Krótko przedstawię nasza sytuacje. Ja mam 27 lat, moj chłopak jest rok ode mnie starszy, razem jesteśmy troche ponad 3 lata. Studiowałam w Poznaniu, potem zaczęłam tam prace i tam tez poznałam M. 2 lata temu zmarł moj ojciec, a ze jestem jedynaczką (M rownież) to wróciłam do rodzinnego miasta, bo zarówno ja jak i moja mama bardzo przezylysmy ta smierć. M przyjeżdżał co 2 weekend, az przyszedł moment, ze dostałam wypowiedzenie z pracy i doszliśmy do wniosku po długich rozmowach, ze jeśli chcemy byc razem to zamieszkamy u niego, w Poznaniu. Tutaj pojawia sie problem. M mieszka z dziadkiem. Zobowiązał sie do pomocy (finansowej rownież) w zamian za to, ze po śmierci dziadka odziedziczy mieszkanie. Rodzice M od poczatku nie bardzo mnie akceptują i nie sa przychylni temu związkowi, dlatego tez nie chcą żebym przyjechała i zamieszkała z M, bo pomimo iż bardzo słabo mnie znają, uważają, ze nie jestem dla niego ta jedyna. M chciałby żebyśmy zamieszkali u niego, bo skoro zobowiązał sie pomagać dziadkowi rownież finansowo nie bedzie nas stać wynająć mieszkania i utrzymywać dwóch. M jest człowiekiem raczej bezkonfliktowym, dlatego chciałby dogadać sie w tej kwestii z rodzicami, jednak ich sie nie wybiera, sa jacy sa... Czy ja, mimo iż bardzo go kocham powinnam odpuścić i podarować sobie ten związek? Nie chce zeby wybierał miedzy mną a rodzicami.
Podobne tematy
Oj ci kochani rodzice. Nie ma co odpuszczać, bo tak naprawde według rodziców, żadna nie będzie odpowiednia
Po prostu porozmawiaj z chłopakiem o tym. A poza tym znasz tego dziadka? Jest zdrowy? On ma cos przeciw?
Edytko, znam dziadka, teraz lekko podupadl na zdrowiu, bo sie przewrócił i boli go noga, jak wiadomo starszy człowiek dłużej dochodzi do siebie. Nie jest to osoba, której trzeba zmieniać pieluchy i zajmować sie nią 24 h na dobę. Dziadek jest od strony ojca M i zaakceptuje każda decyzje swojego syna i synowej. Rozmawiałam z M o tym, jeszcze dziś napisał "chce Cie tutaj"... Rozmawiał z ojcem, ojciec wyraził sie nieprzychylnie do jego propozycji. Ja staram sie wszystko zrozumieć, ale mamy juz swoje lata, nie jesteśmy dziećmi i nawet gdyby miało okazać sie, ze nie jesteśmy dla siebie stworzeni chciałabym, żebyśmy przekonali sie o tym sami. Jak mozna obarczać swoje dziecko takim obowiązkiem jakim jest dziadek (rodzice kupili mieszkanie i mieszkają sami) az tak bardzo, zeby musiał rezygnować ze swoich życiowych wyborów? Jakos cieżko mi to wszystko poukładać...
Może powinien Twój chłopak albo Ty razem z nim ogarnąć rozmowę z dziadkiem, jak on to widzi. No i uważam to też za dziwne. A niech dziadek będzie tym szczęśliwcem co dożyje setki? To co M tyle lat ma mieszkać bez Ciebie, w ogóle bez nikogo? Nie wiem czy tak właśnie oni sobie to wyobrażają..
Edytko, nie wiem jak wyobrażają to sobie jego rodzice, dziadkowi życzę zeby i 150 dożył, bo to jedyny człowiek w całej rodzinie, który okazuje normalna ludzka życzliwość w stosunku do mnie. Dziadek jest tutaj najmniejszym problemem, bo on zgodziłby sie na wszystko. Problemem sa rodzice, którzy dorosłemu juz chłopakowi nie pozwalają podjąć samodzielnej decyzji, a on sie meczy, bo jest miedzy młotem, a kowadlem...
Edytko, nie wiem jak wyobrażają to sobie jego rodzice, dziadkowi życzę zeby i 150 dożył, bo to jedyny człowiek w całej rodzinie, który okazuje normalna ludzka życzliwość w stosunku do mnie. Dziadek jest tutaj najmniejszym problemem, bo on zgodziłby sie na wszystko. Problemem sa rodzice, którzy dorosłemu juz chłopakowi nie pozwalają podjąć samodzielnej decyzji, a on sie meczy, bo jest miedzy młotem, a kowadlem...
Jedyny prawidłowy ruch to ruch chłopaka, pora w końcu dorosnąć i odciąć się od "cycka" rodziców. Musi nauczyć się żyć tak jak sam chce i stanowczo wyrażać swoje plany i potrzeby, a nie ulegać presji rodziców byle im się przypodobać. Traktują go tak, bo on na to sam pozwala. Teraz on musi ich "wychować", może nie potrafią odnaleźć się w sytuacji, że synek to już dorosły facet, pora ich tego nauczyć
Jedyny prawidłowy ruch to ruch chłopaka, pora w końcu dorosnąć i odciąć się od "cycka" rodziców. Musi nauczyć się żyć tak jak sam chce i stanowczo wyrażać swoje plany i potrzeby, a nie ulegać presji rodziców byle im się przypodobać. Traktują go tak, bo on na to sam pozwala. Teraz on musi ich "wychować", może nie potrafią odnaleźć się w sytuacji, że synek to już dorosły facet, pora ich tego nauczyć
Zgodzę sie z Tobą, jeśli chodzi o wyrażanie potrzeb i planów, ale jak M sam przyznał, w tej rodzinie sie nie rozmawia i nigdy nie rozmawiało o uczuciach, potrzebach. Ja próbuje go uczyć tego, ze rozmowa jest lekarstwem na większość problemów, tylko właśnie ja staram sie rozmawiać, a oni wyrażają tylko poglądy nie próbując nawet dążyć do jakiegoś kompromisu. Pamietam sytuacje, jeszcze jak mieszkałam w Poznaniu na stancji, przeprowadzalam sie, a pomiędzy wyprowadzka, a zwolnieniem sie pokoju dla mnie było 10 dni różnicy. Jak chłopak zapytał czy możemy te 10 dni pomieszkać w ich mieszkaniu (stało wtedy puste) to powiedzieli, ze nie, ze jak bedzie miał swój dom to bedzie wtedy sobie sprowadzał kogo chce i kiedy chce. Poradziliśmy sobie bez nich. Staram sie go nie buntować przeciwko nim, bo wiem, ze sama nie chciałabym zeby mnie ktoś przeciwko rodzinie nastawiał. Nawet jeśli M postawi na swoim to przy braku akceptacji ze strony rodziców nic nam sie nie uda, w końcu oni sa tam codziennie...
8 2014-10-29 15:40:59 Ostatnio edytowany przez maniek_z_maniek (2014-10-29 15:42:33)
Oczywiscie ze nie zgadzac sie ze zdaniem rodzicow M. i nie robic jak oni chca. Skoro jak widac M. sie tym az tak bardzo nie przejmuje to po co doszukiwac sie tutaj problemow. Widac ze glownym ukierunkowaniem u Ciebie w zyciu jest chec bezkonfliktowego jego przejscia. Musisz jednak sie zastanowic czy rzeczywiscie tak w zyciu zawsze jest. Kiedys byly wojny (moga byc), czasami brakuje pracy, itp. Jesl Twoje obawy nie wynikaja tak naprawde z braku rzeczywistej milosci do chlopaka to ja bym sie wogole nie zastanawial. Jest jeszcze kwestia formalizacji zwiazku, ale roznie ludzie do tego podchodza.
"w końcu oni sa tam codziennie..." i to jest prawdziwy problem, dlaczego sa? bo pomagali dziadkowi? A jesli M. to przejmie to moze nie powinni sie za czesto pojawiac? Chodzi o kase czy zazdrosc o syna?
Oczywiscie ze nie zgadzac sie ze zdaniem rodzicow M. i nie robic jak oni chca. Skoro jak widac M. sie tym az tak bardzo nie przejmuje to po co doszukiwac sie tutaj problemow. Widac ze glownym ukierunkowaniem u Ciebie w zyciu jest chec bezkonfliktowego jego przejscia. Musisz jednak sie zastanowic czy rzeczywiscie tak w zyciu zawsze jest. Kiedys byly wojny (moga byc), czasami brakuje pracy, itp. Jesl Twoje obawy nie wynikaja tak naprawde z braku rzeczywistej milosci do chlopaka to ja bym sie wogole nie zastanawial. Jest jeszcze kwestia formalizacji zwiazku, ale roznie ludzie do tego podchodza.
"w końcu oni sa tam codziennie..." i to jest prawdziwy problem, dlaczego sa? bo pomagali dziadkowi? A jesli M. to przejmie to moze nie powinni sie za czesto pojawiac? Chodzi o kase czy zazdrosc o syna?
Wydaje mi sie, ze nie chodzi o pieniądze, nie pochodzę z biedniejszej rodziny niż on, nie żyjemy na innych poziomach. W zasadzie nie wiem tez czy chodzi o zazdrość czy bardziej o kontrole nad jego życiem. I to nie do końca ja chce przejść przez to życie bezkonfliktowo, bo ja akurat umiem głośno i stanowczo wyrażać swoje zdanie. Chodzi raczej o charakter M. To on chciałby zeby wszyscy byli zadowoleni. Dziadek nie wymaga nie wiadomo jakiej opieki, dla mnie oczywiście to nie problem zeby zrobic na obiad porcje wiecej, czy wrzucić do pralki troche wiecej rzeczy, albo posprzątać dodatkowo pokój dziadka. Piszesz, ze M. sie nie przejmuje, przejmuje sie właśnie i to bardzo, bo nigdy nie pozwolono mu zeby podejmował sam ważne dla niego decyzje i teraz mimo iż ma świadomość ze rodzice zle robią, ze jest dorosły, sam powinien kierować swoim życiem, nadal ich pyta, zamiast informować.
Problemem sa rodzice, którzy dorosłemu juz chłopakowi nie pozwalają podjąć samodzielnej decyzji, a on sie meczy, bo jest miedzy młotem, a kowadlem...
Co to znaczy rodzicie "nie pozwolą"?? Jak dorosły to na 100% a nie pół gwizdka.
Pamietaj Moja Droga, ze kazdy ma swoje zycie i powinien robic to, co dla niego jest najlepsze. Kto bedzie za 20 lat pamietal, ze rodzice Twojego chlopaka Ciebie nie lubili? Gwarantuje, ze jak odpuscisz to bedziesz tego zalowala do konca zycia, poza tym to by bylo glupie. Dzisiaj ludzie bardzo szybko odpuszczaja w mysl zasady, ze tak latwiej i jest skuteczna pomoc dorazna. Ale na dluzsza mete traci sie bardzo wiele.
Sam mam problem z dziewczyna i jak opowiedzialem go najblizszym znajomym to kazdy radzil 'zostaw ją, znajdziesz inna, lepsza, po co sie meczyc'. Tylko moja mama, ktora w swoim zyciu przezyla wiecej niz inni ludzie powiedziala mi, ze o swoje warto zawalczyc, a jezeli w gre wchodzi milosc to tym bardziej, bo szybko moze sie to uczucie nie powtorzyc.
W skrocie - to, ze rodzice chlopaka Ciebie nie lubia to najbardziej naturalna rzecz na swiecie, nie przejmuj sie, wazne jest to, co Ty czujesz do chlopaka a on do Ciebie, reszta jest malo wazna. Chcesz byc z nim? To badz! Jezeli dziadek nie ma nic przeciwko to zamieszkaj z nim i chlopakiem.
Zycze duzo szczescia! ![]()
Niestety, rodzice wygrali. Nie do końca fair metodami, ale maja tak ogromny wpływ na M, ze nie umie sie postawić i woli pozostać bierny. Jego wybór, przeciez nie będę sie nikomu w życie na sile mieszała. Mam tylko nadzieje, ze mieli racje i nie byłam "ta jedyna" i ze jeszcze bedzie szczęśliwy, aczkolwiek watpię w to, póki sie nie zmieni i nie zacznie stawiać na swoim nawet kosztem obrażenia sie mamusi czy tatusia. Za to, ze zniszczyli mi związek życzę im zeby do końca swoich dni cierpieli tak jak ja cierpię teraz.
Śledzę wątek od początku i współczuję ![]()
Widać, że jesteś ogarniętą dziewczyną, szkoda że rodzice M. tego nie dostrzegli. Widać, że chcą kierować całym jego życiem, więc jeśli znajdzie sobie dziewczynę, to też znajdą w niej jakąś wadę. Chyba chcieliby się cofnąć do czasów, kiedy to rodzice wybierali dzieciom małżonków. A to już nie ta epoka. Szkoda że on nie potrafił im się postawić, bo argument "nie jest tą jedyną" jest moim zdaniem jak najbardziej do obalenia, bo skąd oni mogą to wiedzieć? Wróżbici czy co? To przecież on wie co do Ciebie czuje i to on ma świadomość czy jesteś tą jedyną czy nie. A skoro zdanie mamusi i tatusia jest ważniejsze... to lepiej, że tak się stało teraz, bo później miałabyś o wiele gorzej...
Wiem, że to banał, ale widocznie nie był Ciebie wart.
Trzymaj się ![]()
Śledzę wątek od początku i współczuję
Widać, że jesteś ogarniętą dziewczyną, szkoda że rodzice M. tego nie dostrzegli. Widać, że chcą kierować całym jego życiem, więc jeśli znajdzie sobie dziewczynę, to też znajdą w niej jakąś wadę. Chyba chcieliby się cofnąć do czasów, kiedy to rodzice wybierali dzieciom małżonków. A to już nie ta epoka. Szkoda że on nie potrafił im się postawić, bo argument "nie jest tą jedyną" jest moim zdaniem jak najbardziej do obalenia, bo skąd oni mogą to wiedzieć? Wróżbici czy co? To przecież on wie co do Ciebie czuje i to on ma świadomość czy jesteś tą jedyną czy nie. A skoro zdanie mamusi i tatusia jest ważniejsze... to lepiej, że tak się stało teraz, bo później miałabyś o wiele gorzej...
Wiem, że to banał, ale widocznie nie był Ciebie wart.
Trzymaj się
Dzięki za słowa otuchy. Kocham tego człowieka, wiec chyba jest wart, nie zasłużył tylko na rodziców, którzy zamiast kochać swoje dziecko zrobili sobie niewolnika, ale mam nadzieje, ze i oni i M kiedyś przejrzą na oczy.
Twoj chlopak ma 28 lat, ja mam 27 lat. Moja Droga, jezeli on w tym wieku az tak bardzo polega na rodzicach, liczy sie z ich zdaniem i rezygnuje z milosci, bo mamusi nie podoba sie przyszla synowa.. to jednak musisz spojrzec krytycznie na swojego chlopaka. Nie znam go, ale wyglada mi na maminsynka, jezeli w tak prostej rzeczy nie potrafi sam podjac decyzje to co sie stanie, jak przyjada powazne problemy? Chcesz mezczyzne czy maminsynka?
Tak jak ktos napisal, dobrze, ze to sie stalo teraz, kiedy jestes jeszcze mloda niz za kilka lat. Poza tym prawdziwa milosc wszystko przetrwa. Jezeli nie przetrwala slow mamusi to sama odpowiedz sobie jak mocne to bylo..