netkobietyWszystkie działy
Rozstanie, flirt, zdrada, rozwód

zdradzał mnie...

205 odpowiedzi34 607 wyświetleńzałożony przez Cameliao, 16.11.2014

Napisz odpowiedź
Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Strony 1 2 3 4 Następna

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 1 do 65 z 206 ]

1

Temat: zdradzał mnie...

Witam wszystkich...

Dziś w nocy dowiedziałam się ,że mój był partner ,z którym spędziłam 3,5 roku... od niecałego pół roku spotykał się z inną dziewczyną.
Kilka dni temu zdziwiło mnie, że tak chowa ten telefon cały czas przy mnie, blokuje mój numer telefonu, znika na całe dnie i nie daje znaku życia. Mimo kłótni, mimo niestety częstych rozstań na kilka dni... to on wyciągał rękę, błagał itd. Tknęło mnie, wzięłam jego telefon. Miał smsy z jakąś dziewczyną.. pisał jej że ją kocha itd... odeszłam. oczywiście on chciał wrócić, powiedział że powie prawdę. nie chciałam wrócić, ale dałam mu możliwość powiedzenia prawdy. Kłamał dalej... mówił, że to przyjaciółka, że nie wie czemu tak pisał. Powiedział ,że już nie mają kontaktu, że ona jest zła, więc nie da mi jej numeru telefonu, ani też nie zadzwoni przy mnie do niej. Podstępem wykradłam ten numer.

I się zaczęło.... dziewczyna najpierw mi nie wierzyła, koniec końców obie w komitywie zrobiłyśmy mu nalot. On się popłakał, ze stresu cały się trząsł itd... szantażował nas że wyskoczy przez balkon, oczywiście żadna nie zareagowała, więc darował sobie.
Ale wydało się, prowadził drugie życie i żadna nie wiedziała o sobie... dziewczyna mi dziękowała że doszłam do tego i dałam jej znać...

Nie chcę tego związku... jestem wrakiem człowieka.. totalnie rozsypałam się.
Jak sobie radziliście w tak beznadziejnych chwilach ?
Z mojej strony to koniec, bez dwóch zdań. Ona też powiedziała ,że koniec.. pisałyśmy, nawet chciała się spotkać. Odmówiłam, bo mimo że obie mozemy sie wspierać, to jakoś tak.. no jest ten niesmak, że z nią spał, a potem ze mną itd...
Ona niie odzywa się cały wieczór i jakoś mam przeczucie, że ona chyba do niego wróciła... nie wiem jak to określić, ale jestem zła... bo myślałam ,że jakoś go to nim wstrząśnie... a nie że po chwili wyjdzie mu to na dobre...
Owszem ,on ma zaburzenia osobowości, więc związek z nim był cały dziwny... ale z nią związek to juz w ogóle wyglądał tragicznie. Tłukli się, szarpali, niszczyli rzeczy itd. Więc z jednej strony... to ja bym wyszła z twarzą z tej sytuacji, a ona by dawała dalej się poniżać...
Ale nie w tym rzecz...

Jak dalej funkcjonować jak jedyne co mam przed oczami to ich razem... cały czas chce mi się wymiotować. Płakać tak o... niby chcę ale nie płaczę, a za chwilę jestem przerażona i się popłaczę.....

2

Odp: zdradzał mnie...

Kochana, te paskudne emocje miną smile
Po prostu miej to z tyłu głowy- to nie potrwa wiecznie.
Nie tłum płaczu, złości, nienawiści- niech to wszystko przez Ciebie przepłynie aż się wypali.

U mnie sytuacja była podobna, też weszłyśmy w komitywę z kochanką i dowiedziałam się, że próbował się z nią nawet po wszystkim spotkać - z nią nie ze mną smile, ale do spotkania nie doszło, za to myśmy się spotkały. Nie przyjaźnimy się, ale lubimy, wspieramy. Koniec końców obie go kopnęłyśmy w dupę i żadna nie tęskni.

Ta szarpanina emocjonalna, którą teraz odczuwasz wynika głównie z tego, że na głębszym poziomie obwiniasz siebie i czujesz się poniżona. A to wszystko iluzja i nieprawda. Facet zachował się jak ostatnia szuja.
Uświadom sobie, że zrobiłby to niezależnie od tego jak dobra i kochająca byś dla niego nie była. Zrobił to, bo chciał. Czegoś tam szukał. To nie było skierowane przeciwko Tobie nawet, po prostu mentalność pawiana plus brak wyobraźni, empatii.

Zaufaj mi, że za kilka m-cy podziękujesz, że tak się stało, wzmocni Cię to w sposób w jaki nigdy by to nie było możliwe gdyby Tobą nie tąpnęło.

Przytulam smile

3

Odp: zdradzał mnie...
Elle88 napisał/a:

Kochana, te paskudne emocje miną smile
Po prostu miej to z tyłu głowy- to nie potrwa wiecznie.
Nie tłum płaczu, złości, nienawiści- niech to wszystko przez Ciebie przepłynie aż się wypali.

U mnie sytuacja była podobna, też weszłyśmy w komitywę z kochanką i dowiedziałam się, że próbował się z nią nawet po wszystkim spotkać - z nią nie ze mną smile, ale do spotkania nie doszło, za to myśmy się spotkały. Nie przyjaźnimy się, ale lubimy, wspieramy. Koniec końców obie go kopnęłyśmy w dupę i żadna nie tęskni.

Ta szarpanina emocjonalna, którą teraz odczuwasz wynika głównie z tego, że na głębszym poziomie obwiniasz siebie i czujesz się poniżona. A to wszystko iluzja i nieprawda. Facet zachował się jak ostatnia szuja.
Uświadom sobie, że zrobiłby to niezależnie od tego jak dobra i kochająca byś dla niego nie była. Zrobił to, bo chciał. Czegoś tam szukał. To nie było skierowane przeciwko Tobie nawet, po prostu mentalność pawiana plus brak wyobraźni, empatii.

Zaufaj mi, że za kilka m-cy podziękujesz, że tak się stało, wzmocni Cię to w sposób w jaki nigdy by to nie było możliwe gdyby Tobą nie tąpnęło.

Przytulam smile

Jak zwykle, Elle, bardzo mądra wypowiedź. smile

A Ty, Cameliao, pielęgnuj w sobie widok tego żałosnego tchórza.
Jestem przekonany, że niedługo samą siebie zapytasz:
"Co ja widziałam w tym popaprańcu?":)

Pozdrawiam.

4

Odp: zdradzał mnie...
Cameliao napisał/a:

Witam wszystkich...

Dziś w nocy dowiedziałam się ,że mój był partner ,z którym spędziłam 3,5 roku... od niecałego pół roku spotykał się z inną dziewczyną.
Kilka dni temu zdziwiło mnie, że tak chowa ten telefon cały czas przy mnie, blokuje mój numer telefonu, znika na całe dnie i nie daje znaku życia. Mimo kłótni, mimo niestety częstych rozstań na kilka dni... to on wyciągał rękę, błagał itd. Tknęło mnie, wzięłam jego telefon. Miał smsy z jakąś dziewczyną.. pisał jej że ją kocha itd... odeszłam. oczywiście on chciał wrócić, powiedział że powie prawdę. nie chciałam wrócić, ale dałam mu możliwość powiedzenia prawdy. Kłamał dalej... mówił, że to przyjaciółka, że nie wie czemu tak pisał. Powiedział ,że już nie mają kontaktu, że ona jest zła, więc nie da mi jej numeru telefonu, ani też nie zadzwoni przy mnie do niej. Podstępem wykradłam ten numer.

I się zaczęło.... dziewczyna najpierw mi nie wierzyła, koniec końców obie w komitywie zrobiłyśmy mu nalot. On się popłakał, ze stresu cały się trząsł itd... szantażował nas że wyskoczy przez balkon, oczywiście żadna nie zareagowała, więc darował sobie.
Ale wydało się, prowadził drugie życie i żadna nie wiedziała o sobie... dziewczyna mi dziękowała że doszłam do tego i dałam jej znać...

Nie chcę tego związku... jestem wrakiem człowieka.. totalnie rozsypałam się.
Jak sobie radziliście w tak beznadziejnych chwilach ?
Z mojej strony to koniec, bez dwóch zdań. Ona też powiedziała ,że koniec.. pisałyśmy, nawet chciała się spotkać. Odmówiłam, bo mimo że obie mozemy sie wspierać, to jakoś tak.. no jest ten niesmak, że z nią spał, a potem ze mną itd...
Ona niie odzywa się cały wieczór i jakoś mam przeczucie, że ona chyba do niego wróciła... nie wiem jak to określić, ale jestem zła... bo myślałam ,że jakoś go to nim wstrząśnie... a nie że po chwili wyjdzie mu to na dobre...
Owszem ,on ma zaburzenia osobowości, więc związek z nim był cały dziwny... ale z nią związek to juz w ogóle wyglądał tragicznie. Tłukli się, szarpali, niszczyli rzeczy itd. Więc z jednej strony... to ja bym wyszła z twarzą z tej sytuacji, a ona by dawała dalej się poniżać...
Ale nie w tym rzecz...

Jak dalej funkcjonować jak jedyne co mam przed oczami to ich razem... cały czas chce mi się wymiotować. Płakać tak o... niby chcę ale nie płaczę, a za chwilę jestem przerażona i się popłaczę.....

czego ryczysz??...wygląda na to ze dwoje psychopatów odnlazlo siebie,niech się pławią we własnym sosie,a ty się ciesz ,ze się czuba pozbylas

,,tłukli się ,szarpali,niszczyli rzeczy,,----za takim czyms placzesz?? pomysl co by było gdyby tak robil po slubie,gdyby na to patrzyly twoje dzieci............
co cie obchodzi ze ona będzie dawala się ponizac,trafil swój na swego,pauja do siebie...........a ty otrząśnij piora i do przodu ,zrob mejkapa i idz do ludzi ,a nie sama,zapuchnieta i ryczy.........

5

Odp: zdradzał mnie...

Wszyscy macie rację, bardzo Wam dziękuję za odpowiedzi i miłe słowa !

Elle88 napisał/a:

U mnie sytuacja była podobna, też weszłyśmy w komitywę z kochanką i dowiedziałam się, że próbował się z nią nawet po wszystkim spotkać - z nią nie ze mną smile, ale do spotkania nie doszło, za to myśmy się spotkały. Nie przyjaźnimy się, ale lubimy, wspieramy. Koniec końców obie go kopnęłyśmy w dupę i żadna nie tęskni.

Taka sama sytuacja chyba będzie u mnie. Ona ma jego rzeczy, bo jest jej winien pieniądze, więc koniec końców będą musieli ze sobą rozmawiać i spotkać się na pewno nie raz, bo to za duża dla niego kwota żeby na raz oddał, plus podobno ma jej naprawić te zepsute rzeczy. On to na pewno wykorzysta i będzie próbował nadal nią manipulować. Ja nie mam z nim już nic wspólnego... Ale czy ona da się zmanipulować, to chyba ona sama nie wie.. Będą z nią mniej rozmawiała, bo nie chcę żeby wykorzystała coś przeciwko mnie, albo na swoją korzyść... poza tym, rozmawiając z nią, widzę jego z nią.

Natomiast tak jak napisałeś - LUSILJU - to już nie powinno mnie obchodzić. jeśli wróci do niego, to pokaże że nie dość że może ją poniżać, to jeszcze zdradzać ,a zdradzał ją od pierwszego dnia związku. Nie wiem czemu ona i jeszcze jedna jego eks (kiedyś się spotkałyśmy i rozmawiałyśmy) się godziły na takie jego zachowania. Owszem, przy mnie też potrafił być... dziwny. Ale nie zachowywał się tak jak do nich. W sumie, to ze mną to był jego najdłuższy związek, ale widać jak potrafił to docenić.

On tak krzyczał we własnej obronie, że niby ta dziewczyna go ujęła, bo ma pracę, bo sama już mieszka ,a tego mu we mnie brakowało... co to za facet który zdradza z takich powodów zamiast pomóc ?
Poza tym, ja wiele razy jak się pokłócilśmy to próbowałam odejść.. ale on po kilku dniach (zazwyczaj do 3) ciszy, wracał, prosił żebym wróciła, bo kocha i inne śpiewy były. Dlaczego nie wykorzystał tego i do niej nie polazł ,a mnie zostawił w spokoju ?? Ja mu nie dawałam pieniędzy, nic nie kupowałam mu (od pewnego czasu, jak nie szanował podarunków ode mnie).

Excop - wiesz o czym pomyślałam jak czytałam Twoją odpowiedź ?
Że to troszkę jest jak z raną. Muszę ją "odkazić" a to wiadomo, przynosi chwilę większy ból niż sama rana, ale dzięki temu szybciej się goi i mniejsze ryzyko powikłań (porównując do tej sytuacji, jak wpoję sobie jak beznadziejny był to mniejsze ryzyko że NIE DAJ BOŻE zacznę z nim rozmawiać ). Zbiera mi się na wymioty, ciągle mam przed oczami to że sypiał z nią.. wspominam nasz cały związek, te chwile w których myślałam sobie, że nie takiego mężczyzny chcę u swego boku... boli, płakać się chce, chce się krzyczeć ze złości - sport pomaga smile

Lubię w takich gorszych chwilach po pierwsze się wypisać, wygadać, ogólnie wyrzucić z siebie.. ale też poczytać co psychologowie radzą, co piszą na ten temat osoby które podobną sytuację przeszły... czego się doczytałam ? Takie emocje trzeba po prostu przeżyć... muszę dać sobie czas na wyrzucenie tego z siebie, a z dnia na dzień będzie lepiej... oczywiście będę sobie pomagać jakoś, umilać czas żeby ból do minimum zminimalizować... ale to muszę przeżyć..

Elle88 - Ty też czułaś taki ból fizyczny ? Ja czuję jakiś taki nacisk na żebra, ogólnie cała klatka piersiowa mnie boli. O nudnościach nie wspomnę i totalnym braku apetytu, wmuszam w siebie po trochu jedzenie, bo jeść trzeba, wiadomo...

6 Ostatnio edytowany przez Elle88 (2014-11-16 13:39:03)

Odp: zdradzał mnie...

Tak, ale u mnie to była reakcja na kłamstwo, wyrachowanie i perfidna grę, nie kochałam tego faceta i o tym jestem w 100% przekonana.
Nie można kochać kogoś, kto nas rani i kopie pod nami dołki - to iluzja.

Nigdy nie żałowałam, że to się skończyło, miałam dość wykrętnych odpowiedzi, trudności ze skontaktowaniem się gdy potrzebowałam, odwracania kota ogonem, obwiniania mnie o wszystko i unikania wszelkich konfrontacji, które mogłyby wiele wyjaśnić.

Owszem, na początku odczuwa się ból podobny do tego, który opisałaś, ale nie świadczy on bynajmniej o miłości smile
I to trzeba sobie uświadomić.
Wiele osób, które naczytały się "fachowej" literatury utożsamia cierpienie i ból z miłością właśnie, to są tzw. psychiczni masochiści.

Straciłaś złudzenia i plany, które układałaś w swojej głowie dla was, tyle że on nigdy nie był tym człowiekiem z którym te plany miałaś. Jest nim TERAZ, bo pokazał prawdę o tym jaki jest dopiero po wszystkim- to jest ON bez maski.
Nie ma za kim tęsknić.

7

Odp: zdradzał mnie...
Elle88 napisał/a:

Nigdy nie żałowałam, że to się skończyło, miałam dość wykrętnych odpowiedzi, trudności ze skontaktowaniem się gdy potrzebowałam, odwracania kota ogonem, obwiniania mnie o wszystko i unikania wszelkich konfrontacji, które mogłyby wiele wyjaśnić.

To samo u mnie było ! Identycznie... nie odbierał telefonów cały dzień, blokował wręcz mój numer żeby tamta nie widziała, że dzwonię. Potem były głupie tłumaczenia... że tam musiał pojechać, to załatwić, że zaspał rano, że ma zły humor.

Oczywiście że to nie jest miłość ! Targają mną emocje ze stresu i złości, że mi takie coś się przytrafiło... widzę jakie to jest bydle. Mam taką życiową nauczkę, że oh...



Dziś pierwszy raz się szczerze uśmiechnęłam. smile
Mamy kilku wspólnych znajomych, ci męscy jak się dowiedzieli że tak mnie potraktował to się wkurzyli nieprzeciętnie... a z jednym nie rozmawiał jakiś czas bo się pokłócili, zarzekał się że nie będzie z nim gadał itd. A pech chciał że właśnie z nim rozmawiałam i no... wspiera mnie chłopak. Odezwał się tak łajdak do niej, więc ten go zjechał, co tak nagle kolegów szuka.. zapytał czy słyszał o tym co się stało, ten oczywiście że słyszał, ale mu parsknął że nie i ma to w nosie głęboko.
Biedaaaaaczek szuuuuka przyjaciół żeby się wygadać : ))))))))))))))))) ojeeeej.....

Ja byłam naiwna, mówili, prosili, obiecywali, że będzie lepiej jak odejdę.. ja wiedziałam swoje, niestety nie słuchałam ostrzeżeń z boku... ale nikomu świadomie krzywdy nie wyrządziłam, więc mam wsparcie..

8

Odp: zdradzał mnie...

To dobrze, że masz wsparcie - na tym się skupiaj smile
U mnie nastąpiła weryfikacja kręgu znajomych i okazało się, że jego znajomi wspierają ostatecznie jego.
choć wspierają to zbyt duże słowo, im jest po prostu wszystko jedno jakim jest człowiekiem i co robi, byle mieli z kim się napić od czasu do czasu. Taka "przyjaźń". wink I niech tak zostanie.

Wiesz, z czasem zrozumiesz, że nie przytrafiło Ci się to przypadkowo.
Ale nie w kontekście winy, tylko trzeba mieć pewne konkretne cechy osobowości i problemy z asertywnością (mówiąc skrótowo) by takiego człowieka wpuścić do swojego życia i pozwolić mu się "rozgościć".

9

Odp: zdradzał mnie...

okropne, ale byłam w podobnej sytuacji. pół roku... nie masz czego żałować. długo będziesz musiała dochodzić do siebie po tym wszystkim, ale potem spojrzysz wstecz z jeszcze większą pogardą. to wszystko minie.

10

Odp: zdradzał mnie...

Tu jeden wątek i niby KONIEC, a na dziale Miłość - kolejny i tam piszesz, że się z nim spotkałaś wczoraj (?)
Chyba jaja sobie robisz i tracisz nasz czas dziewczyno..

11 Ostatnio edytowany przez Cameliao (2014-11-16 16:53:33)

Odp: zdradzał mnie...

Opowiem jak to było dokładnie smile
W środę jak byłam u niego, bo się normalnie spotykaliśmy to odkryłam ,że ma jakieś smsy od dziewczyny w których pisze że ją kocha.. wybiegłam z płaczem i się nie odzywałam do niego. On zaczął wydzwaniać, że to koleżanka, że ona mu pomagała finansowo, że spędzali czas raem jako znajomi, że żałuje że tak jej napisał, że że niby do niczego między nimi nie doszło. Nie uwierzyłam, chciał się spotkać w czwartek, też nie dałam się.. dalej pogrążał się w swoich kłamstwach.
W piątek dałam mu szansę na żywo, żeby powiedział PRAWDĘ (plus chciałam wykraść numer do tej dziewczyny). Oczywiście dalej kłamał, wzięłam numer i wyszłam... zadzwoniłam do tej dziewczyny, ona przyjechała, nalot zrobiłyśmy i tak to się zakończyło.

Dopiero od środy się dowiedziałam ,że prawdopodobnie mnie zdradza, w piątek w nocy to się potwierdziło, jest to na tyle świeża sprawa, nie chciałam już tam dokładać, więc napisałam w tym dziale, bo tu są też zdrady, a teraz to już nie rozmowa o tym, że się z nim kłócę, że schodzimy się, rozchodzimy... tylko prawdziwy koniec i zdrada z jego strony.

Bardzo doceniam Waszą pomoc, właśnie teraz niczego innego nie potrzebuję jak rady osób które przeżyły podobną sytuację.
Z ręką na sercu, związek nie był idealny, ale nie sądziłam ,że mnie zdradza. Wszystko w ciągu kilku dni zmieniło postać rzeczy o 180 stopni....


A jeszcze apropo rozmówczyni z tamtego tematu, fakt... przeczytałam jej temat cały.. jakbym ja dalej brnęła w swój związek to cholera wie czy i mnie by tak nie zmanipulował... chociaż wątpię, bo zdrady nie potrafię wybaczyć, nawet nie chcę w sumie.

12

Odp: zdradzał mnie...

No to ok. Bo już myślałam, że kolejna Ismena się objawiła wink


Jesteś w szoku, to normalne. Trochę to musi potrwać.
Ważne jest jedno- tak jak pisałam - cały czas przypominać sobie (w momentach kiedy samotność zaciemnia ostrość postrzegania faktów wink), że to nie była Miłość, tylko wzajemne uzupełnianie sobą braków.
Po około roku -plus minus- dojdziesz do równowagi.
Ale musisz nad sobą pracować, samo się nie zrobi. Bajki o tym, że czas sam z siebie leczy rany można włożyć wiadomo gdzie wink

13

Odp: zdradzał mnie...

W życiu !
Mówię, był to chory związek, od jakiegoś czasu się wiecznie rozstawaliśmy, gadał że się z kimś spotyka, a za chwilę mówił, że robił to po złości. On taki był i faktycznie niektóre rzeczy mówił i robił po złości... nie sądziłam że byłby zdolny do takiego czegoś. PÓŁ ROKU ? No jeszcze miesiąc, to by inaczej o nim świadczyło, no noga się podwinęła, ale zdał sobie sprawę że to beznadziejne, ale PÓŁ ROKU ? Oczywiście nawet 2 tygodni bym nie wybaczyła, ale w innym świetle troszkę by go stawiało.

Boli, wiadomo... ale jak sobie myślę czasami że tęsknię to specjalnie patrzę na tą dziewczynę i już wiem że nie powinnam.

Mam nadzieję że mi to zajmie krócej niż rok, wiadomo, nie ma na to reguły... ale muszę sobie dać czas.. sad przeczekać te złe emocje które są naturalne i iść za ciosem po te dobre.

Dziś na przykład jak poszłam do sklepu to od 4 osób spotkałam się z miłym gestem czy słowem smile są na tym świecie ludzie którzy mówiąc zwykłe dziękuję z wdzięcznością że zakupy przesunęłam żeby zrobić miejsce na taśmie  sprawiają że odzyskuję wiarę w dobro smile

14

Odp: zdradzał mnie...
Elle88 napisał/a:

Tak, ale u mnie to była reakcja na kłamstwo, wyrachowanie i perfidna grę, nie kochałam tego faceta i o tym jestem w 100% przekonana.
Nie można kochać kogoś, kto nas rani i kopie pod nami dołki - to iluzja.

Nigdy nie żałowałam, że to się skończyło, miałam dość wykrętnych odpowiedzi, trudności ze skontaktowaniem się gdy potrzebowałam, odwracania kota ogonem, obwiniania mnie o wszystko i unikania wszelkich konfrontacji, które mogłyby wiele wyjaśnić.

Owszem, na początku odczuwa się ból podobny do tego, który opisałaś, ale nie świadczy on bynajmniej o miłości smile
I to trzeba sobie uświadomić.
Wiele osób, które naczytały się "fachowej" literatury utożsamia cierpienie i ból z miłością właśnie, to są tzw. psychiczni masochiści.

Straciłaś złudzenia i plany, które układałaś w swojej głowie dla was, tyle że on nigdy nie był tym człowiekiem z którym te plany miałaś. Jest nim TERAZ, bo pokazał prawdę o tym jaki jest dopiero po wszystkim- to jest ON bez maski.
Nie ma za kim tęsknić.

Elle, "poznaję" Cię od innej strony. smile Podoba mi się ten post. Silnej, doświadczonej przez życiowe sytuacje kobiety.

15 Ostatnio edytowany przez Cameliao (2014-11-17 13:08:43)

Odp: zdradzał mnie...
Liwia napisał/a:

Elle, "poznaję" Cię od innej strony. smile Podoba mi się ten post. Silnej, doświadczonej przez życiowe sytuacje kobiety.

Mam ogromną nadzieję, że i u mnie nastąpi taka metamorfoza. Ze zranionej dziewczyny, która nie wie czym się zająć, co ze sobą zrobić do silnej kobiety ,która już nie da się tak oszukać i tak traktować.

Dziś trzeci dzień. W którymś artykule wyczytałam, że takie objawy skrajne utrzymują się około 48 h. Mój organizm chyba tego nie wie. Mam takie huśtawki nastroju. Raz jest dobrze, ale tak naprawdę dobrze. Wczoraj wieczorem to wręcz zasypiałam spokojna z uśmiechem na twarzy. Natomiast poranek ? Znów nerwy, znów żołądek zaciśnięty i wręcz zbiera mi się na wymioty. Nawet nie mam czym, bo ostatni taki pełny posiłek to był w piątek wieczorem. Przed wyjawieniem całej prawdy.... od tego czasu jem tylko tyle ile mi się uda wcisnąć, żebym nie zemdlała... to samo ma ta druga dziewczyna.
Wczoraj cały dzień się wspierałyśmy.. wyśmiewałyśmy jego dziwne i beznadziejne zarazem zachowania. Było mi lżej, bo mimo ,że wcześniej już wiedziałam, że nie jest idealnym kandydatem na mojego partnera, to nie umiałam odejść... On tak swoimi gierkami na uczuciach manipulował ludźmi. Ona właściwie miała to samo. Nawet tak obie doszłyśmy do tego, że dobrze ,że ona nie odeszła (traktował ją momentami jeszcze gorzej niż mnie i chciała odejść ,ale tak jak ja, nie umiała) ,bo jakby to zrobiła to ten w życiu by się do niczego nie przyznał, pousuwał by wszystko, znajomych ustawił ,a na mnie by przelał wszystko, więc bym się cieszyła, że ma więcej czasu dla mnie itd. Natomiast taka sama sytuacja by była jakbym ja odeszła, ona też by się nie dowiedziała prawdy.
Ten człowiek do ostatniej chwili kłamał.

Ehh... niech już się ten paskudny okres skończy. Chcę znów się śmiać, miło spędzać czas, delektować się jedzeniem. Rodzina wczoraj obiad jadła ,a ja siedziałam z boku i patrzyłam. No nie mogę, po prostu nie mogę.

A co dziś rano pomyślałam jak wstałam ?
Przytuliłabym się i poczuła miłość, ale tego co zrobił nigdy nie wybaczę.
Psychologiem ani lekarzem (niestety) nie jestem, ale wydaje mi się, że organizm przyzwyczaił się do takich skoków nastrojów jak byłam z nim. ( o dziwo to samo miała ta dziewczyna ) że raz wielka miłość, a za chwilę kłótnia. I ciągłe życie w obawie, jaki on będzie miał nastrój, czy nie wystawi spotkania itd.
Więc teraz organizm domaga się hormonu wywoływanego przez przytulanie - oksytocynę i endorfiny. I to jest podświadome, po prostu, czysta chemia... jest niedobór tych hormonów. Ale na szczęście ta "rozumna część mózgu" wie jak bardzo jestem zraniona i wie ,że nie może pozwolić mi na to żebym do niego wróciła. Takie moje wewnętrzne rozdarcie wink
Zajęłam się psychologicznymi sposobami na radzenie sobie z traumą. Może aż tak traumatyczne to dla mnie nie było, bywało w życiu znacznie gorzej, ale wiadomo... przyjemne też nie.

Podniosę się, znajdę nowego fajnego mężczyznę (wczoraj to aż uśmiech sam na twarzy się pojawiał jak sobie to wmówiłam że tak będzie) ,ale jeszcze muszę mieć troszkę czasu.... jeszcze troszkę.

On jeszcze ma czelność się do mnie odzywać i proponować spotkanie żeby "wyjaśnić wszystko"...... chyba sobie kpiny urządza.

16

Odp: zdradzał mnie...

Wiadomo, każdy człowiek jest inny, każdy związek jest inny.... ale czy jestem aż tak głupia ,że dopuszczam wybaczenie ?
Zaczął się do mnie odzywać, że on poczeka na mnie, że rozumie swój błąd, że wie ,że chce tylko mnie na zawsze.
Nie o słowa mi chodzi, bo w słowa nie wierzę....
Ale jak cały ten związek biorę pod uwagę, to jak teraz się stara.
Ja sama nie wiem czego chcę, bo z jednej strony, owszem, kocham go, nadal.... ale z drugiej strony, nie potrafię sobie wyobrazić sytuacji, żeby osoba kochała kogoś i romansowała przy tym zaniedbując partnera ! Dlaczego miałabym wybaczyć ? Jaką mam mieć pewność że więcej czegoś takiego nie zrobi ? Albo zrobi, bo będzie miał to we krwi, albo faktycznie zadziała to jak zimny prysznic na tej łeb i nie postąpi tak. Nawet wchodząc w relację z nową osobą pewności nie mamy..

Nie wiem już co mam zrobić, naprawdę.....

17 Ostatnio edytowany przez Elle88 (2014-11-24 00:25:41)

Odp: zdradzał mnie...

Te same teksty słyszałam.

Facet został sam, a że samotność w jakiejkolwiek formie go przeraża to wraca "skruszony".
Za chwilę znów zacznie się niecierpliwić, jeśli będzie musiał na Ciebie więcej niż trochę poczekać.

Pytanie, co będzie jeśli faktycznie się zejdziecie.. Jesteś w stanie podejrzewać go chociaż o gram empatii, że nie będzie chciał sprawy zamieść pod dywan i spokojnie i powoli będzie starał się odbudować Twoje zaufanie?
Ile mu dajesz czasu, aż znów mu się znudzi.. 2-3 tygodnie? wink

Tylko tym razem pamiętaj -jeśli historia się powtórzy to już nie będzie jego wina, a Twój wybór. Znasz go, wiesz jaki jest.

18

Odp: zdradzał mnie...

Na samym początku musiałby znieść odbudowanie bliskości.... bo o ile po kłótniach mniejszych lub większych to szybko powracała bliskość, tak teraz na początku mnie to po prostu będzie brzydzić, bo będę miała przed oczami co robił... a kiedy i czy w ogóle się uda odbudować to niewiadomo.
To samo z jego zdradą, kto wie, znów może zdradzić za tydzień, rok, 5 lat, a równie dobrze może się to nie wydarzyć już nigdy....
To jest takie cholerne gdybanie.
W totalnej kropce jestem....

Może to wszystko to jednak sentyment, czuję że ten związek to taka pognieciona, poniszczona, pobrudzona kartka...

Elle, a czy Ty też miałaś takie chwile zwątpienia ?

19

Odp: zdradzał mnie...

Oczywiście, że miałam. Ale na tyle wtedy siebie nie lubiłam, że postawiłam czyjeś potrzeby nad swoimi wątpliwościami.
Dziś już bym tego nie zrobiła.

Oszukiwałam samą siebie, że ten człowiek w ciągu kilku tyg. się zmienił (tak jak Ty teraz). Oczywiście nie zmienił się w ogóle, ale ja też bym się nie zmieniła gdybym nie zderzyła się z faktami.
Dlatego zrobisz tylko tyle, na ile jesteś teraz gotowa - całkiem możliwe, że nie wytrzymasz własnego napięcia emocjonalnego i mu ulegniesz, wiele na to wskazuje.

Ja jestem głosem rozsądku, ale wiem, że go na tym etapie nie posłuchasz.

20

Odp: zdradzał mnie...
Cameliao napisał/a:

Witam wszystkich...

Dziś w nocy dowiedziałam się ,że mój był partner ,z którym spędziłam 3,5 roku... od niecałego pół roku spotykał się z inną dziewczyną.
Kilka dni temu zdziwiło mnie, że tak chowa ten telefon cały czas przy mnie, blokuje mój numer telefonu, znika na całe dnie i nie daje znaku życia. Mimo kłótni, mimo niestety częstych rozstań na kilka dni... to on wyciągał rękę, błagał itd. Tknęło mnie, wzięłam jego telefon. Miał smsy z jakąś dziewczyną.. pisał jej że ją kocha itd... odeszłam. oczywiście on chciał wrócić, powiedział że powie prawdę. nie chciałam wrócić, ale dałam mu możliwość powiedzenia prawdy. Kłamał dalej... mówił, że to przyjaciółka, że nie wie czemu tak pisał. Powiedział ,że już nie mają kontaktu, że ona jest zła, więc nie da mi jej numeru telefonu, ani też nie zadzwoni przy mnie do niej. Podstępem wykradłam ten numer.

I się zaczęło.... dziewczyna najpierw mi nie wierzyła, koniec końców obie w komitywie zrobiłyśmy mu nalot. On się popłakał, ze stresu cały się trząsł itd... szantażował nas że wyskoczy przez balkon, oczywiście żadna nie zareagowała, więc darował sobie.
Ale wydało się, prowadził drugie życie i żadna nie wiedziała o sobie... dziewczyna mi dziękowała że doszłam do tego i dałam jej znać...

Nie chcę tego związku... jestem wrakiem człowieka.. totalnie rozsypałam się.
Jak sobie radziliście w tak beznadziejnych chwilach ?
Z mojej strony to koniec, bez dwóch zdań. Ona też powiedziała ,że koniec.. pisałyśmy, nawet chciała się spotkać. Odmówiłam, bo mimo że obie mozemy sie wspierać, to jakoś tak.. no jest ten niesmak, że z nią spał, a potem ze mną itd...
Ona niie odzywa się cały wieczór i jakoś mam przeczucie, że ona chyba do niego wróciła... nie wiem jak to określić, ale jestem zła... bo myślałam ,że jakoś go to nim wstrząśnie... a nie że po chwili wyjdzie mu to na dobre...
Owszem ,on ma zaburzenia osobowości, więc związek z nim był cały dziwny... ale z nią związek to juz w ogóle wyglądał tragicznie. Tłukli się, szarpali, niszczyli rzeczy itd. Więc z jednej strony... to ja bym wyszła z twarzą z tej sytuacji, a ona by dawała dalej się poniżać...
Ale nie w tym rzecz...

Jak dalej funkcjonować jak jedyne co mam przed oczami to ich razem... cały czas chce mi się wymiotować. Płakać tak o... niby chcę ale nie płaczę, a za chwilę jestem przerażona i się popłaczę.....

Wielki plus dla Ciebie od wszystkich kobitek:-)

21

Odp: zdradzał mnie...

Uspokoiłaś mnie w takim razie, bo aż zaczynałam podejrzewać, że może jestem aż tak głupia, albo aż taką masochistką.
Dużo czytałam, niestety, to prawda z tym "sercem i rozumem" natomiast bardziej obrazowo, jest to nasz strona emocjonalna i ta racjonalna. To co czujemy kontra to co wiemy, niestety, nie zawsze to idzie w parze.
Co powinnam czuć dowiadując się o zdradzie ? Obrzydzenie, wstręt, żal, smutek. I owszem, tak było, na początku... teraz doszła też tęsknota, nie mogę też powiedzieć, że go nie kocham (mimo że w pierwszych dniach tak twierdziłam, że miłość zamienia się w nienawiść), bo kocham, był bardzo bliską mi osobą, niestety za bliską...
Wiesz, mam nadzieję ,że jednak wyjdę z tego jakoś obronną ręką.... że nieważne jaką decyzję podejmę, nie skończy się ona dla mnie źle... pochopnie niczego nie zrobię, to jest pewne..

A jeszcze jedno mam pytanie, czy po tym rozstaniu znalazłaś kogoś ? A jeśli tak ,to po jakim czasie smile ?


Zielona75 napisał/a:

Wielki plus dla Ciebie od wszystkich kobitek:-)

Bardzo mi miło, dziękuję smile a czym sobie zasłużyłam na takiego plusika smile ?

22

Odp: zdradzał mnie...

Nie, nie znalazłam póki co. Nie szukam na siłę.
Jego poznałam właśnie szukając usilnie, byłam mocno zdesperowana, a ta relacja nie miała mocnych fundamentów od początku.

To długa i zawiła historia, nie chcę opisywać szczegółów, ale to podobny typ osobowościowy był.
Ale musisz jeszcze trochę z nim przejść żeby zrozumieć, że tęsknota za iluzjami n/t danego faceta nie zapewni szczęśliwego zakończenia.

23

Odp: zdradzał mnie...

Też się wplątałam w związek z nim, bo szukałam na siłę, a może nawet nie to ,że szukałam, co z ówczesnym partnerem były gorsze chwile, zaniedbywał mnie. Ten od samego początku dawał z siebie 150 % więc dał mi to czego mi brakowało... ajjj.... teraz widzę jakie to zgubne myślenie było..
To prawda, każdy zbiera swoje doświadczenie, szkoda, że za rzadko słuchamy osób bardziej doświadczonych. Kiedyś to sobie nawet usprawiedliwiałam tym, że to jest jak z jazdą na rowerze, mimo rad innych, każdy musi się sam nauczyć jeździć... nieprawda oczywiście..

Wiele ostatnio przemyśleń mam, powinnam je sobie zapisywać, żeby w chwilach zwątpienia, takich jak dziś móc poczytać to co ja SAMA napisałam...

24

Odp: zdradzał mnie...

Dokładnie. Człowiek w takich chwilach jest w d..., bo nie ufa sobie. A wystarczy zwrócić się do intuicji smile
Prosta sprawa, ale przez lata jesteśmy programowani żeby słuchać wszystkiego tylko nie siebie.

Ja z perspektywy powiem Ci jedno: Jeśli komuś zależy (co dopiero jeśli kocha) to nie jest w stanie zrobić Ci świadomie krzywdy.
Wizualizacja Twoich łez i bólu go powstrzyma. A jeśli nie stać go na taką wizualizację to uwierz mi - nie zależy mu ..aż tak wink

25 Ostatnio edytowany przez cichyfacet (2014-11-24 02:16:52)

Odp: zdradzał mnie...

"Jeśli komuś zależy (co dopiero jeśli kocha) to nie jest w stanie zrobić Ci świadomie krzywdy.
Wizualizacja Twoich łez i bólu go powstrzyma." Ale pięknie napisane. Powinno się z automatu znajdować jako pierwszy post pod większością problemów poruszanych na tym forum.

26

Odp: zdradzał mnie...

To prawda...
Wczytałam się troszkę w ten temat , miłość, taka prawdziwa to głównie spojrzenie na drugą osobę, że jest tą jedyną, dążenie do szczęścia swojego jak i partnera...

Faktycznie, byłam tą jedyną i dążył do mojego szczęścia....
Aż mi wstyd za samą siebie, że przez chwilę mogłam pomyśleć żeby wybaczyć.

Wierzę w to, że ludzie ciężką pracą potrafią się zmienić, że faktycznie jak ktoś popełni błąd to może to być zimny kubeł wody i wiecej tak nie postąpi, ale ja nie chcę się bawić w psychologa dla niego, nie chcę co chwilę kontrolować, poza tym.... nie da się wymazać pewnych rzeczy z głowy....

27

Odp: zdradzał mnie...

Dokładnie. Facet zagrał va banque ryzykując Ciebie idąc w ten romans.
Ale to da się przejść, uwierz mi. smile

Gdybym ja mogła liczyć na czyjąś mądrą radę wtedy- kogoś komu ufam rzecz jasna, dziś nie miałabym na koncie tej fatalnej pomyłki, a facet może doszedłby do jakiejś refleksji, a tak.. Uznał, że nic złego nie zrobił, że ja wybaczyłam, więc nie ma sprawy generalnie wink

A w międzyczasie cały czas robił mi przytyki albo stroił fochy, że ja "wydziwiam", kiedy nie mogłam się przemóc do seksu z nim.
Egocentryk pełną gębą i tak mu już zostanie. Ale to już nie mój problem na szczęście.

Mądrą decyzję podjęłaś.

28

Odp: zdradzał mnie...
Elle88 napisał/a:

Gdybym ja mogła liczyć na czyjąś mądrą radę wtedy- kogoś komu ufam rzecz jasna, dziś nie miałabym na koncie tej fatalnej pomyłki, a facet może doszedłby do jakiejś refleksji, a tak.. Uznał, że nic złego nie zrobił, że ja wybaczyłam, więc nie ma sprawy generalnie wink

A w międzyczasie cały czas robił mi przytyki albo stroił fochy, że ja "wydziwiam", kiedy nie mogłam się przemóc do seksu z nim.
Egocentryk pełną gębą i tak mu już zostanie. Ale to już nie mój problem na szczęście.

Każde doświadczenie nas czegoś uczy, znaczy no... uczy osoby które chcą wyciągnąć wnioski, bo pewnie nadal na świecie są osoby które nadal popełniają te same błędy i dziwią się co oni robią nie tak.

Z tym moim byłoby na pewno podobnie...
On by naciskał na seks, ja mam blokadę, więc nie umiałabym się otworzyć i byłyby fochy ,a w skrajnych przypadkach nawet pewnie pojawiłyby się oszczerstwa ,że pewnie go zdradzam w akcie zemsty... swoją drogą to tacy faceci nie potrafią zrozumieć nas kobiet w takiej sytuacji, bo przecież dla nich nie było problemem jedną noc spędzać z jedną, drugą z drugą.... jakie to jest obrzydliwe.

To Ty zadecydowałaś o definitywnym końcu po powrocie ?

Ja po prostu chcę być szczęśliwa, każdy chce.... teraz wyjątkowo chcę sad

29

Odp: zdradzał mnie...

Podobno nie wchodzi się dwa razy do tej samej rzeki, choć każdy interpretuje to na swój sposób. Ja weszłam po roku mimo, że każdy mi odradzał. Weszłam, bo kochałam, bo bardzo chciałam, bo chciałam wierzyć w jego zmianę. Nie wyszło. Teraz może nie żałuję, bo sama tego chciałam, ale straciłam niepotrzebnie sporo czasu na człowieka , który nie zmienił się w ogóle. To moje wyobrażenie spowodowało , że wróciłam.

Elle, by kobiety (w tym ja) myślały tak jak Ty smile

30

Odp: zdradzał mnie...
Liwia napisał/a:

Podobno nie wchodzi się dwa razy do tej samej rzeki, choć każdy interpretuje to na swój sposób. Ja weszłam po roku mimo, że każdy mi odradzał. Weszłam, bo kochałam, bo bardzo chciałam, bo chciałam wierzyć w jego zmianę. Nie wyszło. Teraz może nie żałuję, bo sama tego chciałam, ale straciłam niepotrzebnie sporo czasu na człowieka , który nie zmienił się w ogóle. To moje wyobrażenie spowodowało , że wróciłam.

Elle, by kobiety (w tym ja) myślały tak jak Ty smile

Liwia,jak teraz sobie radzisz?Jestes juz reraz pewna,ze juz absolutnie uwolnilas sie z tej uludy o mozliwosci jego zmiany?A jezeli juz sie uwolnilas ,to jak dlugo to u ciebie trwalo?pzdr.

31

Odp: zdradzał mnie...

Ismeno - na co dzień pracuję zawodowo, można powiedzieć, że już sama wychowuję dziecko, mam dom na głowie, auto, naprawy domowe  wink i obowiązki każdej, zwykłej kobiety i wydaje mi się, że radzę sobie na prawdę dobrze. Czasem bywam zmęczona nadmiarem obowiązków, miło by było by ktoś mnie odciążył, ale trudno-trzeba samemu to trzeba smile To takie przyziemne spostrzeżenia smile Co do byłego męża - od zeszłego roku jestem rozwódką. Opisywałam w innym wątku swoje "przejścia" i z tym radzę sobie gorzej. Jestem kkzb. B. mąż z większymi i mniejszymi przerwami skrzętnie przypomina o sobie. Bywa, że wkręcam się w jego obietnice, marzę pewnie o tym co by było, gdyby...jednak mam już świadomość, że on się nie zmieni a moje myślenie o jego zmianie to moje wyobrażenie, poparte jego umiejętną grą aktorską. Gdy z kimś mu nie wychodzi- zaczyna odzywać się do mnie, zaczyna żałować, wtedy znów kocha i znów chce mieć rodzinę smile Kiedy jednak jest w jego życiu jakaś kobieta b. mąż zapada się pod ziemię. Obecnie już od miesiąca jest cisza smile i mam nadzieję, że tak pozostanie, bo gdy zaczyna robić mi dziury w głowie- nie ukrywam- włącza się moje cierpienie i moja iluzja. Zdarza się to już rzadziej niż kiedyś. Już od jakiegoś czasu, mimo moich upadków - rozum przewyższa serce. Kochałam bardzo tego człowieka i wiele lat żyłam (może i czasem teraz też) w przekonaniu, że on mnie kocha, może i faktycznie tak jest. Jednak jemu odpowiada inne życie niż ja mam. On lubi kobiety, ich adoracje, lubi alkohol, kolegów, nocne życie, często bywał bez pracy, po za tym kłamstwa kłamstwami poganiane, a ja czegoś takiego nigdy nie zaakceptuję. Dlatego moje myślenie względem niego ulega zmianie. Bywa , że czuję się źle rozpamiętując to co było i te wszystkie krzywdy. Od jakiegoś czasu z kimś się widuję i dostrzegam w tym człowieku to czego nie widziałam we własnym związku. Uczę się jak powinna wyglądać zdrowa relacja kobieta=mężczyzna. Wiele lat żyłam przecież wg. "zasad" męża i myślałam, że tak wygląda związek. Na szczęście staram się pracować nad sobą. A w momentach , gdy zaczyna się magia wyobraźni, sprowadzam się na ziemię myśleniem - co spowodowało moje cierpienie. Trzeźwieję i sprowadzam się na właściwy tor myślenia. Nigdy więcej nie będę tak żyć , jak przez ostatnie lata z b. mężem.

32

Odp: zdradzał mnie...

To Ty zadecydowałaś o definitywnym końcu po powrocie ?

Ja po prostu chcę być szczęśliwa, każdy chce.... teraz wyjątkowo chcę sad

Uczciwie ujęłabym to tak: Ja miałam jaja by wypowiedzieć to na głos -tj. zakończyć tę farsę, on kładł uszy po sobie i udawał, ze nie widzi jak jest beznadziejnie między nami. Ale nie walczył po tym jak się rozstaliśmy, także uważam, że ta decyzja była mu bardzo na rękę i dobrze, po co się męczyć ? wink

33

Odp: zdradzał mnie...
Liwia napisał/a:

Ismeno - na co dzień pracuję zawodowo, można powiedzieć, że już sama wychowuję dziecko, mam dom na głowie, auto, naprawy domowe  wink i obowiązki każdej, zwykłej kobiety i wydaje mi się, że radzę sobie na prawdę dobrze. Czasem bywam zmęczona nadmiarem obowiązków, miło by było by ktoś mnie odciążył, ale trudno-trzeba samemu to trzeba smile To takie przyziemne spostrzeżenia smile Co do byłego męża - od zeszłego roku jestem rozwódką. Opisywałam w innym wątku swoje "przejścia" i z tym radzę sobie gorzej. Jestem kkzb. B. mąż z większymi i mniejszymi przerwami skrzętnie przypomina o sobie. Bywa, że wkręcam się w jego obietnice, marzę pewnie o tym co by było, gdyby...jednak mam już świadomość, że on się nie zmieni a moje myślenie o jego zmianie to moje wyobrażenie, poparte jego umiejętną grą aktorską. Gdy z kimś mu nie wychodzi- zaczyna odzywać się do mnie, zaczyna żałować, wtedy znów kocha i znów chce mieć rodzinę smile Kiedy jednak jest w jego życiu jakaś kobieta b. mąż zapada się pod ziemię. Obecnie już od miesiąca jest cisza smile i mam nadzieję, że tak pozostanie, bo gdy zaczyna robić mi dziury w głowie- nie ukrywam- włącza się moje cierpienie i moja iluzja. Zdarza się to już rzadziej niż kiedyś. Już od jakiegoś czasu, mimo moich upadków - rozum przewyższa serce. Kochałam bardzo tego człowieka i wiele lat żyłam (może i czasem teraz też) w przekonaniu, że on mnie kocha, może i faktycznie tak jest. Jednak jemu odpowiada inne życie niż ja mam. On lubi kobiety, ich adoracje, lubi alkohol, kolegów, nocne życie, często bywał bez pracy, po za tym kłamstwa kłamstwami poganiane, a ja czegoś takiego nigdy nie zaakceptuję. Dlatego moje myślenie względem niego ulega zmianie. Bywa , że czuję się źle rozpamiętując to co było i te wszystkie krzywdy. Od jakiegoś czasu z kimś się widuję i dostrzegam w tym człowieku to czego nie widziałam we własnym związku. Uczę się jak powinna wyglądać zdrowa relacja kobieta=mężczyzna. Wiele lat żyłam przecież wg. "zasad" męża i myślałam, że tak wygląda związek. Na szczęście staram się pracować nad sobą. A w momentach , gdy zaczyna się magia wyobraźni, sprowadzam się na ziemię myśleniem - co spowodowało moje cierpienie. Trzeźwieję i sprowadzam się na właściwy tor myślenia. Nigdy więcej nie będę tak żyć , jak przez ostatnie lata z b. mężem.

Liwio,u mnie jest tak,ze jak zapewne wiesz-to juz jest koniec(bedzie mial dziecko ).I jest we mnie cos takiego-kiedy wlacze tylko rozum ,mysle sobie"dobrze ,ze ma inna.oczepi sie ode mnie.Nie musze juz sluchac jego idiotycznych gadek(szczegolnie jak jest pijany gada duzo i glupio).Nie musze sie martwic,ze jakas kolejna lady da o sobie znac("biedaczysko"prowadzi harem,a to nie jest taka latwa sprawa).Nie uciekam po nocach itd.Tyle jezeli chodzi o rozum.Ale niestety pojawiaja sie tez emocje,a wtedy nie jest juz tak latwo...Zaczynaja mi siwe przypominac wspolne podroze,miejsca,w ktorych razem bylismy.I wkrada sie iluzja-myslenie zyczeniowe(niewatpliwie jestem od niego,a raczej od wyobrazenia o nim uzalezniona).I  zaczyna sie tesknota,placz...Nie jest latwo.Oczekuje konca tego mojego slepego zaulka,ale jakos nie widze.Ciagle sa te nawroty...Pzdr.

34 Ostatnio edytowany przez Elle88 (2014-11-24 18:43:47)

Odp: zdradzał mnie...

Jezu..ismena -idźże kobito, chociaż z tego wątku nie rób pamiętniczka n/t swojego eksia.
Tutaj ludzie się wspierają i próbują wyciągać się nawzajem za uszy z gówna, a ty  w kółko powtarzasz te same historie bez żadnych wniosków.
Masz swój wątek - tam spamuj do woli, zostaw ludziom troche przestrzeni na ich problemy i historie- twoją znamy na pamięć, nie musisz jej przy każdej okazji streszczać nie pytana (!)
Przestań wymuszać na wszystkich by żyli tym twoim dramatem, który nieustannie i z lubością podsycasz.
Kobieta bluszcz bez własnego życia..

35

Odp: zdradzał mnie...
Elle88 napisał/a:

Jezu..ismena -idźże kobito, chociaż z tego wątku nie rób pamiętniczka n/t swojego eksia.
Tutaj ludzie się wspierają i próbują wyciągać się nawzajem za uszy z gówna, a ty  w kółko powtarzasz te same historie bez żadnych wniosków.
Masz swój wątek - tam spamuj do woli, zostaw ludziom troche przestrzeni na ich problemy i historie- twoją znamy na pamięć, nie musisz jej przy każdej okazji streszczać nie pytana (!)
Przestań wymuszać na wszystkich by żyli tym twoim dramatem, który nieustannie i z lubością podsycasz.
Kobieta bluszcz bez własnego życia..

Tak ,szczegolnie Ty wspierasz,"empatyczna" istoto.Poki co ,to nie Ty decydujesz kto ,gdzie i co ma pisac.Masz jakies aspiracje na cenzora czy co???

36

Odp: zdradzał mnie...

Ty się w swoim wątku panoszyłaś i chciałaś decydować kto ma tam prawo wypowiedzi a kto nie- więc tu spotkało cię to samo smile

A co do empatii to zapewniam cię, że posiadam ją w odpowiedniej ilości, ale ty mylisz empatię z przyzwalaniem na robienie z ludzi idiotów. Jesteś wampirem energetycznym, który poza opowiadaniem w kółko swojej historii niczego nie wnosi.
Skrajna egocentryczka.

37

Odp: zdradzał mnie...

I zrozum wreszcie: Znam Twoja historię z dzieciństwa, natrafiłam w innym wątku kręcąc się po forum. Uwierz mi, że nie jesteś sama z takimi przeżyciami. Mimo, że ci po ludzku współczuję, to uważam, że zrobiłaś sobie z tego schematu alibi dla braku zmian i tym tłumaczysz stanie w miejscu.
Gdybyś chciała coś zmienić szukałabyś sposobów, albo przynajmniej była otwarta na sugestie -jak Liwia, ale zamiast tego koncentrujesz się wyłącznie na przeszłości i tym psychofagu, którego traktujesz jak powietrze. Niesamowicie się w ten sposób upadlasz i podświadomie prowokujesz taką postawą. Tyle

38

Odp: zdradzał mnie...
Elle88 napisał/a:

Ja z perspektywy powiem Ci jedno: Jeśli komuś zależy (co dopiero jeśli kocha) to nie jest w stanie zrobić Ci świadomie krzywdy.

Zdania prosto nad łóżko, do nauki na pamięć smile

39

Odp: zdradzał mnie...
Elle88 napisał/a:

I zrozum wreszcie: Znam Twoja historię z dzieciństwa, natrafiłam w innym wątku kręcąc się po forum. Uwierz mi, że nie jesteś sama z takimi przeżyciami. Mimo, że ci po ludzku współczuję, to uważam, że zrobiłaś sobie z tego schematu alibi dla braku zmian i tym tłumaczysz stanie w miejscu.
Gdybyś chciała coś zmienić szukałabyś sposobów, albo przynajmniej była otwarta na sugestie -jak Liwia, ale zamiast tego koncentrujesz się wyłącznie na przeszłości i tym psychofagu, którego traktujesz jak powietrze. Niesamowicie się w ten sposób upadlasz i podświadomie prowokujesz taką postawą. Tyle

Jak zwykle piszesz bdury.Skoncz juz z tymi diagnozami.Zostaw moje dziecinstwo w spokoju i zaprzestan tych diagnoz.Jakim prawem mnie oceniasz.Masz grono wyznawcow (SMUTNE to jest i przerazajace) swojej bezczelnosci,widze,ze pragniesz wladzy absolutnej(i to jest jakis skrajny egocentryzm).Poza tym,masz obsesje nt moich wpisow-co Ciebie obchodzi co ja pisze i do kogo?W dodatku Twoj belkot jest nie do czytania.Dlatego ,przestan sie juz osmieszac,chociaz mnie-dobrze ci radze...pzdr

40 Ostatnio edytowany przez Elle88 (2014-11-24 20:10:23)

Odp: zdradzał mnie...

Współczuję ci. Jest w tobie taki ładunek agresji i nienawiści do samej siebie, że aż cię rozsadza.
Z tego bólu dupy, że ex wybrał inną nie jesteś w stanie przyjąć na klatę grama krytyki.
Pisz sobie o mnie co chcesz, skoro ma ci to ulżyć, ale nie zaśmiecaj innym wątków retrospekcją historii związku, która od dawna żyje tylko w twojej chorej głowie i to se nevrati..choćbyś mnie na pręgierzu powiesiła wink

Ja mam "wyznawców" jak to określiłaś, a tobie życzę by zebrała się grupa głucho-niemych 'słuchaczy' twoich Opowieści z krypty, gdzie będziesz mogła dać upust swoim analizom do woli i przy okazji nikogo nie zamęczysz  big_smile

41

Odp: zdradzał mnie...
Elle88 napisał/a:

Współczuję ci. Jest w tobie taki ładunek agresji i nienawiści do samej siebie, że aż cię rozsadza.
Z tego bólu dupy, że ex wybrał inną nie jesteś w stanie przyjąć na klatę grama krytyki.
Pisz sobie o mnie co chcesz, skoro ma ci to ulżyć, ale nie zaśmiecaj innym wątków retrospekcją historii związku, która od dawna żyje tylko w twojej chorej głowie i to se nevrati..choćby mnie na pręgierzu powiesiła wink

Ja mam "wyznawców" jak to określiłaś, a tobie życzę by zebrała się grupa głucho-niemych 'słuchaczy' twoich Opowieści z krypty, gdzie będziesz mogła dać upust swoim analizom do woli i przy okazji nie zamęczysz ludzi big_smile

Jak zwykle belkoczesz bez sensu.Ciagle sie kompromitujesz,mimo,ze juz pare osob cie tu zgasilo.

42

Odp: zdradzał mnie...

big_smile zabawna jesteś jak się tak złościsz
a eksio masuje brzuszek tej nowej tongue

paaa

43

Odp: zdradzał mnie...
Elle88 napisał/a:

big_smile zabawna jesteś jak się tak złościsz
a eksio masuje brzuszek tej nowej tongue

paaa

Tobie by trzeba bylo troche glowke zmasowac,tylko,obawiam sie czy ktos bylby chetny?

44 Ostatnio edytowany przez Elle88 (2014-11-24 20:21:02)

Odp: zdradzał mnie...

Uszanuj wątek autorki. Z mojej strony koniec rozmowy.

45

Odp: zdradzał mnie...
Elle88 napisał/a:

Uszanuj wątek autorki. Z mojej strony koniec rozmowy.

Ty i szacunek,wez sie nie osmieszaj.Slyniesz z ponizania innych,dajesz upust swoim kompleksom-po tu jestes.Lamiesz wszelkie granice dobrego smaku i kultury osobistej.Az dziw bierze,ze moderatorzy nie docenili twojej"empatycznosci"na tym forum.

46

Odp: zdradzał mnie...
Ismena1976 napisał/a:

Masz grono wyznawcow (SMUTNE to jest i przerazajace) swojej bezczelnosci,widze,ze pragniesz wladzy absolutnej(i to jest jakis skrajny egocentryzm)

Ismeno, nie nazwałabym tego "wyznawaniem" bezczelności itp. Bynajmniej ja do takowych nie należę. Nie lubię dosadnych wpisów. Zgadzam się z realnymi wpisami, realnym i obiektywnym podejściem do różnych spraw i związanych ściśle z danym tematem.

47 Ostatnio edytowany przez Cameliao (2014-11-24 21:25:28)

Odp: zdradzał mnie...

.... powracając do tematu smile

Elle i Liwia, bardzo mnie podniosłyście na duchu smile czułam się jak idiotka, że przez myśl przechodził powrót. Bałam się ,że to ja tylko takie mam myśli, ale widać faktycznie jak człowiek kocha to tak łatwo nie potrafi postawić kropki.
Ale się da ,a jak widać nie jest warto wracać do człowieka który zrobił taką krzywdę, bo koniec końców i tak to się PEWNIE rozpadnie. Zadra zawsze zostanie w sercu.
Wiecie co mi się wydaje jeśli o tego "mojego" chodzi ?
Ja myślę, że problem jest ten sam co z moim jeszcze wcześniejszym eks (tylko że on nie zdradził mnie ,ale odsunął ). On chyba się przyzwyczaił ,że ja jestem, nie musiał się starać, bo wiedział, że traktuję ten związek bardzo poważnie ,że przyszłościowo patrzyłam... nie próbuję doszukiwać się winy w sobie, bo wiadomo, ja mu przyrodzenia nie kazałam wsadzać.... ale się gość przyzwyczaił, mieliśmy okres w którym się bardzo dużo kłóciliśmy, tydzień nie odzywaliśmy. Czuł się zagrożony przez te kłótnie i kto wie, może chciał sobie coś na boczku ułożyć żeby w razie coś przeskoczyć... jak już wszystko wyszło to do mnie się zwrócił o powrót, bo wiedział, że tak długo byliśmy i nie chce tracić tego...

Przyzwyczajenie i tyle... nie miłość.
Mój poprzedni eks, moja pierwsza miłość swoją drogą smile tak samo, w pewnym momencie potrafił wystawić spotkanie ze mną dla kumpli, ja nie potrafiłam jakoś tupnąć nogą żeby wyegzekwować szacunek ,więc się wszystko rozpadło.. a jak odeszłam to płacz był.
Tu ta sama historia, jak mówię, że nie to płacz.

Czy to takie ciężkie do diabła, śmiać mi się chce z tym łez, bo doskonale wiedzieli ,że źle robią ,a mimo wszystko brnęli w zaniedbywanie / zdradzanie....

EDIT :

Co nie znaczy ,że mnie mniej ta cała sytuacja boli, bo boli.... bardzo boli. On nie był idealnie dopasowany do mnie, nad wieloma rzeczami musieliśmy popracować jeszcze, ale patrzyłąm na to poważnie, a tu taki cios prosto w serce..

48

Odp: zdradzał mnie...

Bo to taki typ 'faceta' jest- mentalnie dziecko. Jeśli od dorosłego faceta trzeba EGZEKWOWAĆ szacunek i starania na poziomie podstawowym o związek.. to nie ma prawa się udać.
Też trafiłam na takiego amatora nowych bodźców, ciągle było mu mało. Cieszę się z tego, że nigdy nie dałam się zwariować i nie stawałam dla niego na przysłowiowych rzęsach,a wiem że inne stawały.

I właśnie niewymuszony szacunek i chęć inwestowania w relację (bez kalkulatora i podręcznika do księgowości w ręku) odróżnia Mężczyznę od facecika. Ten pierwszy potrafi przyjemność z relacji z kobieta odczuwać na poziomie psychiki, drugi- głównie ogonkiem.

49

Odp: zdradzał mnie...

No Elle...znów muszę potwierdzić. Doskonale opisujesz facecików i mężczyzn smile, no lubię to czytać, lubię smile

50

Odp: zdradzał mnie...

Bo chyba właśnie o to powinno chodzić ? Żeby spotykać się z osobą i cieszyć z jej uśmiechu i zadowolenia, a szacunek należy się każdemu..
Ale fakt, to dzieciaczek... płacze teraz ,bo mamusia tupnęła nogą ,że nie będzie tolerowała jego zachowania... więc najpierw był płacz, szantaż emocjonalny, potem przepraszanie..

Losie chroń mnie od takich...............

51 Ostatnio edytowany przez Elle88 (2014-11-24 22:52:03)

Odp: zdradzał mnie...

No, czasem dojrzałość polega na braku reakcji.

Oraz: Trzeba uświadomić sobie gorzka prawdę - jego nie boli to, że Cię skrzywdził, jemu doskwiera brak uwagi. Miał podwójną -od Ciebie i od tamtej a teraz ma jej mniej..albo wcale. Szaleju można dostać wink

52

Odp: zdradzał mnie...

Dokładnie tak jest, on jest akurat taką osobą ,która uwielbia skupiać na sobie uwagę. Wprost idealnie się czuje jak bryluje w towarzystwie, jak go ktoś chwali publicznie itd.
A tu nagle JAK TO, kobieta która tak kochała go tyle czasu, starała się wspierać, wysłuchwiała, doradzała itd nie poświęca swojej uwagi jemu ?! no JAK TO ?!

Wybrał najgorszą rzecz, bo wiele byłam w stanie znieść, wiele wybaczyć. Ale zdrada to najgorsze co można zrobić drugiej osobie....

53 Ostatnio edytowany przez Elle88 (2014-11-24 23:09:11)

Odp: zdradzał mnie...

on jest akurat taką osobą ,która uwielbia skupiać na sobie uwagę.

No, dlatego szykuj się na serię rzewnych smsów, listów itp.
U mnie to trwało prawie 2 m-ce.
Dziś uważam, że za krótko, bo zdążyłabym zupełnie otrzeźwieć, a tak..z braku laku - zgodziłam się na spotkanie, a później już była kaszanka po staremu wink

Przy czym jak tylko 'dobił celu', czyli odzyskał moją uwagę, jego entuzjazm do "naprawy" regularnie pikował w dół.

Także będziesz miała niezły ubaw.
U mnie gróźb nie było, były za to krokodyle łzy i listy, których nie powstydziłby się Werter wink

ACHA: Tylko, że ja wtedy nie wiedziałam jeszcze o zdradach. Jeszcze byłam na poprzedniej transzy tej telenoweli wink

54 Ostatnio edytowany przez Cameliao (2014-11-25 14:35:02)

Odp: zdradzał mnie...

Może jestem zbyt naiwna, ale wierzę ,że jakiś tam odsetek osób faktycznie po popełnieniu takiego błędu umie się wziąć w garść, ale to malutki odsetek....
Mój były jak od niego odeszłam i wiedział ,że już mam nowego partnera to prawie rok jeszcze skomlił żebym wróciła, że on mnie tak kocha itd... nawet opowiadał jak to pójdziemy od razu do jubilera ,bo mi się oświadczy...
I tak przez jakiś czas sobie myślałam, że może i źle zrobiłam ,że do niego nie wróciłam ? Bo on przecież wszystko sobie zrozumiał itd... Ale teraz wiem, że tonący brzytwy się chwyta, jak i jednemu i drugiemu grunt pod nogami się osunął to specjalnie takie gadki stosowali/ ują , żeby ratować WŁASNY TYŁEK... wink
Bo przecież ówczesny eks przyzwyczaił się do tego ,że jestem... przecież to jest miłe, móc się do kogo przytulić, do kogo zadzwonić i porozmawiać nawet o niczym, wygadać się, spędzić jakoś miło czas, kochać się itd... ale to nie jest miłość z jego strony.

A z kolei też przechodzi mi przez myśl, że on może być uzależniony od seksu.... mieliśmy bardzo udane tą sferę, a mimo wszystko oglądał pornografię no i plus od pewnego czasu ta dziewczyna też wskoczyła....
I jak tak czytam sobie o tych jego zachowaniach dziwnych, o nałogach, patrzę co mówi, to musi być on strasznie nieszczęśliwym człowiekiem ze słabą psychiką....


I jedno mnie też dziwi. Dlaczego on tak bardzo chce razem zamieszkać, zawsze chciał, nie było miesiąca żeby nie wspomniał o wynajmie wspólnym kawalerki... nawet już wybieraliśmy, ale koniec końców wycofałam się. Teraz też ten wątek się pojawia, że on nawet sam zapłaci za wynajem ,ale chce żebyśmy na jedzenie się składali itd....

55 Ostatnio edytowany przez Elle88 (2014-11-25 18:11:58)

Odp: zdradzał mnie...

Niepotrzebnie rozstrząsasz te jego pomysły. Wkręcisz się tylko w iluzję.
Chwyt "na oświadczyny" jest również klasyką wink

56

Odp: zdradzał mnie...

....dziewczyny to dla was:

https://www.youtube.com/watch?v=nCkpzqqog4k

57

Odp: zdradzał mnie...

Taaak, te oświadczyny to klasyka gatunku smile widać jak nie wiedzą o co tak naprawdę w nich chodzi, tylko rzucają tym jak asem z rękawa w momencie kiedy już nie wiedzą czego się chwycić.... przykre.
Staram się nie zagłębiać za bardzo w to co on teraz czuje itd, ale niestety... są momenty kiedy wszystko analizuję i po prostu, nie potrafię go zrozumieć.... ja mam zupełnie inne podejście do związku, do zamieszkania razem, do wierności itd.
Jeszcze tak dopytam, jak długo minęło od waszego ostatecznego zakończenia ? smile teraz już jest w porządku ,czy nadal masz takie momenty, że tęsknisz (ja nie wiem jak można tęsknić za osobą która zadała taką krzywdę, a jednak się tęskni za czułością i ciepłem (tym zakłamanym wprawdzie )) ?

Piosenka pasuje smile

58 Ostatnio edytowany przez Elle88 (2014-11-26 00:06:48)

Odp: zdradzał mnie...

Nie chcę wchodzić w szczegóły, nie dlatego że mnie to boli, ale po prostu ten temat jest mi na tym etapie jakby mocno odległy, a osoba tamtego faceta - kimś obcym: "ktoś kogo kiedyś znałam", tak bym określiła mój stosunek emocjonalny do niego wink

Jasne, że czasem tęsknie za czułością, przytuleniem, bliskością drugiej osoby, ale dziś wiem bardzo dobrze, że innego typu mężczyzny szukam. Właśnie - szukam Mężczyzny, a tamten to był chłopiec, który liczył na to, że to ja go dowartościuje tym co mu dam, taki typowy biorca, choć grał teatrzyk "wielkiego dawcy", co z początku było świetną przynętą i dla mnie.

Chodzi o to, że odkryłam po pewnym czasie od tych zdarzeń, że znacznie lepiej się czuję będąc sama niż z nim gdzieś majaczącym u boku, a tak naprawdę jeszcze bardziej samotna (jest tu mnóstwo wątków tego typu: "Sama w małżeństwie" itp. wiadomo o co chodzi).

A ile minęło..oficjalnie rok, ale ja uważam, że myśmy nigdy nie byli razem. Bo ja nigdy nie czułam z nim żadnej więzi poza tym, że z początku wydawało mi się, że "podkoloruje" mi facet trochę życie. wink To jest to desperackie myślenie, które przepracowałam.
Niech mu się wiedzie, a ja chcę poznać kogoś kto jest dla mnie, przy kim się w takiej błogości rozpłynę big_smile <się rozmarzyłam>

Jedno jest pewne: sklejanie krótkiej w sumie (2 letniej czy deko więcej jak w Twoim przyp.?) znajomości, która rozpadła się z powodu podwójnego życia - nie 1 razowego "skoku w bok", tylko romansu z zaangażowaniem emocjonalnym itd. - nie ma dla mnie najmniejszego sensu, ale Ty musisz to czuć sama.
Wiadomo, że każdy sądzi po sobie, a ja chcę kogoś kto sądzi tak jak ja: Jak się kocha to nie da się serca podzielić na pół ani na ćwiartki. Ja tak nie umiem, a dziś już sobie i swojemu oglądowi syt. wierzę smile

59 Ostatnio edytowany przez Cameliao (2014-11-26 00:50:53)

Odp: zdradzał mnie...
Elle88 napisał/a:

Jasne, że czasem tęsknie za czułością, przytuleniem, bliskością drugiej osoby, ale dziś wiem bardzo dobrze, że innego typu mężczyzny szukam. Właśnie - szukam Mężczyzny, a tamten to był chłopiec, który liczył na to, że to ja go dowartościuje tym co mu dam, taki typowy biorca, choć grał teatrzyk "wielkiego dawcy", co z początku było świetną przynętą i dla mnie.

Chodzi o to, że odkryłam po pewnym czasie od tych zdarzeń, że znacznie lepiej się czuję będąc sama niż z nim gdzieś majaczącym u boku, a tak naprawdę jeszcze bardziej samotna (jest tu mnóstwo wątków tego typu: "Sama w małżeństwie" itp. wiadomo o co chodzi).

Nie jestem ani psychologiem, ni lekarzem, ale wydaje mi się ,że mój mózg przyzwyczaił się do tych hormonów miłości wytwarzanych podczas przytulenia i kojarzył je akurat z nim konkretnie, dlatego jakaś tam tęsknota jest. Ale to tylko na poziomie emocjonalnym.
Racjonalnie nie mam za czym tęsknić....

Natomiast jeśli chodzi o to poczucie samotności będąc w związku, z poprzednim partnerem tak dokładnie się czułam... bardziej samotna niż gdybym była singielką. Okropne uczucie ,które nigdy nie powinno mieć miejsca w związku dojrzałych ludzi.

A moja historia z tym trwa 3,5 roku.
To nie był idealny związek, a już na pewno nie bliski temu czego oczekiwałam. Dogadywaliśmy się, nie czułam się samotna, ale nasze kłótnie to była masakra. On nie potrafił sobie radzić z gniewem... przeklinał, niszczył swoje rzeczy, mi dwa razy w złości zniszczył ubrania ,które były u niego. Nadużywał też słowa KONIEC. Podczas kłótni wiele razy wykrzyczał, że to koniec naszego związku, a po chwili wracał z podkulonym ogonem... może gdybym była bardziej stanowcza to więcej by tak nie robił ,ale on idealnie potrafił mną manipulować...

Zaryzykuję, wątpię żeby on się tu pojawiał na tym forum, ale powiem też co on teraz twierdzi na temat tego "drugiego związku".
Ja nie mogłam znaleźć jakiś czas pracy, jakoś w pewnym momencie życia się zagubiłam, nie miałam pasji, znajomych troszkę odstawiłam i gniłam w domu. On był jedyną moją odskocznią...
Jak już poszłam do pracy i ileś tam kłótni już z rzędu było to zaczęłam uzmysławiać sobie, że zbyt wiele musimy w sobie naprawić i po prostu nie stworzymy udanego związku... więc zaczęłam się na początku oddalać, on szalał, a ja jeszcze bardziej oddalałam się. I faktycznie, od maja tego roku ja zajęłam się swoim życiem, miałam swoje pasje, wychodziłam ze znajomymi i rodziną bez niego, nie chciałam się z nim widywać, nie chciałam spędzać z nim wspólnie czasu mimo jego propozycji różnych wyjść itd. Nadal go kochałam, ale w tym okresie bardziej racjonalna strona wzięła górę. Więc jak się pokłóciliśmy, to tydzień - półtora potrafiliśmy słowa ze sobą nie zamienić. Od połowy września znów niestety ta emocjonalna strona wzięła górę, zaczęliśmy więcej czasu spędzać razem i wydawało mi się ,że jest w porządku. Mało tego ! Widziałam już że nasze kłótnie zupełnie inaczej wyglądają, że się hamuje z przeklinaniem przy mnie... było ok.
A jak on tłumaczy teraz swój romans ?
Bo ta dziewczyna ma taką samą pasję jak on, więc spędzali wspólnie czas, że ode mnie nie potrafił odejść, bo mnie kocha (haha wink ) a brakowało mu obecności drugiej osoby ,plus ta dziewczyna (głupia ale skąd mogła wiedzieć) pożyczała mu pieniądze, a to przecież wieczny gołodupiec, bo kasę przepuszcza strasznie...

Wymiotować aż mi się chce jak o tym myślę. Bo ja ,podobnie jak Ty, uważam że jak się kogoś kocha to się nie wiąże z drugą osobą w kolejny związek.... jeśli widział, że się oddalam to powinien, albo walczyć, albo szczerze porozmawiać, że to koniec, że ma nową kobietę. W życiu bym nie prosiła się o to żeby się z nią rozstał czy coś w tym stylu.... a on brnął w te kłamstwa dalej....

Jak można mówić kobiecie po 3,5 roku związku ,prosto w oczy, że się ją kocha, że chce się z nią spędzić resztę życia, a następnie kolejnej nocy znikać do innej..............



Może on faktycznie jest aż tak słaby psychicznie ? Widział ,że ja się oddaliłam to z przerażenia, że zostanie sam zaczął szukać sobie "zastępstwa" i tak się władował w te kłamstwa po same pachy, że nie wiedział jak z tego wyjść ? Mi nie powiedział, że to koniec, bo jednak jakiś sentyment miał do tego związku, a jak już wyszło wszystko na jaw to dalej myśli ,że można coś z tego jeszcze stworzyć...
Zdrada nie ma żadnego usprawidiliwenia, ale jakiś motyw musiał mieć....

60 Ostatnio edytowany przez Elle88 (2014-11-26 01:17:00)

Odp: zdradzał mnie...

Chodzi o to, że czasami tak bardzo chcemy zrozumieć motywy tej drugiej osoby, że w tych próbach zbliżamy się do granicy, za którą jest wypięcie tyłka na swoje wartości, zasady żeby przez chwilę oddalić przeczucie, że "Widocznie wcale mu na mnie nie zależało..aż tak", które dopiero w połączeniu z tym jak źle o sobie myślimy (niskie poczucie wartości) daje mieszankę pt. "Każdy by tak postąpił, widocznie byłam niewystarczająco dobra".

Tak długo jak będziesz szukała motywu dlaczego tak zrobił, tak długo szukasz tak naprawdę usprawiedliwienia - jesteś trochę adwokatem diabła wink
To nigdy nie jest tak, że 1 strona jest 100% winna, wiadomo. Ale są różne kalibry "pogubienia się". Można się pogubić emocjonalnie i oddalić od partnera, można nie znajdować słów na rozmowę, można uciekać w prace alkohol i wreszcie- znaleźć sobie kogoś innego.
Od Ciebie zależy, gdzie postawisz granicę w tym zagubieniu.

Tu nie chodzi o to, że zdrady się nie wybacza, bo można wybaczyć absolutnie wszystko - pytanie czy warto w to wchodzić kolejny raz.
Ludzie często myślą, że jak będą trwać w gniewie i żalu to jest ich taka niewidzialna "ochrona" -zabezpieczenie przed utratą rozsądku i ulegnięciem, gdy wiarołomny zacznie się kajać, a oni czuja się jeszcze zbyt słabi by 'stanąć po swojej stronie', więc potrzebują asekuracji z silnie negatywnych emocji.

Ale wybaczenie nie ma z tym nic wspólnego - wybaczam dla SIEBIE, po to żeby móc kiedyś otworzyć się na kogoś innego, bez bagażu z przeszłości i projekcji swoich niewypowiedzianych żali i gniewu na nowego partnera.

Wybaczam, ale nie widzę możliwości powrotu, bo wiem, że nic się nie zmieni - czasem to jedyne rozsądne rozwiązanie. I wcale nie trzeba asekuracji ze złych emocji wink


A tęsknota..Pojawia się zawsze kiedy koncentrujemy się na przeszłości i brakach + odpowiednia interpretacja wink
Jeśli nie doszukujemy się w swojej teraźniejszości braków (bo obiektywnie 'na tu i teraz' ich nigdy nie ma) to nie ma tęsknoty.
A jeśli jest to bliżej jej do subtelnej nostalgii za zbliżeniem z drugim człowiekiem niż stanu na skraju depresji, gdzie obsesyjnie koncentrujemy myśli wokół jednej osoby.

61 Ostatnio edytowany przez Liwia (2014-11-26 09:27:39)

Odp: zdradzał mnie...

Cameliao - czasem każdy rozdrabnia się, zadając pytanie dlaczego? Chyba takie momenty są potrzebne. Jednak z czasem to ustępuje. Kiedyś bardzo doszukiwałam się winy w sobie, bo przecież słuchałam jaka to jestem niedobra, nieczuła, że biedak z domu musi wychodzić, bo nie umiem podtrzymać domowego ogniska big_smile Strasznie się tym przejmowałam, z czasem zrozumiałam, że to stek bzdur. On chciał siebie usprawiedliwić. Tacy faceci nigdy nie czują winy w sobie. U mnie tak było. Zawsze wszyscy dookoła byli winni. Nawet te baby z którymi się widywał ostatnio. Jedna za dużo piła (a on sam ma z tym problem), od drugiej kasę nawyciągał i chciała go kupić prezentami smile , no i nie mogła znieść, że on wciąż mnie kocha. Jessssuuu, masakra jakaś smile
Posunięcie z zaręczynami u Twojego exa wcale mnie nie dziwi, to taki typek, który zawsze ma coś w zanadrzu by jednak mózg przyćmiło smile
Co do tęsknoty? Bywa chyba u każdej z nas. Ja obrałam taktykę - zaraz myślę ile złego się wydarzyło, jaka samotna byłam przez ostatnie lata mojego małżeństwa, jak mnie zaprogramował na siebie, a w zamian ochłapy. Nigdy więcej tak. Wolę spokój. Nie wiem czy mu wybaczyłam, może tak. On taki już jest. I to się nie zmieni. Ja nie byłam w stanie nic zrobić by było inaczej. Nigdy nie byłabym wystarczająco dobra dla niego, zawsze byłyby inne.

Jesteś silną babką, poradzisz sobie smile

62

Odp: zdradzał mnie...
Liwia napisał/a:

Nigdy nie byłabym wystarczająco dobra dla niego, zawsze byłyby inne.

Faktycznie... nie pomyślałam na to też z tej strony. Gdybym mu odpowiadała jako partnerka, czyli tak jak powinniśmy patrzeć na tą potencjalną drugą połówkę, to nie szukałby niczego innego u innych.... a skoro szukał to znaczy że mu nie odpowiadam (nie winię tu siebie ) i nadal będzie kręcił nosem i jak nadarzy się okazja to znów się wplącze w romans.

Za bardzo pragnęłam tego związku, dlatego teraz mi jest tak ciężko... są chwile ,że mam ochotę spotkać się z nim, przytulić, wrócić do tego co było dobre. Oczywiście cały czas bym wspominała tą zdradę, bo tego nie da się wymazać w pamięci oraz bym co chwile go podejrzewała o to czy znów na boku nic nie kręci.


Elle88 napisał/a:

Można się pogubić emocjonalnie i oddalić od partnera, można nie znajdować słów na rozmowę, można uciekać w prace alkohol i wreszcie- znaleźć sobie kogoś innego.
Od Ciebie zależy, gdzie postawisz granicę w tym zagubieniu.

A on własnie wybrał najgorszą z możliwych opcji...

Naprawdę, nie umiem zrozumieć po co on to tak ciągnął. Przecież to nawet nie była wygoda, bo jaka to wygoda żyć w ciągłym strachu, że jedna się dowie o drugiej ? Wymyślanie wymówek itd.....
Dziś jeszcze o tym myślę, ale z dnia na dzień zacznę mniej doszukiwać się motywów. Bo i po co ? Co mi to zmieni....... Stało się...

Szkoda jedynie, że to ja jestem najbardziej zraniona....

63

Odp: zdradzał mnie...

Po to żeby się dowartościować, po to by "życie miało smaczek" wink i wreszcie po to, by sprawić sobie przyjemność - egocentryzm i narcyzm w czystej postaci. Można by wymieniać powody dalej..tylko po co smile

Zasadnicze powody są takie:

1. Facet nie nadaje się do stałego związku, bo nie można mu kompletnie ufać. Ba, on nie może ufać sam sobie;
2. Nie kochał Cię w sposób jaki na to zasługujesz, o ile on w ogóle potrafi kogoś poza sobą (swoim penisem) kochać.

Chciałaś związku desperacko -sama przyznajesz i dobrze, wiesz gdzie leży problem.
Chciałaś związku na tyle, że uwikłałaś się w niego z nieodpowiednim facetem. Przecież sama wiesz, że były przesłanki.. ale nie zważałaś na nie, bo cel uświęcał środki.
Teraz będziesz miała czas i przestrzeń by się wreszcie emocjonalnie uniezależnić i pozbyć desperacji z podświadomości, która przyciąga do Ciebie nieodpowiednich partnerów.

Patrz na to jak na szansę od losu, bo tym w istocie jest smile

64

Odp: zdradzał mnie...

Bardzo przykre jest, że tak źle dawałam się traktować i nie wymagałam lepszego zachowania wobec mnie na które zasługuję..
Kochałam go i sobie tłumaczyłam ,że to jego charakter ,że to tylko głupie kłótnie o bzdety ,a tak to się przecież dogadujemy... 

Teraz wiem jedno, muszę pokochać na nowo siebie i swoje życie... bycie singielką ma też dobrw strony... a jak będę zadowolona i pewna siebie to moze przyciągnę wartościowego mężczyznę.

I muszę się odkochac.... ja naprawdę byłam pewna ,że on sobie odpuści... i to nawet była lepsza wersja dla mnie. Nie ufam nadal samej sobie... boję się ,że się złamię... mimo ,ze wiem ,ze to będzie baaaaardzo niewłaściwe ,to boję się... albo ze przyjdzie jakas chandra albo gorsza chwila, albo ,że podobnie jak Ty... z braku laku...
Dlatego muszę racjonalną stroną uciszyc emocje. 

To będzie długa walka z samą sobą....

65

Odp: zdradzał mnie...

Raczej dąż do tego by nie staczać ze sobą walk wink Bardziej staraj się ze sobą rozmawiać, tłumaczyć..
Im więcej energii i emocji inwestujesz w taką walkę, tym słabsza jesteś, a co gorsza- WZMACNIASZ rangę relacji i tego człowieka w swojej podświadomości. Należy działać odwrotnie.

Emocje będą się pojawiały, ale wtedy zamiast od nich uciekać w zaprzeczenie lub paraliżujący strach prowadzący do szukania w sobie winy i chęci przedwczesnego 'wybaczenia', trzeba się nad nimi pochylić i w nie wejść - bez strachu, za to z całym impetem na jaki nas stać i pozwolić każdej emocji wybrzmieć. Tyle na początek.
Potem trzeba znaleźć dla każdej z nich źródło i je 'oczyścić', czyli umożliwić w przyszłości swobodny przepływ bez syfu w postaci zaprzeszłych traum, które uruchamiają się każdorazowo gdy emocje są zblokowane.

Wszystko po kolei, ale KONSEKWENTNIE. wink

Posty [ 1 do 65 z 206 ]

Strony 1 2 3 4 Następna

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Twoja odpowiedź

Masz podobne doświadczenia? Zaloguj się albo załóż darmowe konto, żeby odpowiedzieć. Po drugiej stronie jest prawdziwa osoba.

DołączZaloguj się


Mapa strony - Archiwum | O forum | Poradnik | Prawdziwe historie | Kontakt | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2026