Hej,
Nigdy nie myślałam, że poproszę o poradę na forum. Jestem tutaj nowa, choć nie raz wchodziłam na ranking wszech czasów. Może zacznę od początku. Jestem już z pewnym facetem od prawie roku. Poznaliśmy się, tuż po tym jak zostawił mnie pewien chłopak dla innej babki. Tamten związek był naprawdę super, łączyło nas bardzo wiele. Zabiła nas odległość. Studiowaliśmy w innych miastach, on był tancerzem i w zespole poznał kobietę, z którą mógł spędzać czas, którego ja nie mogłam mu zaoferować (studiuję medycynę, więc ciężko było na początkowych latach znaleźć chwilę wolną od nauki) Mięliśmy udane życie erotyczne, był wyjątkowo temperamantnym ale i wrażliwym facetem. Ciężko było, ale po niedługim czasie poznałam mojego obecnego faceta. Nie chciałam mieć wtedy nikogo na stałe, liczyłam na jakąś intensywną i krótką znajomość, kogoś bez zobowiązań, bez pytań. Jednak on okazał się facetem w zupełnie innym stylu (na początku przedstawił się jako człowiek, który najdłużej był z babką 2 tygodnie!) . Jest naprawdę dobrym facetem i człowiekiem. Troskilwy, opiekuńczy, no taki naprawdę dobry. Do tego jest strasznie przystojny. Zakochałam się w nim. Początkowo, bardzo go kokietowałam, podrywałam, no wiadomo początki są niezwykłe. Jestem kobietą bardzo temperamentną, uwielbiam dotyk i intymność. No i jak się okazało trafiła kosa na kamień. On chce, abyśmy poczekali z wszelkimi bardzo intymnymi działaniami do ślubu, szacunek te sprawy (chyba większość kobiet, jakby to usłyszała, to by po prostu klaskała uszami ze szczęscia ale nie ja...). I tak zgodziłam się na to (ciężko się nie zgodzić, to dobry facet, nie chce mnie wykorzystać etc.) ale zauważyałam, że wraz z rezygnacją z tego, poszło to w mojej głowie o krok za daleko. Robi mi się smutno, na myśl o wszelakich zbliżeniach, jestem taka jakby "zwiędła", nie czuję się szczęśliwa,jestem jakaś taka niedoceniona, strasznie upadła moja samoocena i poczucie atrakcyjności i własnej wartości (mimo iż generalnie uważam się za atrakcyjną kobietę). Na dodatek cały czas mam w głowie jakieś obrazy namiętnego romansu z bliżej nieokreślonymi mężczyznami (niemożliwe oczywiście do realizacji, bo wiem, ze to super kandydat na męża). On jest delikatny, czuły, ale czuję się jak dziecko a nie jak kobieta. Nie wiem zupełnie co mam robić, on zdania nie zmieni a czasem wydaje mi się, że mamy zupełnie inne temperamaenty. Nie chcę go stracić, ale nie chcę być nieszczęśliwa przez całe życie, zwłaszcza, że mówi o małżeństwie.
Strasznie się rozpisałam, czekam na rady, może jakaś starsza wiekiem bądź stażem kobieta się wypowie...
Dziękuję za wszystkie wypowiedzi!