała, była u mnie na dwie godziny, po czym ją odwiozłem. Za pol godziny dostalem telefon, ze mam po nią przyjechać bo jest straszna awantura w domu, pojechałem, ona chciała zebym ja zabral do siebie, zostalem zbesztany przez jej matke od najgorszych, a do awantury doszlo tylko przez to, ze jej nie ma a dziecko nie wykapane, mimo ze matka byla w domu. Fakt, ja tez sie unioslem, ale ile mozna wysluchwiac jakim to jest sie zlym czlowiekiem, kiedy to jest nie prawda. Po dwoch godzinach liczac ze sytuacja sie uspokoila i dojda do porozumienia, odwiozlem ja z powrotem, wowczas jej ojciec wyskoczyl do mnie z rekoma, zaczal ublizac od najgorszych, fakt nie zostalem mu dluzny, ale to przez emocje, wiem to glupie tlumaczenie, ale zaznaczam, ze nie jestem bez winny w tej sytuacji, po czym wywalil ja z domu. Jej ojciec przez cala noc wysylal jej smsy, obrazajac ja, mnie, moja rodzine mimo ze nigdy ich na oczy nie widzial od najgorszych, zaczal mnie straszyc, ze bedzie urzadzal polowania na mnie, zebym sie zaczal bac i jezdzic z obstawa. Moi rodzice powiedzieli, ze nie chca miec z nimi nic wspolnego i zeby moja partnerka przestala do nas przychodzic bo oni nie chca miec zadnych awantur, nalotow, czy nawet udzialu policji. Sa osobami starszymi, wiec w pelni ich rozumiem z e potrzebuja spokoju. Jej ojciec zaczal wypisywac klamstwa na moim profilu na portalu spolecznosciowym, pomawiajac mnie, obrazajac i grozac. Zaczal wymyslac rzeczy niestworzone, ze odwoze ja do domu a potem ide w miasto i ja zdradzam - zaznacze ze na imprezie bylem dobre pol roku temu i to wraz z partnerka, poniewiaz jezeli jestem w zwiazku to nie potrzebuje ich, nie sa mi do szczescia potrzebne, chodzilismy tylko razem i to kiedy oboje mielismy na to ochote. Zaczal jej wmawiac ze jestem zboczencem i on ma na mnie zdjecia, ze tak jest i zglosi sprawe na policje. Oczywiscie to nie prawda. Twierdza ze ona mnie utrzymuje, ze oddam mu pienidzadze w zebach. Fakt moja partnerka pochodzi z zamoznej rodziny, nam sie wiedzie gorzej nie mam tyle pieniedzy, co oni ale nie jestesmy ubodzy, zeby ktokolwiek musial mnie utrzymywac, oni sadza ze ona jest ich ksiezniczka, a ja jestem biedakiem i ze takich to jest na peczki. Jak moge to tylko ide do pracy, zeby miec swoje pieniadze zeby byc niezaleznym, cale wakacje przepracowalem, najpierw za granica, potem w Polsce, lacznie 2.5 miesiaca wakacji, pojechalismy razem na wakacje, za ktore z wlasnej kieszeni zaplacilem z zarobionych pieniedzy. Nigdy nie wzialem ani grosza od tych ludzi.
Do rzeczy, moja partnerka jest od nich uzalezniona, nawet gdy mielismy cos zaplanowane, a nie planowalismy nigdy nic z dnia na dzien, to moja partnerka potrafila rzucic nasze plany i isc robic to co kazala jej matka, zawsze twierdzila ze jestem najwazniejszy, jednak ostatnio mi powiedziala ze nie traktowala mnie na rowni z nimi, zawsze wychodzac z zalozenia ze ja zrozumiem i nie bylem najwazniejszy, ja rozumiem ze takie sytuacje sie zdarzaja ale nie ciagle i po kilka razy w tygodniu. Zrobilo mi sie przykro, caly czas mi tak jest. Ona twirdzi, ze teraz juz tak nie jest i jestem najwazniejsza osoba w jej zyciu, jednak zacznam watpic w jej slowa. Po tej awanturze zapewniala mnie ze wszystko sie zmieni, ze bedzie inaczej ze mnie kocha i chce ze mna byc juz zawsze, ze chce miec ze mna rodzine i zaplanowac wspolna przyszlosc, ja tez chcialem. Jednak widze, ze wszystko juz wrocilo do normy, mama jest juz dla niej cacy, zachowuje sie jakby nic sie nie stalo, a mi kaze sie wyklocac z rodzicami a najlepiej zebym sie wyprowadzil od nich.
Jestem strasznie zagubiony, z jednej strony ja kocham, kocham tez moich rodzicow i nie bede wybieral miedzy kims, a kims. Jej rodzice stwierdzili, ze nie beda juz sie wtracac, ale to jest stala spiewka, tydzien jest spokoj a potem wszystko od nowa, nie jestem przekonany czy chce ewentualnie do konca zycia w takim czyms byc. Prosze doradzcie mi cos, bo na prawde jestem zagubiony. Przepraszam za chaos ale to z nerwow. Dodam, ze sytuacja ta powtarza sie juz po raz 3 w tej rodzinie, dwoch poprzednich jej partnerow zakonczylo te zwiazki
Pozdrawiam wszystkim i zycze Wesolych Swiat