Relacje z teściową - problem stary jak świat.
Poradźcie proszę, bardziej doświadczone.
Mężatką jestem od miesiąca, ale synka mamy czteromiesięcznego i w momencie kiedy mały się urodził teściowa coraz bardziej daje mi się we znaki. Mieszkamy od siebie 170 km, a widujemy się co trzy tygodnie, co jest dla mnie zdecydowanie za często zwłaszcza, że spotkania z teściami są dla mnie drogą przez mękę. Wiem, że teściowa nie robi tego świadomie, ale będąc u nas cały czas wpija mi szpilę. Np. synkowi musi być niewygodnie w pozycji w jakiej go noszę, źle pokroiłam natkę do rosołu, za grubo pokroiłam ciasto do kawy, mały jest za lekko ubrany, przynieś go tu, zanieś go tam itp itd. Na pierwszy rzut oka niby nic, ale takie uwagi zbierają mi się i coraz bardziej denerwują. Jak jest teściowa w domu to czuje się złą panią domu i złą matką. Nie mówię już w jaki sposób się do mnie czasami zwraca np. siada na kanapie i mówi "zrób kawę" , "daj ciasto". Oczywistym jest, że i zrobię kawę i podam ciasto, ale ten jej ton mnie denerwuje bardzo. Doszło do tego, że nie śpię w nocy przed jej wizytami i w kółko dręczy mnie ta sprawa.
Oczywiste, że mąż nie widzi problemu, jest po prostu do tego przyzwyczajony od urodzenia. Mówi, że postara się mnie zrozumieć i porozmawiać z teściową, ale znając jego nie mam co liczyć na niego w tej sprawie, boi się, że ją urazi. Poza tym twierdzi, że starszego człowieka nie zmienię
Tak jak pisałam wcześniej wiem, że teściowa mnie lubi i nie robi tego umyślnie, taka po prostu jest, ale dla mnie jest to nie do zaakceptowania. Nie podoba mi się, że mnie pogania w moim domu i krytykuje. Jednocześnie taka sierota ze mnie, że nie wiem jak się jej postawić, nie wiem co jej powiedzieć, żeby nie rozpętać wojny. Nie piszcie mi proszę, żebym odcięła się od niej, bo dla mnie to nie jest rozwiązaniem sprawy, nie chcę na święta jeździć do naszych rodzin osobno z mężem.
Podobne tematy
Najlepiej by było, gdyby to mąż zwrócił jej uwagę. Skoro uważasz, że tego nie zrobi, to powinnaś zrobić to sama - grzecznie, ale stanowczo. Skoro piszesz, że taka z Ciebie sierota
i byłoby Ci głupio czy coś, to może spróbuj na początek żartobliwie? Na hasło "daj ciasto" odpowiedz "a magiczne słowo?" czy coś w ten deseń. Może załapie, jeśli nie robi tego specjalnie. A jak rozmowy, żarty, sugestie nie poskutkują, to po prostu nie rób natychmiast tego, co ona sobie życzy.
- Daj ciasto.
- Leży w kuchni, proszę, nałóż sobie.
- Za grubo pokroiłaś...
- A ja tak lubię.
- Za lekko ubrałaś dziecko.
- Jestem innego zdania.
Albo po prostu zwyczajnie mów "nie". Masz takie prawo. Jeśli ona nie będzie chciała się dostosować do Twoich próśb, to nie oznacza, że Ty w takim razie musisz zachowywać się tak, jak ona by chciała.
Wredna teściowa...a za teściową stoi biedny synuś, chłopczyk który boi sie urazić mamusi...czyli klasyka gatunku.
Teściowa zna swojego syna jak nikt i wie, że sie jej nie postawi. Widzi jego i twój strach, dlatego sobie pozwala. Można powiedzieć o teściowych wiele, ale na pewno nie to że sa głupie.
Co możesz zrobić? Poproś męża żeby zwrócił jaj uwagę. Jeśli sie nie zgodzi, powiedz że sama to zrobisz, ale oczekujesz jego wsparcia, gdyby teściowa zaczęła jakąś jazdę. Jeśli mąż nie stanie za tobą, to niestety wkrótce siądą na tobie oboje i za grubo pokrojone ciasto stanie sie również waszym małżeńskim problemem. Na razie drzwiczki są lekko uchylone, jak nic nie zrobisz to ani sie obejrzysz jak teściowa wślizgnie się do waszej sypialni i kosza na brudna bieliznę.
Uważam, że we wszystkich problemach z teściowa najważniejsza jest postawa męża. Jego stanowcza, zdecydowana i jednoznaczna reakcja zwykle rozwiązuje problemy i przeważnie nie trzeba zrywać kontaktów
Już zdążyliśmy się pokłócić z mężem po ich ostatniej wizycie. Wcześniej ustaliłam z mężem, że będą wpadać do nas raz na dwa miesiące, teraz się z tego wycofuje twierdząc, że nie może jej powiedzieć, żeby do nas nie przyjeżdżała. Tak jak koleżanka powyżej poradziła, zaproponowałam mężowi, że jakoś sama z nią to załatwię na co mąż zarzucił mi, że go szantażuję.
Nie chcę stawiać męża między młotem a kowadłem, bo sama nie chciałabym być w takiej sytuacji.
Nie rozumiem tego fenomenu instytucji teściowej, mąż na co dzień potrafi być stanowczy, rozwiązywać konfliktowe sytuacje, ale mamuni powiedzieć nic nie wolno bo się obrazi.
Nie rozumiem tego fenomenu instytucji teściowej, mąż na co dzień potrafi być stanowczy, rozwiązywać konfliktowe sytuacje, ale mamuni powiedzieć nic nie wolno bo się obrazi.
Tego nawet nie staraj się zrozumieć, bo to jest awykonalne ![]()
Najlepiej chyba wskazała Eileen (skoro mąż uwagi teściowej nie zwróci) - staraj się grzecznie odpowiadać, że tak wolisz, tak lubisz etc.
Cierpliwości życzę, będzie Ci potrzebna.
Nie chcę stawiać męża między młotem a kowadłem
Dlaczego?
Mąż to już nie jest dziecko, powinien być stanowczy i konsekwentny. Nie pomagasz mu dorosnąć litując się nad nim.
Wiem z doświadczenia - nie ma innej drogi na rozwiązanie problemów z teściową jak stanowczość i zdecydowanie biednego synusia między młotem a kowadłem.
A może warto przy następnej wizycie teściowej powiedzieć wprost o tym jak się czujesz we własnym domu gdy tesciowa wydaje komendy, poucza oczywiście z całym szacunkiem dla tesciowej i dla dobra całej rodziny. Jej syn już dorósł i ma własną rodzinę, a ona nie daje mu odejść ze swojego życia a on nie wie jak odciąć się od mamusi żeby jej nie urazić. To jest problem między matką a synem. Jesteście już dorośli, a dajecie się traktować jak dzieci. Jeżeli chciałabyś rad teściowej to o nie sama potrafiłabyś poprosić. Dziwią też te regularne kontrole-wizyty co 2 miesiące, tak jakby teściowie nie mieli własnego życia, ale każdy ma to co chce... i na co sobie pozwoli. A może korzystacie ciągle z pomocy teściów i to jest główny powód tych roszczeń mamusi do syna? Nie zmienia to jednak ułożenia sobie relacji z teściami na twoich warunkach bo to jest twój dom, masz prawo do szacunku i do podejmowania własnych decyzji. Zamiatanie problemu pod dywan może skończyć się wzajemną wrogością, w końcu zerwaniem relacji z teściami i pogorszeniem relacji z mężem. Mąż boi się reakcji matki ale powinien dorosnąć i liczyć sie ze zdaniem i wolą swojej żony.Jeżeli nie zrobicie tego teraz na poczatku to przez kolejne lata będziesz się z tym męczyć bo teściowa nie odpuści. I wice wersa relacji między tobą i twoimi rodzicami i twoim mężem- takie same.
Ja sie wogole dziwie, ze chcesz rozwiazywac problem z tesciowa, przez meza. To Ty masz zastrzezenia i powinnas jej o tym powiedziec. Wywierajac nacisk na meza, stawiasz go w klopotliwej sytuacji. Nie zapominaj, ze jest to jego matka i on ma do niej inny stosunek niz twoj. Miej odrobine cywilnej odwagi i ztalatwiaj te sprawy sama.
rozumiem o czym piszesz. teściowa zawsze "wie lepiej" i "wszystko robi lepiej".
niestety tymczasowo mieszkamy z mężem u teściów z uwagi na, to, że robimy sobie mieszkanie. na szczęście na osobnych piętrach. mimo osobnych pięter teściowa jest u nas "gościem" kilka-kilkunastu razy dziennie. przeważnie ma coś dla nas czy tego chcemy czy nie:
ona: puk, puk. proszę macie tu chleb.
ja: kupiłam dziś chleb.
ona: ale TEN JEST BARDZO DOBRY
ja: mój też jest dobry. na zakwasie.
ona: ale TEN jest też na zakwasie i z dobrej, renomowanej piekarni, oni mają naprawdę bardzo dobre chleby i ten jest bardzo dobry. - kładzie chleb i wychodzi.
odnoszenie jej na niewiele się zdaje. pomaga na parę dni i potem wszystko wraca do "normy"
podobnie jest z obiadami itp itd.. też czyje się jakbym ja była złą żoną i gospodynią kiedy tak mnie traktuje. mąż nie raz pokłócił się z nią o te jej przynoszenie ale to NIC NIE DAJE!
pewnego razu nie wytrzymałam i powiedziałam jej takie słowa, które jeśli zechcesz też wykorzystasz przerabiając do twoich potrzeb:
"NIE MOGĘ MAMO POZWOLIĆ NA TO, ŻE WE WŁASNYM MAŁŻEŃSTWIE NIE MOGĘ DECYDOWAĆ O TYM CO JEMY I KIEDY SPRZĄTAMY". kilka tyg. miałam spokoju- i było warto dla tych kilku tygodni.
powodzenia:)
10 2014-10-23 07:44:39 Ostatnio edytowany przez Wątłusz_Pierwszy (2014-10-23 07:44:57)
Wredna teściowa...a za teściową stoi biedny synuś, chłopczyk który boi sie urazić mamusi...czyli klasyka gatunku
Wszystko na temat. Złap swojego faceta za twarz i niech się zepnie i powie świętej mamusi co wyrabia
Nie podoba mi się, że mnie pogania w moim domu i krytykuje.
Może lepiej że cię pogania. Moja w moim domu czuje się panią i strasznie się szarogęsi. Aż czasem mi przykro że nie rozumie że to mój dom i ja jestem gospodynią ![]()
Wykorzystaj fakt, że teściowa Cię lubi i porozmawiaj z nią szczerze. Powiedz jej jak się czujesz, gdy wydaje Ci komendy w Twoim domu. "...czuję się złą żoną i matką, gdy tak mną komenderujesz, proszę nie rób tego..."
Nie jesteś małą dziewczynką, żeby kryć się za mężem i jego rękami załatwiać jakieś sprawy z teściową. Szczególnie takie w sumie błache, nie wynikające ze złośliwości. Oczywiście jeśli nie zdobędziesz sie na odwagę i nie załatwisz tej sprawy jak dorosłemu człowiekowi przystało, to z tych błachostek wyjdzie kiedyś wielka wojna, nienawiść i zrywanie stosunków, gdy już balon z negatywnymi emocjami pęknie. A to nie przysłuży się Twojemu małżeństwu.
A ja nadal uważam, że postawa męża jest tutaj kluczowa i zachowanie teściowej wynika z w dużej mierze z jego przyzwolenia. Jeżeli autorka sama zechce się przeciwstawić teściowej, to bez wsparcia męża nic nie wskóra, a wręcz pogorszy swoja sytuację. Naprawdę myślicie, że teściowa nie zechce opowiedzieć synowi o tym co powiedziała jej synowa? Naprawdę wierzycie, że podczas tej relacji obędzie się bez koloryzowania i dramatyzowania. Ja myślę, że nie. teściowa użyje rozmaitych argumentów w stylu bolące serce, płacz, "matka jest tylko jedna", "ja dla ciebie tyle poświęciłam" itp, itd. Facet oczywiście szybko uzna się za męczennika między młotem i kowadłem i jak myślicie w która stronę skieruje swoja frustrację? Ja obstawiam, że nie w kierunku mamusi...
Wiem o czym piszę. Znam to wszystko z autopsji. Dzisiaj uwielbiam teściowe, jestem fanka teściowych, a moja jest mi jedna z najbliższych osób na świecie. Nieraz o tym tutaj pisałam. Jednak nasze relacja na początku małżeństwa to był istny koszmar, to było coś gorszego niż wszystkie kawały o teściowych.. Jeżeli cokolwiek ośmielilam się powiedzieć na temat teściowej to byłam wrogiem całego rodu na czele z mężem.Działo sie tak dopóki mój mąż cierpiał między młotem a kowadłem. Kiedy stał się stanowczy i podjął decyzję o opuszczeniu maminej spódnicy, wszystko sie ułożyło. Teściowa już od wielu lat jest moją przyjaciółką i uwielbiam ją. Dlatego uważam, że jeżeli myślisz,iż masz problem z teściową, to tak naprawdę masz problem z mężem.
* dzwoni tesciowa i mowi - ide kupic kielbase i kupie tez dla was.
przyjde tam do was i przyniose wam ta kielbase.
- odpowiam ze MY NIE CHCEMY KIELBASY, jemy rzadko i jak bedziemy miec ochote na kielbase to kupie sama kiedy zechce.
*tesciowa odpowiada, ale ja i tak wam ta kielbase kupie, bo ty mi kiedys kupilas ciasto i nie wzielas za nie pieniedzy.
- odpowiadam, ze za ciasto dostalam pieniadze tylko troche pozniej , potem wyraznie i donosnie tlumacze ze kielbasy nie chcemy i ze przyjsc moze w odwiedziny ale kielbasy nie przyjmuje i ze ja bedzie musiala wziasc z powrotem
*tesciowa odpowiada, zev przyjdzie z ta kielbasa, Jurek sie na pewno ucieszy (nieprawda)
DZWONEK. TESCIOWA Z ZAKUPAMI. WCHODZI SZCZESLIWA
* przynioslam wam kielbase.
- ale przeciez mowilam zeby nie kupowac.
*zjecie, zjecie, smaczna jest.
A DO TEGO sloiczek zurku, nakroj ziemniakow i sobie wszyscy pojemy dobrego zurku z kielbaska.
::::: i co ????????????
Tak jak sobie zyczyla tesciowa : Ugotowalam zurek, wkroilam kielbase, kazdy wzial dokladke, napchalismy sie....PYCHA mniam...!
...........miala racje, kielbasa dobra...Jurek sie ucieszyl dobrym zurkiem.
Ja mialam co prawda inne plany, ale co tam .... pokorne ciele dwie matki ssie ![]()
A ja, gdyby mój syn przyszedł i w imieniu swojej żony coś mi "wygarniał" to bym go odesłała do diabła. Oczywiscie chodzi o jakieś głupoty typu "...Ewa czuje sie przy tobie źle, bo ty.....coś tam, coś tam..., krzywo popatrzyłaś na przykład..." Moja odpowiedź - Ewa ma trzydziestkę na karku i chyba umie o siebie zadbać, nie potrzebuje pośrednika. Jak ma jakąś sprawę do mnie to zapraszam Ewę.
Marena7, ale to chyba zależy od intencji teściowej? Nie wiem, teściową nie jestem, ale zakładam, że wiele zależy od tego, czy teściowa zachowuje się w jakiś sposób BO TAK I JUŻ, czy po prostu chce dobrze, ale nie wychodzi. Jak to drugie, to wysłucha i synowej, zastanowi się i zmieni. A jak uważa, że jej racja jest najważniejsza, że tak musi być, to nie przejmie się słowami synowej, jeśli synkowi to nie przeszkadza - bo i dlaczego by miała, stara się przede wszystkim dla syna, synowi odpowiada, a synowa niech sobie gada, jeśli chce... ![]()
A gdyby syn powiedział to w swoim imieniu, nie w imieniu żony? Gdyby użył słów - "mamo, nie podoba mi sie jak traktujesz moją żonę".?
Ważne jest to żeby syn zauważył problem, a nie zbywał żonę słowami w stylu - nie chcę, żeby mamie było przykro. Ważne jest też to, żeby syn umiał i miał odwagę z matką taka rozmowę przeprowadzić. Tak postąpi facet, który jest dojrzały i gotowy na odcięcie pępowiny. W przeciwnym razie - młot i kowadło oraz szarpanina trwająca latami.
To nie syn ma Problem tylko dorosla synowa!!! Tak, to jest walka o to , kto jest dla meza wazniejszy, a TU nie oto chodzi.
Ja to się ciągle nie mogę nadziwić, dlaczego niektóre z Pań nie czują się u siebie jak u siebie... Czy to zbyt mała wiara w siebie? Czy to jest spowodowane tym, że zostały nauczone, że "starszego się słucha", że boją się.., ale kogo właściwie? Jak człowiek jest u siebie, to jest U SIEBIE i, co najważniejsze NIC nie musi. Wcale nie musi tolerować teściowej, wcale nie musi się jej słuchać, wcale nie musi jej zapraszać, wcale nie musi koło niej skakać.
To nie syn ma Problem tylko dorosla synowa!!! Tak, to jest walka o to , kto jest dla meza wazniejszy, a TU nie oto chodzi.
A przypadkiem nie taki problem, że teściowa wydaje polecenia i poucza dorosłą osobę? Nie można sobie nie życzyć czegoś takiego, bo od razu będzie, że się walczy o miejsce w hierarchii męża?
Tak jak pisałam wcześniej wiem, że teściowa mnie lubi i nie robi tego umyślnie, taka po prostu jest, ale dla mnie jest to nie do zaakceptowania. Nie podoba mi się, że mnie pogania w moim domu i krytykuje. Jednocześnie taka sierota ze mnie, że nie wiem jak się jej postawić, nie wiem co jej powiedzieć, żeby nie rozpętać wojny. Nie piszcie mi proszę, żebym odcięła się od niej, bo dla mnie to nie jest rozwiązaniem sprawy, nie chcę na święta jeździć do naszych rodzin osobno z mężem.
Jak widać nat870 WIE, że teściowa ją lubi i nie robi tego umyślnie.
Po prostu taki ma styl mało dyplomatyczny. Naprawdę lepiej chodować focha, zamiast z kobietą darzącą nas sympatią porozmawiać o tym co nam przeszkadza? Lepiej nie spać po nocach przed wizytą teściowej zamiast pogadać z nią od serca?
MamaMamusia, gdyby sprawa była wielka, gdybym synową naprawdę potraktowała z buta, to taka interwencja syna byłaby zasadna. Ale nie w tym konkretnym, opisanym przypadku. "Zrób kawę", "podaj ciasto", czy "za lekko dziecko ubrane", to naprawdę są bzdety nie warte tych wszystkich nerwów
nat870 napisał/a:Tak jak pisałam wcześniej wiem, że teściowa mnie lubi i nie robi tego umyślnie, taka po prostu jest, ale dla mnie jest to nie do zaakceptowania. Nie podoba mi się, że mnie pogania w moim domu i krytykuje. Jednocześnie taka sierota ze mnie, że nie wiem jak się jej postawić, nie wiem co jej powiedzieć, żeby nie rozpętać wojny. Nie piszcie mi proszę, żebym odcięła się od niej, bo dla mnie to nie jest rozwiązaniem sprawy, nie chcę na święta jeździć do naszych rodzin osobno z mężem.
Jak widać nat870 WIE, że teściowa ją lubi i nie robi tego umyślnie.
Po prostu taki ma styl mało dyplomatyczny. Naprawdę lepiej chodować focha, zamiast z kobietą darzącą nas sympatią porozmawiać o tym co nam przeszkadza? Lepiej nie spać po nocach przed wizytą teściowej zamiast pogadać z nią od serca?
MamaMamusia, gdyby sprawa była wielka, gdybym synową naprawdę potraktowała z buta, to taka interwencja syna byłaby zasadna. Ale nie w tym konkretnym, opisanym przypadku. "Zrób kawę", "podaj ciasto", czy "za lekko dziecko ubrane", to naprawdę są bzdety nie warte tych wszystkich nerwów
Mareno, wszystko zależy od sposobu, w jaki się robi te wszystkie uwagi. Bo jeśli powiesz synowej - "Ewuniu, zrobisz nam kawy?" - to pewnie zrobi i jeszcze będzie jej głupio,że nie zaproponowała od razu. A jeśli się rozsiądziesz i władczy tonem zawołasz - "Ewka, kawę na tu podaj, migusiem!" To ręczę,że krew ją zaleje. Też by mnie zalała.
Ja mam teściową, która jest miła i słodka jak plaster miodu, ale pyta zawsze po 3 razy - "Może zjecie obiad u nas?" (mieszkamy w sąsiadujących mieszkaniach w jednym domu), jak odpowiadam,że nie, bo będę gotować sama , to Ona znowu "Ale ja już mam, jakby co", ja cierpliwie na to, mam już składniki kupione, ugotuję...A ona zaraz "ale jakby Ci się jednak nie chciało...".... Po 10 razie nauczyłam się ignorować już drugą propozycję.. Taka Jej uroda, a ja jestem u siebie panią i decyduję sama.
elfina napisał/a:To nie syn ma Problem tylko dorosla synowa!!! Tak, to jest walka o to , kto jest dla meza wazniejszy, a TU nie oto chodzi.
A przypadkiem nie taki problem, że teściowa wydaje polecenia i poucza dorosłą osobę? Nie można sobie nie życzyć czegoś takiego, bo od razu będzie, że się walczy o miejsce w hierarchii męża?
Ja jak mam problem, to rozwiazuje go sama. Nie chowam sie za plecami meza.
No tak, ja też pisałam, żeby porozmawiała czy chociaż zasygnalizowała, co jej przeszkadza. Po prostu dobrze by było, gdyby na całej linii żona czuła, że ma poparcie męża, nawet jeśli to ona by rozmawiała, żeby miała świadomość, że stanie po jej stronie, a nie zbagatelizuje problem, żeby nie urazić matki.
Ja jak mam problem, to rozwiazuje go sama. Nie chowam sie za plecami meza.
Nie wiem, może staroświecka jestem,ale w moim mniemaniu mąż jest między innymi po to żeby wspierać i pomagać rozwiązywać problemy. Rola żony w małżeństwie jest oczywiście taka sama. Co to za małżeństwo, w którym nie ma wsparcia i pomocy? Teściowa to nie jest problem jedynie synowej, jeśli ingeruje w małżeństwo, to jest to problem małżeństwa. Powiem więcej - synowa bez poparcia męża nie ma szans w tym układzie i może albo sie pogodzić z faktem, że będzie żyć w tym specyficznym trójkącie, albo odejść. No, mogą sie też wszyscy we troje szarpać i wzajemnie unieszczęśliwiać przez długie lata. Tak, postawa męża jest najważniejsza i to on powinien reagować i dawać żonie poparcie , jeśli tego nie ma , to znaczy że coś jest nie tak na linii mąż-żona, że być może ktoś tu jest niedojrzały do związku albo decyzja o małżeństwie została podjęta zbyt pochopnie. Innymi słowy - ja doradzam przyglądać sie raczej mężom i ich relacjom z matkami, a nie teściowym.
marena7 - za wielkimi problemami bardzo często stoi sterta niewyartykułowanych , zasiedziałych i zaczynających śmierdzieć bzdet.
Eileen napisał/a:elfina napisał/a:To nie syn ma Problem tylko dorosla synowa!!! Tak, to jest walka o to , kto jest dla meza wazniejszy, a TU nie oto chodzi.
A przypadkiem nie taki problem, że teściowa wydaje polecenia i poucza dorosłą osobę? Nie można sobie nie życzyć czegoś takiego, bo od razu będzie, że się walczy o miejsce w hierarchii męża?
Ja jak mam problem, to rozwiazuje go sama. Nie chowam sie za plecami meza.
Okej, tylko weź pod uwagę, że problem dotyczy bliskiej dla męża osoby. Jakby mi mąż oświadczył, żebym "nie chowała się za jego plecami", to rozwiązałabym problem tak, jak rozwiązałabym z każdą inną, praktycznie obcą osobą - czyli nie patrząc na więzi łączące męża z matką, na to, że to rodzina, że zerwanie kontaktów, że... To mężowi przede wszystkim w takich układach zależy na utrzymaniu stosunków, prawie zawsze będzie mu zależało na matce bardziej, niż synowej na kontaktach z teściową, jeśli patrzeć wyłącznie pod swoim własnym kątem. Bo dlaczego synowym zależy na tym? Przez wzgląd na męża, na ewentualne dzieci... Owszem, to się może zmienić po jakimś czasie, jak się zaprzyjaźnią itd., ale nadal na kontaktach z teściową zależy mężowi przede wszystkim i to dla niego synowa chce załatwić to bez awantur, polubownie, spokojnie. Jak mąż się ma wypiąć na konflikt, to ja, jako żona, wypięłabym się również i załatwiła sama, nie patrząc na to, co będzie dalej. Bo jak mąż uznaje to za chowanie się za plecami, to niech nie oczekuje, że zostanie to rozwiązane po jego myśli. Albo to jest wspólny konflikt i mam prawo oczekiwać poparcia, albo mąż umywa ręce, konflikt jest mój i załatwiam to jak najlepiej dla siebie - wyłącznie dla siebie. Coś za coś.
Ale przecież "widziały gały co brały", więc ja zupełnie nie rozumiem pretensji do męża
Czyżby kolejny co się "nagle i nieoczekiwanie" po ślubie odmienił? ![]()
Hm, jeśli to do mnie, to ja bym nie miała pretensji do męża. Jego decyzja, co zrobi - ale tak, jak napisałam, każda jego decyzja, gdybym była na miejscu żony, pociągnęłaby za sobą pewne konsekwencje.
elfina napisał/a:marena7 - za wielkimi problemami bardzo często stoi sterta niewyartykułowanych , zasiedziałych i zaczynających śmierdzieć bzdet.
No i właśnie dlatego, żeby nie śmierdziało, to trzeba problemy załatwiać na bieżąco, odważyć się i wyartykułować co leży na wątrobie. Skąd ta opisana teściowa ma wiedzieć, że synowej z czymś źle? Kobieta nie znająca "protokołu dyplomatycznego" pewnie całe życie zachowywała się tak jak się zachowuje. Rodzina przywykła, a synowa milczy jak grób i tylko frustracja jej rośnie.
Nikt nie jest duchem świętym, żeby wiedzieć co innym w duszy gra.
30 2014-10-23 21:28:17 Ostatnio edytowany przez samotnax4 (2014-10-23 21:41:46)
A propo teściowej. Moja przyszła do mnie w piątek z aferą, że mój mąż do niej nie dzwoni. Nie wiem co mam do tego ale ok. Później słyszę pytanie...
T. A czemu ty mnie z dziećmi nie odwiedzasz?
Ja. Bo mnie pani nie zaprasza.
T. Rodziny się nie zaprasza. Jakbyś miała ochotę to byś przyszła.
Ok, przyjęłam do wiadomości jej podejście. Potem wywalała mi swoje żale, jaka jestem niedobra i jak mój mąż przeze mnie ograniczył kontakty z rodziną. następnie usłyszałam:
T. Bo ty nigdy mnie nie zaprosiłaś.
Ja. Bzdura, zaprosiłam teściową dwa razy, zostałam skrytykowana więc więcej nie zapraszałam. Nie widzę powodu, żeby pani obrażała mnie w moim domu. Nie liczę tu urodzin dzieci czy świąt.
T. Kłamiesz. Gosi (siostry męża) też nigdy nie zaprosiliście
Ja. Po pierwsze sama dwukrotnie ją zapraszałam, ile razy zapraszał ją Paweł to nawet nie liczę. Poza tym rodziny przecież zapraszać nie trzeba. To pani słowa.
W tym momencie moja teściowa dostała szału. Na szczęście mój mąż kazał jej opuścić nasz dom...
Normalne to nie jest, ale dobrze, ze jestes z siebie dumna.
Co tu wg ciebie nie jest normalne?
Wiecie co, synowe? Byłam synową przez 35 lat. I nigdy przez te lata nie używałam swojego męża do załatwiania moich spraw z teściową. Zawsze czułam sie dorosła i zdolna do samodzielnego układania sobie stosunków z innymi ludźmi, w tym z teściową. I to samo mój mąż ze swoją teściową i teściem. Nikt, w tym mój mąż nie musiał mnie bronić przed teściową, bo nie potrzebowałam tego, nie byłam dzieckiem. Bralam na siebie 50% odpowiedzialności za relację. Drugie 50% nalezało do matki mojego męża. Gdzie w tym miejsce dla mojego męża? On miał swoją relację z matką, ja się do tego nie mieszałam. Dla mnie bylo ważne jakim jest mężem dla mnie i ojcem dla dzieci.
Nie zawsze było słodko między mną a teściową, ale nauczyłam się asertywności i wszystko się zmieniło. Ona zaczęła mnie szanować wtedy, gdy zaczęłam jej stawiać czoła. Nie po chamsku i histerycznie, ale w normalnej dyskusji na argumenty. Gdy stałyśmy sie partnerkami w dyskusji, bardzo się zaprzyjaźniłyśmy. Jest to jedna z najcenniejszych relacji w moim dlugim życiu i ubolewam że się skończyła wraz ze śmiercią teściowej. Bardzo mi jej brakuje. Nie była aniołem i ja też nie jestem, ale zawsze potrafiłyśmy ze sobą rozmawiać, dyskutować, nawet się sprzeczać.
Dlatego jestem zwolenniczką rozmawiania, bo mam takie doświadczenia.
Myślę, że kluczowym słowem jest tu odpowiedzialność. Zrzucenie odpowiedzialności za nasz dobrostan emocjonalny na innych (tu na męża) jest błędem. To my same jesteśmy odpowiedzialne za to jak się czujemy.
Może teściowa wysłucha synowej i porozmawiają, a może nie. Jak teściowa z tych wszystkowiedzących i niewychowanych, a obrażalskich i czepliwych - prędzej wszystkich szlag trafi, a nic nie wskórają.
Ja jednak jestem nadal zwolenniczką niewychowywania syna na dupę wołową i posłuszne cielę. Jego matka wali gafę za gafą, brak jej kultury, a synuś udaje ślepego i głuchego. Synowa ma jej zwracać uwagę? Teściowe chciałyby, żeby sprawę delikatnie przemilczeć, nie czepiać się. Jak im na czymś zależy to idą na całość i walą na oślep.
Nikogo innego nie było na tym przyjęciu, żeby starszej pani powiedział: jedz kobieto i nie wybrzydzaj, bo następnym razem krakersy postawią? Czepliwym starym babom nie należy zwracać uwagi? A od kiedy?
Argumentacja MammyMamusi jest najrozsądniejsza. Synowi zależy na dobrych stosunkach ze swoją rodziną, niech reaguje, wszyscy będą zadowoleni. Matka nie może być świętą krową, ją też obowiązują zasady.
marena7 - prawdopodobnie w tym konkretnym przypadku masz rację. Sprawa nie jest an tyle poważna, żeby angażowac cały sztab kryzysowy. Jednak uważam, że w innych, cięższych przypadkach postawa syna jest ważna a jego wsparcie konieczne. choć może wsparcie nie jest tu właściwym słowem, może raczej powinno się mowić o jego stanowczości i dojrzałości. W mojej relacji z teściową nie chodziło o za grubo pokrojone ciasto. Moja teściowa nie mogła pogodzić sie z wyprowadzką syna z domu, z jego samodzielnością. Walka była ostra. Argumenty z grubej rury, np szantaż śmiercią. Ok, ja też nie byłam bez winy, trafił swój na swego. Mój mąż był totalnie zagubiony, nie wiedział co począć, no taki mały chłopczyk, który by chętnie potrzymał jeszcze mamę za spódnicę, ale ma też ochotę pobawić się zabawkami dla dorosłych.Czy twoim zdaniem w takiej sytuacji postawa męża nie była ważna? Ja mu powiedziałam, albo się określi albo ja odchodzę, byłam wykończona tą walką. Wiem, że odbył z mama rozmowę, w której wprost powiedział, że odchodzi z domu. Teściowa nie od razu odpuściła, ale zaczęła widzieć , że go straci jeśli nic nie zmieni. Leczyła się na depresję, chodziła na terapię, wyszła na prostą. Po latach rozmawiałyśmy na ten temat, dlatego wiem jakim koszmarem było dla niej odejście syna z domu, wiem przez co przeszła. Rozumiem teściowe i wiem dlaczego tak często syczą i krytykują. Wiem co sie kryje za tymi histerycznymi omdleniami i szantażami. Szlag mnie trafią gdy słyszę teksty w stylu - mieszkam u teściowej, a ona nie chce jeść mojej zupki i opiekować sie moimi dziećmi, na szczęście niedługo umrze i dom będzie mój. Nie znoszę synowych, które sa roszczeniowe i narzekające, które nie umieją zdobyć się na samokrytykę. Naprawdę bardziej lubię teściowe mimo iż jestem synową. Jednak mimo wszystko uważam, że małżeństwa we troje stworzyć sie nie da i mężczyzna musi w pewien sposób sie odciąć (jesli oczywiście chce stworzyć związek), musi sie okrelić. Związek to jest także jego odpowiedzialność
36 2014-10-24 10:51:25 Ostatnio edytowany przez marena7 (2014-10-24 11:07:56)
Może teściowa wysłucha synowej i porozmawiają, a może nie. Jak teściowa z tych wszystkowiedzących i niewychowanych, a obrażalskich i czepliwych - prędzej wszystkich szlag trafi, a nic nie wskórają.
Jak się nie spróbuje, to się nie będzie wiedziało.
MamaMamusia, masz rację. W takich grubych sprawach jak Twoja, postawa męża jest decydująca.
Synowa nie załatwi sprawy nieodpępnienia swojego męża od matki. Synowa nie załatwi sprawy szantażowania, histeryzowania itd. To MUSI zrobić syn. Jak nie zrobi, to po małżeństwie.
Ale w historii z ciastem i kawą i tym podobnymi drobiazgami nie potrzebne jest stawianie na nogi całego "sztabu kryzysowego". To jak strzelanie z armaty do wróbla.
Pytanie tylko, czy mąż Autorki jest odpępniony? To jego - "boje sie urazić mamy" brzmi w sumie niepokojąco...
Nie wiem...Może rzeczywiście Autorka powinna porozmawiać sama z teściową. Jednak ja na jej miejscu oczekiwałabym od męża poparcia, choćby niewerbalnego. Ustaliłabym to z nim i powiedziała o swoim zamiarze porozmawiania z teściową. Tak na wszelki wypadek, w razie jakichś histerycznych omdleń i dramatyzowania. Żeby nie usłyszeć potem od męża czegoś w stylu - "chcesz matkę wykończyć!". No , chyba że teściowa Autorki nie jest tego typu osobą i wiadomo, że tak się nie zachowa.
Przeczytałam wszystkie Wasze rady i uwagi z zaciekawieniem, trochę mi się po nich objaśniło na umyśle.
Na rozmowę z teściową w cztery oczy nie mam dużych szans, bo zawsze jest z nami teść i mąż. Pozostaje mi chyba reagowanie za bieżące jej przytyki przy wszystkich. Pewnie się obrazi (mąż mówi, że to taki typ, co chwilę się obrażają na siebie z drugą synową), ale jak pisała jedna z Was jak nie powiem to się nie dowiem.
Przy tej historii z kawą i ciastem już powinna zostać podjęta interwencja. Nie zrobiono nic, więc jaśnie teściowa następnym razem może posunąć się dalej. Rodzinne waśnie zawsze zaczynano od pierdoły. Warto też stawiać granice, wiek nie jest tutaj ważny. Starszy również powinien być świadomy tego, iż robi coś źle.
Moja babcia i jej koleżanki zawsze powtarzały: spotkasz człowieka, który wypowiada słowa "nigdy nie wiadomo, jacy my będziemy na starość" - bądź pewna, że się asekuruje i tworzy grunt pod swoją przyszłą upierdliwość.
Następna sprawa - najbardziej przykre bywają te osoby, które "zawisły" na swoich dzieciach. Przyjaciółka, koleżanka, reszta rodziny nie pozwoli na takie ględzenie. W końcu z siebie to wyrzuci, zwróci uwagę, a rodzina często zmuszona jest tolerować starego upierdliwca. Powiesz coś takiej, to strzeli focha, albo rozżalenie wzrośnie do monstrualnych rozmiarów. Nie wiem, ale niektórzy chcieliby specjalnego traktowania, jak dzieci specjalnej troski. Nie kładźmy tego na karb demencji, bądź innych schorzeń ( choć ekspert na innym forum opisał bardzo ciekawe pierwsze objawy Alzheimera ), a na egoizm i narcyzm, wszak z wiekiem złe cechy nie zanikają.
Z wiekiem zmienia się perspektywa patrzenia. Te utarczki z własną teściową w młodości, za ileś lat są już tylko małymi nieporozumieniami. Często "wybielamy się", bo głupio nam samym przed sobą. Taka jest prawda, a że bywa bolesna, lepiej ją wyprzeć.
Z ręką na sercu przyznam - czasami żal mi mojej teściowej, bo teść naprawdę daje jej w kość, ale zaraz mi przechodzi. Ona nam synowym nie współczuła, była zadowolona, że nie dręczy jej, a nas. Kiedyś nie wierzyłam ,że dobre uczynki życie wynagradza, a zło wraca do nas zwielokrotnione. Teraz już wierzę.
Tak, postawa męża jest kluczowym czynnikiem.
Jeśli mąż chce utrzymywać dobre stosunki z matką ale wie, że Tobie nie jest dobrze z jej zachowaniem to przy następnej wizycie rodziców niech on wszystko jej przynosi i usługuje bez mrugnięcia okiem zamiast Ciebie. Albo musisz nauczyć się przewidywać sytuacje. Jesli macie ciasto, to pierwsza powiedz "Może mama nałożyć ciasto? Jest w lodówce" To jest Twój dom a nie jej. Poza tym jestem ciekawa czy my wszystkie za kilkadziesiąt lat nie bedziemy tak gderał swoim synowym czy zięciom jak w takich sytuacjach opisywanych na forum ![]()
Przeczytałam wszystkie Wasze rady i uwagi z zaciekawieniem, trochę mi się po nich objaśniło na umyśle.
Na rozmowę z teściową w cztery oczy nie mam dużych szans, bo zawsze jest z nami teść i mąż. Pozostaje mi chyba reagowanie za bieżące jej przytyki przy wszystkich. Pewnie się obrazi (mąż mówi, że to taki typ, co chwilę się obrażają na siebie z drugą synową), ale jak pisała jedna z Was jak nie powiem to się nie dowiem.
Można zaaranżować "babskie" spotkanie z teściową-panowie zostają w domu a panie idą do kawiarni lub w inne ustronne miejsce lub odwrotnie- panowie wychodzą z dzieckiem na spacer a panie zostają w domu. To nie problem.
Rozumiem że boisz sie otwarcie powiedzieć teściowej co o tym wszystkim myślisz i jak się z tym czujesz ,bo zależy ci na dobrych relacjach z teściami, ale to jest TWÓJ dom i masz prawo do szacunku i decydowania.
Ważne żeby powiedzieć teściowej jaki jest cel spotkania, jak się czujesz gdy teściowa ma przyjechać do was, że ta rozmowa jest dla ciebie bardzo trudna,jakie jej zachowania/sposób traktowania ciebie nie odpowiada ci (konkretne zachowania podać) i na czym tobie zależy i dać jej czas na przemyślenie i zrozumienie ciebie.
Tak, to jest wyznaczania granic swojego terytorium komfortu psychicznego. Teściowa zapędza się- traktuje twój dom jak swój własny bo tu jest jej syn,który jest jej własnością. Nie da się inaczej tego zrobić jak przez rozmową, nie wdawac sie w dyskusję z nią gdy zacznie wypominać lub szantażować emocjonalnie twardo stać na stanowisku i być asertywną. Ta sprawa nie dotyczy twojego męża tylko i wyłącznie ciebie i jej.
A jak zachowuje sie teść wobec ciebie i wobec was jako małżeństwa? Czy zauważa jak traktuje ciebie jego żona i czy coś z tym robi (zwraca jej uwagę)?
A jak zachowuje sie teść wobec ciebie i wobec was jako małżeństwa? Czy zauważa jak traktuje ciebie jego żona i czy coś z tym robi (zwraca jej uwagę)?
Teść jest dla mnie bardziej serdeczny, ale co do wytykania wręcz wtóruje teściowej. Oni nie wiedzą, że czegoś może nie wypada mówić czy robić. Przed narodzinami naszego synka nie byli aż tak bardzo "wrażowaci". Zawsze pytali mnie o zdrowie i kazali dbać o siebie, jednak podczas pierwszej wizyty u wnuka stali się nie do zniesienia, zwłaszcza teściowa.
nat870 napisalaś, że teść jest wobec ciebie serdeczny, ale też że wtóruje teściowej w jej "wytykaniu". Może spróbuj wypisać sobie w punktach co "wytyka" ci teściowa i co wtedy sobie myślisz . Na drugiej liście napisz odpowiedzi do jej wytykania w formie która będzie tobie odpowiadać- tak jak ty chciałabyś usłyszeć od kogoś jak tobie zwraca grzecznie uwagę. Potraktuj to jako ćwiczenie. Natomiast rozmowa z teściami na temat tego co czujesz gdy wydają rozkazy i pouczają jest potrzebna.
Czy przed wizytą teściów ustalasz z mężem podział obowiązków, czy pomaga ci np.w przygotowaniu posiłków, nakrywaniu do stołu, myciu naczyń czy raczej siedzi jak gość a ty biegasz wokół wszystkich? Uważam że mąż podczas tych wizyt powinien poczuwać się do obowiązku pomagania tobie , wtedy ty nie będziesz też czuła się tak zmęczona i zestresowana, będziesz mogła odpoczywać, poświęcić czas na rozmowę, pozwolić teściom nacieszyć się wnukiem.
Przeczytałam wszystkie Wasze rady i uwagi z zaciekawieniem, trochę mi się po nich objaśniło na umyśle.
Na rozmowę z teściową w cztery oczy nie mam dużych szans, bo zawsze jest z nami teść i mąż. Pozostaje mi chyba reagowanie za bieżące jej przytyki przy wszystkich. Pewnie się obrazi (mąż mówi, że to taki typ, co chwilę się obrażają na siebie z drugą synową), ale jak pisała jedna z Was jak nie powiem to się nie dowiem.
Zawsze można teściową zaprosić do kuchni, na spacer, do sypialni i już jest w cztery oczy ![]()
Świetnie,że rozumiesz,że Ona nie robi tego złośliwie, powiedz jej jak to odbierasz jak się z tym czujesz. Ona zapewne jest tak przyzwyczajona do takiego postepowania i podporzadkowania innych,ze nawet nie wie ,że rani.
Ale to sprawa do załatwienia między wami. jakbyś się czuła gdyby mąż przyszedł do Ciebie i powiedział: "moją mamę zabolało wczoraj że powiedziałaś" to i to" i to sprawiłaś jej przykrośc." wściekłabys się na męza i na teściową i miałabys żal ,że nie przyszła i nie powiedziała Ci tego prosto w oczy...
Rozmowa i jeszcze raz rozmowa. Niestety nie skończy się na jednej
ale po pierwszej będzie CI już łatwiej ![]()
Tesciowa dzwonila do meza z wiadomoscia, ze chce znowu do nas przyjechac. Maz wie, ze nie chce jej narazie widziec. Powiedzial jej, ze jeszcze nie wie, ze zobaczymy, a miedzy soba umawialismy sie, ze spotkam sie z nia na swieta. Kurde co za chlop.
Nie chcę i nie mam prawa nikogo pouczać, ale w zdecydowanej większości opisywanych tutaj przypadków, negatywnych relacji, jest brak dojrzałości młodych ludzi, a nawet i odrobinę starszych.
Jeżeli nie ma z biegiem czasu, widocznych granic, to nie ma się co dziwić, że rodzice później decydują o wszystkim ze słowami "ale ja się nie wtrącam".
To dla mnie jest odrobinę śmieszne.
Dlatego nie mieszkamy z rodzicami, mamy do jednych i drugich daleko a nasze spotkania są okazjonalne. Jednak nawet podczas takich wizyt, nie mają prawa ingerować a nic, co jest w naszym domu.
to daje spokój.
Relacja z moją teściową przebiegała dziwnie. Zaczęło się dobrze, nawet serdecznie, dosyć poufałe rozmowy, polubiłam ją (nie uprzedzałam się mimo, że bliska mi osoba z jej rodziny mnie przed nią ostrzegała). Teraz myślę, że chciała mnie wybadać, zdobyć moje zaufanie i mieć na mnie wpływ.
Zaczęło się robić dziwnie jakieś 3 miesiące przed ślubem - wyraźne ochłodzenie z jej strony, szpila tu, złośliwy jad tam - teraz wydaje mi się że chciała pokazać mi gdzie moje miejsce. Mogła sobie na to pozwolić - łatwo usadzić niedoświadczoną, niespełna dwudziestoletnią, nauczoną szacunku dla starszych i nie wiedzącą jak się odszczeknąć sierotkę marysię.
Było naprawdę nieciekawie i musiałam to znosić. Aż do chwili kiedy dowiedziała się o ciąży ("planowana czy wpadka?" - nie omieszkała zapytać. Ależ tak, planowana - odpowiedziała głupia sierotka. Najnormalniejsze pytanie pod słońcem ze strony teściowej, obcej właściwie kobiety. Dla synowej.
Potem już była tylko słodycz, cudowna przemiana mojej teściowej z powrotem w serdeczną i troskliwą nawet babkę. Nagle okazało się, że skoro wnuczek jest już w drodze to synowej należy się jakieś ludzkie traktowanie. Uwierzyłam w dobre intencje.
Ale po porodzie coś się we mnie zmieniło, coś we mnie pękło. Myślę, że poród przeistoczył we mnie dziewczątko w kobietę. W lwicę nawet. Nabrałam pewności siebie i nie mogłam pozwolić, żeby w kwestiach dotyczących dziecka ktoś taki jak ona coś mi narzucał (a były różne parówki dla niemowlaka, zupy na kostkach rosołowych i takie inne sporne kwestie). Ponadto zobaczyłam jakby przez lupę całą obłudę tej kobiety.
Mimo to nasze stosunki były właściwie nijakie, ani nie pragnęłam jakoś obcowania z teściową ani też nie chciałam z nią jakiegoś konfliktu. Kontaktu z wnukami, z mężem nie utrudniam, mąż chyba nie ma zbytnio jakiejś emocjonalnej potrzeby częstego widywania swoich rodziców.
Myślę, że moja teściowa należy do gatunku tych osób (nie teściowych), które lubią pokazać, że mają rację i lubią pokazać się, swoją wyższość nad innymi.
Więc czasem jeszcze pojawi się szpila z jej strony ale bardziej chyba niezamierzenie, taki już widać charakter i myślę też że się hamuje ze względu na wnuki - tzn rozumie, że jeśli będę się źle u niej czuła to nie będzie ich widywać za często. Może to też kwestia charakterów, takie jak nasze nie pogodzą się chyba nigdy. Ciekawi mnie jakie wy macie spostrzeżenia o moim przypadku, a co myślą same teściowe? ![]()
Relacja z moją teściową przebiegała dziwnie. Zaczęło się dobrze, nawet serdecznie, dosyć poufałe rozmowy, polubiłam ją (nie uprzedzałam się mimo, że bliska mi osoba z jej rodziny mnie przed nią ostrzegała). Teraz myślę, że chciała mnie wybadać, zdobyć moje zaufanie i mieć na mnie wpływ.
Zaczęło się robić dziwnie jakieś 3 miesiące przed ślubem - wyraźne ochłodzenie z jej strony, szpila tu, złośliwy jad tam - teraz wydaje mi się że chciała pokazać mi gdzie moje miejsce. Mogła sobie na to pozwolić - łatwo usadzić niedoświadczoną, niespełna dwudziestoletnią, nauczoną szacunku dla starszych i nie wiedzącą jak się odszczeknąć sierotkę marysię.
Było naprawdę nieciekawie i musiałam to znosić. Aż do chwili kiedy dowiedziała się o ciąży ("planowana czy wpadka?" - nie omieszkała zapytać. Ależ tak, planowana - odpowiedziała głupia sierotka. Najnormalniejsze pytanie pod słońcem ze strony teściowej, obcej właściwie kobiety. Dla synowej.
Potem już była tylko słodycz, cudowna przemiana mojej teściowej z powrotem w serdeczną i troskliwą nawet babkę. Nagle okazało się, że skoro wnuczek jest już w drodze to synowej należy się jakieś ludzkie traktowanie. Uwierzyłam w dobre intencje.
Ale po porodzie coś się we mnie zmieniło, coś we mnie pękło. Myślę, że poród przeistoczył we mnie dziewczątko w kobietę. W lwicę nawet. Nabrałam pewności siebie i nie mogłam pozwolić, żeby w kwestiach dotyczących dziecka ktoś taki jak ona coś mi narzucał (a były różne parówki dla niemowlaka, zupy na kostkach rosołowych i takie inne sporne kwestie). Ponadto zobaczyłam jakby przez lupę całą obłudę tej kobiety.
Mimo to nasze stosunki były właściwie nijakie, ani nie pragnęłam jakoś obcowania z teściową ani też nie chciałam z nią jakiegoś konfliktu. Kontaktu z wnukami, z mężem nie utrudniam, mąż chyba nie ma zbytnio jakiejś emocjonalnej potrzeby częstego widywania swoich rodziców.
Myślę, że moja teściowa należy do gatunku tych osób (nie teściowych), które lubią pokazać, że mają rację i lubią pokazać się, swoją wyższość nad innymi.
Więc czasem jeszcze pojawi się szpila z jej strony ale bardziej chyba niezamierzenie, taki już widać charakter i myślę też że się hamuje ze względu na wnuki - tzn rozumie, że jeśli będę się źle u niej czuła to nie będzie ich widywać za często. Może to też kwestia charakterów, takie jak nasze nie pogodzą się chyba nigdy. Ciekawi mnie jakie wy macie spostrzeżenia o moim przypadku, a co myślą same teściowe?
Myśląca i mądra teściowa to skarb, ale takie kobiety to rzadkość i nie jest to żaden stereotyp. Szkoda że nie napisałaś więcej o tej lwicy. Jak to się objawia i jak powiedziałaś stop.
Jak to się objawia i jak powiedziałaś stop.
Nie było żadnego trzęsienia ziemi, żadnych wybuchów ale zaczęło się trochę.. nienormalnie. Winne na pewno były także hormony - po porodzie nie mogłam po prostu na teściową patrzeć, nie mogłam zniesc mysli ze wezmie na ręce moje dziecko - ta niechęć była tak silna że aż czysto fizyczna. Było mi z tym ciężko tym bardziej, że teściowa wprosiła się do nas na kilka dni, a ja jeszcze przed porodem chcąc nie chcąc zgodziłam się na to. Te kilka dni to był taki mój koszmarek, który tak bardzo mnie do niej zraził że postanowiłam sobie że już nigdy więcej nie zgodzę się na coś podobnego (już na pewno nie po drugiej ciąży).
Ale wracając do mojej niechęci - miałam mimo wszystko wyrzuty sumienia z tego powodu, bo nauczyłam się uśmiechać się do teściowej jednocześnie myśląc "spadaj ty głupia babo" - z jednej strony to był taki mój bunt który przynosił pewną satysfakcję, z drugiej strony było mi z tym źle, bo nie spodziewałam się po sobie czegoś takiego, również wtedy wchodziłam na różne fora szukając czegoś na ten temat i dowiedziałam się że część kobiet po porodzie też tak ma, nawet jeśli wcześniej miały z teściową dobre relacje. W końcu pogodziłam się z tym i już.
Przy tym wszystkim nie dawałam po sobie poznać mojej niechęci, nie chciałam żadnych konfrontacji, nie zależy mi na waśniach rodzinnych. Nauczyłam się z teściową dyskutować i stawiać na swoim w kwestii dotyczących moich dzieci, kilka razy głośno i stanowczo zaprotestowałam podczas spotkania w większym gronie rodzinnym kiedy to teściowa chciała coś tam swojego wprowadzić względem wnuka - a jako, że stawiłam opór przy wszystkich zrobiło jej się głupio i to ją nauczyło żeby w takie kulki nie pogrywać, tak myślę. Oczywiście do tej pory zdarzają się sytuacje które mnie denerwują, lżejsze np. kiedy każę córce posprzątać zabawki - ona to robi, pomimo że mówię wtedy że to córka ma posprzątać; poważniejszy - kiedy to na córkę runęła rozpryskując się w drobny mak szyba od prysznica, ponieważ - pod naszą nieobecność babcia bawiła się z dzieckiem w łazience pomimo że wielokrotnie zabranialiśmy tego. Dziecku na szczęście nic się nie stało a teściowa jeszcze próbowała całkowicie odwrócić kota ogonem twierdząc że dzięki niej dziecku nic się nie stało bo je szybko wzięła i jeszcze że przez wnuczkę ma teraz takie koszty i kłopot, wymiana szyby (to było w jej łazience).
Te przykłady obrazują w sumie tylko po trochu jakim człowiekiem jest moja teściowa. Mimo wszystko widzę że się trochę zmieniła i nawet jeżeli tylko ze względu na wnuki, potrafię to docenić. Mimo to fakt jak okropnie traktowała mnie zanim zaszłam w ciążę, zanim jeszcze nauczyłam się asertywności względem niej i to w jaki sposób ten mój brak asertywności wykorystała - cóż, sama sobie wystawiła tym samym świadectwo i zawsze mam to gdzieś z tyłu głowy; to sprawia że muszę być nastawiona do niej sceptycznie.
W sumie to nieźle sobie poradziłaś npbasia. Zachowałaś zimną krew, nie dałaś się ponieść emocjom i ......nauczyłaś się asertywności. To wystarczy żeby stosunki ułożone były poprawnie.
Niestety, nie ma tak że teściową czy synową kocha się z automatu. Dobrze jest jeśli obie się szanują i starają się odnosic do siebie życzliwie, bez szpil i fochów. Obie. Jak największa uważność, delikatność i powściągliwość we wzajemnych stosunkach niezbędnie konieczna. Lepszy jest dystans niż szybkie zaprzyjaźnianie się. Trzeba dać czas czasowi. Czas pokaże, czy obie panie się polubią, czy nie. Jeśli nie, to przynajmniej nie będzie niesmaku, że się powierzyło tej nielubianej, obłudnej i fałszywej jakieś swoje sekrety i rodzinne tajemnice.
Tej organicznej niechęci do teściowej, która bierze na ręce dziecko synowej i syna nie rozumiem zupełnie.
Czy to brak akceptacji dla faktu, że choć dla synowej to OBCA kobieta, to dla dziecka babcia? I czy sie to podoba, czy nie, to w dziecku płynie też jej krew? Nie wiem.
Mamy ciche dni z mężem. Powiedział teściowej, żeby nie przyjeżdżała do nas z wizytą. Teraz obwinia mnie za to, że jego mamie było przykro, bo to ja nie chce jej w naszym domu. Wczoraj rzuciłam w złości mężowi prezentem ślubnym od jego rodziców (spora suma pieniędzy), mówiąc, że nie chce mieć długu wdzięczności u kogokolwiek i kazałam mu je sobie zabrać (zostało mi już wypomniane, że jego rodzice pomagają nam a moi nie, chociaż to jednorazowy prezent, bo jesteśmy niezależni finansowo).
Kilka miesięcy po ślubie i już dzieje się źle.
"zostało mi już wypomniane, że jego rodzice pomagają nam a moi nie, chociaż to jednorazowy prezent, bo jesteśmy niezależni finansowo".
Zmroziło mnie. To jest... aż nie wiem, co powiedzieć. Wypominanie związane z prezentami między sobą jest wystarczająco obrzydliwe, a co dopiero rozliczanie rodziców żony z tego, że nie "pomagają".
Ja bym nie pozwoliła żeby w moim domu ktoś mi wydawał rozkazy, a ja jak głupia tańczyła jak teściowa zagra. Skoro jestem na swoim, to jest po mojemu.
Jak mi coś nie pasuje, to nie potrzebuję żeby partner za mnie sprawy z teściową załatwiał, za to oczekuję od niego, że w razie potrzeby będzie dla mnie stanowił wsparcie. Tylko tyle i aż tyle.
54 2014-11-22 11:18:32 Ostatnio edytowany przez majka1986 (2014-11-22 11:51:51)
WitchQueen - w pełni zgadzam się z Tobą. Twój dom, Twoje zasady!
Co do relacji z teściową - Na pewno nic ci nie da jeżeli będziesz mu kazała wybierać między jego mamusia a sobą. Znam to z praktyki:-) Mamusie są zazwyczaj bardzo związane ze swoimi synkami, synowie nie koniecznie, ale fakt faktem jak przychodzi co do czego to się podporządkowują mamusi. Sama napisałaś, że już się pokłóciliście o wizyty teściowej...moim zdaniem to twój partner powinien się wykazać i spróbować jakoś zadbać o Twoje kontakty z teściową. Nie zawsze się da, wiem. Ale powinien porozmawiać ze swoja mamą, żeby zmieniła stosunek do Ciebie, a nawet jeśli to nie pomoże to powinien zawsze stać po Twojej stronie:-)
55 2015-01-20 03:53:43 Ostatnio edytowany przez monarda (2015-01-20 04:01:51)
Jak widać nat870 WIE, że teściowa ją lubi i nie robi tego umyślnie.
Po prostu taki ma styl mało dyplomatyczny. Naprawdę lepiej chodować focha, zamiast z kobietą darzącą nas sympatią porozmawiać o tym co nam przeszkadza? Lepiej nie spać po nocach przed wizytą teściowej zamiast pogadać z nią od serca?
Myślę podobnie jak marena7, lepiej z teściową porozmawiać. Stając pomiędzy mężem a jego matką pozostawiasz go w bardzo trudnej sytuacji, i tak ja wy obie go kochacie to zapewne on kocha was. Nie każ mu wybierać, rozmawiać i decydować. Dla faceta to nie są "prawdziwe problemy" tylko zwykłe pierdoły.
Rozumiem, że nie brałaś ślubu z jego rodziną ale wiążąc się z facetem trzeba przyjąć też całe dobrodziejstwo inwentarza. Każdy dom jest inny, każda rodzina i zwyczaje inne i często potem nie wytrzymuje to zderzenia z rzeczywistością. Możliwe że twoja teściowa ma taki styl bycia i rodzinie męża to najwyraźniej nie przeszkadza (a może się do tego przyzwyczaili). Jeśli jednak w jego domu były zdrowe relacje rodzinne to nie oczekuj że teraz od rodziców się będzie odwracał. Pomyśl o sobie za 30 lat, pomyśl że trafisz na synową która Cię nie zaakceptuje i która nie będzie chciała widzieć Cię w swoim domu. Wierz mi, serce Ci pęknie.
Czytając ten wątek i przypominając sobie jakie były moje relacje z teściową na początku małżeństwa myślę o jakie błahe rzeczy strzelałam focha. Ona też... ale przyszedł taki czas że obie dojrzałyśmy - ja zrozumiałam, że nie ma złych intencji a ona zobaczyła że "że jej chłopcom" nie dzieje się krzywda. Czasami też miewała uwagi jak powinnam karmić, ubierać czy leczyć dziecko. Doprowadzało mnie to do szewskiej pasji, ale albo delikatnie ćwiczyłam asertywność albo mówiłam że mam inne zdanie. I miałam takie momenty że obiecywałam sobie iż moja noga więcej tam nie postanie. Wiedziałam jednak, że mąż kocha rodziców i że psując relacje miedzy nimi zepsuję również nasze. Mieliśmy jednak zawsze jedną zasadę - zawsze za sobą stawaliśmy murem - nie ważne czyich rodziców to dotyczyło. I jak były problemy finansowe pomagaliśmy w zależności od potrzeb, w czasie choroby jednego z rodziców zawsze się wspieraliśmy. Ale również stawaliśmy w swojej obronie gdy próbowali ingerować w nasze życie. Popełniliśmy sporo błędów, może słuchając rodziców byłoby ich mniej.... Ale to były nasze błędy i my za nie płacimy. Starałam się jej okazywać szacunek i ona odpłaciła mi tym samym. Z czasem moja teściowa stała się mi się bliską osobą i nie sądziłam, że to powiem ale bardzo mi jej brakuje, zwłaszcza teraz przydałby mi się jej rady, które 25 lat temu tak mnie irytowały. I była cudowną, najlepszą babcią na świecie. Nadopiekuńczą, przewrażliwioną i czasem nieznośną ale kochała swojego wnuka bezwarunkowo. Z wzajemnością. Dlatego nigdy, nawet po sprzeczkach się od niej nie odwróciłam.
Sama niebawem zostanę teściową i bardzo bym sobie życzyła takich relacji z synową. To wybór mojego syna i akceptuję go w pełni. Wiem, że nie jest jej łatwo ale obie staramy się by nasze stosunki były jak najlepsze. Dopiero teraz rozumiem moją teściową, rozumiem jak trudno być matką jedynaka. Kiedy zaczęli organizować ślub też się buntowałam, że to jej rodzice decydują gdzie wesele, kiedy, jakie menu (nawet próbowali ingerować w strój młodego), ale odpuściłam. Nie będę się kopać z koniem, widzę ile młodych to stresu kosztuje więc staram się ich wspierać z całej siły. Pewnie też coś robię nie tak, ale nobody is perfect a ja nie jestem wróżką. Twoja teściowa też nie i pewnie tak jak Ty płacze w poduszkę myśląc co zrobiła źle.
Młode czy też świeże mężatki oczekują od matek swoich facetów by je akceptowały - jednak może trzeba odwdzięczyć się tym samym?
Rozumiem, że chcesz być panią w swoim domu, ale zdaje się teściowa nie grzebie Ci w garach, nie układa w szafach i nie lata ze ścierą? Może po prostu spróbuj wyluzować? Znaleźć jakiś kompromis? To naprawdę są drobiazgi, co będzie gdy pojawi się jakiś poważny problem? Pisałaś że są w stosunku do Ciebie serdeczni, że Cię akceptują, że Cię lubią. Jest na czym budować fajne relacje, naprawdę - zwłaszcza, że chodzi o dwie obce, całkowicie sobie różne kobiety. Może warto spróbować? Dla męża, dla dzieci a przede wszystkim dla siebie. Na pewno też mąż doceni Twoje starania.
Nie wiem, może się mylę ale uderzyło mnie coś w Twoim pierwszym poście i odnoszę wrażenie, że masz niskie poczucie własnej wartości. Dlatego te uwagi teściowej tak Cię bolą.
Za grubo pokrojona natka, czy ciasto? Tak lubię, wybacz mamo, inaczej nie umiem. Albo obróć w żart... To tylko natka.
Wiecie co, synowe? Byłam synową przez 35 lat. I nigdy przez te lata nie używałam swojego męża do załatwiania moich spraw z teściową. Zawsze czułam sie dorosła i zdolna do samodzielnego układania sobie stosunków z innymi ludźmi, w tym z teściową. I to samo mój mąż ze swoją teściową i teściem. Nikt, w tym mój mąż nie musiał mnie bronić przed teściową, bo nie potrzebowałam tego, nie byłam dzieckiem. Bralam na siebie 50% odpowiedzialności za relację. Drugie 50% nalezało do matki mojego męża. Gdzie w tym miejsce dla mojego męża? On miał swoją relację z matką, ja się do tego nie mieszałam. Dla mnie bylo ważne jakim jest mężem dla mnie i ojcem dla dzieci.
Nie zawsze było słodko między mną a teściową, ale nauczyłam się asertywności i wszystko się zmieniło. Ona zaczęła mnie szanować wtedy, gdy zaczęłam jej stawiać czoła. Nie po chamsku i histerycznie, ale w normalnej dyskusji na argumenty. Gdy stałyśmy sie partnerkami w dyskusji, bardzo się zaprzyjaźniłyśmy. Jest to jedna z najcenniejszych relacji w moim dlugim życiu i ubolewam że się skończyła wraz ze śmiercią teściowej. Bardzo mi jej brakuje. Nie była aniołem i ja też nie jestem, ale zawsze potrafiłyśmy ze sobą rozmawiać, dyskutować, nawet się sprzeczać.
Dlatego jestem zwolenniczką rozmawiania, bo mam takie doświadczenia.
Myślę, że kluczowym słowem jest tu odpowiedzialność. Zrzucenie odpowiedzialności za nasz dobrostan emocjonalny na innych (tu na męża) jest błędem. To my same jesteśmy odpowiedzialne za to jak się czujemy.
Jestem synowa od 16 lat ,mieszkam tez z teściowa pod jednym dachem i to jest jej mieszkanie, miałam już tyle nie miłych sytuacji z jej strony ze po prostu zamknęłam się w sobie i z nią nie rozmawiam.Myślałam ze to ja czegoś nauczy ale ona nic sie nie zmieniła ,wydaje mi sie ze ludzi w takim wieku jaki ona posiada a ma 73 lata raczej już nie da się zmienić.Męża nie mieszam w swoje relacje z teściową zresztą oni tez nie maja dobrego kontaktu mąż tez z nią nie rozmawia .Każdy musi takie sprawy załatwić sam i nie pomagają tu krzyki ani tłumaczenia bynajmniej w mojej sytuacji .Pogodziłam się z tym....