Nie wiem kompletnie, co mam robić ... zaczęłam studia na lingwistyce stosowanej angielski z niemieckim. O ile nie mam problemów z niemieckim, ponieważ zaczyna się od podstaw, tak z angielskim idzie mi bardzo opornie ... stresuję się przed każdymi zajęciami, w połowie nie rozumiem wykładów,przez to też moje notatki są bardzo liche. Dzisiaj nastąpił przełom , nie wytrzymałam i się popłakałam po zajęciach
koleżanki radzą mi , żebym się nie poddała, bo początki zawsze trudne , ale ja już tracę nadzieję ... postanowiłam poczekać semestr i wtedy zrezygnować, jeżeli moje odczucia by się nie zmieniły, ale nie wiem , czy jest sens ... co radzicie?
Podobne tematy
Uciekaj stamtąd jeśli Ci życie miłe. Jeśli w ogóle chcesz mieć jakieś życie prywatne, czas dla siebie, chłopaka, znajomych, rodziny.. Lingwistyki połączone z dwóch obcych filologii wciśniętych w jeden kierunek to prawdziwa rzeźnia. Wiem co mówię. Zmarnowałam tam kilka lat. Zmień kierunek, dobrze Ci radzę, jeszcze masz czas a przecież zdążysz się jeszcze narobić w życiu (i tak po tym nie ma pracy więc tak czy siak rezultat to praca robota w korpo lub innym śmietnisku). Poza tym piszesz, że jesteś dość emocjonalną osobą.. hmm jak ja sobie przypomnę co z nami biednymi studenciakami lingwistyk wyrabiali, jak przeżuwali, maltretowali i poniżali to też mi się płakać chce. Ale na szczęście to już przeszłość ![]()
Nie martw się, dużo zależy od tego na ile jesteś odporna psychicznie. Ja miałam podobną sytuację z prawem - od drugich zajęć była wejściówka z 60 stron w tym połowa po łacinie (nie miałam jej w liceum). Nie byłam w stanie się tego nauczyć. Wydawało mi się, że coś mi się dzieje z głową. Bardzo szybko zrezygnowałam. Ojciec to się prawie przestał do mnie odzywać, bo taki wstyd. Nie wiem czym to było spowodowane. Na pewno byłam bardzo zmęczona po liceum. To była dla mnie rzeźnia, kłucie po nocach, zero życia towarzyskiego, w maturalnej klasie to wgl masakra, nie miałam kiedy sobie umyć głowy albo iść do Kościoła w niedzielę. A wszystko przez moją chorą ambicję. Musiałam być najlepsza. I co mi po tym, że teraz jeszcze sporo pamiętam z różnych dziedzin, jak ktoś w rodzinie mnie o coś pyta, to dużo wiem. Powinnam się uczyć tylko tego co mnie interesowało i w tym byłabym najlepsza. Żal mi tych wszystkich lat.
Teraz jestem na filologii rosyjskiej. Na początku było ciężko, nikt nie mówił po polsku, czułam się jak debil. Ale olałam to. Wyszłam z założenia, że przecież nic się nie stanie jak zaliczę coś na trójkę. Miałam już dosyć tej perfekcji. Ale mimo wszystko mam dobre stopnie. Dobrze jak masz się komu wyżalić. Dla mnie większym problemem niż nauka jest mieszkanie, bo moi współlokatorzy to rodzeństwo, zapraszają całą rodzinę, chodzą po nocach. To jest koszmar, bo wgl nie mogę odpocząć. Ciągle szukam mieszkania, ale nie mogę teraz nic znaleźć.
Jeśli ma Cię kto wspierać, to możliwe, że dasz radę, ale pamiętaj nic na siłę. Nie przeskoczysz samej siebie. Ja swojej decyzji nie żałuję. Wiem, że nie dałabym rady na tamtych studiach. Zdrowie jest najważniejsze, a wiesz mi, że taki stres wykańcza. Ja przez ten stres z liceum wgl nie mam odporności i ciągle choruję.
Szkoda życia, tym bardziej, że teraz studia niewiele dają. Trzymam kciuki za Ciebie, nie przejmuj się, naprawdę wiem co czujesz. Pamiętaj, że zawsze możesz napisać :-)