Cześć!
Poznałem dziewczynę, którą ktoś wcześniej mocno zranił i bardzo cierpiała z tego powodu, dokładnych okoliczności nie znam, wiem tyle, że zaufała gościowi, a on nagle urwał kontakt. Jest to świeża rana i ogólnie dziewczyna jest dosyć skrzywdzona przez życie. Problem jest taki, jak się pewnie domyślacie, nie chce mi zaufać. Jakby tego było mało, wcześniej próbowałem z jej znajomą (jak jeszcze się nie znaliśmy) i prawdopodobnie to też ma znaczenie.
Nasza relacja w skrócie wygląda tak; krok do przodu i dwa do tyłu. Raz jest gotowa rzucić mi się w ramiona, żeby niedługo potem zignorować mnie całkiem, albo zbyć tekstem, że nie jest wcale zainteresowana (jej mowa ciała mówi co innego). Jak umawiamy się na spotkanie (z mojej lub jej inicjatywy) to przeważnie i tak na końcu "zapomni" o tym, jest zajęta albo zmienia temat. Mamy wspólną grupę znajomych i dlatego czasem się spotykamy.
Ewidentnie coś jest na rzeczy i coś ją blokuje. Zależy mi na niej, gdyby tak nie było, dawno już bym się ulotnił, kto by wytrzymał taką huśtawkę przez parę miesięcy. Nie mogę jej popędzać, na to już wpadłem sam, tylko ją wystraszyłem. Wiem, że dobrymi intencjami nic nie zbuduję, dlatego jestem gotów się poświęcić. Jak ma zaufać w takiej sytuacji?