Witam wszystkich...
Dziś w nocy dowiedziałam się ,że mój był partner ,z którym spędziłam 3,5 roku... od niecałego pół roku spotykał się z inną dziewczyną.
Kilka dni temu zdziwiło mnie, że tak chowa ten telefon cały czas przy mnie, blokuje mój numer telefonu, znika na całe dnie i nie daje znaku życia. Mimo kłótni, mimo niestety częstych rozstań na kilka dni... to on wyciągał rękę, błagał itd. Tknęło mnie, wzięłam jego telefon. Miał smsy z jakąś dziewczyną.. pisał jej że ją kocha itd... odeszłam. oczywiście on chciał wrócić, powiedział że powie prawdę. nie chciałam wrócić, ale dałam mu możliwość powiedzenia prawdy. Kłamał dalej... mówił, że to przyjaciółka, że nie wie czemu tak pisał. Powiedział ,że już nie mają kontaktu, że ona jest zła, więc nie da mi jej numeru telefonu, ani też nie zadzwoni przy mnie do niej. Podstępem wykradłam ten numer.
I się zaczęło.... dziewczyna najpierw mi nie wierzyła, koniec końców obie w komitywie zrobiłyśmy mu nalot. On się popłakał, ze stresu cały się trząsł itd... szantażował nas że wyskoczy przez balkon, oczywiście żadna nie zareagowała, więc darował sobie.
Ale wydało się, prowadził drugie życie i żadna nie wiedziała o sobie... dziewczyna mi dziękowała że doszłam do tego i dałam jej znać...
Nie chcę tego związku... jestem wrakiem człowieka.. totalnie rozsypałam się.
Jak sobie radziliście w tak beznadziejnych chwilach ?
Z mojej strony to koniec, bez dwóch zdań. Ona też powiedziała ,że koniec.. pisałyśmy, nawet chciała się spotkać. Odmówiłam, bo mimo że obie mozemy sie wspierać, to jakoś tak.. no jest ten niesmak, że z nią spał, a potem ze mną itd...
Ona niie odzywa się cały wieczór i jakoś mam przeczucie, że ona chyba do niego wróciła... nie wiem jak to określić, ale jestem zła... bo myślałam ,że jakoś go to nim wstrząśnie... a nie że po chwili wyjdzie mu to na dobre...
Owszem ,on ma zaburzenia osobowości, więc związek z nim był cały dziwny... ale z nią związek to juz w ogóle wyglądał tragicznie. Tłukli się, szarpali, niszczyli rzeczy itd. Więc z jednej strony... to ja bym wyszła z twarzą z tej sytuacji, a ona by dawała dalej się poniżać...
Ale nie w tym rzecz...
Jak dalej funkcjonować jak jedyne co mam przed oczami to ich razem... cały czas chce mi się wymiotować. Płakać tak o... niby chcę ale nie płaczę, a za chwilę jestem przerażona i się popłaczę.....