Ożeniłem sie w wieku 19 lat z kobietą kt?rą znałem od 5 klasy podstaw?wki z miłości bez wpadki, po 2 latach zdradziła mnie ze starszym o 10 lat szwagrem mojej mamy. Cały świat runął mi przed oczami, to nie było jakieś tam zauroczenie chwilą ich romans trwał 8 miesięcy a ja nic nie podejrzewałem . Kochałem ją a zarazem ninawidziłem. Popadłem w ciężką depresje nerwicową z kt?rej lecze się do dziś a mam 44 lata. Nie rozwiodłem się za bardzo ją kocham i to właśnie moje przekleństwo. Ta sprawa wraca jak bumerang do mojej głowy nie moge zapomnieć, psychologowie nie pomagają, tabletki na to nie ma. Może wy macie rade. Nigdy nie rozmawiałem o tym na takim forum, a tym bardziej obcym osobą.
Podobne tematy
Co zrobiłeś ze swą złością?
Właśnie nic! Zamknąłem to wszystko w sobie, po raz pierwszy zwierzyłem się lekarzowi psychiatrze po 8 latach o tamtego nieszczęsnego czasu. Ale z up?stem złości było zap?źno.
Rozwód, odcięcie się to jedyna szansa na normalne życie i spokój.
Jesteś z żoną, tak?
Jeśli nie dajesz rady to chyba rozwód i odcięcie się-jak napisała Lily -będzie pierwszym krokiem do wyzdrowienia.
Może myślisz że milość na strcenie samego siebie nie istnieje, a jednak. To jest tak silne że normalnie nie można tego ani zdefiniować a tym bardziej logicznie wytłumaczyć.
7 2014-12-08 17:46:05 Ostatnio edytowany przez maniek_z_maniek (2014-12-08 17:47:43)
Mialem i wlasciwie mam dokladnie to samo co Ty, czyli zdrada w rodzinie. Wiele na ten temat pisalem tutaj w roznych odpowiedziach, co tez pozwolilo mi spojrzec inaczej, oczyscic sie ale temat jest bardzo zlozony. Nie wiem czy bede mial ochote otwarcie o tym pisac (watku specjanie nie zakladalem) ale jestem chyba jedyna osoba tutaj, ktora miala wrecz dokladnie tak samo jak ty (podobienstwo faktow jest bardzo duze). Obecnie nadal zyje z zona (mamy dzieci) i po 5 mies. od momentu dowiedzenia sie wychodze na prosta, ale oczywiscie przychodza i zle chwile. Przede wszystkim jednak podjalem wiele dzialan. Podlalem "swoista" krucjate w rodzinie, gdzie wszystko odkrylem, potem odbylem wiele rozmow z przyjaciolmi, z zona, wiele klotni, wprowadzilem wiele nowych elementow do zycia, pozmienialismy wiele rzeczy, na poczatku oczywiscie duzo pilem (ponad miesiac). Ta sprawa ma tyle aspektow, tyle barw, powodow, skutkow ze kilka stron potrzeba by zeby to opisac (a pewnie juz tego nie zrobie).
Rozumiem ze zyjesz z zona od 8 lat ale mysli nie daja Ci spokoju. Jak wyglada wasze porzycie teraz, czy wyjasniliscie powody tego co sie stalo, jakie byly skutki, czy rozmawiales z zona, czy mecza Cie tylko mysli, obrazy czy rowniez zaburzone jest Twoje poczucie wartosci? Czy podejmowales jakies dzialania w postaci dzialan w rodzinie, mieszkania poza domem, zdrady ze swojej strony? Czy potraficie sie porozumiewac z zona? Jak wyglada wasze pozycie intymne?
Takze albo szykuje sie wielostronicowa dyskusja miedzy nami, na ktora sie prawdopodobnie nie zdecyduje (byc moze przez emai tylko - mozna wyslac z ustawien urzytkownika) - jesli chodzi o twoja sytuacje w domu, natomiast radzenie sobie z trauma psychiczna to juz jest sprawa indywidualna, na pewno pomaga mocna psychika i duzy poziom poczucia wlasnej wartosci oraz wplyw ma obecna sytuacja w domu.
Z tego co zrozumiałem robsonn dowiedział się o zdradzie w wieku 21 lat,a więc boryka się z problemem 23 lata.
Jeśli tak jest to zmarnowałeś zdrowie i młode lata tylko przez to ,że kobieta dała d..y jakiemuś facetowi,nie do wiary,nie potrafie tego pojąć.
Czytaj jakieś wątki o uzależnieniu,dobry psychiatra i psycholog.Nic nie piszesz jak wyglądało twoje życię przez te lata,jakie masz stosunki z żoną.
Masz dopiero 44lata ,to nie koniec,warto jeszcze walczyć o siebie i swoje szczęście.
9 2014-12-08 19:06:57 Ostatnio edytowany przez robsonn25 (2014-12-08 19:13:25)
Dzięki za zainteresowanie.
Dzięki za zainteresowanie. 25grudnia nasza 25 rocznica ślubu odnawiamy śluby kościelne ale!!! Do tego droga nie była usłana r?żami. Dalsza część mojej (tragedii) nasz syn miał dwa latka, trzy miesiące przed wyjściem romansu najaw nagle żona zapragnęła mieć 2 dziecko, kochamy się mamy warunki itd. Czemu nie. Nawet nie wiesz jak miłość jest ślepa. Pewnego wieczoru żona wraca z kursu nauki jazdy. (Teraz już wiem na czym jeżdziła) rozpromieniona teaz wiem dlaczeo, niby zakończyli romans i załtwione nic się nie zdarzyło. W jakie osłupienie wpadła gdy rano przyszedł do nas i nagle oznajmił że oboje się kochają. Przyjąłem to nadzwyczaj spokojnie bez żadnych awantur itd. Zona go wyprosiła z domu. Był pewny że wniose o rozw?d, na domiar tego dziecko nie jest moje, kojarząc fakty zgadzało. żona się wypierała bo co miała pogarszać swą sytuację. Byłem jak mumia nic nie m?wiłem kara jaka mi przychodziła wtedy do głowy. Miała to sama oznajmić moim i swoim rodzicom. Jak nam sie układało. Zerwałem stosunki z wiadomą rodziną, nie robiłem jej awantur, nie obwiniałem za to co zrobiła, pytałem dlaczego. Żona stawała na głowie by ratować związek, tego nie mogę jej zarzucić. Bez jej wiedzy kupiłem mieszkanie w innej miejscowości i tam mieszkamy. Moje poczucie wartości spadło do zera, mam wrżenie że wszyscy patrzą na mnie krytycznym wzrokiem. Mam niską samoocenę, nie rozżalam się nad sobą. Wracaliśmy często do tej sprawy, rozmowa to podstawa, ale!!!!! Gdzieś to siedzi w głowie często wraca, mam wachania nastroju, popadam w nostalgie. Wiem jedno gdybym się zdecydował na rozw?d ten rak wchłonął by mnie całkowicie w jednej chwili.
W taki razie jasne. Problem jest w Twoje glowie. Zrobiles co uwazales, zgodnie ze swoim charakterem, podlales rozne dzialania i za to mozna Cie podziwiac, ja podziwiam. Problemem jest jednak poczucie Twojej wartosci, moze tez brak umocowania w innych rzeczach, ktore przynosza satysfakcje, i jeszcze dziecko...to ogromny ciezar...wiec nie dziwie sie ze sprawa wraca bo ona istnieje, zyje w pewien sposob w czyjejs postaci i caly czas masz to przed oczami. Moja rada jesli chodzi o mysli, jesli wracaja to powinienes traktowac je jako swojego wroga, odrzucac na tym etapie nie ma juz co analizowac, to taka jakby ktos przyszedl Cie pobic, wyzywac, zgodzilbys sie na to? Tak samo jest z myslami. Kiedys analizowales, teraz zyjesz dalej. Te leki powracaja, przeczytaj sobie moj post do krzywdzonej kobiety (last week) to zobaczycz co czasem czuje. Kiedys w te mysli sie wtapialem, analizowale, dzis kiedy juz ulozylem stosunki rodzinne, jedynie odrzucam. On nieszcza przede wszystkim mnie. Duzo daje zona ktora sie stara.
Zastanawiam sie co bedzie jak sie trafi krzyzys kiedy zapewne wiele rzeczy wroci, czy dam rade wtedy nie wracac czy wrecz przeciwnie bede wracal. Pewnie radzenie sobie z tym zalezy tez od doswiadczenia, sily woli.
Co zrobic zeby wzroslo poczucie wartosci? Otoz byc cenionym przez zone, przez dzieci, miec satysfakcje z pracy, hobby, swoje plany do realizacji, itp.
Domyslam sie ze nie odpowiedziales zdrada na zdrade. Tym bardziej jest Ci trudniej. Moze spojrzyj tak, ludzie sa tacy jak my, tacy sami, pelni bledow, ale rowniez dobrych checi a bliska Ci osoba to Ci udowodnila, po co sie umartwiac?
Widzis latwo mi mowic a nadal co tydzien kloce sie zona, wracajac po czesci do tego co bylo i za kazdym razem obiecuje sobie ze to ostatni raz. W koncu bedzie ten ostatni raz.
Odp. Do 1status.. Jeździł czerwonym samochodem polonez, przez rok tylko te marki w tym kolorze widziałem na ulicach, to był koszmar. Nie przychodziło mi do głowy chęć zemsty poprzez zdradę, kim bym się wtedy stał, pozatym mam wadę, nie umiem kłamać, mam zawsze wyrzuty sumienia jak się z kimś sprzeczam nawet jak racja jest po mojej stronie. To chyba świadczy o mojej słabości charakteru może że jestem z pod wagi i chcę spokoju i r ?wnowagi w relacjach z innymi? Nasze pożycie intymne, chm? Początki były b.trudne, kochana żona w ramionach innego, zaraz myśli wyobraznia itd. Ona robiła ten pierwszy krok, ale do tej pory uraz został i nie sądzę by minął. Może jak na młode wtedy lata miałem, napewno miałem bo wierzyłem w to że gdy ożenie się żadna siła mi jej nie odbierze. Myliłem się
Robson...podziwiam Cię z jednej strony. Tyle poświęceń z powodu "ukochanej" osoby. Nie dałabym rady. Już nie byłoby mnie na tym świecie, zadręczyłabym się.
Będziecie przysięgać przed Bogiem, hmmm, po tylu kłamstwach. Przepraszam, ale jestem wierzącą osobą i ciężko mi sobie to wyobrazić, tym bardziej, że sama jestem po rozwodzie a kościół tego nie uznaje. Ot takie porównanie mi się nasunęło.
Jesteś chyba od żony tak samo uzależniony jak kobiety kochające za bardzo. Podejrzewam, że dobry z Ciebie człowiek, ale ciężar który wziąłeś sobie na plecy niszczy Cię bardzo. Nie masz ochoty pobyć sam? Pomyśleć? Przerobić w głowie pewne kwestie od początku i albo zakończyć małżeństwo, albo wziąć się w siłę i zacząć normalnie żyć. Taka wegetacja -przez tyle lat- ile jeszcze chcesz tak żyć? Nie szkoda Ci życia?
Czy ja rozumiem dobrze, że dziecko nie jest Twoje? (upewniam się)
Właśnie nic! Zamknąłem to wszystko w sobie, po raz pierwszy zwierzyłem się lekarzowi psychiatrze po 8 latach o tamtego nieszczęsnego czasu. Ale z up?stem złości było zap?źno.
Sprawdź dobrze, czy nie ma w Tobie złości. Czasem trudno do niej dotrzeć, gdy przez lata upychana była w najbardziej odległych zakamarkach, ale warto pozbyć się jej. Chomikowana, choć niby niewidoczna, truje. By ją ukryć potrzeba wielkiej energii, której brak do życia.
15 2014-12-09 07:26:28 Ostatnio edytowany przez Mały_Książe (2014-12-09 07:32:09)
25grudnia nasza 25 rocznica ślubu odnawiamy śluby kościelne ale!!!
Tylko po co??
Wcześniej też Ci przysięgała i sam widzisz ile te słowa były warte.
Jeśli sądzisz, że dzięki tym kolejnym słowom ból zniknie z twojej głowy jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki to się grubo mylisz. Prędzej złapiesz jeszcze gorszą fazę, bo słysząc przysięgę żony ta zdrada wróci Ci przed oczy.
Według mnie skoro przez ponad 20 lat, chodząc do psychologów nie wybaczyłeś jej tego i wciąż się Tym zadręczasz, to już tego nie wybaczysz.
Zastanów się tylko czy tak ma wyglądać reszta Twego życia, bo zmarnowałeś 20 lat żyjąc z kobietą której widok sprawia Ci ból. Przed Tobą jeszcze dobre 30 lat.
Też chcesz je zmarnować?
Nie robiłeś awantur, nie wniosłeś o rozwód, byłeś zbyt dobry... i teraz pewnie siedzi w Tobie przeświadczenie, że żona się pobzykała z innym i w zasadzie nikt nie poniósł kary. Bo żona kary nie poniosła. Tylko Ty ze wszystkich osób zostałeś skrzywdzony... czy to nie to Cię boli?
Dałeś chociaż gościowi po mordzie?
Przez ponad 20 lat kisisz w sobie złość i żal. To zżera Cię od środka. Musisz coś z tym zrobić. Na początek może psycholog. Musisz oczyścić się od środka. I zacząć od nowa. Nie wiem czy kolejny etap związku z żoną czy rozwód... Twój wybór. Ale masz dopiero 44 lat, pół życia przed Tobą. Nie marnuj go. ![]()
Wcześniej też Ci przysięgała i sam widzisz ile te słowa były warte.
Musze sprobowac. Moze bedzie to kolejny etap mojego nowego zycia!!!! Zycie to walka , a ja mam zamiar walczyc do konca bez wzglegu na wyniki. moze to bledne kolo, moze jestem glupi, moze utrwala mnie mysl o tym ze gdyby ten facet dowiedzial sie ze zostawilem zone- to on by wygral i dopiol swego. Wiem ze wiekszosc z meszczyzn zostawili by ja w pizdu i ukladali sobie zycie naq nowo, ale mnie bardziej dotykal los mojego syna, w tamtych czasach ojciec mial marne szanse by miec dziecko przy sobie, a drugie w drodze nie wiem czy moje to niewazne, wazne kto wychowal. i co wtedy ten dupek nosil by na rekach mojego pierworodnego!! Nigdy, mozna to nazwac poswieceniem i ofiare jaka ponioslem przez zdrade mojej zony. Z zona unikamy tego tematu bo wie jak mnie to boli, ponoc z bolem mozna zyc a jak to zycie bedzie wygladalo to juz bedzie zalezalo odemnie.
Każdy ma prawo do prób i błędów. Do szans i ich braku.
Męczyłeś się tyle lat. Może nie umiałbyś już żyć inaczej, niż w tym bólu. Chyba już nie widzisz innej drogi. Już wybrałeś bez względu na to kto co tutaj napisze.
Musze sprobowac. Moze bedzie to kolejny etap mojego nowego zycia!!!! Zycie to walka , a ja mam zamiar walczyc do konca bez wzglegu na wyniki. moze to bledne kolo, moze jestem glupi, moze utrwala mnie mysl o tym ze gdyby ten facet dowiedzial sie ze zostawilem zone- to on by wygral i dopiol swego. Wiem ze wiekszosc z meszczyzn zostawili by ja w pizdu i ukladali sobie zycie naq nowo, ale mnie bardziej dotykal los mojego syna, w tamtych czasach ojciec mial marne szanse by miec dziecko przy sobie, a drugie w drodze nie wiem czy moje to niewazne, wazne kto wychowal. i co wtedy ten dupek nosil by na rekach mojego pierworodnego!! Nigdy, mozna to nazwac poswieceniem i ofiare jaka ponioslem przez zdrade mojej zony. Z zona unikamy tego tematu bo wie jak mnie to boli, ponoc z bolem mozna zyc a jak to zycie bedzie wygladalo to juz bedzie zalezalo odemnie.
Napisałeś, że dziecko ma tego ojca który wychowa, nie tego który zrobi. Tymczasem nie doczytałem się, czy to chłopiec, czy dziewczynka. Teraz już dorosłe jest, prawda?. Czemu ominąłeś tą sprawę - wychowałeś, czy wyhodowałeś?
Jak traktowałeś je przez te dwadzieścia kilka lat? Kochałeś je? przytulałeś? mówiłeś kocham?... siedziałeś przy łóżeczku nocami kiedy było chore?
Czy dałeś kiedykolwiek odczuć, że nie należy do rodziny? traktowałeś tak samo jak swojego pierworodnego?
Brakuje mi tych odpowiedzi żeby określić na ile Ty, a na ile to dziecko poniosło największą karę za zdradę Twojej żony. Czy Twoja krzywda nie przelała się automatycznie na niczemu nie winne dziecko. Czy godni Jesteście odnawiać i tak złamane śluby, do czasu naprawienia krzywdy tego dziecka...
Zastanów się bardzo nad odpowiedzią i w zasadzie odpowiedz sam sobie. Ja Twojej odpowiedzi nie oczekuje.
troche inaczej sprawa by wygladala gdyby zdrada byla tylko jednorazową przygoda a nie kilkumiesięcznym romansem. to straszne zyc przez tyle lat z czyms co cie niszczy jako czlowieka, podziwiam ze byles w stanie wychowac to dziecko i codziennie na nie patrzec, widziec w nim to co zniszczylo twoj bezpieczny swiat dawno temu. twoj przyklad pokazuje ze mozna zgodzic sie na wiele by nie stracic ukochanej osoby ale popatrz jakim okrutnym kosztem, stales sie wrakiem czlowieka ja w twojej sytuacji nie dalabym rady dlatego podziwiam sile ktora musiales w to wlozyc i teraz to odnowienie przysiegi... nie wiem co was do niego sklonilo co ma ono wam przyniesc? bardzo trudno jest w twojej sytuacji cos doradzic ale to ze trafiles na to forum jest jednym krokiem do przodu
Witaj robsonn25.Rozumiem ciebie ze dla wielkiej miłości do żony i dla dobra dzieci poświęciłeś siebie-"wyrzekłeś się siebie". Podziwiam twoją szlachetność i to ze nie użalasz się nad sobą . Wiesz, wydaje mi się jednak, że nie wyzbyłeś się złości, żalu, poczucia krzywdy i to niejako sprawia że nie możesz być blisko z żoną. Nie wybaczyłeś żonie tej zdrady i nie radzisz sobie z tym. To musi być strasznie przykre i męczące, tak walczyć ze sobą 20 lat. Wypalisz się tak na dłuższą metę. Możliwe że masz nawet depresję.
Tytuł twojego wątku trochę mnie zwiódł, bo pomyślałam sobie że pewnie świeżo upieczony mąz pisze...a tu 25 lat po ślubie.
Skoro tutaj napisałeś to chcesz wreszcie ten ogromny ciężar wreszcie zrzucić z siebie. I bardzo dobre miejsce na to wybrałeś.Mogę tobie polecić do poczytania kilka wątków - http://www.netkobiety.pl/viewtopic.php?id=22962, http://www.netkobiety.pl/viewtopic.php?id=17705 oraz wątek Zbysia http://www.netkobiety.pl/viewtopic.php?id=73303.
Jeżeli możesz to porozmawiaj z psychoterapeutą.Problem tkwi w tobie i w twojej relacji z żoną. Jeżeli chcesz aby kolejne lata nie były udręką to zmieniaj siebie i bądz dla siebie dobry.Pozdrawiam.
Odp dla starr. Urodziła się c?rka. Nigdy nie była dla mnie owocem grzechu mojej żony. Podarowałem jej całą moją miłość jako ojciec, nigdy nie doznała odemnie krzywdy, jest moim oczkiem w głowie, urodę ma po matce. Mam z nią lepszy kontakt wychwawczo/emocjonalny niż żona. Co do odnowienia przysięgi małżeńskiej, ksiądz nie widzi w związku z tamtą sprawą żadnych przeszk?d. To ja zaproponowałem żonie odnowienie przysięgi i nie widzę w tym nic dziwnego zacząć na nowo żyć.
23 2014-12-11 01:45:34 Ostatnio edytowany przez michalowska72 (2014-12-11 01:47:08)
Dobrze zrobiłeś decydując się na zaproponowanie odnowienia przysięgi małżeńskiej.
Odp dla starr. Urodziła się c?rka. Nigdy nie była dla mnie owocem grzechu mojej żony. Podarowałem jej całą moją miłość jako ojciec, nigdy nie doznała odemnie krzywdy, jest moim oczkiem w głowie, urodę ma po matce. Mam z nią lepszy kontakt wychwawczo/emocjonalny niż żona. Co do odnowienia przysięgi małżeńskiej, ksiądz nie widzi w związku z tamtą sprawą żadnych przeszk?d. To ja zaproponowałem żonie odnowienie przysięgi i nie widzę w tym nic dziwnego zacząć na nowo żyć.
czyli chcecie by bylo to takim odcieciem sie od przeszlosci?
Odp do iwona40. Trafiłem na tego bloga przypadkiem i nie żałuje. Nie opisałem tu swojej tragedii by dostać odpowiedzi w stylu jak mi ciebie żal itd. Tylko by w odpowiedziach Waszych zaczerpnąć SIŁ!!!! Mam jedną wadę, nie umiem wyjaśnić co czuję mową, lepiej mi wychodzi przelewanie sł?w na papier. Dlatego mam trudności z rozmową z psychologiem, lecze się od 15 lat cierpie na depresje nerwicowo lękową z napadami paniki, choroba ujawniła się po 5 latach.
26 2014-12-11 02:39:35 Ostatnio edytowany przez starr (2014-12-11 02:43:47)
Odp dla starr. Urodziła się c?rka. Nigdy nie była dla mnie owocem grzechu mojej żony. Podarowałem jej całą moją miłość jako ojciec, nigdy nie doznała odemnie krzywdy, jest moim oczkiem w głowie, urodę ma po matce. Mam z nią lepszy kontakt wychwawczo/emocjonalny niż żona.
To czemu nie Napisałeś tego w pierwszym poście? Nie pojętym jednak wydaje mi się, że nigdy, ale to nigdy nie popatrzyłeś na nią z wyobraźnią podpowiadającą bolesny obraz aktu który spowodował, że się pojawiła.
Co do odnowienia przysięgi małżeńskiej, ksiądz nie widzi w związku z tamtą sprawą żadnych przeszk?d. To ja zaproponowałem żonie odnowienie przysięgi i nie widzę w tym nic dziwnego zacząć na nowo żyć.
Ksiądz na pewno nie zobaczy żadnych przeszkód, skoro wyspowiadał Twoją zonę i dał jej rozgrzeszenie. Teraz liczy na pełen kościół, datki na tacy i Waszą "cołaskę".
Napisałem dużo, ale skasowałem...
To Twoje decyzje, Twoje życie, Twoja głowa.
Idź na salę, załóż rękawice i zacznij na workach wywalać z siebie złość, bo ona Ciebie zniszczy.
EDIT: Spróbuj, skoro lepiej Ci pisać, niż mówić, swoje emocje przelewać na papier. Pisz listy do żony, najlepiej ołówkiem takim zwykłym w drewienku, w których wywalisz z siebie to co Masz głęboko w głowie. Nie dawaj nikomu do czytania, sam też nie czytaj. List i ołówek spal....
Dopiero trafiłam na ten wątek i jestem zaskoczona.
Po 25 latach małżeństwa otwierasz się na forum, no może to i dobrze że dzielisz się swą historią z całym światem i te śluby...
Rozumiem że teraz zaczynacie miodowy miesiąc?
Czy Wasze dzieci znają tą historię? Czy one sobie z tym radzą? Jak wyglądało Wasze życie jeśli do tej pory nie zaakceptowałeś swojej decyzji?
Robson, dlaczego? Co Tobą kierowało i kieruje? Przecież to strasznie trudne tak żyć obok siebie samego. Jakbyś żył nieswoim życiem.
Dla dzieci żeby nie wychowywał inny pan?
A teraz rozumiem że dorosłe już dzieci nie mogą cementować tego związku więc jak? Co chcesz zrobić teraz?
Minęło tyle lat i razem jak domniemam, żona się stara ale Tobie to nie pomaga, nie wystarcza. Czy Wy sobie nie robicie krzywdy?
Rozumiem "trochę" Twoją sytuację gdyż sama 20 lat byłam żoną "mimo wszystko" bo rodzina to była wartość nadrzędna.
Stało się inaczej. To co uważałam nie było jednością, okazało się zbiorem niepasujących elementów.
Buduję na nowo swe relacje ale już z każdym z osobna.
Czy te ponowne śluby to Wasza chęć oddzielenia się grubą kreską od przeszłości i próba budowania nowego życia? Jeśli tak to 25 letni okres "narzeczeństwa" wydaje się być właściwym świadectwem na to że potraficie RAZEM budować (współdziałać), ale na Boga nie odnawiaj ślubów jeśli nie możesz wybaczyć...
25 lat spoglądania na siebie w poczuciu winy i krzywdy o to chyba nie chodziło Bogu...
Czy potraficie więc obdarzyć się radością wspólnie spędzonych lat?
Tego Wam życzę w pierwszym dniu Nowego Życia!
Do renesans. Dziękuję z życzenia i wzajemnością. Dzieci dowiedziały się o tym w wieku syn ok. 15 lat c?rka w wieku 12 żona wytłumaczyła im wszystko i nie było z tym żadnych problem?w ani wyrzut?w z ich strony jest ok. Cieszą się że mają obojga rodzic?w. Co mną kieruje? Mimo tego co zrobiła żona kocham ją bardzo a nie wybaczając jej do tej pory postanowiłem sobie że to będzie moja kara dlaniej. Od paru dobrych miesięcy zbliżyliśmy się do siebie jak nigdy dotąd wszyscy są w szoku przyjaciele, znajomi, dzieci, synowa, moi rodzice kt?rzy wspierali mnie przez ten czas, mojej żonie nigdy nie robili wyrzut?w z tego powodu. Sądze że moje emocje z tym związane dusiły mnie długie lata ale czas powiedzieć STOP dlatego zaproponowałem żonie odnowienie ślub?w będzie to moje wyciągnięcie ręki w jej stronę w celu przebaczenia. Może myślicie że jestem naiwny, głupi itd. Ale kto nie chce być szczęśliwy?
29 2014-12-27 20:26:21 Ostatnio edytowany przez starr (2014-12-27 20:32:20)
/.../ Co mną kieruje? Mimo tego co zrobiła żona kocham ją bardzo a nie wybaczając jej do tej pory postanowiłem sobie że to będzie moja kara dlaniej.
A to są skutki...
lecze się od 15 lat cierpie na depresje nerwicowo lękową z napadami paniki, choroba ujawniła się po 5 latach.
Nie wiem kogo ukarałeś, bo to wygląda mi na to, że sam siebie. Chociaż przeprosiła Ciebie za to co zrobiła? No wybacz, ale ośmiomiesięczny romans, to nie szybki numerek w samochodzie po dyskotece, musiała być zakochana w łajzie... Gdzie była jej miłość do Ciebie?
Zaczynam powtarzać wcześniej skasowane pytania, tylko jeszcze jedno - jak odnosi się do Twojej choroby: Masz w żonie wsparcie i zrozumienie?
Od paru dobrych miesięcy zbliżyliśmy się do siebie jak nigdy dotąd wszyscy są w szoku przyjaciele, znajomi, dzieci, synowa, moi rodzice kt?rzy wspierali mnie przez ten czas, mojej żonie nigdy nie robili wyrzut?w z tego powodu.
Tu będę trochę złośliwy, ale dla Twoich rodziców, to w zasadzie nie ma sprawy - wszystko zostało w rodzinie i przyczyna i skutki, więc o co chodzi...
Sądze że moje emocje z tym związane dusiły mnie długie lata ale czas powiedzieć STOP dlatego zaproponowałem żonie odnowienie ślub?w będzie to moje wyciągnięcie ręki w jej stronę w celu przebaczenia.
Niestety, żadnych etapów nie da się przeskoczyć. Te śluby w niczym nie zmienią
Może myślicie że jestem naiwny, głupi itd. Ale kto nie chce być szczęśliwy?
To nie tak Robson25. Myślę, że wszystko zrobiłeś na zasadzie: "zrobię na złość matuli - odmrożę sobie uszy..."
Robsonn25 co u Ciebie? widzę, że tu bywasz... dopisz do wątku...
Było tu kilka wątków, które "zagotowały mi czajnik". Twój jest jednym z nich...
Witam. Przykro mi że zagotowałem Ci czajnik. Czasami żałuję że wpisałem tu swój post na ten temat, dlaczego? Czytam o podobnych i odpowiedzi na nie, i czasami też pokrywka spada mi z głowy, większość pisze ,,zostaw ją, to k.. ułóż sobie życie na nowo,, ale nic o odbudowaniu związku i wszystkim co z tym związane. Nie wszyscy chcą tak postąpić, każdy ma prawo wyboru, nie oczekiwałem po tym wpisie współczucia od innych ani tym bardziej negatywnych opinii mojego postępowania, wiem każdy ma prawo do jego okazania, ale stawiacie wszystkich w jednym rzędzie. Może znowu kogoś zagotuję ale to tych o których wspomniałem.
32 2015-02-16 01:24:04 Ostatnio edytowany przez Sponi (2015-02-16 01:43:02)
Witam. Przykro mi że zagotowałem Ci czajnik. Czasami żałuję że wpisałem tu swój post na ten temat, dlaczego? Czytam o podobnych i odpowiedzi na nie, i czasami też pokrywka spada mi z głowy, większość pisze ,,zostaw ją, to k.. ułóż sobie życie na nowo,, ale nic o odbudowaniu związku i wszystkim co z tym związane. Nie wszyscy chcą tak postąpić, każdy ma prawo wyboru, nie oczekiwałem po tym wpisie współczucia od innych ani tym bardziej negatywnych opinii mojego postępowania, wiem każdy ma prawo do jego okazania, ale stawiacie wszystkich w jednym rzędzie. Może znowu kogoś zagotuję ale to tych o których wspomniałem.
Robsonn...
Mam teorię dwóch kolumn. W rękawie. Jeśli jedna z nich ma pęknięcia, dla mnie znaczy to, że budowla chyli się ku upadkowi. Ty za wszelką cenę chcesz te kolumnę podtrzymać. Tylko czy warto?
Czego się boisz? Samotności? Ona wcale nie jest taka straszna.... Czasem spojrzeć na siebie z innej strony to wybawienie. Bo być szczerym wobec siebie, widzieć siebie ze wszystkimi słabościami to wcale nie takie straszne...
Witam. Przykro mi że zagotowałem Ci czajnik. Czasami żałuję że wpisałem tu swój post na ten temat, dlaczego? Czytam o podobnych i odpowiedzi na nie, i czasami też pokrywka spada mi z głowy, większość pisze ,,zostaw ją, to k.. ułóż sobie życie na nowo,, ale nic o odbudowaniu związku i wszystkim co z tym związane. Nie wszyscy chcą tak postąpić, każdy ma prawo wyboru, nie oczekiwałem po tym wpisie współczucia od innych ani tym bardziej negatywnych opinii mojego postępowania, wiem każdy ma prawo do jego okazania, ale stawiacie wszystkich w jednym rzędzie. Może znowu kogoś zagotuję ale to tych o których wspomniałem.
Chyba opacznie to stwierdzenie zrozumiałeś. Chodziło mi o poruszenie autentycznością opisu sytuacji, pozbawione ozdobników i ubarwień. Co do komentarzy nie będę się wypowiadał. Różne są sytuacje które powodują u komentujących większe lub mniejsze emocje i porównanie do swoich doświadczeń, a przez to i wpisywanych w zdania emocji.