Witam, mam na imię Sandra i mam 21 lat. Jestem mamą 2 letniej Lenki.
Z obecnym partnerem jestem od ponad 4 lat, z czego od 2 lat mnie zdradza.
Mam takie szczęście,a może pecha, że zawsze o wszystkim się dowiaduje.
Mimo, iż tak bardzo mnie rani to ja bardzo go kocham i nie potrafię i nie chcę od niego odejść.
Za każdym razem obiecywałam sobie, że to ostatni raz, ostatnia szansa, niestety za każdym razem On przepraszał i obiecywał poprawę, a ja wracałam, bo chciałam w to wierzyć.
Któregoś razu nie wytrzymałam i uciekłam do domu samotnej matki, przebywałam tam 8 miesięcy.
On codziennie nas odwiedzał , przepraszał, obiecywał i po 8 miesiącach wróciłam do domu, czyli dwa miesiące temu. Od tej pory myślałam , że naprawdę się zmienił, że coś zrozumiał, niestety dowiedziałam się , że 25 października napisał do jednej ze swoich byłych "przyjaciółek" była tak życzliwa, że mi o tym napisała, on w tym czasie także napisał do mnie (był w pracy), że ona do niego pisze. Nie wiem komu mam wierzyć, jej czy jemu.Po tym co było kiedyś nie wiem kto mówi prawdę. Nie potrafię mu już zaufać, a za rok mamy się pobrać. Chociaż zastanawia mnie fakt, że On mnie powiadomił o tym, że ona napisała. Nie wiem czy ona się mści, czy on kłamie, bo wyczuł, że ja o wszystkim wiem (przed tą wiadomością z dnia 25 października, dostałam od niej 11 października wiadomość, że "mam pilnować faceta", pokazałam mu tę wiadomość). Chcę mu zaufać,ale boję się. Czy jest możliwość, że zdołam mu kiedyś znów zaufać? Bo staję się nerwowa na każdy dźwięk przychodzącego do niego smsa, na każde spóżnienie....
Podobne tematy
Nie.
Chyba masz rację, chyba już mu nie zaufam. Ale naprawdę chcę z nim być. Chcę wspólnie z nim wychowywać naszą córkę. Nie dopuszczam do siebie myśli, że mogłoby być inaczej, że mogłabym od niego odejść. Za bardzo zależy mi na naszym związku, na nas. Chciałabym chociaż nie myśleć ciągle o tym co robi, gdzie jest i z kim. Widzę, że strasznie się stara, że mu zależy.
Chyba masz rację, chyba już mu nie zaufam. Ale naprawdę chcę z nim być. Chcę wspólnie z nim wychowywać naszą córkę. Nie dopuszczam do siebie myśli, że mogłoby być inaczej, że mogłabym od niego odejść. Za bardzo zależy mi na naszym związku, na nas. Chciałabym chociaż nie myśleć ciągle o tym co robi, gdzie jest i z kim. Widzę, że strasznie się stara, że mu zależy.
Jeżeli tak Ci na nim zależy i nie chcesz od niego odejść, to czego oczekujesz?
On jeszcze nie dorósł do związku i roli ojca.
Albo pogodzisz się z tym, albo w końcu zrozumiesz, że to nie jest mężczyzna dla Ciebie i pogonisz go na cztery wiatry, tym razem na amen.
Masz dwa wyjścia
1. zostajesz z nim, ale on się nigdy nie zmieni i żyjesz ze świadomością, że Cię zdradza na lewo i prawo. Tak, może kiedyś się opamięta...może, albo jak mu przestanie stawać czyli za jakieś 50 lat albo i później. Ty będziesz cierpieć, no albo układ ze każdy sobie rzepkę skrobie, ale to wtedy bez miłości
2. odchodzisz i układasz sobie życie na nowo. Masz szansę znaleźć kogoś dla kogo będziesz naprawdę ważna, a kto zaakceptuje dziecko.
O zaufanie pytasz... Ok, dałabyś złodziejowi samochodów kluczyki do swojego auta?? Zdrowy rozsądek powinien zmusić Cię do ewakuacji już dawno, ale widocznie Twój szwankuje...
on się nie zmieni, będzie zdradzał cię po ślubie jak i przed.
Desperacja pelna geba. Wyznaczmu dni w ktorych bedzie korzystal z uslug kochanek i mozesz wracac. A nie zapomnij z nimi zrobic wieczorku zapoznawcsego.
Komu Ty chcesz zaufac?Jaki slub?pzdr.
Jesli bys mu zaczela ufac, to znaczy, ze bylabys skonczona idiotka i krzyzyk na droge. Bo zycie bedziesz miala beznadziejne. Albo wiec zacznij z nim prowadzic otwarty zwiazek, albo rzuc go w diably.
Jesli bys mu zaczela ufac, to znaczy, ze bylabys skonczona idiotka i krzyzyk na droge. Bo zycie bedziesz miala beznadziejne. Albo wiec zacznij z nim prowadzic otwarty zwiazek, albo rzuc go w diably.
tyle,ze znim sie nie da prowadzic zadnego zwiazku.Bo dla niego liczy sie tylko jego ego i to co ma w spodniach.zadnych wartosci wyzszych.pzdr.
Sytuacja nie do pozazdroszczenia. Szkoda mi Ciebie, bo strasznie się szarpiesz z myślami. Niestety poprzednicy, którzy się tutaj wypowiadali mają rację. Jeśli kochasz swoje dziecko i siebie również zażądaj alimentów i zacznij być szczęśliwa bez niego, bo z nim nigdy nie będziesz, Trzymam kciuki za powodzenia sprawy!
Śnisz na jawie.. Śpiąca królewna, O! tak bym Cię nazwała.
Odpowiedz sobie na pytanie jakiego związku oczekiwałabyś? Jakie chciałabyś mieć relacje ze swoim partnerem?
Może chciałabyś, aby dominowało poczucie szczerości? Zaufania? Zrozumienia? Wreszcie, może chciałabyś czuć się kochana?
A teraz zastanów się: jaki związek masz? I porównaj.
Jeśli coś nie spełnia Twoich podstawowych oczekiwań po prostu zrezygnuj z tego.
Nie bój się, że w życiu już nic dobrego Cię nie spotka. Może boisz się, że nie spotkasz drugiego takiego? Obyś nie spotkała.
Na świecie jest sporo wartościowych ludzi, trzeba ino mieć nosa ![]()
Głowa do góry. Szanuj swoje pragnienia. Jeśli ten związek mija się z Twoimi pragnieniami, pożegnaj Pana.
Niech zgadnę. Nie pracujesz. Nie masz swoich pieniędzy. Czy sie mylę?
Nie kochasz go a pseudo bezpieczeństwo, które niby tobie zapewnia. Przyniesie pieniądze do domu. Masz dach nad głową. Jezu... I jeszcze pewnie myslisz, ze to dla dobra dziecka. Bo córka musi wychowywać sie w pełnej rodzinie.
Niestety uczymy sie na cudzych błędach. Więc na nic wpisy i porady, które tu znajdziesz.
Jestem żywym przykładem tego, że bycie w związku dla dobra dzieci i że jakoś to będzie (na oczy przejrzałam szybko), na nic sie zda. Jestem istniejącym przykładem powalonej na kolana do krwi zmasakrowanej psychicznie kobiety.
Ale żyję... Każdego dnia potwornie sie boję. I tylko ja o tym wiem. Tylko ode mnie zależało wyjście z tego bagna, w które sie wpakowałam.
Miej w oczach strach, ale idź do przodu. Powolutku małymi kroczkami. I broń boze, nie zastanawiaj sie, czy czasem nie zrobisz mu krzywdy. Nie lituj się. Nie miej w sobie nienawiści. Zobojętnienie. tylko wtedy dasz radę.