Ze swoją dziewczyną jestem od ponad 7 miesięcy. Oboje mamy po 23 lata. Nie spaliśmy ze sobą, były jedynie jakieś igraszki, które sama wspominała dobrze, ba... nawet dziękowała za swoje stany.
Trochę o Niej: Ułożona,szlachetna, pomocna, udzielająca się w różnych akcjach. Ma studia, pracuje.Pochodząca z dobrej rodziny, ma wspaniałych rodziców, którzy z resztą mnie mocno akceptują.
Trochę o Mnie: Niedawno z przyczyn losowych musiałem zamknąć działalnośc gospodarczą, obecnie szukam pracy, a co za tym idzie moja sytuacja materialna jest tragiczna.
Kwiaty, podgrzewacze dla stworzenia romantycznego nastroju wywołwały w niej reakcję prawie płaczu (ze wzruszenia oczywiście), mówiła, że nie liczyła, że miłość moze być taka piękna i cudowna.A teraz do rzeczy... Około miesiąca temu stało się coś dziwnego (mimo że wcześniej układało się idealnie), słyszałem wiele słów, że "jestem normalnym facetem", że tego szukała. Sama była w szoku że układa się wręcz idealnie.
Przestała się przytulać, całować, kompletnie ochłodziła nasze kontakty, mniej pisała, mniej dzwoniła. Kiedyś nasze rozmowy to były wieczne śmiechy.. a nagle stała się oschła, chłodna, zimna, nawet informacje o tym jak dzień spędziła musiałem wręcz wyciągać. Rozmowa w skrócie nie kleiła się kompletnie. Kiedyś pisała Skarbie, Kotek, często używała zwrotu "dobrze, że jesteś" a teraz? Nic. Próbowałem dochodzić tego co się dzieje, początkowo podejrzewałem, że nadmiar pracy, spała po 5 godzin dziennie max, bo tu studia, dom... rozumiałem...Ale trwało to za długo a każda rozmowa kończyła się wytłumaczeniem, że "jest zmęczona".
Tydzień temu podczas poważnej rozmowy przyznała się, że bała mi się powiedzieć, że nie ma ochoty się przytulać i całować - uznała to, za głupotę(że mogę to źle odebrać). Obiecała, ze coś z tym będzie robić. I tutaj wbrew zaprzeczeniom kwestii "fizyczności" pocałowała mnie i się przytuliła.
Inna kwestia - uznała, że nie jestem sobą, jestem za dobry, bo robię to co ona chce, przy czym.. nie robię tego wbrew sobie(albo żeby jej celowo się przypodobać), tylko często myślę tak jak ona, wiele naszych poglądów się pokrywa.. zatem nie widziałem celu zaprzeczania, tylko tak dla "picu" - i tak też jej to wyjaśniłem
Powiedziała też niestety o koledze (znajomy z bardzo dawna), ale ostatnio im się kontakt odnowił.
On: kilka lat starszy, ustabilizowany finansowo, podobno przystojny.Podobno zadeklarował się jej że on się w związki nie miesza. Ale kontakt był coraz lepszy - w dniu w którym mi o tym powiedziała wyraźnie że z jej strony jest coś na zasadzie zauroczenia. Ale czuje że jest to chwilowe i da mu wyraźnie do zrozumienia, że nie ma na nic więcej liczyć.
Mówiła, że chce czasu, że Kocha mnie, ale nie tak w pełni, wie.. że może bardziej. Obiecała, że coś z tym zrobi(uznała, ze to chwilowe). Ostatnio powiedziałem.. że jak się kogoś Kocha to się chce z nim być, to tak jest.. i ja chcę jej deklaracji, w nerwach podała termin 10 grudnia[chociaż początkowo mówiła o bliżej nie określonym terminie] jako ten termin kiedy mi się ma zadeklarować.
Czytałem wnikliwie forum, podobne przypadki... ale ja chyba i tak muszę jakiegoś zewnętrznego bodźca..
Nie wiem co robić, jak się zachowywać, głupieję.. Bo nie przechodzi mi przez myśl, że taka rozsądna i ułożona dziewczyna może się tak zachowywać (była 4 lata z chłopakiem i... w poprzednim związku to ona się starał i on miał to gdzieś, to jej z resztą nie pasowało - rozstali się).
Wczoraj był Mikołaj.. pojechałem z prezentem (ale jako wyraz szacunku, nie żadnego przekupstwa). Podziękowała, a podczas odjazdu powiedziała, że mnie Kocha.
Ciągłe mówieniu o normalnym związku, o tym, że "to jest to". Wspólne plany, które niedawno[przed miesiącem] sama poruszała, kwestie wspólnego mieszkania itd. - to wszystko mnie dołuje bo po co mówienie Kocham.. po co deklaracje, w efekcie końcowym - takie zachowania nie pasują mi do niej.. nie do jej charakteru, tego, że zawsze wobec każdego jest szczera, uczciwa..
Chcę z nią być... ale chyba walkę o nią już przegrałem. ![]()
T.