Dzisiaj pojawiło mi się to ustrojstwo na ustach. W pierwszej chwili wpadłam w panikę bo w oczy rzuciły mi się informacje jak groźna jest ona dla płodu. Później poczytałam i okazuje się, że jeśli nie jest to pierwszy raz w życiu kobiety to ryzyka nie ma. Dużo groźniejsza jest opryszczka narzadów płciowych. A czy Wy miałyście podobną przypadłość?
Podobne tematy
Aniu ja miałam opryszczkę w ciąży.. gin powiedziała, że groźna dla płodu jest ta w miejscach intymnych...
U mnie ona pojawiała się bardzo często, później miałam przerwę i wyskoczyła mi w ciąży..
posmarują ją pastą do żebów.. ale w aptece można też kupić taki krem lipscare i ja go stosowałam w ciąży.
Mnóstwo kobiet miało opryszczkę na twarzy w trakcie ciąży i gdybyś o tym nie poczytała pewnie zupełnie byś jej pojawienie się olała. Kobiety, które ją miały (w tym ja) rodzą zdrowe dzieci. Panikowanie z takiego powodu, doczytywanie i zastanawianie się nie ma sensu i jest dowodem na to, że nadmiar czasu zwyczajnie szkodzi w ciąży. Na 95% rzeczy nie ma się wpływu, a poronienia jak mają się zdarzyć, to zdarzą się tak czy owak i zrozumienie tego jest gwarancją spokoju w ciąży. Z zasady nie da się poronić od tysięcy rzeczy o jakie kobiety wypytują na forach: od infekcji, od dźwigania, od braku albo nadmiaru pracy itd. Jakaś pani kiedyś pytała czy może w ciąży odkurzać, niektóre z pań twierdzą, że podnoszenie rąk jest szkodliwe. Można albo przeżyć ostatnie 9 miesięcy bez dziecka w spokoju i dobrze wykorzystując ten czas albo co drugi dzień zastanawiać się nad kolejnym zagrożeniem. To jest natura i najczęściej to ona decyduje co dalej. Niech uspokajającym dowodem będzie dla Ciebie statystyka - u nas opieka zdrowotna nad ciężarną jest skrajna - mnóstwo wizyt, usg, idiotycznych zaleceń, polegiwań i syntetycznego progesteronu. W innych krajach nie ma tak, a wiele Polek w Anglii skarży się na tamtejszą - ich zdaniem złą - opiekę zdrowotną. Ilość poronień? Taka sama. Naprawdę najwięcej możesz dla siebie zrobić wtedy, gdy zrozumiesz, że na niewiele w tej sprawie masz wpływ.
Miniu wyczytałam o czosnku, że jest dobry. Teraz capi w całym domu
.
Jutyno, wiem, że co ma być to będzie ale denerwuję się, po tylu staraniach, in vitro i poronieniu to człowiek boi się bardziej niż kobiety, które nie miały żadnych problemów.
Aniu Franiu według mojej wiedzy jeśli nie jest to pierwsza opryszczka w życiu, to nie ma czego się bać (chyba, że to opryszczka miejsc intymnych).
Dobre będzie! ![]()
ja stosuje spirytus przecieram to miejsce w celu odkazenia i krem penaten aby wysuszyc to miejsce.
Zadne z tych medykamentow nie zagraz nic dziecku
AniuFraniu nie popadajmy w paranoje , opryszczka sama w sobie nie ma nic zlego co by wpłynęło na płód dziecka. Dużo kobiet ma opryszczki w ciąży. Niestety ale taka przypadłość jest nasza owieje, przewieje, obliże się czlowiek na dworze i raz dwa opryszczka jest.
W ciąży nie bylam, wiele moich koleżanek bylo i na dodatek miały opryszczkę i nic zlego sie nie stalo.
Wydaje mi sie ze najgorzej jest jak jakiś "syfek" wyskonczy w miejscu intymnym a na ustach to naprawdę nic groźnego.
Nie jest to pierwotnezakarzenie i tym się pocieszam. Ael to jest złośliwość. Nie wychodzi mi nawet jak wszyscy dookoła mają, od wielkiego dzownu coś mi się pojawia a teraz siedzę murem w chałupie i masz.
Nie jest to pierwotnezakarzenie i tym się pocieszam. Ael to jest złośliwość. Nie wychodzi mi nawet jak wszyscy dookoła mają, od wielkiego dzownu coś mi się pojawia a teraz siedzę murem w chałupie i masz.
Aniu pociesze Cię, wiem ze to nie to samo ale mi zawsze wyskakuje jak idziemy na jakas impreze czy jakieś spotkanie rodzinne w tedy wyskakuje mega wielka i tak sobie tkwi na tych moich ustach.
Czesto jak zapisuje sie do dentysty to tak samo, musze odwoływać wizyte. Aż wstyd nie raz mi dzwonić i mowic po raz kolejny ze dzisiaj mnie nie będzie bo mam opryszczkę.
Ja twarda błam ale teraz mi przypomniałaś, że kiedyś miałam po dentyście jak musiała się bardzo rozdziawiać i dotykały mnie metalowe narzędzia w róg ust.
Teraz tylko trochę zmarzłam. Muszę suszyć włosy i tyle, spać w czapce
.
Justyna, to jest chyba najmadrzejszy post jaki od dawna na tym forum przeczytalam, sama poronilam i probuje to samo przekazac innym kobietom ktore nie moga uporac sie z rozpacza po stracie ciazy. Nigdy nie udalo mi sie tak pieknie tego ubrac w slowa a to samo chce przekazac. Od dzisiaj sledze twoje posty ;-)
Sienna, Justyna jest moim stalkerem a Ty będziesz jej ![]()
AniaFrania bardzo często jest tak że opryszczka to pierwszy objaw ciążowy. Nie przejmuj się, spadła Ci odporność i masz efekt.
13 2014-10-11 06:57:24 Ostatnio edytowany przez Wielokropek (2014-10-11 22:37:36)
Sienna, jeśli będziesz śledzić moje posty, to pewnie Twoje stalkerstwo potrwa krótko, bo ja dużą częściąswoich poglądów na ciążę i macierzynstwo budzę złość, choć mi wydają się po prostu zdroworozsądkowe ![]()
Moim zdaniem wielu kobietom brak zdrowego i zdystansowanego podejścia do ciąży i całkiem poważnie wydaje mi się, że to wynik nadmiaru czasu i kontaktów z lekarzami. AniaFrania napisała, że "denerwuję się, po tylu staraniach, in vitro i poronieniu to człowiek boi się bardziej niż kobiety, które nie miały żadnych problemów." Tekst usuniety przez moderatora skąd może wiedzieć jak boją się kobiety, które nie miały żadnych problemow i jak to zmierzyć? A moim zdaniem u nas boją się absolutnie wszyscy i panuje jakaś psychoza ciążowa. Wizja poronienia wisi nad kobietami będącymi w ciąży i większości z nich spędza sen z powiek. Pełno jest kobiet, które poroniły. Należy jednak spróbować sobie odpowiedzieć na pytanie dlaczego tak jest i czy faktycznie jest ich więcej, czy po prostu więcej się o tym mówi. Moim zdaniem więcej może być ich tylko o tyle o ile więcej jest generalnie interwencji medycznych w proces zachodzenia w ciążę. Ale to tylko pewien odsetek. Natomiast mi się wydaje, że zasadnicza część poronień jest efektem... zbyt sybkiej wiedzy o ciąży. Bardzo czułe testy sikane, bieganie do laboratorium po bhcg itd. To generuje poronienia, które kiedyś byłyby po prostu spóźniającą się miesiączką. Mnóstwo kobiet od zawsze miało ciąże biochemiczne, ale dziś mówimy o poronieniach i stracie dziecka, które w dziecko zazwyczaj nigdy by się nie rozwinęło. Zarodków, które neinadają się do rozwinięcia, pustych jaj itd. o których nikt by nie wiedział, gdyby nie naddiagnostyka. Kobiety robią badania, biegną wcześniej na usg i zamartwiają się tym, że w 6 tyg. nie widać serduszka. Potem cierpią po stracie, o której normalnie nawet by nie wiedziały i na którą nie mają absolutnie żadnego wpływu. Wiele pań tutaj pisze z żalem, że kobiety-pijaczki mają dzieci, że kobiety, które dzieci wyrzucają zachodzą w ciąże, a one tak bardzo chcą, a nie mogą. To właśnie potwierdza nasz mały wpływ na sprawę. Można pić, nie brać witami, podnosić ciężary, odkurzać i myć okna i donosić ciążę. A można na siebie dmuchać i chuchać i poronić. Jeszcze lepiej widać to w badaniach naukowych. Syntetyczny progesteron, który u nas jet powszechny nie jest podawany w wielu krajach kobietom we wczesnej ciąży i nie ma to żadnego wpływu na ilość poronień. Ale jeśli u nas do ginekologa idzie kobieta w 6 tc i nie widać serduszka na usg, a ona nie dostanie recepty na tabletki, to wszystkie koleżanki natychmiast każą jej zmienić ginekologa. A taki ginekolog, który jej tego nie przepisuje jest po prostu rozsądny. Wie, że ten progesteron najczęciej w niczym by nie pomógł. Kiedyś chyba pisałam gdzieś tu o krwiakach. Naturalnie w pewnym odsetku ciąż występują różnego rodzaju krwiaki w macicy. Polska nie jest tu jakimś ewenementem. Natomiast u nas zaleca się leżenie i podawanie progesteronu. Podczas gdy badania naukowe mówią, że odsetek wchłaniających się krwiaków jest wszędzie taki sam i nie zależy ani od leżenia ani od progesteronu. Skracająca się szyjka? U nas - polegiwanie. Co mowią badania naukowe? ODsetek wcześniejszych porodów z powodu skracającej się szyjki jest nieco wyższy w grupie kobiet leżących niż tych, które mimo skracającej się szyjki prowadzą umiarkowaną aktywność. Takich przykładów jest mnóstwo. Zresztą to, co już napisałam - tam, gdzie ciąże prowadzi położna, gdzie ciężarne robią usg trzy razy w ciągu 9 miesięcy i gdzie niepowikłana ciąża powoduje, że nie spotkają się z ginekologiem ani w jej trakcie ani przy porodzie, tam jest tyle samo poronień. I każda kobieta ma wybór. Albo zanurzy się w odmęcie rozpaczy po stracie ciąży, o której mogłaby nawet nie wiedzieć, zajdzie w ciążę ponownie i zatruje sobie i otoczeniu te 9 miesięcy, albo zrozumie, że na bardzo niewiele ma wpływ. Na dużo mniej niż sądzi, bo ani wspomaganie lekami ani legendarny odpoczynek itd. najczęściej na nic wpływu nie mają. Napisałam kiedyś kap, gdy pytała czy chodzić do ginekologa prywatnie czy państwowo, że ma taki wybór: albo wyda mnóstwo pieniędzy na oglądanie Matyldy pod każdym kątem na usg co 2 tygodnie, albo wyjedzie za te pieniądze na wakacje. Należy sobie odpowiedzieć na pytanie co będzie milej wpominać za rok, dwa. Czy będzie pamiętać te wszystkie usg, czy ostatnie bezdzietne wakacje.
Naprawdę nie ma zazwyczaj znaczenia czy się już poroniło, długo starało o dziecko czy się zaszło w ciążę bez problemu. Każda kobieta martwi się o ciążę i chce dla rozwijającego się w niej dziecka jak najlepiej. Kłopot polega na tym, że ponieważ pokonujemy naturę przy pomocy różnych procedur medycznych, umożliwiających np. zachodzenie w ciążę, to wydaje nam się, że mamy nad nią jakąś władzę i możemy na nią wpłynąć. Obumarcia zarodków, wewnątrzmaciczne śmierci płodów zdarzały się, zdarzają i będą zdarzać. Można o tym bezustannie myśleć, a można zrozumieć, że czasem tak jest, że i w 35 tygodniu ciąży w pięć minut po usg, dziecko może umrzeć w macicy. I choćby taka kobieta byla wtedy w szpitalu, nie ma się na to wpływu. Tak czasem bywa. I jest to straszna i nieopisywalna tragedia, ale nie można nic z tym zrobić. Podobnie jak zdarzają się śmierci kołyskowe, na które również nie można nic poradzić. Natomiast mamy wpływ na swoją psychikę i nastawienie. Na poddanie się wsluchiwaniu we wlasne ciało albo odnalezienie spokoju. A ciąża to powinien być okres spokoju i harmonii, a nie wiecznego stresu i oczekiwania na najgorsze. Bo - używając wyostrznej analogii - wszyscy wiemy, że możemy zginąć/umrzeć. A czy ktoś z nas spędza dnie na próbach zapobieżenia jakiemuś abstrakcyjnemu zagrożeniu? Nie. Żyjemy normalnie, rozumiejąc, że umieranie to skutek uboczny życia.
I jeszcze jedno - dlatego uważam, że kobiety w ciąży nie powinny siedzieć w domu na zwolnieniach lekarskich. Im to zwyczajnie szkodzi psychicznie, a nie ma żadnego wpływu na to czy tę ciążę utrzymają czy nie. KAP zastanawia się dlaczego nie czuje ruchów dziecka. Moim zdaniem dlatego, że nie masz na to czasu. Masz przeprowdzkę, chorą mamę i nie zajmujesz się głaskaniem po brzuchu i słuchaniem jego zawartości. Wcześniej wiele razy pytałaś o jakieś badania, albo - nierzadko pewnie kokieteryjnie - czegoś tam nie wiedziałaś. Taka niewiedza jest najczęściej błogosławieństwem i gwarancją spokoju. Każda z nas powinna jej sobie życzyć.
I tak właśnie zupelnie przypadkiem wyszedł mi niezły manifest
Spokoj i zdanie się na naturę - to powinno się w ciązy propagować ![]()
14 2014-10-11 10:16:40 Ostatnio edytowany przez Sienna (2014-10-11 10:20:29)
Justyna- AMEN!
Dokladnie! To jest moja filozofia i od dzis oficjalnie jestem twoim stalkerem!
Jeszcze nie czytalam wszystkich twoich postow wiec nie wiem czy masz dzieci, czy kiedys poronilas, czy moze teraz jestes w ciazy, czy planujesz ale nawet ja, jako kobieta ktora przeszla obumarcie plodu w 12tym tygodniu, podpisuje sie pod twoim postem rekoma i nogami!!!
Jakbys pogrzebala w moich postach to zobaczysz ze niektore mowia dokladnie o tym samym.
Mieszkam w Belgii i musze oddawac sie w rece tutejszych specjalistow, wczesniej mieszkalam w Holandii i nawet znam tam lokalna akuszerke. Jak wiadomo w Holandii kobiety czesto rodza w domu (akurat ja bym sie nie zdecydowala ale nie oceniam). Bardzo czesto nawet nie widza ginekologa a ciaza zajmuje sie midwife. Znam wiec zachodnia "obsluge" ciazy.
Mam tez mnostwo znajomych z roznych krajow unii i poza nia.
Nigdy i nigdzie nie spotkalam sie z taka iloscia badan jaka wykonuje sie w Polsce, tej nagonki na ciezarne, tej presji, wyscigu do specjalistow, obchodzenia z ciaza jakby nasz gatunek byl na wymarciu.
Poszlam do lekarza w szostym czy siodmym tygodniu zeby dowiedziec sie ze mam wrocic miesiac pozniej i zobaczyc czy bije serce. Zrobili podstawowe badania krwi i odeslali z kwitkiem.
W 11tym mialam usg, wszystko rozwijalo sie ksiazkowo, dzidzia mahala lapkami i nozkami, serce bilo jak dzwon. Pare dni pozniej juz nie... Na kontroli genetycznej dowiedzialam sie ze plod obumarl. To byla kwestia tygodnia. Czy mialam do siebie pretensje, nie. Czy winilam kogos za to, nie. Czy rozpaczalam, tak, na poczatku byl ogromny zal do natury i niedowierzanie. Natomiast bardzo szybko otrzepalam sie z negatywnych mysli, drązenia, analizowania, rozdrapywania ran i gdybania. To nic nie da! Rzeczy na ktore nie mamy wplywu musimy po prostu ZAAKCEPTOWAC. Im dluzej i glebiej skupiamy sie nad strata tym grozniejsze jest to dla naszego zdrowia psychicznego.
Ciaze nalezy traktowac powaznie i robic wszystko zeby stworzyc jej warunki prawidlowego rozwoju ale wszystko z duza doza zdrowego rozsadku.
Dzieki bogu za rozwoj medycyny, za badania pod katem wad genetycnych, za techniki zaplodnienia ktore daja nadzieje kobietom ktore w naturalnych warunkach nie moglyby zajsc w ciaze. Za polowkowe badania plodu dzieki ktorym szybciej mozna zauwazyc nieprawidlowosci i ewentualnie zapobiec niektorym schorzeniom, czy wrecz zaczac leczenie ale nie dajmy sie zwariowac, natura nikt nie zawladnie. Tak jak nie mamy wplywu na nieuchronna smierc czy kataklizmy, tak nie mamy na nienarodzone dzieci ktorych kod genetyczny jest uszkodzony.
Dodam ze oprocz jednej dziewczyny ktora miala ogromne problemy z kregoslupem i musiala siedziec albo lezec bo bol nie pozwalal normalnie funkcjonowac to nie znam tutaj zadnego przypadku przelezenia ciazy na zwolnieniu lekarskim. Nie generalizuje poniewaz niektore zawody nie ida w parze z ciaza ale pracodawca tutaj zobowiazany jest zapewnic tej osobie zamienne stanowisko ktore nie zagraza zdrowiu albo za porozumieniem stron odsyla kobiete na wczesniejszy urlop porodowy czy macierzynski. Wiem o czym mowie bo jestem pracodawca i czesto mialam ciezarne kolezanki.
Glowy do gory! Uffff...ale sie rozpisalam
15 2014-10-11 18:00:56 Ostatnio edytowany przez Wielokropek (2014-10-11 22:00:17)
Post poniżej poziomu forum.
16 2014-10-11 21:54:39 Ostatnio edytowany przez Zuzia z Warszawy (2014-10-11 22:04:02)
Ania Frania, nie martw się - ja w ciązy na przełomie 3/4 miesiąca miałam zakażenie pierwotne opryszczką. Organizm był osłabiony, słaba odporność , mało co jadłam , bo miałam potworne mdłości i przyplątało mi się jak mówisz to ustrojstwo. Tyle,że nie był to jeden czy dwa wypryski na ustach, a całą jamą ustną wewnątrz i zewnątrz miałam w tym syfie - nie mogłam jeść , pić, do tego miałam wysoką temperaturę i wszystko mnie bolało w sensie ,że chyba towarzyszyła temu grypa czy coś ... Masakra - dowlokłam się do gina na nfz , bo tak chodziłam , a ta małpa do mnie "rany boskie - czy to jeszcze żyje" ? Serce biło , usg nie zrobiłam - hmmm 18 lat temu to było ... córka zdrowa się urodziła ... a denerwowałam się do końca ciąży...
Z ciekawostek dodam ,że małpa nie dała mi zwolnienia - bo opryszczka nie jest przypadłością ginekologiczną !!! Musiałam iść z z gorączką i tym całym syfem do lekarza pierwszego kontaktu po L4, które było mi potrzebne .... Chore....
Także myślę ,że taki jeden wyprysk nie powinien mieć znaczenia ... Nie denerwuj się .... ![]()
Na opryszczkę wpływają też nerwy dziewczyny... Przeanalizujcie swoje sytuacje...
Zuzia to na prawde przezylas stresu. Lekarze obojetnieja i na prawde czasem czlowiek ma wrazenie jakby zawadzal. Troche sie uspokoilam bo czytalam, ze wiele kobiet mialo ten problem. Ja troche zmarzlam i tyle. Jesc moze tez malo jem ale chyba stracilam smak. Nic totalnie mi nie smakuje a raczej wszystko smakuje mi tak samo bezplciowo.
Ania Frania, stres owszem też był... ale jak teraz Was tu podczytuję to myślę ,że w całej tej ciąży to miałam więcej szczęścia niż rozumu... No i żyłam w błogiej nieświadomości -bo internet był niedostępny... ![]()
Sienna, to chyba pierwszy raz, gdy ktoś się tak bardzo ze mną tu zgadza
Uznaję to za nadzieję, że zdrowy rozsądek ma jeszcze jakieś szanse na przetrwanie. No i moim zdaniem takie podejście powoduje właśnie spokój w ciąży, o który - jak pisałam - dziś tak trudno. Jeśli chodzi o stalkowanie, to nie musisz szukać, sama Ci napiszę - mam trzymiesięcznego synka
Nie poroniłam nigdy, choć byłam kiedyś w ciąży biochemicznej, kilka dni po pozytywnym teście dostałam po prostu okres. Nigdy nie dochodziłam ani dlaczego ani co się wtedy stało, po prostu uznałam, że za wcześnie nasikałam na test. Dość zabawne jest to, że mam wszelkie powody by być super nadwrażliwa, gdyż od kilku lat choruję na pewną rzadką i nieuleczalną chorobę, spędzam sporo czasu w super specjalistycznych klinikach i byłam w ciąży, która wzbudzała duże obawy w lekarzach. Gdzieś dawno temu pisałam o tym, że nie tylko wiem, że nie czeka mnie życie tak długie jak innych, ale też, że była to moja pierwsza i ostatnia ciąża i nawet gdybym ją straciła, to nigdy nie mogłabym zajść w kolejną. To dość specyficzna sytuacja, w której jakiekolwiek komplikacje zamykałyby mi drogę do macierzyństwa na zawsze. Być może dlatego podeszłam do tego z takim spokojem, ja po prostu nie miałam nic do stracenia. I wiedziałam też, że nie mogę skupić się wyłącznie na tym, bo istnieje życie pozaciążowe, na które powinnam być przygotowana. Uznałam, że mam szczęście, że jestem w ciąży i powinnam spokojnie czekać na to, co dalej. I może to dobry sposób i dobre podejście, bo mam teraz super spokojne dziecko, które przesypia całe noce, jest bardzo pogodne i właściwie nie sprawia żadnych problemów. Tak jakby mój spokój się małemu po prostu udzielił
Tego też Ci kiedyś bardzo mocno życzę.
Podsumowując temat. Mimo iż opryszczkę w ciąży miałam nie pierwszy raz, zaraz po porodzie dzieci miały badany słuch i mimo, iż wynik wyszedł dobry, zostały skierowane ponownie na badanie specjalistyczne do kliniki gdzie specjalista, prócz badania słuchu, dokładnie zbadał uszy. Nie skończyło się na jednej wizycie, będą jeszcze kolejne. Tak więc nie jest to błachostka. Ja się nie wyrywałam sama z informacją o opryszce ale zostałam o to zapytana przez położną podczas wywiadu po porodzie.
Słuch zawsze jest badany dzieciom po porodzie...
W przypadku opryszczki w ciąży wykonywane są dodatkowe badania jakiś czas po urodzeniu i na jednej wizycie się nie kończy.
Mnie dopadła opryszczka w 11 tc. Ginekolog tylko zapytal, czy to pierwszy raz. Jezeli któryś z kolei - nie ma czego sie bać. Tak lekko odstępując od tematu wtedy 'wypalalam' opryszczkę spirytusem. Myślałam, ze po 3 dniach zeszla, jednak 4 dnia obudziłam się z tym ustrojstwem na pól buzi ![]()
Ja miałam któryś raz w życiu ale mimo to badają słuch szczegółowo i kierują do kliniki, do poradni specjalistycznej. Przynajmniej u nas tak jest. Jakby to był pierwszy raz to w ciąży dają leki przeciwwirusowe.