Witam wszystkich serdecznie.
Mam 36 lat i problem, z którym się borykam. Zawsze byłam opty miską. Uwielbiam czytać książki, spotykać się z ludźmi. Zawsze staram się widzieć i cieszyć z nawet najdrobniejszych rzeczy. Mam 2 dzieci, 2 psy, ogródek. Męża, za którego wyszłam z miłości. Jesteśmy już razem 15 lat. Niestety mam problem, z którym się borykam. Kiedyś mąż mnie zdradził. Był to dla mnie, dla nas ciężki okres, ale poradziłam sobie. Od tamtego czasu, a minęło 5 lat, było dobrze. Aż do teraz. Były andrzejki, fajnie się bawiliśmy, tylko że mój mąż za dużo wypił, i zaczął dobrze się bawić, ale już nie ze mną, a z młodą, atrakcyjna dziewczyną. Nie wiem czy to moje przewrazliwienie, ale odni osła wrażonie, że on ją podrywa w czasie tańców, wolnych, romantycznych. Czułam się głupio. Czułam się odrzucona. Powiedziałam mu następnego dnia co o tym myśle, ale skwitował to "nic złego nie zrobiłem", jesteś przewrażliwiona. Następnie do pływały do mnie informacje od koleżanek, że mój mąż naprawdę ją podrywał. On w rozmowach zaprzecza, a ja czuję się jak jakaś nastolatka. Wiem, że nie powinnam tak robić, ale wciąż powracam do tego, chcę na ten temat rozmawiać bo mnie to boli, ale mój mąż ma już dość tych rozmów. Zaczynają się kłótnie, a ja czuję , że zaczynam wątpić, i w siebie, i w niego. Przygasłam i już nie śmieję się jak zawsze. Boję się, że znów zostanę skrzywdzona, a ja nie chcę tego bólu.
Proszę o radę.
Podobne tematy
...Był to dla mnie, dla nas ciężki okres, ale poradziłam sobie...
Bardzo enigmatycznie skwitowałaś tamten okres. "Poradziłaś sobie"? Jak? Jak to wyglądało? Ty sama sobie z tym radziłaś, czy małżonek, za którego przyczyną nastał taki okres ...robił wszystko, by Cię do siebie przekonać i walczył o Was? To tu, w obecnym czasie moze mieć wielkie znaczenie... Nie wiem dlaczego, ale "między wierszami" czytam, że wówczas małżonek udawał, że nic takiego nie zrobił, ze tego nie traktował poważnie, a jak niewinny epizod, przygodę i Ty sobie uroiłaś i się "czepiasz". Sam zachowywał się jakby nic się nie stało i to Ty sama walcząc ze skrajnymi emocjami i wątpliwościami w końcu uporałas sie z bólem... Tak to wówczas wyglądało?
Podejrzewam, że tak. Wiesz dlaczego? Bo gdyby wówczas pojął czego sie dopuścił i "odczuł" na własnej skórze cenę za to - teraz pamiętałby tamto i nie dość, że panowałby nad swoim zachowaniem to nie rzucałby takich do Ciebie tekstów...
On NIE MOŻE, on NIE MA PRAWA mieć "dość" takich rozmów... Musisz mieć tego swiadomość. Wówczas też pewnie miał "dość", nie?
Nie wiem, co tu poradzić, ale chyba - jesli już - przygotój sie na powtórkę. Tyle tylko, że ta powtórka powinna sie dla niego skończyć zupełnie juz inaczej niz wówczas. Wtedy wniosków nie wyciągnął żadnych. Teraz ...nie powinien miec juz na to szansy...
Co jakis czas w malzenstwie pojawiaja sie kryzysy. 5 lat to moze byc juz ten czas i zapomnienia. Moim zdaniem spojrzec na swoje malzenstwo czy nie wypala sie wiez, czy spedzacie razem czas, porozmawiac o tym...i przypomniec sytuacje z przed 5 lat (nie wypominac) powiedziec ze czujesz sie zraniona, ze jego zachowanie Ci nie odpowiada, ze nie chcesz powtorki z tamtej sytuacji |(masz prawo miec watpliwosci bo sa uzasanione zachowaniem meza). Mam nadzieje ze to pomoze.
Może się okazać, że moja wypowiedź w tym poście będzie kłócić się z moimi innymi opiniami. Bo wierzę, że ludzie mogę się zmienić.
W tym jednak przypadku odnoszę wrażenie, że Twój mąż ma taki sposób na życie. Czy w genach? Nie wiem...
Ja nigdy nie pojmę jak można dotknąć obcą kobietę przy jednoczesnym stwierdzeniu, że żonę się kocha...
Aha... Jeszcze jedno. Zmień koleżanki.