netkobietyWszystkie działy
Trudna miłość, zazdrość, nałogi

Czy to w ogole ma sens?!

12 odpowiedzi4 048 wyświetleńzałożony przez monis87, 22.12.2014

Napisz odpowiedź
Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Forum Kobiet » TRUDNA MIŁOŚĆ, ZAZDROŚĆ, NAŁOGI » Czy to w ogole ma sens?!

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 13 ]

1

Temat: Czy to w ogole ma sens?!

Witam, sama nie wiem czemu pisze tutaj ale najwyrazniej potrzebuje sie wygadac. A moze raczej wypisac to wszystko co we mnie siedzi, jednoczesnie roniac lzy.
Obecnie jestem w momencie, gdy zastanawiam sie czy zwiazek, w ktorym obecnie jestem ma sens i czy warto w ogole ciagnac go dalej... Dalej w sensie wzisc slub,ktory nie ukrywam zaczal sie powoli realizowac. Ale od poczatku.

Mojego A.znam od dobrych 3 lat. Wpierw byla to luzna znajomosc,ktora poprzez intrygi znajomych zamienila sie w zwiazek. Z czasem zamieszkalismy razem. Byly gorsze i lepsze dni ale ogolnie zwiazek uznawalam za dobry. Przyszedl czas na zareczyny a potem jego wyjazd na pol roku do Francji. Przyznaje ciezko bylo przetrwac to. W ciagu tego jego pobytu dochodzilo miedzy nami do coraz to wiekszych spiec o glupoty. Serio czepialismy sie o pierdoly a przy okazji wywlekalismy to, co nas boli od dluzszego czasu. W pewnym momencie pojawily sie problemy: szef zatrzymal wyplacanie kasy a ja stracilam prace. I choc jego sytuacja sie szybko wyjasnila,bo wina lezala po stronie banku, to moj problem bycia bezrobotna przeszedl bez echa. Nie liczylo sie to,ze siedze na garnuszku jego matki, ze jest mi wrecz glupio i wstyd pozyczac kase na jego rachunki,bo on na czas mi nie przeslal kasy. W tym okresie moje samopoczucie sie nie liczylo,wazne byly jego problemy. I dziw bierze,ze wiecej wsparcia otrzymalam od jego matki niz od samego A. Bo przeciez to jemu jest zle tam, bo przeciez to on sie meczy, bo to on ma problemy z szefem a na moje zmartwienia uslyszalam tylko "martw sie o mnie a nie o siebie". Z czasem zaswiecilo sie swiatelko,ze moze cos uda mi sie nagrac i...to tez nie zostalo skomentowane. Stres jaki mialam przed rozmowami i wiare w siebie otrzymalam od przyjaciolki,bo od narzeczonego nie moglam. Wazniejsze bylo jego samopoczucie.
Dzis siedze w domu i zastanawiam sie co mam poczac. Kilka godzin temy dzwonil moj i poinformowal mnie,ze z mojej winy samoloty maja opoznienie. Miedzy tymi slowami lecialy przezwiska i moja mama az za glowe sie zlapala,gdy uslyszala ton glosu A.
Okazuje sie bowiem,ze nie ma on do mnie szacunku za grosz, a ja slepo wierze ze zmieni sie. Przyjaciele murem stoja za nim, jakby grama winy nie bylo. A ja, moze i gram na nerwach,moze jestem uparta i czasami zbyt emocjonalna ale chce dobrze. Nie kazalam mu jechac i siedziec tam tak dlugo, nie kazalam mu mi sie oswiadczac. A jednak moja wina jest we wszystkim. A najgorsze jest to,ze A.probuje wzbodzic we mnie poczucie winy, ze niby ja bede miala swieta a on nie... Jednak on nigdy swiat nie obchodzil bo jest ateista, wiec nie pojmuje tego a ilekroc mu zworce uwage na ten temat zaraz jest zadyma.

Pytanie co robic? Czy to ma sens? Czy moze lepiej wyprowadzic sie i wrocic do rodzinnego domu czy moze zostac tam i pracowac ale mieszkac samej?!

2

Odp: Czy to w ogole ma sens?!

Podstawowe pytanie brzmi, czy to była jednorazowa sytuacja, czy też podobne sytuacje miały już wcześniej miejsce? (tj. zwalanie na ciebie winy za rzeczy, na które ewidentnie nie miałaś wpływu). Autorko, pytam, ponieważ ja sama żyję w związku, w którym wina zawsze i za wszystko spada na mnie. Od lat walczę z tym ciągłym obwinianiem, ale jest to walka z wiatrakami. Takie wyrabianie w kimś poczucia winy to jeden z przejawów przemocy psychicznej, teraz już o tym wiem. Nie chcę cię martwić, ale jeżeli takie sytuacje miały już miejsce, to szansa na to, że twój partner się zmieni, jest niewielka. Jeżeli już teraz lecą w twoją stronę przekleństwa, choć nie zawiniłaś w niczym, to pomyśl, co cię czeka za kilka lat. Wszystkie stresy, nerwowe sytuacje, zagrożenia, niepowodzenia w waszym życiu mogą odbijać się na tobie, bez względu na to, czy miałaś na nie jakiś wpływ czy nie, czy mogłaś im jakoś zaradzić, czy też były całkowicie poza twoją kontrolą. Dla niego to nie będzie miało najmniejszego znaczenia, ważne będzie tylko to, by wyładować swoją złość. Może przesadzam (mam nadzieję), bo przecież nie znam szczegółów, nie znam jego, ale wiem, jak było i jest w moim przypadku. Ja zignorowałam znaki ostrzegawcze, łudziłam się, że będzie lepiej. Ty masz jeszcze czas. Przemyśl dobrze swój związek. Powodzenia!

3

Odp: Czy to w ogole ma sens?!

"Wpierw byla to luzna znajomosc,ktora poprzez intrygi znajomych zamienila sie w związek"

Takie sytuacje miały miejsce 30 lat temu a nie teraz. Dziewczyno obudz się bo z teo co przeczytałem to ty zżyjesz tak jak Ci ludzie powiedzą a nie tak jak ty sama chcesz.

4

Odp: Czy to w ogole ma sens?!

Witajcie,
wlasnie sie zalogowalam poniewaz potrzebuje rady.
Mam na imie Kinga, w zwiazku z Alexem jestem od ponad dwoch lat. przed nim mialam dwoch partnerow i kazdego z nich zdradzilam. Alexa poznalam po przeprowadzce za granice. Nie chcialam pakowac sie w zaden zwiazek bo twierdzialm ze i tak mi to nie wyjdzie. Na poczatku nasze stosunki byly tylko czytso fizyczne i to mi odpowiadalo, poczym to ON zaczal nalegac na zwiazek. Szczcerze mowiac bardzo mi sie to podobalo kiedy on tak o mnie zabiegal. wszyscy jego znajomi byli w szoku bo podobno nigdy sie tak nie zachowywal. Czasami kiedy powiedzial cos co mi sie nie podobalo potrafilam wstac i sobie pojsc a on zamna biegl. czulam wtedy taka satysfakcje i przewage. z biegiem czasu stalismy sie prawdziwa para i to bylo cos nadzwyczajnego. Zakochalam sie i nie widzialam nikogo poza nim. Byl mi kochankiem, przyjacielem, oparciem i wszystkim czego potrzebowalam. Z czasem zaczelo mi bardziej zalezec niz jemu. Przestal miec dla mnie tyle czasu co zazwyczaj i tlumaczyl sie ze musi duzo pracowac. Przestal miec ochote na sex co tlumaczyl stresem. Mowil ze go niepotrafie zrozumiec i tylko na niego naciskam ze wiecznie chce tylko wiecej i wiecej. Przestal mi mowic ze mnie kocha. W ostatnie lato duzo imprezowalysmy z moja kolezanka. Poznalysmy dwoch mezczyzn. Jeden z nich podrywal mnie ale odrazu mu powiedzialam ze mam kogos i ze bardzo go kocham i ze nie ma na co liczyc. spotkalismy sie tak jeszcze prae razy przypadkiem. Przesiadywalismy w tej samej knajpie no i rozmawialisy. Bardzo dobrze sie z nim rozumialam. Mielismy tyle wspolnych tematow jak kiedys z Alexem. byl taki mily i cieply. Spotkalam sie z nim pozniej pare razy sama. To bylo cos niesamowitego. Chcialam z nim spedzac caly wolny czas. Pare razy sie pocalowalismy. Bylam gotowa zostawic Alexa ale w planach mielismy jeszcze wspanialy urlop z moja rodzina wiec stwierdzialm ze zrobie to po urlopie. 2 tyg bez telefony, internetu i jakiegokolwiek kontaktu do codziennosci. Zaczelam miec takie wyzuty sumienia. Pragnelam tylko cofnac czas, wyciac ten moment w ktorym poznalam tego mezczyzne w barze. Stwierdzilam ze nie mogla bym byc bez mojego Alexa. Po powrocie do domu bylo bajecznie nasze stosunki znowu sie polepszyly. Ale ja musialam powiedziec temu drugiemu, ze nic z tego nie bedzie i ze to byl blad. Na poczatku powiedzial ze liczyl sie z tym ze to i tak sie nie uda i ze rozumie i tak dalej ale po jakims czasie zaczal do mnie wypisywac ze on wszytsko Alexowi powie i ze tylko sie bawie ludzmi i rozne brzydkie wyzwiska. Juz nie moglam tego wytrzymac i powiedzialam Alexowi o wszystkim. Byl zaskoczony i zalamany. Sam nie wiedzial co ma z tym zrobic. Mial do mnie bezgraniczne zaifanie a ja to zniszczylam. To byl chyba najgorszy czas w moim zyciu. Nie moglam jesc, spac, pracowac. schudlam 7 kg i czulam sie jakbym stracila kawalek siebie. Nie rozstalismy sie, chociaz bylam pewna ze tak bedzie. Ostatnio powiedzialam mu ze go kocham i odpowiedzial mnie ze on tez mnie kocha. Ale czuje sie odsunieta od niego. Niechetnie lapie mnie za reke i niechetnie caluje. nie mowiac juz o seksie. Gdy ostatnio rozmawialsmy o naszym wspolnym przyjacielu powiedzial ze jego dziewczna jest komiczna, beznadziejna i ze do siebie nie pasuja. poczym stwierdzil ze moja kuzynka z jej mezem sa super para na pytanie jacy my jestesmy stwierdzil ze tez super tylko ze ja jestem nie wierna i dlatego tez nie ma ochoty na seks.

Za kazdym razem gdy z nim rozmywiam staram sie nie powiedziec nic co moglo by wyciagnac ta sytuacje na wieszch. Czuje sie bardzo zle z tym co sie stalo ale chciala bym byc lepsza dla niego. Nigdy wiecej nie popelnie takiego bledu ale kazdego dnia boje sie ze on powie ze to nie ma sensu ze on nie potrafi zemna byc.

Mialyscie podobne sytuacje ?

5

Odp: Czy to w ogole ma sens?!
kinga4567 napisał/a:

Witajcie,
wlasnie sie zalogowalam poniewaz potrzebuje rady.
Mam na imie Kinga, w zwiazku z Alexem jestem od ponad dwoch lat. przed nim mialam dwoch partnerow i kazdego z nich zdradzilam. Alexa poznalam po przeprowadzce za granice. Nie chcialam pakowac sie w zaden zwiazek bo twierdzialm ze i tak mi to nie wyjdzie. Na poczatku nasze stosunki byly tylko czytso fizyczne i to mi odpowiadalo, poczym to ON zaczal nalegac na zwiazek. Szczcerze mowiac bardzo mi sie to podobalo kiedy on tak o mnie zabiegal. wszyscy jego znajomi byli w szoku bo podobno nigdy sie tak nie zachowywal. Czasami kiedy powiedzial cos co mi sie nie podobalo potrafilam wstac i sobie pojsc a on zamna biegl. czulam wtedy taka satysfakcje i przewage. z biegiem czasu stalismy sie prawdziwa para i to bylo cos nadzwyczajnego. Zakochalam sie i nie widzialam nikogo poza nim. Byl mi kochankiem, przyjacielem, oparciem i wszystkim czego potrzebowalam. Z czasem zaczelo mi bardziej zalezec niz jemu. Przestal miec dla mnie tyle czasu co zazwyczaj i tlumaczyl sie ze musi duzo pracowac. Przestal miec ochote na sex co tlumaczyl stresem. Mowil ze go niepotrafie zrozumiec i tylko na niego naciskam ze wiecznie chce tylko wiecej i wiecej. Przestal mi mowic ze mnie kocha. W ostatnie lato duzo imprezowalysmy z moja kolezanka. Poznalysmy dwoch mezczyzn. Jeden z nich podrywal mnie ale odrazu mu powiedzialam ze mam kogos i ze bardzo go kocham i ze nie ma na co liczyc. spotkalismy sie tak jeszcze prae razy przypadkiem. Przesiadywalismy w tej samej knajpie no i rozmawialisy. Bardzo dobrze sie z nim rozumialam. Mielismy tyle wspolnych tematow jak kiedys z Alexem. byl taki mily i cieply. Spotkalam sie z nim pozniej pare razy sama. To bylo cos niesamowitego. Chcialam z nim spedzac caly wolny czas. Pare razy sie pocalowalismy. Bylam gotowa zostawic Alexa ale w planach mielismy jeszcze wspanialy urlop z moja rodzina wiec stwierdzialm ze zrobie to po urlopie. 2 tyg bez telefony, internetu i jakiegokolwiek kontaktu do codziennosci. Zaczelam miec takie wyzuty sumienia. Pragnelam tylko cofnac czas, wyciac ten moment w ktorym poznalam tego mezczyzne w barze. Stwierdzilam ze nie mogla bym byc bez mojego Alexa. Po powrocie do domu bylo bajecznie nasze stosunki znowu sie polepszyly. Ale ja musialam powiedziec temu drugiemu, ze nic z tego nie bedzie i ze to byl blad. Na poczatku powiedzial ze liczyl sie z tym ze to i tak sie nie uda i ze rozumie i tak dalej ale po jakims czasie zaczal do mnie wypisywac ze on wszytsko Alexowi powie i ze tylko sie bawie ludzmi i rozne brzydkie wyzwiska. Juz nie moglam tego wytrzymac i powiedzialam Alexowi o wszystkim. Byl zaskoczony i zalamany. Sam nie wiedzial co ma z tym zrobic. Mial do mnie bezgraniczne zaifanie a ja to zniszczylam. To byl chyba najgorszy czas w moim zyciu. Nie moglam jesc, spac, pracowac. schudlam 7 kg i czulam sie jakbym stracila kawalek siebie. Nie rozstalismy sie, chociaz bylam pewna ze tak bedzie. Ostatnio powiedzialam mu ze go kocham i odpowiedzial mnie ze on tez mnie kocha. Ale czuje sie odsunieta od niego. Niechetnie lapie mnie za reke i niechetnie caluje. nie mowiac juz o seksie. Gdy ostatnio rozmawialsmy o naszym wspolnym przyjacielu powiedzial ze jego dziewczna jest komiczna, beznadziejna i ze do siebie nie pasuja. poczym stwierdzil ze moja kuzynka z jej mezem sa super para na pytanie jacy my jestesmy stwierdzil ze tez super tylko ze ja jestem nie wierna i dlatego tez nie ma ochoty na seks.

Za kazdym razem gdy z nim rozmywiam staram sie nie powiedziec nic co moglo by wyciagnac ta sytuacje na wieszch. Czuje sie bardzo zle z tym co sie stalo ale chciala bym byc lepsza dla niego. Nigdy wiecej nie popelnie takiego bledu ale kazdego dnia boje sie ze on powie ze to nie ma sensu ze on nie potrafi zemna byc.

Mialyscie podobne sytuacje ?

Dzięki Bogu podobnych sytuacji nie miałam.
Sama na wszystko zapracowałaś i tyle.
Poza tym po co Ci związki skoro i tak zaraz Ci się nudzi?

6

Odp: Czy to w ogole ma sens?!
Alice13 napisał/a:

Podstawowe pytanie brzmi, czy to była jednorazowa sytuacja, czy też podobne sytuacje miały już wcześniej miejsce? (tj. zwalanie na ciebie winy za rzeczy, na które ewidentnie nie miałaś wpływu). Autorko, pytam, ponieważ ja sama żyję w związku, w którym wina zawsze i za wszystko spada na mnie. Od lat walczę z tym ciągłym obwinianiem, ale jest to walka z wiatrakami. Takie wyrabianie w kimś poczucia winy to jeden z przejawów przemocy psychicznej, teraz już o tym wiem. Nie chcę cię martwić, ale jeżeli takie sytuacje miały już miejsce, to szansa na to, że twój partner się zmieni, jest niewielka. Jeżeli już teraz lecą w twoją stronę przekleństwa, choć nie zawiniłaś w niczym, to pomyśl, co cię czeka za kilka lat. Wszystkie stresy, nerwowe sytuacje, zagrożenia, niepowodzenia w waszym życiu mogą odbijać się na tobie, bez względu na to, czy miałaś na nie jakiś wpływ czy nie, czy mogłaś im jakoś zaradzić, czy też były całkowicie poza twoją kontrolą. Dla niego to nie będzie miało najmniejszego znaczenia, ważne będzie tylko to, by wyładować swoją złość. Może przesadzam (mam nadzieję), bo przecież nie znam szczegółów, nie znam jego, ale wiem, jak było i jest w moim przypadku. Ja zignorowałam znaki ostrzegawcze, łudziłam się, że będzie lepiej. Ty masz jeszcze czas. Przemyśl dobrze swój związek. Powodzenia!

Droga Alice13
Do podobnych sytuacji dochodziło kilkakrotnie, jednakże wczoraj było odwrotnie. To ja wyrzuciłam z siebie wszystkie żale, zmartwienia, niepokoje i bóle, które od tak dawna trzymałam w sobie. Niestety za dużo się ich skumulowało i pękło. Pękło z siłą zastraszającą. Wstyd się przyznać, ale wpadłam w szał, bo mówiłam do niego a on nic, wpatrzony w TV i jakby nie docierało do niego. Mówiłam, krzyczałam...w końcu rzuciłam czymś o ziemie. Obudziło to go i usłyszałam, że jestem nieobliczalna. Owszem, przyznał przy okazji, że mam rację jeśli chodzi o moje zdanie ( o obwinianie mnie o jego niepowodzenia, o to że mnie nie wspierał), ale na koniec usłyszałam, że nie będzie tego robił na siłe.

SZOK!!

Dziś mój wyjechał ponownie do Francji, na szczęście nie na długo. Ale nasz związek stoi pod znakiem zapytania... Przyznaję, jestem nerwusem ale również osobą z przeszłością. Boje się że mój A. odejdzie, tak jak zrobił to mój ojciec. Że znowu zostanę sama... Jestem kłębkiem stresu, niepokoju... Jest mi ciężko... I wcale nie jestem z siebie dumna...

7

Odp: Czy to w ogole ma sens?!
monis87 napisał/a:

Do podobnych sytuacji dochodziło kilkakrotnie, jednakże wczoraj było odwrotnie. To ja wyrzuciłam z siebie wszystkie żale, zmartwienia, niepokoje i bóle, które od tak dawna trzymałam w sobie. Niestety za dużo się ich skumulowało i pękło. Pękło z siłą zastraszającą. Wstyd się przyznać, ale wpadłam w szał, bo mówiłam do niego a on nic, wpatrzony w TV i jakby nie docierało do niego. Mówiłam, krzyczałam...w końcu rzuciłam czymś o ziemie. Obudziło to go i usłyszałam, że jestem nieobliczalna. Owszem, przyznał przy okazji, że mam rację jeśli chodzi o moje zdanie ( o obwinianie mnie o jego niepowodzenia, o to że mnie nie wspierał), ale na koniec usłyszałam, że nie będzie tego robił na siłe... Dziś mój wyjechał ponownie do Francji, na szczęście nie na długo. Ale nasz związek stoi pod znakiem zapytania... Przyznaję, jestem nerwusem ale również osobą z przeszłością. Boje się że mój A. odejdzie, tak jak zrobił to mój ojciec. Że znowu zostanę sama... Jestem kłębkiem stresu, niepokoju... Jest mi ciężko... I wcale nie jestem z siebie dumna...

Monis, oczywiście, że jesteś kłębkiem nerwów! Mało kto w takim związku byłby w stanie zachować zimną krew. Ja także jestem kłębkiem nerwów, wybucham czasami z błahych powodów, a później jestem zła sama na siebie za ten brak opanowania. Ale niestety, tak to bywa, gdy od lat wysłuchuje się raniących słów i bezpodstawnych oskarżeń, gdy staje się dla kogoś emocjonalnym workiem treningowym... Każdy ma swoje granice, po przekroczeniu których po prostu wybucha. Dzisiaj zrobiłam wielki krok do przodu - zapisałam się na terapię u psychologa. Próbowałam z mężem, nie udało się, dlatego też robię to sama. Zastanów się, czy to, co czujesz do partnera to miłość, czy też trzyma cię przy nim uzależnienie i lęk przed samotnością? I czy naprawdę warto żyć w takim stresie i nerwach? Piszesz, że jesteś osobą z przeszłością. Domyślam się, że w twoim życiu wydarzyło się coś, co wpłynęło na twoją psychikę, poczucie wartości, poczucie bezpieczeństwa (odejście ojca??). Może najwyższy czas się z tym skonfrontować, by móc w końcu uporządkować swoje życie? Jak każdy zasługujesz na szczęście. Nie pozwalaj na to, by ktoś do końca życia wyrabiał w tobie poczucie winy... Trzymam kciuki!

8

Odp: Czy to w ogole ma sens?!

"lecialy wyzwiska".... "martw sie o mnie a nie o siebie"... i co jeszcze?

dobrze że ten związek stoi pod znakiem zapytania pewnie nie pierwszy raz, Ty poiwnnas juz dawno odejść.

dziwczyny czy wy naprawdę stracilyscie wiarę że tam są jacyś pożądni faceci ? !

9

Odp: Czy to w ogole ma sens?!

takaja

ja trochę tak. tzn straciłam wiarę wink

10

Odp: Czy to w ogole ma sens?!
takaja87 napisał/a:

"lecialy wyzwiska".... "martw sie o mnie a nie o siebie"... i co jeszcze?

dobrze że ten związek stoi pod znakiem zapytania pewnie nie pierwszy raz, Ty poiwnnas juz dawno odejść.

dziwczyny czy wy naprawdę stracilyscie wiarę że tam są jacyś pożądni faceci ? !

Owszem, stracilam wiare. Przez tyle lat na swojej drodze spotykalam wielu panow i...uciekalam od nich,bo a to niedojrzali, a to zdradzali... Spotkalam teraz A.i przez dlugi czas bylo dobrze, przedwczoraj byla katastrofa. Nie wiem co mam zrobic...

Odpowiadajac na pytanie Alice-owszem brak ojca spowodowal, ze moje poczucie wartosci spadl, strach przed odejsciem kolejnego faceta.

11

Odp: Czy to w ogole ma sens?!

Znowu problem ze ślubem.

Jeżeli relacje są fajne, to można żyć całe życie bez ślubu. Natomiast jak weźmiesz ślub i relacje się pogorszą, to musisz przejść przez cały proces rozwodowy, co spowoduje dodatkowy szok.

12

Odp: Czy to w ogole ma sens?!

Twoj A.jest po prostu chodzaca toksyna i tyle.Wpuszczanie w poczucie winy jest typowym zjawiskiem u osob,ktore stosuja przemoc.Robi ci tzw "praniwe mozgu",ze to Ty jestes wszystkiemu winna.Robi to po to by sobie Ciebie podporzadkowac,zeby miec jeszcze wiekszy wplyw na Ciebie.koncowy etap tego zwiazku bedzie taki,ze bedziesz zywym manekinem,ktory ma prawo tylko potakiwac i zyc jego zyciem-tzn wszysko zalezy od jego nastroju i od teggo ,co on chce.A Ciebie w tym ukladzie bedzie brakowalo.I tak sie to bedzie krecic...Czy ma to sens?Nie ma zadnego.JUz po tak krotkim okresie bycia z nim,jestes dla niego "workiem treningowym".Jak Ci oznajmil,nawet samoloty nie chca przez Ciebie latac.Zadumy nad wlasnym losem Ci zycze.pzdr.

Posty [ 13 ]

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Forum Kobiet » TRUDNA MIŁOŚĆ, ZAZDROŚĆ, NAŁOGI » Czy to w ogole ma sens?!

Twoja odpowiedź

Masz podobne doświadczenia? Zaloguj się albo załóż darmowe konto, żeby odpowiedzieć. Po drugiej stronie jest prawdziwa osoba.

DołączZaloguj się


Mapa strony - Archiwum | O forum | Poradnik | Prawdziwe historie | Kontakt | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2026