od kiedy pamietam, zawsze czegos brakuje.
znajde prace marzen - po kilku(nastu?) miesiacach odechciewa mi sie i zaczynam szukac w ciemno czegos nowego.
wplacze sie w nowy zwiazek - wlasciwie to samo.
przeprowadze sie do nowego miasta/kraju - po pol roku dusze sie, chodzac po tych samych ulicach, patrzac na tych samych ludzi.
NIGDY nie jestem w 100% zadowolona. zawsze czegos brakuje.
czy ktos ma podobnie?
czy to jakis kryzys 21 wieku,
a moze pokolenie 89?
pomozcie, powiedzcie, ze u was tak samo.
k.
ps/ nie wiem, czy psychologia to dobry dzial, ale strzelalam w ciemno (jak z reszta moich wyborow zyciowych).