Witam,
Samo założenie tutaj konta to już dla mnie coś niewiarygodnego. To co napisze pewnie gościło na łamach forum nie raz ale w mojej historii małżeńskiej nie będzie alkoholu, zdrad, bójek i awantur, stąd problem dla mnie jeszcze bardziej niezrozumiały.
Żona powiedziała mi że chce spróbować pomieszkać (po 12 latach małżeństwa) sama z dzieckiem (4 letni chłopiec), że nie ma nikogo tylko uważa że ją ograniczam, że się dusi, że jest na lekach - że za bardzo koncentruje się na niej zamiast pozwolić jej żyć, pracować, realizować pasje zawodowe - lubi swoją pracę, czuje się kimś pracując.
A ja chce tylko żeby od czasu do czasu zrobiła jakiś obiad, pobyła na weekend w domu, powiedziała głupie: zrobić ci herbaty? albo obejrzymy jakiś film? - chce taki "normalny" dom. Ona dużo pracuje, lubi to i czuje że ją ograniczam. Pieniędzy nam nie brakuje, twierdzi że nikogo nie ma.
Nie ma u nas alkoholu, awantur, kłótni itp. Mam wolny zawód także sprzątam, zaworze dziecko do przedszkola, robię zakupy - natomiast żona chce abym dał jej więcej powietrza, abym gdzieś poszedł na piwo, z kimś się spotkał - mówi że się cieszy gdy mnie nie ma w domu.
Dziwne nie? Chyba nietypowa sytuacja - niby wszystko OK, a jednak nie...
Ja nie umiałbym żyć bez żony i syna, nie poradziłbym sobie, syna nie pozwolę skrzywdzić i chce aby miał normalny dom - mamę, tatę, wspólne wakacje, wspólne spacery.
Chyba żonę ta normalność wykańcza. Napiszcie coś kobiety - mój prosty chłopski rozum tego nie ogarnia. Ja ze związku nie zrezygnuje, nawet stwierdziłem że ja nigdzie nie odejdę, że chce z nimi żyć. Sama myśl że syn mógłby obudzić się rano i spytać "mamo gdzie tata?" rozsadza mnie od wewnątrz.
Podobne tematy
(...)
Ja nie umiałbym żyć bez żony i syna, nie poradziłbym sobie, (...)
Uwieszanie się na drugiej osobie, czynienie jej całym światem nie jest normalne. Nic dziwnego, że żona się dusi.
Kotka też można zagłaskać na śmierć.
skoro czytałeś podobne wątki to powinieneś mieć świadomość, że słowo 'sama' jest nader wątpliwe.
ryan... napiszę Ci jako facet jak to wygląda
po pierwsze na 99% kogoś ma... albo ktoś jest na horyzoncie
po drugie... najprawdopodobniej się odkochała
wiem że to co napisałem brzmi brutalnie, ale moje doświadczenie podpowiada mi taki scenariusz, oby się nie sprawdził w Twoim przypadku
Oczywiście,że ktoś jest na horyzoncie. Nie daj sobie wmówić, że jakaś matka 4 latka marzy o samotnym macierzyństwie z tatusiem z doskoku. Dusi się znaczy, że ma Cię dość i chciałaby się móc spotykać z kim chce i kiedy chce, bez konieczności tłumaczenia się.
Jeśli dobrze zarabia, to nie wiem czy jest coś co na dłuższą metę może powstrzymać ją przed odejściem.
Wcale jej się nie dziwię. Ja bym się w takim związku udusiła.
Witam,
Samo założenie tutaj konta to już dla mnie coś niewiarygodnego. To co napisze pewnie gościło na łamach forum nie raz ale w mojej historii małżeńskiej nie będzie alkoholu, zdrad, bójek i awantur, stąd problem dla mnie jeszcze bardziej niezrozumiały.
Żona powiedziała mi że chce spróbować pomieszkać (po 12 latach małżeństwa) sama z dzieckiem (4 letni chłopiec), że nie ma nikogo tylko uważa że ją ograniczam, że się dusi, że jest na lekach - że za bardzo koncentruje się na niej zamiast pozwolić jej żyć, pracować, realizować pasje zawodowe - lubi swoją pracę, czuje się kimś pracując.
A ja chce tylko żeby od czasu do czasu zrobiła jakiś obiad, pobyła na weekend w domu, powiedziała głupie: zrobić ci herbaty? albo obejrzymy jakiś film? - chce taki "normalny" dom. Ona dużo pracuje, lubi to i czuje że ją ograniczam. Pieniędzy nam nie brakuje, twierdzi że nikogo nie ma.
Nie ma u nas alkoholu, awantur, kłótni itp. Mam wolny zawód także sprzątam, zaworze dziecko do przedszkola, robię zakupy - natomiast żona chce abym dał jej więcej powietrza, abym gdzieś poszedł na piwo, z kimś się spotkał - mówi że się cieszy gdy mnie nie ma w domu.
Dziwne nie? Chyba nietypowa sytuacja - niby wszystko OK, a jednak nie...
Ja nie umiałbym żyć bez żony i syna, nie poradziłbym sobie, syna nie pozwolę skrzywdzić i chce aby miał normalny dom - mamę, tatę, wspólne wakacje, wspólne spacery.
Chyba żonę ta normalność wykańcza. Napiszcie coś kobiety - mój prosty chłopski rozum tego nie ogarnia. Ja ze związku nie zrezygnuje, nawet stwierdziłem że ja nigdzie nie odejdę, że chce z nimi żyć. Sama myśl że syn mógłby obudzić się rano i spytać "mamo gdzie tata?" rozsadza mnie od wewnątrz.
Rayn...
Może dlatego, że nigdy tak nie miałam, chciałabym właśnie tak... Obejrzeć wspólnie film na koniec dnia w ramionach mojego mężczyzny... Pójść na spacer. Gotować wspólnie obiady. Troszczyć sie o roślinki na skalniaku. Naprawiać razem gniazdka elektryczne... Takie - samo życie.
Nie będę stawiać diagnozy. Kobiety maja różne priorytety. Niemniej jednak przyłączam się do opinii innych, że ktoś jest - na horyzoncie.
Choć z drugiej strony jestem za tym, by nie trwaćw związku, w którym juz nawet ognisko sie nie żarzy. Bo to nieuczciwe dla obojga. Dawanie złudnej nadziei.
Tak, ktoś, kto tego nie ma może tego pragnać.
Ale jak się ma coś takiego przez 12 lat to można mieć dość.
Klatka zbudowana z miłości to jednak wciąż klatka...
Do tego niechybnie prowadzi podejście, że wszystko trzeba robić razem i cały wolny czas spędzać razem. A są na tym forum osoby, które z uporem maniaka twierdzą, że tak powinno być, a potem właśnie pojawiają się takie tematy. Ja bym nie potrafił żyć z osobą jak Ty. Ja uważam, że każdy powinien mieć jakieś swoje pasje, które może realizować samemu. Ciągłe przebywanie z osobą i robienie wszystkiego razem jest w gruncie rzeczy po pewnym czasie męczące i sam bym czuł się ograniczany. Niektórzy twierdzą, że kogoś ma. Ja twierdzę, że niekoniecznie. Czasami trzeba od siebie odpocząć nawet jak nie ma żadnych kłótni i awantur.
Też mi się nie wydaje, że ona kogoś ma. Raczej ma dosyć Ciebie, bo Ty chcesz wszystko razem, a ona już ma dość.
11 2014-12-22 13:12:34 Ostatnio edytowany przez Aleksandra81 (2014-12-22 13:13:06)
I mnie się zdaje, że twoja żona jest kimś potencjalnym zsinteresowana.
Ty jej przeszkadzasz.
Ale jak z tym drugim nie wyjdzie to wróci do ciebie, dlatego chce przerwy.
natomiast żona chce abym dał jej więcej powietrza, abym gdzieś poszedł na piwo, z kimś się spotkał - mówi że się cieszy gdy mnie nie ma w domu.
Dziwne nie? Chyba nietypowa sytuacja - niby wszystko OK, a jednak nie...
Ja nie umiałbym żyć bez żony i syna, nie poradziłbym sobie, syna nie pozwolę skrzywdzić i chce aby miał normalny dom - mamę, tatę, wspólne wakacje, wspólne spacery.
Chyba żonę ta normalność wykańcza. Napiszcie coś kobiety - mój prosty chłopski rozum tego nie ogarnia. Ja ze związku nie zrezygnuje, nawet stwierdziłem że ja nigdzie nie odejdę, że chce z nimi żyć. Sama myśl że syn mógłby obudzić się rano i spytać "mamo gdzie tata?" rozsadza mnie od wewnątrz.
Dziwne nie jest. Sama "wyrzucam" męża aby gdzieś wyszedł z kumplami na piwo ![]()
Lubię czasem pobyć samej. Mąż to wie i akceptuje. Czasem wyjeżdża zabierając dzieci.
Natomiast w sytuacji takiej jak Twoja, dziwne jest, że po prostu chce odejść, nie próbując ułożyć Waszych relacji (chyba, że próbowała?).
Przyczyny, moim zdaniem, mogą być dwie:
- próbowała przekonać Cię do innego trybu życia, ale bezskutecznie, lub
- jest ktoś trzeci.
daj jej odpocząć od siebie ...
dlaczego, tak się tego boisz ?
jest kryzys w waszym związku i tyle
nic na siłę, nie zdziałasz
ryan napisał/a:natomiast żona chce abym dał jej więcej powietrza, abym gdzieś poszedł na piwo, z kimś się spotkał - mówi że się cieszy gdy mnie nie ma w domu.
Dziwne nie? Chyba nietypowa sytuacja - niby wszystko OK, a jednak nie...
Ja nie umiałbym żyć bez żony i syna, nie poradziłbym sobie, syna nie pozwolę skrzywdzić i chce aby miał normalny dom - mamę, tatę, wspólne wakacje, wspólne spacery.
Chyba żonę ta normalność wykańcza. Napiszcie coś kobiety - mój prosty chłopski rozum tego nie ogarnia. Ja ze związku nie zrezygnuje, nawet stwierdziłem że ja nigdzie nie odejdę, że chce z nimi żyć. Sama myśl że syn mógłby obudzić się rano i spytać "mamo gdzie tata?" rozsadza mnie od wewnątrz.Dziwne nie jest. Sama "wyrzucam" męża aby gdzieś wyszedł z kumplami na piwo
Lubię czasem pobyć samej. Mąż to wie i akceptuje. Czasem wyjeżdża zabierając dzieci.
Natomiast w sytuacji takiej jak Twoja, dziwne jest, że po prostu chce odejść, nie próbując ułożyć Waszych relacji (chyba, że próbowała?).
Przyczyny, moim zdaniem, mogą być dwie:
- próbowała przekonać Cię do innego trybu życia, ale bezskutecznie, lub
- jest ktoś trzeci.
Z tego co kolega pisze to próbowała.
Z tego co kolega pisze to próbowała.
Autor pisze tylko, że zwracała mu uwagę. To nie to samo co próbowanie ułożenia wzajemnych relacji, tak aby pasowały obojgu.
tragikomedia, napisałem ten post i zamiast nadziei dostaje strzały między oczy - OK po co się okłamywać.
Był taki film...Czego pragną kobiety?...
Nie mam kogo to zapytam Was - jest sytuacja do uratowania przy diametralnie zmianie mojej postawy?
Kobiety a co z dzieckiem? Czy kobieta myśli o nim przy podjęciu takiej decyzji. Czy to dla was takie łatwe...
Nie mam kogo to zapytam Was - jest sytuacja do uratowania przy diametralnie zmianie mojej postawy?
Jeśli w grę nie wchodzi ktoś trzeci i żona nadal Cię kocha, to jest.
Ale to wymagałoby Twojej rzeczywistej zmiany, a nie tylko słownych deklaracji.
Ryan, a jak wygląda dotychczas wasze życie?
Mógłbyś pokrótce opisać jak wygląda wasz typowy dzień, tydzień, miesiąc, rok?
Jak często wychodzicie gdzieś osobno (poza pracą). Ile czasu podczas urlopu/wakacji spędzacie osobno?
Jak często spotykacie się osobno ze swoimi znajomymi? Jak często czujesz potrzebę żeby pobyć sam ze sobą, bez żony i syna? Kiedy ostatnio miałeś taki "urlop od rodziny"? Jak dawno zdarzyło się to żonie?
ryan, też jestem bardzo podejrzliwa ale szczerze to tym razem również uważam że raczej tu NIE chodzi o kogoś trzeciego, żona jest bardziej karierowiczką niż domowniczką i a Ty z tego co piszesz cenisz wspólne zwyczajne codzienne życie. Ona faktycznie może się dusić, nudzić siedzeniem w domu i zwyczajnością dnia codziennego.
Mój mąż jest typowym domownikiem, ciepło domowego ogniska, zgoda między nami i nic więcej mu do szczęścia nie potrzeba, ja natomiast lubię odskocznie i gdy ta sielanka domowa trwa dłużej też dopada mnie nuda i poczucie krzywdy,że jesteśmy zamknięci w domu z dziećmi i nic nie robimy dla siebie, na imprezy chodzimy rzadko bo mojemu się nigdy nie chce, a ja kocham tańczyć i tu też mnie moje życie bardzo irytuje, ponieważ mąż nie życzy sobie bym szła sama ale niestety idziemy tylko wtedy jak jemu się łaskawie zachce. Też czasem wolałabym żeby wyszedł sam i samą mnie gdzieś na przykład puścił, dlatego mając inne podejście do życia Twoja żona pewnie czuje się osaczona i ograniczana, przykro mi że aż tak bardzo że chce zamieszkać sama.
poly28 - trafiłaś w sedno, jest prawie tak jak napisałaś, rzeczywiście jest karierowiczką, lubi to, nakręcają ją sukcesy. Żona chce spróbować być sama. Co mam robić, czy coś mam robić, chce walczyć, mogę walczyć. Jeśli będzie chciała samej być na wakacjach z dzieckiem OK...spotykać się z koleżankami OK...tylko boję się że co bym nie zrobił będzie źle. Chciałbym przeniknąć w twój umysł żeby zrozumieć co robić... Nie chce usłyszeć od żony że już za późno
Jeśli prawdą są słowa Twej żony (a nie masz żadnych podstaw, by w nie wątpić), to jej decyzja jest aktem desperacji. Albo zmienisz swoje myślenie o związku i relacjach w nim panujących, albo ona w trosce o swoje życie z tego związku zrezygnuje. Przecież jej dotychczasowe prośby o to, byś pozwolił jej oddychać, spełzały na niczym.
Czy myśli o waszym dziecku? Według Ciebie, lepszym dla dziecka jest życie w toksycznej rodzinie?
...nie było wcześniej jej próśb (może coś źle napisałem we wcześniejszym poście) - był wybuch. Mogę wyjechać do rodziny na kilka dni, ale boję się że powie nie wracaj. W mieszkaniu mam wszystko, rzeczy które są częścią mnie (nie chodzi mi o kasę czy o to co jest czyje). Kurde ale święta
mówi że się cieszy gdy mnie nie ma w domu.
Dziwne nie?
Erm... wcale nie dziwne. Zona ma po prostu dość Ciebie i Twojej obsesji na jej punkcie.
"Kotka też można zagłaskać na śmierć."
A może autorze jestes mezem koteczki z forum?
Widzisz, moje zdanie jest takie ze w związku, istota związku jest to ze się problemy rozwiazuje razem. Kazda separacja jest dla związku zabójstwem. Moim zdaniem Twoja zona chce się z Toba rozstać ale chce to zrobić metoda ewolucyjna a nie rewolucyjna. Innego wytłumaczenia nie ma choćby dlatego, ze z doświadczenia wiem, ze ludzie raczej sa typowi niż nietypowi. Dlatego ja bym się na cos takiego nie zgodzil w zadnym wypadku. Zgoda oznacza zgode na rozpad malzenstwa. W takim wypadku bez orzeczenia o winie Twojej zony co dla niej widocznie jest korzystne.
No tak standardowo, tak to jest jak człowiek nie mówi od razu co go drażni i wkurza, frustracja powoli narasta a potem wielkie bum. Wiem bo sama jestem takim człowiekiem.
ryan ciężko tu powiedzieć konkretnie jak masz walczyć i co robić bo nie zna się dokładnie odczuć Twojej żony. Na pewno się nie poddawaj i spróbuj jej dać trochę więcej tlenu, skoro ma możliwość i chce niech pracuje postaraj się może pokazać jej,że jesteś z niej dumny i ją wspieraj dobrym słowem zamiast pokazywać jej swój żal i pretensje.
Ale święta osobno..? Co to to nie...
porozmawiaj z nią choć pewnie już to robiłeś, ale konkretnie poproś by powiedziała czego od Ciebie oczekuje prócz wyjścia na piwko, co chciałaby jeszcze zmienić co mógłbyś zrobić żeby było lepiej. Jakiej wolności potrzebuje???
Może faktycznie drażni ją Twoja częsta obecność w domu, może spróbuj znaleźć sobie dodatkowe zajęcie,idź na to piwko raz na jakiś czas choćby sam,odstresować się, pomyśleć, albo na basen.
Powiem Ci szczerze że mam tu mieszane uczucia, bo wiadomo,że powinieneś żyć tak żeby również być szczęśliwym a nie tylko uszczęśliwiać żonę swoim znikaniem z domu
Ale ja nie bardzo rozumiem dlaczego wmawiacie autorowi, że osacza swoją żonę.
Z tego co napisał nie można w żaden sposób tego wywnioskować. Jego wizja rodzinny jest zupełnie naturalna według mnie. Moje koleżanki mężatki po 9-10 godzinach w pracy nie marzą o niczym innym jak o tym by z mężem i dzieckiem wspólnie spędzić wieczór. Obejrzeć film czy poprzytulać się na kanapie. A weekendy spędzają, albo razem, albo wpadają do któryś teściów i spędzają czas wśród większej rodziny.
Jak obie osoby pracują zawodowo to czasu dla siebie na wzajem się ma tak mało, że o żadnym osaczaniu nie może być mowy.
No to chyba, że Ryan sprzeciwia się by jego żona poszła raz na jakiś czas z koleżankami na kawę, czy dzwoni co pięć minut jak zrobi dłuższy wypad na zakupy.
Mi ta historia raczej przypomina małżeństwo znajomego, którego żona też jest bardzo nastawiona na karierę, i pomimo małych dzieci wiecznie jej nie było w weekendy, bo się musiała szkolić nieustannie, albo musiała odpocząć na zakupach lub u kosmetyczki, aż w końcu się okazało, że może i faktycznie się szkoliła, ale pod wyłącznym okiem pana prezesa i w pozycji horyzontalnej.
Nie wmawiajcie facetowi, że to że z żoną chce zjeść obiad w sobotę i pójść na spacer z synkiem to jakieś osaczanie.
A to że sam ma małe potrzeby odrębnego towarzystwa, to jego sprawa. Ja w każdym razie jestem bardzo niezależna, ale według moich kryteriów żadnego osaczania tu nie ma. Za to są jakieś wymówki żony i zwalanie winy na niego. Jak kobieta ma dosyć męża to będzie się dusić z nim nawet spędzając z nim 30 minut dziennie. Szczególnie jak pojawi się na widoku jakaś ekscytująca alternatywa.
Ja w każdym razie nie spotkałam przypadku, żeby kobieta mająca małe dziecko rozwalała mu rodzinę z powodu "duszenia się" szczególnie, że widać,iż żona autora to typ kobiety, która robi co chce.
"Żona powiedziała mi że chce spróbować pomieszkać (po 12 latach małżeństwa) sama z dzieckiem (4 letni chłopiec), że nie ma nikogo tylko uważa że ją ograniczam, że się dusi, że jest na lekach - że za bardzo koncentruje się na niej zamiast pozwolić jej żyć, pracować, realizować pasje zawodowe - lubi swoją pracę, czuje się kimś pracując. "
Nikt nie wmawia tego autorowi, on sam napisał że tak uważa jego żona, tak się czuje ta kobieta.
A to że mają odmienne priorytety w życiu, wyraźnie widać i niekoniecznie żyją jak standardowe małżeństwa gdzie kobieta pędzi po pracy do domu na kanapę. Problemem jest tutaj myślę kompromis do którego powinno w takim wypadku dojść by obie strony nie czuły się ani zaniedbane ani osaczone.
Nic autorowi nie wmawiam.
To jego żona stwierdziła, a on to w swych postach napisał, że ją osacza. Ona wie co czuje, co myśli i czego jest jej potrzebne. To, że są osoby, które mają inny pogląd na życie rodzinne nie oznacza, że żona autora musi mieć też takie poglądy. De gustibus non disputandum est.
29 2014-12-22 15:55:45 Ostatnio edytowany przez Lexpar (2014-12-22 15:56:37)
Ale ja nie bardzo rozumiem dlaczego wmawiacie autorowi, że osacza swoją żonę.
Z tego co napisał nie można w żaden sposób tego wywnioskować. Jego wizja rodzinny jest zupełnie naturalna według mnie. Moje koleżanki mężatki po 9-10 godzinach w pracy nie marzą o niczym innym jak o tym by z mężem i dzieckiem wspólnie spędzić wieczór. Obejrzeć film czy poprzytulać się na kanapie. A weekendy spędzają, albo razem, albo wpadają do któryś teściów i spędzają czas wśród większej rodziny.
Jak obie osoby pracują zawodowo to czasu dla siebie na wzajem się ma tak mało, że o żadnym osaczaniu nie może być mowy.
No to chyba, że Ryan sprzeciwia się by jego żona poszła raz na jakiś czas z koleżankami na kawę, czy dzwoni co pięć minut jak zrobi dłuższy wypad na zakupy.
Mi ta historia raczej przypomina małżeństwo znajomego, którego żona też jest bardzo nastawiona na karierę, i pomimo małych dzieci wiecznie jej nie było w weekendy, bo się musiała szkolić nieustannie, albo musiała odpocząć na zakupach lub u kosmetyczki, aż w końcu się okazało, że może i faktycznie się szkoliła, ale pod wyłącznym okiem pana prezesa i w pozycji horyzontalnej.
Nie wmawiajcie facetowi, że to że z żoną chce zjeść obiad w sobotę i pójść na spacer z synkiem to jakieś osaczanie.
A to że sam ma małe potrzeby odrębnego towarzystwa, to jego sprawa. Ja w każdym razie jestem bardzo niezależna, ale według moich kryteriów żadnego osaczania tu nie ma. Za to są jakieś wymówki żony i zwalanie winy na niego. Jak kobieta ma dosyć męża to będzie się dusić z nim nawet spędzając z nim 30 minut dziennie. Szczególnie jak pojawi się na widoku jakaś ekscytująca alternatywa.
Ja w każdym razie nie spotkałam przypadku, żeby kobieta mająca małe dziecko rozwalała mu rodzinę z powodu "duszenia się" szczególnie, że widać,iż żona autora to typ kobiety, która robi co chce.
Szarlotkonagorąco podpisuję się pod Twoim postem obiema rękami.
Masz rację, że tu nie ma żadnego osaczenia.
Pani żonie po prostu mąż się znudził i pewnie pojawiła się jakaś ekscytująca alternatywa.
Pewnie niebawem pojawi się na forum nowy wątek " żona mnie zostawiła i odeszła do innego" czy tym podobnie.
Ale takie jest życie i nic na to nie poradzimy.
Ja w każdym razie nie spotkałam przypadku, żeby kobieta mająca małe dziecko rozwalała mu rodzinę z powodu "duszenia się" szczególnie, że widać,iż żona autora to typ kobiety, która robi co chce.
szarlotkanagoraco, co byś hipotetycznie (oby nie) oczekiwała od faceta. Załóżmy że nie ma nikogo żona. Tak chciałem mieć normalny związek a go rozwaliłem
Szarlotkanagorąco napisał/a:Ja w każdym razie nie spotkałam przypadku, żeby kobieta mająca małe dziecko rozwalała mu rodzinę z powodu "duszenia się" szczególnie, że widać,iż żona autora to typ kobiety, która robi co chce.
szarlotkanagoraco, co byś hipotetycznie (oby nie) oczekiwała od faceta. Załóżmy że nie ma nikogo żona. Tak chciałem mieć normalny związek a go rozwaliłem
A jak Autorze rozwala się normalny związek? Ustawiam się w szeregu wraz z Szarlotką...
Co znaczy od kogoś odpocząć? Albo w tę albo we wte. Czy jakoś tak. To słowa mojej babuni...
32 2014-12-22 16:19:03 Ostatnio edytowany przez Szarlotkanagorąco (2014-12-22 16:20:23)
Szarlotkanagorąco napisał/a:Ja w każdym razie nie spotkałam przypadku, żeby kobieta mająca małe dziecko rozwalała mu rodzinę z powodu "duszenia się" szczególnie, że widać,iż żona autora to typ kobiety, która robi co chce.
szarlotkanagoraco, co byś hipotetycznie (oby nie) oczekiwała od faceta. Załóżmy że nie ma nikogo żona. Tak chciałem mieć normalny związek a go rozwaliłem
Kilkunastoletniego związku nie da się rozwalić w kilka dni, czy nawet tygodni.
Jeśli nie przyjmujesz opcji, że żona kogoś ma i nie chcesz drążyć tego tematu(może i słusznie, bo jak coś jest na rzeczy, to i tak to się wkrótce okaże) to po świętach usiądź z żoną i porozmawiaj czego, konkretnie ona oczekuje od Ciebie. Jakie sytuacje, czy zachowania ją złoszczą. Niech Ci powie o konkretach i powiedz,że jesteś skłonny wprowadzić jakieś zmiany między wami.
Jeśli żona będzie z Tobą szczera i naprawdę nikogo nie ma, to Ci poda jakieś konkrety, a przede wszystkim będzie chciała rozmawiać. Chęć rozmowy oznacza chęć rozwiązania realnego problemu.
A jeśli żona nie będzie chciała rozmawiać i będzie się złościć, że drążysz temat,to prawdopodobne,że się z kimś umówiła,że znikniesz z pola widzenia po Świętach.
33 2014-12-22 16:21:59 Ostatnio edytowany przez Lexpar (2014-12-22 16:25:06)
Ryan pytanie nie do mnie, ale ja Ci powiem czego oczekuję od swojej kobiety.
Oczekuje miłosci, oddania, zaufania, szacunku i wsparcia w trudnych chwilach.
To tak po krótce bo to trudno zdefiniować.
Ale Twoja małżonka chyba zaczyna się nudzić w związku i potrzebuje wrażeń.
Może motylki jej w brzuchu zdechły 
Wiesz, ja jestem 38 lat po ślubie i moja żona się mną nie znudziła ani ona mnie.
Też mi czasami mówi, że ja duszę, że czuje się osaczona.
Tylko ona nigdy mi nie powiedziała, że chce pomieszkać sama.
Nie po to człowiek łączy się w pary aby być sam.
Dlatego, jeżeli ona chce być sama to wyślij jana bezludną wyspę 
34 2014-12-22 16:23:03 Ostatnio edytowany przez Lexpar (2014-12-22 16:24:29)
Może musicie porozmawiać.
Ryan, a dlaczego nie odpowiedziales na zadne z zadanych przeze mnie pytan? Sporo zalezy od tego jak to wygladalo w praktyce. Bo od tego tez zalezy ile mozesz zmienic.
Ryan, a jak wygląda dotychczas wasze życie?
Mógłbyś pokrótce opisać jak wygląda wasz typowy dzień, tydzień, miesiąc, rok?Jak często wychodzicie gdzieś osobno (poza pracą). Ile czasu podczas urlopu/wakacji spędzacie osobno?
Jak często spotykacie się osobno ze swoimi znajomymi? Jak często czujesz potrzebę żeby pobyć sam ze sobą, bez żony i syna? Kiedy ostatnio miałeś taki "urlop od rodziny"? Jak dawno zdarzyło się to żonie?
Ale ja nie bardzo rozumiem dlaczego wmawiacie autorowi, że osacza swoją żonę.
Ja nie wmawiam, chociaż jego stwierdzenie, że nie umie żyć bez żony, ona uważa, że powinien czasem gdzieś wyjść bez niej (czyli nigdzie sam nie chodzi), takie wrażenie sprawia.
Jednak bez odpowiedzi Autora na pytania Iceni, to jest tylko gdybanie.
ryan, wg mnie nie powinieneś radykalnie się podporzadkowywac żonie i się zmienic o 180 stopni i czekać aż ona łaskawie cię zechce. Musicie porozmawiać na spokojnie i dojść do kompromisu - powiedz, że się nie zgadzasz żeby się wyprowadziła z synem to w końcu wasze wspólne dziecko, ona niech powie czego od ciebie oczekuje i obiecajcie sobie nawzajem, że postaracie się uszanować zdanie drugiego tzn. daj jej czasem oddech, swobode, niech zatęskni, ale nie wyjeżdżaj na siłe - zajmij się po prostu bardziej sobą i dzieckiem:)
38 2014-12-22 20:06:56 Ostatnio edytowany przez Ludmiłaa (2014-12-22 20:11:05)
Witam,
Samo założenie tutaj konta to już dla mnie coś niewiarygodnego. To co napisze pewnie gościło na łamach forum nie raz ale w mojej historii małżeńskiej nie będzie alkoholu, zdrad, bójek i awantur, stąd problem dla mnie jeszcze bardziej niezrozumiały.
Żona powiedziała mi że chce spróbować pomieszkać (po 12 latach małżeństwa) sama z dzieckiem (4 letni chłopiec), że nie ma nikogo tylko uważa że ją ograniczam, że się dusi, że jest na lekach - że za bardzo koncentruje się na niej zamiast pozwolić jej żyć, pracować, realizować pasje zawodowe - lubi swoją pracę, czuje się kimś pracując.
A ja chce tylko żeby od czasu do czasu zrobiła jakiś obiad, pobyła na weekend w domu, powiedziała głupie: zrobić ci herbaty? albo obejrzymy jakiś film? - chce taki "normalny" dom. Ona dużo pracuje, lubi to i czuje że ją ograniczam. Pieniędzy nam nie brakuje, twierdzi że nikogo nie ma.
Nie ma u nas alkoholu, awantur, kłótni itp. Mam wolny zawód także sprzątam, zaworze dziecko do przedszkola, robię zakupy - natomiast żona chce abym dał jej więcej powietrza, abym gdzieś poszedł na piwo, z kimś się spotkał - mówi że się cieszy gdy mnie nie ma w domu.
Dziwne nie? Chyba nietypowa sytuacja - niby wszystko OK, a jednak nie...
Ja nie umiałbym żyć bez żony i syna, nie poradziłbym sobie, syna nie pozwolę skrzywdzić i chce aby miał normalny dom - mamę, tatę, wspólne wakacje, wspólne spacery.
Chyba żonę ta normalność wykańcza. Napiszcie coś kobiety - mój prosty chłopski rozum tego nie ogarnia. Ja ze związku nie zrezygnuje, nawet stwierdziłem że ja nigdzie nie odejdę, że chce z nimi żyć. Sama myśl że syn mógłby obudzić się rano i spytać "mamo gdzie tata?" rozsadza mnie od wewnątrz.
No rozumiem w pełni twoją żonę. Człowieku daj jej trochę spokoju. Idź z kolegami na piwo, wybierz na weekend na ryby, a nie taki dziadziu piernik z Ciebie,
A ja chce tylko żeby od czasu do czasu zrobiła jakiś obiad, pobyła na weekend w domu- no co jeszcze może ma Ci po piwo skoczyć? Człowieku chciałbyś zrobić z kobiety kurę domową ale nie ma głupich, widać jakaś ogarnięta kobieta. Powinieneś być dumny że masz taką ambitną żonę. A nie jakieś marudzenie.
Wiesz takie rodzinna sielanka, obiadki, spacerki, jest dobra ale na krótko, bo na dłuższą metę do nudne i męczące. Nie masz prawa nic od żony wymagać ani żądać. Możesz jedyne zasygnalizować że miałbyś ochotę razem obejrzeć film wyjść do kina. Ale gotowanie? kochany co to? knajpa, że idziesz i zamawiasz? Może żona nie lubi gotować? To co ma się zmuszać bo ty byś chciał?
Ja mam faceta ale mieszkamy osobno, a raczej pomieszkuje my razem, ale od czasu do czasu ten dystans, gdzie każdy idzie do siebie to jest to!!! I wcale nie chodzi o zdradę, Tylko o to, żeby nie czuć się stłamszonym. Czasem taka przerwa od siebie dobrze robi.
A może kup żonie jakiś wyjazd tylko ona sama, jakieś spa, a ty zaopiekujesz się synem ona sobie odpocznie. A może jak macie pieniądze pomyśl, o drugim mieszkaniu, to tylko odświeży Wasz związek, Wasze relacje.
Poza tym uważam ze powinieneś zacząć żyć trochę swoim życiem, jacyś koledzy, hobby, basen, coś dla siebie, nie tylko żona żona żona.
Albo np. wyjedz z synem na ferie nie wiem w góry, a żona niech pobędzie sama. Czasem samotność każdemu się przydaje.
Widać gołym okiem, że powinniście od siebie odpocząć zatęsknić, wtedy dopiero nabrać dystansu i spokojnie porozmawiać
Witam,
Samo założenie tutaj konta to już dla mnie coś niewiarygodnego. To co napisze pewnie gościło na łamach forum nie raz ale w mojej historii małżeńskiej nie będzie alkoholu, zdrad, bójek i awantur, stąd problem dla mnie jeszcze bardziej niezrozumiały.
Żona powiedziała mi że chce spróbować pomieszkać (po 12 latach małżeństwa) sama z dzieckiem (4 letni chłopiec), że nie ma nikogo tylko uważa że ją ograniczam, że się dusi, że jest na lekach - że za bardzo koncentruje się na niej zamiast pozwolić jej żyć, pracować, realizować pasje zawodowe - lubi swoją pracę, czuje się kimś pracując.
A ja chce tylko żeby od czasu do czasu zrobiła jakiś obiad, pobyła na weekend w domu, powiedziała głupie: zrobić ci herbaty? albo obejrzymy jakiś film? - chce taki "normalny" dom. Ona dużo pracuje, lubi to i czuje że ją ograniczam. Pieniędzy nam nie brakuje, twierdzi że nikogo nie ma.
Nie ma u nas alkoholu, awantur, kłótni itp. Mam wolny zawód także sprzątam, zaworze dziecko do przedszkola, robię zakupy - natomiast żona chce abym dał jej więcej powietrza, abym gdzieś poszedł na piwo, z kimś się spotkał - mówi że się cieszy gdy mnie nie ma w domu.
Dziwne nie? Chyba nietypowa sytuacja - niby wszystko OK, a jednak nie...
Ja nie umiałbym żyć bez żony i syna, nie poradziłbym sobie, syna nie pozwolę skrzywdzić i chce aby miał normalny dom - mamę, tatę, wspólne wakacje, wspólne spacery.
Chyba żonę ta normalność wykańcza. Napiszcie coś kobiety - mój prosty chłopski rozum tego nie ogarnia. Ja ze związku nie zrezygnuje, nawet stwierdziłem że ja nigdzie nie odejdę, że chce z nimi żyć. Sama myśl że syn mógłby obudzić się rano i spytać "mamo gdzie tata?" rozsadza mnie od wewnątrz.
Napisz coś o relacjach seksualnych - czy zmieniło się to w ostatnich miesącach, tygodniach latach? Czy odrzuciła cię w tym zakresie, stała się np. bierna a przedtem była aktywna?
Zrób rachunek sumienia, i napisz jakie formy ograniczania stosowałeś (zniechęcałeś do kariery, nie zgadzałeś się zainwestować w kursy studia, prosiłeś o ograniczanie kontaktów zawodowych, towarzyskich), sprawdzałeś komórki, komputer, konta?
Dziwne jest tu parę rzeczy.
W szczególności, to że taki horror proponuje Ci przed Świętami. Przecież dom i relacje rodzinne to powinno być jej "oczko w głowie". Gdyby więc zamierzała kontynuować małżeństwo, a jedynie zmienić coś w związku wybrałaby wariant "Od nowego roku" - dobry moment aby wyjść z czymś nowym. Tu zaś, wywraca wszystko do góry nogami przed swiętem najbardziej chyba ważnym z punktu widzenia życia rodzinnego.
Reasumując, albo nadajecie na zupełnie innych falach i nie ma między wami bliskości (i nigdy nie było) i w związku z tym podajesz dane mocno zniekształcone albo...
Albo pod żadnym pozorem nie opuszczaj domu - może być to użyte w sprawie rozwodowej jako dowód "porzucenia rodziny"...
... a w kolejce już czeka kolega z pracy.
Znajdź choćby główny wątek użytkowniczki "kroteczka".
A może już wiesz? Coś nie piszesz?
40 2014-12-22 20:50:16 Ostatnio edytowany przez kosmiczny nick (2014-12-22 20:51:15)
...W szczególności, to że taki horror proponuje Ci przed Świętami. Przecież dom i relacje rodzinne to powinno być jej "oczko w głowie". Gdyby więc zamierzała kontynuować małżeństwo, a jedynie zmienić coś w związku wybrałaby wariant "Od nowego roku" - dobry moment aby wyjść z czymś nowym. Tu zaś, wywraca wszystko do góry nogami przed swiętem najbardziej chyba ważnym z punktu widzenia życia rodzinnego.
Ale to chyba często spotykane... Ja sam juz dwa razy w życiu spotkałem sie z takim "zagraniem" tuż przed
Ostanio przed poprzednimi, Wielkanocnymi.
...pod żadnym pozorem nie opuszczaj domu - może być to użyte w sprawie rozwodowej jako dowód "porzucenia rodziny"...
Dokładnie...
Na mojego czuja, w poblizu czai sie ktoś jeszcze... Przykro mi. Słowa o "ograniczaniu", o "klatce" itp. aż nazbyt dobrze znam w formie zarzutów w moja stronę... Wręcz mi sie chce już od tego rzy... ![]()
To prawda iście ekskrementalna, ze Autor tak tą kobietę ograniczał, tak gnębił i więził, ze musiała się posunąć do czegos takiego...
Nie chcę Cię martwić Autorze, ale jestem ...czarnowidzem. Więc wiesz, czego sie spodziewać...
A ja chce tylko żeby od czasu do czasu zrobiła jakiś obiad, pobyła na weekend w domu, powiedziała głupie: zrobić ci herbaty? albo obejrzymy jakiś film? - chce taki "normalny" dom.
A tak na moją ciekawość, kiedyś coś takiego w ogóle miało miejsce w Twoim małżeństwie (12 letnim)? Czy to jest Wasz pogląd na temat, jak powinna zachowywać się żona względem męża, czy tylko Twój?
Czy jest kochanek (jak inni przypuszczają) nie wiem, ale nie można tego wykluczyć. Może Ona chciała innego "normalnego" domu, a na horyzoncie pokazał się ktoś, kto przynajmniej jako trzeci daje Jej więcej swobody, niż Ty? Dlatego dobrze, abyś odpowiedział na wcześniejsze pytania od Iceni (jak wygląda Wasze życie intymne).
Jesteś na 100% pewny, że Ona nie dawała Ci żadnych sygnałów, że Twoje zachowanie zaczyna ją denerwować. Oczywiście zaznaczam, że sygnał nie musi występować w postaci słów, ale również zachowań lub samego stosunku do Ciebie np. czy cieszyła się z Twojego widoku.
dosyć duża była dyskusja o tym jak ograniczasz żonę,
przeczytałam dokładnie co napisałeś i znalazłam sposób w jaki ją ograniczasz !!! :
... nie ma nikogo tylko uważa że ją ograniczam, że się dusi, że jest na lekach - że za bardzo koncentruje się na niej zamiast pozwolić jej żyć, pracować, realizować pasje zawodowe - lubi swoją pracę, czuje się kimś pracując.
A ja chce tylko żeby od czasu do czasu zrobiła jakiś obiad, pobyła na weekend w domu, powiedziała głupie: zrobić ci herbaty? albo obejrzymy jakiś film? - chce taki "normalny" dom. Ona dużo pracuje, lubi to i czuje że ją ograniczam. ..... Mam wolny zawód także sprzątam, zaworze dziecko do przedszkola, robię zakupy - natomiast żona chce abym dał jej więcej powietrza, abym gdzieś poszedł na piwo, z kimś się spotkał - mówi że się cieszy gdy mnie nie ma w domu.
Prosty sposób na uratowanie małżeństwa :
- wychodź częściej z kumplami na piwo, a przy okazji zjedz z nimi obiad, w przerwie oglądnijcie film.
W łyk-endy to już obowiązkowo !
Herbaty sobie odpuść.
I sprawa załatwiona ![]()
No chyba, że jeszcze coś przeskrobałeś a zataiłeś to przed nami.
Jeżeli tak jest, a nawet wtedy jeżeli tak nie jest, to pozwól żonie decydować o sobie.
- o sobie, nie koniecznie o dziecku, a na pewno nie o Tobie.
Chce odejść, jej decyzja, ona zna powody.
Czy Ci je wyjawiła ?
Lepiej, zamiast zwracać uwagę na słowa, zwróć uwagę na jej zachowanie.
To, co możesz zaproponować to terapia małżeńska, próba nawiązania dialogu, zrozumienia.
Próba naprawy.
Odejście, życie oddzielnie nie rozwiąże problemów, raczej je wzmocni.
Co z synem ?
Z kim ma zostać, kto będzie go odwoził, przywoził, odrabiał z nim lekcje itd.
Skoro żona taka zapracowana, a Ty masz pracę w domu, to bez dwóch zdań lepiej żeby został z Tobą.
BTW,
jak tam telefon żony ?
czerwony od pisania sms, rozmowy "służbowe" łapią ją nawet w łazience ?
Realizowanie się zawodowo , wymaga od pewnego czasu wzmożonej dbałości o strój, wygląd ?
Czas pracy, pewnie trudny do określenia, a na popołudniowych spotkaniach trzeba wyłączać telefon ?
Witam..
Mi się wydaje, ze żona przestala Cię kochać, wypalilo się w niej to uczucie...
ryan napisał/a:Witam,
Samo założenie tutaj konta to już dla mnie coś niewiarygodnego. To co napisze pewnie gościło na łamach forum nie raz ale w mojej historii małżeńskiej nie będzie alkoholu, zdrad, bójek i awantur, stąd problem dla mnie jeszcze bardziej niezrozumiały.
Żona powiedziała mi że chce spróbować pomieszkać (po 12 latach małżeństwa) sama z dzieckiem (4 letni chłopiec), że nie ma nikogo tylko uważa że ją ograniczam, że się dusi, że jest na lekach - że za bardzo koncentruje się na niej zamiast pozwolić jej żyć, pracować, realizować pasje zawodowe - lubi swoją pracę, czuje się kimś pracując.
A ja chce tylko żeby od czasu do czasu zrobiła jakiś obiad, pobyła na weekend w domu, powiedziała głupie: zrobić ci herbaty? albo obejrzymy jakiś film? - chce taki "normalny" dom. Ona dużo pracuje, lubi to i czuje że ją ograniczam. Pieniędzy nam nie brakuje, twierdzi że nikogo nie ma.
Nie ma u nas alkoholu, awantur, kłótni itp. Mam wolny zawód także sprzątam, zaworze dziecko do przedszkola, robię zakupy - natomiast żona chce abym dał jej więcej powietrza, abym gdzieś poszedł na piwo, z kimś się spotkał - mówi że się cieszy gdy mnie nie ma w domu.
Dziwne nie? Chyba nietypowa sytuacja - niby wszystko OK, a jednak nie...
Ja nie umiałbym żyć bez żony i syna, nie poradziłbym sobie, syna nie pozwolę skrzywdzić i chce aby miał normalny dom - mamę, tatę, wspólne wakacje, wspólne spacery.
Chyba żonę ta normalność wykańcza. Napiszcie coś kobiety - mój prosty chłopski rozum tego nie ogarnia. Ja ze związku nie zrezygnuje, nawet stwierdziłem że ja nigdzie nie odejdę, że chce z nimi żyć. Sama myśl że syn mógłby obudzić się rano i spytać "mamo gdzie tata?" rozsadza mnie od wewnątrz.No rozumiem w pełni twoją żonę. Człowieku daj jej trochę spokoju. Idź z kolegami na piwo, wybierz na weekend na ryby, a nie taki dziadziu piernik z Ciebie,
A ja chce tylko żeby od czasu do czasu zrobiła jakiś obiad, pobyła na weekend w domu- no co jeszcze może ma Ci po piwo skoczyć? Człowieku chciałbyś zrobić z kobiety kurę domową ale nie ma głupich, widać jakaś ogarnięta kobieta. Powinieneś być dumny że masz taką ambitną żonę. A nie jakieś marudzenie.
Wiesz takie rodzinna sielanka, obiadki, spacerki, jest dobra ale na krótko, bo na dłuższą metę do nudne i męczące. Nie masz prawa nic od żony wymagać ani żądać. Możesz jedyne zasygnalizować że miałbyś ochotę razem obejrzeć film wyjść do kina. Ale gotowanie? kochany co to? knajpa, że idziesz i zamawiasz? Może żona nie lubi gotować? To co ma się zmuszać bo ty byś chciał?
Ja mam faceta ale mieszkamy osobno, a raczej pomieszkuje my razem, ale od czasu do czasu ten dystans, gdzie każdy idzie do siebie to jest to!!! I wcale nie chodzi o zdradę, Tylko o to, żeby nie czuć się stłamszonym. Czasem taka przerwa od siebie dobrze robi.
A może kup żonie jakiś wyjazd tylko ona sama, jakieś spa, a ty zaopiekujesz się synem ona sobie odpocznie. A może jak macie pieniądze pomyśl, o drugim mieszkaniu, to tylko odświeży Wasz związek, Wasze relacje.
Poza tym uważam ze powinieneś zacząć żyć trochę swoim życiem, jacyś koledzy, hobby, basen, coś dla siebie, nie tylko żona żona żona.
Albo np. wyjedz z synem na ferie nie wiem w góry, a żona niech pobędzie sama. Czasem samotność każdemu się przydaje.Widać gołym okiem, że powinniście od siebie odpocząć zatęsknić, wtedy dopiero nabrać dystansu i spokojnie porozmawiać
Piszesz cos takiego:
"bo ja żyję jak nastolatka, bez zobowiązań. Nie mam na głowie, męża, dzieci, nie mam obowiązków domowych, nie martwię się o finanse. Tylko czasem się nudzę, trochę i wtedy właśnie pisze z Wami na forum"
i wypowiadasz się na temat malzenstwa. Ja się zastanawiam jaki to ma sens? To tak jakby pieszy wypowiadal się na temat kierowania samochodem wyścigowym. Piszesz z nudow ale takimi poradami możesz komus zrobić krzywdę, czy niezle namieszać w czyims zyciu. Malzenstwo to nie wolny związek żeby sobie ludzie pomieszkiwali osobno. Szok ze wogole ktoś może pisać takie blagi ![]()
Ludmiłaa napisał/a:No rozumiem w pełni twoją żonę. Człowieku daj jej trochę spokoju...a nie taki dziadziu piernik z Ciebie...no co jeszcze może ma Ci po piwo skoczyć? Człowieku chciałbyś zrobić z kobiety kurę domową...Wiesz takie rodzinna sielanka, obiadki, spacerki, jest dobra ale na krótko, bo na dłuższą metę do nudne i męczące. Nie masz prawa nic od żony wymagać ani żądać...Ale gotowanie? kochany co to? knajpa, że idziesz i zamawiasz? Może żona nie lubi gotować? To co ma się zmuszać bo ty byś chciał?...Ja mam faceta ale mieszkamy osobno, a raczej pomieszkuje my razem, ale od czasu do czasu ten dystans, gdzie każdy idzie do siebie to jest to!!!...żeby nie czuć się stłamszonym. Czasem taka przerwa od siebie dobrze robi....coś dla siebie, nie tylko żona żona żona.
...powinniście od siebie odpocząć zatęsknić...Piszesz cos takiego:
"bo ja żyję jak nastolatka, bez zobowiązań. Nie mam na głowie, męża, dzieci, nie mam obowiązków domowych, nie martwię się o finanse. Tylko czasem się nudzę, trochę i wtedy właśnie pisze z Wami na forum"
i wypowiadasz się na temat malzenstwa. Ja się zastanawiam jaki to ma sens? To tak jakby pieszy wypowiadal się na temat kierowania samochodem wyścigowym. Piszesz z nudow ale takimi poradami możesz komus zrobić krzywdę, czy niezle namieszać w czyims zyciu. Malzenstwo to nie wolny związek żeby sobie ludzie pomieszkiwali osobno. Szok ze wogole ktoś może pisać takie blagi
Maniek, masz 100% rację. To częsta bolaczka na Forum: laik dający rady na temat, o którym nawet zielonego pojęcia nie ma. Tu też to mamy... Jak ktoś, kto chyba nie jest zdolny do bycia z kimś w związku (bo to, co Ludmiłaa opisała to jakiś erzac związku, jakis układ bez zobowiązań) ma mieć podstawy do udzielania porad w takiej dziedzinie? Mnie to aż rzuca...
Wypada tylko IGNOROWAĆ takie "mądrości" i liczyć, że Autor również potraktuje z należnym ...szacunkiem.
Mode "off topic" on
EXTRA_terrestrial napisał/a:...W szczególności, to że taki horror proponuje Ci przed Świętami. Przecież dom i relacje rodzinne to powinno być jej "oczko w głowie". Gdyby więc zamierzała kontynuować małżeństwo, a jedynie zmienić coś w związku wybrałaby wariant "Od nowego roku" - dobry moment aby wyjść z czymś nowym. Tu zaś, wywraca wszystko do góry nogami przed swiętem najbardziej chyba ważnym z punktu widzenia życia rodzinnego.
Ale to chyba często spotykane... Ja sam juz dwa razy w życiu spotkałem sie z takim "zagraniem" tuż przed
Ostanio przed poprzednimi, Wielkanocnymi.
Ops, przegapiłem. Tu pewnie chodzi o stress przygotowań. Kiedyś zauważyliśmy, że przygotowania świąteczne są "sytuacją ekstremalną" ;-) a ludzie w sytuacjach ekstremalnych stają się nerwowi, co doprowadzić może do spięć, które rzutują na atmosferę świąt. Ustaliliśmy więc "moratorium" - na kilka dni przed świętami nie wolno się kłócić (nawet mimo przekonania o świętej racji i fundametalności ujawnionego problemu). Teraz to włącza się właściwie automatycznie - motywacja jest obustronna, bo obie strony z tego korzystają. Choć rozwiązanie trochę "na siłę" zadziwiająco dobrze działa w praktyce. Większość spraw odłożonych "do pokłócenia się" na potem i tak się jakoś zapomina...
Mode "off topic" off
47 2014-12-29 19:46:07 Ostatnio edytowany przez kosmiczny nick (2014-12-29 20:03:37)
Mode "off topic" on (nr2)
...Tu pewnie chodzi o stress przygotowań. Kiedyś zauważyliśmy, że przygotowania świąteczne są "sytuacją ekstremalną" ;-) a ludzie w sytuacjach ekstremalnych stają się nerwowi, co doprowadzić może do spięć, które rzutują na atmosferę świąt. Ustaliliśmy więc "moratorium" - na kilka dni przed świętami nie wolno się kłócić (nawet mimo przekonania o świętej racji i fundametalności ujawnionego problemu). Teraz to włącza się właściwie automatycznie - motywacja jest obustronna, bo obie strony z tego korzystają. Choć rozwiązanie trochę "na siłę" zadziwiająco dobrze działa w praktyce. Większość spraw odłożonych "do pokłócenia się" na potem i tak się jakoś zapomina...
Nie zawsze to tak działa... Wszystko zalezne jest od ...rangi owych "spięć". I długotrwałości stanu zwiększającego sie napiecia. Przyjęcie rozejmu na okres przed/w trakcie jest tylko chwilowym zawieszeniem broni, podczas którego często obie strony zbierają (w ukryciu) cały dostępny arsenał i przygotowuje najcięższe armaty do niechybnej potyczki. Jesli już tu terminologii militarnej używać ![]()
A i tak wszystko zalezne jest od tego, co staje sie przedmiotem konfliktu: niechęć np. do odwiedzin teściów, czy też całokształt istniejącego związku. O ile pierwsze - drogą subtelnych negocjacji i dyplomatycznych zabiegów (ewentualnie wojny podjazdowej i dywersji) - jest do rozwiązania na drodze w miarę pokojowej, o tyle drugie wymaga - bez wzgledu na okoliczności i czas - albo sromotnej rejterady z pola walki albo brutalnej bitwy ...do ostatniego wychatranego flaka u przeciwnika...
![]()
I najgorsze w tym jest to, ze takie emocje zazwyczaj najbardziej bolą własnie w taki przedświąteczny czas, bo wtedy najłatwiej "dokopać"...
" rzeczywiście jest karierowiczką, lubi to, nakręcają ją sukcesy. Żona chce spróbować być sama. Co mam robić, czy coś mam robić, chce walczyć, mogę walczyć. Jeśli będzie chciała samej być na wakacjach z dzieckiem OK...spotykać się z koleżankami OK...tylko boję się że co bym nie zrobił będzie źle. Chciałbym przeniknąć w twój umysł żeby zrozumieć co robić... Nie chce usłyszeć od żony że już za późno"
Moim zdaniem Twoja zona ma kochanka, kolege z pracy.
Witam, nie moglem pisac. Dziekuje kosmiczny nick za madre slowa, aczkolwiek przeraza mnie to ze kazdy prawie pisze ze zona kogos ma i kazdy prawie sie nademna pastwi, tak jakby to byla wina tylko jednej strony. Jestem teraz u swojej rodziny a zona sie zastanawia....nie rozumiem tego, czy to jest normalne u kobiety? Nie moze mi powiedziec - wynocha. Zaprasza mnie zebym do dziecka przyjechal, jest wtedy mila normala. Nie rozumiem psychiki kobiet, dlaczego nie mowi albo w lewo albo w prawo. Chodzi i to ze to ja mam cierpiec? Udalo sie jej. Czy kobieta zastanawia sie w takich chwilach nad przyszloscia? Czy taki "odpoczynek" od drugiej osoby jest normalny?
Witam, nie moglem pisac. Dziekuje kosmiczny nick za madre slowa, aczkolwiek przeraza mnie to ze kazdy prawie pisze ze zona kogos ma i kazdy prawie sie nademna pastwi, tak jakby to byla wina tylko jednej strony. Jestem teraz u swojej rodziny a zona sie zastanawia....nie rozumiem tego, czy to jest normalne u kobiety? Nie moze mi powiedziec - wynocha. Zaprasza mnie zebym do dziecka przyjechal, jest wtedy mila normala. Nie rozumiem psychiki kobiet, dlaczego nie mowi albo w lewo albo w prawo. Chodzi i to ze to ja mam cierpiec? Udalo sie jej. Czy kobieta zastanawia sie w takich chwilach nad przyszloscia? Czy taki "odpoczynek" od drugiej osoby jest normalny?
Normalne jest, że Ci kobieta nic nie powie wprost.
Nie powie ''wynocha'' tylko będzie starała się doprowadzić do sytuacji, żebyś sam się wyniósł- wtedy ona będzie porzuconą ofiarą.
Kobieta jest zawsze ofiarą!Nie próbuj tego rozumieć, tylko przyjmij do wiadomości, że tak jest.
Ona się nad niczym nie zastanawia, już jest dawno zastanowiona.Jeśli chcesz poznać jej plany, to patrz do czego próbuje Cię sprowokować.
/.../ przeraza mnie to ze kazdy prawie pisze ze zona kogos ma i kazdy prawie sie nademna pastwi, tak jakby to byla wina tylko jednej strony. /.../
Tylko jedna użytkowniczka pastwiła się tu nad tobą. W istocie robi to w taki sposób, że można nie zauważyć innych postów. Nie zauważaj jej i po sprawie.
Jednak zerknij powyżej, bo zadano ci parę pytań dotyczących tych problemów w związku, o których nie napisałeś a które mogą wyjaśnić zachowanie żony (zdrada, wypalenie?)
52 2015-01-01 10:44:21 Ostatnio edytowany przez Purple_Rain (2015-01-01 10:45:48)
Żona wcale nie musi mieć nikogo innego na oku.
Twoja sytuacja jest lustrzanym odbiciem mojej. Mąż pracoholik ( albo ambitny, oddany pracy i bardzo towarzyski specjalista robiący coraz większą karierę w korporacji
. Również słyszałam że powinnam się ruszyć z domu, częściej gdzieś wychodzić ( prowadzę własną DG, z koleżankami spotykam się 1 raz na dwa tygodnie). Tyle, że w wieku 33 lat ja już nie czuję potrzeby biegania po klubach do 2 w nocy, wyszalałam się w młodości, a teraz bardzo cenię sobie święty spokój i ciepło domowego ogniska. Dodatkowo jestem w 20 tyg ciąży. Męża zaś ciągle gdzieś nosi: imprezy, integracje, szkolenia, siłownia..Widzisz my właśnie zdecydowaliśmy się na separację.
Moim zdaniem Twoja żona, albo chce zyskać czas dla siebie, na refleksję, przemyślenia, przetestowanie swoich uczuć do Ciebie, albo daje Ci ostrzeżenie, żebyś się ogarnął i zmienił, na kogoś kim ona chce Cię widzieć. Pytanie tylko na ile oboje potraficie się zmienić aby pokonać kryzys. Czy Ty jesteś w stanie zmodyfikować choć trochę swoje zachowanie i się od niej bardziej emocjonalnie uniezależnić. Czy ona będzie skłonna dokonać pewnych zmian również w sobie.
53 2015-01-01 11:39:45 Ostatnio edytowany przez Summerka (2015-01-01 11:48:49)
Ryan nie odpowiedziałeś na pytania Iceni. W związku z tym można tylko zgadywać. Ja stawiam na to, że żona przychodzi znużona po pracy, jeszcze nie oderwawszy się od spraw służbowych, a tu w domu mąż nagle domaga się herbaty tudzież wspólnego oglądania filmów, na co ona nie ma wcale ochoty ani czasu, bo ma swoje życie.
Odpowiadam na pytania Iceni. Na wakacje jezdzimy razem, gory, morze, zagranica. Generalnie nie wychodzilismy czesto, czasami kino, ale w lato rowery. W lozku roznie, mi generalnie sie chce ale zona czasami mnie unikala. Zona mi powiedziala ze cieszy sie jak mnie nie ma w domu. Nigdy ja sam na wakacjach nie bylem, ona sama czy z synem tez zawsze ze mna. Twierdzi ze nikogo nie ma, tylko ze zesmy sie gdzies w pewnym momencie rozjechali. Ja jestem gotow do rozmowy, do naprawy siebie. Ona na razie nie, nie wiem czy dam rade. Czy nie wybuchne. Zastanawiam sie czy kobieta jest gotowa do niszczenia malzenstwa. To przeciez tez wychowanie dziecka, nie daj Boze choroby w ktorych trzeba bedzie sobie pomoc. Dlaczego trzyma mnie na odleglosc, ile jeszcze: miesiac, pol roku? Czy chodzi o to zebym ja zrezygnowal? Czy to jakis test. Gdzie odpowiedzialnosc za dziecko?
..Widzisz my właśnie zdecydowaliśmy się na separację.
Moim zdaniem Twoja żona, albo chce zyskać czas dla siebie, na refleksję, przemyślenia, przetestowanie swoich uczuć do Ciebie, albo daje Ci ostrzeżenie, żebyś się ogarnął i zmienił, na kogoś kim ona chce Cię widzieć. Pytanie tylko na ile oboje potraficie się zmienić aby pokonać kryzys. Czy Ty jesteś w stanie zmodyfikować choć trochę swoje zachowanie i się od niej bardziej emocjonalnie uniezależnić. Czy ona będzie skłonna dokonać pewnych zmian również w sobie.
Purple Rain, czy lepiej ci w separacji, naprawde jestes szczesliwa, nie boisz sie samotnosci i codziennych problemow? Probuje wejsc w umysl kobiety, czy potrzebujecie naprawde jakiegos czasu na rozmyslania, co to wam daje?
56 2015-01-03 14:23:47 Ostatnio edytowany przez Wielokropek (2015-01-03 14:32:52)
Twierdzi ze nikogo nie ma, tylko ze zesmy sie gdzies w pewnym momencie rozjechali. Ja jestem gotow do rozmowy, do naprawy siebie. Ona na razie nie, nie wiem czy dam rade. Czy nie wybuchne. Zastanawiam sie czy kobieta jest gotowa do niszczenia malzenstwa. To przeciez tez wychowanie dziecka, nie daj Boze choroby w ktorych trzeba bedzie sobie pomoc. Dlaczego trzyma mnie na odleglosc, ile jeszcze: miesiac, pol roku? Czy chodzi o to zebym ja zrezygnowal? Czy to jakis test. Gdzie odpowiedzialnosc za dziecko?
Wiesz - dopiero co czytałam artykuł pana Eihelbergera w podobnym temacie.
Najbardziej ZNACZĄCE słowa to "OFIARA z OFIARĄ się nie dogada"... ponieważ pokazujesz się tu jako taka ofiara (wprawdzie deklarujesz chęć rozmowy, ale zaznaczasz z góry, że możesz wybuchnąć) a żona TEŻ daje do zrozumienia, iż taka ofiarą się czuje...
CHYBA jednak MOMENT jest na tyle drażliwy, że MIMO deklaracji do żadnych rozmów ANI ONA (co mówi otwarcie) ani Ty, tak naprawdę NIE jesteście gotowi ![]()
Zmęczenie materiału? czy może zniewaga dla Ciebie? Dziecku krzywda się CHYBA żadna nie dzieje? Chorób JESZCZE żadnych na horyzoncie nie widać... ale twoje reakcje są takie jakby żona ŚMIAŁA już wystąpić o rozwód i to z twojej winy!
Możesz opisać JAK wyglądały Wasze święta i sylwester?
.... Zastanawiam sie czy kobieta jest gotowa do niszczenia malzenstwa.
Pomyślałeś o tym, że trwając przy kimś kto Ciebie nie chce, niszczycie sie oboje nawzajem?
58 2015-01-03 14:42:37 Ostatnio edytowany przez ryan (2015-01-03 14:47:28)
Anhedonia !!! dzieki za madry tekst, jak widzisz moja obecna sytuacje? Jakies rady, dlaczego zona nie chce podjac decyzji? Wigilia razem, potem ja do rodzicow, i tak zostalo, w Sylwestra chciala byc sama i byla. Do tej pory mieszkam u moich rodzicow, jezdze do syna, mowie mu ze duzo pracuje. Poradz cos, co robic zeby nie zepsuc. Zona twierdzi ze mam szanse ale potrzebuje czasu.
Anhedonia !!! dzieki za madry tekst, jak widzisz moja obecna sytuacje?
...Poradz cos, co robic zeby nie zepsuc. Zona twierdzi ze mam szanse ale potrzebuje czasu.
CHRYSTE - jaką odpowiedzialność chcesz złożyć na moje (?) barki!
Intuicyjnie to bym powiedziała: DELIKATNIE acz STANOWCZO.
Naprawdę myślę, że - jak już tu sugerowała:
No chyba, że jeszcze coś przeskrobałeś a zataiłeś to przed nami.
Jeżeli tak jest, a nawet wtedy jeżeli tak nie jest, to pozwól żonie decydować o sobie.
- o sobie, nie koniecznie o dziecku, a na pewno nie o Tobie.
Chce odejść, jej decyzja, ona zna powody.Czy Ci je wyjawiła ?
Lepiej, zamiast zwracać uwagę na słowa, zwróć uwagę na jej zachowanie.To, co możesz zaproponować to terapia małżeńska, próba nawiązania dialogu, zrozumienia.
Próba naprawy.Odejście, życie oddzielnie nie rozwiąże problemów, raczej je wzmocni.
BO może to dla żony "wygodne" TAK poprowadzić "sprawę"... ale Ciebie rzecz cała TEŻ dotyczy. BA, wręcz NAKRĘCA!
Takoż dziecka dotyczy, nawet jeżeli aktualnie nie krzywdzi, to JEDNAK dotyczy.
Więc NIE OD RZECZY byłoby... zwrócić się do terapeuty by Was (lub Ciebie) poprowadził za rękę przez ten kryzys. Wtedy niejako "wyjdzie szydło z worka" - zorientujesz się LEPIEJ "na czym stoisz"
Whatever - dla tego celu chyba warto wspiąć się na wyżyny cierpliwości?
....Zona twierdzi ze mam szanse ale potrzebuje czasu.
Jaha...
Anhedonia, nie chce cie obciazac, pytam i dziekuje za odpowiedzi. Mam mentlik. Bede cierpliwy. Ja nikogo nie mialem. Nie ukrywam ze mysle tez subiektywnie, co ze mna bedzie, co w pracy powiedziec, co kiedys mi dziecko powie?
Ryan,
Przeczytałam Twój pierwszy post najpierw sama a potem mojemu mężowi aby sorawdzić jak każde z nas widzi Twoją sytuację.
Ja, "skażona" tym forum od razu zobaczyłam kogoś 3-go na horyzoncie i jak pokazała lektura kolejnych postów nie jestem w tym specjalnie odosobniona.
Ale mój mąż zwrócił uwagę na coś innego, co potwierdza w mojej opinii ostatni post:
Zastanawiam sie czy kobieta jest gotowa do niszczenia malzenstwa. To przeciez tez wychowanie dziecka, nie daj Boze choroby w ktorych trzeba bedzie sobie pomoc. Dlaczego trzyma mnie na odleglosc, ile jeszcze: miesiac, pol roku? Czy chodzi o to zebym ja zrezygnowal? Czy to jakis test. Gdzie odpowiedzialnosc za dziecko?
a mianowicie, że Twoja żona "ucieka" od Ciebie, gdyż Ty przestałeś widzieć (bądź nigdy nie widziałeś) jaka ona jest naprawdę. Widzisz w niej matkę swojego dziecka i żonę w rozumieniu kulturowo-społecznym.
Do rozważenia.
63 2015-01-03 16:03:29 Ostatnio edytowany przez Anhedonia (2015-01-03 16:07:13)
Nie ukrywam ze mysle tez subiektywnie, co ze mna bedzie, co w pracy powiedziec, co kiedys mi dziecko powie?
Co w pracy powiedzieć, tudzież co dziecko "kiedyś" powie... to problem "na potem".
Subiektywnie będziesz myślał zawsze, grunt aby NIE skrajnie EGOISTYCZNIE.
A co z PROPOZYCJĄ terapii?
Bo rozumiesz: gdy masz problemy zdrowotne, to zwracasz się do fachowca z dziedziny zdrowia (lekarza), a gdy masz problem w relacjach... ? ![]()
PS. TYM BARDZIEJ w świetle tego, do czego w drodze eksperymentu doszła <Przyszłość>, używając osoby z zewnątrz, "nie skalanej" atmosferą forum ![]()
Niedojrzała baba, której z nadmiaru pieniędzy w pupie się poprzewracało... Ja bym chciała takiego troskliwego męża jak Ty. A taka krowa ma i docenić nie umie. I ona się dusi, musi się wyprowadzić. Głupia baba. Albo rzeczywiście ma kochanka, bo mąż się jej znudził, ona się "wypaliła". Na Twoim miejscu bym jej dała odejść i nie pokazuje po sobie że cierpisz. Ale niestety tak to jest, jak ktoś ma za dobrze, to mu się w 4 literach przewraca.
milosniczka.kawy pierwszy taki wpis, rozumiem ze kobiety. Az dziwne. Co do terapii, zona nie chce o calej sytuacji rozmawiac, chce miec czas, mysli....Kurde chlopy to albo w lewo, albo w prawo