Witam wszystkich, potrzebuje aby ktoś z boku spojrzał na moją sytuację, bo nie wiem czy już nie wariuję i nie przesadzam.
Otóż dwa miesiące temu poznałam przez portal randkowy faceta. Popisaliśmy kilka dni po czym zaprosił mnie na drinka. Poszłam, rozmawiało się fajnie, facet w moim wieku, kulturalny, wykształcony, dobra praca, dobra rodzina - super. Zaczęliśmy spotykać się regularnie, było cudownie. Gotował mi wymyślne potrawy, zapraszał na randki, zabierał na mecze ulubionej drużyny, jednak po dosłownie dwóch tygodniach zauważyłam, że ja praktycznie nie mam już na nic innego czasu bo on już ma rozplanowaną każdą moją minutę życia.
Cały czas byłam przyklejona do telefonu bo smsowal jak tylko otworzył oczy rano, po pracy odrazu albo jechałam do niego, albo on do mnie. W pracy na przerwie też się ciągle chciał spotykać (pracujemy 3 min drogi spacerkiem od siebie). Ciągle chciał się całować i przytulać, miałam zapewniać go że go nigdy nie zostawię. Zaczęłam rzadziej widywać koleżanki bo cały wolny czas praktycznie spędzałam z nim. Jak tylko wychodziłam od niego to już musiałam potwierdzić kiedy znów się spotkamy, a najlepiej by to było jeszcze tego samego dnia. Z czasem zaczęłam udawać, że gdzieś pilnie wyjeżdżam, żeby tylko mieć jakiś wieczór dla siebie w domu.
Do tego zaczęły dochodzić rzeczy - niby nic wielkiego, które zaczęły zapalać moje czerwone lampki. Od przyszłych wakacji czy podoba mi się czy nie, nie będę się opalać bo dostanę raka skóry, nie mogę tego, tamtego i cholera wie czego jeszcze. Mam 30 lat, bez dzietną, z dobra praca i nie potrzebuje tatuska, który ustawi mi życie.
Zaczęło mi ciążyć to wszystko - ta intensywność spotkań, to jak bardzo czułam się przytłoczona. Powiedziałam mu, że potrzebuje zwolnić. Niby zrozumiał jednak nic się nie zmieniło. Tempo nadal szaleńcze, coraz więcej przedstawiania mi jego planów na naszą przyszłość aż w miniony weekend gdy przyjechałam do niego, nagle siedząc na kanapie się rozpłakał. Spytałam o co chodzi, a on odparł że płacze bo śniło mu się, że go zostawiłam, i żebym tego nie robiła bo on nie pozwoli mi odejść. To chyba przelało czarę goryczy.
Na drugi dzień mieliśmy się spotkać, jednak napisałam mu, że nie dam rady chyba więcej się z nim widywać, ponieważ nie czuję tego co powinnam i chciałabym narazie zostać sama. Oczywiście afera, że on dał mi wszystko i czego ja jeszcze więcej chce?
Mieliśmy umowę, że jeśli którekolwiek z nas uzna, że relacja nie rokuje to odrazu sobie to powiemy nie marnując więcej czasu co też uczyniłam zaledwie po 2 miesiącach znajomości.
Czy przesadzam i tak poprostu wygląda początek związku?
Pozdrawiam