Hej,
mój problem może wydawać się błahy, jednak sama nie potrafię znaleźć z tego wyjścia.
Mam 20 lat, studiuję i od prawie 2 lat jestem w związku chłopakiem(26 lat), mieszkamy razem od ok 1,5 roku.
Mój partner to osoba, z którą się bardzo dobrze dogaduje (jak z nikim innym) i myślę, że odgrywa dość istotną rolę w spełnianiu mojej małej pasji, jest wrażliwy, ma zdolności muzyczne i w moim przekonaniu jest inteligentny i... ma marzenia.
Tak, ma marzenia i w nich żyje. Prowadzi własne 'interesy' (wszystko zgodnie z prawem) od ponad 2 lat i niestety nic z tego nie wychodzi. Przez długi czas był na utrzymaniu dziadka, który wierzył, że w końcu coś wyjdzie, jednak dziadek miał wylew i już wnuczka utrzymywać nie może.
Mój chłopak nie ma wykształcenia, aczkolwiek zna b. dobrze angielski, wcześniej mieszkał 2 lata w Holandii. Ma naprawdę bardzo ciekawe CV i pracował na dobrze płatnych, dość wysokich stanowiskach. Jednak uparł się na własny biznes. Ile razy już słyszałam "Już niedługo się ułoży, tym razem na pewno", ale niestety dochodu jak nie ma tak nie ma. I ja nie mówię w tym momencie o jakichś 'kokosach', tylko funduszu na życie codzienne. Cóż, prowadząc takie na wpół sielankowe życie od tak długiego czasu pozaciągał się w długi.
Inna sprawa- kiedyś poznaliśmy pewną osobę, zaznajomiliśmy się i w pewnym momencie ta osoba potrzebowała pieniędzy- ja, naiwna, zgodziłam się pożyczyć (8tyś) i od ponad roku jeszcze nie została mi zwrócona całość. W czym sęk? Przy tym wszystkim był mój starszy, 'odpowiedzialny' chłopak, który nie potrafił mi doradzić, że pieniędzy się nie pożycza!
Co więcej, mój chłopak jest trochę jak sierota- dziadkowie go odrzucili po tym ile pieniędzy kosztowało ich utrzymanie wnuczka, matka zapieprza w jakiś robotach w Holandii, a ojciec w sumie mieszka niedaleko, ale za bardzo się nie interesuje synem. Generalnie to nie ma na kim polegać i jedyne co ma to długi. I mnie. Najgorsze, że myśli o mnie już jak o przyszłej żonie.
Ja wiem, że potrzebuję stabilnego mężczyzny, który byłby dla mnie 'motorem' i, przede wszystkim, potrafiłby realistycznie spojrzeć na życie. Kiedy mój chłopak jest tak naiwny, wierzy dosłownie we wszystko. Nie ma w sobie, jakby to nazwać, 'wiedzy życiowej'. Jest rozrzutny jak już ma trochę pieniędzy, jest strasznie leniwy i jest 'syfiarzem'. A moja najbliższa rodzina od incydentu z pożyczką nie bardzo za nim przepada.
Ale jakby nie było, to właściwie tylko w nim znajduję oparcie. Z nikim nie mogę porozmawiać tak jak z moim partnerem, wiem, że to jest bardzo dobry człowiek i gdyby tylko zaczął normalna pracę i jakieś studia zaoczne, stałby się dla mnie równym kompanem. Ale sęk w tym, że z tego co widzę to nie mam na ten aspekt żadnego wpływu.
Nie wiem co zrobić. Zakończyć to? Wiem, że to byłoby horrendalnie ciężkie, bo na wsparcie ze swojej rodziny nie mam co liczyć. Ale jak długo mogę żyć w marzeniach mojego chłopaka?