Pozdrawiam wszystkich ,których zaciekawił temat. Siedząc wieczorem i rozmyślając nad życiem ,szukając pomocy trafiłem na to forum.
Potrzebuję pomocy.
Mam, a właściwie miałem kobietę.Ona 29 lat ja 39. W związku jesteśmy prawie sześć lat.(nie jesteśmy małżeństwem) Mamy dwóch wspaniałych synów 3,5 roku i 1,3 roku. Po narodzinach pierwszego synka
zaczęliśmy się dość często kłócić lub może sprzeczać (co przed narodzinami pierwej pociechy było nie do pomyślenia). Zawsze jednak jakoś się godziliśmy i żyliśmy normalnie
choć sprzeczki się zdarzały. Po narodzinach drugiego synka konflikty między nami zdarzały się częściej. Ostatnio tj. 2 miesiące nie było poważnych kłótni. Ewentualnie drobne sprzeczki,ale zawsze ,któraś
ze stron przepraszała.
5 Dni temu moja ukochana wszczęła awanturę o nic.(Usmażyła jajka na kolację . Podczas jedzenie wyciągnąłem włos z talerza nic nie mówiąc.Ona zapytała co tam wyciągałem?
Odpowiedziałem ,że włos ,a ona stanowczo odpowiedziała mi ,że kłamie i to była skorupka. I się zaczęło. Ona wiadro pomyj na mnie ja rykoszet w jej stronę). 2 dni później zabrała dzieci i odeszła.
W odpowiedzi na pytanie dlaczego odchodzisz,rozbijasz rodzinę odpowiedziała ,że już mnie chyba nie kocha,nie jest ze mną szczęśliwa i że jej nie pomagam,że nie wyrabia psychicznie.
Jest pewna prawda ,że jak się kogoś straci to dopiero się go docenia. Teraz wiem ,że kocham ją najbardziej na świecie, kocham moje dzieci i chcę walczyć o odzyskanie rodziny ale potrzebuję porady jak ?
Zdałem sobie sprawę ,że ostatnio ją strasznie zaniedbałem. Sexu nie było chyba z 3 miesiące.Nie okazywałem i świadomie wstrzymywałem okazywanie jej uczuć. Rzadko sam z własnej woli przytuliłem.
Wolałem tulić dzieci . Za bardzo przelałem uczucia na dzieciaki ,a powinienem na ich troje.Kajam się za to strasznie.
Moja sytuacja jest taka:
Ja pracuję. Rano nie widywałem rodzinki bo wstawałem zbyt wcześnie. Wracałem do domu około 17:00 kawa ,spr. poczty ewentualnie odpowiedzi na emile. Potem często prosiłem aby dała mi 30 minut
drzemki. Zgadzała się na to i tak ja zostawałem z młodszym synkiem ,który też miał czas na drzemkę ,a moja kobieta szła ze starszym na spacer,lub do koleżanki czy też na małe zakupy.(duże robiliśmy razem .Wiadomo auto,market itp) Po jej powrocie ja zostawałem w salonie z dziećmi. Prosiła mnie o to ,, zajmij się dziećmi ,a ja ogarnę pranie czy tam posprzątam w kuchni'' Później mi wypominając ,że siedzę zamiast jej pomóc sprzątać ale to szczegół.
Moja ukochana zajmuje się domem i dziećmi. Wiem ,że to nie łatwe (zwłaszcza,że nasz starszy synek to prawdziwy diabełek) Czasami nawet jej współczułem kiedy dzwoniłem do domu z pracy.
Od kilku miesięcy moja kobieta strasznie narzekała. Ale to na wszystko. Na wspomnianego syna ,na mnie ,na samopoczucie itd itp. Od kilku tygodni słyszałem po powrocie z pracy jak krzyczy i klnie na syna. Treści mnie przeraziły ale jakoś nie wiedziałem jak zareagować. (zawsze było tak,że jak jej coś nie wychodziło ze starszym synkiem to atakowała mnie.Wymyślała nieprawdziwe rzeczy.)
Krzyczała na niego ,używała wulgaryzmów i tekstu ,który przytoczę (przestań ku... Nati bo mama już nie wytrzymuje psychicznie z tobą.Zaraz wyjdę z domu albo zabiorą mamę do szpitala!)
Tu powinna być moja reakcja (nie wiem przytulić czy cokolwiek) a ja tylko zabrałem syna do pokoju.
Podejrzewam ,że sytuacja z 2 dzieci zwłaszcza niesfornym starszym dzieckiem oraz moja oziębłość w stosunku do niej spowodowała ,że odeszła. Po prostu nie wytrzymała.
Wiem zaraz pewnie ktoś napisze,że nie pomagałam. Pomagałem ! Odkurzałem, zajmowałem się dziećmi żeby miała chwilę na ,,ogarnianie'' lub po prostu dla siebie,Pomagałem zbierać co wieczór zabawki w salonie itp, itd.
Boję się ,że nie wytrzymała nerwowo. Nie chcę tylko aby to ,że coś nie jest po jej myśli zwalała na moją osobę. Bo tak to teraz czuję.
Nie piję ,nie ćpam,nie zdradzam, nie biję to tak dla tych ,którzy chcą wiedzieć.
Jak uważacie ? Co jest przyczyną jej odejścia? Brak okazywania uczuć z mojej strony czy po prostu nie radziła sobie z dziećmi i domem?Coś ją przerosło? Ja już nie wiem co mam o tym sądzić.
A może to tylko i wyłącznie moja wina? Nie wiem.
Proszę pomóżcie mi rozwiązać tą zagadkę i odzyskać rodzinę. Jak mam ją do siebie przekonać. Teraz wyjechała do swojego brata i bratowej 350 km od domu. (nie znam nawet ich dokładnego aktualnego adresu .Tylko miasto wiem jakie) Nie odbiera telefonów , nie odpisuje na smsy.Wiem ,że szuka mieszkania na własną rękę.
Nie wiem jak się mają dzieci ,co się z nimi dzieje
Brat i bratowa są przeciwko mnie. Jej brat nie chciał ze mną rozmawiać .Zrobiła chyba ze mnie potwora w ich oczach.
Zrobię wszystko żeby odzyskać rodzinę.
Na każde pytanie jakie macie odpowiem.
Dziękuję za poświęcenie czasu na przeczytanie mego postu i pozdrawiam.