Witam byłam z narzeczonym ponad 4 lata pomieszkiwałam u niego ....On zawsze miał żal do mnie że nie jestem cały czas .On jest z Nowego Dworu Maz. ja z Warszawy. X jest fajnym facetem ma w sobie bardzo dużo ciepła ,dawał mi często kwiaty,prezenty ,jego rodzina mnie akceptowała i traktowała jak członka rodziny.Niestety nie wszystko było takie cudowne.Brak w nim jest konkretów.On boi sie przyszłości ,odziedziczył długi po swoim zmarłym ojcu,on sam pracuje i jest na rencie,w miedzy czasie stracił w wypadku brata.To spowodowało u niego depresje .Nic go nie cieszyło ,wszystko widział w negatywnych barwach .Mimo że po wypadku brata minelo pare lat on nie doszedł do siebie zresztą mnie to nie dziwi ,problem polegał na tym że on nie chciał iść do psychologa ,nie chciał sie leczyć.Od dawna nigdzie nie wychodziliśmy,on był takim odlutkiem.Nie miał znajomych z ktorymi moglby sie spotkać ,jedyną atrakcja było wyjscie na obiad do jego mamy albo na spacer bądż do sklepu jeszcze.Zachowywaliśmy sie jak dwoje starszych ludzi co siedzą w domu przed telewizorem .Brakowało mi radości która była kiedyś między nami,on stał sie strasznym pesymistą ,nic nie chcial widziec pozytywnego ,dlatego często jezdziłam do domu bo nie mogłam tego znieść że nie umiem mu pomóc,żę on sam też nie daje sobie pomóc.Chciałam założyc rodzine miec dzieci ,on nigdy nie był na to gotowy.W końcu czułam że sie rozstaniemy bo ja nie umiałam tam zamieszkać ,żeby być tam cały czas bo mnie takie zachowanie dołowało.Przyszedł taki czas żę to on ze mna zerwał .Widział że jestem od dluzszego czasu przygnebiona ,że rzadziej przyjeżdżam .Powiedział mi że daje mi wolność ,żebym ułożyła sobie życie z kimś innym kto da mi dziecko bo ,on stwierdził że nie chce ich mieć ,że byłby egoistą gdyby chciał mnie zatrzymać wiedząc żę ja tak bardzo chce miec rodzine a on nie chce mieć dzieci ,że ten temat go przerasta ,że nie widzi u siebie przyszłości i dlatego puszcza mnie wolno:(.I teraz sytuacja jest odwrotna ,mimo że ja chcialam z nim zerwać to jak głupia proszę go o powrót ,mówie mu że to ja sie zmienie ,żę zamieszkam z nim na stałe ,robie z siebie debila ,że zrezygnuje nawet z bycia matką tylko abyśmy do siebie wrócili.Nagle do mnie dotarło ,żę takie spokojne życie nie było takie złe ,zaczynam sie całkowicie obwiniać ,że to wszystko moja wina bo on był taki dobry tylko pesymistyczny.Zaczynam wariować, nie daje sobie rady z tym rozstaniem,mamy ze sobą dobry kontakt ,niedawno pisał ,że nadal mnie kocha i że ma żąl do siebie ,że to go tak przerasta,ale nie wierzy on w to ,że potrafiłabym zrezygnować z bycia matką -i w sumie ma racje tylko ja sie oszukuje:(,cały czas płacze całkowicie sie załamałam .Nie wiem co robić ,nie umiem zapomnieć ,brakuje mi jego.Nagle wszystko straciło sens....Pomóżcie....
Podobne tematy
Czytam to co napisałaś i zastanawiam się dlaczego bawicie się w te głupie podchody typu "Kocham Cię ale nie mogę z Tobą być bo ....." Kurde - nie szkoda Wam czasu ?? Może warto się spotkać i na spokojnie pogadać. Co stoi na przeszkodzie ?? Nie rozwiążecie Waszego problemu przez sms'y. Tutaj trzeba konkretnie zdecydować w którą stronę chcecie iść. Ty siedzisz w domu i płaczesz, on się dołuje i pewnie popada w jeszcze większą depresję. Powiem szczerze - z Twoich słów wynika, że już podjęłaś decyzję ale boisz się do tego przyznać. Uważam, że szczera rozmowa jest konieczna. Bez tego obydwoje będziecie tkwić w czymś co już nie ma przyszłości. Pytanie - warto ??
Zgadzam sie ,tylko my sie widzieliśmy i nie doszliśmy do porozumienia
,dzisiaj przegadaliśmy 2 godziny i widzę ,że on juz podjął decyzję bo zna swoje możliwości ...poddał się.....a ja ...a ja ...walcze z wiatrakami jak głupia.Zyje przeszłością ,wspominam fajne chwile i obwiniam sie za to wszystko ma prawda jest taka ,że nic nie dzieje sie bez przyczyny ,bo on też zawinił.Jestem beznadziejnym przypadkiem
((.
Piszesz, że jesteś beznadziejnym przypadkiem - ech..... może mi nie uwierzysz ale to nieprawda i nigdy tak o sobie nie myśl. Rozpadł się Twój związek - niestety trzeba to powiedzieć głośno. Obydwoje wiedzieliście, że to nie ma już sensu i nie ma. To przykre ale prawdziwe. Poboli i przestanie. Wierz mi - doskonale Cię rozumiem i w tej chwili dokładnie wiem co czujesz i jak to przeżywasz. Najlepiej dla Was będzie jak zerwiecie kontakt bo wtedy każde będzie mogło iść w swoją stronę. Teraz wydaje Ci się to niemożliwe - ale tak będzie. Wyobraź sobie jak wyglądało by Wasze życie gdybyście wrócili do siebie - teoretycznie - myślisz, że wszelkie rozterki i wątpliwości by minęły i stanowilibyście super zgraną i szczęśliwą parę ?? Nie - i trzeba to stanowczo podkreślić. Cztery lata razem to długo - przyzwyczaiłaś się, że jest ktoś obok i chyba bardziej brakuje Ci tej bliskości i poczucia bezpieczeństwa niż samej osoby. Rozpamiętywanie tych fajnych chwil będzie jeszcze trwało przez jakiś czas, myśli " czy zrobiłam dobrze ? " też - ale to minie - wiem to z autopsji. Musisz teraz być dzielna i podjąć ciężką decyzję o definitywnym zerwaniu kontaktu inaczej obydwoje będziecie nieszczęśliwi.
Wczoraj byłam u psychologa,będe miała 10 spotkań ,może to coś pomoże ,może uda mi sie spojrzeć na to wszystko z inne perspektywy.:(
Wczoraj byłam u psychologa,będe miała 10 spotkań ,może to coś pomoże ,może uda mi sie spojrzeć na to wszystko z inne perspektywy.:(
witaj.Ja rowniez chodze do psychologa i barzo lubie te wizyty.Na pewno te spotkania Ci pomoga,zracjonalizujesz myslenie o swoim problemie,bedziesz miala coraz wiekszy dystans do niego.Trzymam za Ciebie kciuki!Pzdr.