Hej dziewczyny,
Mam ostatnio taki dylemat. Mianowicie : Przez cały ubiegły rok wynajmowałam mieszkanie z dobrą koleżanką (Aśką) mieszkało nam się super, świetnie się dogadywałyśmy. Po roku postanowiłyśmy zmienić mieszkanie aby było bliżej uczelni. Oprócz nas miało tam być jeszcze 3 osoby jednak zgodziłyśmy się na to. Dwie dziewczyny i jeden chłopak. Od tej chwili gdy zmieniłyśmy to mieszkanie kompletnie nie poznaję Aśki. Zakumplowała się z jedną z tych dziewczyn ( Olką) której ja wręcz nie trawię. Ciągle przesiadują razem, na mnie prawie wcale nie zwraca uwagi. Ja i Aśka mamy pokój dwuosobowy. Mam wiele powodów by tej Olki nie lubić, jest zazdrosna o to że podobam się Michałowi ( naszemu współlokatorowi), jest w stosunku do mnie opryskliwa i złośliwa. Miarka się przebrała w momencie gdy w naszym pokoju bez mojej zgody urządziła imprezę a wiedziała że musze wstać o 5 rano. Gdy zapytałam dlaczego nie zrobiła tej imprezy w inny dzień odpowiedziała " Nie obchodzi mnie że Ty wstajesz o tej godzinie, ja obiecałam tą imprezę znajomym". Dobrze że wyszłam bo bez obrażeń pewnie by się nie obeszło. Do tego Aśka jest w nią zapatrzona jak przedszkolak w lizaka. Ciągle mamy spiny, ja chce spać, ona siedzi do 3 przed kompem przy zapalonym świetle. Do tego Michał któremu się podobam, a mam chłopaka. Michał w związku z tym też jest w stosunku do mnie niekoleżeński. Zostaje jeszcze Marysia, ale jej ciągle nie ma na mieszkaniu.
Czy powinnam zmienić mieszkanie? Czuję się tu niekomfortowo.. Z drugiej strony nie mam ochoty na przeprowadzkę w zimie. Ale do czerwca aż 7 miesięcy..
Co myślicie ?