Witajcie. Nie mam jakiegoś wyszczególnionego problemu. Chciałbym, żebyście wysłuchali mojej historii. Wolę się wypowiedzieć tutaj, anonimowo w necie, niż do znanych mi ludzi..
Sytuacja jest banalna- nie mam szczęścia w miłości. Świeżo co skończyłem 24 lata, jestem ukształtowanym, dojrzałym, spokojnym facetem. Pracuję, nieźle zarabiam, nie narzekam, że mieszkam w kraju cebulą kwitnącym. Mam swoje pasje, które rozwijam. I... No właśnie - i... Za mną 3 związki, które przetrwały dłużej niż rok. Pierwszy, licealny- uznaję jeszcze za gówniarski i nie żałuję. Potem poszedłem na studia i poznałem Ją. Byłem najszczęśliwszym facetem na świecie przez dwa lata. Starałem się jak mogłem najbardziej. I w końcu dostałem po dupie... Luba wybrała balety z koleżankami zamiast spędzania czasu ze mną. Brałem urlop w pracy tylko po to, żeby spędzić z nią dzień, a słyszałem jedynie, że nie ma dla mnie czasu, bo idzie do superultrazajebistej czekolady. I ręcę mi opadały... Przecipałem tak jeszcze kilka tygodni, w końcu się rozleciało. Zbierałem się w sobie ponad rok, żeby zacząć coś nowego. Zmieniłem miasto, otoczenie, większość znajomych. Fresh start. Ironia chciała, że zakochałem się w dziewczynie, która mieszkała w moim poprzednim mieście. Czyli typowe long distance relationship.200 km. Ale przez pewien czas było wspaniale. A potem-> powtórka z rozrywki. Spotykaliśmy się tylko w weekendy. Potem już tylko w jeden dzień weekendu. Słyszałem dokładnie te same wymówki- "koleżanki zaplanowały mi cały tydzień". Co to za tekst do swojego faceta ?! W końcu z jednego dnia wyszło 0 i oczywiście się rozpadło, razem z moim sercem. Już kilka miesięcy siedzę w całkowitej skorupie, alienacji, strachu. Boję się teraz z kimkolwiek zaangażować, bo boje się tego samego końca. Chcę poznać normalną, czułą dziewczynę, w której czułbym wsparcie i zainteresowanie. Dla której nie byłbym tylko zbędnym dodatkiem do koleżaneczek...
I tu moje pytanie- jak się przełamać ? Jak wyjść do ludzi, kiedy już nie umie się z nimi rozmawiać ? jak poznać kogoś normalnego, nieimprezowicza, skoro jedyne moje nowe znajomości pochodzą ze sporadycznych wypadów do klubów <tak, szukam kobiety nielubiącej klubów w klubie--> paradoks nazwany od mojego imienia>, a tak normalnie na ulicy zagadać najzwyczajniej w świecie brak mi odwagi?
Ps. Jeśli chcesz hejtować, to sobie daruj. Wystarczy, że sam się hejtowałem przez tyle dni, reszta po mnie spłynie .
Pozdrawiam
Przemek
Podobne tematy
Wszystko ma swój czas i swoje etapy. Po każdym związku nadchodzi moment taki, że trzeba sobie wszystko poukładać, odpocząć... Na pewno dobrym rozwiązaniem nie jest skakanie z kwiatka na kwiatek, czy "klin klinem". Zawsze się mówi o żałobie - po jednym związku trzeba odczekać, potem poznać kogoś nowego.
Ja też teraz jestem bardzo sceptyczna. Bardzo kochałam swojego byłego narzeczonego. Do dziś nie mogę uwierzyć, że wszystko się tak poukładało. Śmiał by się gdyby usłyszał "były narzeczony", dla niego to zapewne bardzo zabawne.
Wyjść do ludzi można wszędzie. Ludzie są dookoła przecież... Więc z tym nie ma problemu. Zależy jak w środku sobie poukładasz, wszystko zależy od tego jak myślisz. Musisz odpocząć. Ale większość osób robi tak, że jak nie ten/ta to następny/a.
Po co chcesz zagadywać na ulicy? Nie jesteś przecież żebrakiem... Wyjdź do ludzi, poukładaj sobie emocje, jak mieszkasz w dużym mieście, na pewno znajdziesz sposób.