netkobietyWszystkie działy
Trudna miłość, zazdrość, nałogi

Trudna miłość do dwójki.

25 odpowiedzi4 196 wyświetleńzałożony przez HeHeHey, 22.12.2014

Napisz odpowiedź
Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Forum Kobiet » TRUDNA MIŁOŚĆ, ZAZDROŚĆ, NAŁOGI » Trudna miłość do dwójki.

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 26 ]

1 Ostatnio edytowany przez HeHeHey (2014-12-22 07:15:54)

Temat: Trudna miłość do dwójki.

Cześć. Mam nadzieję, że trafiłam na odpowiedni dział, bo naprawdę nie wiedziałam, który wybrać.

Moja historia jest długa jednak chciałabym Wam przedstawić moją sytuację w jakiej się znajduje a jaka spędza mi sen z powiek, zobaczyć jakie zdanie mogą mieć inni. Posuwam się do tego kroku, ponieważ brak mi przyjaciół dookoła mnie i nie mam się komu wygadać.
Jedyne osoby (konkretnie dwie) z którymi zawsze mogłam o wszystkim porozmawiać są zamieszane w całość i przestali być dla mnie tymi, którzy mogą mi radzić w niektórych kwestiach.
Czuję, że potrzebuję Was i Waszych słów.

Pokrótce na wstępie powiem, że obie te osoby to osoby które obdarzyłam miłością. Jednego poznałam 10 lat temu (A), byłam jeszcze bardzo młoda, drugiego 4 lata temu (B) i od tamtej pory z nim jestem.

Co mogłam wiedzieć o miłości mając 12 lat ? Spotykałam się z nim (A) żeby rozmawiać a i po powrotach całymi godzinami nie mogliśmy się oderwać od komputera i rozmów. Ciężko to nazwać byciem parą czy chodzeniem ze sobą. Jednak czułam, że z każdym dniem jestem z nim coraz bardziej związana i w jakimś sensie zakochana. Taki stan trwał 3 lata po czym on poznał inną dziewczynę z którą zaczął być ?na poważnie? (tak przy okazji ? jest z nią do dziś, 7 lat razem). Pamiętam jak bardzo mnie to zabolało, był mi najbliższym przyjacielem i chłopakiem z którym naprawdę chciałam być. Mimo tego, że tak świetnie się dogadywaliśmy, wybrał po prostu dziewczynę, która była ładniejsza. Przez jakiś czas jeszcze utrzymywaliśmy stały kontakt. Powoli o mnie zapominał a ja czułam się coraz gorzej. Cierpiałam. Znalazłam sobie innego chłopaka, z czystej desperacji, żeby sobie udowodnić, że wcale nie jestem aż taka beznadziejna. Czas pokazał, że to była jedna z gorszych decyzji w moim życiu, bo tenże chłopak był bardzo ale to bardzo zły. Ponad to, będąc z nim i tak cały czas myślałam o moim A, co też było złe i nieszczere z mojej strony.  Zostawił mnie po 3 latach. Dokładnie po tym, jak dowiedziałam się, że chłopak (A) idzie na ten sam wydział studiów co ja. Upiłam się wtedy pierwszy raz w życiu, siedziałam, płakałam i podobno krzyczałam ?dlaczego los musi mnie znowu stawiać na drodze mojego (A)?. Że tak powiem ponowne spotykanie go było nieuchronne. Przypadek czy przeznaczenie ? Nic nie było ustalane. Zobaczyłam jego imię i nazwisko na listach i mnie ścisnęło.
Tu mi przychodzi pierwsze pytanie na które nie umiem sobie odpowiedzieć. Dlaczego byłam tak młoda i poznałam przypadkowego (A) i nie potrafiłam od 6 lat o nim zapomnieć ? Dlaczego naturalnym nie było, że przestaje zależeć ? Że się takie młodociane miłostki zapomina ?


Po krótkim czasie poznałam chłopaka B. Pięknego, wysokiego, inteligentnego. Zupełnie innego niż wszyscy których spotykałam na swojej drodze. To właśnie z nim jestem do dziś. On mi pomógł zapomnieć o A. Na jakiś czas.
B mnie ogłupił ? dosłownie ? poczułam to wszystko co się czuje, kiedy człowiek się zakochuje.
Oszalałam i nawet fakt częstego widywania A przestał na mnie robić wrażenie (przełom).
Było cudownie.
Do czasu, kiedy odkryłam, że B cały ten czas będąc ze mną, czatował, romansował i podrywał inne dziewczyny.  Byłam znowu zdruzgotana, lecz ze względu na palącą mnie miłość do niego nie odeszłam. Czekałam na rozwój sytuacji, czy on wiedząc, jak bardzo mnie zranił coś zmieni.
I szczerze mówiąc, dużo to się nie zmieniło ?.
Nie potrafiłam go zostawić, chociaż czułam się bardzo zaniedbana, a on sam też mnie nie zostawił. Chodziłam sobie taka niezadowolona przez życie i w tamtym czasie A znowu powracał do mojej głowy. Znowu zaczęłam z nim rozmawiać. On mnie zaczął odwozić autem z uczelni do domu. Po pewnym czasie podeszłam do niego na uczelni i zapytałam, czy nie chciałby iść ze mną na piwo. Zgodził się. Poszliśmy. Upiliśmy się. Powiedział mi, że też mu ciężko o mnie zapomnieć i że niesamowicie wypiękniałam, że kocha ze mną rozmawiać i że to się nigdy nie zmieniło. Rozmawialiśmy o wszystkim i znowu poczułam jak mi jest bliski. Tamtego wieczoru doszło również do bardzo namiętnych pocałunków i dotyku.
Zdradziłam B.
Po jakimś czasie mu to wyznałam.
Nigdy mu jednak nie powiedziałam z kim, a jeszcze potem była sytuacja, w której moi rodzice wyjechali ? B odwołał spotkanie a że robił to nagminnie wkurzyłam się i napisałam do A. Przyjechał do mnie. Znowu piliśmy a potem leżeliśmy w łóżku przytulając się. Nic więcej. Tyle, że patrzę ? tu 4 nad ranem i B dzwoni , że stoi pod domem i czy mogę otworzyć. Byłam w szoku i nie wiedziałam co robić! Pierwsze spotkanie A i B. B się wkurzył , wygonił go z domu, wrzeszczał, w życiu nie wiedziałam go w takim stanie. Myślał, że znowu zdradziłam go fizycznie, tylko, że coś więcej niż całowanie. ( Co za przypadek że akurat wtedy naszło go na poranne odwiedziny.... ? )
Wszystko mu wyjaśniłam, że to tylko stary znajomy i oblewaliśmy zakończenie sesji. Wierzył mi.
Ze względu na sytuację w której B spotkał A, mimo że nie ma pojęcia o całym uczuciu, które istnieje, znienawidził go i zabronił mi się z nim spotykać. Nie ma problemu jeśli chce wyjść gdzieś z jakimś kumplem ? wszystko , pod warunkiem że nie jest to A.

Z jego strony nastąpił przełom, zupełnie tak, jakby odkrył, że mu zależy i że nie chce mnie stracić. Wyjechaliśmy na wesele do mojego wujka, gdzie pierwszy raz w życiu mieszkaliśmy ze sobą tydzień. Kilka miesięcy po powrocie B uciekł z domu, wynajął mieszkanie (z racji na alimenty mógł sobie na to pozwolić) i zabrał mnie ze sobą. Robił wszystko, żeby mnie nie stracić (tak przynajmniej czułam). Po drodze nastąpił cały szereg nieprzyjemności ze strony rodziny B, na jakiś czas po tym jak zaczęli mnie atakować (jego babcia kiedyś nawet naszła mnie w pracy ? krzyczała, że jestem dziwką, która sypia z jego wnukiem dla pieniędzy i inne straszne rzeczy) , zerwał z nimi kontakt. Muszę wyznać, że robił dla mnie wszystko. Był czuły, cudowny, obdarowywał mnie ogromną miłością. Wspieraliśmy się nawzajem i wszystko się dobrze układało. Ja z kolei po zamieszkaniu z B straciłam kontakt z A (czasami tylko w przelocie na uczelni go widywałam) i były chwile w których na dłuższy moment o nim potrafiłam zapomnieć. Nawet jeśli o nim myślałam, po prostu do niego nie pisałam.

Teraz dodam aspekt seksualny ? B jest pierwszym chłopakiem z którym współżyłam, bardzo mnie rozkręcił, seks był nieziemski, nauczył mnie wszystkiego. Spotykając się z nim podczas gdy mieszkałam z rodzicami wydawało mi się, że mamy identyczny temperament. Teraz po tych 4 latach to wszystko z jego strony opadło a u mnie wręcz przeciwnie. Mam bardzo duże potrzeby. On mniejsze. Mam mnóstwo marzeń i fantazji o których mu opowiadam ale niestety on nic z tym nie robi i wszelkie moje starania sprowadzają się do tego, że seks po prostu jest. To co mnie boli to to, że seks jest bo ja chce. A Jak odpuszczam, to długo potrafi nie być nic. W sensie ? on się nigdy za mnie nie zabiera. Tu chyba jest coś nie w porządku ? Chyba czuję, że mnie już tak nie pragnie.
Ja dbam o to żeby było mu rewelacyjnie a on o to nie dba ? tak w skrócie.
Dodam jeszcze, że ostatnio odnowił kontakty ze swoją rodziną, która mnie nie trawi (chociaż nic im nie zrobiłam). Nie wiem jak na to patrzeć. On mówi, że z czasem wszystko się ułoży i zmieni. Tymczasem ma nawet problem z tym, żeby ich uświadomić i żeby postawić na swoim, że to ze mną spędza święta. Zapewne pojedzie do nich w pierwszy dzień świąt. Oczywiście beze mnie. Już od jakiegoś czasu jeździ do nich i nigdy nie zostałam zaproszona.


I teraz tak ? nie wiem co mnie naszło ale dwa miesiące temu znowu odezwałam się do A. Spotkaliśmy się raz. Drugi. Trzeci. Tylko rozmawialiśmy. Chociaż przyznał się, że mnie pragnie. Jak raz mnie odwoził, powiedział, że chciał mnie całować i że ledwo się powstrzymał.
Najgorsze jest to, że mimo braku alkoholu w żyłach, czuję, że poddałabym się temu.
Boli mnie to, że robię coś za plecami B, ale nie mogę w sobie ukrywać, że A nie jest mi obojętny. Boli mnie to, że swoim zachowaniem mogę zranić nie tylko B, ale i siebie, A i jego kobietę. Cały czas to siedzi mi w głowie. Powiedziałam o tym A. On mówi, że uważa podobnie i dlatego spokojnie możemy się spotykać wiedząc, że do niczego nie dojdzie. Bo za bardzo nam zależy na tym, żebyśmy mogli dalej rozmawiać i być przyjaciółmi (gdyby doszło do czegoś więcej kontakt musiałby się urwać).
Czuję, że kocham ich obu.
Co ja mam zrobić ?

Dziękuję wszystkim którzy dotrwali do końca mojej historii i dziękuję z góry za wszystkie potencjalne odpowiedzi. Bardzo chcę wiedzieć, jak mnie oceniacie i co powinnam zrobić.
Nie chcę być złym człowiekiem.

2 Ostatnio edytowany przez Alice13 (2014-12-22 11:39:57)

Odp: Trudna miłość do dwójki.

Hej, twoja historia bardzo przypomina moją. Dla ułatwienia także posłużę się literkami. Tak więc A poznałam jeszcze w podstawówce. Chodziliśmy razem do klasy i byliśmy dla siebie nawzajem pierwszą "szczeniacką" miłością, ale oczywiście nic poważnego z tego nie wynikło. Spotkaliśmy się ponownie jakiś czas po zakończeniu szkoły. Odżyły dawne fascynacje i zostaliśmy parą. Mieliśmy po 17 lat i zarówno dla niego, jak i dla mnie był to pierwszy prawdziwy związek. Wiadomo, jak to jest z pierwszą miłością - przeżywa się ją bardzo intensywnie i nigdy się jej nie zapomina. Podobnie jednak, jak w twoim przypadku, A zostawił mnie dla innej dziewczyny. Myślę, że to właśnie ten fakt zaważył na tym, że przez wiele lat nie mogłam o nim zapomnieć. Spotykaliśmy się potem jeszcze wielokrotnie (mamy wspólnych znajomych). Przy każdej okazji odżywała pomiędzy nami dawna "chemia". Cieszyłam się, gdy mi mówił, że zawsze mnie kochał, że popełnił błąd itp. (też z reguły przy alkoholu). Czułam, że to, co stało się z naszym życiem to jakieś nieporozumienie, przecież byliśmy sobie przeznaczeni. A jednak... pomimo swoich zwierzeń A nigdy nie zrobił nic, by mnie odzyskać. Oboje byliśmy w związkach i pomimo tych sporadycznych spotkań nie zaryzykowaliśmy ponownego bycia razem. Ja za mojego B wyszłam za mąż, urodziłam dziecko. Zajęło mi niemal 15 lat, by na dobre wyrzucić A z głowy. Pomogło całkowite urwanie kontaktów. Zrozumiałam, że bardziej niż jego samego, kochałam swoje wyobrażenie o nim. Fantazjowałam o nim takim, jakim go sobie wyobrażałam, takim, jakim chciałam, aby był, a nie takim, jakim był naprawdę. Pierwsza miłość, szczególnie ta niespełniona/nieskonsumowana, potrafi dłuuuugooo wlec się za nami. Wciąż zadajemy sobie pytanie, co by było, gdyby... Spotkania z dawną miłością mogą dodać naszemu życiu trochę ekscytacji, odżywające w nas emocje spychają na bok codzienną monotonię. Owszem, można zaryzykować wszystko i spróbować raz jeszcze szczęścia, ale czy warto? Ja uznałam, że nie. I wierz mi wahałam się bardzo długo, robiłam wszelkie możliwe porównania, rozważałam wszelkie za i przeciw, i wciąż nie wiedziałam, co robić z uczuciem, które ogarniało mnie za każdym razem, kiedy A był w pobliżu. U was sytuacja być może wygląda podobnie - oboje czekacie na to, kto zrobi ten pierwszy krok - kto zerwie ze swoim partnerem/partnerką. Gorzej, jeżeli to się stanie, a ta druga strona podkuli wtedy ogon i ucieknie, gdzie pieprz rośnie. Teraz jest fajnie - to ekscytujące napięcie, zakazany owoc, coś, czego oboje pragniecie, a nigdy razem tego nie zaznaliście. Można czuć fascynację do dwóch mężczyzn, można obojga pragnąć, ale kochać? Nie sądzę.

3 Ostatnio edytowany przez kosmiczny nick (2014-12-22 12:09:56)

Odp: Trudna miłość do dwójki.
Alice13 napisał/a:

...Wciąż zadajemy sobie pytanie, co by było, gdyby... Spotkania z dawną miłością mogą dodać naszemu życiu trochę ekscytacji, odżywające w nas emocje spychają na bok codzienną monotonię...wciąż nie wiedziałam, co robić z uczuciem, które ogarniało mnie za każdym razem, kiedy A był w pobliżu...kto zrobi ten pierwszy krok - kto zerwie ze swoim partnerem/partnerką...Teraz jest fajnie - to ekscytujące napięcie, zakazany owoc, coś, czego oboje pragniecie, a nigdy razem tego nie zaznaliście. Można czuć fascynację do dwóch mężczyzn, można obojga pragnąć, ale kochać? Nie sądzę.

A ja mam tu takie maleńkie pytanko do Was, do Ciebie Alice i do Autorki wątku: gdzie w tym wszystkim są Wasi "tymczasowi" partnerzy (chłopak, narzeczony, mąż), gdzie w tym wszystkim jest Wasze jakieś poczucie postępowania nie fair wobec nich? Gdzie?
Zapewne mając w myślach "wyśniony ideał" i "chodzącą doskonałość" wyjątkowo uciążliwa wydaje się szara rzeczywistość, gdy obok miast tamtego ...pęta się jakiś pospolity inny smile
Wypadałoby albo zerwać z "tymczasowym", niedoskonałym zamiennikiem (chłopak, narzeczony, mąż) i związać się z chodzącą doskonałością, ZWERYFIKOWAĆ ten ideał "w praniu" (może być to traumatyczne rozczarowanie smile ), albo całkowicie zerwać jakiekolwiek kontakty i skupić się na swoim życiu i zacząć być w porządku wobec własnego partnera. To chyba jedyne dwa UCZCIWE wyjścia z czegoś takiego...

4 Ostatnio edytowany przez Alice13 (2014-12-22 12:21:14)

Odp: Trudna miłość do dwójki.
kosmiczny nick napisał/a:

A ja mam tu takie maleńkie pytanko do Was, do Ciebie Alice i do Autorki wątku: gdzie w tym wszystkim są Wasi "tymczasowi" partnerzy (chłopak, narzeczony, mąż), gdzie w tym wszystkim jest Wasze jakieś poczucie postępowania nie fair wobec nich? Gdzie?

To jest bardzo dobre pytanie... Odpowiem w swoim imieniu: poczucie postępowania "nie fair" było, ale usprawiedliwiałam je sobie tym, że mój partner (obecny mąż) nie zawsze zachowywał się fair w stosunku do mnie. Kobieta pewna swoich uczuć, traktowana przez partnera tak, jak należy, nigdy nie zachowuje się w taki sposób, nie miewa takich wątpliwości. Ja swoich uczuć pewna nie byłam, miałam partnerowi za złe sposób, w jaki czasami mnie traktował, a on o tym wszystkim wiedział (o spotkaniach z byłym w gronie znajomych także). A jednak o mnie walczył i... udało się mu. Ot, takie zakończenie historii smile

kosmiczny nick napisał/a:

Wypadałoby albo zerwać z "tymczasowym", niedoskonałym zamiennikiem (chłopak, narzeczony, mąż) i związać się z chodzącą doskonałością, ZWERYFIKOWAĆ ten ideał "w praniu" (może być to traumatyczne rozczarowanie smile ), albo całkowicie zerwać jakiekolwiek kontakty i skupić się na swoim życiu i zacząć być w porządku wobec własnego partnera. To chyba jedyne dwa UCZCIWE wyjścia z czegoś takiego...

Zgadzam się smile Prawdziwy problem pojawia się, kiedy usiłujemy łapać dwie sroki za ogon smile

5

Odp: Trudna miłość do dwójki.

Dokładnie napisałam, że cały czas siedzi mi w głowie cierpienie jakie mogę dać innym. Nie chcę być nie w porządku. Jednakże jest dokładnie jak napisała Alice. B nie był wobec mnie uczciwy, pierwszy raz poszłam się upić z A kiedy miałam najbardziej kryzysową sytuację z B.

Alice13 napisał/a:

Kobieta pewna swoich uczuć, traktowana przez partnera tak, jak należy, nigdy nie zachowuje się w taki sposób, nie miewa takich wątpliwości.

to jest całe sedno.

Dziękuję Wam za Wasze słowa. Macie rację, że powinnam zerwać kontakt. Wydaje mi się, że sama niosłam decyzje o odnowieniu kontaktu w chwilach, kiedy jest mi ciężko i źle i nie mogę sobie z czymś poradzić. Kiedy B mnie w jakiś sposób krzywdzi i zaniedbuje. Zresztą ja naprawdę nie zostawiłabym swojego już w miarę poukładanego życia dla A. Nigdy. I wiem, że on też by tego nie zrobił choćby nie wiem co.
Po prostu ciężko mi go opuścić jako przyjaciela, jako osobę z którą od 10 lat tak świetnie się potrafię dogadać, nie ważne jak długa przerwa była. Z B nie mam tylu wspólnych tematów i po prostu on nie rozumie mnie aż tak dobrze jak A.
Z perspektywy czasu jest mi bardzo przykro, że doprowadziliśmy do takiej sytuacji i że dane jest mi stracić przyjaciela.
Nawet nie wiem co ja mam mu powiedzieć, żeby też się już do mnie nie odzywał i żeby o mnie zapomniał.
Jest mi ciężko. sad

6

Odp: Trudna miłość do dwójki.
HeHeHey napisał/a:

Zresztą ja naprawdę nie zostawiłabym swojego już w miarę poukładanego życia dla A. Nigdy. I wiem, że on też by tego nie zrobił choćby nie wiem co.

No i masz swoją odpowiedź ;-) W moim przypadku było dokładnie tak samo.

HeHeHey napisał/a:

Po prostu ciężko mi go opuścić jako przyjaciela, jako osobę z którą od 10 lat tak świetnie się potrafię dogadać, nie ważne jak długa przerwa była. Z B nie mam tylu wspólnych tematów i po prostu on nie rozumie mnie aż tak dobrze jak A.
Z perspektywy czasu jest mi bardzo przykro, że doprowadziliśmy do takiej sytuacji i że dane jest mi stracić przyjaciela.

Pamiętaj o tym, że on takich skrupułów nie miał, kiedy zostawił cię dla innej. Przeboleje, wierz mi. I ty także smile
Jak sama przyznałaś, zwracałaś się do niego w chwilach słabości, kryzysu. Może powiedz mu, że dziękujesz za wsparcie, ale teraz potrzebujesz czasu, by wszystko przemyśleć i skupić się na swoim związku.

7

Odp: Trudna miłość do dwójki.
HeHeHey napisał/a:

...B nie był wobec mnie uczciwy, pierwszy raz poszłam się upić z A kiedy miałam najbardziej kryzysową sytuację z B.

To klasyczne zagranie: jest kryzys w zwiazku wiec wali sie od razu do "przyjaciela". Znam to az za dobrze smile No bo któż inny mógłby ..."pocieszyc"? big_smile Może opisz to, co nazwałaś "B nie był uczciwy", bo na dobrą sprawę - przy odrobinie złej woli WSZYSTKO można pod ową "nieuczciwość" podciągnąć. Opisz tą nieuczciwość, proszę...

Alice13 napisał/a:

Kobieta pewna swoich uczuć, traktowana przez partnera tak, jak należy, nigdy nie zachowuje się w taki sposób, nie miewa takich wątpliwości.

Co znaczy - Waszym zdaniem - "traktowana jak należy"?

HeHeHey napisał/a:

Macie rację, że powinnam zerwać kontakt. Wydaje mi się, że sama niosłam decyzje o odnowieniu kontaktu w chwilach, kiedy jest mi ciężko i źle i nie mogę sobie z czymś poradzić. Kiedy B mnie w jakiś sposób krzywdzi i zaniedbuje. Zresztą ja naprawdę nie zostawiłabym swojego już w miarę poukładanego życia dla A. Nigdy. I wiem, że on też by tego nie zrobił choćby nie wiem co.
Po prostu ciężko mi go opuścić jako przyjaciela, jako osobę z którą od 10 lat tak świetnie się potrafię dogadać, nie ważne jak długa przerwa była. Z B nie mam tylu wspólnych tematów i po prostu on nie rozumie mnie aż tak dobrze jak A.
Z perspektywy czasu jest mi bardzo przykro, że doprowadziliśmy do takiej sytuacji i że dane jest mi stracić przyjaciela.
Nawet nie wiem co ja mam mu powiedzieć, żeby też się już do mnie nie odzywał i żeby o mnie zapomniał.
Jest mi ciężko. sad

Jak czytam Twoje słowa to mam wrażenie, że to ktoś mi znany pisał smile Z drobniuteńką różnicą: ta osoba nie napisze już, że "...ja naprawdę nie zostawiłabym swojego ... życia dla ..." big_smile
Dziewczyny! Cała sztuka WYBRAĆ i byc konsekwentną. Bez udawania zycia z jednym a migdaleniem sie do drugiego... Ot, całe sedno problemu...

8

Odp: Trudna miłość do dwójki.
kosmiczny nick napisał/a:

Co znaczy - Waszym zdaniem - "traktowana jak należy"?

To znaczy kochana i szanowana. Po prostu smile

9 Ostatnio edytowany przez kosmiczny nick (2014-12-22 20:39:38)

Odp: Trudna miłość do dwójki.
Alice13 napisał/a:
kosmiczny nick napisał/a:

Co znaczy - Waszym zdaniem - "traktowana jak należy"?

To znaczy kochana i szanowana. Po prostu smile

Skoro "po prostu" to i Ty sama nie byłas wobec niego uczciwa ...czując coś szczególnego do innego faceta. Zdajesz sobie z tego sprawę? Nie wiem, jak u Ciebie to wygladało, ale czy świadomość kogoś "doskonałego" nie rzucała sie cieniem na postać partnera? Nie chcę tu wchodzić w szczegóły, ale czy nie porównywałaś ich? Czy - w przypływach "tęsknoty" za ideałem - nie irytowało Cię wszystko w tym "niedoskonałym" partnerze? smile Czy Ty swojego też "kochałaś i szanowałaś"? Tak samo jakbyś to robiła wobec ...tego "lepszego"?
Fakt uczucia ...do kogoś trzeciego w duzym stopniu wpływały na Twoje uczucia do partnera. To chyba też wiesz?
A czy sama "szanowałaś" własnego partnera ...idealizując innego faceta? No sorry, ale by czegoś oczekiwać wypada być samemu w porządku...
Wiem, ze moje pytania sa tendencyjne, ale takie własnie maja byc...

10 Ostatnio edytowany przez Alice13 (2014-12-23 00:35:39)

Odp: Trudna miłość do dwójki.
kosmiczny nick napisał/a:

Skoro "po prostu" to i Ty sama nie byłas wobec niego uczciwa ...czując coś szczególnego do innego faceta. Zdajesz sobie z tego sprawę? Nie wiem, jak u Ciebie to wygladało, ale czy świadomość kogoś "doskonałego" nie rzucała sie cieniem na postać partnera? Nie chcę tu wchodzić w szczegóły, ale czy nie porównywałaś ich? Czy - w przypływach "tęsknoty" za ideałem - nie irytowało Cię wszystko w tym "niedoskonałym" partnerze? smile Czy Ty swojego też "kochałaś i szanowałaś"? Tak samo jakbyś to robiła wobec ...tego "lepszego"?
Fakt uczucia ...do kogoś trzeciego w duzym stopniu wpływały na Twoje uczucia do partnera. To chyba też wiesz?
A czy sama "szanowałaś" własnego partnera ...idealizując innego faceta?...
Wiem, ze moje pytania sa tendencyjne, ale takie własnie maja byc...

Odpowiadając na twoje pytania... Uczuć niestety nie da się tak po prostu wyłączyć. To wymaga pracy nad sobą i ja tę pracę wykonałam. Zajęło mi to trochę czasu, ale udało się. Nigdzie nie napisałam, że to, co robiłam było dobre/słuszne i jestem z tego dumna. Na szczęście nie zrobiłam nic, czego naprawdę mogłabym kiedyś żałować, a i partner wiedział o moich spotkaniach i rozmowach z byłym. Starałam się być pod tym względem uczciwa.
Nigdy nie miałam świadomości kogoś "doskonałego". Doskonałe wydawało mi się chyba tylko i wyłącznie moje uczucie do byłego (długo by tłumaczyć dlaczego, ale na szczęście to "doskonałe" uczucie zweryfikował czas i odległość smile). Można powiedzieć, że zakochałam się w samej idei bycia zakochaną, w dramacie całej tej sytuacji, jeżeli wiesz, co mam na myśli (na szczęście koniec końców poszłam wreszcie po rozum do głowy smile) Oczywiście, że porównywałam ich obu, ale z oczywistych powodów mogłam dokonywać porównań jedynie w ograniczonym zakresie...
Tak, tęskniłam za ideałem, jak chyba większość kobiet, i z tego powodu byłam (i często nadal jestem) zirytowana zachowaniem mojego męża, któremu do ideału daleko. Ideały jednak istnieją tylko i wyłącznie w naszej wyobraźni, wiesz o tym równie dobrze, jak i ja. Nie jestem idealna, ty zapewne też nie. Nie oczekuję i nigdy nie oczekiwałam od nikogo, że będzie ideałem, co nie znaczy, że nie mam prawa oczekiwać, że będzie się przynajmniej starać.
Uczucie do kogoś trzeciego wpływa na uczucia do partnera - ależ oczywiście! Doświadczyłam tego, więc wiem. Problem w tym, że ja wcale nie musiałam na siłę wyszukiwać w swoim partnerze wad, by usprawiedliwić swoje uczucia do innego. On sam podawał mi je na tacy.
Idealizowanie jednego mężczyzny ma się moim zdaniem nijak do szanowania drugiego, ale akurat z tym problemu nie miałam. Nie idealizowałam byłego - nie miałam zbyt dobrego zdania o jego życiowych poczynaniach, nie byłam ślepa na jego wady. Jak już pisałam wcześniej - lubiłam wyobrażać go sobie takim, jakim chciałam, żeby był, jednocześnie na każdym kroku przekonując się, że nigdy taki nie będzie.

kosmiczny nick napisał/a:

No sorry, ale by czegoś oczekiwać wypada być samemu w porządku...

Tak, zgadza się. Przyszedł jednak taki moment w moim związku, kiedy zrozumiałam, że będąc w porządku nie zawsze dostaję to samo w zamian. Może to był mój bunt? Chęć pokazania partnerowi, że nic nie jest dane nam na zawsze, że niewystarczająco pielęgnowana miłość może pewnego dnia zwiędnąć i umrzeć... Nie zamierzam usprawiedliwiać swojego uczucia do kogoś trzeciego. To nie było ok i było oczywiste, że ktoś z tego powodu będzie cierpiał. Nadal jednak stoję przy swoim zdaniu - kobieta pewna swoich uczuć, kochana i szanowana, nie odczuwająca w swoim związku żadnych braków, nie szuka pocieszenia/wrażeń poza nim.

11 Ostatnio edytowany przez kosmiczny nick (2014-12-23 02:05:01)

Odp: Trudna miłość do dwójki.
Alice13 napisał/a:

...Nadal jednak stoję przy swoim zdaniu - kobieta pewna swoich uczuć, kochana i szanowana, nie odczuwająca w swoim związku żadnych braków, nie szuka pocieszenia/wrażeń poza nim.

Spodziewałem sie takich odpowiedzi i w zasadzie mnie nie zaskoczyłas smile
Jakby nie patrzeć - potwierdzasz moje założenia.
Co do ostatniego Twojego zdania, że "...kobieta... nie odczuwająca w swoim związku żadnych braków, nie szuka pocieszenia/wrażeń poza nim" - to bardzo mglista teza... Jesli kobieta na każdym kroku jednak te "braki" sobie znajduje (bo ma np. tak wygórowane oczekiwania, albo tak popie...ne, albo ma wybujałe i roszczeniowe podejscie do związku i partnera) - zawsze znajdzie sobie usprawiedliwienia do j.w. nieuczciwych zagrań wobez partnera. A tym bardziej "coś" moze brakować, gdy tego nie dostaje od "wśnionego ideału" big_smile
I bywa często tak, ze partner robi dużo, ale to nie jest zadowalające dla takiej kobiety... Zawsze będzie to niedoskonałe... A gdyby ledwie cząstkę, namiastkę tego dostała od doskonałego "przyjaciela" - byłaby przeszczęśliwa i ukontentowana big_smile
Tak to działa: jeden (ten gorszy) wychodzi z siebie, a "księżniczka" wciąż zła; drugi (ten lepszy) ...splunie - ona zachwycona smile
Sumując całą tą dyskusję (szkoda, ze do tej pory nikt więcej nie zabrał głosu): jesli któraś ze stron związku pozwala na "krążenie w pobliżu" jakiegoś "przyjaciela", kolegi, znajomego czy ex-a (jak zwał tak zwał) to tym samym zazwyczaj skazuje ten związek na straty... Bo wczesniej czy później (o ile nie od razu) wpływ tej trzeciej osoby bedzie odczuwalny w relacjach miedzy partnerami (opisałem to wczesniej), a i sam partner z czasem sam zauważy, ze druga strona nie angażuje się w 100%, a często nawet nie w połowie...
By tworzyć udany zwiazek wypada skupić sie całemu na nim, bez ciągłego :odwracania" sie w strone kogoś jeszcze... I tu znów wrócę do napisanych wcześniej słów: cała sztuka WYBRAĆ i byc konsekwentną. A wybrać, to znaczy albo z jednym albo z drugim, bo inaczej takie jak w tym wątku ...dylematy i ranienie partnerów.
Moge to jeszcze przełozyć na bardziej wyrafinowany język: wte lub wewte...!

12

Odp: Trudna miłość do dwójki.

Kobiety maja z tym problem, bo zdecydowana wiekszosc boi sie zostac calkiem sama, wiec lepiej trzymac dwie sroki za ogon.

13

Odp: Trudna miłość do dwójki.
Jacenty89 napisał/a:

Kobiety maja z tym problem, bo zdecydowana wiekszosc boi sie zostac calkiem sama, wiec lepiej trzymac dwie sroki za ogon.

Owszem. Szkoda, że często tą ...drugą "srokę" trzymają za plecami smile
Przez chwilę wyobraziłem sobie jak by ten watek wyglądał, jakie w wymowie byłyby tu wpisy innych, gdyby to wszystko dotyczyło nie kobiety w związku, a jakiegoś mężczyzny i jakiejś jego ..."przyjaciółki" big_smile
Działo by się, działo...

14

Odp: Trudna miłość do dwójki.

Hahaha tez sobie to wyobrazilem. Byloby ciekawie ;-)

15

Odp: Trudna miłość do dwójki.

Mam wrażenie, że nie zagłębiłeś się w moje słowa dokładnie, kosmiczny. Jakbyś niektóre rzeczy ominął. Mam również takie, że nie ważne co ? sprowadzasz mnie do roli egoistycznej, nikogo nie doceniającej kobiety, która szuka nieszczęść i problemów w życiu na siłę. Ja się po prostu pogubiłam. Cały czas kosmiczny oceniał mnie jakbym to ja była tą w związku, która pierwsza popełniła błąd. Okropna, straszna, bezduszna kobieta. Cóż, życie.
Pytasz co mam na myśli pisząc, że B był nieuczciwy. Opisałam. Uważasz, że jego zachowanie w stosunku do mnie było w porządku ? Przez to wszystko nigdy nie poczułam się tak jakby się we mnie kiedykolwiek zakochał. Czułam się potrzebna tylko po to żeby raz na jakiś czas mógł się ze mną spotkać i sobie ulżyć. Tak było na początku. Nie czytałeś ? Napisałeś, że aby czegoś oczekiwać wypada być samemu w porządku. To on nie był w porządku. A ja byłam smutna i nieszczęśliwa, potrzebowałam z kimś porozmawiać.  Ponadto moja samoocena systematycznie leciała w dół i czułam się w sobie coraz gorzej. Byłam zmęczona i chciałam poczuć, że ktoś ma mnie za atrakcyjną.

Nie jestem kimś kto na siłę sobie znajduje ?braki? i specjalnie czyni życie innych koszmarem.
Nie boję się też zostać sama. Jestem młoda i świadoma swoich zalet, nie uważam, że to o to tutaj chodzi. Chodzi bardziej o to, że jestem bardzo uczuciowa i bardzo mocno przywiązuję się do drugiej osoby. Chodzi też o to, że tak jak napisałam, nie chce nikogo krzywdzić i być złym człowiekiem.

kosmiczny nick napisał/a:

Przez chwilę wyobraziłem sobie jak by ten watek wyglądał, jakie w wymowie byłyby tu wpisy innych, gdyby to wszystko dotyczyło nie kobiety w związku, a jakiegoś mężczyzny i jakiejś jego ..."przyjaciółki" big_smile

Po co to sobie wyobrażać ? W mojej sytuacji to masz. Jestem przyjaciółką A, który ma swoją dziewczynę od 7 lat.

Tak czy siak, dziękuję za Wasze wypowiedzi, które wzięłam sobie głęboko do serca.
Już wiem jaką drogą w życiu powinnam iść i naprawdę mi siebie żal, że zbłądziłam.

16

Odp: Trudna miłość do dwójki.

Hehehey ja bym ci radziła zostawić B. Ty go nie kochasz. Jesteś z nim z przyzwyczajenia i z "braku laku". Jesteś z nim już 4 lata. Z upływem czasu będzie ci coraz trudniej go zostawić. Marnujesz sobie i jemu czas. Chcesz się obudzić za parę lat po ślubie i z dzieckiem? I za parę lat pisać w dziale Zdrada-Rozwody, że masz kochanka? Bo jeśli zostaniesz z B to ci gwarantuję, że kochanka będziesz miała prędzej czy później. Weź dziewczyno sprawy w swoje ręce. Nie bądź z kimś tylko dlatego, że nie chcesz być sama lub dlatego, że jakiś tam A cię nie chce. Nie marnuj sobie i B życia.

17

Odp: Trudna miłość do dwójki.
kosmiczny nick napisał/a:

Co do ostatniego Twojego zdania, że "...kobieta... nie odczuwająca w swoim związku żadnych braków, nie szuka pocieszenia/wrażeń poza nim" - to bardzo mglista teza... Jesli kobieta na każdym kroku jednak te "braki" sobie znajduje (bo ma np. tak wygórowane oczekiwania, albo tak popie...ne, albo ma wybujałe i roszczeniowe podejscie do związku i partnera) - zawsze znajdzie sobie usprawiedliwienia do j.w. nieuczciwych zagrań wobez partnera. A tym bardziej "coś" moze brakować, gdy tego nie dostaje od "wśnionego ideału" big_smile
I bywa często tak, ze partner robi dużo, ale to nie jest zadowalające dla takiej kobiety... Zawsze będzie to niedoskonałe... A gdyby ledwie cząstkę, namiastkę tego dostała od doskonałego "przyjaciela" - byłaby przeszczęśliwa i ukontentowana big_smile
Tak to działa: jeden (ten gorszy) wychodzi z siebie, a "księżniczka" wciąż zła; drugi (ten lepszy) ...splunie - ona zachwycona smile

Kosmiczny, nie wiem, jakie doświadczenia z kobietami masz za sobą, ale chyba nie należały one do przyjemnych... Oczywiście, że opisane przez ciebie zachowania mają miejsce, zgadzam się, ale przecież nie każda z nas zachowuje się w tej sposób. Powtarzam raz jeszcze: KOBIETA PEWNA SWOICH UCZUĆ. Jeżeli czuję i wiem w 100%, że kocham swojego partnera/męża, że chcę z nim spędzić resztę swojego życia, jeżeli wiem, że on w stosunku do mnie czuje dokładnie to samo, jeżeli szanuje mnie i jest uczciwy względem mnie, to musiałabym upaść na głowę, by szukać szczęścia gdzie indziej, no naprawdę smile

18 Ostatnio edytowany przez Alice13 (2014-12-23 11:40:39)

Odp: Trudna miłość do dwójki.
HeHeHey napisał/a:

Było cudownie.Do czasu, kiedy odkryłam, że B cały ten czas będąc ze mną, czatował, romansował i podrywał inne dziewczyny.  Byłam znowu zdruzgotana, lecz ze względu na palącą mnie miłość do niego nie odeszłam. Czekałam na rozwój sytuacji, czy on wiedząc, jak bardzo mnie zranił coś zmieni.
I szczerze mówiąc, dużo to się nie zmieniło ?.

Jeżeli jest tak jak piszesz, to zastanów się dobrze nad tym, co cię trzyma przy tym mężczyźnie. Czy to na pewno miłość? (może niekoniecznie, skoro poczułaś coś do kogoś innego). A może (choć temu zaprzeczasz) strach przed samotnością, zburzeniem swojego, jak to sama ujęłaś, w miarę poukładanego życia i zaczynaniem wszystkiego od nowa. Strach przed tym, że możesz trafić gorzej, w związku z czym lepszy diabeł znany...

Szpileczka napisał/a:

Hehehey ja bym ci radziła zostawić B. Ty go nie kochasz. Jesteś z nim z przyzwyczajenia i z "braku laku". Jesteś z nim już 4 lata. Z upływem czasu będzie ci coraz trudniej go zostawić. Marnujesz sobie i jemu czas. Chcesz się obudzić za parę lat po ślubie i z dzieckiem? I za parę lat pisać w dziale Zdrada-Rozwody, że masz kochanka? Bo jeśli zostaniesz z B to ci gwarantuję, że kochanka będziesz miała prędzej czy później. Weź dziewczyno sprawy w swoje ręce. Nie bądź z kimś tylko dlatego, że nie chcesz być sama lub dlatego, że jakiś tam A cię nie chce. Nie marnuj sobie i B życia.

Obawiam się, że Szpileczka może mieć rację.

19

Odp: Trudna miłość do dwójki.
Alice13 napisał/a:

...Kosmiczny, nie wiem, jakie doświadczenia z kobietami masz za sobą, ale chyba nie należały one do przyjemnych... Oczywiście, że opisane przez ciebie zachowania mają miejsce, zgadzam się, ale przecież nie każda z nas zachowuje się w tej sposób. Powtarzam raz jeszcze: KOBIETA PEWNA SWOICH UCZUĆ. Jeżeli czuję i wiem w 100%, że kocham swojego partnera/męża, że chcę z nim spędzić resztę swojego życia, jeżeli wiem, że on w stosunku do mnie czuje dokładnie to samo, jeżeli szanuje mnie i jest uczciwy względem mnie, to musiałabym upaść na głowę, by szukać szczęścia gdzie indziej, no naprawdę smile

big_smile
Powiedzmy, że doświadczenia miewałem przeróżne.
Ale fakt, spotkałem się też i z przypadkiem, gdzie nieświadomie byłem "plastrem", zastępnikiem kogoś krążącego w pobliżu.
Wiesz, z tym "szukaniem szczęścia gdzie indziej" to fakt - byłoby to niezrozumiałe, ale bywa i nawet tak smile Mogę nawet podać linki do takich wątków.
Inaczej wszystko wygląda, gdy jest jakiś "przyjaciel", ktoś wyidealizowany, kto staje się utopijnym wzorcem (a nigdy niesprawdzonym w realnym życiu), a ma się własny związek. I choćby w takim związku facet stawał na głowie i wychodził z siebie - zawsze ten wyidealizowany "przyjaciel" będzie o niebo lepszy smile Dlatego też i tu zasugerowałem, że najlepiej byłoby w takich sytuacjach pobawić się w uczciwość, skończyć związek, związać się z "ideałem" i przekonać się ile z tej ...doskonałości zostanie. Może faktycznie to będzie udany związek? A może, co bardziej prawdopodobne, szybko się rozsypie...?
Dopiero wówczas, gdy proza życia zweryfikuje "chodzącą doskonałość" i obnaży wszystko - można wiązać się kimś innym i budować związek uczciwy, prawdziwy i bez kogoś w tle... I wtedy dopiero można mówić o pełnym, 100% zaangażowaniu. Bez "zerkania" na bok. Dopiero wtedy...

20 Ostatnio edytowany przez Alice13 (2014-12-23 11:50:37)

Odp: Trudna miłość do dwójki.
kosmiczny nick napisał/a:

Powiedzmy, że doświadczenia miewałem przeróżne.
Ale fakt, spotkałem się też i z przypadkiem, gdzie nieświadomie byłem "plastrem", zastępnikiem kogoś krążącego w pobliżu.
Wiesz, z tym "szukaniem szczęścia gdzie indziej" to fakt - byłoby to niezrozumiałe, ale bywa i nawet tak smile Mogę nawet podać linki do takich wątków.
Inaczej wszystko wygląda, gdy jest jakiś "przyjaciel", ktoś wyidealizowany, kto staje się utopijnym wzorcem (a nigdy niesprawdzonym w realnym życiu), a ma się własny związek. I choćby w takim związku facet stawał na głowie i wychodził z siebie - zawsze ten wyidealizowany "przyjaciel" będzie o niebo lepszy smile Dlatego też i tu zasugerowałem, że najlepiej byłoby w takich sytuacjach pobawić się w uczciwość, skończyć związek, związać się z "ideałem" i przekonać się ile z tej ...doskonałości zostanie. Może faktycznie to będzie udany związek? A może, co bardziej prawdopodobne, szybko się rozsypie...?
Dopiero wówczas, gdy proza życia zweryfikuje "chodzącą doskonałość" i obnaży wszystko - można wiązać się kimś innym i budować związek uczciwy, prawdziwy i bez kogoś w tle... I wtedy dopiero można mówić o pełnym, 100% zaangażowaniu. Bez "zerkania" na bok. Dopiero wtedy...

Wiesz... właśnie to miałam na myśli pisząc, że ta pierwsza, szczególnie niespełniona/nieskonsumowana miłość potrafi niekiedy ciągnąć się za nami przez lata. Bo często to właśnie ta pierwsza miłość pozostaje w naszych głowach tym ideałem miłości. A kiedy jeszcze ta "pierwsza miłość" niespodziewanie pojawia się po latach na horyzoncie, a w naszym obecnym związku nie wszystko układa się tak, jakbyśmy sobie tego życzyli... to się robi ciepło, że tak to ujmę smile Ale sam przyznaj, przecież to działa w obie strony. Jestem pewna, że mężczyźni miewają podobnie smile
I tak, masz rację, to co napisałeś, to jedyne uczciwe wyjście. Ale jak już powyżej wspomniał drugi kolega - kobiety często wolą trzymać sobie "zaplecze" w razie, gdyby jednak nie wyszło. Nie wszystkie, rzecz jasna, ale wiele.

21

Odp: Trudna miłość do dwójki.

Wstyd mi za wszystkie kobiety które zachowują sie jak tanie dz***i...Jak można być tak egoistycznym i to w stosunku do najbliższej osoby w życiu?Pierwsza miłość w wieku 12 lat,kpiny!W związku nie chodzi tylko o siebie,tu chodzi o coś więcej,  o drugą osobę którą obdarowało się tym cudownym uczuciem.Obie panie są do przysłowiowego zwolnienia i życzę wam aby role się odwróciły i facet puścił was bokiem dla innej,przecież każda inna będzie lepsza smile Jeżeli ma się za dużo w du**e to się szuka problemu,prawda dziewczyny? 3:) Obecny taki zły bo nie słodzi,nie zdobywa?Może teraz twoja kolej żeby go "rozpalić".Związek jest jak gra w siatkówkę,współpraca jest kluczem do sukcesu.Facetowi się nie chce?Wyjdź sama z inicjatywą co za problem? Nie podoba się to go zostaw w spokoju,ale pewna jestem że przypomnisz sobie o nim wtedy kiedy będzie miał przy swoim boku kobietę która na niego zasłużyła,autorko niestety ty taką kobietą nie jesteś...

22

Odp: Trudna miłość do dwójki.
Shrew napisał/a:

Wstyd mi za wszystkie kobiety które zachowują sie jak tanie dz***i...Jak można być tak egoistycznym i to w stosunku do najbliższej osoby w życiu?Pierwsza miłość w wieku 12 lat,kpiny!W związku nie chodzi tylko o siebie,tu chodzi o coś więcej,  o drugą osobę którą obdarowało się tym cudownym uczuciem.Obie panie są do przysłowiowego zwolnienia i życzę wam aby role się odwróciły i facet puścił was bokiem dla innej,przecież każda inna będzie lepsza smile Jeżeli ma się za dużo w du**e to się szuka problemu,prawda dziewczyny? 3:) Obecny taki zły bo nie słodzi,nie zdobywa?Może teraz twoja kolej żeby go "rozpalić".Związek jest jak gra w siatkówkę,współpraca jest kluczem do sukcesu.Facetowi się nie chce?Wyjdź sama z inicjatywą co za problem? Nie podoba się to go zostaw w spokoju,ale pewna jestem że przypomnisz sobie o nim wtedy kiedy będzie miał przy swoim boku kobietę która na niego zasłużyła,autorko niestety ty taką kobietą nie jesteś...

Myslę, że obie Panie jednak nie zasłuzyły na takie słowa z Twojej strony. Juz sam fakt, ze zdały sobie sprawę z tych zalezności ("przyjaciel" ws. partner) sa wyjątkowo łagodzącą okolicznością. Nie mniej jest cała rzesza kobiet będących w związkach, mających jednoczesnie utajoną ...głęboką "przyjaźń" z kimś krążącym w poblizu smile I musze tu to podkreślić: tak samo wielu facetów będących w związkach czy małżeństwach ma "na boku" zaufana "przyjaciółkę" (czy ex - jak zwał tak zwał). Obie strony maja to często na sumieniu. Zatem w świetle powyższego nie masz podstaw aż tak najeżdżać na te dziewczyny... Moze sam miałes podobne doświadczenia (jako poszkodowany) - nie wiem. Ale nie mam pojęcia jakie, bo jesli to miałoby uprawniać do takich słów, to ja już musiałbym chyba rzucać samymi inwektywami big_smile

23

Odp: Trudna miłość do dwójki.
Shrew napisał/a:

Wstyd mi za wszystkie kobiety które zachowują sie jak tanie dz***i... Obie panie są do przysłowiowego zwolnienia i życzę wam aby role się odwróciły i facet puścił was bokiem dla innej,przecież każda inna będzie lepsza smile Jeżeli ma się za dużo w du**e to się szuka problemu,prawda dziewczyny?

Przykre to, kiedy ktoś znający sytuację BARDZO pobieżnie, z góry feruje wyroki, i to jeszcze w taki sposób sad

24

Odp: Trudna miłość do dwójki.

Złych doświadczeń nie miałam i nigdy mieć ich bym nie chciała...Kieruje się empatią ,sama nie chciałabym być oszukiwana,nie chciałabym też żeby mój facet radził się na forum w podobnym przypadku.W moim odczuciu takie zachowanie jest niedopuszczalne.Jeżeli człowiekiem kierują jakieś wątpliwości to jest to jasny sygnał żeby dać spokój obecnemu partnerowi i dać mu szansę ułożyć sobie szczęśliwie życie.ALICE ja nie zamierzam w żaden sposób wnikać w twoje relacje,z tych pobieżnych informacji łatwo wyobrazić sobie całokształt...Opisując swoją sytuację wystawiłaś się na publiczną ocenę a ja wyraziłam swoje zdanie.Jest takie a nie inne.Gdybym była w waszej skórze gnębiłoby mnie sumienie...

25

Odp: Trudna miłość do dwójki.

Shrew, co innego wyrażać swoje zdanie, a co innego obrażać publicznie obcych ludzi. A jeżeli masz w zwyczaju tak obraźliwie wyrażać swoje zdanie jedynie na podstawie "wyobrażania sobie całokształtu", to ja już nie mam nic do dodania.

Posty [ 26 ]

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Forum Kobiet » TRUDNA MIŁOŚĆ, ZAZDROŚĆ, NAŁOGI » Trudna miłość do dwójki.

Twoja odpowiedź

Masz podobne doświadczenia? Zaloguj się albo załóż darmowe konto, żeby odpowiedzieć. Po drugiej stronie jest prawdziwa osoba.

DołączZaloguj się


Mapa strony - Archiwum | O forum | Poradnik | Prawdziwe historie | Kontakt | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2026