Jak żyć dalej z partnerem którego nielojalność ujawniłam przypadkowo po 40 latach, jak mi się zdawało, udanego małżeństwa /wspólne zainteresowania, zgodność poglądów, poczucie bezpieczeństwa, partnerstwo itd./,który twierdzi, że tylko mnie kocha i żyć beze mnie nie może. "Romans " został przerwany po moim odkryciu p
owiązań z panią, która ma firmę nie przynoszącą zadowalających dochodów więc praktykuje tzw sponsoring czyli, mówiąc prościej, jest prostytutką.
Dopiero moja interwencja oprzytomniła pana.Mam podstawy twierdzić, że zaniechał definitywnie tych kontaktów. Kontakty zerwał w moim przekonaniu, dlatego iż przestraszył się konieczności rozpoczynania życia na nowo z tą czy inną kobietą. Obecnie jest prawie ideałem partnera, tylko, że ja nie mogę się odnaleźć po tym wszystkim: interweniując w całej tej sprawie, zastępuję de facto zwykłą prostytutkę z którą łączył męża również kontakt emocjonalny, mentalny, próba znalezienia wspólnych zainteresowań. Z całą pewnością byłam i jestem dla męża, przede wszystkim, organizatorką życia domowego, osobą podtrzymującą ciepełko domowe, cokolwiek to znaczy. Przez ponad pół roku / 2013/ patrzył na mnie z jawną, nie ukrywaną niechęcią, czasem wrogością. Dzis zdaje się jest baz zarzutu, ale ja już jego słowom nie wierzę. Czuję za plecami kogoś kto jest moim wrogiem.
Nie wiem poco piszę, bo zdaję sobie sprawę, że nikt nie może mi pomóc i ze z tego dna na które zepchnął mnie mój /?/ partner nigdy się nie podniosę - czasu mało.
Może piszę ku przestrodze wszystkim kochającym i ufającym bezgranicznie młodszym niż ja kobietom.
Podobne tematy
co to znaczy "nigdy się nie podniesiesz"? podniesiesz uwierz
co nas nie zabije to nas wzmocni
zobaczysz, daj sobie czas
ustalaj swoje cele i wartości
szanuj siiebie i swoje potrzeby
odnajdziesz się
z nimm albo bez niego - ale się odnajdziesz
'
JOLIRKO
Jakie to wszystko banalne i powtarzajace sie.
Ja dostalam na pocieszenie tekst " nie martw sie, to nie ma przyszlosci (znaczy sie jego nowy zwiazek), nie mam zamiaru niczego rozwalac", a poki co "potrzebuje troche wolnosci"
No wiec pokazalam mu, ze wolnosc kosztuje - nie ma zarcia, brudne gacie, spanie na stryszku.
Na dzien dzisiejszy juz sie nie zachlystuje swoja wolnoscia - grzeczny do mdlosci, spelnia kazde polecenie, finansowo bez zarzutu, ale.....
Ale ja juz nie bardzo nas widze razem w pelni tego slowa.
Uklad bardziej towarzyski niz malzenski.
Nie mam zamiaru wracac do dawnego, zbyt wiele mnie to kosztowalo.
On walczy jak lew, zeby mi nie przyszlo do glowy sie rozwodzic, czego zreszta szczerze mowiac tez mi sie nie chce. Moze jakbym byla mlodsza, jakby nie kosztowalo to tylu zmnian (dom, ogrod, zwierzeta), byc moze bym sie zdecydowala.
Niewykluczone, ze jest mi latwiej, bo moj - nie wiem jak go nazwac (sic) - wyjezdza na dlugie kontrakty, jak wraca to ja wyjezdzam i tak zyjemy w rozjazdach.
Niestety, ale raz rozbity dzban, nawet najlepiej sklejony nie bedzie juz tym czym byl.
Zdumiewa mnie jednak do dzis lekkosc wywalenia tylu lat razem (staz podobny do Twojego) do kosza dla przygody bez przyszlosci.
Pozdrawiam B
Nie wiem poco piszę, bo zdaję sobie sprawę, że nikt nie może mi pomóc i ze z tego dna na które zepchnął mnie mój /?/ partner nigdy się nie podniosę - czasu mało.
a może jednak wiesz, po co piszesz ... bo włożyłaś wysiłek w to, żeby zalogować się na forum, zbudować wypowiedź
szukasz wsparcia, porady, rozładowania emocji ... i ok, od tego również jest forum
rozmawiaj z nami dalej pisz, co czujesz, to pomaga ![]()
Wielkie dzięki End-aluzji, betinie 2 i in-ce za refleksje w związku ze mną.
Wczoraj w rozmowie / której to ? /postawiłam sprawę dość kategorycznie rządając wyprowadzenia się z domu, bo minął rok od ujawnienia zdrady ,a szans na zapomnienie nie widać. Mąż, zapewniając o uczuciach, a głównie wzruszając się własnym cierpieniem, wynajduje jakieś odległe terminy, bo będzie to dopiero największa tragedia w jego życiu. Po każdej takiej " większej rozmowie " odczuwam coś w rodzaju ulgi na pewien czas. Rozmowy takie są już spokojne, choć bez emocji się nie da. Następnie, przy okazji jakiegoś skojarzenia z moją sytuacją / np. film / wszystko wraca z nową siłą. Mimo upływu czasu rośnie między nami dystans - ja tak to czuję.
Towarzyszy mi też coś w rodzaju poczucia winy za zerwany z powodu mej dociekliwości związek z ww.panią. Związek ten dawał mężowi wiele satysfakcji : czas znakomitego samopoczucia i olśniewającej kondycji fizycznej, oczywiście na gruncie całkowitego ignorowania mojej osoby. Po prostu, ja nie istniałam, wyłączając rolę praczki, sprzątaczki, kucharki itd. Jak mam w tej sytuacji wierzyć w deklarowaną miłość i mentalne, emocjonalne "nawrócenie" ?
Chwilami nie radzę sobie zupełnie. Egzystuję z dnia na dzień, ograniczając codzienne czynności do koniecznego minimum, zwalniając się z wszelkich obowiązków. Dom leży odłogiem i mało mnie to obchodzi. Tak już będzie do końca? Jolirka
rozbita porcelana nigdy nie będzie taka jak kiedyś. tak samo jest i z małżeństwem. czasami bywają wyjątki od reguły. miedzy wami zaczyna rosnąc chiński mur. niby razem a jednak osobno. są ludzie którzy nie potrafią wybaczyć zdrady. może ty do takich ludzi należysz? jeśli tak to nie ma co się zastanawiać tylko wóz labo przewóz. musisz się na coś zdecydować bo im dłużej to trwa może być trudniej z podjęciem decyzji co do waszego dalszego wspólnego życia.
rok to już jest czas, kiedy warto podjąć decyzje a przynajmniej odpowiedzieć sobie na pytanie - czego ja chcę?
ty wyraźnie nadal jesteś zagubiona całkiem, bo z jednej strony jesteś w tym związku, z drugiej już nie chcesz w nim być ...
może czas na porządki?
wiesz, życie po zdradzie jest możliwe i to całkiem szczęśliwe, tylko trzeba tego chcieć ...
i to dwie osoby muszą budować związek dalej
może czas wyjść z marazmu, ogarnąć dom i siebie, bo ... przecież życia szkoda ![]()
rozmawiaj na forum, czytaj o życiu innych dziewczyn, to może tobie pomóc uruchomić się
8 2014-10-14 11:06:59 Ostatnio edytowany przez robert247 (2014-10-14 11:09:42)
życie to test na wytrzymałość,autorko tematu ,masz okazję go przejść,nie jest tak w życiu że cały czas od narodzin do smierci jest sielanka,spokój,bezpieczeństwo...prędzej czy pózniej każdy zderzy się z czymś dla niego bardzo neiprzyjemnym,ja wiem ze nikt tego by nie chciał,ale nie mamy wpływu na niektóre rzeczy.Twoje życie jest to tylko życie jednej z tysiąca osób którzy mijają cię codziennie na ulicy. Skoro mąż nie chciał już być twoją podporą...trudno trzeba samemu się podnieść i iść dalej;) ,piszesz że już się nie podniesiesz..? No to się nie podniesiesz ! Swiat się od tego nie skończy ...jeśli będziesz ciągle się nad tym zastanawiać,to będziesz żyła w dołach...jeśli spróbujesz to olać,to jest duża szansa że któregoś ranka obudzisz się wolna.Nie ma tego złęgo co by na dobre nie wyszło,to sie zawsze sprawdza.
pozdrawiam
Forumowiczom dzięki.
Nie umiem, niestety, odp. sobie na pytanie, czy mam pozostać w tym związku, czy podziękować partnerowi. Nie przejmowałabym się dramatem przeżywanym przez męża, zdecydowałabym się na definitywne rozstanie gdybym miała gwarancję, że koszmary związane z ostatnim wydarzeniem opuszczą mnie. Wiem jednocześnie, że takich gwarancji znikąd nie otrzymam.
Nie zrozumiałam argumentu "roberta 247" co do konkretnej sytuacji mają "tysiące osób" ? Prawda, nie jesteśmy na tym padole łez sami, nie jesteśmy na zawsze, ale, cóż to za pocieszenie, że się świat beze mnie nie skończy. Przeżywając osobisty dramat nikt nie spodziewa się końca świata. Albo oczekuje / szuka/ wyjścia, albo kończy życie z własnej woli. Rzeczywiście, ludzi na świecie jest całkiem sporo, ale , mam nadzieję, że każde istnienie ma swoją wartość, czemuś służy. Prawda, że każdy z żyjących dżwiga własny krzyż, tylko, co z tago wynika dla przeciętnego śmiertelnika? Żadną miarą ani wagą cudzego bólu ocenić się nie da. Pozdrawiam.
10 2014-10-14 13:12:13 Ostatnio edytowany przez in_ka (2014-10-14 13:15:12)
Nie umiem, niestety, odp. sobie na pytanie, czy mam pozostać w tym związku, czy podziękować partnerowi.
no i tutaj jest ... problem
bo tylko Ty sama możesz udzielić tej odpowiedzi
jolirka
podstawą do pójścia do przodu jest akceptacja miejsca w którym jesteś - pogodzenie się z nim
jesteś w związku z facetem, który cię zdradził i który zadeklarował, że wybiera ciebie i zostanie z tobą
musisz:
zrozumieć, że cię zdradził i czasu nie cofniesz
nie naprawisz - ani ty, ani on, tego co się wydarzyło
nie cofniesz bólu i cierpienia, które czułaś
nie cofniesz złych myśl zawsze będziesz kobietą zdradzoną przez partnera
on zawsze będzie facetem, który zdradził partnerkę
to się już wydarzyło i tak właśnie jest
dzisiaj jesteś kobietą po przejściach z facetem po przejściach
w sytuacji o tyle trudnej, że jesteś właśnie z tym, który zranił
a dla niego trudnej, bo jest z kimś, kogo zranił...
nie cofniesz czasu
'nie zmienisz przeszłości
czy dzisiaj skupiłaś się na tym, co czujesz, czegho potrzebujesz, co zapewnia ci poczucie bezpieczeństwa?
czy dzisiaj wiesz, czego chcesz?
nie musisz wiedzieć, możesz jeszcze nie wiedzieć
ale musisz "przerobić w sobie przeszłośść"
musisz pozbyć się drewnianej nogi i kuli u nogi..
rozumiesz?
to było, mineło
zmieniło ciebie
zmieniło jego
czy po tym wszystkim - ten facet jest facetem, którego chcesz w swoim zyciu?
to jest wazne pytanie
Jolirko - na Boga, Ty jeszcze masz poczucie winy, ze odebralas blyskotke zdrajcy - tutaj to juz mnie lekko zdumialas.
Nie twierdze, ze trzeba dyszec zemsta i checia dowalania, ale wina Twoja? Jaka?
A nie mogl on tych swoich wylenialych piorek stroszyc dla Ciebie, a nie kosztem Ciebie?
Kochana zajmij sie soba.
Ja odnowilam poddechniete uklady towarzyskie, basenik, koncerty, zalegle lektury, wyjazdy w miare mozliwosci - no i przede wszystkim jak najmniej gadania o "drogim nieobecnym".
Z czasem temat wyplowieje i dzisiaj z perspektywy czasu, to co bylo tragedia zrobilo sie farsa.
Zwalilam z siebie "obowiazkowosc" - robie to, na co mam ochote. nic na sile.
Za teksty, ktore dzisiaj slysze od mojego prawie bylego, kiedys bym zycie oddala, teraz sa tylko komplementem bez znaczenia, nie buduje na tym juz nic..........
Wyjscia sa trzy
- zostajesz z nim i probujesz odbudowac, ale z tego co piszesz - totalny brak zaufania i szczerosci - srawa ciezka,
- zostajesz, budujesz uklad formalno-towarzyski - wymaga duzego dystansu,
- zrywasz calkowicie - czy jestes na to gotowa, czy masz sile i mozliwosci przeprowadzic taka rewolucje? - bylo nie bylo lat 40-ci.....
Ech, jak by nie patrzec, zlotego srodka nie ma - kazde wyjscie ma swoje koszty.
Pozdrawiam B
Dzięki End-aluzji za rzeczowe uwagi dot. mojej sytuacji. Chyba będę zaczynać dzień od czytania Twego tekstu. Chwilowo nieco otrzeźwiałam. Na długo?
Inny e-mail od betiny2 równie budujący. Obecnie określiła bym nasz układ / z mojej inicjatywy / jako formalno-towarzyski w atmosferze obustronnych starań o zbudowanie życzliwej atmosfery pod wspólnym /ciągle/ dachem. No, dziś jestem w wyrażnie lepszej formie i to WASZA zasługa.
Wyjaśnię jeszcze, że moje poczucie winy wynika z przekonania, że nie mam prawa ingerować w czyjeś życie /manipulować ?/ nawet wtedy ,gdy sama czuję się skrzywdzona - takie mam przekonanie. Jak pisałam, pan-mąż w "nowej" sytuacji tryskał energią życiową i wydawał się o parę lat młodszy. Nie czuję się dobrze z myślą, że za sprawą moich dociekań zmuszony był niejako wrócić na znacznie mniej komfortowe miejsce.
Pozdrawiam i pozostaję z ciepłą życzliwą myślą o moich Rozmówczyniach. J.
jolirka
kochanka coś mu tam zaspokoiła.. hmmm;)
tryskał, owszem, emocjonował się i rozentuzmował
ale ale ale
słabośc polega na tym, że nie znalazł tego w sobie, tylko na zewnątrz
to tak, jakbyś wlazła na diabelskie koło, albo łykneła jakieś prochy
energia jest, adrenalina jest
ale prochy przestają działać, koło się zatrzymuje
chodzi najbardziej o swiadomość tego, czego potrzebujemy w zyciu
jacy jestesmy, jacy chcemy być, na co nas stać
tówj mąż odnalazł w sobie wolę do "odmłodnienia" potrzebował bodźca
warto, by on także się zastanowił PO CO była mu kochana
czy tylko tak potrafi się realizować?
czy bodżców nie potrafi znaleźc w sobie?
w przypadku mojego męża kochanka to było wejście w schemat korporacji, w której pracował, sposobów spędzenia czasu, i powtarzania tego, co robili jego szaqfowie - szef=sukces=okreslony styl zycia=fajne auto=duzo kasy=fajne wakacje=kochanka
powtórzył schemat
uwolnienie dla niego, to tez usiadomienie sobie, że polazł jak świnia na rzeź, że zachował się jak faceci, którymi zawsze pogardzał, że nie potrafił być sobą, że stał się taki sam, jak wysmiewany przez nas i pogardzany kolega "jacek"
zapytałam - jesteś jak on? on ci imponuje? chcesz byc nim? jest teraz twoim najlepszym kumplem między wami znak równości? jestescie tacy sami?
i to go zabolało
bo przecież każdy z nas, zdrowy na umysle, mimo wszystko, uważa się za "trochę lepszego od innych" - w tym zanczeniu, że sam sobie stawia poprzeczkę i mówi - ja bym tego nie zrobił, ja bym tak nie powiedział, mnie stac na więcej...
dlatego stan, w jakim był twój mąż dzięki kochance to pytanie do niego =- czy nie potrafi tak żyć i tak się spełniać w PRAWDZIWYM ŻYCIU?
czy naprawdę potrzebuje młodej dupy, żeby poczuć się wartościowy?
czy nie stać go na dobre i godne życie tu i teraz?
Ech Jolirko, chyba jestem wredna bardziej od Ciebie.
Mnie radosne podniecenie mezusia, jego wieczorne wyprawy w knieje celem wykonania tajnych telefonow, zakup nowych przyodziewkow, zapodanie sobie zdrowotnej dietki i wspolczujaco-pogardliwe spojrzenia w moja strone, doprowadzaly do bialej goraczki. Nie raz, nie dwa mialam ochote rozwalic mu ten siwiejacy leb.
Wkurzajace bylo, ze potraktowal mnie jak "barchanowa zone", z ktora nie trzeba sie liczyc i ktorej jedyna obrona bedzie kwilenie w kacie.
Owszem na poczatku, zaczem sie pozbieralam tak bylo, ale z czasem dostalam zdrowego wk.....wa.
Troche pomogly prochy, pare rozmow z zaprzyjaznionym psychologiem i jakos poszlo do przodu.
Nie bede resztek swojego zycia marnowac na analize "duchowych rozterek" mojego powiedzmy meza.
Inaczej kiedys sobie wyobrazalam nasza wspolna "dojrzalosc", ale nie bede przeciez katowac sie tym "co byc moglo a nie bedzie".
Niewykluczone, ze z czasem bede w stanie mocniej sie z nim zaprzyjaznic, poki co on sie o to stara, ja mniej.
Sciskam serdecznie B.
Mysl, że w tym wypadku-upadku miały udział siły nieczyste wydaje się trafna. Tak, min. objasnia partner przyczynę tego, co się stało. Jest przekonany o aktywności nieokreślonych bliżej sił, złych mocy, na jego psychikę. Wg. mnie to spóźniony mocno kryzys wieku
i refleksja typu: I to miało by być wszystko ? Taki efekt "głębokich" przemyśleń. Dla mnie infantylizm albo zaburzenia umysłowe.
Doswiadczenia i refleksja Betiny w 100% pokrywa się z moja. Nie traktuję już serio rozterek duchowych męża, a kwiaty dwa razy na tydzień tylko mnie irytują.
Ciekawostka dotyczy tego co nazywają kobiecą intuicją: Otóż, nie dopuszczając myśli o zdradzie, zaczęłam segregować garderobę męża do prania oddzielając ją od innej, nie zastanawiając się dlaczego to robię. Pogodnej /duchowo, bo na słonko trudno liczyć/ soboty i niedzieli życzę wszystkim miłym Paniom. J.
Nie zrozumiałam argumentu "roberta 247" co do konkretnej sytuacji mają "tysiące osób" ? Prawda, nie jesteśmy na tym padole łez sami, nie jesteśmy na zawsze, ale, cóż to za pocieszenie, że się świat beze mnie nie skończy. Przeżywając osobisty dramat nikt nie spodziewa się końca świata. Albo oczekuje / szuka/ wyjścia, albo kończy życie z własnej woli. Rzeczywiście, ludzi na świecie jest całkiem sporo, ale , mam nadzieję, że każde istnienie ma swoją wartość, czemuś służy. Prawda, że każdy z żyjących dżwiga własny krzyż, tylko, co z tago wynika dla przeciętnego śmiertelnika? Żadną miarą ani wagą cudzego bólu ocenić się nie da. Pozdrawiam.
No własnie o to mi chodziło co napisałas,żadnego pocieszenia nie potrzebujesz..po co ci ono?..zaraz wymyślisz sobie następny dół,żadnej pewności nie dostaniesz od nikogo,nawet od męża...
Każdy dzwiga swój krzyż to oznacza dla przeciętnego śmiertelnika w tym przypadku chodzi o ciebie,że sama się wez w garść i przestań się użalać i wymyślać sobie kolejne dylematy w głowie. To nie zdrowe tak sie zamartwiać..hmm co by ci doradzić ..Zbuntuj się ,przeciwko całemu światu,zostań sama ..podnieś sie sama i wróć do rzeczywistości - wtedy już nigdy nikt cię nie powali na kolana.Innej drogi nie ma,już nie ma bezpiecznej przystani,musisz sie zmierzyć sama z tym.Nie uzależniaj swojego dobrego humoru od innych,tylko od samej siebie.powodzenia
Szanowny robercie 247 dziękuję za uwagę i spostrzeżenia dot. mojej osoby. Dość śmiałe, zważywszy, że się nie znamy. Widzę, że te samodzielnie dopracowywane "doły" Ciebie też dotyczą. Rozumiem, ze rozładowujesz tymi komentarzami własne emocje. Jak na mój gust trochę zbyt agresywnie - ot, taka nasza kobieca emocjonalność. Krótko mówiąc: ani zrozumienia, ani porozumienia... Jeszcze raz dziękuje i życzę dobrej zabawy na tym forum. A może i na innym?
J.
19 2014-10-17 14:52:26 Ostatnio edytowany przez robert247 (2014-10-17 14:53:04)
Szanowny robercie 247 dziękuję za uwagę i spostrzeżenia dot. mojej osoby. Dość śmiałe, zważywszy, że się nie znamy. Widzę, że te samodzielnie dopracowywane "doły" Ciebie też dotyczą. Rozumiem, ze rozładowujesz tymi komentarzami własne emocje. Jak na mój gust trochę zbyt agresywnie - ot, taka nasza kobieca emocjonalność. Krótko mówiąc: ani zrozumienia, ani porozumienia... Jeszcze raz dziękuje i życzę dobrej zabawy na tym forum. A może i na innym? J.
Ja tylko napisałem co moim zdaniemmoże tobie pomóc,czego możesz spróbować żeby się z tego fatalnego uczucia wydostać. Jesli potrzebujesz pocieszania i tłamszenia sie w tym problemie - patrz posty,koleżanek wyżej.
pozdrawiam i powodzenia
Przez te rozne doswiadczenia sie uczymy. Jesli wam zalezy, jesli cenicie wartosci malzenstwa, to czemu nie? Ludzie zbyt latwo sie poddaja. Czas rowniez leczy rany ale u ludzi, ktorzy nie kieruja sie nienawiscia i niechecia do innych ludzi. Z tym ze zauwazam ze razem jest latwiej, szybciej. "Separacje" powoduja czesto oddalenie sie ludzi od siebie. Jesli jest mozliwosc i chec rozmowy, sa wyciagane z tego wnioski, to nie rozumiem. Po co sie separowac. Lepiej posluchac i powiedziec pare gorzkich slow niz "mowic do sciany". W malzenstwie na pewno byliscie dla siebie oparciem. Maz "przez jakis czas" tego nie dostrzegal. Swoje mysli kierowal gdzie indziej. Myslal moze ze wygral na loterii ale rzeczywistosc sprowadzila go na ziemie. To tez jest nauka. Jest rozczarowanie, gorycz ale po co pic ten kielich w nieskończoność?
Jak żyć dalej z partnerem którego nielojalność ujawniłam przypadkowo po 40 latach, jak mi się zdawało, udanego małżeństwa /wspólne zainteresowania, zgodność poglądów, poczucie bezpieczeństwa, partnerstwo itd./,który twierdzi, że tylko mnie kocha i żyć beze mnie nie może. "Romans " został przerwany po moim odkryciu p
owiązań z panią, która ma firmę nie przynoszącą zadowalających dochodów więc praktykuje tzw sponsoring czyli, mówiąc prościej, jest prostytutką.
Dopiero moja interwencja oprzytomniła pana.Mam podstawy twierdzić, że zaniechał definitywnie tych kontaktów. Kontakty zerwał w moim przekonaniu, dlatego iż przestraszył się konieczności rozpoczynania życia na nowo z tą czy inną kobietą. Obecnie jest prawie ideałem partnera, tylko, że ja nie mogę się odnaleźć po tym wszystkim: interweniując w całej tej sprawie, zastępuję de facto zwykłą prostytutkę z którą łączył męża również kontakt emocjonalny, mentalny, próba znalezienia wspólnych zainteresowań. Z całą pewnością byłam i jestem dla męża, przede wszystkim, organizatorką życia domowego, osobą podtrzymującą ciepełko domowe, cokolwiek to znaczy. Przez ponad pół roku / 2013/ patrzył na mnie z jawną, nie ukrywaną niechęcią, czasem wrogością. Dzis zdaje się jest baz zarzutu, ale ja już jego słowom nie wierzę. Czuję za plecami kogoś kto jest moim wrogiem.
Nie wiem poco piszę, bo zdaję sobie sprawę, że nikt nie może mi pomóc i ze z tego dna na które zepchnął mnie mój /?/ partner nigdy się nie podniosę - czasu mało.
Może piszę ku przestrodze wszystkim kochającym i ufającym bezgranicznie młodszym niż ja kobietom.
Kochana - przychodzi nieraz taki moment, że facet dostaje małpiego rozumu i szuka przygód tam, gdzie nie powinien,a w efekcie potem żałuje i w dodatku jeszcze coś "podłapie". Po 40 latach wydawałoby się, że do niczego "złego" nie może dojść, a jednak rzeczywistość okazuje się inna. I wiesz - też bym mu nie wierzyła i oczywiście cały czas trzymałabym go na dystans, normalnie brałoby mnie obrzydzenie. Sędzę, że podchodzisz do tego podobnie. Ale jest powiedziane , że każdemu gamoniowi należy dać drugą szansę, przełam się i okaż zdrajcy odrobinę "zrozumienia", choćby miało Cię wewnątrz potargać ze złości. On i tak doskonale wie, że masz go w głębokim poważaniu,ale ponieważ ktoś musi być tym mądrzejszym - bądź nim Ty. Pozdrawiam. ![]()
Mija rok i 10 miesięcy. Obawiam się, ze tkwię w tym samym miejscu. Wprawdzie nie mam zbyt wielu możliwości ruchu /wiek, emerytura 1700, wspólne mieszkanie/ ,ale mogę skłonić tzw męza do wynajęcia lokum dla siebie /ciągle pracuje zawodowo/.
Tkwię w tym układzie nadal,bo, za radą lekarza chciałam dać szanse ...samej sobie na wyjście z tej traumy. Moje emocje, jak u innych w podobnej sytuacji: góra - dół. Generalnie, niewielkie wyciszenie / leki + czas /, bo w istocie cała sytuacja wydaje się bez wyjścia. Miotam się jak w klatce, ale, jeśli się wydostanę, to co dalej...
Żeby było ciekawiej to pani, którą m. "sponsorował" przypomina od czasu do czasu o swoim istnieniu: e-maile do pracy i telefony. Telefonów najczęściej nie odbierał /sprawdzałam -niestety/ , na mejle nie odpowiadał. Pod jakims pretekstem, szukająca sponsorów, zadzwoniła wczoraj i tym razem rozmowa trwała 10 min.
M. sam mi o tym powiedział. Trudno mi tę sytuację zaakceptować, wiedząc, że w dość kategorycznej formie, na piśmie , wkrótce po ujawnieniu zdrady, powiadomił ją o swojej decyzji zaprzestania z nią kontaktów.
Kochani, podrzućcie jakąś myśl... jolirka
Mija rok i 10 miesięcy. Obawiam się, ze tkwię w tym samym miejscu. Wprawdzie nie mam zbyt wielu możliwości ruchu /wiek, emerytura 1700, wspólne mieszkanie/ ,ale mogę skłonić tzw męza do wynajęcia lokum dla siebie /ciągle pracuje zawodowo/.
Tkwię w tym układzie nadal,bo, za radą lekarza chciałam dać szanse ...samej sobie na wyjście z tej traumy. Moje emocje, jak u innych w podobnej sytuacji: góra - dół. Generalnie, niewielkie wyciszenie / leki + czas /, bo w istocie cała sytuacja wydaje się bez wyjścia. Miotam się jak w klatce, ale, jeśli się wydostanę, to co dalej...
Żeby było ciekawiej to pani, którą m. "sponsorował" przypomina od czasu do czasu o swoim istnieniu: e-maile do pracy i telefony. Telefonów najczęściej nie odbierał /sprawdzałam -niestety/ , na mejle nie odpowiadał. Pod jakims pretekstem, szukająca sponsorów, zadzwoniła wczoraj i tym razem rozmowa trwała 10 min.
M. sam mi o tym powiedział. Trudno mi tę sytuację zaakceptować, wiedząc, że w dość kategorycznej formie, na piśmie , wkrótce po ujawnieniu zdrady, powiadomił ją o swojej decyzji zaprzestania z nią kontaktów.
Kochani, podrzućcie jakąś myśl... jolirka
Chcesz być sama? Chcesz być z dala od Niego? Chcesz zobaczyć czy na Ciebie czeka jeszcze ktoś z kim mogłabyś iść uśmiechnięta za rękę na spacer?
Jolirka, moich rodziców znajomi mieli podobna sytuację. Pani dokładnie około Twojego wieku. Nie odeszła od męża, myślę, że zdecydowały o tym również względy materialne ale wzięła dystans do wszystkiego. Odkopała stare znajomości koleżeńskie i zaczęła wychodzić z koleżankami, kolegami, czytać więcej, było jej więcej na zewnątrz. Odkryła jakieś nowe hobby i zaczęła z tego swojego świata czerpać przyjemność. Ładowała tam akumulatory a dla męża owszem była sympatyczna ale jak zaczęła go mniej oglądać to i złość przechodziła. Poznała historie innych ludzi, nie miała pojęcia, ze u innych tez nie zawsze jest kryształowo ale sobie radzą, no i ją także podtrzymywali na duchu. Obiad już nie czekał w domu na męża, podzieliła obowiązki - on dostał swoje, ona swoje i tak z czasem mąż spojrzał na nią innym okiem, relacje powoli ale się poprawiają, w każdym razie ona ma już swoje towarzystwo i nie jest na "wyłączność" Jest bardzo zadowolona. Mówi, ze to "wszystko otworzyło jej oczy" czego i Tobie życzę :-)
Trzymaj się.
Wielkie dzięki, drogie "kałasznikow" i "JuliaKaa" ! Każde Wasze mądre słowo dla mnie bezcenne.
Z odnawianiem znajomości trudno, bo stare towarzystwo "rozlazło się" w czasie i przestrzeni, a na nowe patrzę już nieufnie. Mam i miałam różne zainteresowania, a teraz mam czas na nie. Klimat już nie ten. Na spacerze partner ten co zawsze, ale zupełnie inny. Dla niego wszystko jest jak było, dla mnie nie. Teraz jest obcy do którego nie mam zaufania i muszę spodziewać się wszystkiego. Tego nie zmieniłoby nawet następna 40lat...
Napisałam do Byłej list z info, że nie życzę sobie ponownego wdzierania się w m o j e życie, bo przede wszystkim ja za to płacę rozstrojem nerwowym. Czy ze skutkiem, zobaczymy.
I jeszcze cytat, wg mnie, trafiający w sedno: "Zdrada - dramat kilku osób, rozpisany na pokolenia. Zdrada rujnuje świat dzieci, deprawuje cudzołożnika, demoralizuje ofiarę zdrady. Odbiera zaufanie do ludzi. Brudzi i plugawi, WPYCHA W SZALEŃSTWO oraz nędzę." -podkreślenie moje. Dodam, co ciekawe, nie zależnie, jak widać od tego, ile ma się lat. Pozdrawiam.
Mija rok i 10 miesięcy. Obawiam się, ze tkwię w tym samym miejscu. Wprawdzie nie mam zbyt wielu możliwości ruchu /wiek, emerytura 1700, wspólne mieszkanie/ ,ale mogę skłonić tzw męza do wynajęcia lokum dla siebie /ciągle pracuje zawodowo/.
Tkwię w tym układzie nadal,bo, za radą lekarza chciałam dać szanse ...samej sobie na wyjście z tej traumy. Moje emocje, jak u innych w podobnej sytuacji: góra - dół. Generalnie, niewielkie wyciszenie / leki + czas /, bo w istocie cała sytuacja wydaje się bez wyjścia. Miotam się jak w klatce, ale, jeśli się wydostanę, to co dalej...
Żeby było ciekawiej to pani, którą m. "sponsorował" przypomina od czasu do czasu o swoim istnieniu: e-maile do pracy i telefony. Telefonów najczęściej nie odbierał /sprawdzałam -niestety/ , na mejle nie odpowiadał. Pod jakims pretekstem, szukająca sponsorów, zadzwoniła wczoraj i tym razem rozmowa trwała 10 min.
M. sam mi o tym powiedział. Trudno mi tę sytuację zaakceptować, wiedząc, że w dość kategorycznej formie, na piśmie , wkrótce po ujawnieniu zdrady, powiadomił ją o swojej decyzji zaprzestania z nią kontaktów.
Kochani, podrzućcie jakąś myśl... jolirka
A może to wyda Ci się śmieszne .... ale wróć pamięcią te czterdzieści lat do tyłu, przypomnij sobie jak byliście razem szczęśliwi i.....spróbuj to dziś z mężem powtórzyć (niestety na Ciebie spadnie większość starań w tym temacie). Zastanów się też czy do męża czujesz tylko żal, czy masz dla niego jeszcze jakieś INNE uczucie.
rumpel
Mądrzy ludzie mawiają, że czas leczy rany, ale tylko wtedy gdy sami chcemy je uleczyć.
Ty jak widać lubisz rozdrapywać coś co powinno ulec zabliźnieniu.
W wielu wypadkach gdy ludzie się rozchodzą dla tych którzy ciągle rozpamiętują to "złe" zawsze nawarstwia się to co zatruwa im życie. To jak cofanie się do tyłu. Ty nawet nie stoisz w miejscu. Wrzuciłaś wsteczny bieg i tak lecisz na złamanie karku.
Panią zostaw samej sobie. Gdy jeszcze raz zadzwoni powiedz krótko "Spier....dalaj, kasa już się skończyła. Poszukaj sobie innego sponsora, albo idź w kurs na miasto"
Z mężem zacznij rozmawiać. Wytłumacz mu że ciężko jest ci zapomnieć. Że to cię boli.
Wyrzucać go z domu nie ma sensu. Chyba że chcesz pozostać samotna już do końca.
Ciągnęłaś ten wózek razem z nim i jakoś szło. W pewnej chwili pojawiła się Larwa i mąż zobaczył że coś mu brakuje.
Wystarczy mu uzmysłowić żeby spojrzał w lustro popatrzył kalendarz i uzmysłowić u że nie młodnieje tylko się starzeje.
Ty zresztą też. Boli to że po 40 latach coś takiego ci się przytrafiło.
Boli, że mu ufałaś. Może nie uwierzysz tak od razu. Ale szansa którą dasz wam obojgu zaprocentuje.
Po prostu musisz uwierzyć w siebie i jemu.
Gdyby chciał odejść od ciebie naprawdę, pewnie by to zrobił.
To tylko skok w bok. Jak w powiedzeniu.
"Gdy głowa siwieje to dupa szaleje"
Uwierz w jego skruchę. Daj szansę na powrót do normalności.
Przestań drapać, daj się zabliźnić ranie.
Jest lato. Wyjedźcie gdzieś razem. Nawet do Pcimia Dolnego, do Zadupia Górnego, albo na Riwierę.
Dajcie sobie czas na miłe chwile. Przecież tyle ich było.
Przypomnij sobie jak było z waszym poznaniem. Jak doszło do pierwszego pocałunku.
Jak było z pierwszym zbliżeniem.
Jak urodziło się dziecko. Czy byłaś wtedy szczęśliwa ?
Te czasy i te chwile też nie powrócą. Nigdy ich nie powtórzysz.
Ale pozostają w twoich wspomnieniach. Czy te wspomnienia są przykre ?
Cóż znaczy jeden wyskok (skok w bok )
Zacznij spisywać na kartce te jego dobre cechy i dobre wspomnienia z nim.
Potem zrób listę tych złych.
Pozostanie cała ogromnie długa lista przeciw jednemu punktowi.
Chcesz sama stracić te dobre na rzecz jednego złego ?
Przestań się nakręcać i karmić nienawiścią.
28 2015-07-09 16:20:03 Ostatnio edytowany przez rumpel (2015-07-09 16:34:14)
Mądrzy ludzie mawiają, że czas leczy rany, ale tylko wtedy gdy sami chcemy je uleczyć.
Ty jak widać lubisz rozdrapywać coś co powinno ulec zabliźnieniu.
W wielu wypadkach gdy ludzie się rozchodzą dla tych którzy ciągle rozpamiętują to "złe" zawsze nawarstwia się to co zatruwa im życie. To jak cofanie się do tyłu. Ty nawet nie stoisz w miejscu. Wrzuciłaś wsteczny bieg i tak lecisz na złamanie karku.Panią zostaw samej sobie. Gdy jeszcze raz zadzwoni powiedz krótko "Spier....dalaj, kasa już się skończyła. Poszukaj sobie innego sponsora, albo idź w kurs na miasto"
Z mężem zacznij rozmawiać. Wytłumacz mu że ciężko jest ci zapomnieć. Że to cię boli.
Wyrzucać go z domu nie ma sensu. Chyba że chcesz pozostać samotna już do końca.
Ciągnęłaś ten wózek razem z nim i jakoś szło. W pewnej chwili pojawiła się Larwa i mąż zobaczył że coś mu brakuje.
Wystarczy mu uzmysłowić żeby spojrzał w lustro popatrzył kalendarz i uzmysłowić u że nie młodnieje tylko się starzeje.
Ty zresztą też. Boli to że po 40 latach coś takiego ci się przytrafiło.
Boli, że mu ufałaś. Może nie uwierzysz tak od razu. Ale szansa którą dasz wam obojgu zaprocentuje.
Po prostu musisz uwierzyć w siebie i jemu.
Gdyby chciał odejść od ciebie naprawdę, pewnie by to zrobił.
To tylko skok w bok. Jak w powiedzeniu.
"Gdy głowa siwieje to dupa szaleje"
Uwierz w jego skruchę. Daj szansę na powrót do normalności.
Przestań drapać, daj się zabliźnić ranie.
Jest lato. Wyjedźcie gdzieś razem. Nawet do Pcimia Dolnego, do Zadupia Górnego, albo na Riwierę.
Dajcie sobie czas na miłe chwile. Przecież tyle ich było.
Przypomnij sobie jak było z waszym poznaniem. Jak doszło do pierwszego pocałunku.
Jak było z pierwszym zbliżeniem.
Jak urodziło się dziecko. Czy byłaś wtedy szczęśliwa ?Te czasy i te chwile też nie powrócą. Nigdy ich nie powtórzysz.
Ale pozostają w twoich wspomnieniach. Czy te wspomnienia są przykre ?Cóż znaczy jeden wyskok (skok w bok )
Zacznij spisywać na kartce te jego dobre cechy i dobre wspomnienia z nim.
Potem zrób listę tych złych.
Pozostanie cała ogromnie długa lista przeciw jednemu punktowi.
Chcesz sama stracić te dobre na rzecz jednego złego ?
Przestań się nakręcać i karmić nienawiścią.
To jest najmądrzejsza rada jaką tu przeczytałem....spróbuj .... może się uda.
Spróbuj posklejać wasz związek. Jeżeli jeszcze coś czujesz do męża.. spróbujcie. Faktem jest że oboje musicie tego chcieć i w większości zależeć będzie to od Ciebie czy się uda, będziesz bardziej cierpieć niż mąż ale może warto....
Spróbuj posklejać wasz związek. Jeżeli jeszcze coś czujesz do męża.. spróbujcie. Faktem jest że oboje musicie tego chcieć i w większości zależeć będzie to od Ciebie czy się uda, będziesz bardziej cierpieć niż mąż ale może warto....
Coś czujesz ?
Przecież emocje nią targają. Powinno się zadać pytanie: " Czy kochasz męża, czy go nienawidzisz ?"
Jeżeli nienawiść jest silniejsza w tym rozgardiaszu, to po nas choćby potop.
Jeżeli to zawiedziona miłość tak targa uczuciami autorki to powinna zrozumieć że walka powinna się odbyć na innej płaszczyźnie.
Ta sytuacja z dnia dzisiejszego doprowadzi do rozpadu małżeństwa.
Ona ciągle będzie wspominać i wypominać jego zdradę, aż on dla osiągnięcia spokoju odejdzie od niej.
Ona pozostając sama zrozumie że jest nie tylko sama, ale i samotna. Bez przyjaciół, znajomych, bez wsparcia.
Sama gdy się rozchoruje i nikt nie poda jej szklanki wody.
Sama ze złymi wspomnienia i pogrążona w nienawiści.
To tak jak z porodem. Czas odciąć pępowinę.
Najwyższa pora odciąć się od złych wspomnień. Zacząć z mężem rozmawiać. O domu, o rachunkach, o tym kto ma iść po zakupy, a kto ma odkurzyć mieszkanie. O tym że ona musi kupić sobie nową sukienkę, albo nowe firanki do domu.
A te jego buty są takie śmieszne, przedpotopowe. Moze i wygodne, ale ona wstydzi się z nim iść gdziekolwiek gdy on je zakłada.
To są tematy realne i codzienne. A wypominanie tych złych chwil to życie jakimś sennym koszmarem.
Dosyć.
Wcale się nie dziwię że facet nagle zainteresował się jakąś Larwą i zaczął ją nawet sponsorować.
Jeżeli żona przez czas małżeństwa rozpamiętywała jego czasem dziwne zachowanie i nie mogła mu zapomnieć jaki to on jej wstyd przyniósł przed jej rodziną......................
Popatrz się kobieto w lustro.
Czy taki babsztyl ma szansę na odniesienie sukcesu w życiu ? NIGDY. !!!!!!
Weź się w garść, zadbaj o siebie. Kilka wizyt u kosmetyczki, parę wizyt w butikach, potem kazać się mężowi zaprosić na kawę w miłej kafejce, albo pyszny obiadek jakieś miłej knajpce z lampką winą.........
Podobno, " BYĆ< KOBIETĄ, BYĆ KOBIETĄ....."
30 2015-07-09 17:20:06 Ostatnio edytowany przez rumpel (2015-07-09 17:23:20)
artagnan - Przyznam się szczerze że w każdym słowie masz rację, ale twoje rady są dla kobiety w jej stanie trochę zbyt ostre.Boję się że zamiast do nich się dostosować pominie je jako obraźliwe. Gdybyś mi rok temu tak napisał to jako facet bym zrozumiał ale kobiecie po chłopsku nie za bardo trafisz do świadomości...
Pozdrawiam rumpel ...facet który był w podobnej sytuacji.
DOBRZE, WIĘC KRÓTKO I W TEMACIE.
Jeżeli Jolirka chce jeszcze mieć z mężem cokolwiek do czynienia na płaszczyźnie MĄŻ - ŻONA to niech zacznie z nim rozmawiać o wszystkim co jej i jego dotyczy.
Jeżeli nie zależy jej na mężu, niech wtedy wystąpi o rozwód i powie swojemu życiu że zaciąga kurtynę bo już po spektaklu.
Dramat już był. Teraz jest darcie szat.
Ma do wyboru. Życie z nim, albo bez niego.
Sprawa się ciągnie od 13.102014 roku.
Jak tak dalej pójdzie to prędzej jego szlag trafi i walnie w kalendarz. Wtedy dopiero Jolirka będzie lamentować, że nie dała chłopu szansy. Albo sobie. I co wtedy ta wdowa zrobi ze sobą ?
Te jej lamenty przypominają mi kotkę na blaszanym dachu.
Wlazła na sam czubek i zawodzi. Ludziom nerwy puszczają, a ona sama już nie wie dlaczego miauczy...........
Może to tak fajnie odstawiać sierotę i zawodzić jak płaczka na pogrzebie.
Ola Boga, jaka ja nieszczęśliwa, jaka ja biedna. Moze mnie ktoś pocieszy..............
A może Jolirka teraz złapałą apetyt na jakiegoś apsztyfikanta.
No bo zemsta jest słodka........
DOBRZE, WIĘC KRÓTKO I W TEMACIE.
Jeżeli Jolirka chce jeszcze mieć z mężem cokolwiek do czynienia na płaszczyźnie MĄŻ - ŻONA to niech zacznie z nim rozmawiać o wszystkim co jej i jego dotyczy.
Jeżeli nie zależy jej na mężu, niech wtedy wystąpi o rozwód i powie swojemu życiu że zaciąga kurtynę bo już po spektaklu.
Dramat już był. Teraz jest darcie szat.Ma do wyboru. Życie z nim, albo bez niego.
Sprawa się ciągnie od 13.102014 roku.
Jak tak dalej pójdzie to prędzej jego szlag trafi i walnie w kalendarz. Wtedy dopiero Jolirka będzie lamentować, że nie dała chłopu szansy. Albo sobie. I co wtedy ta wdowa zrobi ze sobą ?Te jej lamenty przypominają mi kotkę na blaszanym dachu.
Wlazła na sam czubek i zawodzi. Ludziom nerwy puszczają, a ona sama już nie wie dlaczego miauczy...........
Może to tak fajnie odstawiać sierotę i zawodzić jak płaczka na pogrzebie.
Ola Boga, jaka ja nieszczęśliwa, jaka ja biedna. Moze mnie ktoś pocieszy..............A może Jolirka teraz złapałą apetyt na jakiegoś apsztyfikanta.
No bo zemsta jest słodka........
Lecz się.
Serdecznie dziękuję Szanownym Forumowiczom za opinie. Gdy Was czytam, to, wszystko jest takie oczywiste, ale w wariackim amoku /o sobie mówię/ trudno wpaść
na najprostszą logiczną myśl. Wasze refleksje stawiają mnie do pionu i dają złudzenie, że ktoś tam ze mną jeszcze jest, kto rozumie moje rozterki.
Dużo, dużo słusznych uwag. Wierzcie młodsi Forumowicze,że taką porażkę przeżywa się w każdym wieku jednakowo boleśnie. Uswiadamiasz sobie oto,że co najmniej 20 lat zycia "masz w plecy", a to co było, to tylko moja wyobrażnia na ten temat...Dwadzieścia lat temu mogłam zrobić jakiś ruch, uniezależnić się. Teraz gorycz porażki odbiera rozum, a wytrwać trzeba do wiadomego końca razem, bo lepszego rozwiązania nie ma.
A`propos wyglądu. Moja "zewnętrzność" nie odegrała roli. Po 40 latach bycia i życia razem. Troszkę ubawiły mnie aluzje do wyglądu. Dla ciekawskich info: Byłam i pozostałam typem filigranowej kobiety 158/53 ,przeciętnej urody, zawsze chciałam i musiałam "jakoś" wyglądać /30 lat na uczelni/. Obecnie tez nie poddaję się czasowi bez walki, choć uczy on pokory jak nikt i nic.
Wracając do tematu, wszystkim dziękuję za wsparcie. Czas z pewnością pomaga, warunek, trzeba go mieć...Ufać już m. nie mogę i nie potrafię .Jestem kimś innym niż byłam.
Z pewnością kimś gorszym...Jeśli swoim doświadczeniem mogę komuś pomóc, to, chętnie to zrobię. Przyznam, że wystraszył mnie na chwilę artagnan swoim "grubym" stylem formułowania myśli, ale pewnie czasem coś jeszcze tu "skrobnę". Dużo zdrowia dla Wszystkich ! Jolirka
Przepraszam za mój styl. Jestem jaki jestem. Piszę to co myślę.
Dla niektórych słowa prawdy są zbyt brutalne.
Ale prawda jest taka. Gdy się kogoś kocha i zostaje się przez niego zranionym należy po ochłonięciu z emocji pomyśleć: Nie Kocham go już czy to tylko rana boli ?
Należy rozgraniczyć te dwie rzeczy. To tak jak różnica pomiędzy miłością, a zauroczeniem.
To jest najmądrzejsza rada jaką tu przeczytałem....spróbuj .... może się uda.
Ale Ona przecież próbuje, od dwóch lat blisko i właśnie pisze, że końca nie widać.
Pisze, że jest w Niej tyle bólu, że nie potrafi sobie z Nim poradzić.
To, że Jej mąż opowiada o tym, że bawi się w 10 min rozmowy z "byłą" kochanką Jej nie pomaga.
10min? Aby powiedzieć "nie życzę sobie Twoich telefonów" wystarczy 5 sekund.
Dodatkowo Jego praca, kiedy siedzi sama w domu i rozmyśla.
Pracuję prawie z samymi facetami (przedział wiekowy od 18-70). Traktują mnie jak kumpla, więc opowieści o przygodach, czy takich za motyle, czy za kasę czy wręcz ustalonych "na odlotach" są na porządku dziennym. Znam ich od lat. Wszyscy "kochają swoje zony, uwielbiają swoje cudowne dzieci", ale tylko 20 może 25% z nich nie zdradziło (znają moje zdanie na ten temat, nie kryję Go, więc jest szansa, że te 25% bardziej udaje przede mną).
Z moich obserwacji wynika, że właśnie Ci przed 30, którzy wierzą jeszcze w "dopóki śmierć nas nie rozłączy" starają się być w porządku. Im starszy i im bogatszy tym mniej skrupułów.
Są kobiety, które potrafią powiedzieć "przecież nie bije" i nie dociekać a na bliznowca powstałego w wyniku zrostów kolejnych ran są uodpornione a są takie, które nie potrafią poradzić sobie z jednym skokiem w bok i kończą związek.
rumpel napisał/a:To jest najmądrzejsza rada jaką tu przeczytałem....spróbuj .... może się uda.
Ale Ona przecież próbuje, od dwóch lat blisko i właśnie pisze, że końca nie widać.
Pisze, że jest w Niej tyle bólu, że nie potrafi sobie z Nim poradzić.To, że Jej mąż opowiada o tym, że bawi się w 10 min rozmowy z "byłą" kochanką Jej nie pomaga.
10min? Aby powiedzieć "nie życzę sobie Twoich telefonów" wystarczy 5 sekund.
Dodatkowo Jego praca, kiedy siedzi sama w domu i rozmyśla.Pracuję prawie z samymi facetami (przedział wiekowy od 18-70). Traktują mnie jak kumpla, więc opowieści o przygodach, czy takich za motyle, czy za kasę czy wręcz ustalonych "na odlotach" są na porządku dziennym. Znam ich od lat. Wszyscy "kochają swoje zony, uwielbiają swoje cudowne dzieci", ale tylko 20 może 25% z nich nie zdradziło (znają moje zdanie na ten temat, nie kryję Go, więc jest szansa, że te 25% bardziej udaje przede mną).
Z moich obserwacji wynika, że właśnie Ci przed 30, którzy wierzą jeszcze w "dopóki śmierć nas nie rozłączy" starają się być w porządku. Im starszy i im bogatszy tym mniej skrupułów.
Są kobiety, które potrafią powiedzieć "przecież nie bije" i nie dociekać a na bliznowca powstałego w wyniku zrostów kolejnych ran są uodpornione a są takie, które nie potrafią poradzić sobie z jednym skokiem w bok i kończą związek.
Przecież ty Kałasznikow sama zdradziłaś męża. Odebrałaś mu rodzinę i związałaś się z jakimś menelem który ma niby zapewnić twojemu dziecku ojcowską miłość.
Więc może przestań udzielać "dobrych rad" bo to zakrawa na hipokryzję.
kałasznikow napisał/a:rumpel napisał/a:To jest najmądrzejsza rada jaką tu przeczytałem....spróbuj .... może się uda.
Ale Ona przecież próbuje, od dwóch lat blisko i właśnie pisze, że końca nie widać.
Pisze, że jest w Niej tyle bólu, że nie potrafi sobie z Nim poradzić.To, że Jej mąż opowiada o tym, że bawi się w 10 min rozmowy z "byłą" kochanką Jej nie pomaga.
10min? Aby powiedzieć "nie życzę sobie Twoich telefonów" wystarczy 5 sekund.
Dodatkowo Jego praca, kiedy siedzi sama w domu i rozmyśla.Pracuję prawie z samymi facetami (przedział wiekowy od 18-70). Traktują mnie jak kumpla, więc opowieści o przygodach, czy takich za motyle, czy za kasę czy wręcz ustalonych "na odlotach" są na porządku dziennym. Znam ich od lat. Wszyscy "kochają swoje zony, uwielbiają swoje cudowne dzieci", ale tylko 20 może 25% z nich nie zdradziło (znają moje zdanie na ten temat, nie kryję Go, więc jest szansa, że te 25% bardziej udaje przede mną).
Z moich obserwacji wynika, że właśnie Ci przed 30, którzy wierzą jeszcze w "dopóki śmierć nas nie rozłączy" starają się być w porządku. Im starszy i im bogatszy tym mniej skrupułów.
Są kobiety, które potrafią powiedzieć "przecież nie bije" i nie dociekać a na bliznowca powstałego w wyniku zrostów kolejnych ran są uodpornione a są takie, które nie potrafią poradzić sobie z jednym skokiem w bok i kończą związek.
Przecież ty Kałasznikow sama zdradziłaś męża. Odebrałaś mu rodzinę i związałaś się z jakimś menelem który ma niby zapewnić twojemu dziecku ojcowską miłość.
Więc może przestań udzielać "dobrych rad" bo to zakrawa na hipokryzję.
Nigdy nie miałam męża, nikogo nie zdradziłam a "menel" jak go nazywasz jest cudownym człowiekiem i uważam, że to moja nagroda za lata spędzone z trutniem. Uwielbiam twoje powierzchowne ocenianie wszystkich, bez czytania nawet wątku. Zapisałeś się już do lekarza?![]()
Serdecznie dziękuję Szanownym Forumowiczom za opinie. Gdy Was czytam, to, wszystko jest takie oczywiste, ale w wariackim amoku /o sobie mówię/ trudno wpaść
na najprostszą logiczną myśl. Wasze refleksje stawiają mnie do pionu i dają złudzenie, że ktoś tam ze mną jeszcze jest, kto rozumie moje rozterki.
Dużo, dużo słusznych uwag. Wierzcie młodsi Forumowicze,że taką porażkę przeżywa się w każdym wieku jednakowo boleśnie. Uswiadamiasz sobie oto,że co najmniej 20 lat zycia "masz w plecy", a to co było, to tylko moja wyobrażnia na ten temat...Dwadzieścia lat temu mogłam zrobić jakiś ruch, uniezależnić się. Teraz gorycz porażki odbiera rozum, a wytrwać trzeba do wiadomego końca razem, bo lepszego rozwiązania nie ma.
A`propos wyglądu. Moja "zewnętrzność" nie odegrała roli. Po 40 latach bycia i życia razem. Troszkę ubawiły mnie aluzje do wyglądu. Dla ciekawskich info: Byłam i pozostałam typem filigranowej kobiety 158/53 ,przeciętnej urody, zawsze chciałam i musiałam "jakoś" wyglądać /30 lat na uczelni/. Obecnie tez nie poddaję się czasowi bez walki, choć uczy on pokory jak nikt i nic.
Wracając do tematu, wszystkim dziękuję za wsparcie. Czas z pewnością pomaga, warunek, trzeba go mieć...Ufać już m. nie mogę i nie potrafię .Jestem kimś innym niż byłam.
Z pewnością kimś gorszym...Jeśli swoim doświadczeniem mogę komuś pomóc, to, chętnie to zrobię. Przyznam, że wystraszył mnie na chwilę artagnan swoim "grubym" stylem formułowania myśli, ale pewnie czasem coś jeszcze tu "skrobnę". Dużo zdrowia dla Wszystkich ! Jolirka
Witaj Jolirko, z twoich postów wyczuwam smutek, rozczarowanie, bezsilność, niemoc i zrezygnowanie. Szkoda, że poddajesz sie ponuremu nastrojowi, że w mężu widzisz wroga (?) ale też postanowiłaś z nim wytrwać do końca, tak jak mu to przysięgałas przed ołtarzem. Ciąży tobie, i to bardzo to małżeństwo, i szkoda że widzisz tylko tą pustą część szklanki, że czujesz prawdopodobnie gorycz, niesmak i rozczarowanie związkiem oraz pogardę(?) do meża. Tkwiąc w tym mysleniu nie dostrzegasz we wspólnie spędzonych latach z mężem niczego dobrego. Czy nie było nigdy między wami miłości? Kiedy ostatni raz przed zdradą byliście tak naprawdę ze sobą blisko, troszczyliście się o siebie, szanowaliście się, byliście ze sobą szczęśliwi?
Jolirko, sama sobie zdajesz ten ból bezustannie, karasz siebie, męża ponieważ twoim mottem jest właśnie takie myślenie "Zdrada - dramat kilku osób, rozpisany na pokolenia. Zdrada rujnuje świat dzieci, deprawuje cudzołożnika, demoralizuje ofiarę zdrady. Odbiera zaufanie do ludzi. Brudzi i plugawi, WPYCHA W SZALEŃSTWO oraz nędzę." Wpędzilaś siebie w poczucie winy i w depresję.
Myślac w ten właśnie sposób zmarnujesz kolejne lata swojego życia.
Moja dygresja: bylam niedawno z mężem na "romantycznym" wyjeżdzie do Pragi i z pewną zazdrością i podziwem obserwowaliśmy pary oraz grupy osób 60+ różnych narodowości, które "chłonęły" to miejsce, były usmiechniete i zadowolone oraz pełne wigoru i energii. Powiedzialam wtedy do męza, że chciałabym za kolejne 20 lat spacerować razem z nim tymi uliczkami, że wtedy wreszcie będziemy mieli czas dla siebie, na podróżowanie, zwiedzanie, czytanie...
Tak myślę sobie, że to jest właśnie ten czas na zadbanie o siebie, spełnianie swoich drobnych marzeń, rozwijanie nowych zainteresowań, szukanie miejsc i osób które mają podobny sposób zapatrywania się na swiat, aktywne spędzanie tego czasu, cieszenie się z drobnostek.
Mam do Ciebie pytanie ponieważ zdecydowałaś (?) ze chcesz trwac w małzenstwie, ale czy chcesz być ciągle ofiarą i odbywać w nim swoją "pokutę" żyjąc/ "wegetując" przy niewiernym mężu , cierpieć, "karmiąc" siebie przeszłością, krzywdą jaka wyrządził tobie maż, czy też wolisz, chcesz i potrafisz wybaczyć i jemu i sobie, odciąć się od tej przeszłości i życ z nim- słabym człowiekiem, który nie dotrzymał danego tobie 40 lat zapewnienia o wierności, lojalności i skupić się na teraźniejszości, by wreszcie móc cieszyć się życiem?
On został przy tobie, przemyślal, ale czy kiedykolwiek prosił ciebie o przebaczenie?
Odcinając się od kochanki swoim zachowaniem pokazuje , ze mu na tobie zależy, zrozumiał jak wiele dla niego znaczysz, że jesteś kobieta jego zycia. On teraz cierpi tak jak ty.
Czy potrafisz to zrozumiec, czy jesteś w stanie to wszystko wybaczyć by uwolnić siebie z cierpienia? Wybaczyć krzywdę, to nie znaczy zapomnieć, ale też nie wypominać i ciagle przypominać te krzywdy. Jeżeli tego nie chcesz, nie potrafisz, to uleczeniem ran jest rozstanie. Uwolnisz siebie w ten sposób i jego zarazem.
Twój mąż czeka na twoją decyzję od roku. On żyje obok ciebie w strachu i lęku.
Porozmawiasz może z nim o tym?
Pozdrawiam.
Jolirko,Iwona właściwie wypowiedziała moje myśli
, które chciałam ci przekazać. Ale dodam coś jeszcze.Żebyś nie miała wątpliwości - ja też należę do tych najstarszych forumowiczów i również zostałam zdradzona przez męża - wiele razy. Wiesz, jeśli mężczyzna zdradza w tym wieku, w którym zrobił to twój mąż, to zrobił to dlatego, że bał się starości. Chciał udowodnić sobie, że jeszcze go stać. Stąd też "odżył" i odmłodniał.Nie jest to oczywiście żadnym usprawiedliwieniem, ale myślę, że w każdej przykrej historii da się znaleźć jakieś pozytywy.Przeżyłaś z nim tyle lat bez zdrady i to jest główny pozytyw.
Musisz teraz coś postanowić. Jeśli mąż stara się ratować wasze małżeństwo, choćby w niezbyt udany sposób, to znaczy, że wartość bycia z tobą przewyższa wartość kilku chwil straconych na tamtą.Tzn, że cię kocha,a tamto było wyłącznie fizycznym zafiksowaniem.Na twoim miejscu spróbowałabym jednak wybaczenia.Warunkiem jest to, że musicie przepracować tę zdradę szczerą rozmową taką do bólu, a następnie przejść nad tym faktem do porządku dziennego.Tak jakby nic się nie stało.Zyskasz w ten sposób spokój wewnętrzny wymazując to z waszej teraźniejszości.Uwierz mi, że się da jeśli twoim priorytetem zostanie bycie z mężem.Świetnym pomysłem byłby też jakiś wyjazd na choćby krótkie wakacje - idealnie w miejsca, gdzie byliście szczęśliwi, dla przypomnienia tych wspaniałych chwil.Nie męcz się, korzystaj z życia i nieprawdą jest, że to końcówka, możecie jeszcze żyć długo i...szczęśliwie, czego wam życzę.Mnie mąż zdradził po raz pierwszy, gdy miałam 28 lat, dwoje małych dzieci i żadnego oparcia.Musiałam przetrwać z jego zdradami jeszcze długie lata, choćby po to żeby dzieci miały ojca.Nigdy nie dowiedziałyby się o podwójnym życiu taty, gdyby jego kolejna kochanka nie poinformowała ich o tym.Na szczęście byli już dorosłymi ludźmi, choć odbiło się to na ich psychice bardzo.Pomyśl o tym, że nie ma tego złego,że nie musiałaś przeżywać tej traumy przez całe swoje małżeńskie życie,może to słabe pocieszenie, ale jednak jakieś
Pozdrawiam cię serdecznie.
Kochani Rozmówcy! Dzięki za uwagę.
Do Iwony40 :Jesteśmy teraz już 42 lata razem. 20 l. wstecz byłam tzw szczęśliwą mężatką. Byłam jeszcze przez następnych 20 lat, bo nic nie wiedziałam o "skokach w bok", aż do 2013 kiedy m. zaplanował radykalną zmianę w swoim życiu, mnie nie informując. Mam prawo myśleć, że były to dobre lata w moim małżeństwie ? Obecnie mam czas dla siebie. mam swoje zainteresowania ale świadomość, która mnie nie opuszcza, zatruwa to co dobre. Trudno cieszyć się życiem.
Mili Kałasznikow i Artagnan - czuję między Wami jakieś napięcie. Artagnan, nie irytuj się na rozmówcę -proszę. Przecież wszyscy mamy życiorysy "zapaprane"...
Dodam jeszcze, że ostatnia definitywna zdrada, zmiana w życiu, była, podobno, efektem odp. na pytanie niezwykle " filozoficzne" w wieku 64 lat: i to miałoby być wszystko? Problem filozoficzny rozwiązał sam. No to mamy teraz oboje ponad miarę i wytrzymałość psychiczną. Może przesadzam, ale wyczuwam podskórną agresję skierowaną przeciw mnie - uzasadnioną, bo popsułam panu perspektywiczną znajomość. Logicznie myśląc, tak może być, choć m. kategorycznie zaprzecza - a, ma wyjście?
Dziękuję za wsparcie "zbytdelikatnej" osobie. Znajomosc ostatnia/?/ m. miała, niestety szerszy aspekt, nie tylko fizyczny; wspólnie spędzany czas: wycieczka rowerowa, restauracja, odkrywanie wspólnych zainteresowań np. numerologia itp.,załatwianie spraw biznesowych pani. Taki jest pełny obraz tego co nazywamy zdradą. O wcześniejszych podobno "epizodach" nie wiedziałam. Jestem pewna, że podjęłabym decyzję o rozwodzie. Teraz jestem przyblokowana sytuacją materialną. I tak smażę się na tym piekielnym ogniu, z małymi przerwami.
j.
Jolirka, żebyś tak nie smażyła się w tym ogniu samotnie obejrzyj film Woody'ego Allena "Poznasz przystojnego bruneta" - spodoba Ci się!
Tez opowiada historię fajnej babki, której mąż nagle wywinął numer, w podobnym wieku co Twój a gra go Anthony Hopkins.
:-)
JuliaKaa niestety nie znalazłam polecanego filmu., a chetnie bym zobaczyła. Będę jeszcze szukać.
Wczoraj dowiedziałam się, że tzw mąż rok temu /a upłyną wkrótce 2 lata od nakrycia na gorącym uczynku/ nawiązał ponownie kontakt z "byłą", pisząc do niej na wstępie 5-cio stronnicowy list o katuszach zadawanych przez żonę i nieco o nękających go wyrzutach sumienia. Nie zabrało ciepłych słów pod adresem usługodawczyni /z portalu "Roksa"/, wylewnych podziękowań za wsparcie duchowe i gorzkich uwag pod moim adresem. Dał jej w ten sposób znak, że furtka znów otwarta. Był oczywiście ciąg dalszy a, ostatnia "odsłona" wczoraj.
Psychicznie nie jestem odporna, ale chyba jednak dość wytrzymała...Tym razem proszę Mamę swoją, aby mnie zabrała ,Jak najprędzej, tam, gdzie jest,
DOBRZE, WIĘC KRÓTKO I W TEMACIE.
Jeżeli Jolirka chce jeszcze mieć z mężem cokolwiek do czynienia na płaszczyźnie MĄŻ - ŻONA to niech zacznie z nim rozmawiać o wszystkim co jej i jego dotyczy.
Jeżeli nie zależy jej na mężu, niech wtedy wystąpi o rozwód i powie swojemu życiu że zaciąga kurtynę bo już po spektaklu.
Dramat już był. Teraz jest darcie szat.Ma do wyboru. Życie z nim, albo bez niego.
Sprawa się ciągnie od 13.102014 roku.
Jak tak dalej pójdzie to prędzej jego szlag trafi i walnie w kalendarz. Wtedy dopiero Jolirka będzie lamentować, że nie dała chłopu szansy. Albo sobie. I co wtedy ta wdowa zrobi ze sobą ?Te jej lamenty przypominają mi kotkę na blaszanym dachu.
Wlazła na sam czubek i zawodzi. Ludziom nerwy puszczają, a ona sama już nie wie dlaczego miauczy...........
Może to tak fajnie odstawiać sierotę i zawodzić jak płaczka na pogrzebie.
Ola Boga, jaka ja nieszczęśliwa, jaka ja biedna. Moze mnie ktoś pocieszy..............A może Jolirka teraz złapałą apetyt na jakiegoś apsztyfikanta.
No bo zemsta jest słodka........
Przetoczyłam to co jakiś czas temu napisał artagnan bo jak widać "dramatu" ciąg dalszy a tekst "Jak najprędzej, tam, gdzie jest" rozwalił mnie na łopatki....
Zrób coś w końcu!!! Wykończysz Siebie i męża!
Przytoczę Ci historię rodziców mojej koleżanki, którzy to rozwiedli się w końcu po dobrych 35 latach małżeństwa!!!
Afera wybuchła bo mąż miał romans, wieloletni! Fakt, był "nieostrożny" , zaprosił kochankę do domu, jak żona była w sanatorium ( tak wiem żałosne
). No i po tym były lamenty, jak on mógł, co on sobie wyobraża, że on taki siaki i owaki.. a do tego że alkoholik. Matka oczywiście wciągnęła moją koleżankę w całą aferę, bo to sprawa "rodzinna". On poszedł na terapię AA, oni razem niby na terapię dla par, ale ciągle było nie tak.. bo on taki siaki i owaki i jak on mógł. W między czasie powychodziły inne "fakty", że matka taka "czysta" nie była, że nie chciała sypiać z ojcem od lat, że ciągle miała wąty o wszystko, że niezła z niej manipulatora była itp. Dramat trwał.. On ciągle nie taki, ona się z nim rozwiedzie.. Aż któregoś pięknego dnia, on nie wytrzymał. Bo skoro on taki, siaki i owaki to on sam poszedł i złożył pozew o rozwód, miał już dosyć słuchania jej "lamentów" i straszenia go rozwodem. I jak myślisz, kto jest teraz szczęśliwy...? On szybko się "ogarnął". Ze swoją "połową" domu wyjechał do rodzinnego miasta, poznał kobietą i cieszy się pełnią życia!!! ŻYJE!!!! A ona... a ona ciągle.. bo on taki, siaki i owaki i jak on mógł!!!!!! Dramat trwa...
Psychicznie nie jestem odporna, ale chyba jednak dość wytrzymała...Tym razem proszę Mamę swoją, aby mnie zabrała ,Jak najprędzej, tam, gdzie jest,
jolirka koniecznie idź do psychologa, jeśli takie myśli chodzą Ci po głowie. Rozumiem Twoją gorycz z powodu jego zdrady, nie tak wyobrażałaś sobie Wasze życie po 40-tu latach małżeństwa, ale nie zmusisz męża do miłości - odpuść mu, niech robi co chce.
Przede wszystkim przestań go obsługiwać, postaraj się odciąć i w miarę możliwości zabezpieczyć swój majątek, na wypadek, gdyby mąż rzucił się znowu w ramiona kochanki, zanim ta oskubie go ze wszystkiego.
Na wszelki wypadek zabezpiecz dowody zdrady, będziesz miała szansę na alimenty od niego, a on niech wierzy w miłość prostytutki do niego, prędzej, czy później obudzi się z ręką w nocniku, nie utrudniaj mu tego.
kochanka81 - dzięki za pouczającą historię. Mąz wspomina coś o ewentualnym powrocie do rodzinnego Krakowa, gdy przejdzie na emeryturę. Ja jestem warszawianką od kilku pokoleń - nie pojadę. Nie mam już czego żałować i do czego wracać, bo naszą przeszłość zaciemniają "miłosne" historie ciagnace się latami, o czym nie wiedziałam. Jestem ciekawa świata, mam różne zainteresowania + tabletka i poradzę sobie... Samotność. W gruncie rzecz, każdy z nas jest samotny zawsze i wszędzie, i lepiej mieć tę swiadomość. Tak myślę.
josz - dziękuję za rzeczową poradę. Już prawie 2 lata temu, gdy sprawa wyszła na jaw, pierwszym warunkiem pozostania w mieszkaniu, o co b. prosił, było przekazanie tegoż, w drodze darowizny mnie, i tak się stało. Historia z przejęciem mieszkania przez tzw opiekunkę /!/ zdarzyła się w rodzinie naszej w 1985r., po śmierci Mamy. Trzeba wiedzieć,że taka realna możliwość istnieje.
Po wczorajszych histerycznych zapewnieniach m. iż kocha mnie tak, że żyć beze mnie nie może,/czytaj: szkoda pieniędzy na wynajem mieszkania/ pozwoliłam jeszcze zostać. Jak długo wytrzymamy psychicznie, zobaczymy.
Serdecznie pozdrawiam "kochankę81" i "josz".
jolirka
46 2017-02-20 13:13:03 Ostatnio edytowany przez tora330 (2017-02-20 13:14:52)
Jolirka jeżeli jeszcze tu zaglądasz odezwij się...napisz jak potoczyło się Twoje życie "po zdradzie"? Czy udało Ci się wybaczyć zdradę czy "czas" był Twoim lekiem na wyrządzone zło, które Cię spotkało?. Serdecznie Cię pozdrawiam :-)