Witam, piszę na tym forum, ponieważ od dłuższego czasu mam problem spędzający mi sen z powiek.
Postaram się zaprezentować krótki opis mojej osoby - mam dwadzieścia lat i jestem studentką filologii angielskiej. Jeżeli chodzi o aparycję to nie sądzę, by mi czegokolwiek brakowało, nieskromnie powiem, że jestem atrakcyjną, młodą kobietą i inni także to zauważają. Problem tkwi w czymś innym, a mianowicie mojej inteligencji, na której punkcie chyba mam lekki kompleks.
Nie mam większych problemów z nauką, szczególnie teraz, kiedy jestem na studiach - bardzo szybko "łapię" języki obce, toteż nie jest ona dla mnie zmorą, pomimo ogromnych nakładów pracy, które na szczęście owocują. Bardziej chodzi mi o to, że gubię się w najzwyczajniejszych, codziennych sytuacjach. Coś, co wydaje się być z pozoru banalnym pytaniem staje się dla mnie przeszkodą nie do przeskoczenia wówczas, gdy wiem, że ktoś na mnie patrzy lub mnie ocenia. O ile nie mam trudności z wypowiadaniem się czy też z nieśmiałością, tak plącze mi się język wówczas, gdy wiem, że ktoś patrzy na mnie bardziej krytycznym okiem.
Moja pewność siebie i samoocena spada wówczas, kiedy ktoś, ktokolwiek, daje mi chociażby delikatne sugestie, że coś jest ze mną nie tak. Przez spory okres czasu brałam udział w zajęciach prowadzonych przez profesjonalnego aktora (teatr jest jedną z moich pasji) i na jednych z nich, gdzie przyszło mi zinterpretować tekst na parę, różnych sposobów, po nieudanych próbach, usłyszałam, że nie jestem wystarczająco inteligentna - co przyznaję, że na długo utkwiło mi w pamięci i do tej pory uczęszczam na owe zajęcia z pewną niechęcią i obawą. Przykład przeze mnie podany wydaje się być głupi, niemniej jednak prawdziwy, w dodatku często powracający w mojej głowie.
Co więcej, wydaje mi się, że mój intelekt przekłada się poniekąd na kontakty z mężczyznami. W całym swoim krótkim życiu zdarzało mi się natknąć na mężczyzn, który bardzo mi imponowali, byli bardzo inteligentni i z ogromną dawką poczucia humoru, jednak z tych relacji nigdy nie wynikło nic, co chciałam wówczas, by wynikło. Z kolei mam w sobie tendencje do przyciągania patologicznych jednostek, tkwiłam w toksycznym związku i powoli zaczynam się obawiać, że normalna, pełna ciepła i miłości relacja nie będzie mi pisana.
Czy ktoś może mi powiedzieć, co ze mną jest nie tak? I czy problem przeze mnie poruszony nie jest problemem wyolbrzymionym? Czy istnieją jakiekolwiek warianty, by wzmocnić pewność siebie, a jednocześnie uwierzyć w swoją rzekomą inteligencję?