Mam pewien problem,polega on na tym, że mój chłopak ma przyjaciółki, które zawsze stawiał na I miejscu. Doskonale wiedział, że mnie okłamuje, że rani mnie pisząc z nimi o różnych rzeczach. Niejednokrotnie mnie okłamał. np. jedna pisała kiedy mogą się spotkać, on odp. że może do 14 bo do godz. 14 ja jestem w pracy(chodziło o to, abym ja nie wiedziała, że się z nimi spotyka). Potrafił ze mną pójść do łóżka, gdzie "po", wysyłał sms z wiadomością do jednej z nich "-dobranoc moje Kochane"(jedna z jego przyjaciółek ma dziecko). Zawsze się spotykał z nimi, jak mnie nie było. Potrafił powiedzieć że jak ja tego nie zaakceptuje to to będzie koniec. Jak jeszcze z nim chodziłam do niej, to ona przy mnie potrafiła jeść mu z ręki ciasto, dotykać go po głowie, wyprowadzać jej psa.
Zazwyczaj walczyłam o swoją pozycję w związku, ale gdy zobaczyłam, że mój płacz , prośby o jego szczerość i zmianę nic nie dają, to odpuściłam. Powodem też było to, że on dawał m napuszczać się na mnie.Spotykał się z nimi, wracał zmieniony... Przestałam zabiegać o nasz związek. Jak coś nie gra, zachowywałam się zupełnie jak on. Coś w stylu: nie odzywasz się do mnie? Ok. Ja też nie odzywam się do Ciebie. I mogło to trwać nawet 2 tygodnie, gdzie on po 2 tyg. , od naszych "cichych dni" wysłał mi sms: jak nie zmienisz swojego zachowania, to chcę, abyś zaczęła uczyć się żyć sama.
Którejś soboty, gdy kładliśmy się spać ja wstałam i zaczęłam się pakować. On wtedy wstał, zatrzymał mnie i do 4 nad ranem tłumaczył mi, że jak ja mu nie zapomnę tego wszystkiego, nie wybaczę, to nigdy nie zaczniemy żyć normalnie. Zgodziłam się, bo go kocham, nie chce go stracić i nie zawsze było źle. Od tamtej pory, strasznie mu wierzyłam. Wstawałam rano z myślą, jaką jestem szczęściarą. On przyznał się do tego, że stawiał przyjaciółki na I miejscu, że pora to zmienić, przestał pisać, chociaż wymagałam od niego tylko tego, by mi o tym mówił, a nie ukrywał.
Gdy ta nasza sielanka trwała, siedzimy razem i on dostaje sms od przyjaciółki: jesteś? On spojrzał na mnie, ja jego zapytałam, czy nie odpiszę, on odpowiedział, że nie bo nie ma nic na koncie. To mu powiedziałam, że ona jest dostępna na fb więc napisze do niej. Powiedział : jak chcesz. Więc napisałam, że nie ma nic na koncie. I jego przyjaciółka pisze:" Powiedz mu, że jutro nie mogę się z nim spotkać, bo nie ma mnie w domu, odezwę się do niego jak będę miała czas". Pytam jego co to znaczy. On zaczął mówić, że nie wie. Więc mu najspokojniej jak potrafiłam powiedziałam, że albo on mi mówi, albo pytam jej. I wtedy on mi mówi: " chciałem się z nią spotkać jak Ty będziesz w pracy wieczorem. Pisałem z nią 3 dni temu. Nie chciałem abyś o tym wiedziała. Oszukiwałem Cię." Wtedy coś we mnie pękło. Wyszłam do drugiego pokoju, nie chciałam z nim ani rozmawiać ani siedzieć. A tym bardziej na niego patrzeć. Przyszedł do mnie w nocy, płakał, że to mnie kocha, że nie wie, dlaczego wybiera ciągle przyjaciółki a nie mnie. Że dopiero teraz kiedy wie, że odejdę, to może mnie stracić. A moje zaufanie w stosunku do niego jest zerowe. Nie umiem już żyć tak, aby było jak dawniej. Jedyne czego jestem pewna, to to, że go kocham...
Jakiś czas temu chciałam mieć z nim dziecko, nieświadoma tego, że on dalej mnie okłamuje..., ale on mówił, że mamy jeszcze czas. Teraz, gdy wie jak bardzo mnie zranił i że umiem odejść, powiedział, że chce starać się o dziecko. Chce ze mną stworzyć rodzinę i mieć nieodłączną część z nas obydwojga. Teraz, kiedy ja nie wiem co dalej. Bo obawiam się że on nigdy się nie zmieni. Powiedziałam, że zostanę, ale nie wiem jak dalej będzie.
Kilka dni po tym, wyszłam wieczorem do kościoła. Wychodzę i dostaję sms od niego z moim imieniem i imieniem jego przyjaciółki. Odpisuję jemu o co chodzi i w tym momencie on podjeżdża, wysiada z samochodu i mówi, ze nie wie, jak to się stało, że ten sms został wysłany i napisany. On sam nie wie o co chodzi. I ja po raz kolejny, zamykam się w sobie , nakładam maskę obojętności, chociaż boli jak cholera i ze stoickim spokojem oznajmiam jemu, że muszę pojechać na kilka dni do rodziców, aby pomyśleć co dalej. Wracamy do domu, on stara mi się znów tłumaczyć to wszystko, ja mówię, że mam dość jego tłumaczenia. Patrzę a on płaczę...
Trochę obszerna ta notka, ale to wszystko we mnie siedziało. Trochę tez może zrobiłam beksę z mojego faceta, ale on tak rzadko to robi, że ten widok strasznie mnie uderza. (aczkolwiek jak ja płakałam tyle razy, to tak średnio)