W jaki sposob radzic sobie z problemem samotnosci poza granica? Nie umiem tak zyc.
Podobne tematy
Ja troche nie rozumiem szczerze mowiac tej calej samotnosci za granica.
No chyba, ze ktos nie zna jezyka i nie chce sie integrowac z inna kultura i ma milion uprzedzen
Ale poza tym, nic tak naprawde fizycznie nie stoi na przeszkodzie.
Wystarczy tylko wybrac sprawdzona metode poznawania ludzi.
Nowe panstwo, to jak nowa szkola, nowe miasto. Nie widze roznicy
3 2014-10-23 03:59:47 Ostatnio edytowany przez Vian (2014-10-23 04:06:21)
Nina, przede wszystkim jedne osoby lepiej się z nowym środowiskiem potrafią oswoić, inne gorzej, to cecha temperamentu - otwartość na doświadczenie.
Po drugie zależy PO CO SIĘ JEDZIE. Czy jedziesz, bo kochasz dany kraj/miejsce i marzysz, żeby w nim być, czy jedziesz trochę z przymusu, bo w Twoim mieście brakuje miejsc pracy i musisz kombinować. Albo Twój facet czy rodzina wyjeżdża, Ty z nimi, ale sama to byś nie pojechała.
Po trzecie zależy dużo od nastawienia. Wielu moich znajomych pojechało za granicę do pracy z głową pełną marzeń i fantazji, i było bardzo marnie z nimi, jak dopadła ich rzeczywistość.
No i od szczęścia trochę zależy, niech mi nikt nie wpiera, że nie, bo jedna osoba pojedzie i z marszu znajdzie fajne mieszkanie, fajną pracę. Inna pojedzie i ją okradną z marszu albo pobiją.
Nina, przede wszystkim jedne osoby lepiej się z nowym środowiskiem potrafią oswoić, inne gorzej, to cecha temperamentu - otwartość na doświadczenie.
Po drugie zależy PO CO SIĘ JEDZIE. Czy jedziesz, bo kochasz dany kraj/miejsce i marzysz, żeby w nim być, czy jedziesz trochę z przymusu, bo w Twoim mieście brakuje miejsc pracy i musisz kombinować. Albo Twój facet czy rodzina wyjeżdża, Ty z nimi, ale sama to byś nie pojechała.
Po trzecie zależy dużo od nastawienia. Wielu moich znajomych pojechało za granicę do pracy z głową pełną marzeń i fantazji, i było bardzo marnie z nimi, jak dopadła ich rzeczywistość.
No i od szczęścia trochę zależy, niech mi nikt nie wpiera, że nie, bo jedna osoba pojedzie i z marszu znajdzie fajne mieszkanie, fajną pracę. Inna pojedzie i ją okradną z marszu albo pobiją.
Mojego kumpla od razu okradli, ze wszystkich pieniedzy jakie mial. Zanim nawet zdolal zalozyc konto w banku
I jakos nie mialo to zadnego wplywu na zawieranie znajomosci.
Jesli ktos jedzie do obcego kraju, z obojetnie jakiego powodu to musi albo nie marudzic, albo dac z siebie wszystko zeby nie miec na co marudzic.
Jak ktos nie umie jezyka, nie chce sie integrowac to niech nie jeczy, ze jest samotny. Albo niech nie wyjezdza i klepie biede u siebie.
Nienawidze wymyslonych problemow, a to jest problem z tylka wziety u ludzi, ktorzy uwielbiaja sie nad soba uzalac.
Jak ktos sie nie stara to nalezy mu sie zle samopoczucie.
Nie mowie tutaj o autorze tego tematu, ktory ma inny problem moim zdaniem i ktory chce jakiegos rozwiazania dla swego problemu. I nie placze , jacy to obcokrajowcy wszyscy zli i dziwni.
Ninka, ja różne historie słyszałam, od takich, że właśnie ktoś na ulicy wylądował i nie było innej opcji jak zostać utrzymanką kogoś tam, kto sie zainteresował łaskawie albo żyć na ulicy, przez takie normalne, że miało być pięknie, a nie było, albo miało być pięknie, nie było, ale z czasem się udało, po takie podnoszące na duchu, że pojechała, miała 50 funtów w kieszeni, ale zaraz znalazła się praca, mieszkanie, poznała fajnych ludzi, ekstra wszystko.
Z językiem też różnie bywa, bo część osób uważa, że zna język, bo z angielskiego w szkole była 4-ka albo jak ktoś pojechal do Egiptu na wakacje, to się dogadywał w restauracji i hotelu. Ja np. po angielsku od urodzenia mówię, a i tak po dłuższych przerwach muszę się od nowa przyzwyczajać do co silniejszych brytyjskich czy amerykańskich akcentów.
No i jasne, że rozwiązanie prawie zawsze się znajdzie jak się o nie mocno walczy, chodzi mi o to, że emigrację przyjmuje się różnie, bo ludzie są różni, różnie sobie radzą ze stresem, ze zmianami, plus różne zdarzenia ich się tyczą.
W jaki sposob radzic sobie z problemem samotnosci poza granica? Nie umiem tak zyc.
Chcesz to możemy się poznać i mógł bym z tobą jechać za te granice ;p
W jaki sposob radzic sobie z problemem samotnosci poza granica? Nie umiem tak zyc.
Sam tam jesteś , czy z rodzicami ?
Jestem razem z rodzina tutaj. BRat,siostra mala i ja . Brat szybciej sie zaklimatyzowal niz ja. Ja mam z tym lekki problem.Vian dobrze pisze z tymi ludzmi , ze jedni szybciej drudzy wolniej , wkoncu jestesmy rozni. Razem przyjachalem tutaj z rodzicami bo chcieli zeby nam sie lepiej zylo niz w Polsce. Jak pisze Vian moja rodzina wyjezdzala i ja razem z nimi , przeciez sam bym nie zostal mialem wtedy 13 lat . Ale powoli zaczynam kochac ten kraj i ludzi tutaj i zaczyna mi sie podobac . Ale czasami mam takie dni ze zlym samopoczuciem i ze chcialbym jechac do Polski ale co ja bym tam robil. MYsle ze nie ma co szukac dziury w calym i zaakceptowac w jakiej sytuacji sie znalazlem i to poprostu pokochac , chodz nie na sile. Nie do konca mi sie tutaj podoba ale coz ja moge zrobic. Chcialbym zeby bylo tak jak Vian pisze zebym przyjechal poniewaz pokochalem dany kraj/miejsce i chce tutaj zamieszkac. Moze z czasem jednak zrozumiem ze tutaj jest juz moj dom.
Pozdrawiam.