netkobietyWszystkie działy
Trudna miłość, zazdrość, nałogi

Ciężka sytuacja - chodzi o faceta

14 odpowiedzi2 488 wyświetleńzałożony przez Cattaleya, 29.11.2014

Napisz odpowiedź
Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Forum Kobiet » TRUDNA MIŁOŚĆ, ZAZDROŚĆ, NAŁOGI » Ciężka sytuacja - chodzi o faceta

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 15 ]

1 Ostatnio edytowany przez vinnga (2014-11-30 12:53:28)

Temat: Ciężka sytuacja - chodzi o faceta

Witam, jestem tu nowa, trafiłam tu całkowicie przypadkowo, ponieważ szukałam jakiś grup wsparcia, jednak ich nie znalazlam.... znalazlam sie w bardzo ciezkiej sytuacji zyciowej, mozna powiedziec ze znalazlam sie na zakrecie z ktorego nie potrafię w żaden sposób się wydostac - nie mam pojęcia jak... jeśli jest tu ktoś z kim można porozmawiac, popisac, byłabym zobowiązana za odpowiedz.

2

Odp: Ciężka sytuacja - chodzi o faceta

Jest tu mnóstwo ludzi smile co Cię trapi? co się wydarzyło?

3

Odp: Ciężka sytuacja - chodzi o faceta

Witaj Cattaleya, nie zaglądałam tu przez dłuższy czas, ale w ostatnim czasie również pojawiło się dużo zakrętów w moim życiu(może zbyt wiele) co skłoniło mnie by znów szukac pomocy na Forum Kobiety. Jeśli potrzebujesz by ktoś Cię wysłuchał, zrozumiał i spróbował doradzić, jestem do Twojej dyspozycji:)

4 Ostatnio edytowany przez vinnga (2014-11-30 12:50:46)

Odp: Ciężka sytuacja - chodzi o faceta

Witam,  w marcu poznalam faceta w nowej pracy, zdawalo mi sie ze bedzie jak najbardziej normalny... ale na to nie ma reguly...wiem.

Na poczatku bylo fajnie, mial dla mnie duzo czasu, odbieral kazdy telefon, odpisywal na kazdy sms, lubil i chcial ze mna duzo rozmawiac, dzwonil kilka razy dziennie nawet tylko po to aby powiedziec ze mysli o mnie.... zatem zaczelismy byc razem.... zdawalo mi sie ze jest wszystko super-idealnie jak w bajce ale... problemy pojawily sie po 4 mcach znajomosci. juz od poczatku byl problem z tym aby zaprosil mnie do siebie za co sie wsciekalam ale oon mowil ze to za wczesnie itp... wpadlam na pomysl ze zaprosze go do siebie, przedstawie mu moja rodzine, tak zeby nabral pewnosci i zaufania....zeby wiedzial ze mysle o nim powaznie.

wracajac do problemow ktore pojawoily sie po 4 mcach od momentu poznania....-  a mianowicie mowil ze ma jakis problem, przez ktory zaczal siwiec, nie umie mi o tym powiedziec, ale czuje sie z tym zle itp.... poczekalam, az nadszedl dzien w ktorym sam powiedzial w czym rzecz... okazalo sie ze mieszka z byla dziewczyna...(bedac ze mna)... twierdzil, ze mieszka z nia jedynie dlatego, bo kupili mieszkanie, on nie ma zadnych praw do niego chociaz dal ponoc wiekszosc naleznosci, a calosc jest na jej ojca, ponoc nie moze tego odzyskac w zaden sposob, wiec w momencie gdzy to uslyszalam, nie pomyslalam - spadaj,oszukales mnie... tylko "wyprowadz sie stamtad natychmiast, bo inaczej koniec z nami"- wybaczylam mu, staralam sie zapomniec. wyprowadzil sie do rodzicow, przez co nasze spotkania ograniczyly sie do miniumum... (teraz nie mam pewnosci, czy to prawda, ze to zrobil)pojawily sie pierwsze klotnie, pretensje, obwinianie....moim zdaniem z jego strony... ale on obwinia ciagle mnie. jesli chodzi o klotnie... zazwyczaj chodzilo o to, ze powiedzialam cos co jemu sie nie spodobalo a on znikal na tydzien, po czym pisal dziwnej tresci wiadomosci, co potegowalo tylko dodatkowo moja zlosc i zwiekszalo niechec.

jego rodzicow nie poznalam do tej pory... pomyslalam, ze moze ma rodzine skoro tak postepuje, ze oszukuje mnie i tak dalej ale postanowilam poczekac... w koncu nadszedl przelom, mialam dosc, postanowilam odejsc....
w dniu w ktorym zdecydowalam sie odejsc.. zaczelam sie dziwnie czuc... mdlilo mnie, czulam sie ciagle senna... pierwsza mysl- to nerwy... pozniej moze to zatrucie, ale w koncu postanowilam zrobic test ciazowy...

pokazal dwie kreski... zalamalam sie, stracilam grunt pod nogami, a  z drugiej strony cieszylam sie ze wreszcie bede miec kogos kto bedzie mnie kochal miloscia bezwarunkowa, bo nie dostaje tego niestety od nikogo.... musialam mu o tym powiedziec,,, rzeciez jest ojcem tego dziecka... jego reakcja.... dla mnie totalnie nie zrozumiala wygladala tak, ze przestal sie odzywac... nie bylo zadnej reakcji w sumie... 4 dni ciszy, a ja poczulam sie porzucona, pozostawiona sama sobie ,,, nie wiedzialam co robic.... po 4 dniach i milionach moich telefonow odezwal sie, tlumaczac ze jest w szoku, bo nie dociera do niego ze bedzie ojcem... (szkoda ze nie pomyslal, co ja czulam ....  i co przezuwalam)...

postanowilam dac mu jeszcze szanse na to zeby stworzyc rodzine dla tego malenstwa ktore rosnie w moim brzuchu ... spotkalam sie z nim, rozmawialismy 2h...ale.... no wlasnie,..jest ale... musialam przyjsc do niego do pracy, bo on nie ma czasu w innych terminach, do tego wychodzac nadal nie wiedzialam na czym stoje i co postanowilismy... najbardziej zszokowala mnie rozmowa ktora miala miejsce 2 dni temu... probowalam przedstawic mu moje samopoczucie, chcialam troszke zrozumienia... jednak zamiast tego
"moj ukochany" rozlaczyl sie w polowie rozmowy, obwiniajac mnie za wszystko.. zastanawiam sie czy to moze faktycznie wszystko moja wina... moze to ja wszystko robie zle.... w kazdym razie z rozmowy wyniklo ze nie ma zamiaru sie mna zaopiekowac teraz jak jestem w ciazy - nawet nie zapytal ani razu czy czegos potrzebuje... mowi ze chce wspolnie zamieszkac - ale nic nie robi w tym kierunku, ciagle mowi ze nie ma pieniedzy, a ja stracilam prace...
ciagle mnie straszy, ze jesli go zostawie, to pojdzie do sadu, wynajmie takich prawnikow ze zabierze mi dziecko....  mowi ze jestem inkubatorem, ze dziecko w brzuchu jest chronione przeze mnie i nie wazne czy ja zmarzne, czy bede glodna - bo to mi bedzie zle a nie dziecku...

nie wiem co mam robic... jestem totalnie rozbita... zostalam pozostawiona sama sobie.... prosze  nie oceniajcie mnie zle... ja nie chcialam zle... czuje cos do tego faceta, ale teraz to juz nie jestem pewna co to jest... z jednej strony silne uczucie i strach przed jego odejsciem ode mnie, a z drugiej zaczynam juz z nienawisci po tym jak mnie traktuje przechodzic w obojetnosc... nawet nie mam checi z nim rozmawiac w tej chwili... czekam az on cos zrozumie, ale czy ta chwila nadejdzie ? bardzo potrzebuje jakiejs porady, wparcia, na prawde czuje sie bardzo samotna... cale dnie jestem samanawet nie mam z kim porozmawiac... jesli ktos to przeczyta i bedzie chcial cos mi poradzic, porozmawiac bylabym bardzo szczesliwa, ze chociaz tyle mnie dobrego spotka w tym zyciu, jak rozmowa.

5

Odp: Ciężka sytuacja - chodzi o faceta

Znam to uczucie gdy z jednej strony wiesz, że bycie z danym człowiekiem nie jest dobre, a z drugiej strony nie umiesz odejść bo wierzysz że on się zmieni, że wkońcu dorośnie, że wszystko się jakoś ułoży. Z własneko doswiadczenia wiem, że taka chwila nie nadejdzie, z tego co napisałaś jednoznacznie wynika, że ten facet nie jest w stanie zapewnić  bezpieczeństwa Tobie i dziecku. Dziecku o którym właśnie teraz powinnać pomyśleć. Rośnie w Tobie nowy człowieczek, który przeżywa razem z Tobą wszystkie Twoje nerwy i smutki. Powinnaś teraz myśleć wyłącznie o sobie i dziecku. Ten koleś ewidentnie się nad Tobą znęca, nie pozwól mu!! Wiem że boisz się zostać sama, że coś do niego czujesz, ale jeśli on Cię teraz nie szanuje to już nie zacznie. Ciężko jest zmienicz człowieka. Sama do niedawna dałam się tak traktować, ale wkońcu było tego za wiele i odważyłam się powiedzieć NIE!!! Wyżuciłam go z mieszkania i zerwałam kontakt, nawet nie potrafił rozejśc się jak człowiek, pokazał co potrafii. To mnie tylko uświadomiło że dobrze zrobiłam. Poczułam wielką ulgę,naprawdę wkońcu poczułam się wolna. Mimo, że pewnie nie raz przyjdzie taki dzień że zapłacze, będe tęsknić( bo pamięta się te dobre chwile) i wciąż wierzy się w to uczucie, ale nigdy bym nie była z nim szczęśliwa. Teraz staram się zająć swój czas by nie myśleć o tym co było. Zaczynam wszystko od nowa. I Tobie tez to radze. Zacząć pisać nowy scenariusz swojego życia, a jeśli będzie Ci groził ,idź z tym na policje. Niech nie myśli że wolno mu wszystko. I nie daj sobie wmówić że to Ty jesteś tą złą. Niektórzy faceci są tak świetnymi manipulatorami, że potrafią wzbudzić u nas kobiet niesamowite poczucie winy. Jeśli wiesz że nie jesteś niczemu winna to nie daj sobie tego wmówić. Wiem że to trudne ale musisz być silna,a my kobiety to potrafimy. Masz dziewczyno dla kogo żyć!

6

Odp: Ciężka sytuacja - chodzi o faceta

Facet od samego początku zachowywał się dziwnie i Ty to wyczuwałaś.. historia z mieszkaniem - wydaje mi się, że intuicja Ci podpowiada, że nie mówił Ci prawdy... jak powiedziałaś mu o ciąży zamilkł na kilka dni... a teraz Cię straszy, że zabierze Ci dziecko jak go zostawisz... ciekawe, bo zasadniczo chyba nie jesteście razem - tak wynika z jego zachowania!
Nie sądzę, żebyś mogła liczyć na to, że on coś zrozumie i będzie chciał coś zmienić.. Obawiam się, że dawanie mu szansy nie ma sensu.. Jest nieodpowiedzialny i niepoukładany emocjonalnie, do tego oszukuje, lawiruje, kłamie. Smutna jest to historia i zdaję sobie sprawę z tego, że jest Ci bardzo trudno, ale musisz w tym momencie przestać myśleć o nim (bo absolutnie nie jest tego wart), a zacząć myśleć o sobie i dziecku, o Waszym spokoju i zdrowiu. Nie wiem, jak wygląda Twoja sytuacja rodzinna i zawodowa. Czy w razie czego możesz mieszkać u rodziców, rodzeństwa? Masz na kogo liczyć? Rozmawiałaś w ogóle z rodziną?
Z tym mężczyzną prawdopodobnie nie stworzysz rodziny i widać, że on tego nie chce. Pomyśl, czy chciałabyś dla swojego dziecka ojca, który przestaje się odzywać albo po prostu sobie znika, jak coś mu się nie podoba albo jak się posprzeczacie? Do tego Cię straszy, szantażuje. Nie bardzo rozumiem takie zachowanie.. Jakieś totalne rozchwianie albo... może coś jeszcze innego.. Jak dobrze go znasz tak naprawdę? Co o nim wiesz?..
To nie jest poważny człowiek, nie ma poważnych i szczerych zamiarów, nie ma klasy. I chyba ma coś nie tak w głowie.. A co najgorsze - nie szanuje Cię.

Nikt tu nie będzie Cię oceniał, a już na pewno nie będzie oceniał Cię źle. Pomyśl na spokojnie, co chcesz teraz zrobić, jak chcesz poukładać swoje prawy, swoje życie. Nie walcz o niego, walcz o siebie.

7

Odp: Ciężka sytuacja - chodzi o faceta

ma 25 lat... w piatek bylam ostatni dzien w pracy, nie bylo szansy na jej przedluzenie, teraz jestem prawie pewna ze nikt nie przyjmie kobiety w ciazy do pacy, w wielu miejsacach wiem od kolezanek ze to sprawdzaja....jestem jedynaczka, mieszkam tylko z mama i tylko ona jest moja rodzina... nie mam z kim porozmawiac, nie mam wsparcia ani nie wiem co mam robic, coraz bardziej popadam chyba w depresje... zaczyna mi byc wszystko jedno.... a nie powinno... tylko malenstwo nie jest dla mnie obojetnme... juz je kocham i bede zawsze bardzo kochac... chyba macie racje... jego i tak nie ma ... i tak jestem sama, nie pomaga mi, nawet nie byl ze mna na 1 usg (co lepsze musialam miec je ze soba bo doszlam do wniosku, ze moze mi nie uwierzyc w ciaze)....

sad
nie stac mnie nawet na to zeby dziecku kupic lozeczko... nic ... nie mam pojecia co mam robic... a to dopiero 2 miesiac..
sad

8

Odp: Ciężka sytuacja - chodzi o faceta

dodam jeszcze ze on ma lat 36...

9

Odp: Ciężka sytuacja - chodzi o faceta
Cattaleya napisał/a:

dodam jeszcze ze on ma lat 36...

A to ma jakieś znaczenie?
Chyba BARDZIEJ przydałby ci się jego adres. Możesz jakoś wejść w jego posiadanie?

10

Odp: Ciężka sytuacja - chodzi o faceta

znam adres, ale co z tego, przeciez nie pojade do jego rodzicow ktorych nie znam. nie wiem czy przeczytalas moj post, bo zdaje mi sie ze przeczytalas tylko kilka zdan! wszystko tam jest napisane, prawie wszystko.  w tym momencie potrzebuje wsparcia a czytajac twoje odpowiedzi zaczynam sie czuc jakbym to ja byla najgorszym czlowiekiem na swiecie... czuje ze probujesz zrobic ze mnie idiotke....

11

Odp: Ciężka sytuacja - chodzi o faceta
Cattaleya napisał/a:

znam adres, ale co z tego, przeciez nie pojade do jego rodzicow ktorych nie znam. nie wiem czy przeczytalas moj post, bo zdaje mi sie ze przeczytalas tylko kilka zdan! wszystko tam jest napisane, prawie wszystko.  w tym momencie potrzebuje wsparcia a czytajac twoje odpowiedzi zaczynam sie czuc jakbym to ja byla najgorszym czlowiekiem na swiecie... czuje ze probujesz zrobic ze mnie idiotke....

Może zastanów się CO piszesz?
Prosisz o pomoc i na proste pytanie reagujesz jak histeryczka... Przyszłaś tu wywalić swą frustrację?
Adres Ci się przyda w momencie gdy zechcesz poczynić kroki prawne w sprawie swego dziecka. A będziesz to musiała zrobić czy Ci się to podoba czy nie.

12

Odp: Ciężka sytuacja - chodzi o faceta

Anhedonia - może Koleżanka reaguje przesadnie, ale w jej sytuacji to chyba nic dziwnego. Wykażmy trochę wyrozumiałości. Poza tym, jeśli ludzie się nie znają, nie jest łatwo zinterpretować wszystkie pisemne wypowiedzi w poprawny sposób. Ze spokojem Dziewczyny.

Wiek niestety nie ma znaczenia, choć po 36-cio latku człowiek spodziewa się większej odpowiedzialności i poukładania. Ale z własnego doświadczenia wiem, że wiek nie idzie w parze z DOJRZAŁOŚCIĄ - bez względu na to, czy facet ma 33 lata czy 48!

Fakt, o kwestiach prawnych również trzeba będzie pomyśleć i się tym zająć. Ale na początek musisz dojść do ładu i składu z samą sobą. Przede wszystkim nie możesz wpaść w depresję. Może warto skorzystać z porad psychologa? Na NFZ też można chodzić na wizyty, musisz mieć tylko skierowanie od lekarza rodzinnego. Myślę, że to byłby dobry pomysł.

Pomyśl też o takich sprawach: czy dostaniesz zasiłek dla bezrobotnych? Może jakiś znajomy albo ktoś z rodziny mógłby Cię zatrudnić tak tylko na papierze? Do 14 dni po ustaniu zatrudnienia możesz też iść na L4, które możesz przedłużać maksymalnie pół roku. Miałabyś zapewnione na jakiś czas pieniądze.
Zostałaś zwolniona czy wygasła Ci umowa? Jak to wyglądało?

Jeśli chodzi o wyprawkę dla dzidziusia to masz jeszcze trochę czasu, nie martw się aż tak na zapas. Poza tym wielu ludzi, których dzieciaki już podrosły oddaje takie sprzęty jak wózki, łóżeczka, nosidełka itp za darmo albo za półdarmo. Dasz radę!

No i będziesz też musiała pomyśleć, jak dogadać się z ojcem dziecka... Jak Ty w ogóle to widzisz? Czego byś chciała? Czy Ty mu w ogóle ufasz? Bo wydaje mi się, że o zaufaniu trudno tutaj mówić, skoro on tak się zachowuje.

13 Ostatnio edytowany przez Anhedonia (2014-11-30 13:28:50)

Odp: Ciężka sytuacja - chodzi o faceta
mm_83 napisał/a:

Anhedonia - może Koleżanka reaguje przesadnie, ale w jej sytuacji to chyba nic dziwnego. Wykażmy trochę wyrozumiałości.

Wykażmy- przekonałaś mnie bez trudu big_smile
Otóż, nie widzę nic złego w swych wypowiedziach, bo to zaledwie krótkie pytania, a nie żadne komentarze. By doprecyzować sytuację. Rozumiem, że Cattaleya ma 25 lat, mieszka tylko z mamą, straciła pracę i jest w ciąży. Zatem sprawą dachu nad głową nie trzeba się trapić. Póki co i będzie mieć co jeść, no chyba, że to była praca "na czarno". Nowej pracy w ciąży znaleźć łatwo nie będzie...
A ów pan?
To, że ma 36 lat nie ma znaczenia, bo gnojem można być w każdym wieku. To czy nie kręcił w innych sprawach natomiast MA. Może być rozwodnikiem bądź w trakcie rozwodu, może być w separacji, może mieć tzw. zobowiązania. Ponieważ dziecko trzeba będzie jakoś utrzymać, a sprawy w sądzie (gdy nie ma dobrej woli drugiej ze stron) adresu wymagają. Poza tym owi hipotetyczni rodzice mogą być porządnymi ludźmi i kto wie czy by nie pomogli...
Póki co... może warto własna mamę poinformować o komplikacjach jakie będą miały miejsce? Albo chociaż przygotować się do tego kroku...

14

Odp: Ciężka sytuacja - chodzi o faceta
Cattaleya napisał/a:

Witam,  w marcu poznalam faceta w nowej pracy, zdawalo mi sie ze bedzie jak najbardziej normalny... ale na to nie ma reguly...wiem.

Na poczatku bylo fajnie, mial dla mnie duzo czasu, odbieral kazdy telefon, odpisywal na kazdy sms, lubil i chcial ze mna duzo rozmawiac, dzwonil kilka razy dziennie nawet tylko po to aby powiedziec ze mysli o mnie.... zatem zaczelismy byc razem.... zdawalo mi sie ze jest wszystko super-idealnie jak w bajce ale... problemy pojawily sie po 4 mcach znajomosci. juz od poczatku byl problem z tym aby zaprosil mnie do siebie za co sie wsciekalam ale oon mowil ze to za wczesnie itp... wpadlam na pomysl ze zaprosze go do siebie, przedstawie mu moja rodzine, tak zeby nabral pewnosci i zaufania....zeby wiedzial ze mysle o nim powaznie.

wracajac do problemow ktore pojawoily sie po 4 mcach od momentu poznania....-  a mianowicie mowil ze ma jakis problem, przez ktory zaczal siwiec, nie umie mi o tym powiedziec, ale czuje sie z tym zle itp.... poczekalam, az nadszedl dzien w ktorym sam powiedzial w czym rzecz... okazalo sie ze mieszka z byla dziewczyna...(bedac ze mna)... twierdzil, ze mieszka z nia jedynie dlatego, bo kupili mieszkanie, on nie ma zadnych praw do niego chociaz dal ponoc wiekszosc naleznosci, a calosc jest na jej ojca, ponoc nie moze tego odzyskac w zaden sposob, wiec w momencie gdzy to uslyszalam, nie pomyslalam - spadaj,oszukales mnie... tylko "wyprowadz sie stamtad natychmiast, bo inaczej koniec z nami"- wybaczylam mu, staralam sie zapomniec. wyprowadzil sie do rodzicow, przez co nasze spotkania ograniczyly sie do miniumum... (teraz nie mam pewnosci, czy to prawda, ze to zrobil)pojawily sie pierwsze klotnie, pretensje, obwinianie....moim zdaniem z jego strony... ale on obwinia ciagle mnie. jesli chodzi o klotnie... zazwyczaj chodzilo o to, ze powiedzialam cos co jemu sie nie spodobalo a on znikal na tydzien, po czym pisal dziwnej tresci wiadomosci, co potegowalo tylko dodatkowo moja zlosc i zwiekszalo niechec.

jego rodzicow nie poznalam do tej pory... pomyslalam, ze moze ma rodzine skoro tak postepuje, ze oszukuje mnie i tak dalej ale postanowilam poczekac... w koncu nadszedl przelom, mialam dosc, postanowilam odejsc....
w dniu w ktorym zdecydowalam sie odejsc.. zaczelam sie dziwnie czuc... mdlilo mnie, czulam sie ciagle senna... pierwsza mysl- to nerwy... pozniej moze to zatrucie, ale w koncu postanowilam zrobic test ciazowy...

pokazal dwie kreski... zalamalam sie, stracilam grunt pod nogami, a  z drugiej strony cieszylam sie ze wreszcie bede miec kogos kto bedzie mnie kochal miloscia bezwarunkowa, bo nie dostaje tego niestety od nikogo.... musialam mu o tym powiedziec,,, rzeciez jest ojcem tego dziecka... jego reakcja.... dla mnie totalnie nie zrozumiala wygladala tak, ze przestal sie odzywac... nie bylo zadnej reakcji w sumie... 4 dni ciszy, a ja poczulam sie porzucona, pozostawiona sama sobie ,,, nie wiedzialam co robic.... po 4 dniach i milionach moich telefonow odezwal sie, tlumaczac ze jest w szoku, bo nie dociera do niego ze bedzie ojcem... (szkoda ze nie pomyslal, co ja czulam ....  i co przezuwalam)...

postanowilam dac mu jeszcze szanse na to zeby stworzyc rodzine dla tego malenstwa ktore rosnie w moim brzuchu ... spotkalam sie z nim, rozmawialismy 2h...ale.... no wlasnie,..jest ale... musialam przyjsc do niego do pracy, bo on nie ma czasu w innych terminach, do tego wychodzac nadal nie wiedzialam na czym stoje i co postanowilismy... najbardziej zszokowala mnie rozmowa ktora miala miejsce 2 dni temu... probowalam przedstawic mu moje samopoczucie, chcialam troszke zrozumienia... jednak zamiast tego
"moj ukochany" rozlaczyl sie w polowie rozmowy, obwiniajac mnie za wszystko.. zastanawiam sie czy to moze faktycznie wszystko moja wina... moze to ja wszystko robie zle.... w kazdym razie z rozmowy wyniklo ze nie ma zamiaru sie mna zaopiekowac teraz jak jestem w ciazy - nawet nie zapytal ani razu czy czegos potrzebuje... mowi ze chce wspolnie zamieszkac - ale nic nie robi w tym kierunku, ciagle mowi ze nie ma pieniedzy, a ja stracilam prace...
ciagle mnie straszy, ze jesli go zostawie, to pojdzie do sadu, wynajmie takich prawnikow ze zabierze mi dziecko....  mowi ze jestem inkubatorem, ze dziecko w brzuchu jest chronione przeze mnie i nie wazne czy ja zmarzne, czy bede glodna - bo to mi bedzie zle a nie dziecku...

nie wiem co mam robic... jestem totalnie rozbita... zostalam pozostawiona sama sobie.... prosze  nie oceniajcie mnie zle... ja nie chcialam zle... czuje cos do tego faceta, ale teraz to juz nie jestem pewna co to jest... z jednej strony silne uczucie i strach przed jego odejsciem ode mnie, a z drugiej zaczynam juz z nienawisci po tym jak mnie traktuje przechodzic w obojetnosc... nawet nie mam checi z nim rozmawiac w tej chwili... czekam az on cos zrozumie, ale czy ta chwila nadejdzie ? bardzo potrzebuje jakiejs porady, wparcia, na prawde czuje sie bardzo samotna... cale dnie jestem samanawet nie mam z kim porozmawiac... jesli ktos to przeczyta i bedzie chcial cos mi poradzic, porozmawiac bylabym bardzo szczesliwa, ze chociaz tyle mnie dobrego spotka w tym zyciu, jak rozmowa.

Witaj,dziewczyno w co Ty,biedna sie uwiklalas?!Ten facet jest bezczelnym manipulantem.Przeciez on zyje w stalym zwiazku z jakas kobieta,a Toba sie po prostu bawil.Nie zamierza z toba niczego budowac,bo on juz ma opoke w tej rownioez oszukiwanej i biednej kobiecie,z ktora mieszka.To typ bawidamka,jescze do tego kompletnie nieodpowiedzialnego.O co Ty sie obwiniasz?Przeciez on Ci robi pranie mozgu-po co ma sie czuc winny,jak moze wmowic wine tobie?Mam pytanie -czy Ty masz w ogole w kims wsparcie?Masz kogos zyczliwego obok siebie?pzdr.

Posty [ 15 ]

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Forum Kobiet » TRUDNA MIŁOŚĆ, ZAZDROŚĆ, NAŁOGI » Ciężka sytuacja - chodzi o faceta

Twoja odpowiedź

Masz podobne doświadczenia? Zaloguj się albo załóż darmowe konto, żeby odpowiedzieć. Po drugiej stronie jest prawdziwa osoba.

DołączZaloguj się


Mapa strony - Archiwum | O forum | Poradnik | Prawdziwe historie | Kontakt | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2026