Hej kobietki
Nawet nie myślałam nigdy, że tu napiszę naprawdę... no cóż wiem, że jesteście w stanie mi podpowiedzieć trochę.
Byłam/jestem z chłopakiem ponad rok. Nasz związek był od początku baardzo burzliwy, pełen emocji, wzlotów i upadków. Kochałam go bardzo, jednak postanowiliśmy zamieszkać razem ze względu na studia. I jak same pewnie się domyślacie poznaliśmy się ze wszystkich stron. Pełno kłamstw, jego dziwne przyzwyczajenia, manipulacja mną i dziwne rozmowy wzbudzające we mnie poczucie winy. Obrywało mi się za wszystko. Zawsze coś robiłam źle, coś krytykował, mogłam zrobić inaczej itp. Przestałam czuć się kobietą, mimo tak młodego wieku.. były dni, że dzień w dzień wyłam w poduszkę. Mówił tylko abym się nie użalała, wzięła w garść i szła dalej. Dochodziliśmy do porozumienia, dzień, dwa i ja psychicznie wysiadałam przy nim. Jakiekolwiek spotkanie ze znajomymi przynosiło mi taką ulgę, może to jest śmieszne, ale czułam się wtedy jak człowiek, znów ktoś mnie słuchał, rozmawiał NORMALNIE, wymieniał zdania. Wiem, że jak na razie tylko narzekam i wymieniam wady. Ale wszystkie wady przysłoniły z biegiem czasu coraz wiele jego zalet, których ma dużo. Ma wiele cech, które cenię w ludziach. Zakochaliśmy się w sobie, jednak jesteśmy całkiem inni z charakteru i teraz gdy się nad tym zastanawiam, wydaje mi się, że na siłę chcieliśmy się zmienić nawzajem. On jest niezależny, wydaje mu się, że sam zrobi wszystko najlepiej, wszelkie niepowodzenia chowa w sobie lub wyżywa się na innych za to. Mnie przestał szanować, dbałam o niego bardzo, ale z biegiem czasu chciał więcej i więcej. Czułam się okropnie, jak sprzątaczka, kucharka a i tak do tego krytykowana. Ehh dużo mogłabym pisać, w natłoku myśli, ciężko mi jest skleić wszystko w ładną i zrozumianą dla was całość. Jestem na studiach zaocznych, jak wiecie z tematu, w ciąży... Na razie jestem u rodziców i planuję tu zostać, mimo, że wiele spraw będę musiała przenieść do innego miasta. Nie chcę skrzywdzić dziecka, nie chcę aby nie miało ojca. Ale mam się męczyć mimo wszystko? Ciągle się usprawiedliwiam. Całą winę oczywiście zrzucił na mnie. Rodzicom nie chcę opowiadać wszystkiego, zamartwiać ich. Czuję się jak sierotka marysia. Jak nieodpowiedzialna dziewucha ![]()
Podobne tematy
To, że z nim nie będziesz nie znaczy, że dziecko nie będzie miało ojca. To już od niego będzie zależeć czy zostanie OJCEM czy zwykłym dawcą nasienia. Często jest przecież tak, że kobieta decyduje się zostać z facetem bo dziecko, a dzieciak i tak nie ma ojca mimo, że mieszka razem z rodziną.
Nie daj się wypruć ze wszystkiego, co masz w sobie najlepsze, a w przyszłości możesz stwierdzić, że rozstanie z nim było jednym słusznym krokiem.
Ja rozumiem. Jak sprzątaczka, kucharka i ku*wa... i nie dość dobra dla jaśnie pana. A najgorsze, że W CIĄŻY. I sama zapracowałam sobie na to, sama zabiłam w nim chęć walki, sama do tego doprowadziłam. Już inna wzbudza w nim chęć walki.
Damy radę! Ja zachodzę w głowę, jak tak asekuracyjny człowiek jak ja dał się wmanewrować w taką sytuacje!? Ale pozostaje mi tylko czekać na syna.
I nie masz się męczyć. Nieszcześliwa mama to nieszczęśliwe dziecko.
Ehh dokładnie. Wrak człowieka ze mnie. Oczywiście najpierw mi napisał, że beze mnie lepiej sobie radzi a teraz i tak zrzuca wszystko na mnie, jaki on nieszczęśliwy, samotny... że jestem zła i go zostawiłam samego, bo wygodnie u rodziców itp. Czekam na córcie i powoli przyzwyczajam się do nowej rzeczywistości
Do tego oglądanie się za każdą dziewczyną, która szła i wmawianie mi, że wcale nie patrzył. Mnóstwo sytuacji, które bolą... pozwalałam sobie na to z nadzieją, że w końcu dojdzie do wniosku, że jestem najważniejsza. Robienie ze mnie głupiej i naiwnej było na porządku dziennym...
Głupiutka i zagubiona byłam. Mam nadzieję, że odzyskam siły jak najszybciej ![]()
No przecież. Każda kobieta w ciąży marzy o tym żeby wrócić do domu rodzinnego i nie być z ojcem dziecka. Ja osobiście odebrałam powrót jako coś upokarzającego. Bardziej mnie dotknęło to, że musiałam wrócić (to jak dezercja z życia) niż to, że będę na językach.
Nie daj zrzucić odpowiedzialności na siebie bo teraz jesteś bardziej podatna na takie wyrzuty. Jesteś bohaterem wiesz? Bo uciekając pozbyłaś się większości nerwówki, a tym samym chronisz zdrowie swojego dziecka.
Trzymam za Ciebie kciuki. Myśl o sobie i tylko o sobie. Bo jak zaczniesz zastanawiać się nad tym co powinno mieć dziecko wpadniesz w pułapkę.
6 2014-10-08 16:24:23 Ostatnio edytowany przez kuleczka1514 (2014-10-08 16:33:59)
prze_ciazona Dziękuje Ci kochana! Popłakałam się czytając Twój komentarz... Czuję, że zrobiłam dobrze. Jestem w szoku jak osoba, która jest inteligentna i jest tak postrzegana przez praktycznie wszystkich wokół, rodzinę, przyjaciół, znajomych jest w stanie być tak okrutna. Psychicznie czuję ogromną ulgę! Popychał mnie, krzyczał, wyzywał... Cieszę się, że w końcu otworzyłam oczy!
Dzięki Tobie jest mi dużo lepiej... Jeszcze raz dziękuje ![]()
Czytałam Twój wątek i jestem zaskoczona, że w zachowaniu jest tak wiele podobieństwa... ehh
Jesteśmy w bardzo podobnej sytuacji i na podobnym etapie ciąży
)
Popłakałam Cię?!
W takim razie muszę pozdrowić Twoje hormony
Po prostu wiem czego Ci trzeba, a czego na pewno nie i to z autopsji. Nie trzeba Ci złych słow, a tych pokrzepiających. Poza tym odkąd się dźwignęłam to jest moja misja - wiem jak ciężko jest dojść do siebie w momencie kiedy kobieta pierwszy raz w życiu potrzebuje silnego, dobrego mężczyzny, a zostaje zgnębiona i samotna (bo nie sama przecież).
Ta. Inteligentny. Mój też był inteligentny (i dobry jak chciał) co nie zmienia faktu, że był, jest i będzie łachudrą. Niestety nie tylko półmózgi wykazują zachowania patologiczne. Bo oni się nad nami znęcali. A na znęcanie się nad kobietą w ciąży jest paragraf. Mieli czas na poprawę - nie powiesz, że nie. To dorośli ludzie.
Nawet nie wiesz jak jest nas wiele
Ale nic to! Ja myślę, że wygramy to życie
Wytrwałości!
Pogubiłam się
Przyznaje się, że zaczęłam tęsknić za nim... Napisałam z zapytaniem czy też tęskni, odpisał, że tak i chciałby być ze mną. Jednak on uważa, że wyprowadziłam się na własne życzenie i teraz nie mogę oczekiwać od niego zainteresowania a PROBLEMEM mam się zając sama skoro nie chciałam być z nim. Jakakolwiek próba rozmowy z nim, próba uświadomienia go co mnie bolało, tego, że nie umiałam psychicznie już wytrzymać, że płakałam codziennie przez kłótnie i bałam się, że źle to wpłynie na dziecko kończyła się tym, że on mimo wszystko nie miał sobie nic do zarzucenia, bo jak twierdzi to ja jego zostawiłam więc o co mi chodzi teraz? To ja mam się starać o niego...
Prosiłam, żeby się opanował, spojrzał na sytuację, ograniczył swoje wybujałe ego. Bez skutku... Uważa, że to ja jestem podłą kobietą bez serca i on nie będzie przejmował się moimi problemami bo ma swoje. Nie chce przyjechać porozmawiać ze mną bo nie ma pieniędzy co jest bujdą. Dlaczego to ja w 28tygdoniu ciąży mam jechać 100km do niego, przecież to jest brak szacunku do mojego stanu. Zupełnie tego nie respektuje.
Całą wyprawkę kupiłam ja i moi rodzice, którzy bardzo mi pomagają. Jest to ich pierwszy wnuczek i wiem, że będą na niego chuchać i dmuchać
On nie interesuje się mną od kiedy się wyprowadziłam, na uczelni udaje, że mnie nie zna i omija mnie. Nawet na Fb zablokował mnie, usunął ze znajomych i usunął to, że bedziemy mieli dziecko. Ja wiem jak żałośnie to wygląda, jakie jest to dziecinne. Do tej pory nie mogę uwierzyć w to co się dzieje. Szukam problemu w sobie, że to ja mu na to pozwoliłam dlatego on tak postępuje.
Straszy mnie, że zabierze mi dziecko
Że zrobi wszystko, żeby mi je odebrać i być z nią. On mieszka sam, pracuje. Nie wiem kto miałby się zająć wtedy dzieckiem, to jest absurd. Kocham córkę ponad wszystko i chcę ją chronić.
Wiem, że ten człowiek jest typem manipulatora i wszystko przekręci tak aby wyszło na jego. Nie umiem z nim już walczyć, nie mam siły. Jedyne czego chcę to spokoju i tego by być i opiekować się córką.
On ma szansę na to, aby mi ją zabrać? Jedyne do czego można się przyczepić to jest to, że nie pracuję. Jestem na studiach zaocznych a utrzymują mnie rodzice. Jestem załamana ![]()
Nic Ci nie moze zrobic. Nie daj sie jego manipulacjom i olej go.
Pogubiłam się
![]()
Przyznaje się, że zaczęłam tęsknić za nim... Napisałam z zapytaniem czy też tęskni, odpisał, że tak i chciałby być ze mną. Jednak on uważa, że wyprowadziłam się na własne życzenie i teraz nie mogę oczekiwać od niego zainteresowania a PROBLEMEM mam się zając sama skoro nie chciałam być z nim. Jakakolwiek próba rozmowy z nim, próba uświadomienia go co mnie bolało, tego, że nie umiałam psychicznie już wytrzymać, że płakałam codziennie przez kłótnie i bałam się, że źle to wpłynie na dziecko kończyła się tym, że on mimo wszystko nie miał sobie nic do zarzucenia, bo jak twierdzi to ja jego zostawiłam więc o co mi chodzi teraz? To ja mam się starać o niego...Prosiłam, żeby się opanował, spojrzał na sytuację, ograniczył swoje wybujałe ego. Bez skutku... Uważa, że to ja jestem podłą kobietą bez serca i on nie będzie przejmował się moimi problemami bo ma swoje. Nie chce przyjechać porozmawiać ze mną bo nie ma pieniędzy co jest bujdą. Dlaczego to ja w 28tygdoniu ciąży mam jechać 100km do niego, przecież to jest brak szacunku do mojego stanu. Zupełnie tego nie respektuje.
Całą wyprawkę kupiłam ja i moi rodzice, którzy bardzo mi pomagają. Jest to ich pierwszy wnuczek i wiem, że będą na niego chuchać i dmuchać
On nie interesuje się mną od kiedy się wyprowadziłam, na uczelni udaje, że mnie nie zna i omija mnie. Nawet na Fb zablokował mnie, usunął ze znajomych i usunął to, że bedziemy mieli dziecko. Ja wiem jak żałośnie to wygląda, jakie jest to dziecinne. Do tej pory nie mogę uwierzyć w to co się dzieje. Szukam problemu w sobie, że to ja mu na to pozwoliłam dlatego on tak postępuje.
Straszy mnie, że zabierze mi dziecko
Że zrobi wszystko, żeby mi je odebrać i być z nią. On mieszka sam, pracuje. Nie wiem kto miałby się zająć wtedy dzieckiem, to jest absurd. Kocham córkę ponad wszystko i chcę ją chronić.
Wiem, że ten człowiek jest typem manipulatora i wszystko przekręci tak aby wyszło na jego. Nie umiem z nim już walczyć, nie mam siły. Jedyne czego chcę to spokoju i tego by być i opiekować się córką.
On ma szansę na to, aby mi ją zabrać? Jedyne do czego można się przyczepić to jest to, że nie pracuję. Jestem na studiach zaocznych a utrzymują mnie rodzice. Jestem załamana
To samo co mój! Jak się boisz, że Ci zabierze dziecko to jak się dziecko urodzi postaraj się o sprawę o alimenty i ograniczenie praw od razu z zaznaczeniem, że miejsca zamieszkania dziecka jest tam gdzie miejsce zamieszkania matki. I nie pisz już do niego... Widzisz, że to kretyn niedojrzały co chce Ci tylko robić na złość.
Trzymam kciuki! Dasz sobie radę!
Myśl przede wszystkim o dziecku i o sobie, mam nadzieje że dorośnie ten Twój facet. A tymczasem, odpoczywaj, zajmij głowę studiami, myślą że będziesz matką. Pomału przygotowuj papiery o alimenty. Myślę że kiedyś jeszcze zatęskni za Tobą i przede wszystkim za dzieckiem. Dasz na pewno rade ze wszystkim, z resztą nie jesteś sama.. masz rodziców
Fakt,ze potrafiłaś odejść mimo,że kochasz świadczy o ogromnej sile i odwadze:) Jak Twoja córka będzie już dorosła , na pewno będzie z Ciebie dumna:) Wyobrażasz sobie , dorastającą dziewczynkę, której ojciec wiecznie krytykuje i obwinia o wszystko co złe Jej mamę i może też Ją?:) Dasz jej tyle miłości,że starczy za dwóch! ( biorąc pod uwagę jaki jest Jej ojciec). Masz wspaniałych rodziców, na pewno dają Ci ogromne wsparcie:) Wszystko się ułoży, byle mała urodziła się zdrowa:) Trzymam za Ciebie kciuki:)
13 2014-10-23 18:26:33 Ostatnio edytowany przez kuleczka1514 (2014-10-23 18:27:19)
Dziękuje ! :*
A czy któraś z Was wie może jak wygląda to prawnie?
Dzwoni do od kilku dni i pyta jak z dzieckiem, czy się rusza, śpi... Jak ja się czuje, kiedy mam wizytę u lekarza, po czym kończy rozmowę. Nie mam chyba obowiązku informowania go o tym? Nic nie daje mi to, że zapyta o to. Przestałam już mu mówić, że wszystko kosztuje i same pytania mi w niczym nie pomagają. W późniejszym ustalaniu alimentów, opieki nad dzieckiem mogę sobie zaszkodzić w sądzie tym, ze nie odbierałam od niego telefonów?
Podobno prawnie wygląda to tak, że relacji z dzieckiem nie możesz mu utrudniać. A dziecko się jeszcze nie urodziło.
Ale nie wiadomo co będzie jak on powie, że próbował się dodzwonić, ale nie odbierałaś.
Pewności nie mam. Ja natomiast opowiedziałam jak się sprawy mają i idiota ma dzwonić co piątek albo pisać SMSa. Na pewno nie musisz odbierać za każdym razem. Możesz sprawy załatwiać SMSami. Teoretycznie NIC nie musisz.
Udaj się do jakiegoś prawnika/radcy prawnego. W MOPSie powinien taki być, a ja byłam w PCPR u prawnika. Zbierz pytania i na każde uzyskasz odpowiedź.