netkobietyWszystkie działy
Moja niesamowita historia

Moja wstrząsająca historia, która Was poruszy...

64 odpowiedzi20 470 wyświetleńzałożony przez Leliana, 08.12.2014

Napisz odpowiedź
Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Forum Kobiet » MOJA NIESAMOWITA HISTORIA » Moja wstrząsająca historia, która Was poruszy...

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 65 ]

1 Ostatnio edytowany przez Leliana (2014-12-08 19:32:01)

Temat: Moja wstrząsająca historia, która Was poruszy...

Opowiem Wam dzisiaj historię, która absolutnie Wami wstrząśnie. Historię, której wiary sama nie daję, a która na zawsze zmieniła mój pogląd na miłość. Jestem pewna, że wiele z Was szczerze mnie znienawidzi i powie, że zasłużyłam. Nie będę absolutnie nikogo winić za ciętą krytykę, dla której zresztą się tutaj pojawiłam. Ta historia jest przestrogą dla wszystkich kobiet, które brną w podobną relację z mężczyzną. Bardzo chciałabym, żeby nauczyły się na moim błędzie lub przynajmniej przemyślaly swoje decyzje. To bardzo, bardzo ważne...

Otóż parę lat temu, poznałam wspaniałego faceta online.  Obcokrajowca. Dogadywaliśmy się od samego początku. Obydwoje byliśmy zawziętymi gamerami, więc spędzaliśmy wolne chwile grając przez sieć. W tym samym czasie, choć jeszcze wtedy nie miało to znaczenia, obydwoje byliśmy w związku. Na początku to była czysta przyjaźń, często nawet spędzaliśmy czas opowiadając sobie wzajemnie o swoich partnerach. Z moim niestety zbyt dobrze mi się już wtedy nie układało, ale byliśmy ze sobą z przywiązania, jak głupie by to nie było. U niego, wydawało się, też nie było kolorowo, więc często zwierzał mi się ze swoich problemów prosząc o rady.

W pewnym momencie doszło do punktu, gdzie zaczęłam czuć, że coś się zmienia. Zaczęłam się do niego przywiązywać, jego maile zmianiły ton na o wiele bardziej prywatny. Po paru miesiącach w końcu wyznał mi, że zaczyna coś do mnie czuć i bardzo chciałby mnie zobaczyć. Po roku rozmów przez skypopodobne programy, setkach maili, spotkaliśmy się. W związku z tym, że to były jeszcze początki zauroczeń, to było spotkanie we czwórkę. Przyleciał zza oceanu ze swoją dziewczyną, żeby się wreszcie oficjalnie poznać.

Jego uroda uderzyła mnie w twarz, gdy zobaczyłam go na żywo po raz pierwszy. Kamera internetowa nawet w najmniejszym stopniu nie oddawała tego, jak bardzo był przystojny. Wysoki, ciemnooki, ze skórą koloru kawy z mlekiem. Pełne, soczyste usta, zęby białe jak śnieg. Ten uśmiech oślepiał.

Poszliśmy do baru. Poznaliśmy się lepiej. Cała czwórka od samego początku się dogadywała, było dużo śmiechu, ale też poważnych konwersacji. Moje i jego oczy ciągle się jednak spotykały, nie mogliśmy ich od siebie oderwać. Po dużym kuflu piwa przeprosiłam towarzystwo  i zeszłam ciemnymi schodami baru w stronę łazienek.  Przez cały czas nie mogłam wyjść z podziwu, jak niesamowite wrażenie na mnie zrobił. Gdy tylko otworzyłam drzwi, stał tam i czekał na mnie. Paraliżując mnie spojrzeniem, chwycił mnie za fragment płaszcza, przyciągnął i pocałował. Szybko, ukradkiem. Spytałam "Co tutaj robisz?...", na co on odpowiedział: "jeśli kiedykolwiek miałem cię pocałować, to to był ten moment, tutaj i teraz. Mogę cię już nigdy więcej nie zobaczyć...". Moje serce zawaliło jak młot. Przysięgam, że do tej pory pamiętam to uczucie. Ten pierwszy pocałunek, chociaż bardzo niezdarny, na zawsze zostanie w mojej pamięci.

W związku z tym, że wydawało się, iż przyjaźń kwitnie, zaprosiłam ich do domu. Pozwoliłam im przenocować dwa dni przed odlotem, żeby nie musieli płacić za hotel. Miałam okazję być blisko niego i obserwować go. Z każdą chwilą coraz więcej do niego czułam i coraz więcej chciałam. Z jego strony odczytywałam te same sygnały. Wiedziałam, ze choćby nie wiadomo jak wiele musiałabym przejść, muszę go znów zobaczyć. Jego pierwszy powrót do domu był dla mnie bardzo ciężki. Dostawałam jednak tyle maili, tyle wspaniałych słów, że podtrzymywało mnie to na duchu. Miałam jego uwagę i zdecydowanie zaczęliśmy czuć do siebie coś, zdawać by się mogło, specjalnego.

Aby nie rozpisywać się zbyt długo nad szczegółami, przejdę do ważniejszych części tej historii. Otóż przez kolejne trzy lata, wzajemnie się odwiedzaliśmy. Ja latałam za ocean wraz jeszcze wtedy z chłopakiem, on wraz z dziewczyną do mnie, do Europy.

Z każdym razem, między nami dochodziło do coraz odważniejszych kroków. Nie umieliśmy każdej chwili prywatności marnować już tylko na spojrzenia. Zaczęły się pocałunki, pieszczoty, wyznania już miłości. Jego oczy opowiadały mi historie, jego usta zapewniały o tym, jak bardzo jestem ważna, cudowna, jedyna... Zaczęły się rozmowy na tyle poważne, gdzie obydwoje rozpatrywaliśmy rozstanie ze swoimi partnerami. Po co tkwić w czymś, co sprawia, że jesteśmy nieszczęśliwi?... Jego romantyzm i zaangażowanie poruszały moje serce. Każde rozstanie, powroty do domu, zabijały od środka. Każdego ranka mój telefon jednak witał mnie mailami przepełnionymi uczuciami, tęsknotą, planami.

W końcu pękłam. Tego roku wyjechałam na stałe za ocean, żeby być blisko niego, rozstając się z moim partnerem. Wylądowałam w jego domu. Jako wdzięczność za moją dobroć, pozwolił mi u siebie zostać (przyjechałam w ramach również biznesowych, więc pozwolił mi u siebie mieszkać). Witaliśmy się tak długo, że nie mogliśmy się od siebie oderwać. Obiecałam mu, że nigdy go nie opuszczę, że jestem tu, by być z nim i dla niego. Widziałam bardzo wyraźnie, że jego związek nie miał romantycznego podłoża. Wydawało mi się wręcz, że żyli ze sobą jak brat z siostrą. Miałam w sobie ogromne pokłady nadziei, że wylądujemy razem, że przebrniemy przez wszystko, że się uda.

Spędziliśmy dziesiątki nocy razem, w objęciach lub wyjeżdżając gdzieś, gdzie mogliśmy "udawać" parę. Za każdym razem, patrząc w jego oczy, widziałam nadzieję i miłość.

Po kilku miesiącach jednak, miałam o wiele więcej czasu i okazji, by rozmawiać z jego dziewczyną. Okazała się być wspaniałą osobą. Miałam też więcej okazji, by obserwować ich związek, wspólne życie. Ta dziewczyna wręcz mi zaufała, opowiadała o swojej rodzinie, a potem nawet przedstawiła mnie wszystkim jako "przyjaciółkę". Zostałam ciepło przyjęta do jej rodziny. Poznałam również jego rodzinę. Wspaniałych rodziców, kuzynów, ciotki. Wszyscy zaakceptowali mnie jak swoją.

Wyrzuty sumienia zaczęły zżerać mnie żywcem. Okazywała mi dużo dobroci. Była w stu procentach przekonana, że jej mężczyzna jest wierny, że dobrze im się układa, wręcz zawsze w samych superlatywach opowiadała mi o nim. Serce stawało mi w gardle, a oczy szkliły się łzami. Za każdym razem. Słyszałam historie o tym, jak się poznali, jak przeszli przez pierwszy raz, jak zaadoptowali psiaka, jak wielu mają przyjaciół...

Byłam jednak zaskoczona, że zawsze wszędzie jechaliśmy we trójkę, że on zawsze chciał brać ją ze sobą, jakby jednak nie było między nimi tak nieciekawie, jak zapewniał mnie przez lata. W chwilach prywatności zapewniał mnie o miłości, całował, pieścił, kochał. Coś jednak wisiało w powietrzu. Coś, co zaczęło wzbudzać we mnie strach. I nie były to tylko wyrzuty sumienia.

Zaczęłam mu opowiadać o historiach, które słyszałam na co dzień, przyznałam, że sprawiają, że cierpię. Jego odpowiedzi zaczęły być bardzo dziwne, nie miały nic wspólnego z tym samym mężczyzną, który przez lata pielęgnował te skrzydła, których sam mi dodał. Odpowiadał bardzo wymijająco, półzdaniami, niezrozumiale.

Z każdym kolejnym dniem słyszałam od niego coraz mniej o miłości. Na domowych imprezach zawsze bardzo zachwalał kuchnię swojej dziewczyny, pomagał jej, okazywał uczucia. Nie uczucia romantyczne, ale zdecydowanie troskę. Choć jedna strona mnie wiedziała, jak dobra jest ta kobieta, druga strona chciała zalewać się łzami. Czułam, szczerze, nieopisaną zazdrość i ból. Mój żołądek się skurczył, nie mogłam jeść. Patrzyłam na perfekcyjnie harmonijny związek, który nie miał nic wspólnego z opowieściami, którymi się ze mną dzielił.

Przez miesiące przechodziłam przez depresję. Jak bardzo dziwne by to nie było, on cały czas zabiegał o moje względy, starał się załagodzić sytuację. Znów dziwnymi półzdaniami się tłumaczył, a ja kolejnymi razy wierzyłam. Lądowałam w jego ramionach. Znów. I znów. I znów. I ponownie. I tak w kółko. Depresja przeplatana z pięknymi dniami pełnymi romansu.

Ból jednak narastał. Każdego dnia czułam coraz bardziej, że to już nie ten sam mężczyzna. Po każdej wspólnie spędzonej nocy, musiał mnie opuszczać i wracać do codzienności, rutyny, w której tak komfortowo się czuł. Każdego dnia, nawet w mojej obecności, planowali nowe rzeczy, jakby było to takie normalne, oczywiste. A ja słuchałam i nie mogłam uwierzyć. Przez lata myślałam, że to była miłość silniejsza od gór, że wszystko przezwycięży, że ten romans, wbrew temu, że romans, był budowany na prawdzie.

Zaczęłam czuć się coraz bardziej jak przysłowiowe piąte koło u wozu. Wspólne wyjazdy zawsze odbywały się w trójkącie, on nawet nie starał się aranżować więcej prywatności. Dawał mi, kompletnie zresztą nie zdając sobie sprawy, do zrozumienia, że chyba jednak trzeba szukać wyjścia ewakuacyjnego, źe chyba jednak popełnił błąd. Ilekroć mu to wypominałam, udawał, że nie rozumie, że przecież wiem, że mnie kocha, że mnie docenia...

Coraz więcej czasu spędzałam w samotności, płacząc. Przeklinałam swoją decyzję, swoją lekkomyślność, swoją ufność. Czułam, że mężczyzna, który był dla mnie nie tylko kochankiem, ale też podporą, przyjacielem, zamienia się w kogoś, kto odzwierciedlał moje największe obawy, mój największy strach. Jego imię zaczęło brzmieć bardziej jak Zawód, Ból, Cierpienie, Kłamstwo. Paradoks tej całej sytuacji zabijał mnie od środka. Wiedziałam, że nawet, jeśli bylibyśmy razem, teraz już wszyscy by mnie znienawidzili. Rodziny, które tak ciepło mnie przyjęły, a także przyjaciele. Wiedziałam również, że utrata jego wiąże się z równie silną depresją i bólem, że mnie to zmiażdży, zabije. Nie było, dosłownie rzecz biorąc, wyjścia z tej sytuacji.

Mijały kolejne dni, miały miejsce kolejne zawody, rozczarowania. Dzień za dniem obserwowałam, jak mężczyzna mojego życia zmienia się, jak nasza miłość gaśnie. Obserwowałam jego związek na co dzień, byłam świadkiem okazjonalnych objęć, uroczych gestów z jego strony dla niej. Gdyby stan emocjonalny zabijał, to możecie sobie wyobrazić, jakbym umierała długą, powolną i bolesną śmiercią. Z ręką na sercu. Zarywałam dnie i noce wyjąc i zanosząc się z bólu.

Każda kolejna rozmowa była coraz cieńsza, dziwniejsza. Obejmował mnie, obdarzał okazyjnymi pocałunkami, ale to już nie było to samo. W ostatniej rozmowie wspomniałam, że z mojej strony nic się nie zmieniło, że nadal kocham, że tęsknię, że marzę. Opowiadałam mu o moich fantazjach, dzieliłam się bólem; Nie dosłownie, lecz podświadomie, dawałam mu do zrozumienia, że błagałam o powrót tego mężczyzny, który tak bardzo chciał ze mną być. Bezskutecznie. Spojrzał się w moje oczy i usłyszalam coś w tym stylu: "Uwielbiam ci pomagać. Uwielbiam, gdy się śmiejesz, gdy spędzamy razem czas. Wszystko, czego pragnę, to żebyś była szczęśliwa. Kiedy widzę jednak, że moje gesty w twoją stronę dostają przeciwną reakcję do zamierzonej, kiedy płaczesz, nie wiem, co robić. Bardzo cię kocham i doceniam i chcę dla ciebie jak najlepiej".  Czekałam na więcej, jak zwykle, lecz nigdy się nie doczekałam.

Po tej rozmowie, nadal momentami impulsywnie rzucałam się w jego ramiona, desperacko szukając nadziei. Odwzajemniał, lecz to nie była już ta spontaniczna, dzika i wręcz nastoletnia miłość. To było na zasadzie "chcę cię pocieszyć, bo źle się czujesz". Szukałam ciepła, miłości, a pomimo ciepła jego ciała, w tych ramionach czułam pustkę. To było najbardziej bolesne uczucie, jakiego doświadczyłam. Ten moment, w którym wreszcie, po dziesiątkach prób, zrozumiałam, że jego miłość była tymczasowa, że jednak to nie to, że się nie uda.

Zdradzał wcześniej. Nie byłam pierwszą. Dziewczyna przede mną również targnęła się na decyzję, ale on jej nie odzajemniał. Pytała, czy będą razem, on nie umiał odpowiadać. Silniejsza ode mnie, dała radę odejść po roku. Ja dopiero po czterech. Przez te lata jednak każda kobieta wierzyłaby, że przecież każdy popełnia błędy, że ja widzę, że on kocha, że się angażuje, że pragnie tego samego. Zignorowałam to. Byłam w błędzie. Wyobraźcie sobie, że ta dziewczyna to przyjaciółka rodziny i osobiście ją poznałam na jednej z domowych imprez. Została zaproszona przez samą Jego partnerkę. Dołączyła do grupy ludzi, wszystkich rozśmieszała. Dziś jest już mężatką. Patrzyłam na to wszystko i nie mogłam uwierzyć oczom. On zachowywał się tak normalnie, że ta normalność mnie paraliżowała. Jego dziewczyna gaworzyła z przyjaciółką rodziny godzinami, nie mając pojęcia, że to właśnie jej mówił "kocham cię" lata temu, za jej plecami.

Siedząc w grupie prawie dziesięciu osób, zaczęło brać górę uczucie, że jestem dokładnie taka sama; Zagubiona w tłumie, niezauważona, zaledwie "przyjaciółka rodziny". Pan i pani domu są perfekcyjnymi gospodarzami, ja pomagam, okazyjnie rozmawiam z grupą kumpli. Co jakiś czas otrzymuję od niego ukradkiem spojrzenie i uśmiech. Wydawało mi się, że nie miał pojęcia, co mi robił. Ból, jaki zadawał był nie do zniesienia.

Uwierzcie mi, tłumaczyłam mu. Tłumaczyłam mu wielokrotnie. Byłam jednak tak głupia, że nie umiałam zrozumieć, że on po prostu nie podziela już moich pragnień. Jego mowa ciała, sposób wypowiadania się, dawał mi jakby do zrozumienia, że wyolbrzymiam, że przecież on robi wszystko, żeby mnie uszczęśliwiać. Zamierałam.

Kilka dni temu po raz ostatni byłam w jego objęciach. Znów z impulsu, głupiego, bezsensownego impulsu. Pocałował mnie, bardzo pusto, a ja potem zamarłam, z głową wciśniętą w jego obojczyk. Oddychałam ciężko, długo. Jego oddech zdawał się być przyspieszony, jakby był zdenerwowany. Po chwili wstał i wyszedł. Tak po prostu. Zażartował o czymś losowym i wyszedł, mówiąc mi, że jest śpiący. Słyszałam jego kroki na godziny po tym, jak wyszedł. Po prostu kłamał. Wygasłam ostatecznie.

Chciałabym, żebyście wiedziały/wiedzieli, że zdaję sobie sprawę z tego, że jego dziewczyna to wspaniała kobieta. Byłam między młotem a kowadłem, w dosłownym tego słowa znaczeniu i nie miałam bezbolesnego wyjścia z tej sytuacji. Nie rozumiałam jednak kłamstw, nawet tych drobnych, żeby zyskać moją uwagę. Nie rozumiałam tych zapewnień o miłości, tych planów, wspólnych marzeń.

Dziś nadal wszystko widzę, obserwuję, jestem częścią ich życia. Zbyt wiele im zawdzięczam, by sie odwrócić, odejść. Na co dzień widzę, jak co raz to nowsze rzeczy pojawiają się w ich domu, jak planują, angażują się. Kompletnie normalnie. Na ustach mam przyklejony sztuczny uśmiech, bo od środka umieram, gniję. Jeżdżę z nią na zakupy, słuchając coraz to nowszych opowieści o nim, w samych jak zawsze superlatywach. Dzisiaj jego mama nazywa mnie swoją drugą "córką", a jej rodzina chce widywać mnie na rodzinnych zlotach. Jak mam odmawiać?...

Błagam Was, dziewczyny, jeśli którakolwiek z Was jest w romansie z zajętym mężczyzną, odpuśćcie. Szanse są tak małe, a zawód tak duży, że ciężko przez to potem przerbnąć bez pomocy psychologa. Ja jestem tutaj uwięziona, nawet perspektywy na przyszłość nie dają mi szansy na przejście przez ten ból. Ja staram się tłumić tę depresję, ale ciężko jest mi grać na oczach wszystkich.

Jest tego o wiele więcej, ale przedstawiłam Wam główny aspekt. Byłam głupia, krzywdząc sama siebie i kogoś innego. Nauczyłam się bardzo ciężkiej lekcji. Nie życzę tego nawet największemu wrogowi.

2 Ostatnio edytowany przez Iceni (2014-12-08 19:07:21)

Odp: Moja wstrząsająca historia, która Was poruszy...

"Jego uroda uderzyla mnie w twarz" - powalilo mnie to na kolana. Przepraszam, ale chwilowo nie jestem w stanie czytac dalej bo kwicze ze smiechu big_smile big_smile big_smile

3

Odp: Moja wstrząsająca historia, która Was poruszy...

Przeczytałam do któregoś akapitu. Czytać mi się odechciało.
Kilka lat temu poznałam znajomego przez znajomych. Nie jestem wylewna i nigdy nie byłam, ale nie dało się ukryć, jak wyglądało moje życie. Mogłabym w tym miejscu rozpisać się o postępującej "przyjaźni" między nami. Ale to zbyteczne... Powiem tylko tyle: kiedy zauważyłam, że jest go za dużo w moich myślach, zerwałam kontakt. Znam jego żonę. Miła i dobra kobieta.

Cierpisz teraz? Masz za swoje. Naiwna jesteś Kobieto. Normalnie harlequin... Co Ty sobie myślałaś? I przed czym niby próbujesz nas ostrzec?
Jesteś taka... niesmaczna.

4

Odp: Moja wstrząsająca historia, która Was poruszy...

Cala te historie mozna bylo strescic mniej wiecej tak: Zobaczylam na wystawie piekna pare butow. Byly tak piekne, ze zapragnelam je miec. Kupilam je wiec i pobieglam do domu. W domu niestety okazalo sie, ze buty sa na mnie za male, ale nie zwazajac na to pobieglam na bal. Wrocilam z poobcieranymi stopami pelnymi babli i ran. Ale gdzies w glebi serca mialam nadzieje, ze sie jeszcze rozchodza. To nic, ze metka wskazywala, ze buty sa o caly rozmiar za male. Wierzylam w to, ze jak bede duzo tanczyc to buty sie w koncu rozchodza i beda pasowac jak ulal. Na stopach pojawialo sie coraz wiecej ran,
ale ja wierzylam! Wkrotce juz ledwie moglam chodzic, ale wciaz czekalam na dzien, w ktorym poczuje, ze buty staly sie wygodne.

Minely cztery lata, moje stopy sa poranione, pelne blizn i odciskow, a buty wciaz nie sa mojego rozmiaru.

Jak one smialy mi to zrobic!?

5

Odp: Moja wstrząsająca historia, która Was poruszy...

Dzięki, dziewczyny. Macie rację. Ja sobie kompletnie zdaję sobie z wszystkiego sprawę i nawet nie staram się robić z siebie ofiary. Za błędy i głupotę się płaci. W szczególności post Iceni, choć bolesny, prawdziwy jak żaden inny. Podzieliłam się, dostałam kilka "liści" w twarz, ale przynajmniej miałam komu się wygadać. Przyszłam tu po szczerość, więc dzięki, wbrew wszystkiemu.

6

Odp: Moja wstrząsająca historia, która Was poruszy...

Hej smile a mnie nawet do glowki by nie przyszlo by Cię krytykować czy smiac. Smieszne to to nie jest. Myślę ze jestes normalna Kobieta. Troche naiwna i rozmarzona. Pewnie w każdej z nas jest ten ladunek milosci gotowej na wielkie poświęcenia. Wiem tez ze uczucie jest jak żywe srebro i nie laczy sie z racjonalnym myśleniem. Taka juz jest milość... Rozumiem ze jestes za granica i ciągle u Niego. Czyli przed Toba kilka poważnych decyzji Dot. Powrotu. Pod warunkiem ze masz do czego i kogo wracac. I szkoda ze wyczyscilas swój post. To smutna ale i pouczająca historia. Zycie uklada różne scenariusze. Pozdrawiam Cie smile

7

Odp: Moja wstrząsająca historia, która Was poruszy...

Och, no tak - naiwna bylas strasznie. Ale nauczyla sie czegos, prawda?

Teraz najwazniejsze, zebys przez te nauke nie zgorzkniala, tylko nabrala rozumu i nie pchala sie kolejnym razem jak cma do swiecy. wink

Tak poza tym to wiele z nas popelnilo podobmy blad, moze tylko niewiele z nas musialo po nauke przeplynac ocean wink

8 Ostatnio edytowany przez Sponi (2014-12-08 19:47:21)

Odp: Moja wstrząsająca historia, która Was poruszy...

Jesteś nieszczęśliwa. To widać, że cierpisz. Racja... Nikt z nas nie wie, co może sie nam przydarzyć w życiu. Najrozsądniej będzie, jeśli zostawisz ich w spokoju. Toż to trójkąt. Bo inaczej śmietankę będzie zlizywał tylko on.

9

Odp: Moja wstrząsająca historia, która Was poruszy...
Anna1980 napisał/a:

Hej smile a mnie nawet do glowki by nie przyszlo by Cię krytykować czy smiac. Smieszne to to nie jest. Myślę ze jestes normalna Kobieta. Troche naiwna i rozmarzona. Pewnie w każdej z nas jest ten ladunek milosci gotowej na wielkie poświęcenia. Wiem tez ze uczucie jest jak żywe srebro i nie laczy sie z racjonalnym myśleniem. Taka juz jest milość... Rozumiem ze jestes za granica i ciągle u Niego. Czyli przed Toba kilka poważnych decyzji Dot. Powrotu. Pod warunkiem ze masz do czego i kogo wracac. I szkoda ze wyczyscilas swój post. To smutna ale i pouczająca historia. Zycie uklada różne scenariusze. Pozdrawiam Cie smile

Bardzo Ci dziękuję. Post przywróciłam, bo może jednak trafi się ktoś, kto przeanalizuje z innej strony. Jeśli nie, też zrozumiem. Niedługo rozpoczynam pracę, więc będę się wyprowadzać. Potrwa to jednak kilka miesięcy, więc przez jeszcze jakiś czas będe musiała to znosić. Jeszcze raz dziękuję Ci za zrozumienie, nawet w tak ciężkiej sytuacji. Ściskam. smile

10

Odp: Moja wstrząsająca historia, która Was poruszy...

Nie przeszło mi nawet przez myśl, żeby Ciebie ukamienować. Ja też popełniałam błędy i pewnie jeszcze się zdarzy, że zrobie coś nie tak. Na tym forum przeczytałam ostatnio tezę: w miłości nie ma logiki.

11 Ostatnio edytowany przez Leliana (2014-12-08 19:53:08)

Odp: Moja wstrząsająca historia, która Was poruszy...
Iceni napisał/a:

Och, no tak - naiwna bylas strasznie. Ale nauczyla sie czegos, prawda?

Teraz najwazniejsze, zebys przez te nauke nie zgorzkniala, tylko nabrala rozumu i nie pchala sie kolejnym razem jak cma do swiecy. wink

Tak poza tym to wiele z nas popelnilo podobmy blad, moze tylko niewiele z nas musialo po nauke przeplynac ocean wink

Dziękuję, Iceni. Zgorzknieć nie zgorzknieję, ale z pewością nauczyłam się nieufności i tego, że choćby facet mrugał oczkami jak lala, żeby nie pchać się między dwojga. Gdybym wiedziała, że jego związek wygląda tak, a nie jak mi go przedstawił, nigdy w życiu bym się na to nie targnęła.

Sponiewierana napisał/a:

Jesteś nieszczęśliwa. To widać, że cierpisz. Racja... Nikt z nas nie wie, co może sie nam przydarzyć w życiu. Najrozsądniej będzie, jeśli zostawisz ich w spokoju. Toż to trójkąt. Bo inaczej śmietankę będzie zlizywał tylko on.

Masz rację. To jest bardzo bolesna, ale święta prawda. Posiadać dwie kobiety to dla niektórych facetów szczyt marzeń. Jedna gotuje i sprząta, druga zapewnia romanse. Głupia byłam, zbyt ufna i zakochana. W niewłaściwym facecie i w niewłaściwym czasie. Potrwa to bardzo, bardzo długo, zanim się znów na kogoś otworzę.

12

Odp: Moja wstrząsająca historia, która Was poruszy...

Nie wiem jeszcze dlaczego ale juz Cie polubilam smile a to musi znaczyć ze jestes wartościowa dziewczyna i ze sobie poradzisz smile i informuj nas o swoich decyzjach a my je będziemy OBIEKTYWNIE oceniac i Cie wspierać wink i radzic wink

13

Odp: Moja wstrząsająca historia, która Was poruszy...

Witaj Liliano, a skąd wiesz o jego wcześniejszej zdradzie partnerki?
I wiesz, tak sobie myślę, czy to możliwe, żeby ona nie wiedziała o was.
Może żyją oboje, w jakimś swoim wypracowanym układzie...........

14 Ostatnio edytowany przez Leliana (2014-12-08 20:07:45)

Odp: Moja wstrząsająca historia, która Was poruszy...
Anna1980 napisał/a:

Nie wiem jeszcze dlaczego ale juz Cie polubilam smile a to musi znaczyć ze jestes wartościowa dziewczyna i ze sobie poradzisz smile i informuj nas o swoich decyzjach a my je będziemy OBIEKTYWNIE oceniac i Cie wspierać wink i radzic wink

Dzięki Ci, Aniu. smile To jest ogromna ulga, naprawdę, otrzymywać zrozumienie od innych kobiet, pomimo tego, że popełniłam błąd. Od razu lżej mi na sercu.

żyworódka napisał/a:

Witaj Liliano, a skąd wiesz o jego wcześniejszej zdradzie partnerki?
I wiesz, tak sobie myślę, czy to możliwe, żeby ona nie wiedziała o was.
Może żyją oboje, w jakimś swoim wypracowanym układzie...........

Żyworódko, on opowiedział mi o tej zdradzie, jak się poznaliśmy. Po czasie w pewnym sensie użył tego faktu, żeby powiedzieć mi, że zdradził wcześniej, ale dopiero teraz czuje, że znalazł kobietę swojego życia. Bla bla... Przechodziła mi przez myśl fakt, że to mógł być układ, ale analiza tej myśli jest zbyt bolesna. Gdy zwierzyłam się niedawno mamie, która o niczym nie wiedziała, powiedziała mi dokładnie to samo. Z rozmów z jego kobietą wychodzi jednak, że ona mu bardzo ufa, ciągle go chwali, mówi mi, że ma ogromnego farta, że trafiła na faceta, który jest jej wierny i był przez ponad 12 lat. W tym momencie raczej nie sądziłam, że był to układ. On po prostu musi mieć... zdolności aktorskie i sumiennie zapewniać ją o wierności, kiedy moje oczy z kolei były skierowane gdzie indziej.

15

Odp: Moja wstrząsająca historia, która Was poruszy...

Nie zamartwiaj się na zapas, kiedy zdołasz otworzyć się na kogoś innego. Ty teraz zbieraj rozpryskane na kawałeczki serduszko.

16

Odp: Moja wstrząsająca historia, która Was poruszy...
Leliana napisał/a:

(...)
Żyworódko, on opowiedział mi o tej zdradzie, jak się poznaliśmy. Po czasie w pewnym sensie użył tego faktu, żeby powiedzieć mi, że zdradził wcześniej, ale dopiero teraz czuje, że znalazł kobietę swojego życia. Bla bla... Przechodziła mi przez myśl fakt, że to mógł być układ, ale analiza tej myśli jest zbyt bolesna. Gdy zwierzyłam się niedawno mamie, która o niczym nie wiedziała, powiedziała mi dokładnie to samo. Z rozmów z jego kobietą wychodzi jednak, że ona mu bardzo ufa, ciągle go chwali, mówi mi, że ma ogromnego farta, że trafiła na faceta, który jest jej wierny i był przez ponad 12 lat. W tym momencie raczej nie sądziłam, że był to układ. On po prostu musi mieć... zdolności aktorskie i sumiennie zapewniać ją o wierności, kiedy moje oczy z kolei były skierowane gdzie indziej.

Zatem, nie tylko ja mam takie podejrzenia.
To, że mówi o jego wierności, to też może być jej gra - oboje dobrzy aktorzy, a każde z nich, chce coś dla siebie ugrać.
On dwie kobiety, ona jego, jako stała partnerka.
Przez tyle lat wspólnych spotkań, bo zawsze wam towarzyszyła, albo raczej ty im, miała was na 'oku' - niejako byliście pod jej kontrolą.

Jeśli to nie był ich "układ", to dla mnie jest n i e m o ż l i w o ś c i ą, aby intuicyjnie nie wyczuwała zagrożenia.
Może tamtej też tak mówiła, bo mówiąc o tym, stawiała siebie w waszych oczach w roli ofiary, a was oprawców.
Zamykała wam tym psychologicznym chwytem usta.

Ot, takie są moje przemyślenia.

17 Ostatnio edytowany przez Anna1980 (2014-12-08 21:21:40)

Odp: Moja wstrząsająca historia, która Was poruszy...
żyworódka napisał/a:
Leliana napisał/a:

(...)
Żyworódko, on opowiedział mi o tej zdradzie, jak się poznaliśmy. Po czasie w pewnym sensie użył tego faktu, żeby powiedzieć mi, że zdradził wcześniej, ale dopiero teraz czuje, że znalazł kobietę swojego życia. Bla bla... Przechodziła mi przez myśl fakt, że to mógł być układ, ale analiza tej myśli jest zbyt bolesna. Gdy zwierzyłam się niedawno mamie, która o niczym nie wiedziała, powiedziała mi dokładnie to samo. Z rozmów z jego kobietą wychodzi jednak, że ona mu bardzo ufa, ciągle go chwali, mówi mi, że ma ogromnego farta, że trafiła na faceta, który jest jej wierny i był przez ponad 12 lat. W tym momencie raczej nie sądziłam, że był to układ. On po prostu musi mieć... zdolności aktorskie i sumiennie zapewniać ją o wierności, kiedy moje oczy z kolei były skierowane gdzie indziej.

Zatem, nie tylko ja mam takie podejrzenia.
To, że mówi o jego wierności, to też może być jej gra - oboje dobrzy aktorzy, a każde z nich, chce coś dla siebie ugrać.
On dwie kobiety, ona jego, jako stała partnerka.
Przez tyle lat wspólnych spotkań, bo zawsze wam towarzyszyła, albo raczej ty im, miała was na 'oku' - niejako byliście pod jej kontrolą.

Jeśli to nie był ich "układ", to dla mnie jest n i e m o ż l i w o ś c i ą, aby intuicyjnie nie wyczuwała zagrożenia.
Może tamtej też tak mówiła, bo mówiąc o tym, stawiała siebie w waszych oczach w roli ofiary, a was oprawców.
Zamykała wam tym psychologicznym chwytem usta.

Ot, takie są moje przemyślenia.

...ale to byloby wyjątkowo perfidne i podle... Ale wiem ze ludzie są zdolni do największych świństw... Wiecteoretycznie taki scenariusz mozliwy. Bylby jednak najbardziej bolesny z mozliwych sad

18 Ostatnio edytowany przez Leliana (2014-12-08 22:19:29)

Odp: Moja wstrząsająca historia, która Was poruszy...
żyworódka napisał/a:

To, że mówi o jego wierności, to też może być jej gra - oboje dobrzy aktorzy, a każde z nich, chce coś dla siebie ugrać.
On dwie kobiety, ona jego, jako stała partnerka.
Przez tyle lat wspólnych spotkań, bo zawsze wam towarzyszyła, albo raczej ty im, miała was na 'oku' - niejako byliście pod jej kontrolą.

Jeśli to nie był ich "układ", to dla mnie jest n i e m o ż l i w o ś c i ą, aby intuicyjnie nie wyczuwała zagrożenia.
Może tamtej też tak mówiła, bo mówiąc o tym, stawiała siebie w waszych oczach w roli ofiary, a was oprawców.
Zamykała wam tym psychologicznym chwytem usta.

Ot, takie są moje przemyślenia.

Na początku zupełnie o tym nie myślałam. Później dopiero zaczęłam zastanawiać się, jak ona mogła niczego nie podejrzewać tym bardziej, że on mnie zapewniał, że nawet już ze sobą nie sypiają. Później słyszałam opowieści od niej, jak to porankami przed pracą się do niej klei, co, jak sama mówiła, sprawiało, że spóźniał się do pracy. Coraz częściej uderzała mnie faktami, o których wcześniej nie miałam pojęcia, bo wierzyłam w jego bajki. Starałam się to ignorować, bo przecież ciągle okazywał mi uczucia. Później jednak zaczęło mnie to bardziej martwić, bo słyszałam coraz więcej i coraz częściej. Serce stawało mi w gardle, gdy ona opowiadała mi o nim, coraz to nowsze historie. Czasami miewałam wrażenie, jakby robiła to specjalnie, ale wolałam o tym nie myśleć. Może była lub jest nadal przekonana, że on jej nigdy nie zostawi. To zdecydowanie wygląda na najbardziej stabilny związek, jaki widziałam. Zakłamany, bo facet po prostu jest największym egoistą na świecie, ale relacja istnieje, ma się dobrze, wręcz ciągle się buduje. Ona albo po prostu bezgranicznie mu ufa i ślepo wierzy albo po prostu faktycznie zezwoliła mu na skoki w bok, by nie zostać samą. Wolę nie myśleć.

Anna1980 napisał/a:

...ale to byloby wyjątkowo perfidne i podle... Ale wiem ze ludzie są zdolni do największych świństw... Wiecteoretycznie taki scenariusz mozliwy. Bylby jednak najbardziej bolesny z mozliwych sad

Wiesz, Aniu, we mnie jest już tyle bólu, że nic by mnie nie zdziwiło. Ciężko jest mi teraz to wszystko trawić. Nie sądziłam, że na oczach miałam klapki, że to nie była rzeczywistość, w którą on mnie zaciągnął. Rzeczywistość okazała się być pułapką, bólem, niesamowitym zawodem. Zdecydowanie największym rozczarowaniem, z jakim spotkałam się w życiu...

19 Ostatnio edytowany przez Leliana (2014-12-09 06:22:11)

Odp: Moja wstrząsająca historia, która Was poruszy...

Dodaję kolejny post przed snem. Przez różnicę czasową, ciężko jest mi się z Wami zsynchronizować. smile Zanim jednak to zrobię, to chcę Wam jeszcze raz bardzo podziękować za wsparcie i zrozumienie. To wiele dla mnie znaczy, dodaje mi siły i sprawia, że jest mi łatwiej brnąć naprzód.

Dzisiejszy dzień przeminął głównie w towarzystwie jego dziewczyny. Rozmawiałyśmy o wszystkim i o niczym, ale jak zawsze w pewnym momencie tematem rozmów musiał stać się on. Po raz kolejny musiałam się uśmiechać, kiwać głową i przyznawać jej rację. Bardzo jest mi ciężko o nim rozmawiać i gdybym mogła, wolałabym już nic nie słyszeć.

Próbował do mnie dzwonić w przerwie spotkania w pracy, ale nie odbierałam. Miałam siedem nieodebranych połączeń i kilka smsów. Nie chciałam z nim rozmawiać. Wiedziałam zresztą doskonale, jak ta rozmowa by się odbywała; zapytałby mnie jak się czuję, a potem po krótkim "ok", pożegnałby się. Szczerze nienawidzę tych rozmów.

Jest we mnie tyle goryczy, jestem tak przepełniona bólem, że nawet nie mogę znieść jego widoku. Gdy wrócił z pracy, spacerował po domu gwiżdżąc i śpiewając pod nosem, jakby życie nie mogło być lepsze. Był w rewelacyjnym humorze, wraz ze swoją dziewczyną pracowali nad jego projektem z pracy, kiedy siedziałam w pokoju obok, skrobiąc na Netkobietach.  Pytał, czy zejdę do salonu dotrzymać towarzystwa, ale znalazłam wymówkę, żeby się skutecznie wywinąć.

Zastanawia mnie ta sielanka, w której żyje. Ilekroć go pytałam, nie umiał mi odpowiadać. Zachowuje się tak, jakby wszystko było w największym porządku. Te wszystkie kłamstwa, którymi jest przepełniony, rujnują nawet jego śliczną buzię. Nie umiem patrzeć na niego jak na mężczyznę, którego kochałam. Raczej kocham... kocham nadal, ale kocham raczej wspomnienie o nim, niż jego samego. To już nie ten sam mężczyzna........

20

Odp: Moja wstrząsająca historia, która Was poruszy...

Ty go nigdy nie kochałaś, Ty byłaś zauroczona jego grą aktorską.

21 Ostatnio edytowany przez Leliana (2014-12-09 08:29:30)

Odp: Moja wstrząsająca historia, która Was poruszy...
siwek napisał/a:

Ty go nigdy nie kochałaś, Ty byłaś zauroczona jego grą aktorską.

Siwek, powiem Ci tak. Nie nazwałabym tego zauroczeniem, bo między nami nie było tylko romansu, ale też wzajemne wsparcie, wspólne plany, marzenia. To trwało latami. Nie byłam nastolatką, a świadomą już kobietą. Świadomą, tylko szkoda, że głupią, bo to miało głównie podłoże na odległość, online. Dopiero spędzanie z nim czasu i obserwacja rzeczywistości dała mi srogiego liścia w twarz. Masz rację jednak z tym, że kochałam jego grę, jego taktykę, nieświadomie. Pomimo tego, że to facet wykształcony, dobrze zarabiający, odpowiedzialny, w miłości tej odpowiedzialności ma zero i nadal szczeniackie podejście do tematu. Pomimo tego, że cały czas zapewniał, że nigdy nie byłam zabawką, innego wytłumaczenia tutaj nie ma. Byłam odskocznią od rutyny, "fajną laską", którą można było się pochwalić w obcych miejscach, gdzie nikt nas nie znał. Świadomość tego bardzo boli.

22

Odp: Moja wstrząsająca historia, która Was poruszy...

Facet założył sobie harem,a Ty się dziwisz,że jest zadowolony?Jeżeli już w końcu po tylu latach dotarło do Ciebie,ze jesteś zabawką,to co Ty tam jeszcze robisz?Dla mnie to jest chore.Ja jeszcze rozumiem zakochałaś się,ale że jesteś dojrzałą kobietą,to już wątpliwe.Przecież od początku wiesz,ze to trójkąt,a w tym tkwisz i to jak długo.Dla mnie to i Ona i Ty jednakowo zdajecie sobie sprawę z tej drugiej,ale po prostu to jest dla Was nie wiem...może wygodne...może podniecające...Ja bym nie zniosła,gdyby mój facet sypiał z drugą i to pod jednym dachem.

23

Odp: Moja wstrząsająca historia, która Was poruszy...

Ja tylko nie rozumiem, dlaczego skoro on wprost zdradzał swoją kobietę z Tobą, nawet się z tym nie kryjąc przyszło Ci do głowy, że akurat z Tobą nie będzie tak samo. Takich facetów bezpieczniej nie trzymać przy sobie dłużej niż jedną noc. A już w żadnym wypadku nie należy się w relację z takim angażować uczuciowo.

Iceni - a to porównanie do butów to dobre big_smile

24

Odp: Moja wstrząsająca historia, która Was poruszy...

Leliana - TY miałaś plany (nie były one wspólne), TY miałaś marzenia. Nie wiem czy przy takiej sytuacji różni się nastolatka od głupiutkiej dojrzałej kobiety - chyba tylko wiekiem. Cały temat skupia się na Tobie - ale to, że nie tylko byłaś jedną z wielu która niszczyła życia dziewczynie Twojego Adonisa (i w sumie dalej siedzisz i czekasz aż jej się potknie noga) ale na dodatek zrobiłaś to z życiem swojego byłego już chłopaka. Przez lata, jak piszesz, trzymałaś go tylko po to aby mieć możliwość odwiedzać i być odwiedzaną. Wykorzystałaś go tylko po to aby móc się jeszcze bardziej zbliżyć do swojego ukochanego. W sumie jak czytam ten i inne podobne tematy na tym forum to coraz bardziej cieszę się, że podjąłem decyzję o nie wchodzeniu do tego "świata" aby trzymać się od tego bagna zwanego przez niektórych "miłością" z daleka. Jednego dnia myślisz, że kochasz i jesteś kochany a drugiego Twoja luba znajduje innego - a na świecie zawsze znajdzie się ktoś lepszy od ciebie. Czasami wystarczy sam fakt, że będzie inny.

25

Odp: Moja wstrząsająca historia, która Was poruszy...

Wstrząsnęła mnie twoja historia. Uwierz mi. Nie pojmuję jakim trzeba być człowiekiem, żeby udawać przyjaźń z kobietą swojego kochanka. No tego pojąć nie mogę. Ktoś tu napisał, że jesteś (czy byłaś ) naiwna. Nie prawda. Z premedytacją pchałaś się w trójkąt. Piszesz w tytule, że twoja historia forumowiczów poruszy. Mnie nie poruszyła, mną wstrząsnęła. Ty go nie kochasz. Żadna (przynajmniej ja takiej nie znam i o takiej nie słyszałam) kobieta naprawdę kochająca mężczyznę nie chodziłaby na zakupki z jego wybranką (tak, tak, to tamta jest jego wybranką). Ból byłby nie do wytrzymania. Jedna zrobiłaby scenę, inna uciekła, ale żadna, by nie została.
Właściwie dlaczego nie powiesz jej prawdy? Nie miałaś nigdy ochoty na to, żeby się dowiedziała? (tzn. ona na 100% wie, ale dlaczego, jej tego nie powiesz?)

26

Odp: Moja wstrząsająca historia, która Was poruszy...
bulinka_1969 napisał/a:

Facet założył sobie harem,a Ty się dziwisz,że jest zadowolony?Jeżeli już w końcu po tylu latach dotarło do Ciebie,ze jesteś zabawką,to co Ty tam jeszcze robisz?Dla mnie to jest chore.Ja jeszcze rozumiem zakochałaś się,ale że jesteś dojrzałą kobietą,to już wątpliwe.Przecież od początku wiesz,ze to trójkąt,a w tym tkwisz i to jak długo.Dla mnie to i Ona i Ty jednakowo zdajecie sobie sprawę z tej drugiej,ale po prostu to jest dla Was nie wiem...może wygodne...może podniecające...Ja bym nie zniosła,gdyby mój facet sypiał z drugą i to pod jednym dachem.

Nie wiem, czy do końca przeczytałaś moją historię i czy przeczytałaś o tym, o czym mnie zapewniał. Oczywiście, że wiedziałam, że ma kobietę, ale przez lata widywałam go na żywo tylko okazjonalnie. Gdy już mleko się rozlało i sprawa poszła zbyt daleko, było za późno. Dopiero przyjeżdżając tutaj, miałam szansę nauczyć się tego, czego się nauczyłam. A powód, dla którego powiedziałam, że jestem tutaj uwięziona jest fakt, że jestem w trakcie sprawy wizowej, a to trwa miesiącami i wszystkie telefony, powiadomienia, są pod jego adresem. 

Jak coś takiego mogłoby mnie podniecać?... Czy gdyby było to dla mnie teraz wygodne, zalewałabym się łzami, żałowała i przeklinała dzień, w którym wsiadłam do samolotu?... Nie. Gdybym wiedziała, że jego dziewczyna jest tak dobrą kobietą i gdybym wiedziała od początku, że im się uklada, tak, jak wspomniałam- NIGDY bym między nich nie weszła. Choć z drugiej strony wiem, że włazić nie powinnam była wcale, tylko zaufałam. Mam za swoje.

WitchQueen napisał/a:

Ja tylko nie rozumiem, dlaczego skoro on wprost zdradzał swoją kobietę z Tobą, nawet się z tym nie kryjąc przyszło Ci do głowy, że akurat z Tobą nie będzie tak samo. Takich facetów bezpieczniej nie trzymać przy sobie dłużej niż jedną noc. A już w żadnym wypadku nie należy się w relację z takim angażować uczuciowo.

Ależ on jak najbardziej się z tym krył- przynajmniej przy mnie. Nie wiem, czy przeczytałaś, co działo się na domowych imprezach tutaj. Nigdy w życiu nikt nie dałby wiary, że mnie i jego coś łączy, bo często mnie nawet traktował jak siostrę, koleżankę lub po prostu zajmował się gośćmi. Masz rację, bo gdybym wiedziała, że facet nigdy wobec mnie poważnych zamiarów nie miał, to bym nawet nie angażowała się w pracę tutaj. Momentami jednak, podczas poważnych rozmów, płakał i błagał mnie, żebym przy nim została. Łzy, które ronił, także zatrzymywały mnie przy nim. Te może też można udawać, wolę nie wiedzieć.

siwek napisał/a:

Leliana - TY miałaś plany (nie były one wspólne), TY miałaś marzenia. Nie wiem czy przy takiej sytuacji różni się nastolatka od głupiutkiej dojrzałej kobiety - chyba tylko wiekiem. Cały temat skupia się na Tobie - ale to, że nie tylko byłaś jedną z wielu która niszczyła życia dziewczynie Twojego Adonisa (i w sumie dalej siedzisz i czekasz aż jej się potknie noga) ale na dodatek zrobiłaś to z życiem swojego byłego już chłopaka. Przez lata, jak piszesz, trzymałaś go tylko po to aby mieć możliwość odwiedzać i być odwiedzaną. Wykorzystałaś go tylko po to aby móc się jeszcze bardziej zbliżyć do swojego ukochanego. W sumie jak czytam ten i inne podobne tematy na tym forum to coraz bardziej cieszę się, że podjąłem decyzję o nie wchodzeniu do tego "świata" aby trzymać się od tego bagna zwanego przez niektórych "miłością" z daleka. Jednego dnia myślisz, że kochasz i jesteś kochany a drugiego Twoja luba znajduje innego - a na świecie zawsze znajdzie się ktoś lepszy od ciebie. Czasami wystarczy sam fakt, że będzie inny.

Siwek, wybacz, ale nie zgodzę się z Tobą. Napisałam przecież, powtarzałam, że obydwoje mieliśmy plany. Setki maili, telefonów, rozmów. Zdążyłam mu na tyle zaufać, że byłam pewna, iż to jest TO. Nie bez powodu rozmawialiśmy o rozstaniu ze swoimi partnerami, bo myślałam, że obydwoje byliśmy nieszczęśliwi. Wybacz, Siwek, ale nie wiesz, co było między mną, a byłym chłopakiem i co sprawiło, że potem stało się to już tylko przywiązaniem. Do tej pory utrzymujemy kontakt, rozstaliśmy się w bardzo dobrej komitywie. Ostatnią rzeczą, jaką bym przyznała to to, że zniszczyłam mu życie. Dlatego tutaj sumienie miałam czyste, że ja swoje zrobiłam, że oddałam mu wolność. Teraz czekałam już tylko na JEGO ruch. Ruch tego, który mi naobiecywał. A że mnie okłamał zapewniając przez lata, że u niego też nie kolorowo, że też odda swojej wolność...

To również nieprawda, że źle życzę, czy czekam na powinięcie się nogi jego partnerki. Nie bez powodu napisałam, że to dobra kobieta, bo taka jest. Wszystkie odruchy względem niego, jakie jeszcze miałam przez ostatnie dni, to był łabędzi śpiew tego uczucia, które myślałam, że było wielkie. Jest we mnie nadal szczątek ślepo zakochanej dziewczyny, która ma jakiś tam promyk nadzei, że może chociaż to uczucie w jakimś stopniu nie było udawane. Teraz moim zadaniem jest się odsunąć, odejść.

Szpileczka napisał/a:

Wstrząsnęła mnie twoja historia. Uwierz mi. Nie pojmuję jakim trzeba być człowiekiem, żeby udawać przyjaźń z kobietą swojego kochanka. No tego pojąć nie mogę. Ktoś tu napisał, że jesteś (czy byłaś ) naiwna. Nie prawda. Z premedytacją pchałaś się w trójkąt. Piszesz w tytule, że twoja historia forumowiczów poruszy. Mnie nie poruszyła, mną wstrząsnęła. Ty go nie kochasz. Żadna (przynajmniej ja takiej nie znam i o takiej nie słyszałam) kobieta naprawdę kochająca mężczyznę nie chodziłaby na zakupki z jego wybranką (tak, tak, to tamta jest jego wybranką). Ból byłby nie do wytrzymania. Jedna zrobiłaby scenę, inna uciekła, ale żadna, by nie została.
Właściwie dlaczego nie powiesz jej prawdy? Nie miałaś nigdy ochoty na to, żeby się dowiedziała? (tzn. ona na 100% wie, ale dlaczego, jej tego nie powiesz?)

Szpileczka, nigdy nie udawałam i nie będę udawać przyjaźni z jego dziewczyną. Nidgy nawet o tym nie wspomniałam. Po miesiącach przebywania w jej towarzystwie, poznałam ją na tyle dobrze, że wiem, iż nigdy nie byłabym w stanie odbić jej faceta, a już nie tym bardziej z premedytacją. Związek miał wcześniej praktycznie podłoże online, więc nie znałam jej charakteru, a odwiedzać odwiedzali dosłownie na pięć dni. Nie miałam szans poznać jej dogłębnie, bo nigdy nie byłyśmy same. Po prostu opis jej, jaki dostałam od niego, kompletnie nie pasował do tego, jaki okazał się być naprawdę. Nie chcę się wybielać, bo oczywiście, sama również ponoszę winę, bo nie powinnam była w pierwszej kolejności pchać się pomiędzy dwojga, ale na pewno nie powiem, że udaję przyjaźń z nią samą czy z rodziną. Właśnie dlatego teraz odsuwam się, dlatego jestem tutaj, żeby dostać parę liści w twarz i jakiś szczątek otuchy.

27

Odp: Moja wstrząsająca historia, która Was poruszy...

Mów co chcesz, dla mnie to jest czysta naiwność. A krył to on się bardziej przed swoją dziewczyną, niż Tobą, Ciebie miał gdzieś, bo wiedział, że zatańczysz jak Ci zagra.

28 Ostatnio edytowany przez Leliana (2014-12-09 21:38:08)

Odp: Moja wstrząsająca historia, która Was poruszy...
WitchQueen napisał/a:

Mów co chcesz, dla mnie to jest czysta naiwność. A krył to on się bardziej przed swoją dziewczyną, niż Tobą, Ciebie miał gdzieś, bo wiedział, że zatańczysz jak Ci zagra.

Teraz już to wiem zbyt dobrze.

Każda Wasza opinia się dla mnie liczy. Bat, czy nie bat, wszystko i tak bardzo mi pomaga, więc dzięki.

29

Odp: Moja wstrząsająca historia, która Was poruszy...

Leliana, tu nie chodzi, czy ona dobra, czy nie dobra. Poznałaś ją, z krwi i kości. Patrzyłaś jej w oczy, chichotałaś z nią, rozmawiałaś z nią na poważne i na mniej poważne tematy, a po tych rozmowach i przed, szłaś do łóżka z JEJ ukochanym. Nie mogę pojąć.
Moje zdanie jest takie, że ty chcesz tą wizę i ciągniesz tę swoją "historię miłosną", bo boisz się, że jak zaczniesz stawiać mu warunki to z wizy nici. I wiesz, co ci powiem, że nie obchodzi mnie w jaki sposób chcesz się dostać za ocean, ale proszę nie ubieraj tej historii w piękne słówka o miłości. Litości.

30

Odp: Moja wstrząsająca historia, która Was poruszy...

Witaj:) . Jakie masz plany Lelianko na najblizszy rok! Co planujesz zrobić? smile

31 Ostatnio edytowany przez Leliana (2014-12-09 22:08:58)

Odp: Moja wstrząsająca historia, która Was poruszy...
Szpileczka napisał/a:

Leliana, tu nie chodzi, czy ona dobra, czy nie dobra. Poznałaś ją, z krwi i kości. Patrzyłaś jej w oczy, chichotałaś z nią, rozmawiałaś z nią na poważne i na mniej poważne tematy, a po tych rozmowach i przed, szłaś do łóżka z JEJ ukochanym. Nie mogę pojąć.
Moje zdanie jest takie, że ty chcesz tą wizę i ciągniesz tę swoją "historię miłosną", bo boisz się, że jak zaczniesz stawiać mu warunki to z wizy nici. I wiesz, co ci powiem, że nie obchodzi mnie w jaki sposób chcesz się dostać za ocean, ale proszę nie ubieraj tej historii w piękne słówka o miłości. Litości.

Szpileczko, pojechałaś tym razem trochę za daleko. Walka o wizę była zupełnie odrębną decyzją, bo chciałam zawsze pracować w swoim fachu. Sprawa już teraz jest weryfikowana, więc on z nią nie ma nic wspólnego. Bardzo nie fair oceniasz mój pobyt tutaj, bo ta wiza to zupełnie inna historia. To była zacięta walka, w którą włożyłam mnóstwo pracy i zaangażowania. Bez nielegalnych trików. Proszę Cię zatem abyś najpierw zapytała, zanim zaczniesz dochodzić do wniosków, że wiza ma cokolwiek wspólnego z romansem z nim. Nic bardziej mylnego.

Jeśli chodzi o jego dziewczynę, to zdaję sobie sprawę, jak napisałam wcześniej. Ślepa i głucha, nie widziałam przez tę barierę, tę główną barierę, przez którą w ogóle nie powinnam była próbować się pchać. Wiem, że ciężko jest to ogarnąć, bo sama lata temu pouczałam kobiety na forach z podobnymi problemami, że jak tak można, że podle, że fałszywie. Dopiero gdy mi samej coś takiego się przytrafiło, wszystko straciło logikę i sens. Ja do tej pory sama tego nie ogarniam.

Anna1980 napisał/a:

Witaj:) . Jakie masz plany Lelianko na najblizszy rok! Co planujesz zrobić? smile

Aniu, za parę miesięcy zacznę pracę i będę się starała znaleźć własne lokum. Jeśli weryfikacja wizy się nie powiedzie, wrócę do kraju. Przy obydwu opcjach będę od niego odizolowana, co sprawi, że szybciej z tego wyjdę i szybciej sprawy się unormują, o ile jest to jeszcze możliwe...

32

Odp: Moja wstrząsająca historia, która Was poruszy...
Leliana napisał/a:
WitchQueen napisał/a:

Mów co chcesz, dla mnie to jest czysta naiwność. A krył to on się bardziej przed swoją dziewczyną, niż Tobą, Ciebie miał gdzieś, bo wiedział, że zatańczysz jak Ci zagra.

Teraz już to wiem zbyt dobrze.

Każda Wasza opinia się dla mnie liczy. Bat, czy nie bat, wszystko i tak bardzo mi pomaga, więc dzięki.

Ja tam nie zamierzam Cię potępiać. Myślę, że porządnego buta na dupsko to Ci ta sytuacja zafundowała. Po prostu mnie dziwi, że się w coś takiego można wpakować. Bezmyślność mnie dziwi.

33 Ostatnio edytowany przez Leliana (2014-12-10 04:11:29)

Odp: Moja wstrząsająca historia, która Was poruszy...
WitchQueen napisał/a:
Leliana napisał/a:
WitchQueen napisał/a:

Mów co chcesz, dla mnie to jest czysta naiwność. A krył to on się bardziej przed swoją dziewczyną, niż Tobą, Ciebie miał gdzieś, bo wiedział, że zatańczysz jak Ci zagra.

Teraz już to wiem zbyt dobrze.

Każda Wasza opinia się dla mnie liczy. Bat, czy nie bat, wszystko i tak bardzo mi pomaga, więc dzięki.

Ja tam nie zamierzam Cię potępiać. Myślę, że porządnego buta na dupsko to Ci ta sytuacja zafundowała. Po prostu mnie dziwi, że się w coś takiego można wpakować. Bezmyślność mnie dziwi.

Mnie również moja własna bezmyślność dziwi. Oczywiście, mądra jestem dopiero po szkodzie. But na dupsko to mało powiedziane, bo to był but gęsto oćwiekowany.

Jedyny pozytyw, jaki mogę z tego bagna emocjonalnego wynieść to fakt, że to jest początek końca bólu i rozczarowań oraz to, że wreszcie odłożyłam nie swoją "rzecz" z powrotem na półkę. Nie powiem, ból jest niesamowity. Widzę go w snach każdej nocy, jego obojętność wobec już teraz tego wszystkiego mnie przeraża. Zostałam kompletnie sama z własnymi wyrzutami sumienia i sama w dosłownym tego słowa znaczeniu, bo nie ma już tej bezmyślnej miłości, która utrzymywała mnie przy życiu i nadziei. Nie ma jego po prostu. Gdyby z kolei BYŁ, to z powrotem pojawiłyby się wątpliwości, codzienny strach, zazdrość, ból. To nie było tego warte, w szczególności ze względu na jego dziewczynę. Wiem, że ten kierunek, na który się teraz nastawiłam, jest tym właściwym.

Jego widok to jak setki ostrzy przeszywających ciało. Dziwnie jest patrzeć na kogoś, kogo się tak kochało i wiedzieć, że to nie było szczere, prawdziwe, że to nie miało, z oczywistych względów, szans. Może teraz płacę za jakieś błędy z przeszłości, nie mam pojęcia. Nie mam, w jak najmniejszym wypadku, zamiaru robić z siebie ofiary, bo zdaję sobie sprawę, że ponoszę ogromną winę za to, co się stało, do czego dosżło. Pewnie gdybym nigdy nie zaczęła zadawać mu niewygodnych pytań, nigdy bym się nie dowiedziała, brnęłabym przez kolejne lata, ślepo, niszcząc sobie i innym życie.

Lekcja nauczona.

34

Odp: Moja wstrząsająca historia, która Was poruszy...

Nie czuje zaskoczenia, ani nie porusza mnie ta historia - takie cos to o wiele za malo by mnie poruszyc.
Nie jest mi Ciebie wcale szkoda.
Nie mysle tez, ze jestes zla, ani nie cieszy mnie Twoje cierpienie.
Ale musze przyznac, ze mam spory problem ze zrozumieniem tego, jak mozna sobie samej tak noge podstawic.

To jest kompletnie wbrew wszystkiemu czym jestem i czym sie kieruje, wiec pewnie dlatego mam problem ze zrozumieniem.

Nie masz ochoty mu strzelic raz na szczescie w sliczna jego twarz?

35

Odp: Moja wstrząsająca historia, która Was poruszy...

Hej smile   ... A tak z ciekawości powiedz mi czy masz jakieś konkretne zrodlo utrzymania, bo piszesz ze dopiero za parę mies. podejmiesz prace i wtedy sie wyprowadzisz i cos wynajmniesz... Czy to znaczy ze jestes na jego utrzymaniu?

36

Odp: Moja wstrząsająca historia, która Was poruszy...
Anna1980 napisał/a:

Hej smile   ... A tak z ciekawości powiedz mi czy masz jakieś konkretne zrodlo utrzymania, bo piszesz ze dopiero za parę mies. podejmiesz prace i wtedy sie wyprowadzisz i cos wynajmniesz... Czy to znaczy ze jestes na jego utrzymaniu?

Dobre pytanie.
Też chciałam je zadać, ale nie z ciekawości tylko dla pełnego obrazu sytuacji autorki.

37 Ostatnio edytowany przez Leliana (2014-12-10 21:36:14)

Odp: Moja wstrząsająca historia, która Was poruszy...
NinaLafairy napisał/a:

Nie czuje zaskoczenia, ani nie porusza mnie ta historia - takie cos to o wiele za malo by mnie poruszyc.
Nie jest mi Ciebie wcale szkoda.
Nie mysle tez, ze jestes zla, ani nie cieszy mnie Twoje cierpienie.
Ale musze przyznac, ze mam spory problem ze zrozumieniem tego, jak mozna sobie samej tak noge podstawic.

To jest kompletnie wbrew wszystkiemu czym jestem i czym sie kieruje, wiec pewnie dlatego mam problem ze zrozumieniem.

Nie masz ochoty mu strzelic raz na szczescie w sliczna jego twarz?

NinaLafairy, choć ciężko w to uwierzyć, sama byłam dokładnie taka sama jak Ty. Nienawidziłam zdrady, brzydziłam się facetami i kobietami, którzy coś takiego popełniali... aż sama wpadłam. Samej siebie również mi nie szkoda. Wręcz przeciwnie- mam do siebie ogromny żal. Niektóre charaktery mają tę świadomość od początku w sobie, nie dają się zaciągnąć. Ja niestety należę do istot na tyle słabych, że realizm sytuacji nie docierał do mnie przez... cztery lata.

Anna1980 napisał/a:

Hej smile   ... A tak z ciekawości powiedz mi czy masz jakieś konkretne zrodlo utrzymania, bo piszesz ze dopiero za parę mies. podejmiesz prace i wtedy sie wyprowadzisz i cos wynajmniesz... Czy to znaczy ze jestes na jego utrzymaniu?

żyworódka napisał/a:

Też chciałam je zadać, ale nie z ciekawości tylko dla pełnego obrazu sytuacji autorki.

Aniu, Żyworódko, na szczęście nie przyjechałam tutaj z pustymi rękoma, bo mam oszczędności. Co potrzebuję, to sobie kupię. Powodem jednak, dla którego napisałam, że wiele mu zawdzięczam, to te wszystkie miejsca, w które mnie zabierał, zupełnie nie pozwalając mi za nie płacić. Do tej pory zresztą, nawet po tym wszystkim, po naszej ostatniej rozmowie, nie chce, żebym za cokolwiek płaciła. Może to w pewnym sensie jego sposób na radzenie sobie z tą sytuacją, ale czuję, jakby to po prostu była litość. A to sprawia, że czuję się jeszcze gorzej. Nie mogę z oczywistych względow na razie nic wynająć, bo na wizach turystycznych nie można podpisywać kontraktów. Dopiero po otrzymaniu nowej, będę w stanie sobie czegokolwiek poszukać. A z oczywistych względów, jako, że na początku mojego przyjazdu byłam jeszcze śpiącą królewną, mieszkanie gdzie indziej było ostatnią rzeczą, o której myślałam...

38

Odp: Moja wstrząsająca historia, która Was poruszy...
Leliana napisał/a:
NinaLafairy napisał/a:

Nie czuje zaskoczenia, ani nie porusza mnie ta historia - takie cos to o wiele za malo by mnie poruszyc.
Nie jest mi Ciebie wcale szkoda.
Nie mysle tez, ze jestes zla, ani nie cieszy mnie Twoje cierpienie.
Ale musze przyznac, ze mam spory problem ze zrozumieniem tego, jak mozna sobie samej tak noge podstawic.

To jest kompletnie wbrew wszystkiemu czym jestem i czym sie kieruje, wiec pewnie dlatego mam problem ze zrozumieniem.

Nie masz ochoty mu strzelic raz na szczescie w sliczna jego twarz?

NinaLafairy, choć ciężko w to uwierzyć, sama byłam dokładnie taka sama jak Ty. Nienawidziłam zdrady, brzydziłam się facetami i kobietami, którzy coś takiego popełniali... aż sama wpadłam. Samej siebie również mi nie szkoda. Wręcz przeciwnie- mam do siebie ogromny żal. Niektóre charaktery mają tę świadomość od początku w sobie, nie dają się zaciągnąć. Ja niestety należę do istot na tyle słabych, że realizm sytuacji nie docierał do mnie przez... cztery lata. .

Ale ja nie nienawidze zdrady, ani nie brzydze sie ludzmi, ktorzy ja popelniaja. Nie mam zadnego stosunku do tego, to nie jest cos strasznego moim zdaniem.
Ja po prostu nie rozumiem i nigdy nie rozumialam jak miloscia mozna sobie mozg amputowac i tak sie starac dla jakies milosci do jakiegos faceta.

39

Odp: Moja wstrząsająca historia, która Was poruszy...

"Dopiero po otrzymaniu nowej, będę w stanie sobie czegokolwiek poszukać. A z oczywistych względów, jako, że na początku mojego przyjazdu byłam jeszcze śpiącą królewną, mieszkanie gdzie indziej było ostatnią rzeczą, o której myślałam..."

Lelianko a czy masz do czego wracac w Polsce? Zdaje sobie sprawę ze w Twojej sytuacji niezmiernie trudno podejmowac decyzje i w ogóle ciezko żyć i normalnie funkcjonować. Tym bardziej boje sie ze trudno moze byc sie wyrwać z tego zaczarowanego kregu siedząc w jego środku jeszcze parę miesięcy... To dlugo sad ...a życie ucieka.

40 Ostatnio edytowany przez Leliana (2014-12-11 03:26:17)

Odp: Moja wstrząsająca historia, która Was poruszy...
NinaLafairy napisał/a:

Ale ja nie nienawidze zdrady, ani nie brzydze sie ludzmi, ktorzy ja popelniaja. Nie mam zadnego stosunku do tego, to nie jest cos strasznego moim zdaniem. Ja po prostu nie rozumiem i nigdy nie rozumialam jak miloscia mozna sobie mozg amputowac i tak sie starac dla jakies milosci do jakiegos faceta.

Wydaje mi się, że to nie miłość, która amputuje mózg, a po prostu bezmyślność. I po raz kolejny przyznaję, że masz rację. Z mojej strony to było tak silne uczucie i byłam tak bardzo pewna jego planów i marzeń, że myślałam, iż nic źle pójść nie może... Widzisz, Nina, ja byłam na dyle durna, że nie zdawałam sobie sprawy, że przecież online wszystko pięknie wygląda, a na żywo piękniej, pod warunkiem, że to tylko kilka dni. Był ideałem, po każdym względem; zainteresowań, talentów, poczucia humoru, także urody. Wydawało mi się że miał wszystko. Musiałam wyjechać za ocean i poobserwować ich codzienne życie, żeby przekonać się, że nie różnią się niczym od przeciętnej pary, może prócz tego, że nie trzymają się za ręce, nie całują, etc. Do ideału mu daleko. Ideały z resztą nie istnieją.

Anna1980 napisał/a:

"Dopiero po otrzymaniu nowej, będę w stanie sobie czegokolwiek poszukać. A z oczywistych względów, jako, że na początku mojego przyjazdu byłam jeszcze śpiącą królewną, mieszkanie gdzie indziej było ostatnią rzeczą, o której myślałam..."

Lelianko a czy masz do czego wracac w Polsce? Zdaje sobie sprawę ze w Twojej sytuacji niezmiernie trudno podejmowac decyzje i w ogóle ciezko żyć i normalnie funkcjonować. Tym bardziej boje sie ze trudno moze byc sie wyrwać z tego zaczarowanego kregu siedząc w jego środku jeszcze parę miesięcy... To dlugo sad ...a życie ucieka.

Aniula, mam do czego wracać, na szczęście. Sprawa byłaby o wiele gorsza, gdybym nie miała ogromnej rodziny w Polsce. Mama bardzo mnie wspiera. Tutaj też mam przyjaciół, choć pewnie według niektórych to zabrzmi nieprawdpodobnie, bardzo zżyłam się tutaj z rodzinami, zarówno jego jak i jej i bardzo szczerze polubiłam. Cały paradoks jest jednak męczący, bo choć naprawdę lubię przebywać w towarzystwie tych wszystkich ludzi, zawsze muszę obserwować tych dwoje pomiędzy nimi, być świadkiem tego, jak opowiadają o swoich planach, jak aranżują święta, imprezy etc... Muszę patrzeć jak zawsze siedzą obok siebie, jak się śmieją, żartują... Uśmiech jest mi zawsze w tych sytuacjach ciężko na twarz przykleić.

Nie mam nawet pojęcia jak w stosunku do niego się zachować, bo nadal, bądź co bądź, pod jakimś względem mi pomaga. Nie umiem już nawet okazywać wdzięczności, bo szala cierpienia i rozczarowania już dawno przeważyła. Mieszkamy pod jednym dachem, więc muszę zmuszać się do dotrzymywania im obydwu towarzystwa. Niestety, do najlepszych aktorek nie należę, więc siedzenie razem w salonie z uśmiechem, kiedy oni się bawią oglądając film, jest dla mnie niemożliwością i na dodatek istnym koszmarem.

Wspólne mieszkanie zmusiłoby mnie do zostania "tylko przyjaciółmi", ale ja na ten krok mogłabym się zdobyć za parę lat, ale nie teraz. Może kiedyś byłabym w stanie wybaczyć i jemu, i sobie, ale póki co, zbyt wiele jest we mnie goryczy. Mama cały czas mi doradza, że powinniśmy się dogadać, że powinniśmy zostać przyjaciółmi, że nie powinnam się tym zadręczać, bo mnie to zniszczy. W rzeczywistości jednak jest to po prostu niemożliwe. Nie potrafię. Nie za to, co mi zrobił. Na własne życzenie zresztą...

41

Odp: Moja wstrząsająca historia, która Was poruszy...

Szkoda troche zmarnowanych lat, ale umierajaca nie jestes wiec masz czas na lepsze zycie wink
Mialas mily czas z nim tez, wiec cos z tego chociaz masz, wiec mozna powiedziec ze nie jest tak zle.

42

Odp: Moja wstrząsająca historia, która Was poruszy...
NinaLafairy napisał/a:

Szkoda troche zmarnowanych lat, ale umierajaca nie jestes wiec masz czas na lepsze zycie wink
Mialas mily czas z nim tez, wiec cos z tego chociaz masz, wiec mozna powiedziec ze nie jest tak zle.

Gdyby teraz ten miły czas nie był powodem pustej tęsknoty i łez, to może i tak... Umierać faktycznie nie umieram, ale tylko z zewnątrz. Wewnątrz to mam niezłe pranie mózgu, na najwyższych obrotach. Teraz już tylko czas pokaże, co będzie dalej.

43

Odp: Moja wstrząsająca historia, która Was poruszy...

Dasz sobie rade. Zycie nie konczy sie na milosci do faceta, to tylko mala jego czesc.

44

Odp: Moja wstrząsająca historia, która Was poruszy...
NinaLafairy napisał/a:

Dasz sobie rade. Zycie nie konczy sie na milosci do faceta, to tylko mala jego czesc.

Dzięki. smile

45

Odp: Moja wstrząsająca historia, która Was poruszy...

I przez ten caly czas nie zainteresowalas sie innym? w sensie innym facetem? Nie poznalas nikogo wartego uwagi?

46 Ostatnio edytowany przez Leliana (2014-12-11 04:37:21)

Odp: Moja wstrząsająca historia, która Was poruszy...
NinaLafairy napisał/a:

I przez ten caly czas nie zainteresowalas sie innym? w sensie innym facetem? Nie poznalas nikogo wartego uwagi?

Wiesz co, jakbym bardzo chciała, to może i bym kogoś znalazła. Wiem tylko, że nie chcę traktować nowego faceta jako pocieszyciela po nim, bo uczuć do tego, ekhm, pana, długo się jeszcze nie pozbędę. Nowy (nowy trochę głupio brzmi) facet, jeśli naprawdę byłby dobry, godny uwagi, normalny... zasługuje na czysty grunt z mojej strony. Nie chcę go zadręczać opowieściami o tym, jaką to mam depresję i jak to ktoś mnie, z własnej głupoty, wyrolował. Facet by uciekł. smile To trochę czasu zajmie, ale wiem, że na jednym świat się nie kończy. Może inaczej- wiem, ale nie umiem zrozumieć, póki co. Wszystko jeszcze zbyt świeże.

47

Odp: Moja wstrząsająca historia, która Was poruszy...

Myślę, że Twoim błędem autorko faktycznie było to, że dałaś się zaślepić uczuciu. Tak, jest to pewna słabość. Jednak możesz zacząć nad tym panować, bo przecież jeśli się postaramy, to naprawdę możemy nieźle panować nad swoimi uczuciami. Wtedy taka sytuacja w Twoim życiu nie będzie już mieć miejsca, będziesz wiedziała, że na pewne rzeczy już nikomu nie pozwolisz. Brakowało Ci też trzeźwego spojrzenia przez to, bo przecież tak naprawdę patrząc obiektywnie, to od razu było widać, że facet to bawidamek, skoro widywaliście się w trójkę lub w czwórkę z Waszymi partnerami, on Cię całował, uwodził, a przy tym nadal nie zrywał ze swoją dziewczyną. To był już sygnał. Oboje zdradzaliście partnerów. To bardzo złe. To co od niego otrzymałaś to słowa, ładne słowa, ale one nigdy nie zastąpią czynów. Pewnie, że przez to parę lat niepotrzebnie marzyłaś o nim, ale tutaj też nie ma co się oglądać za siebie, tylko iść naprzód. Często ktoś inny parę lat np jest w nieudanym związku, no bywa, tutaj ludzka rzecz, więc o to, że parę lat się w tym tkwiło to nie ma co mieć do siebie pretensji. Tylko starać się o to, by teraz inaczej postępować. No bo winą Twoją jest to, że nie panowałaś nad tymi emocjami, a nie to, że zmarnowałaś parę lat. No bo tak się zdarza. Jednak jak piszę możesz nad tym zapanować. Tak naprawdę, jeżeli już chciałaś z nim być, to powinnaś być konsekwentna i powiedzieć, że będzie to możliwe dopiero, jak zerwie ze swoją kobieta. Godziłaś się jednak na bycie tą drugą, te kilka lat, co też pokazuje, że powinnaś popracować nad swoim poczuciem wartości. Jak je odnajdziesz, poczujesz się pewniejsza siebie, to nikomu po prostu nie pozwolisz się tak potraktować, bo będziesz wiedziała, że jesteś warta o wiele więcej.

48 Ostatnio edytowany przez Leliana (2014-12-11 04:58:13)

Odp: Moja wstrząsająca historia, która Was poruszy...
truskaweczka19 napisał/a:

Myślę, że Twoim błędem autorko faktycznie było to, że dałaś się zaślepić uczuciu. Tak, jest to pewna słabość. Jednak możesz zacząć nad tym panować, bo przecież jeśli się postaramy, to naprawdę możemy nieźle panować nad swoimi uczuciami. Wtedy taka sytuacja w Twoim życiu nie będzie już mieć miejsca, będziesz wiedziała, że na pewne rzeczy już nikomu nie pozwolisz. Brakowało Ci też trzeźwego spojrzenia przez to, bo przecież tak naprawdę patrząc obiektywnie, to od razu było widać, że facet to bawidamek, skoro widywaliście się w trójkę lub w czwórkę z Waszymi partnerami, on Cię całował, uwodził, a przy tym nadal nie zrywał ze swoją dziewczyną. To był już sygnał. Oboje zdradzaliście partnerów. To bardzo złe. To co od niego otrzymałaś to słowa, ładne słowa, ale one nigdy nie zastąpią czynów. Pewnie, że przez to parę lat niepotrzebnie marzyłaś o nim, ale tutaj też nie ma co się oglądać za siebie, tylko iść naprzód. Często ktoś inny parę lat np jest w nieudanym związku, no bywa, tutaj ludzka rzecz, więc o to, że parę lat się w tym tkwiło to nie ma co mieć do siebie pretensji. Tylko starać się o to, by teraz inaczej postępować. No bo winą Twoją jest to, że nie panowałaś nad tymi emocjami, a nie to, że zmarnowałaś parę lat. No bo tak się zdarza. Jednak jak piszę możesz nad tym zapanować. Tak naprawdę, jeżeli już chciałaś z nim być, to powinnaś być konsekwentna i powiedzieć, że będzie to możliwe dopiero, jak zerwie ze swoją kobieta. Godziłaś się jednak na bycie tą drugą, te kilka lat, co też pokazuje, że powinnaś popracować nad swoim poczuciem wartości. Jak je odnajdziesz, poczujesz się pewniejsza siebie, to nikomu po prostu nie pozwolisz się tak potraktować, bo będziesz wiedziała, że jesteś warta o wiele więcej.

Dziękuję Ci bardzo za długą i bardzo mądrą wypowiedź.

Wiesz, jeśli chodzi o własną wartość, to w przeszłości nie było u mnie z tym żadnych problemów. Wydawało mi się, że jestem kobietą silną i pewną siebie, że jak ktoś mi nadepnie na odcisk albo naruszy moje prawa, to zawyję jak lwica. To po raz pierwszy w życiu, gdy ktoś z taką łatwością złapał mnie za serce, w pewnym sensie przejął nade mną kontrolę. A oczarowała mnie jego (z początku) wrażliwość, inteligencja, talent muzyczny, poczucie humoru, otwartość, także uroda. Przez lata świadomie, masz rację, pozwalałam na bycie tą drugą, pozwalałam na kochanie w cieniu, na byciu jedynie tą, która przy okazji dostanie buziaka, spojrzenie, kilka cudownych słów. Bałam się go stracić- to było głównym powodem, dla którego nawet nie aranżowałam zbyt często poważnych rozmów. Może podświadomie czułam, że to był błąd, ale miałam jakiś szczątek nadziei, że może jednak niepotrzebnie się zadręczam. Żyłam chwilą. Odbudowa wartości potrwa długo, ale dam z siebie wszystko. Dzięki. smile

49

Odp: Moja wstrząsająca historia, która Was poruszy...

Leliana
Jeśli oni są ze sobą 12 lat to czemu nie zalegalizowali swojego związku? Myślę że jesteście w wieku ok 30 lat, to już czas aby założyć rodzinę? Oni tego nie planują?
Może faktycznie mają jakiś niepisany układ, że on jest z nią a ona godzi się na jego "małe" romanse, wiedząc, ze i tak od niej nie odejdzie.. To jest patologiczna sytuacja i musi mieć jakieś racjonalne wytłumaczenie..
Tak tylko sobie myślę..

50

Odp: Moja wstrząsająca historia, która Was poruszy...
takata napisał/a:

Leliana
Jeśli oni są ze sobą 12 lat to czemu nie zalegalizowali swojego związku? Myślę że jesteście w wieku ok 30 lat, to już czas aby założyć rodzinę? Oni tego nie planują?
Może faktycznie mają jakiś niepisany układ, że on jest z nią a ona godzi się na jego "małe" romanse, wiedząc, ze i tak od niej nie odejdzie.. To jest patologiczna sytuacja i musi mieć jakieś racjonalne wytłumaczenie..
Tak tylko sobie myślę..

Takata, mi się wydaje, że legalizacja w związku to nie priorytet u każdej pary. Rozumiem, że nie każdy chce się żenić. U nich jednak sam fakt, że ona zezwoliła na mnie mieszkającą u nich był dziwny. Nie wiem, czy było to w akcie desperacji, czy po prostu ufności na tyle silnej, że do głowy by jej nie przyszło.

Wczorajszego wieczoru odbyłam z nim rozmowę. Wykorzystałam fakt, że byliśmy sami. Przez ostatnich kilka dni omijał mnie szerokim łukiem i próbował zaprzeczać temu, że jego zachowanie się zmieniło. W związku z tym, że już gorzej być nie może, zadałam mu cały zestaw pytań, który tłoczył mi się w głowie przez te wszystkie lata. Usiedliśmy. Oczy mu się niemal natychmiast zeszkliły, trząsł się jak osika. Powiedziałam mu, że ma powiedzieć mi wszystko, choćby szczerze do bólu, bo to dla dobra sprawy. Tak bardzo płakał, że nie był w stanie wydusić słowa przez długi czas. Czekałam cierpliwie. Wyjaśniłam mu jak się czuję, co sprawiło, że nie widział uśmiechu na mojej twarzy przez te wszystkie miesiące, a już w szczególności przez ostatnich kilka tygodni. Moim głównym pytaniem było to, czy jest szczęśliwy ze swoją dziewczyną. Odpowiedź była znów wymijająca, bo powiedział "nie wiem, czy jestem szczęśliwy". Nie czekałam na więcej, bo sama dokończyłam. Powiedziałam, że jego szczęście widać, że wystarczy odczytywać to z jego mowy ciała, śmiechu, żartów, zarówno wśród rodziny jak i przyjaciół. Wystarczy to odczytać z tego, jak traktuje swoją dziewczynę i jak wiele dla niej robi. Podał mi powody, dla których z nią jest i chociaż tutaj nareszcie doceniłam szczerość.

Wśród setek innych pytań, zapytałam również, czy szczerze mnie kochał i czy na pewno się mną nie bawił. Powiedział, że choć sytuacja aż się o to prosi, przysięgał na wszystko, że kochał mnie i kocha nadal na zabój i w życiu by się mną nie zabawił. Nie mam pojęcia, na ile jest to prawdą, ale chcę wierzyć, że chociaż miłość, choć głupia, była szczera. Żeby sprawy nie pogorszyć, w końcu powiedzieliśmy sobie dobranoc i rozstaliśmy się w progu. Kulturalnie podziękowałam za rozmowę. 

Przyciskając go do ściany, wreszcie otrzymałam odpowiedzi na wiele pytań i byłam w stanie lepiej odczytać jego charakter i to, czym się kierował robiąc to, co robił. Mam lepszy, czystszy obraz tego wszystkiego, ale zero zaufania. Jest o tyle lepiej, że te odpowiedzi mam już w głowie, że nie muszę myśleć i się zadręczać. Teraz już tylko muszę na stałe usunąć z siebie wszelkie pragnienia i myśli o nim jako facecie, w którym się zakochałam, ustawić sobie nowe priorytety. Oczyścić grunt i ruszyć do przodu.

Dziękuję Wam bardzo za wsparcie i również krytykę. To także popchnęło mnie do tej rozmowy, dodało mi sił. Jesteście niezastąpione, naprawdę. Nie mogłam trafić na lepsze miejsce. smile

51 Ostatnio edytowany przez EXTRA_terrestrial (2014-12-11 17:39:29)

Odp: Moja wstrząsająca historia, która Was poruszy...

Mam nieco odjechane skojarzenie w związku z tą historią - przypomina mi się film S-F w którym obca istota obdarzona mocą manipulowania umysłami podporządkowuje sobie telepatycznie załogę statku, po czym bawi się ich najgłębszymi odczuciami i robi z nimi co chce. Na koniec, gdy zostają już uwolnieni, zadają mu kluczowe pytanie:

DLACZEGO TO CZYNISZ???
Odpowiedział:
Ponieważ MOGĘ.

Tak, są ludzie w jakiś sposób szczególnie obdarzeni przez naturę tym co inni skłonni są podziwiać i pragnąć. Weźmy choćby urodę - co by się stało jeśli okazałoby się, że od dziś mam dzień w dzień pracować z kobietą spełniającą dokładnie ideał urody statystycznego faceta - nie taką "ładniejszą od innych" ale taką, którą spotyka się dwa trzy razy w ciągu całego życia? Co by się stało gdyby posiadała do tego jakiś fenomenalny talent - choćby muzyczny - bardzo cenię u ludzi te umiejętności, sam gram amatorsko. Do tego umiejętność okazywania ciepła, poczucie humoru? A gdyby jeszcze była osobą, która w ciągu życia nabrała umiejętności owijania sobie facetów dookoła palca - mając takie "wyposażenie" może się tego nauczyć bo ustawiały się do niej kolejki.

Tyle wiemy o sobie ile nas sprawdzono...

Czy mając takie narzędzia władzy nad ludźmi osoba taka może odmówić sobie, korzystania z tej władzy? Jak musi kształtować się psychika osoby, która przez wiele lat doświadcza tego, że osoby płci przeciwnej za jej dobre słowo, za jej uśmiech, za rzucony ochłap/pozór uczucia są w stanie robić dla niej to czego zażąda? Podobno władza demoralizuje, a władza absolutna demoralizuje absolutnie.

Kiedyś, wiele lat temu (byłem w Twoim wieku), z najwyższym trudem obroniłem się przed wejściem w rolę marionetki takiej osoby. Tym co mnie obroniło było to, że w stanach "emergency" pierwsze co mi się włącza, jest z trudem nabyty "przymus" widzenia rzeczy jakimi są - wbrew swoim instynktom,potrzebom, życzeniom... I wydaje się że jestem w tym dość dobry - tyle, że istotą tej umiejętności jest też stała nieufność wobec swoich kompenencji w tym zakresie.

Tyle wiemy o sobie...

A zawsze można trafić na kogoś lepszego.

52

Odp: Moja wstrząsająca historia, która Was poruszy...
EXTRA_terrestrial napisał/a:

Mam nieco odjechane skojarzenie w związku z tą historią - przypomina mi się film S-F w którym obca istota obdarzona mocą manipulowania umysłami podporządkowuje sobie telepatycznie załogę statku, po czym bawi się ich najgłębszymi odczuciami i robi z nimi co chce. Na koniec, gdy zostają już uwolnieni, zadają mu kluczowe pytanie:

DLACZEGO TO CZYNISZ???
Odpowiedział:
Ponieważ MOGĘ.

Tak, są ludzie w jakiś sposób szczególnie obdarzeni przez naturę tym co inni skłonni są podziwiać i pragnąć. Weźmy choćby urodę - co by się stało jeśli okazałoby się, że od dziś mam dzień w dzień pracować z kobietą spełniającą dokładnie ideał urody statystycznego faceta - nie taką "ładniejszą od innych" ale taką, którą spotyka się dwa trzy razy w ciągu całego życia? Co by się stało gdyby posiadała do tego jakiś fenomenalny talent - choćby muzyczny - bardzo cenię u ludzi te umiejętności, sam gram amatorsko. Do tego umiejętność okazywania ciepła, poczucie humoru? A gdyby jeszcze była osobą, która w ciągu życia nabrała umiejętności owijania sobie facetów dookoła palca - mając takie "wyposażenie" może się tego nauczyć bo ustawiały się do niej kolejki.

Tyle wiemy o sobie ile nas sprawdzono...

Czy mając takie narzędzia władzy nad ludźmi osoba taka może odmówić sobie, korzystania z tej władzy? Jak musi kształtować się psychika osoby, która przez wiele lat doświadcza tego, że osoby płci przeciwnej za jej dobre słowo, za jej uśmiech, za rzucony ochłap pozór/uczucia są w stanie robić dla niej to czego zażąda? Podobno władza demoralizuje, a władza absolutna demoralizuje absolutnie.

Kiedyś, wiele lat temu (byłem w Twoim wieku), z najwyższym trudem obroniłem się przed wejściem w rolę marionetki takiej osoby. Tym co mnie obroniło było to, że w stanach "emergency" pierwsze co mi się włącza, jest z trudem nabyty "przymus" widzenia rzeczy jakimi są - wbrew swoim instynktom,potrzebom, życzeniom... I wydaje się że jestem w tym dość dobry - tyle, że istotą tej umiejętności jest też stała nieufność wobec swoich kompenencji w tym zakresie.

Tyle wiemy o sobie...

A zawsze można trafić na kogoś lepszego.

Wow, bardzo Ci dziękuję za odpowiedź. Tym bardziej dla mnie cenna, bo od faceta, co daje mi rówież ciekawy zarys sytuacji z Twojego punktu widzenia. Ja, niestety, musiałam przejść przez co przeszłam, żeby zrozumieć, że rzeczy faktycznie powinno się najpierw zawsze analizować, zrozumieć takimi, jakimi są, a nie takimi, jakimi myślę, że są lub chciałabym aby były. Będąc już tak głęboko w tym wszystkim nie patrzyłam na ryzyko, tylko brnęłam ślepo przed siebie, jakby we mgle, ciągle trzymając go za rękę, ale nie wiedząc, kiedy mnie puści i w tej mgle zostawi samą. To była lekcja życia, którą staram się traktować jako jedną z najważniejszych, które w przyszłości pomogą zbudować mi lepszy związek, na czystym gruncie z obydwu stron.

Dziękuję Ci bardzo.

53

Odp: Moja wstrząsająca historia, która Was poruszy...

Leliana ja odebrałam w ten sposób twoją historię, bo jeżeli piszesz, że wielka miłość, to wytłumacz mi jak mogłaś przez lata przebywać z nimi i patrzeć na nich razem. Patrzę z mojego punktu widzenia, ale również nie znam żadnej osoby, która byłaby w takim trójkącie.
No i to, że nie rozumiem jaką trzeba być osobą żeby znajomej ( bo wytłumaczyłaś, że ona nie była i nie jest twoją przyjaciółką), robić takie świństwo.
Ja byłam w pewnym sensie i tylko przez moment w sytuacji dziewczyny twojego kochanka. Kobieta, też nie była moją przyjaciółką, mieszkając ze mną pod jednym dachem, rozmawiając ze mną, nawet mi się zwierzała z różnych swoich spraw, płakała mi w ramię, a potem wsadziła mi nóż w plecy.
Chodzi mi o to, że zdarza się różnego typu zdrady, ale niektóre kobiety nie mając sposobności zobaczenia żony, narzeczonej, to po prostu nie dociera do nich, tak do końca, że jest ta trzecia osoba. Jednak ty ją widziałaś i tego nie mogę pojąć.
Ktoś tu napisał: "tyle wiemy o sobie na ile nas sprawdzono." Mam już trochę lat za sobą i też zakochałam się w kimś, ale jak tylko zobaczyłam, że kogoś ma, to odeszłam. Zostałam więc sprawdzona w takiej sytuacji. I nie obodziło mnie czy ta kobieta była dobra, czy niedobra. Byli parą i momentalnie postawiłam się na jej miejscu i powiedziałam: dość.
Nie odpowiedziałaś mi na pytanie i pewnie nie odpowiesz, ale je ponowię:
Dlaczego nie powiesz prawdy tej dziewczynie?
Ach jeszcze dodam, że kobieta, która mi zadała cios w plecy miała bardzo podobne imię do twojego loginu. smile

54

Odp: Moja wstrząsająca historia, która Was poruszy...

Szpileczka, na Twoje pytanie nie odpowiedziałam, bo zwyczajnie nieumyślnie przeoczyłam. I z resztą dobrze, bo tutaj przy okazji wytłumaczę Ci bardzo istotną sprawę.

Nie wiem, czy prześledziłaś wszystkie moje posty, ale poprzez to, że powiedziałam, że nie udawałam przyjaźni, to coś wręcz przeciwnego do tego, co zrozumiałaś. Ja dziewczynę wręcz szczerze polubiłam, bez tego nie dochodziłabym nawet świadomie do wniosku, że to dobra kobieta. Dlatego miałam do niego żal, bo nie umiałam zrozumieć, dlaczego tyle negatywów mi o niej naopowiadał na samym początku, kiedy to się zdążyło rozkręcić. Jeżdżąc z nią na zakupy, nawet przez myśl mi nie przeszło, żeby świadomie chcieć jej wbijać nóż w plecy, bo z pewnością na to nie zasłużyła. W tych momentach plułam sobie w brodę, bo zdawałam sobie sprawę, że sprawa zabrnęła już za daleko, że żeby się wycofać, muszę włożyć w to sporo pracy i przy okazji bardzo poważnie z nim porozmawiać. Wiedziałam, że bez bólu się nie obejdzie.

Stąd też, jak napisałam w innych postach, przybił mnie ten cały paradoks. Nawet, jeśli on zdecydowałby się ze mną być, zniszczyłabym jej życie, na co już teraz bym nie pozwoliła. A myśl o tym, że nigdy ze mną nie będzie, jest również bolesna, bo zdążyłam wpaść po uszy. Wytłumaczyłam wcześniej jednej z forumowiczek, że niektóre kobiety mają na tyle silny charakter i świadomość, że są w stanie postawić się w miejscu kobiety, z którą facet obecnie się znajduje. Ja tego nie miałam, przyznaję się i przyznałam się już setki razy tutaj. Kiedy teraz myślę o tym, że to ja byłabym z nim przez ponad 12 lat i nagle pojawiłby się ktoś z zamiarem odebrania mi go, zwariowałabym. Bo właśnie świadomość tego, że to oni mają swoją historię, swoje wspomnienia, marzenia i plany, było głównym powodem, który wywalił ten oto wniosek na powierzchnię: to nie ja byłam tą pierwszą. Period.

I tutaj właśnie wniosek nasuwa oczywistość, że ona sie nigdy prawdy nie dowie, bo zbyt cenię ją jako osobę. Zrobiłam co zrobiłam, ale oczy otworzyłam jeszcze na czas, co w sumie jest szczęściem w nieszczęściu. Nawet, jeśli on faktycznie w jakiejś tam części nie jest z nią szczęśliwy, to nie jest już to moja broszka. Nasunęłam sobie swoje priorytety, swoje cele, marzenia. Zdradzałam, później się rozstalam, potem wyjechałam w pogoni za czymś, co nigdy nie było i nie będzie moje. Mówi się, what goes around, comes around, i może coś w tym jest.

55

Odp: Moja wstrząsająca historia, która Was poruszy...

Leliana, przepraszam. Czytając twoje posty zdaję sobie sprawę, że nie jesteś złą dziewczyną. Po prostu otworzyłaś mi moją ranę. Nie miej mi tego za złe, bo widzisz, jeśli emocje biorą górę to wyłapuje się tylko to, co chce się wyłapać. Mam nadzieję, że rozumiesz. Ja, kiedy przeczytałam twoją historię i trochę przypomniała moją ( z innej strony, no i to imię smile ) to mi wróciły wspomnienia.
W każdym razie Leliana życzę ci byś była szczęśliwa.
Pozdrawiam.  smile

56

Odp: Moja wstrząsająca historia, która Was poruszy...

Z pewnością to bardzo boli kiedy spadają róźowe okulary i widzimy źe wcale nie jesteśmy   TĄ Jedyną
Źe męźczyzna którego kochamy kocha kogoś lub coś innego a my  z własnej głupoty czekamy na jakiś gest,słowo,spojrzenie i źyjemy nadzieją.

W tej historii wspóczuje kobiecie tego męźczyzny.
Tyle kłamstwa,oszustwa a kobiety o których mówi "moje przyjaciółki" bzykają się z jej facetem.
Chyba źe rzeczywiście mają jakiś układ,jakiś rodzaj gry

57

Odp: Moja wstrząsająca historia, która Was poruszy...
Szpileczka napisał/a:

Leliana, przepraszam. Czytając twoje posty zdaję sobie sprawę, że nie jesteś złą dziewczyną. Po prostu otworzyłaś mi moją ranę. Nie miej mi tego za złe, bo widzisz, jeśli emocje biorą górę to wyłapuje się tylko to, co chce się wyłapać. Mam nadzieję, że rozumiesz. Ja, kiedy przeczytałam twoją historię i trochę przypomniała moją ( z innej strony, no i to imię smile ) to mi wróciły wspomnienia.
W każdym razie Leliana życzę ci byś była szczęśliwa.
Pozdrawiam.  smile

Szpileczko, ja również przepraszam, jeśli niepotrzebnie rozdrapałam stare rany. To nie było zupełnie moim zamiarem. Rozumiem Twoją frustrację, bo samo postawienie się na Twoim miejscu, z resztą bardzo podobnym do jego dziewczyny, już wiele mi mówi. Dziękuję Ci za zrozumienie, w szczególności ze względu na sytuację, w jakiej sama się znalazłaś. smile

daria1968 napisał/a:

Z pewnością to bardzo boli kiedy spadają róźowe okulary i widzimy źe wcale nie jesteśmy   TĄ Jedyną
Źe męźczyzna którego kochamy kocha kogoś lub coś innego a my  z własnej głupoty czekamy na jakiś gest,słowo,spojrzenie i źyjemy nadzieją.

W tej historii wspóczuje kobiecie tego męźczyzny.
Tyle kłamstwa,oszustwa a kobiety o których mówi "moje przyjaciółki" bzykają się z jej facetem.
Chyba źe rzeczywiście mają jakiś układ,jakiś rodzaj gry

Wiesz, w jego przypadku chodziło nietylko o seks. On miał to do siebie, że opowiadał piękne rzeczy, takie, o których autentyczność aż wręcz głupio było wtedy zapytać, bo wszystko brzmiało tak dojrzale, przemyślanie. Ja akurat nieczęsto uprawiałam z nim seks, jeśli już o "bzykanie" chodzi, dlatego tym bardziej miałam wrażenie, że to dla niego coś ważniejszego niż poprzedni wybryk, że chyba jego związek faktycznie nie działa jak trzeba. Okazało się jednak, że jest inaczej, a na pytania dotyczące jego związku w cztery oczy, nie online, jest mu już bardzo ciężko odpowiadać.

Od jego dziewczyny niemal codziennie słyszę o planach, jakie chce robić, ale słyszę je tylko i wyłącznie podczas jego nieobecności. Nie chcieli dzieci, ale ona na osobności mówi mi, że chciałaby je mieć. Przy nim nie wspomina mi o tym, jak się do niej porankami przytula, lecz tylko w cztery oczy. Słysząc to wszystko zastanawiam się, czy nie robi tego celowo, bo z pewością jakieś zagrożenie wyczuła i stara się dać mi bardzo delikatnie do zrozumienia, że związek ma dalekosiężne plany i mam trzymać się z daleka. Wcześniej, będąc wciąż w tym ślepym transie, nie rozumiałam tego, nie wyczuwałam nosem podświadomości aluzji. Nie chcę nawet myśleć o tym, czy mają jakiś układ, bo jeśli to byłoby prawdą, do końca życia nie wybaczyłabym sobie plus obojgu. W tym momencie żal mam głównie do siebie, za głupotę i do niego, za kłamstwa i oszustwa.

58

Odp: Moja wstrząsająca historia, która Was poruszy...

Szczerze ci powiem że nie czytam tych komentarzy po niżej bo nie mam ochoty wchodzić w dyskusje..
Jest to bardzo trudna sytuacja i bolesna.
Nie przeżywałam romansu i nie mam zamiaru. Ale rozumiem Cie co czujesz.
Człowiek popełnia wiele błędów w życiu, również cierpiałam przez miłość i "niestety" wylądowałam u psychologa.
Kiedyś mówiłam "niestety" teraz ciesze się że stało sie co się stało. Doprowadził mnie do porządku, pomógł zrozumieć wszystko i zapomnieć o złym co mnie przytrafiło.
Zadaj sobie pytanie, czy chcesz tkwić w takim życiu ? Moim zdaniem będzie tylko coraz gorzej i z depresji przerodzi się to w coś dużo gorszego..
Radziłabym Ci z całego serca zakończyć to wszystko i wrócić na stare "śmieci", starać się ułożyć życie na nowo. I przede wszystkim zastosować jakąś terapie która pozwoli pogodzić się z twoimi błędami. Pewnie napiszesz że nie potrafisz go opuścić, tej rodziny i przyjaciół. Ja to wszystko rozumiem, lecz czasami w życiu przychodzi taki moment że trzeba wyłożyć tą odpowiednią kartę na stół, w twoim przypadku jest to ostatnia szansa, pozbierasz się po tym wszystkim teraz, albo nigdy. Napisałaś tu do nas na forum, to pierwszy krok by nabrać sił i zacząć nowe, to lepsze życie. Życzę ci powodzenia, i trzymam za ciebie kciuki, pozwól sobie pomóc smile

59

Odp: Moja wstrząsająca historia, która Was poruszy...

Lelianko smile ... I jak sobie radzisz?

60

Odp: Moja wstrząsająca historia, która Was poruszy...
Anna1980 napisał/a:

Lelianko smile ... I jak sobie radzisz?

Hej tez jestem ciekawa  zakonczenia:-) :-) odezwij sie

61

Odp: Moja wstrząsająca historia, która Was poruszy...

Witaj,taka historia może przydarzyć się każdej kobiecie. Nie jest do pozazdroszczenia. Nie mam zamiaru Cię krytykować. Dostałas za swoje. Poczytaj może książkę pt. " Dlaczego kobiety płaczą,a mężczyźni kłamią". Jest sporo poradników dla kobiet opisujących podobne sytuacje. Najgorsze w tej historii jest Twoje zaangażowanie. Dopóki będziesz blisko nich,nie będziesz normalnie żyć. Katujesz się nadal. Nie dasz rady np. zarobic tam trochę i wyjechać stamtąd? Bo inaczej nigdy nie staniesz na nogi.

62 Ostatnio edytowany przez Czarna Kotka (2015-04-30 15:30:18)

Odp: Moja wstrząsająca historia, która Was poruszy...
Leliana napisał/a:

kocham nadal, ale kocham raczej wspomnienie o nim, niż jego samego. To już nie ten sam mężczyzna........

Równie dobrze mogłaś kochać Harry'ego Pottera albo hrabiego Monte Christo, bo zarówno hrabia, Harry, jak i ten facet, którego nosisz w głowie, to postacie fikcyjne. Nie mają nic wspólnego z osobami, które istnieją naprawdę.
Harry'ego stworzyła J. K. Rowling, hrabiego stworzył Alexander Dumas, a tego mężczyznę, za którym tęsknisz, stworzył na Twoje potrzeby ten mężczyzna, z którym teraz mieszkasz i w którym nie zakochałabyś się, gdybyś wiedziała kim jest.
Będziesz się dalej durzyć w fikcyjnej postaci jak dziewczynka z gimnazjum?

63

Odp: Moja wstrząsająca historia, która Was poruszy...

Leliana, faktycznie z tego co piszesz, to nawet nie był trójkąt tylko jakiś czworokąt, pięciokąt czy nawet więcej wink
Facet wszystkie was wykorzystał na maksa.Ale coś ci powiem, jest dobra strona tej sytuacji - zyskałaś przyjaciół niemal rodzinę i to jest fajne i ważne.Co do tej jego "głównej" dziewczyny, to tak naprawdę ona jest najbardziej przegrana żyjąc z takim gadem, bez znaczenia czy się domyśla, czy wie, czy nie. Ona może wie i jest dumna, że jednak z tych sześciokątów ona pozostaje jako ta najważniejsza (?) i stała,ale ja jej współczuję takiego zwycięstwa. A facet - zwyczajny haremowicz, palant,kombinator.

64

Odp: Moja wstrząsająca historia, która Was poruszy...

Sama nie wiem co gorsze. Pchać się między dwojga , wiedząc ze on ma kogoś czy pchać się w związek i tkwic w nim nie wiedząc o aktualnej jego partnerce.. Sama nie wiem co boli bardziej. Ja właśnie tkwilam w takim czymś i do dziś nie mogę się pozbierać. Nie krytyka tu jest najlepsza. Ja próbuje cię zrozumieć. Każda z nas jest w jakiś sposób naiwna w końcu jesteśmy kobietami i błędów nigdy nie unikniemy taka karma. Jednak nie tkwilam w tym aż cztery lata... Wyciągajmy więc wnioski i próbujmy żyć lepiej.
Pozdrawiam ;*

65 Ostatnio edytowany przez jaMajkaa (2015-06-20 09:49:58)

Odp: Moja wstrząsająca historia, która Was poruszy...

Witaj Leliana...
Czy nie lepiej byłoby, zapytac go wprost-czy jego partnerka wie o wszystkim?
Taka świadomość, może dac odpowiedzi na wiele pytań.

Posty [ 65 ]

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Forum Kobiet » MOJA NIESAMOWITA HISTORIA » Moja wstrząsająca historia, która Was poruszy...

Twoja odpowiedź

Masz podobne doświadczenia? Zaloguj się albo załóż darmowe konto, żeby odpowiedzieć. Po drugiej stronie jest prawdziwa osoba.

DołączZaloguj się


Mapa strony - Archiwum | O forum | Poradnik | Prawdziwe historie | Kontakt | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2026