8 lat temu zostałam zdradzona zaraz po urodzeniu dziecka, sama zajmowałam sie dzieckiem, po roku zgodziłam sie na powrót męża do domu. Było lepiej, miałam przekonanie o powrocie miłościi i szczęścia. Po kolejnym roku zobaczyłam smsa do jego byłej: co porabia kwiatuszek? Usłyszałam, ze to nic nie oznacza.
Wtedy straciłam zaufanie po raz kolejny.
Od około 2 lat żyjemy obok siebie, spina nas jedynie dziecko.
Podczas niejednej kłótni słyszałam, nic mi sie nie należy ze wspólnego mieszkania, ze sad nigdy nie uzna argumentu o tym, ze głównym powodem moich rozterek jest zdrada sprzed 8 lat?
Czy tak może być?
Z drugiej strony jedna noga jestem już przy rozwodzie, ale wciąż odwagi brak. Jedyna ostoją, przyjacielem jest Syn, który podczas każdej kłótni cierpi.
Samotność, brak przyjaciół doskwiera.
Może jest tu jakaś osoba, która wesprze....
Podobne tematy
Podczas niejednej kłótni słyszałam, nic mi sie nie należy ze wspólnego mieszkania, ze sad nigdy nie uzna argumentu o tym, ze głównym powodem moich rozterek jest zdrada sprzed 8 lat?
Czy tak może być?
To oczywiste, że mąż w ten sposób próbuje Cię zastraszyć. Jeżeli mieszkanie jest wspólne to nie ma mowy o sytuacji "że nic Ci się nie należy". Wierz mi, że sąd nieraz uznawał bardziej 'błahe' powody orzekając rozpad małżeństwa z winy małżonka - a zdrada męża to akurat ważny argument na Twoją korzyść, nawet taka sprzed 8 lat.
Dokładnie pokaż sądowi jakiś dowód powinno wystarczyć.
Amarantime napisał/a:Podczas niejednej kłótni słyszałam, nic mi sie nie należy ze wspólnego mieszkania, ze sad nigdy nie uzna argumentu o tym, ze głównym powodem moich rozterek jest zdrada sprzed 8 lat?
Czy tak może być?To oczywiste, że mąż w ten sposób próbuje Cię zastraszyć. Jeżeli mieszkanie jest wspólne to nie ma mowy o sytuacji "że nic Ci się nie należy". Wierz mi, że sąd nieraz uznawał bardziej 'błahe' powody orzekając rozpad małżeństwa z winy małżonka - a zdrada męża to akurat ważny argument na Twoją korzyść, nawet taka sprzed 8 lat.
Dokładnie. Jeśli mąż próbuje Ciebie zastraszyć to WIE, że Jego zdrada będzie MIAŁA ZNACZENIE w rozprawie rozwodowej... bądź bardziej pewna Siebie. Rozmawiałaś o tym z prawnikiem?
Wasze odpowiedzi potwierdzAja teorie, która trzyma mnie w pionie w tej sytuacji. Żeby potwierdzić to formalnie potrzebuje zrobić jeszcze jeden krok do przodu, co przypieczetuje decyzje.
Argumentem, za tym ze nic mi sie nie należy jest to ze niewiele wniosłam jako wkład na zakup tego mieszkania. Mieszkanie kupowaliśmy będąc już małżeństwem 4 lata.
Jedyna ostoją, przyjacielem jest Syn, który podczas każdej kłótni cierpi.
Mnie zainteresował ten motyw twojej odpowiedzi. Chyba nie trzeba być psychologiem, by wiedzieć jak to odbija się na psychice dziecka, na jego poczuciu bezpieczeństwa. A dziecko stoi i patrzy na to wszystko chłonąc zachowania i ucząc się ich.
Amarantime skoro mieszkanie kupione po ślubie, a nie macie rozdzielności majątkowej to połowa jest twoja. I nie daj się zastraszać. Idź do prawnika niech ci wytłumaczy co i jak.
Co do reszty to sama musisz sobie odpowiedzieć na pytanie czy dasz rade tak żyć. Zaciskasz zęby już 8 lat, a to dalej w tobie siedzi.
Bycie ze sobą dla tak zwanego "dobra dziecka" dla mnie nie jest argumentem dla pozostania w związku. Ale co człowiek to inne spojrzenie.
A wiec kodeks rodzinny mówi iż dobra wniesione podczas trwania małżeństwa są wspólne(o ile przed ślubem nie spisaliście tzw intercyzy) wiec połowa chaty jest Twoja na tym nie koniec również połowa wyposażenia a także samochodu jeśli takowy posiadacie.
Ale ostrzegam droga do rozwodu to długa i ciernista przeszkoda najpierw odbędą się tzw sprawy pojednawcze dopiero potem można nadać bieg sprawie musisz być gotowa na to,że mogą wypaść wszystkie brudy nawet szczególiki.Zachęcam do znalezienia świadków bo mąż może wykorzystać nawet informacje nieprawdziwe to bój na śmierć i życie.Dlatego ostrzegam jak będzie to wyglądało bankowo to on Tobie dorobi kochanków aby się wybielić wiec zważ na to, że możesz dowiedzieć się fałszywych obrazów na swój temat.Pozdro.
ps nie mogę być po Twojej stronie z resztą w takich sytuacjach wszyscy przegrywają.