netkobietyWszystkie działy
Psychologia

trwaly brak statysfakcji, zadowolenia, radosci.

12 odpowiedzi4 232 wyświetleniazałożony przez loveaellie, 26.10.2014

Napisz odpowiedź
Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Forum Kobiet » PSYCHOLOGIA » trwaly brak statysfakcji, zadowolenia, radosci.

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 13 ]

1

Temat: trwaly brak statysfakcji, zadowolenia, radosci.

od kiedy pamietam, zawsze czegos brakuje.

znajde prace marzen - po kilku(nastu?) miesiacach odechciewa mi sie i zaczynam szukac w ciemno czegos nowego.
wplacze sie w nowy zwiazek - wlasciwie to samo.
przeprowadze sie do nowego miasta/kraju - po pol roku dusze sie, chodzac po tych samych ulicach, patrzac na tych samych ludzi.

NIGDY nie jestem w 100% zadowolona. zawsze czegos brakuje.
czy ktos ma podobnie?
czy to jakis kryzys 21 wieku,
a moze pokolenie 89?

pomozcie, powiedzcie, ze u was tak samo.

k.

ps/ nie wiem, czy psychologia to dobry dzial, ale strzelalam w ciemno (jak z reszta moich wyborow zyciowych).

2 Ostatnio edytowany przez Excop (2014-10-26 10:50:13)

Odp: trwaly brak statysfakcji, zadowolenia, radosci.
loveaellie napisał/a:

od kiedy pamietam, zawsze czegos brakuje.

znajde prace marzen - po kilku(nastu?) miesiacach odechciewa mi sie i zaczynam szukac w ciemno czegos nowego.
wplacze sie w nowy zwiazek - wlasciwie to samo.
przeprowadze sie do nowego miasta/kraju - po pol roku dusze sie, chodzac po tych samych ulicach, patrzac na tych samych ludzi.

NIGDY nie jestem w 100% zadowolona. zawsze czegos brakuje.
czy ktos ma podobnie?
czy to jakis kryzys 21 wieku,
a moze pokolenie 89?

pomozcie, powiedzcie, ze u was tak samo.

k.

ps/ nie wiem, czy psychologia to dobry dzial, ale strzelalam w ciemno (jak z reszta moich wyborow zyciowych).

Jesteś więc, takim "niespokojnym duchem", dla którego sensem życia jest "poszukiwanie Świętego Gralla"?
Zdajesz sobie sprawę, że to tylko piękna legenda, a jednak podążasz jego tropem?
Myślę, że każde z nas miewał wrażenie, że "u sąsiada trawa jest bardziej zielona".
Ważne, by zdać sobie sprawę, że w końcu ta "zieleń" zacznie przybierać zgniły odcień. A, że Ziemia jest okrągła, jeśli się nie zatrzymasz, wrócisz do punktu wyjścia, jako podstarzała i zgorzkniała świadomością utraconych szans na szczęśliwe życie, "singielka".
Wizja ponura? Owszem, ale nie nieprawdopodobna.
Może pomoc psychologa coś pomoże?
Bo wydaje mi się, że oczekujesz od życia więcej, niż Ci "się należy", a Twoje "JA" góruje nad Mount Everest?

Pozdrawiam.

3

Odp: trwaly brak statysfakcji, zadowolenia, radosci.

Hej,
ja mam taki sam problem. Jeżdżę po świecie i za każdym razem jestem pewna, że tam gdzie jadę na pewno znajdę satysfakcjonującą pracę i zacznę zyć pełnią życia. Pracę znajduję oczywiście "taką sobie" i zawsze jest "na chwilę", a pełnia życia mi umyka. Poza tym, tak jak Tobie, praca i miejsca bardzo szybko się nudzą i zaczynam szukać czegoś nowego. Taka sytuacja nie ułatwia rozwijania kariery i zdaję sobie sprawę, że o założenie rodziny też mi będzie trudno, ale nie wiem co zrobić, żeby zakotwiczyć się w jednym miejscu na stałe.

4

Odp: trwaly brak statysfakcji, zadowolenia, radosci.

No i ja mam ten sam problem... Po sobie widzę, że jest to dość uciążliwe, za każdym razem wydaje mi się, że gdy coś zmienię, będzie lepiej, spotkam miłość swego życia itp. Przeniosłam się do swojego ukochanego miasta, w którym zawsze chciałam być i po 1,5 roku mieszkania tam, zaczęło mi się nudzić, stwierdziłam, że znam już dobrze miasto, że jest ono małe ( jest to jedno z większych miast w Pl) no i poczułam, że się "duszę". Postanowiłam więc, że czas po studiach jest najlepszym czasem, kiedy można zobaczyć trochę swiata i chciałam gdzieś wybyć no i nie udało się, więc tkwię w miejscu, w jeszcze gorszym miejscu czyli w domu. Co do pracy, to zawsze gdy gdzieś zaczynam pracować, mam w głowie myśl, że nawet jak cos nie pojdzie to i tak jest to na chwile. Wydaje mi się, że u mnie ta chęc czestych zmian jest reakcja na problemy, albo na to, ze boje się, ze ktoś mnie naprawde pozna i okaze sie, ze wcale nie jestem taka fajna... Uciekajac gdzies sprawdzam czyjas reakcje, czy bedzie pamietał, czy sie odezwie itp... Generalnie uwazam, że jest to duzy problem...

5

Odp: trwaly brak statysfakcji, zadowolenia, radosci.

Ostatnio przechodzę przez to samo, najgorsze są uczucia beznadziei i bezsensu swoich poczynań. W końcu po co coś zmieniać, skoro i tak wracam do punktu wyjścia. Jakby się było w kółku dla chomików.
Aż się ryczeć mi zachciało. Pozdrawiam, może ktoś mądrego tu coś napisze.

6

Odp: trwaly brak statysfakcji, zadowolenia, radosci.

Ponoć kiedy wszystko komuś nie odpowiada, problem jest w nim, nie w otoczeniu... Tylko co z tego? Od razu lecieć na terapię? Ja nie mam może aż tak, ale łapię się na tym, że czasem mam dość życia, które sama sobie wymarzyłam, dla samej potrzeby zmiany - rzucic wszystko, wyjechać, zając się czymś zupełnie innym, pal licho osiągnięcia, byle żyć inaczej... Ale wiem, że tak naprawdę tego nie chcę i bardzo by mi wszystkiego, co mam, brakowało, mojego zycia po prostu, bo jest moje, takie jak chciałam i sobie je zbudowałam. Tylko ten głupi chochlik szepcze... Wtedy trzyma mnie to, że wiem, jak by się to skończyło - 3 miesiące zachłyśnięcia się wolnością i nowością, a potem żal, że dla tej chwili wszystko zniszczyłam, co naprawdę było dla mnie ważne i zbudowane na solidnych fundamentach, nawet, jeśli powleczonych rutyną, a powrotu do starego porządku może już nie być. Chyba po prostu nie da się mieć ciastka i zjeść ciastka... smile

7

Odp: trwaly brak statysfakcji, zadowolenia, radosci.

Kurcze, to az niesamowite ile osob ma "to samo".. wydaje mi sie ze to kwestia tego calego 'pokolenia 89' o ktorym ostatnio tak glosno.
Nie wiem.. Ja tez wlasnie jezdze po swiecie, co chwila zmieniam miejsca zamieszkania, prace i kregi znajomych, co chwila wydaje mi sie, ze WRESZCIE znalazlam TO COS, ze spelnilam marzenia.. a potem (najczesciej wlasnie po roku, poltorej) zaczynam sie nudzic, dusic, meczyc..
i tak wkolo Macieju.

Coraz ciezej, bo coraz wiecej znajomych, przyjaciol, "rodzin", mieszkan, domow zostawiam..
i z jednej strony chce sie zostac, a z drugiej codziennie rano budze sie i mysle CO DALEJ, GDZIE DALEJ?

Niby tylko 25 lat na karku, ale z drugiej, czuje sie jakby cos mi uciekalo.

Bez sensu.

8

Odp: trwaly brak statysfakcji, zadowolenia, radosci.
loveaellie napisał/a:

Kurcze, to az niesamowite ile osob ma "to samo".. wydaje mi sie ze to kwestia tego calego 'pokolenia 89' o ktorym ostatnio tak glosno.
Nie wiem.. Ja tez wlasnie jezdze po swiecie, co chwila zmieniam miejsca zamieszkania, prace i kregi znajomych, co chwila wydaje mi sie, ze WRESZCIE znalazlam TO COS, ze spelnilam marzenia.. a potem (najczesciej wlasnie po roku, poltorej) zaczynam sie nudzic, dusic, meczyc..
i tak wkolo Macieju.

Coraz ciezej, bo coraz wiecej znajomych, przyjaciol, "rodzin", mieszkan, domow zostawiam..
i z jednej strony chce sie zostac, a z drugiej codziennie rano budze sie i mysle CO DALEJ, GDZIE DALEJ?

Niby tylko 25 lat na karku, ale z drugiej, czuje sie jakby cos mi uciekalo.

Bez sensu.

A zastanawiałaś się co dla Ciebie ma sens? Ja sensu swojego istnienia też długo szukałam. "trwaly brak statysfakcji, zadowolenia, radosci" jest chyba jakaś choroba XXI wieku tongue

9 Ostatnio edytowany przez kosmiczny nick (2014-11-06 07:53:12)

Odp: trwaly brak statysfakcji, zadowolenia, radosci.
Cleo666 napisał/a:

Ponoć kiedy wszystko komuś nie odpowiada, problem jest w nim, nie w otoczeniu...
wiem, jak by się to skończyło - 3 miesiące zachłyśnięcia się wolnością i nowością, a potem żal, że dla tej chwili wszystko zniszczyłam, co naprawdę było dla mnie ważne...Chyba po prostu nie da się mieć ciastka i zjeść ciastka... smile

edytka55 napisał/a:

... "trwaly brak statysfakcji, zadowolenia, radosci" jest chyba jakaś choroba XXI wieku tongue

"Choroba XXI wieku", a może to tylko kwestia specyficznych bajek oglądanych w dzieciństwie? smile
Bycie "malkontentem", wiecznie "coś nie tak" ani nie uszczęśliwia najbliższych ani samego zainteresowanego. Na drugim biegunie jest apatia i tumiwisizm. Cała sztuka to umieć znaleźć sie gdzieś pomiedzy...
Ten ciągły "brak satysfakcji...radości" troche przypomina mi coś, co nazywam syndromem "zielonej trawy": zawsze gdzieś dalej trawa wydaje sie zieleńsza... To wciąż pcha takie osoby do porzucania dotychczasowego miejsca, życia, a czasem i ...partnera smile
Może cały problem tkwi w tym, że osoby tym nacechowane nie potrafią dostrzegać pozytywów aktualnej sytuacji - nie mam na mysli zadowalanie się "byle czym", ale szukanie zawsze przysłowiowej dziury w całym - nastawione są już z założenia krytycznie i w efekcie nie potrafią znaleźć w niczym nawet namiastki zadowolenia.

10

Odp: trwaly brak statysfakcji, zadowolenia, radosci.
edytka55 napisał/a:

A zastanawiałaś się co dla Ciebie ma sens? Ja sensu swojego istnienia też długo szukałam. "trwaly brak statysfakcji, zadowolenia, radosci" jest chyba jakaś choroba XXI wieku tongue

Zastanawialam.. i doszlam do wniosku ze totalnie NIC. Nic tak naprawde nie ma sensu. Jeszcze ci, ktorzy planuja rodziny - ok, ich celem, sensem zycia jest przedluzenie gatunku. Ale dla mnie, ktora dzieci absolutnie miec nie planuje..
Jaki sens takiej egzystencji?

11 Ostatnio edytowany przez Wielokropek (2014-11-24 12:17:20)

Odp: trwaly brak statysfakcji, zadowolenia, radosci.

loveaellie - po prostu czerp radość z dnia codziennego, szukaj jej zawzięcie...

ostatnio przez kilka tygodni miałam podobną sytuację, ciągle coś się nie udawało, szło nie po mojej myśli. Miałam już dość życia ogólnie, cały czas mąż starał się mi pomóc, ale bywało różnie po części otworzył mi oczy pewien artykuł, potem rozmawiałam jeszcze na ten temat z mężem - oczywiście miał już dość moich ciągłych narzekań i on także się zgodził - moje oczekiwania od życia po prostu były za duże... Teraz mając tego świadomość staram cieszyć się z tego co mam, co mnie spotyka. Mam swoje cele, ale staram się żeby były one możliwe do zrealizowania, jeżeli się nie udaje to ciągnę do przodu i próbuję! Dziewczyny nie możemy się poddawać!

12

Odp: trwaly brak statysfakcji, zadowolenia, radosci.

Kurcze, ja tak na dobra sprawe nie moge powiedziec, ze jestem nieszczesliwa. Bo lubie swoja prace, zycie. Tylko jak tak czasem obiektywnie spojrze na siebie, innych, wszystko i wszystkich to po prostu rece opadaja, bo dochodze do wniosku ze nic nie ma sensu.
Moze to hormony, moze pokolenie 89. tongue

Posty [ 13 ]

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Forum Kobiet » PSYCHOLOGIA » trwaly brak statysfakcji, zadowolenia, radosci.

Twoja odpowiedź

Masz podobne doświadczenia? Zaloguj się albo załóż darmowe konto, żeby odpowiedzieć. Po drugiej stronie jest prawdziwa osoba.

DołączZaloguj się


Mapa strony - Archiwum | O forum | Poradnik | Prawdziwe historie | Kontakt | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2026