netkobietyWszystkie działy
Rozstanie, flirt, zdrada, rozwód

Rozwód

26 odpowiedzi4 459 wyświetleńzałożony przez aloj, 14.11.2014

Napisz odpowiedź
Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 27 ]

1

Temat: Rozwód

Nie kocham męża lecz mamy dziecko i wspolne mieszkanie, chciałabym sę rozwieść ale zostanę z niczym bo mąż powiedział, że dziecka nie dostanę a mieszkania nie chcę. Jest mi trudno bo to związek toksyczny od kilku lat bardzo żle się czuje w tym zwiazku ale On tego nie widzi cierpie i jestem sama z tym. To jest najgorsze, że mam już złe myśli i boję się o dziecko bo nie chcę aby się wychowywal w takiej rodzinie bez miłości. Proszę o pomoc!

2

Odp: Rozwód

z jakiego powodu związałaś sie z mężem skoro go niekochasz??

3

Odp: Rozwód

dlaczego tyle lat jesteś z nim skoro jest to nazwany przez ciebie toksyczny związek?

4

Odp: Rozwód

na początku kochałam ale z biegiem lat zaczeło się coś psuć a teraz już wiem. że to był błąd i cierpię

5

Odp: Rozwód
maga81 napisał/a:

z jakiego powodu związałaś sie z mężem skoro go niekochasz??

Czy zielone rabsufuje lafarniej od kosmatego?

Autorko,
Jeśli mąż zachowuje się przemocowo (fizycznie/psychicznie), nagraj te zachowania, żeby mieć dowód w sądzie.
Raczej nie ma wielkich szans, żeby maż odebrał Ci dziecko. To taki straszak, żebyś została i robiła to co on chce. Nie on będzie decydował z kim dziecko zostanie, a z kim nie.
Jeśli sytuacja jest zła i nie widzisz szansy na poprawę, złóż pozew jak najszybciej.

6

Odp: Rozwód

Pracowałaś? Dasz radę się utrzymać? Tzn siebie i dziecko?
Czym przejawiała się ta toksyczność? Czy rozmawiałaś z mężem o tym jak się czujesz w związku?
Co powiedział?

7 Ostatnio edytowany przez kosmiczny nick (2014-11-15 08:25:53)

Odp: Rozwód

No wybaczcie, ale "coś" mi tutaj mówi, ze postrzegacie problem Autorki od ...odwłoka strony.
Nie wiem dlaczego źródła problemu małżeństwa Autorki upatrujecie w jej mężu. Na czego podstawie? Na moje oko to mąż, małżeństwo ...znudziło sie Autorce, mąż ją wnerwia na każdym kroku bo "juz go nie kocha" i w ogóle ma już dość. Najchętniej to wróciłaby do czasów panieńskich, gdzie wolność i luz. Moze "ktoś" się w pobliżu kręci, Autorko? smile
Ponoć to zwiazek "toksyczny". Rózne bywają wersje takich związków... Moze tą toksynę wprowadzać i sama Autorka (nie kochając męża - irytuje sie wszystkim) w taki sposób "pracując" nad wyniszczeniem wzajemnych relacji? Ktoś zaprzeczy takiej ewentualności?
Gdyby Autorka swój problem przedstawiła odrobinę inaczej, nie od razu "ROZWÓD" - też i moje zdanie byłoby inne...
Gdzie tu miejsce na próby dotarcia do sedna problemów?
Gdzie tu SZUKANIE POMOCY w ratowaniu rodziny?
Gdzie potrzeba rady, np. jakiejś terapii choćby?
Nie ma. Jest już od razu pomysł o rozwodzie. Tak od razu z grubej rury. Pomijam fakt, ze jakoś tak beznamietnie Autorka pisze o swojej rodzinie, jak o czymś marginalnym... Ot, nie kocha męża lecz mają dziecko...
Masakra.
Myślę, że miast sugerować Autorce od razu składanie pozwu rozwodowego (przecież to jest do cholery OSTATECZNOŚĆ!) wypadałoby dowiedzieć sie czegoś wiecej...
Wiecej (a właściwie w ogóle jakieś) konkretów: wiek Autorki i jej małżonka, staż związku, czy dziecko było "przyczyną" zamążpójścia, wzajemne odnoszenie się do siebie, czy oboje pracują, na czego podstawie twierdzenie, iż to "toksyczny" związek...itp., itd.
A na teraz, w oczekiwaniu na uczciwy ze strony Autorki opis relacji w małżeństwie i jej udziału w tych toksycznych relacjach ...powinnismy sobie sami odpowiedzieć na pytanie zadane przez Czarna Kotkę:

Czarna Kotka napisał/a:

Czy zielone rabsufuje lafarniej od kosmatego?

smile

8

Odp: Rozwód

Zgadzam się w 100% z kosmiczny nick.

Autorka praktycznie nic nie napisała.

Tyle ze cierpi, nie kocha męża.
I już - rozwód.

Może napisz coś więcej o was, bo w sumie nic nie napisałaś.

Wszystkie małżeństwa mają jakieś problemy nawet jeśli z zewnątrz tego nie widać.
Mniejsze bądź większe, i różnego rodzaju problemy ale mają.

Na tyle co napisałaś trudno cokolwiek poradzić.

Jest Ci źle, on tego nie widzi i tyle. Nawet nie napisałaś czy rozmawiacie o tym jak między wami jest.
Rozmawiacie? Staraliście się coś zmienić? Czy ot tak chcesz się rozwieść bo Ci się "odkochało" ?

9

Odp: Rozwód

Jakkolwiek oboje zapracowaliście na tę sytuację ( a myślę, że wina zawsze leży gdzieś pomiędzy wami), przygotuj się na zakończenie tego związku.
Dla dobra was wszystkich...
Będzie trudno. Niejednokrotnie strach sparaliżuje Tobie oddech. Łzy toczyć się będą po policzkach.
Będziesz przerażona. Pełna obaw. Niepokoju. Niemocy... Czasem wściekłości.

Nie słuchaj rad w stylu terapia... Nie przyda się wam. Chyba tylko po to, żeby rozstając się, nie pozabijać.

10

Odp: Rozwód
Sponiewierana napisał/a:

Jakkolwiek oboje zapracowaliście na tę sytuację ( a myślę, że wina zawsze leży gdzieś pomiędzy wami), przygotuj się na zakończenie tego związku.
Dla dobra was wszystkich...
Będzie trudno. Niejednokrotnie strach sparaliżuje Tobie oddech. Łzy toczyć się będą po policzkach.
Będziesz przerażona. Pełna obaw. Niepokoju. Niemocy... Czasem wściekłości.

Nie słuchaj rad w stylu terapia... Nie przyda się wam. Chyba tylko po to, żeby rozstając się, nie pozabijać.

Mam nadzieję, że zdajesz sobie sprawę z tego, że dając tego typu "rady", bez ZAGŁĘBIANIA SIĘ w przyczyny takiej sytuacji w życiu Autorki, a posiłkując się ledwie zdawkowymi informacjami (znasz szczegóły?) w jakimś sensie popychasz do podjęcia niekoniecznie właściwej decyzji.
Gdyby wszyscy tutaj tak podchodzili do problemów innych i mając za WYSTARCZAJĄCĄ podstawę tak enigmatyczne słowa jak w tym wątku "nie kocham męża lecz mamy dziecko, chce rozwodu" radzili ...od razu definitywny rozwód bez żadnych prób naprawy - całe to Forum mogłoby ograniczyć się do jednej strony, na której wielkimi literami byłoby napisane tylko: "jest ci źle w związku? Rozwiedź się".
Ale chyba w tym wszystkim nie o to chodzi?
smile

11

Odp: Rozwód

Kiepsko przedstawiłaś swoje małżeństwo , oraz problemy jakie dzieją się w domu.

Fakt jeżeli nie kochasz męża i jesteś pewna że już nic z tego nie będzie to chyba sensu nie ma dusić się w małżeństwie zw strachu, dla dziecka itp.

Z drugiej strony, zawsze warto spróbować ratować związek.

Nie wiemy co oznacza ten ,, toksyczny związek'' co jest przyczyną takiego postrzegania przez Ciebie.

Wina moim zdaniem nigdy nie leży po jednej ze stron.

12 Ostatnio edytowany przez bullet (2014-11-17 15:54:26)

Odp: Rozwód
Koniusia napisał/a:

Nie wiemy co oznacza ten ,, toksyczny związek'' co jest przyczyną takiego postrzegania przez Ciebie.

Wina moim zdaniem nigdy nie leży po jednej ze stron.

Od samego początku w tym wątku mimo tego co napisała czuję w kościach, że może chodzić o to, że jej przyjaciel, który ją doskonale rozumie, jej to wreszcie uświadomił i zrozumiała, że żyje w toksycznym związku.

Albo troll.

13

Odp: Rozwód

Tak. Masz rację kosmiczny nick-u. Miałeś prawo do odebrania mnie w ten sposób. Pojawiła się mądralińska, która z góry snuje założenia o upadku związku.
Odpowiedzialność poniesie tylko ta kobieta. Z naszych porad i wywodów wyklaruje dla siebie właściwe stanowisko. 
Niezaprzeczalnie uważam jednak, że ratowanie związku, w którym próżno szukać uczuć, na nic się zda... Tak jak ktoś mówi, że kocha - ponosi za to odpowiedzialność. Tak też, gdy mówi- nic nie czuję - zna wagę tych słów.

14 Ostatnio edytowany przez kosmiczny nick (2014-11-17 16:48:50)

Odp: Rozwód
Sponiewierana napisał/a:

Tak. Masz rację kosmiczny nick-u. Miałeś prawo do odebrania mnie w ten sposób. Pojawiła się mądralińska, która z góry snuje założenia o upadku związku.
Odpowiedzialność poniesie tylko ta kobieta. Z naszych porad i wywodów wyklaruje dla siebie właściwe stanowisko. 
Niezaprzeczalnie uważam jednak, że ratowanie związku, w którym próżno szukać uczuć, na nic się zda... Tak jak ktoś mówi, że kocha - ponosi za to odpowiedzialność. Tak też, gdy mówi- nic nie czuję - zna wagę tych słów.

Odpowiedzialność poniosą tu DZIECI...
Nie uważam Twoich słów za "mądralińskiej", a za osoby przeżywającej własny dramat i przez tego pryzmat postrzegającej problemy innych. Każde z nas jakieś dramaty większe czy mniejsze ma za sobą, z niektórymi może też teraz się boryka, ale kwestią jakiejś ostrożności jest, jakiejś pokory wobec losów innych próba wgłębiania się w zagadnienie i szukanie sposobów na jak najmniej ...inwazyjne rozwiązanie. Nie sztuka od razu odrąbać chorą nogę, czy uciążliwego współmałżonka. To ZAWSZE ZDĄŻY SIĘ ZROBIĆ. Cała sztuka polega na określeniu powodów takiego stanu rzeczy. Wówczas albo bierze się plaster (terapie, mediacje, rozmowy, oczekiwanie na opamiętanie się), albo od razu siekierę (rozwód). Tyle tylko, że dobrze najpierw DOKŁADNIE rozpoznać problem...
Jaką wobec Twoich słów odpowiedzialność Autorki widzisz ("Tak jak ktoś mówi, że kocha - ponosi za to odpowiedzialność") w tej sytuacji? Mówiła, że kocha - ok. Teraz jej się ...odwidziało i już nie kocha? I fruuu z małżeństwa, bo coś się znudziło (albo pojawił się lepszy facet w pobliżu - zasugerowałem taką możliwość wcześniej). Odpowiedzialnością za tamte słowa, ze strony Autorki BYŁYBY PRÓBY choćby szukania ratunku... A nie: "chcę rozwodu bo nie kocham już męża". Tak, wybacz Autorko, postępują smarkate gówniary, bo nie mają pojęcia o tym, że niektóre słowa (wyznania, przysięga małżeńska) ...do czegoś ZOBOWIĄZUJĄ. Choćby do tego, by coś, co się "zepsuło" nie traktować tak bezceremonialnie i bez krzty autorefleksji wypieprzyć do kubła śmieci...
Liczę, że Autorka pojawi się tu jeszcze i przedstawi rzetelnie szczegóły...

15

Odp: Rozwód

Zgadza się. Przechodzę swój dramat. Bez zawiści. Bez złości. Chyba nikt, kto tutaj zagląda nie jest do końca szczęśliwy.
Może to zabrzmieć cynicznie: nie wierzę w ratowanie związków, gdy zamiera uczucie. Gdy znika szacunek. Gdy nastaje zobojętnienie. Brak podstawowej spoiny...
Być może się mylę. Niech tak się stanie w tym i w wielu innych przypadkach.

16

Odp: Rozwód
Sponiewierana napisał/a:

Zgadza się. Przechodzę swój dramat. Bez zawiści. Bez złości. Chyba nikt, kto tutaj zagląda nie jest do końca szczęśliwy.
Może to zabrzmieć cynicznie: nie wierzę w ratowanie związków, gdy zamiera uczucie. Gdy znika szacunek. Gdy nastaje zobojętnienie. Brak podstawowej spoiny...
Być może się mylę. Niech tak się stanie w tym i w wielu innych przypadkach.

Ja też w to nie wierzę i też trochę mógłbym o takich powodach - jak sama wymieniłaś - napisać, jako o ewidentnych i nie rokujących już żadnych szans na poprawę... Ale mimo wszystko - moje własne przemyślenia, urazy czy uprzedzenia - aż tak nie rzutują chyba na moje wypowiedzi...
I też bardzo często pisząc tu o swoich własnych spostrzeżeniach ...w głębi ducha chcę się bardzo mylić.

17

Odp: Rozwód

Łatwo jest nam stojącym nawet nie z boku opiniować i doradzać. Podawać do ręki anonimowo klucz do rozwiązania problemu. Ale zawsze sprawimy, że ktoś, kto się tu pojawił, poczuje się odrobinę mniej samotny.

18

Odp: Rozwód
Sponiewierana napisał/a:

Łatwo jest nam stojącym nawet nie z boku opiniować i doradzać. Podawać do ręki anonimowo klucz do rozwiązania problemu. Ale zawsze sprawimy, że ktoś, kto się tu pojawił, poczuje się odrobinę mniej samotny.

I właśnie ze względu na tą "łatwość" i brak konsekwencji za własne porady - warto powstrzymac się przed pochopnymi sugestiami, zwłaszcza w momentach, gdy "danych" jest zbyt mało do w miarę klarownego obrazu... A w tym przypadku, tutaj, jest chyba zbyt wiele pytań i niewiadomych (jakos Autorka odpuściła sobie...) by jednoznacznie ocenić i poradzić najlepsze rozwiązanie...
A nieroztropnie rzucona uwaga czy osąd może czasem  - szczególnie komuś podatnemu na sugestie - mocno zaciążyć na postrzeganiu własnego życia i podejmowaniu dalszych kroków... I albo nasze uwagi pomogą komuś przejąć kontrolę nad własnym życiem pokazując coś, czego dotychczas sam nie zauważał, albo pchniemy w dalsze bładzenie i katastrofę.
Dam Ci przykład jednego z ostatnio "żywotnych" wątków: http://www.netkobiety.pl/t76724.html
Autorka nie wiedziała za bardzo jak ugryźć swój problem. I moze gdyby nie w miarę trzeźwe i brutalne uwagi - ze strony osób tu piszących - dalej żyłaby być może w nieświadomości, a jej życie w krótkim czasie spotkałaby katastrofa. Bo na to sie zapowiadało... A gdyby dodatkowo spotkała sugestie, że jest ...przewrażliwiona i niepotrzebnie upatruje problemów tam ...gdzie ich nie ma i wzięłaby je za pewnik - żyłaby tak jak dotychczas do momentu (też być może), gdy jej małżonek rzuciłby małżeństwo wiążąc się z "przyjaciółką". Takich tematów tu bez liku... Czasem jakieś uwagi na zasadzie "kija w mrowisko" potrafią kimś wstrząsnąć i doprowadzić do oprzytomnienia.
W tym tutaj wątku chyba juz na to szans nie ma, bo Autorka napisała co napisała i sie zmyła...

19

Odp: Rozwód

Poczytam...

20

Odp: Rozwód

Przykro mi, ale nie wierzę mu... Przechodziłam przez to.
Jakbym przeżywała wszystko raz jeszcze. Serce mi wali ze strachu.

21

Odp: Rozwód

SORRY - ale nie można wszystkich mierzyć swoją miarką... ludzie są przeróżni. I przedziwni. Jeśli wchodzą w grę LOSY dzieci, tym bardziej należy zważać na RADY. By nie mieć niczego sobie do wyrzucenia... "w razie czego" wink  Bo co w razie błędu? UPS - nie chciałam - pomyliłam się?

22

Odp: Rozwód

Lojalność jest w małżeństwie niezbędna, bo bez niej nie ma mowy o zaufaniu a gdzie brak zaufania, wygasa miłość. Brak też romantycznuch uczuć prawie, że ich nie bylo przez 10 lAT MAŁŻEŃSTWA. To nie prawda, że jest ktoś inny nawet o tym nie myślę bo mam dziecko i ono jest dla mnie najwazniajsze. Patrze na niegojak na przeciwnika a nie jak na sojusznika, nie współpracujemy razem, tylko w sprawach dziecka są rozmowy. jESTEM WYCZERPANA kłotniami i oskarżeniami z jego strony mam 40 lat i chcę być wreszcie szczęśliwa bo i wtedy  dziecko szczęsliwe.

23

Odp: Rozwód
aloj napisał/a:

Lojalność jest w małżeństwie niezbędna, bo bez niej nie ma mowy o zaufaniu a gdzie brak zaufania, wygasa miłość. Brak też romantycznuch uczuć prawie, że ich nie bylo przez 10 lAT MAŁŻEŃSTWA. To nie prawda, że jest ktoś inny nawet o tym nie myślę bo mam dziecko i ono jest dla mnie najwazniajsze. Patrze na niegojak na przeciwnika a nie jak na sojusznika, nie współpracujemy razem, tylko w sprawach dziecka są rozmowy. jESTEM WYCZERPANA kłotniami i oskarżeniami z jego strony mam 40 lat i chcę być wreszcie szczęśliwa bo i wtedy  dziecko szczęsliwe.

I na takie słowa tu czekaliśmy niestety. Teraz przynajmniej wiadomo więcej... Moje założenia pisane wcześniej były mylne. Wychodzi więc na to, że żyjesz w toksycznym związku, wyniszczana psychicznie przez małżonka... Nie dziwię się, że Twoje uczucie gdzieś się zatraciło. Myślę, że - w sumie tworzycie wciąż rodzinę - aby nie żałować później, iż nie zrobiłaś wszystkiego ze swojej strony by "dać Wam szansę", wypadałoby spróbować w jakiś sposób przemówić małżonkowi do rozsądku. Uświadomić, że zatruwa swoimi zachowaniami i słowami Wasze relacje. To już banał, wiem, ale może nakłonić go na jakąś poradę psychologa, terapię dla niego lub Was obojga? Zapewne powie, że z nim jest wszystko ok... Ale spróbować możesz.
Jak nic to nie da, albo usłyszysz, że to z Tobą jest "coś nie tak" - będziesz mieć już pełne prawo to skończyć, by dziecko rozwijało się w normalnej atmosferze, nie pośród awantur i toksycznego związku...

24

Odp: Rozwód

W związku wszystko jest ważne. Każdy szczegół. Sposób prowadzenia rozmów. Nawet to, czy patrzy na Ciebie, gdy do niego mówisz. Kłótnie? To jest oznaka jego przewagi nad Tobą. Ma Cię za własność. Tu już uczuć żądnych nie ma.
Nie bój sie o dziecko. Jeśli jest ktoś, któ może Tobie pomóc, odejdź. Nie będzie łatwo. Tego możesz być pewna. Ale przetrwasz. Musisz się podleczyć. Podkurować. Jeśli on jest Twoim "osobistym mentalistą" (bo wie jak Cię podejść by zbijać z tropu) i zna Twoje obawy, masz problem. Masz jednak wybór. Jestem w podobnym wieku i nie bez kozery mianowałam się Sponiewieraną. Pozbawił mnie wszystkiego. Bo od początku prawie on decydował za mnie. Niby pod przykrywka opieki...
I wbrew jego groźbom, że zdechne z głodu, jeszcze żyję. Wbrew temu, że nastawił przeciwko mnie wszystkich, nawet rodzinę, ja sie nie poddałam.
Boje sie cholernie. Każdego dnia budzę się i zastanawiam jak przetrwam kolejny dzień. Dobrze, że dzieci nadal mnie kochają.

25 Ostatnio edytowany przez aloj (2014-11-20 10:55:13)

Odp: Rozwód

Będę walczyć o swoje życie wiem , że nie bedzie łatwo bo już nie jest jego rodzina się ode mnie odwróciła choć od poczatku ich nie akceptowałam bo się wtrącali we wszystko. Na szczęście są specjaliści, którzy mam nadzieje, że mi pomogą i że nie jestem z tym sama jak widzę.

26

Odp: Rozwód

Powolutku wyjdziesz z tego. A rodzina? Znajomi? Na dłuższą metę nie ukryje swojego prawdziwego oblicza. Trwałam przy swoim. Jego zachowanie wobec mnie dało inny do myslenia. Wyszło na moje. I rzucane w moja stronę pytanie: coś ty zrobiła... odbiło ci... żle ci było... doczekały sie odpowiedzi.

Posty [ 27 ]

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Twoja odpowiedź

Masz podobne doświadczenia? Zaloguj się albo załóż darmowe konto, żeby odpowiedzieć. Po drugiej stronie jest prawdziwa osoba.

DołączZaloguj się


Mapa strony - Archiwum | O forum | Poradnik | Prawdziwe historie | Kontakt | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2026