Dzięki. Ale co robić z tym wirusem? Moja ginekolog to okropna panikara, nastraszyła mnie niemal śmiertelnie, a w szpitalu podczas kolposkopii dowiedziałam się, że nie jest aż tak źle, ale wiadomo, że wycinek będzie zawierał więcej informacji. Lekarka w szpitalu w ogóle była zdziwiona, czemu moja ginekolog sama zrobiła mi wycinek miesiąc wcześniej, pomimo tego, że dała mi skierowanie na kolposkopię (a przy kolposkopii wycinek brany jest zawsze ponoć). Nie mogła też zrozumieć, czemu został mi przepisany Heviran zarówno dopochwowo jak i doustnie
Martwię się trochę, nikt nie mówi mi konkretnie, co mam robić, a czego nie, dłuższy czas przez to miałam obrzydzenie do seksu i chociaż mam bardzo cierpliwego, wspierającego partnera. Powstrzymywaliśmy się od seksu 2 miesiące w czasie leczenia, aż dowiedziałam się po kolposkopii, że już nie ma takich wskazań, tylko mam poczekać do końca krwawienia. Jednak uraz został, mam pewne obrzydzenie do siebie, chociaż tak naprawdę to nie moja wina, bo mógł mnie zarazić nawet mój pierwszy partner sprzed laty. Nie mam żadnych kłykcin kończystych ani brodawek zewnętrznych - ani ja, ani partner, mimo to HPV jest. Czyli co, mam się bać, że to ten typ wysokoonkogenny? Niskoonkogenne dają objawy zewnętrzne.
Partner także się przejmuje, poszliśmy razem do urologa, ale lekarz nie chciał go obejrzeć, skoro nie ma widocznych objawów i okazał nawet zdziwienie, kiedy mój mężczyzna powiedział mu, że przychodzi się zbadać profilaktycznie, bo ja jestem chora. Partner wyprosił chociaż badanie z krwi pod kątem chlamydii, wynik w normie. Jak dla mnie to podejście tego lekarza jest wysoce nieprofesjonalne, bo od tego jest lekarz, by obejrzeć pacjenta i rozwiać jego wątpliwości, nawet gdy nie są one uzasadnione.
Drugą sprawą jest to, że ja też nie mam ochoty wiecznie żyć w celibacie, a nikt nas nie poinformował, co oboje powinniśmy zrobić (bo wychodzimy z założenia, że jeśli ja mam problem, to mamy go wspólnie). Nie wiem, czy jest sens robić test HPV i szczepić się. Jedni mówią, że szczepionka to superrozwiązanie, a przed chwilą obejrzałam dokument pewnego lekarza ginekologa, który szczerze odradza szczepienia przeciw HPV, jako że jest zbyt wiele jego typów, które ulegają ciągłym mutacjom i notuje się mnóstwo powikłań, które doprowadziły do długotrwałego uszczerbku na zdrowiu pacjentek, a w skrajnych przypadkach nawet doprowadziły do śmierci.
Jestem rozgoryczona, bo od początku sierpnia nie wiem, na czym stoję, w jednym miejscu słyszę, że wszystko super, chociaż spora nadżerka (czy to się w ogóle nie wyklucza?), w drugim, że fatalnie, a ja serio nie chcę fałszywego pocieszania, tylko po prostu prawdy. I konkretnych wskazówek, a nie metody prób i błędów. Też nie jest dla mnie miłą perspektywą wydawanie kasy na prawo i na lewo na leki i badania na oślep. Czy typowanie DNA HPV i szczepienie ma sens? Czy partner powinien razem ze mną to zrobić? Nie chcę go w to wciągać jeszcze bardziej, chociaż on bardzo się poczuwa do dzielenia ze mną tego wszystkiego, ale to nie on mnie zaraził i chcę mu oszczędzić przynajmniej wydawania pieniędzy, jeśli nie stresu i zmartwień.