Witajcie. Proszę o poradę.
Kilka miesięcy temu poznałam w pracy pewną dziewczyne. Od razu się polubiłyśmy, przy pierwszej rozmowie klachałyśmy jak stare dobre znajome. Wszystko było super do momentu, aż ja nie zaczęłam się angażować.
Jestem osobą zakompleksioną, z niskim poczuciem wartości skłonną do "bluszczowania" czy to w relacjach z znajomymi czy z facetami.
Po jakimś czasie zaczęło się "piekło". Ciągle robiłam jej wyrzuty że jej tak nie zależy na znajomości jak mnie, byłam zazdrosna o inne koleżanki itp. Przeszłyśmy wiele kłótni i rozmów ale potem znowu wracały moje wątpliwości i dalej robiłam jej akcje.
Nie dawno znowu o coś mi poszło, popłakałam się przy niej bo bolało mnie że jest jakaś taka obojętna, jak by jej wisiało czy będziemy ze sobą gadać no i powiedziała mi coś w stylu że z tego co widzi to po prostu aż tak bardzo się nie zaangażowała jak ja. Popłakałam się znowu bo myślałam że obie traktujemy się prawie jak siostry. Takie bratnie dusze. Po tym co mi powiedziała pękło coś we mnie. Postanowiłam zakończyć znajomość bo swoimi akcjami zamęczyłabym i siebie i ją.
Teraz mam spokój, ona też ale tak bardzo mnie to wszystko boli. Sama nie wiem co ona ma w sobie że tak mnie boli to nasze "rozstanie". Dawno noe spotkałam kogoś z kim bym się non stop śmiała i nadawała na tych samych falach.
Wiem wiem zjedziecie mnie i powiecie że potrzebny mi psycholog bo to zachowanie nie jest normalne. Ja natomiast mam pytanie jak pozbyć się tego bólu po zakończeniu znajomości?? Miał ktoś tak??