Hej. Byłam w kilku kilkuletnich związkach, niedawno otrząsnęłam się po ostatnim trudnym rozstaniu i zaczęłam żyć pełnią życia.
Na imprezie poznałam Włocha. Przystojny, ale nie jest to uroda typowego Włocha. Był naprawdę miły, takie odniosłyśmy z koleżankami wrażenie. Dużo z nim rozmawiałam i muszę przyznać, że nie o pierdołach tylko o ciekawych sprawach. Czasem gdzieś mnie dotknął, objął, a ja, głupia, wyposzczona, nie protestowałam, ba, podobało mi się to. Naprawdę urzekł mnie ten facet. Pierwszy raz w życiu dałam swój numer nieznajomemu mężczyźnie.
Napisał potem, takie tam głupoty, nice to met you i że chciałby się spotkać ze mną kiedyś (dałam mu na żywo do zrozumienia, że będę chętna). Odpisałam to samo. Później napisał o pierdołach, co robił, zapytał jak tam moje zajęcia, czy się spotkamy. Odpisałam zachowawczo, że ok, mogę się spotkać, ale to ja wybrałam termin, który mi odpowiada. Pisze w miły, ale nie narzucający sposób.
Mam jednak obawę. Dawno nie byłam na czymś w rodzaju randki. W sumie chcę się z nim spotkać, poznać go, a w najgorszym wypadku po prostu poćwiczyć rozmowę w języku angielskim, bo na co dzień nie mam z nim wiele wspólnego. Tylko jak być zachowawczą, jak nie przesadzić i nie dać się naciągnąć jego ciekawej urodzie i pochodzeniu, ale i nie być całkowicie niedostępną? Nie chcę, by widział, że ma mnie w garści. W klubie mnie głaskał, dał buziaka w policzek na pożegnanie. Ale wiadomo, noc, trochę alkoholu, a za dnia to co innego i nie wiem czy chciałabym na to pozwolić.
Co myślicie o takich spotkaniach? Warto?