Witam, jestem z fantastycznym mężczyzną, który ma problemy w rodzinie i nie wiem za bardzo jak mam mu pomóc, bądź jak znaleźć rozwiązanie w bardzo nieciekawej sytuacji. Michał ma brata (o 11 lat starszego) i siostrę ( o 7 lat starszą), którzy mają już żonę/męża i dzieci. Michał ma 28 lat. Mama zmarła gdy miał 19 lat i od tego czasu zaczynały się schody w rodzinie...Ojciec choruje na depresję ok 20 lat, gdy odeszła mama stan jego zdrowia bardzo się pogarsza..problemy z chodzeniem, przesunięcie kości w lędźwiowej części kręgosłupa, lekki paraliż twarzy, brak kontaktu, dość częsty płacz, że boli, słowa typu "umieram", "myślałem, że dziś już umarłem". Ojciec bierze ok. 20 tabletek dziennie !! Proponujemy wyjścia na chociażby podwórko.. odpowiedź brzmi "nie, nie chce mi się itp." Natomiast gdy jest ustalona wizyta do lekarza, potrafi szybko się zebrać i być gotowym do wyjścia. Wizyty u psychologa, neurologa, psychiatry są regularnie..nic jednak to nie daje.... Paweł, brat Michała mieszka w drugiej części miasta, Kaśka natomiast mieszka z mężem i dzieckiem w rodzinnym domu gdzie jest również pod dachem i schorowany ojciec i sam Michał. Kaśka zajęła praktycznie cały dom, dwa pokoje, całą piwnicę, gdyż tam ma swoją działalność, Ojciec ma swój pokój, Michał ma swój pokój i tyle co kuchnia i łazienka, wszyscy chodzą tu prawie jak na szpilkach, jedno robi drugiemu coś na złe ( zastawianie wjazdu autem, blokowanie zamka od drzwi kluczami itp, itd.). Widziałam, że Michał wielokrotnie wyciągał rękę do siostry, to przywiezie sam od siebie zakupy, na podwórku ułoży drewno, skosi trawę, gdzie jej mąż z mojej obserwacji za wiele tu do domu nie wnosi...tylko i mąż i Kaśka dyrygują co Michał ma robić, " zwieź ojca, umyj, idź weź to i tamto" i to Michała najbardziej boli, że chcą nim dyrygować, depczą i tym podobne, nie ma w ogóle braterskiej przyjaźni, ciepła. Wczoraj jak poszliśmy na spacer, jechał brat, Paweł nawet nie przytrzymał się "cześć" nie powiedział i dla Michała od razu się zagotowało i przykro się zrobiło. Wszystko jest jedną wielką nerwówką. Dziś próbowaliśmy zjeść śniadanie ale nie dało się na spokojnie, gdyż zszedł ojciec ubrany już i gotowy do wyjścia na wizytę do nerologa, wizytę ma na 13.00 a już o 10.00 siedzi w kurtce... i zaczął coś jęczeć, marudzić a Michał od razu zaczął się denerwować, bo już czuje ciśnienia, spiny... Z całego rodzeństwa z mojej obserwacji Ojciec najchetniej chce spędzać czas, rozmawiać z Michałem, Ojciec siedzi całymi danimi w pokoju na górze jak nie ma nas, gdy usłyszy, że przyjechaliśmy od razu schodzi na dół, natomiast gdy jest Kaśka ze swoją rodziną na dole od razu zamyka się w swoim pokoju. Ojciec bardzo żałuje, że wpuścił męża Kaśki do domu, że pozwolił zamieszkać...nie zwraca się do niego po imieniu tylko po miejscowości z której Jacek(mąż Kaśki) pochodzi. Nie wiem co mam zrobić, jak pomóc, jak rozmawiać, boli mnie to i drażni bo widzę jak bardzo to wpływa na Michała, nie może się skupić na swojej pracy, na swoim życiu. Co można tutaj zrobić? ![]()
Podobne tematy
Mieszkasz razem z chłopakiem u niego w domu?
Macie możliwość wyprowadzić się ?
Dziękuję za odpowiedź
. Dzieli nas ok 100 km, ale widujemy się w każdy weekend a nawet kilka dni dłużej, ja mam swoje mieszkanie w Poznaniu (mieszkam tu i pracuję) on natomiast mieszka w swoim rodzinnym miasteczku, nie myślimy o przeprowadzce , gdyż ojca stan zdrowia będzie znacznie pogarszać się. Ja do ich domu nie mam zamiaru wprowadzać się..6 osób, pozabijalibyśmy się. Gdy Michał wyjedzie na kilka dni/tygodni ojciec bardziej robi się zamknięty w sobie...potrafi nawet dzwonić i pytać 3 razy "gdzie jesteś Michał". Dziś byliśmy u neurologa, tylko Michał jeździ z ojcem po lekarzach gdyż reszta rodzeństwa ma swoje działalności ale jakoś czasu nie ma...Michał czas znajdzie, ale dziś już nic nie zrobił w swojej konstrukcji, bo jest wypruty już psychicznie... od 11-16 po za domem u lekarza.. Dziś byłam pierwszy raz i przyjrzałam sie temu wszystkiemu i nie wiem czy ja byłabym w stanie tyle wytrzymać, tyle lat..... Dlatego nie wiem jak dla niego, dla nich pomóc, co mogę zrobić. Siostra tylko zapytała czy dali skierowanie do szpitala, najchętniej chciałaby wysyłać ojca tylko do szpitala albo do hospicjum, gdzie Michał wie, że tam jeszcze bardziej ojciec zwariuje...nie ma serca, sumienia aby tak ojca po prostu "zapuszkować" w szpitalu. Ja jako partnerka nie wiem jak go wesprzeć, jedynie to coś ugotuję, pojadę do lekarza, przytulę, wysłucham, jestem.
4 2014-11-05 00:00:08 Ostatnio edytowany przez nokiaaa (2014-11-05 00:01:54)
Jaka przyszlosc planujesz skoro on jest uwiazny do ojca? Ze niby caly czas bedziesz sto km od niego?a dzieci a rodzina? Jak to widzisz. Pomoc asekuracja?twoje poswiecenie? A moze nie myslisz o tym.prawda jest taka.ze wiecznie tak nie mozna.szkoda chlopaka.
Czasem warto zdecydować się na ośrodek opieki społecznej lub hospicjum. To nie jest tak, że pozbywamy się bliskich, tylko czasami nie mamy możliwości zajmowania się nimi tak, jak w przypadku rodzeństwa twojego partnera. Prowadzenie własnej firmy to jest praca 24h na dobę, 7 dni w tygodniu, a do tego jeszcze dzieci, rodzina... Nic dziwnego, że nie mają czasu zająć się ciężko chorym ojcem.
A czy twój partner pracuje? Piszesz, że siedzi z ojcem od 11 do 16. Kiedy znajduje czas na pracę?
Tak jak napisała nokia, chłopak jest uwiązany do ojca. Co będzie, kiedy ten zniedołężnieje jeszcze bardziej? Czy za jakiś czas, kiedy zechcecie się np. pobrać wyprowadzi się do ciebie?
Dobry wieczór
. Dziękuję za odpowiedzi. Praca mego mężczyzny wygląda tak, że wykonuje ją w domu w swoim pokoju siedzi nad konstrukcjami i składaniem urządzeń, więc jest cały czas w domu. Obok pokoju chorego ojca... Delikatnie z nim rozmawiałam odnośnie mieszkania w rodzinnym domu, jego znajomi jeden za drugim powoli przenoszą się do większych miast.....mój obecnie o tym nie myśli, bo nie może zostawić ojca...Siostra jego również pracuje w domu ale w piwnicy ma swoją pracownię i wykonuje zlecenia siedzi tam od 8-17 i nie interesuje ją w tym czasie co się dzieje piętro wyżej.. Choć z rana pomaga dla ojca wstawać, czasem coś tam ugotuje. Pytałam mojego jak te nasze widywanie się, bycie razem widzi za np. pół roku, odpowiedział " że nie wie, co będzie robił jutro czy za tydzień a co mówić za pół roku" odpowiedział mi tj. ptaniem " czy mam ci się zwalać na łeb do mieszkania?" czyli odebrałam to w taki sposób, że po prostu bije go męska ambicja i dopóki sam czegoś nie zbuduje bądź nie będzie stać na mieszkanie, chyba po prostu zostanie w tym rodzinnym domu. Nie wiem, już ta cała chora akcja zaczyna mnie dystansować do niego, samoistnie. Jest mi już wszystko jedno czy się zobaczymy czy nie i wiem, że to jest zły znak... Chcę aby było dobrze, mam już 28 lat, więc chyba czas się sprecyzować i z tąd to moje "rozsądniejsze" podejście a nie typowe warczenie, narzekanie czy marudzenie jak to mają kobiety w wieku np. 20 lat. Chyba latka, bagaż doświadczeń - nas kształtują. Nie wiem co mam zrobić, czy zaakceptować to takim jakim jest, dalej trwoniąc czas w nieznane... czy jednak odpuścić i niech się dzieje co ma się dziać. Już i tak zajęłam się sobą, praca, rozwijanie pasji, kontakty ze znajomymi ale ciągle brakuje czegoś.... Nikomu nie życzę takiej sytuacji........ pozdrawiam, Marta
tak marta prawidlowa reakcja to twoj bunt i postawienia "opiekuna,zbawiciela" w konkretnej sytuacji. nie mozesz trwonic czasu, masz 28 lat a twoj partner ma na glowie osobe niepelnosprawna i pewnie nie bedzie mogl byc ojcem i mezem takim jak inni.
wspolczuje ci i dopoki nie masz dzieci i tam nie mieszkasz lepiej poszukaj sobie kogos wolnego.
Witaj,
z tego co piszesz Twój Michał od początku uwikłany był w taki układ, gdzie siostra interesuję się swoim Ojcem sporadycznie, a on wziął na swoje karby większą odpowiedzialność za schorowanego starszego człowieka. Bardzo to przykre i wstrząsające, bo tak być nie powinno i uświadomienie sobie tkwienia w chorej sytuacji jest podstawową rzeczą ! Tam od początku należałoby ustalić podział obowiązków i nie dać sobą dyrygować,mającej wybitnie dyktatorskie zapędy, siostrze.
Nokia napisała, że masz 28 lat a Twój partner mając na głowie niepełnosprawną osobę, nie będzie mógł być mężem i ojcem, jak inni, dlatego nie możesz trwonić czasu. Moim zdaniem, ktoś mógłby być kiepskim kandydatem na męża i ojca, gdyby okazywał kompletny brak zainteresowania chorym członkiem rodziny...
Ja na Twoim miejscu zastanowiłabym się nad możliwością znalezienia złotego środka, ale takie dywagacje są możliwe wówczas, gdy jesteś w pełni świadoma tego, że Ci zależy na waszym związku i kochasz swojego Michała. Skoro jego ojciec nie ma tam zbyt dobrych warunków, bo jak sama pisałaś musi się przez większość część czasu gnieździć w małym pokoiku jak w klatce, to może dobrym rozwiązaniem byłoby umieszczenie go w domu seniora, który ma dobrą opinię i wyegzekwowanie od rodzeństwa Twojego mężczyzny współuczestnictwa w dodatkowych kosztach utrzymania.
Innym rozwiązaniem jest przeprowadzka Michała do Ciebie, która przecież nie uniemożliwiłaby stałych kontaktów i odpowiedniego rozdysponowania obowiązków między Twojego partnera a jego siostrę. I to, że kobieta ta ma rodzinę i dzieci, wcale nie usprawiedliwia jej marginalnego zainteresowania swoim ojcem. Twój Michał też ma prawo do założenia swojej rodziny i do organizowania swojego życia prywatnego, a jeśli się chce da się wiele rzeczy ze sobą pogodzić.
9 2014-12-10 08:48:46 Ostatnio edytowany przez nokiaaa (2014-12-10 08:49:38)
limeryk dzieci mamy po to aby byly szczesliwe a nie po to aby sie nami opiekowaly. gdybym miala uwiązac mojego syna na 20 lat to wole isc do domu starcow. tylko zasrani egoisci wymagają "szklanki mleka" na starosc. szklanka mleka? a moze pampersy z gownem i rzucawki nastrojowe, prucie psychy i zniszczone zycie czyjes.
znam temat od podszewki bo mieszkalam na stancji ze starsza osobą i wytrzymalam rowno 4 miesiace.
horror.