Dziewczyny mam dość dziwną sytuację, której nie rozumiem do końca...
Siostrę mojego narzeczonego znam już od ponad 4 lat od samego początku przypadłyśmy sobie do gustu i tak od znajomości przerodziło się w przyjaźń. Poznałam jej męża, dzieci..... później brata i tak zaiskrzyło......Na początku było wszystko fajnie, rodzice, mnie polubili każdy serdeczny i wgl..... Obiadki, wspólne weekendy z jego siostrą itp.... Nigdy nie mogłam się z nią nagadać dzwoniła do mnie co najmniej 6 dni w tyg.......Mój narzeczony jest niezależny, już od dłuższego czasu nie mieszka w rodzinnym domu dlatego zaraz na początku naszego związku zaproponował żebyśmy zamieszkali razem...Po 1,5 roku zaręczyliśmy się każdy się cieszył i moja i jego rodzina....Wszystko było super do momentu kiedy rodzice stwierdzili, że sprzedają ziemie, żeby mój narzeczony mógł sobie kupić mieszkanie. Kiedyś przez przypadek słyszałam rozmowę jak jego mama mówiła " musisz kupić koniecznie przed ślubem" udałam, że tego nie słyszę i wgl nie poruszałam tego tematu bo to tak naprawdę ich sprawa.... Zaczęliśmy jeździć i oglądać mieszkania, domy i była z nami jego siostra, już mi coś nie pasowało kiedy zaczęła mówić, że ona też by tak chciała nie mieszkać z rodzicami i mieć taką gotówkę (a ma przepisane dwa domy), że fajnie się ją trzyma w ręku itp.... ja to wpuściłam jednym uchem i wypuściłam.....Spodobał nam się jeden dom tylko 20km od naszego rodzinnego miasta. To były problemy, że za daleko i dlaczego dom, może lepiej mieszkanie......Zaczęliśmy łatwić kredyt, ale niestety nie było pozytywu i mój narzeczony stwierdził,że nic na siłę i kupimy razem po ślubie.....No i się zaczęło, że to ona tak tobą rządzi, kup mieszkanie itd...Zajęliśmy się ślubem, i tu też były problemy jego siostra zaczęła do mnie dzwonić, że ślub to się planuje dwa lata do przodu, a nie rok (ona miała w ciągu 3miesięcy bo zaszła w ciąże) i że jak będzie dj, a nie zespół to ona nie przyjdzie, że mamy ustalić datę, żeby jej mąż miał wolne (bo gra w zespole na weselach) bo inaczej ona też nie przyjdzie. Ogólnie zaczęła bardzo ingerować we wszystko, a w domu ma bardzo duży wpływ na resztę rodziny.....Zaczęłam się zastanawiać co jest grane od momentu tej awantury którą zrobiła zaczęłam mieć dystans. Po drodze był jeszcze dość istoty incydent z jej udziałem a mianowicie zaczęła mnie okłamywać...Kiedyś pożyczyłam ode mnie dość dużą kwotę(żeby nikt tylko nie wiedział) i dogadałyśmy się że wpłaci mi na studia zamiast oddać do ręki i się okazało że kasa do szkoły nie dotarła to stwierdziła że na inny rachunek opłaciła no ok, zapłaciła niby na poczcie ale zgubiła potwierdzenie w każdym razie doszłam prawdy,że przez ten cały czas mnie okłamywała a wymyślała niestworzone historię....zabolało mnie najbardziej kłamstwo bo tego nienawidzę....Od tego czasu cała rodzina jest przeciwko mnie robią wszystko, żeby mój narzeczony się ode mnie odwrócił, dzwonią żeby przyjechał sam bo muszą porozmawiać, a ja kompletnie nie wiem co mam robić i co o tym myśleć;(
Napisałam litanię, ale mam nadzieję, że ktoś przeczyta i mi pomoże;( Pierwszy raz jestem na takim blogu więc proszę o wyrozumiałość jeżeli zbyt chaotycznie wszystko napisałam.