Witam,
Mam 25 lat mój partner 21.
Jesteśmy ze soba od roku.
Początek był piękny codziennie smsy, rozmowy po nocach przyjeżdżał do mnie.
Także przeprowadziłam się dla niego do warszawy żebyśmy razem zamieszkali.
Okazało się ze ćpa anfe i nie tylko. Bardzo się o to pokłóciliśmy ,przekonywał mnie ze to nic złego ,ze może mi dać spróbować i ze mnie kocha i powinnam go zaakceptować takim jakim jest.
Podałam się i dałam sobie na luz ten temat, zaczął wychodzić na imprezy i znikać na 3 dni, wracał zmęczony chudy niewyspany i ciągle musiałam wtedy dbać o niego bo mówił ze mi nie zależy.
Ma kolegę do którego jeździ każdego dnia, ciągle z nim piszę ,ciągle go gdzieś wozi i ciągle wychodzi z nim na imprezy coś mu kupuje,
Niestety nie wyrobiłam finansowo z utrzymaniem domu okłamywałam go ze wszystko jest okej i zadłużyłam się u jego znajomych, w rezultacie wyrzucili nas z mieszkania a ja spędziłam 2 tygodnie u jego rodziny. Znalazłam mieszkanie inne które utrzymuję jego znajomi ciągle mi wypominają tą kasę. On pojawia się sporadycznie a jak jest wyzywa mnie od kłamczuch tępot ,żebym książki czytała jak mu odpyskuje uderza mnie. Ciągle słyszę ze jestem wieśniaczką, ze chce mu odebrać znajomych. Ostatnio wpadł po 2 tygodniach i kazał sobie o 1 w nocy pizze robić bo ma ochotę i ze jestem chujowym gospodarzem bo nawet o picie się nie zapytałam ze się nie troszczę i ze mam go w dupie.
Pierwszy raz mu oddałam po tej kłótni liścia w twarz, popłakał sie i uderzył mnie z pieści w nos.
Często jest tak ze on nie odbiera ode mnie nie odpisuje na smsy, nie przyjeżdża. Na pół rocznice dotarł po 2 dniach naćpany i ledwo żywy. Zawsze ten jego kolega wydzwania i on odrazu wychodzi.
Ciągle słyszę ze jestem kłamczuchą (naprawdę jestem) ze powinnam się cieszyć ze w ogóle przyjeżdza.
Ze jestem hamska bo wymagam zeby odebrał jak ja nie zasługuje na szacunek ina to zeby on odbierał.
Ostatnio dowiedziałam się ze na imprezach zdradza mnie.
Uratował mnie przed bezdomnością a ja go okłamywałam, może faktycznie zasłużyłam na taki los nie wiem co mam powiedzieć czy być z nim czy dalej walczyć.
Meczy mnie ciagłe usługiwanie mu i podawanie wszystkiego. czyje się jak bym powinnam mu służyć bo jestem mu wdzięczna za tyle. Juz nawet to ze ćpa mi nie przeszkadza. boje się wielu rzeczy i nie wiem co mam robić może to wina tego ze krzyczałam dlatego mnie uderzył.
nigdzie mnie nigdy nie zabiera zabrania mi wychodzić na imprezy bo go niby zdradzę.
ostatnio znów był zły bo chciałam porozmawiać i mu spauzowałam film i nie pozwoliłam zeby włączył
oblał mnie wtedy wodą i kazał upiec pizze.
może faktycznie ja przesadzam?