Proszę o jakieś wsparcie , radę , dobre słowo ...
Dwa miesiące temu poroniłam , stracilsmy z mężem nasze upragnione od paru lat maleństwo .
Mamy już nastoletnią córkę , jednak mamy warunki na drugie dziecko i zdecydowalismy się ...
Starania trwały ponad dwa lata , mam mocno po trzydziestce , właściwie bliżej mi do czterdziestki jednak w upragnioną ciąże zaszłam . Poronilam w trzynastym tygodniu , cierpialam , cierpie ...
Wspierają przyjaciele , rodzina , nawet dwunastoletnia córka ....wszyscy oprócz męża . Gdy zaszlam w ciąże był prze szczęśliwy , przywoził owoce , dbał o nas , troszczył się , a teraz w ogóle mnie nie wspiera , nawet nie przytuli...Ja płacze po nocach , a on udaje , że jest okej , żeby żyć dalej nie umiem tak czuje się odrzucona , mąż wraca późno do domu , unika mnie ...Mam wrażenie , ze ma kochankę , w końcu ona mu nie narzeka ....To ja jestem beznadziejna ...
Podobne tematy
Ludzie przezywaja rozpacz w rozny sposob. Powinniscie ze soba rozmawiac. Skad maz ma wiedziec co czujesz i czego od niego oczekujesz. Musisz mu to kilka razy powiedziec. Nie jestes beznadziejna tylko zalamana. Oboje powinniscie przezyz zal i zyc dalej po stracie. Nie wierze ze maz nie przezywa ale mysle ze nie chce rozpaczac dlatego sie wycofal. Pytanie ja kbylo wczesniej, przed ciaza? Bo to daje odpowiedz na Twoje pytanie. Potem byliscie juz "zaslepieni". Moze tez za bardzo widzisz siebie, pomimo tej rozpaczy. Nie odsuwajcie sie od siebie tylko rozmawiajcie o swoich obawach. Oboje jestescie rodzicami a nie tylko Ty.
Ty cierpisz, płaczesz, On być może cierpli i milczy... Różni ludzie różnie przeżywają...
U mnie w związku jest podobnie. Ja gdy cierpię płaczę, szukam winy w sobie, chodzę przybita, a Luby milczy... Tak już mamy, nauczyliśmy się siebie. Gdy milczy wiem, że coś jest nie tak. A dzięki nauczeniu się siebie wiemy, że wystarczy się przytulić, po jakimś czasie łatwiej mówić, wtedy rozmawiamy i rozwiązujemy problem.
Poronienie jest ciężkim doświadczeniem, moja mama straciła dwójkę synów, troszkę później niż Ty. Płakała, cierpiała, długo nie wychodziła z domu, z łóżka, nie chciała jeść... Tata wychodził z domu, jeździł godzinami między ulicami...
Nie szukaj dziury w całym, powiedz Mu czego Ci trzeba, że chciałabyś by Cię wysłuchał, był obok, zapytaj czego on potrzebuje. Rozmawiajcie
Uwierzcie , że staram się z nim rozmawiać . Może mój opis odebraliscie jako moje egoistyczne podejście , ale na prawdę staram się myśleć też o nim , wiem , że jest mu też ciężko ...ale żadna rozmowa nie pomaga , gdy proszę by mnie przytulil odmawia , zasypiam sama ....gdy płacze on przechodzi obok nic nie mówi jest zajęty pracą ...
Weź pod uwagę wizytę u psychologa swoją i małżonka...
Weź pod uwagę wizytę u psychologa swoją i małżonka...
Ja już korzystałam z takiej wizyty niestety mąż nie chce udać się razem ze mną....
7 2014-10-06 20:55:28 Ostatnio edytowany przez Excop (2014-10-06 20:59:35)
Współczuję, Ziaja. Wiem, jak to jest stracić dziecko.
Z tą różnicą, że to nasze, pierwsze wspólne dziecko (żona miała synka z pierwszego związku) zmarło, gdy miało cztery i pół miesiąca.
Muszę przyznać, że nie mogłem już patrzeć na rozpacz żony. Wspierałem ją jak mogłem, ale z miernym skutkiem, więc podobnie, jak Twój mąż, szukałem pretekstu, by wyjść z domu, nie słuchać już zawodzenia, wyrzucania sobie, że nie zrobiła wszystkiego, by naszą córeczkę uratować itp.
Wałesałem się po okolicy wieczorami, wlewałem w siebie alkohol.
Pozornie, na zewnątrz, mogłem sprawiać wrażenie, że śmierć mojego dziecka mało mnie obeszła. Żona zarzucała mi obojętność w obliczu tragedii.
A ja po prostu nie umiałem wykrzyczeć mojego bólu i najlepiej czułem się wówczas sam z sobą. Taką mam naturę.
Po kilku tygodniach nasze życie powoli zaczęło wracać do normy.
Może Twój mąż ma podobnie?
Zamiast snuć ponure scenariusze, porozmawiaj z mężem spokojnie, że czujesz, że oddala się od Ciebie i nie rozumiesz, dlaczego.
Pozdrawiam.
8 2014-10-06 21:04:20 Ostatnio edytowany przez Ziaja_aja (2014-10-06 21:09:43)
Excop - widzę , że przeżywałes podobną historie , dziekuje za Twoją wypowiedź .
Może mąż ma podobnie , a ja nie potrzebnie go oskarżam , ale czasem czuje się taka samotna , córka zasypia , w domu cisza , pusto , mąż zapatrzony w telewizor ,gdy siadam obok niego chcę z nim coś obejrzeć , powiedzieć jak go kocham , (przecież nie wspominam o tym co się stało przez cały dzień ) , chce by było jak dawniej to mąż się odsuwa ... Smutno mi , może mnie nie kocha , może ma mnie dość. ...Mam poczucie jakby przeszkadzała mu moja obecność , a przecież tylko chce z nim pobyc , pomilczec , ale widzę , że za duzo wymagam ...
Rozmowa ? Każda kończy się kłótnia , w każdej zarzuca mi , że znowu o tym samym , żebym skończyła , nigdy nie będzie jak dawniej ..
9 2014-10-06 22:50:59 Ostatnio edytowany przez Excop (2014-10-06 22:53:53)
Excop - widzę , że przeżywałes podobną historie , dziekuje za Twoją wypowiedź .
Może mąż ma podobnie , a ja nie potrzebnie go oskarżam , ale czasem czuje się taka samotna , córka zasypia , w domu cisza , pusto , mąż zapatrzony w telewizor ,gdy siadam obok niego chcę z nim coś obejrzeć , powiedzieć jak go kocham , (przecież nie wspominam o tym co się stało przez cały dzień ) , chce by było jak dawniej to mąż się odsuwa ... Smutno mi , może mnie nie kocha , może ma mnie dość. ...Mam poczucie jakby przeszkadzała mu moja obecność , a przecież tylko chce z nim pobyc , pomilczec , ale widzę , że za duzo wymagam ...
Rozmowa ? Każda kończy się kłótnia , w każdej zarzuca mi , że znowu o tym samym , żebym skończyła , nigdy nie będzie jak dawniej ..
Posłuchaj, Ziajo.
Może to zabrzmi dla Ciebie krzywdząco, za co z góry przepraszam, ale przeanalizuj okres od zajścia w ciąże po ostatnie dni przed poronieniem.
Czy w tym przedziale czasu nie zaistniało coś, z czego Twój mąż mógłby wnioskować, że w jakiś sposób, nieumyślnie rzecz jasna, mogłaś przyczynić się do poronienia i on nie może sobie z tym poradzić?
Ostatnie zdanie z ostatniego postu, w ktorym go cytujesz dało mi do myślenia.
Pozdrawiam.
Ziaja_aja napisał/a:Excop - widzę , że przeżywałes podobną historie , dziekuje za Twoją wypowiedź .
Może mąż ma podobnie , a ja nie potrzebnie go oskarżam , ale czasem czuje się taka samotna , córka zasypia , w domu cisza , pusto , mąż zapatrzony w telewizor ,gdy siadam obok niego chcę z nim coś obejrzeć , powiedzieć jak go kocham , (przecież nie wspominam o tym co się stało przez cały dzień ) , chce by było jak dawniej to mąż się odsuwa ... Smutno mi , może mnie nie kocha , może ma mnie dość. ...Mam poczucie jakby przeszkadzała mu moja obecność , a przecież tylko chce z nim pobyc , pomilczec , ale widzę , że za duzo wymagam ...
Rozmowa ? Każda kończy się kłótnia , w każdej zarzuca mi , że znowu o tym samym , żebym skończyła , nigdy nie będzie jak dawniej ..Posłuchaj, Ziajo.
Może to zabrzmi dla Ciebie krzywdząco, za co z góry przepraszam, ale przeanalizuj okres od zajścia w ciąże po ostatnie dni przed poronieniem.
Czy w tym przedziale czasu nie zaistniało coś, z czego Twój mąż mógłby wnioskować, że w jakiś sposób, nieumyślnie rzecz jasna, mogłaś przyczynić się do poronienia i on nie może sobie z tym poradzić?
Ostatnie zdanie z ostatniego postu, w ktorym go cytujesz dało mi do myślenia.Pozdrawiam.
Excop, to bardzo krzywdzące, ta ukryta teza...
Też jestem kobietą po poronieniu i uwierz mi, poczucie winy, wynikające tylko z faktu, że to JA byłam w ciąży i JA ją utraciłam - było ogromne. Tu nie ma niczyjej winy. Stało się. I teraz trzeba żałobę przeżyć, bez szukania winnych, bo ich nie ma.
Witaj!
Współczuję Ci straty dziecka. Ja też straciłam swoje pierwsze, a teraz mam czwóreczkę. Mimo to odczuwam brak tej małej Istotki. Tęsknię za nią.
Pozwól sobie na żałobę. Masz prawo do niej. Ale trzeba dalej żyć i nie zmuszać innych do przeżywania ciągle na nowo tych bardzo trudnych emocji.
Wydaje mi się jednak, że powinnaś po przeżyciu żałoby zakończyć ją i już nie rodrapywać. Owszem nosić Dziecko w sercu. Mieć do niego ciepłe myśli. Mi to pomaga.
Mężczyźni czasami chcą unikać problemów. Chcą mieć spokój. Nie lubią zbyt długo trwać w problematycznych sytuacjach. Wykańcza ich to!!!!!! Piszę to z własnego doświadczenia. Nie chcę tu generalizować męższczyz, bo są różni. Piszę Ci o moim doświadczeniu.
Najlepszym wyjściem, jest rozmowa o tym co on myśli, chce i czuje. Wydaje mi się że trzeba poczekać na moment w którym będzie chciał o tym rozmawiać jeżeli nie chce teraz. A może on ma nadzieję, że w końcu zobaczy cię radosną. Może czeka na taki moment, w którym zobaczy Cię szczęśliwszą. Może nie umie sobie poradzić z twoim bólem. Nie wiem.
Spróbujcie spędzić gdzieś kilka dni poza domen. Sprawiając sobie przyjemoności. Robić coś fajnego i nie koniecznie o tym rozmawiając, chyba że on sam zacznie tą rozmowę. Taki fajny czas dla dwojga bez obciażeń i trudnych emocji. To pomaga. Chwila oddechu.
Fajnie, że już masz dziecko. To ważne.
Ja znam kilka par, które z różnych przyczyn (zdrowotne itd) nie powinni, wręcz im nie wolno mieć dzieci. A chcieliby mieć kolejne. Swoją energię życiową pożytkują w różne inne sposoby. I cieszą się tym jednym dzieckiem.
Dasz radę, trzymaj się i wcale nie jesteś beznadziejna, masz po prostu obecnie trudny czas
12 2014-10-07 12:03:13 Ostatnio edytowany przez Excop (2014-10-07 12:06:34)
Excop napisał/a:Ziaja_aja napisał/a:Excop - widzę , że przeżywałes podobną historie , dziekuje za Twoją wypowiedź .
Może mąż ma podobnie , a ja nie potrzebnie go oskarżam , ale czasem czuje się taka samotna , córka zasypia , w domu cisza , pusto , mąż zapatrzony w telewizor ,gdy siadam obok niego chcę z nim coś obejrzeć , powiedzieć jak go kocham , (przecież nie wspominam o tym co się stało przez cały dzień ) , chce by było jak dawniej to mąż się odsuwa ... Smutno mi , może mnie nie kocha , może ma mnie dość. ...Mam poczucie jakby przeszkadzała mu moja obecność , a przecież tylko chce z nim pobyc , pomilczec , ale widzę , że za duzo wymagam ...
Rozmowa ? Każda kończy się kłótnia , w każdej zarzuca mi , że znowu o tym samym , żebym skończyła , nigdy nie będzie jak dawniej ..Posłuchaj, Ziajo.
Może to zabrzmi dla Ciebie krzywdząco, za co z góry przepraszam, ale przeanalizuj okres od zajścia w ciąże po ostatnie dni przed poronieniem.
Czy w tym przedziale czasu nie zaistniało coś, z czego Twój mąż mógłby wnioskować, że w jakiś sposób, nieumyślnie rzecz jasna, mogłaś przyczynić się do poronienia i on nie może sobie z tym poradzić?
Ostatnie zdanie z ostatniego postu, w ktorym go cytujesz dało mi do myślenia.Pozdrawiam.
Excop, to bardzo krzywdzące, ta ukryta teza...
Też jestem kobietą po poronieniu i uwierz mi, poczucie winy, wynikające tylko z faktu, że to JA byłam w ciąży i JA ją utraciłam - było ogromne. Tu nie ma niczyjej winy. Stało się. I teraz trzeba żałobę przeżyć, bez szukania winnych, bo ich nie ma.
Ależ, Ditto, moja hipoteza dotyczyła przyczyn zachowania męża autorki. Obawia się ona, że może mieć kochankę, bo oddalił się od niej.
Może są inne przyczyny, między innymi ta, którą wskazałem.
Może, z d a n i e m m ę ż a, autorka przesadziła z jazdą na rowerze, wagą zakupów w torbie itp. Możliwości jest mnóstwo.
Nie chodzi mi o faktyczny wpływ takich czynników na ciąże, ale o irracjonalne, subiektywne odczucie tego człowieka.
Nie mówi jej o tym, aby nie wpędzać jej w poczucie winy, reagując jednak w opisany przez autorkę sposób.
Mam nadzieję, że zrozumiałaś, o co mi chodzi?
Pozdrawiam i współczuję, a Ciebie, Ziajo serdecznie przepraszam jeszcze raz, że pozwoliłem sobie wysnuć taki wniosek.
Uważam, że on też to przeżywa. Może też go boli twoja rozpacz, wiec woli się odsunąć. Może wstydzi się tego, że za mocno się ucieszył. Ah, współczuję. Jednak żałoba i jej etapy to naturalny proces w takiej sytuacji.
ditta napisał/a:Excop napisał/a:Posłuchaj, Ziajo.
Może to zabrzmi dla Ciebie krzywdząco, za co z góry przepraszam, ale przeanalizuj okres od zajścia w ciąże po ostatnie dni przed poronieniem.
Czy w tym przedziale czasu nie zaistniało coś, z czego Twój mąż mógłby wnioskować, że w jakiś sposób, nieumyślnie rzecz jasna, mogłaś przyczynić się do poronienia i on nie może sobie z tym poradzić?
Ostatnie zdanie z ostatniego postu, w ktorym go cytujesz dało mi do myślenia.Pozdrawiam.
Excop, to bardzo krzywdzące, ta ukryta teza...
Też jestem kobietą po poronieniu i uwierz mi, poczucie winy, wynikające tylko z faktu, że to JA byłam w ciąży i JA ją utraciłam - było ogromne. Tu nie ma niczyjej winy. Stało się. I teraz trzeba żałobę przeżyć, bez szukania winnych, bo ich nie ma.Ależ, Ditto, moja hipoteza dotyczyła przyczyn zachowania męża autorki. Obawia się ona, że może mieć kochankę, bo oddalił się od niej.
Może są inne przyczyny, między innymi ta, którą wskazałem.
Może, z d a n i e m m ę ż a, autorka przesadziła z jazdą na rowerze, wagą zakupów w torbie itp. Możliwości jest mnóstwo.
Nie chodzi mi o faktyczny wpływ takich czynników na ciąże, ale o irracjonalne, subiektywne odczucie tego człowieka.
Nie mówi jej o tym, aby nie wpędzać jej w poczucie winy, reagując jednak w opisany przez autorkę sposób.
Mam nadzieję, że zrozumiałaś, o co mi chodzi?Pozdrawiam i współczuję, a Ciebie, Ziajo serdecznie przepraszam jeszcze raz, że pozwoliłem sobie wysnuć taki wniosek.
Tak Excop, rozumiem. To na swój sposób też sposób radzenia sobie z zaistniałą sytuacją. Człowiek MUSI wiedzieć, dlaczego stało się tak, a nie inaczej, choćby przyczyna była jak najmniej rzeczywista. Łatwiej się wtedy żyje, kiedy się wie, choćby ta wiedza była nawet absurdalna. Mój mąż zachowywał się podobnie. Nie podejrzewałam go wówczas o nic złego. Ale widziałam jego bezradność na mój żal i jednoczesną złość na tę własna bezradność. On, moja opoka, oparcie, skała na której stoi świat nie mógł nic zrobić. Podobnie jak Zaji było ciężko i trudno, ale pozwoliłam mu tę złość i bezradność przeżywać. Wiedziałam, że za nią nie stoi nic zagrażającego, że wręcz przeciwnie - mój mąż bardzo cierpi, bo nie jest w stanie zmniejszyć mojego cierpienia. To też miłość...
Ziajo, kochana, pozwólcie sobie na własne emocje. Nie interpretuj ich, nie oceniaj, pozwól im wybrzmieć. Nie doszukuj się niczego złego w zachowaniu męża. On też cierpi. On też jest rodzicem po stracie. On też jest bezradnym mężczyzną patrzącym na cierpienie kobiety. I ma puste dłonie. I nic nie może...
Za kilka dni 15 października. Dzieńd Dziecka Utraconego. Tego Anioła na lewym ramieniu. Od kilku lat mój mąż mnie ciepło obejmuje, gdy wieczorem tego dnia zapalam na parapecie mała białą lampkę. I wiem, że uporaliśmy się z tą traumą...
Ziajo, daj czasowi czas. I dobra bądź dla siebie...
pozdrawiam ciepło...
Excop z zawodu jestem fotografem , gdy zaszlam w ciąże od razu zrobilam sobie wolne od pracy (mąż dobrze zarabia ) Dbałam o siebie od samego początku , dużo odpoczywalam , zdrowo się odzywialam , piszę o tym by rozwiać Twoją tezę . Zapewniam , że dla maleństwa zrobilam wszystko co się dało , mąż w tej kwestii raczej nic nie może mi zarzucić .
Rozumiem , że mąż też w głębi duszy cierpi , nawet jak tego nie okazuje . Jednak mam wrażenie , że on całą tą tragedie zamiotl pod dywan , nic nie wspomniał nawet tuz po stracie , nie powiedział nawet " kochanie będzie dobrze , nie płacz " ...
Teraz jest tylko gorzej . Od paru dni wogole nie poruszam tematu ciąży , poronienia , staram się uśmiechać dla córki , dla niego . Nie jest to łatwe , ale boli mnie to , że on odrzuca mnie nawet wtedy , gdy nic nie mówię . Gdy pytam go jak w pracy , jest zły , ze wogole się odzywam , zapytań co zjemy na kolacje , on odpowie , ze zje na mieście ...Nie mówiąc o uczuciach , wspólnym spaniu w jednym łóżku , naszym małżeńskim łóżku , to wszystko poszło w zapomnienie .
Mogę jeszcze spróbować z tym weekendem we dwoje , może pomoże.
16 2014-10-07 16:17:05 Ostatnio edytowany przez Excop (2014-10-07 16:23:56)
W takim razie zapytam jeszcze o jedną rzecz, moim zdaniem, ważną.
Czy próbowałaś dyskretnie wybadać jego rodzinę i współpracowników?
Jak wobec nich się zachowuje, czy zmienił się w podobny sposób?
Może to da Ci jakieś wskazówki?
Bo jeśli tak, to mąż potrzebuje pomocy psychologa.
Pozdrawiam.
Excop z zawodu jestem fotografem , gdy zaszlam w ciąże od razu zrobilam sobie wolne od pracy (mąż dobrze zarabia ) Dbałam o siebie od samego początku , dużo odpoczywalam , zdrowo się odzywialam , piszę o tym by rozwiać Twoją tezę . Zapewniam , że dla maleństwa zrobilam wszystko co się dało , mąż w tej kwestii raczej nic nie może mi zarzucić .
Rozumiem , że mąż też w głębi duszy cierpi , nawet jak tego nie okazuje . Jednak mam wrażenie , że on całą tą tragedie zamiotl pod dywan , nic nie wspomniał nawet tuz po stracie , nie powiedział nawet " kochanie będzie dobrze , nie płacz " ...
Teraz jest tylko gorzej . Od paru dni wogole nie poruszam tematu ciąży , poronienia , staram się uśmiechać dla córki , dla niego . Nie jest to łatwe , ale boli mnie to , że on odrzuca mnie nawet wtedy , gdy nic nie mówię . Gdy pytam go jak w pracy , jest zły , ze wogole się odzywam , zapytań co zjemy na kolacje , on odpowie , ze zje na mieście ...Nie mówiąc o uczuciach , wspólnym spaniu w jednym łóżku , naszym małżeńskim łóżku , to wszystko poszło w zapomnienie .
Mogę jeszcze spróbować z tym weekendem we dwoje , może pomoże.
A nie przyszło Ci do głowy, że on poza przeżywaniem straty, ma zwyczajnie dosyć już rozmów o poronionym dziecku? 13 tydzień, to 3 miesiąc... tam nawet dziecka jako takiego nie było w sensie wyobrażeniowym. Rozumiem, że jest Ci ciężko, ale kobiety raczej mają to do siebie, że lubią wracać do tematu i międlić go do porzygu, wszystko jedno czy jest wesoły, czy przykry. Jak czujesz potrzebę ciągłej rozmowy o tym to idź do psychologa, na terapię i zacznij stawać na nogi. O czym Ty chcesz wciąż z nim rozmawiać? Po co rozmawiasz ciągle o ciąży, której już nie ma. Bliscy to nie psychoterapeuci - pamiętaj o tym.
Excop z tego co wiem , mąż zachowuje się tak tylko w domu . W pracy wszystko jest okej , zresztą np jak ostatnio byliśmy na urodzinach szwagra , też zachowywał się jak dawniej , śmiał się , żartował , a przy mnie jest całkiem inaczej ...
Teo , napisałam przecież , że od jakiegoś czasu nie wracam do tamtego tematu , nawet słowem nie wspomne , też się usmiecham , ale mimo tego czuje dystans jego do mnie ...
Excop z tego co wiem , mąż zachowuje się tak tylko w domu . W pracy wszystko jest okej , zresztą np jak ostatnio byliśmy na urodzinach szwagra , też zachowywał się jak dawniej , śmiał się , żartował , a przy mnie jest całkiem inaczej ...
Teo , napisałam przecież , że od jakiegoś czasu nie wracam do tamtego tematu , nawet słowem nie wspomne , też się usmiecham , ale mimo tego czuje dystans jego do mnie ...
A Ty myślisz, że to tak z dnia nadzień mu przejdzie? Może on jeszcze tego nie widzi, że przestałaś, może boi się, że znowu zaczniesz. Może trzeba z nim porozmawiać, ale nie wylewać żale, ale zapewnić, ze go kochasz, że temat zamykasz, że nie będziesz go drążyć. Może nawet trzeba na męża huknąć, jeśli znowu się zrobi nerwowy, aby jakoś wybić go z tych fochów, może czas, aby w rozmowie to ON mówił, a Ty słuchaj.
A ja mimo wszystko myślę , że przez swoje humory , żal i smutek straciłam męża . Przeczuwam , że on kogoś ma , wraca późno , mówi , że musiał zostać w pracy dłużej , unika zbliżenia ... U niej znalazł spokój i pocieszenie , sama jestem sobie winna
A ja mimo wszystko myślę , że przez swoje humory , żal i smutek straciłam męża . Przeczuwam , że on kogoś ma , wraca późno , mówi , że musiał zostać w pracy dłużej , unika zbliżenia ... U niej znalazł spokój i pocieszenie , sama jestem sobie winna
No, widzę, że masz skłonności do użalania się nad sobą, to nie dobrze wróży.
Nie jesteś winna, że 2 miesiące byłaś/jesteś w żałobie. Jakby to było 2 lata, to tak, ale 2 miesiące to nic. Każdy przeżywa takie tragedie na swój sposób i jeśli mąż faktycznie poszedł w tango z powodu tego smutku, to by oznaczało, że nie mogłaś i nie możesz na niego liczyć w trudnych chwilach.
Ziaja_aja napisał/a:A ja mimo wszystko myślę , że przez swoje humory , żal i smutek straciłam męża . Przeczuwam , że on kogoś ma , wraca późno , mówi , że musiał zostać w pracy dłużej , unika zbliżenia ... U niej znalazł spokój i pocieszenie , sama jestem sobie winna
No, widzę, że masz skłonności do użalania się nad sobą, to nie dobrze wróży.
Nie jesteś winna, że 2 miesiące byłaś/jesteś w żałobie. Jakby to było 2 lata, to tak, ale 2 miesiące to nic. Każdy przeżywa takie tragedie na swój sposób i jeśli mąż faktycznie poszedł w tango z powodu tego smutku, to by oznaczało, że nie mogłaś i nie możesz na niego liczyć w trudnych chwilach.
No tak , masz rację .
Wychodzi na to, że nie pozostało Ci nic innego, niż zapytać go wprost - czy ma kochankę i żądać odpowiedzi, bo nie pozwolisz mu dalej się tak traktować.
Może to uzmysłowi mężowi, że stał się innym człowiekiem, o ile Twoje podejrzenia się nie potwierdzą.
Pozdrawiam.
Wychodzi na to, że nie pozostało Ci nic innego, niż zapytać go wprost - czy ma kochankę i żądać odpowiedzi, bo nie pozwolisz mu dalej się tak traktować.
Może to uzmysłowi mężowi, że stał się innym człowiekiem, o ile Twoje podejrzenia się nie potwierdzą.Pozdrawiam.
Dzięki za pomoc , pewnie tak zrobię .
Teo
moim zdaniem za ostro pojechałaś? Straciłaś ciążę kiedyś? Ja tak. Syty głodnego nie zrozumie.
Autorko
rozumiem Twoją rozpacz i to ze jest Ci źle po stracie dziecka, też mi było źle. W takiej sytuacji nie uważam, że powinnaś tłumić swoich uczuć z tym związanych. Masz prawo czuć się źle i przejść żałobę, a nie uśmiechać się przez łzy, byle tylko Twojego męża zadowolić. Nie wiem o chodzi, ale nie gra mi to wszystko, według mnie może być coś na rzeczy, albo ktoś jest, albo ma depresję i nie może sobie dać rady sam ze sobą. Nie wiem? Życzę dużo siły.
A Ty myślisz, że to tak z dnia nadzień mu przejdzie? Może on jeszcze tego nie widzi, że przestałaś, może boi się, że znowu zaczniesz. Może trzeba z nim porozmawiać, ale nie wylewać żale, ale zapewnić, ze go kochasz, że temat zamykasz, że nie będziesz go drążyć. Może nawet trzeba na męża huknąć, jeśli znowu się zrobi nerwowy, aby jakoś wybić go z tych fochów, może czas, aby w rozmowie to ON mówił, a Ty słuchaj.
hmmm przecież była mowa o tym, że Ziaja próbuje rozmawiać
ale skoro nie ma woli "odezwania się" , to w jaki sposób spowoduje, że jej mąż zacznie cokolwiek mówić?
Nie zmusi go do niczego.
Ziaja dobrze Ci radzą- zapytaj wprost czy ma kochankę. Jeżeli ma - dooopek, jeżeli nie - też dooopek, bo nie jest sam w tym cierpieniu, a przez jego zachowanie cierpisz podwójnie.
Ściskam
27 2014-10-08 15:56:57 Ostatnio edytowany przez Ziaja_aja (2014-10-08 15:57:21)
Dzięki za rady . Zapytam męża wprost choć boje się odpowiedzi .
Teo
moim zdaniem za ostro pojechałaś? Straciłaś ciążę kiedyś? Ja tak. Syty głodnego nie zrozumie.
To był 3 miesiąc, Autorka ma już jedno dziecko, więc nie była to "ciąża ostatniej szansy". Rozumiem żal, ale rozumiem też zmęczenie tematu. Rozumiem jakby to był 6 miesiąc, przedwczesny poród i dziecko by nie przeżyło, ale no, poronienia się zdarzają, a czasem kobiety nawet nie wiedzą, ze były w ciąży i poroniły.
Teo napisał/a:A Ty myślisz, że to tak z dnia nadzień mu przejdzie? Może on jeszcze tego nie widzi, że przestałaś, może boi się, że znowu zaczniesz. Może trzeba z nim porozmawiać, ale nie wylewać żale, ale zapewnić, ze go kochasz, że temat zamykasz, że nie będziesz go drążyć. Może nawet trzeba na męża huknąć, jeśli znowu się zrobi nerwowy, aby jakoś wybić go z tych fochów, może czas, aby w rozmowie to ON mówił, a Ty słuchaj.
hmmm przecież była mowa o tym, że Ziaja próbuje rozmawiać
ale skoro nie ma woli "odezwania się" , to w jaki sposób spowoduje, że jej mąż zacznie cokolwiek mówić?
Nie zmusi go do niczego.
Ziaja dobrze Ci radzą- zapytaj wprost czy ma kochankę. Jeżeli ma - dooopek, jeżeli nie - też dooopek, bo nie jest sam w tym cierpieniu, a przez jego zachowanie cierpisz podwójnie.
Ściskam
Próbować rozmawiać można, ale nikt nie wie jak te próby czy rozmowy wyglądały. Może dla niej rozmowa to było wylewanie swoich żali i pretensje, a nie rzeczywista rozmowa.
Teo czasem powinnaś się trochę zastanowić, zanim coś takiego napiszesz.
Strata dziecka boli, nie ważne który to miesiąc. Dla Ciebie to może zlepek komórek, dla kogoś wymarzone dziecko. I nie jest ważne, czy to pierwsze, szóste, czy dziesiąte.
Teo czasem powinnaś się trochę zastanowić, zanim coś takiego napiszesz.
Strata dziecka boli, nie ważne który to miesiąc. Dla Ciebie to może zlepek komórek, dla kogoś wymarzone dziecko. I nie jest ważne, czy to pierwsze, szóste, czy dziesiąte.
No tak , racja :-)
Dla mnie nie było ważne czy ma dwa tygodnie , czy cztery , ważne , że ta mała istotka żyła we mnie ...
Może Teo nie doświadczyła w życiu takiej sytuacji , nikomu nie życzę .
Rozmawiałam wczoraj z mężem chyba po raz pierwszy tak normalnie , zapytałam czy kogoś ma czy chce mi o czymś powiedzieć i to co usłyszałam trochę mnie dobiło . Powiedział , że zaczął się z kimś spotykać , że był zmęczony moim ciągłym narzekaniem , ciągłymi żalami ... Spotkał się z tą kobietą raz , drugi jednak stwierdził , że nie potrafił mnie zdradzić , że mnie kocha , że przeprasza .
Jestem rozbita nie wiem co robić . Z jednej strony cieszę się , że mnie nie zdradził , a z drugiej czuje nienawiść , że w ogóle pomyślał by to zrobić ![]()
Ziaja_aja, nie zastanawiaj się, Ty się ciesz, że mąż tego nie zrobił i, że Ci o tym powiedział. To całkiem dobra baza na ratowanie małżeństwa, której z pewnością wielu z nas Tobie zazdrości.
33 2014-10-09 20:45:47 Ostatnio edytowany przez Ziaja_aja (2014-10-09 20:46:26)
Ziaja_aja, nie zastanawiaj się, Ty się ciesz, że mąż tego nie zrobił i, że Ci o tym powiedział. To całkiem dobra baza na ratowanie małżeństwa, której z pewnością wielu z nas Tobie zazdrości.
Masz racje , wiele zdradzonych kobiet powinno mieć takie dylematy ,a nie ja , ale ja jestem całkowicie dobita . Nie podniosłam się jeszcze po stracie dziecka , a teraz walka o małżeństwo ...
Rozmawiałam wczoraj z mężem chyba po raz pierwszy tak normalnie , zapytałam czy kogoś ma czy chce mi o czymś powiedzieć i to co usłyszałam trochę mnie dobiło . Powiedział , że zaczął się z kimś spotykać , że był zmęczony moim ciągłym narzekaniem , ciągłymi żalami ... Spotkał się z tą kobietą raz , drugi jednak stwierdził , że nie potrafił mnie zdradzić , że mnie kocha , że przeprasza .
Jestem rozbita nie wiem co robić . Z jednej strony cieszę się , że mnie nie zdradził , a z drugiej czuje nienawiść , że w ogóle pomyślał by to zrobić
Przykre i smutne jest to że spotykał się z kimś za twoimi plecami, gdy jesteś w żałobie z powodu straty dziecka, zamiast wspierać ciebie, być przy tobie, przechodzić to razem...trudne to jest dla was obojga.
...możliwe że fizycznie ciebie nie zdradził ale chciał,... szukał bliskości i zrozumienia...czy powiedział kto to jest i czy utrzymuje z nią kontakt? On też przeżywa tą stratę na swój sposób ale dlaczego nie chce się z tobą tym dzielić, czego boi się?
Ważne że powoli zaczynacie rozmawiać, że "wrócił"-wybiera ciebie. Co z tym teraz zrobisz? "Przeczekasz", odpuścisz, dasz mu czas żeby się "otworzył". powiesz też co myślisz o ty wszystkim bez żalu i złości? Chcesz waszego powrotu do siebie? Rozumiesz go?
Bardzo trudne to albo paradoksalnie bardzo łatwe może to być gdy prawdziwie się kocha bez lęku...
Lęk i strach to jest to, co nas ogranicza w zbliżeniu się do siebie, bo nie chcemy być przecież zranieni.
Dasz radę mimo wszystko?
Przytulam.
35 2014-10-09 20:59:36 Ostatnio edytowany przez kicur (2014-10-09 21:03:16)
I co niepotrzebnie ignorowaliście jej kobieca intuicję.
Dziewczyno a czy to prawda co mówi, słowa to tylko słowa, spytaj się go kto to?
To że nie doszło do kontaktu fizycznego nie oznacza że cię nie zdradził. Dla niektórych zdrada emocjonalna jest nawet gorsza.
Napisze coś do ciebie wysyłam emaila odbierz
Ziaja_aja napisał/a:Rozmawiałam wczoraj z mężem chyba po raz pierwszy tak normalnie , zapytałam czy kogoś ma czy chce mi o czymś powiedzieć i to co usłyszałam trochę mnie dobiło . Powiedział , że zaczął się z kimś spotykać , że był zmęczony moim ciągłym narzekaniem , ciągłymi żalami ... Spotkał się z tą kobietą raz , drugi jednak stwierdził , że nie potrafił mnie zdradzić , że mnie kocha , że przeprasza .
Jestem rozbita nie wiem co robić . Z jednej strony cieszę się , że mnie nie zdradził , a z drugiej czuje nienawiść , że w ogóle pomyślał by to zrobićPrzykre i smutne jest to że spotykał się z kimś za twoimi plecami, gdy jesteś w żałobie z powodu straty dziecka, zamiast wspierać ciebie, być przy tobie, przechodzić to razem...trudne to jest dla was obojga.
...możliwe że fizycznie ciebie nie zdradził ale chciał,... szukał bliskości i zrozumienia...czy powiedział kto to jest i czy utrzymuje z nią kontakt? On też przeżywa tą stratę na swój sposób ale dlaczego nie chce się z tobą tym dzielić, czego boi się?
Ważne że powoli zaczynacie rozmawiać, że "wrócił"-wybiera ciebie. Co z tym teraz zrobisz? "Przeczekasz", odpuścisz, dasz mu czas żeby się "otworzył". powiesz też co myślisz o ty wszystkim bez żalu i złości? Chcesz waszego powrotu do siebie? Rozumiesz go?
Bardzo trudne to albo paradoksalnie bardzo łatwe może to być gdy prawdziwie się kocha bez lęku...
Lęk i strach to jest to, co nas ogranicza w zbliżeniu się do siebie, bo nie chcemy być przecież zranieni.
Dasz radę mimo wszystko?
Przytulam.
Ciężko mi teraz odpowiedzieć na Twoje pytania . Zranił mnie tym , że wogóle pomyślał o innej . Wiem , że to i dla mnie i dla niego trudny okres . To , że szukał bliskości i zrozumienia u innej jest przezemnie n. gdybym tak bardzo nie obarczala go swoim żalem , nie szukalby zrozumienia gdzie indziej . Powiedział , że z tamta kobieta zerwał kontakt całkowicie , Na dzisiejszą chwile wiem jedno . Kocham go , chce z nim być , a czy nam się uda to się okaże .
I co niepotrzebnie ignorowaliście jej kobieca intuicję.
Dziewczyno a czy to prawda co mówi, słowa to tylko słowa, spytaj się go kto to?
To że nie doszło do kontaktu fizycznego nie oznacza że cię nie zdradził. Dla niektórych zdrada emocjonalna jest nawet gorsza.
Napisze coś do ciebie wysyłam emaila odbierz
Taa pewności nie mam , mam jednak nadzieje i ufam , że nie myśli o innej . Wiem , że może jestem naiwna , cały świat wali się w jednej chwili ...
To znaczy zdradzić to już Cię zdradził emocjonalnie bo stał się obcy, wrogi i obojętny.
Bardzo Ci współczuję. Ja też poroniłam, na początku ciąży.
Mój mąż kompletnie nie potrafił mnie wtedy wesprzeć i miałam wrażenie, że udawał że nic się nie stało.
U nas akurat od tego mniej więcej momentu zaczęło się psuć a co się stało potem możesz poczytać na moim wątku ale nie o tym chciałam napisać.
Chciałam powiedzieć, że strata dziecka, które się jeszcze nie urodziło jest niewyobrażalnym bólem dla matki.
Problem w tym, że nasi mężowie czasami nie potrafią tego zrozumieć bo wydaje mi się, że w wielu przypadkach oni czują się ojcami dopiero kiedy zobaczą dziecko. Nie są w stanie pojąć tego, że my jesteśmy matkami już od początku.
Może on po prostu mógł tego zrozumieć? Nie potrafił sobie wyobrazić?
Ale mogę się mylić, może być też wręcz odwrotnie i bardzo to przeżył.
Co do 'pocieszycielki' to cieszę się, że Twój mąż potrafił się w porę opamiętać i mam szczerą nadzieję, że to prawda.
Anne
tak, mąż autorki tak mocno to przeżył, że z tego smutku musiał zacząć kręcić lody z inną dupą, tzw "pocieszycielką". Ojej no żal biednego misia.
Anne
tak, mąż autorki tak mocno to przeżył, że z tego smutku musiał zacząć kręcić lody z inną dupą, tzw "pocieszycielką". Ojej no żal biednego misia.
Wydaje mi się, tak jak napisałam, że do niego ta tragedia po prostu nie dotarła bo on jeszcze nie czuł się ojcem tego dziecka i nie potrafił ogarnąć jaki to ból ale ponieważ nie wiem dokładnie jak wyglądała ich sytuacja biorę pod uwagę że mogę się mylić.
"Pocieszycielka" oczywiście nie ma usprawiedliwienia.
Anne
mylisz się to nie "pocieszycielka" nie ma usprawiedliwienia, tylko ON. Jak sobie rady nie dawał to jest gdzie się uda chyba, prawda? Psychiatra, psycholog, są telefony zaufania, a przede wszystkim zostaje ten przyjaciel najważniejszy czyli żona, chyba nie?
43 2014-10-09 21:58:38 Ostatnio edytowany przez Anne_Bonny (2014-10-09 21:59:04)
Anne
mylisz się to nie "pocieszycielka" nie ma usprawiedliwienia, tylko ON. Jak sobie rady nie dawał to jest gdzie się uda chyba, prawda? Psychiatra, psycholog, są telefony zaufania, a przede wszystkim zostaje ten przyjaciel najważniejszy czyli żona, chyba nie?
Faktycznie niedokładnie to napisałam. Chodziło mi o to, że obecność 'pocieszycielki' nie ma usprawiedliwienia i to, że szukał pocieszenia u innej.
To co napisałam, że wydaje mi się że on jeszcze nie do końca zdawał sobie sprawę że jest już ojcem też nie miało go usprawiedliwiać.
Chciałam jedynie powiedzieć, że jest taka możliwość. Mógł nie rozumieć dlaczego autorka jest w żałobie.
44 2014-10-10 08:10:45 Ostatnio edytowany przez Betsy80 (2014-10-10 08:12:47)
Ziaja, bardzo współczuję utraty dziecka, jest to na wskroś bolesne przeżycie, które w psychice pozostaje na długo i wielu kobietom trudno się z taką zmorą uporać.
A samo stwierdzenie, że w sensie wyobrażeniowym nie było to jeszcze dziecko jest nie na miejscu.
Matką jest się od samego początku i o nowo poczętym życiu myśli się w kategoriach maleństwa, dziecka, z miłością i tęsknotą za nim.
Ziaja, czytając Twoje posty od razu miałam przeczucie, że coś jest na rzeczy, że jednak jakaś menda się przyplątała.
W moim małżeństwie schemat zachowań było podobny i na to samo wyszło.
Nie chcę Cię nastawiać negatywnie ale ja osobiście nie wierzyłabym w jedno spotkanie.
Może nigdy nie dowiesz się, jak było naprawdę ale nie ufaj na 100%.
Bo oni na początku dozują złe informacje, jak przyciśniesz do muru to już pozamiatane.
Raz się spotkał a spać w łóżku z Tobą nie może, rozmawiać nie może i tylko go wkurzasz, już samą obecnością?
Przez 2 miesiące nosisz żałobę bo stracie ciąży a on się wkurza na Twoje samopoczucie i zachowanie?
I już idzie na spotkanie z " kimś"( czy raczej z NIKIM)
Ja bym nie wierzyła. Przykro mi, że to mówię ale nie. Nie po tym , co sama przeszłam.
Wiesz Ziaja, rozumiem, że jesteś przybita, ale z tego co wyczytałam, że twój mąż nie chce wcale cię zdradzać, WYBIERA CIEBIE! Jesteś dla niego ważna.
To dobra wiadomość.
To prosty komunikat i nie trzeba szukać żadnych dodatkowych podtekstów.
Wiesz, że do miłości nie można zmusić. Nie jesteś wstanie włożyć mu w głowę tego co ma mysleć i czuć. Ja to zrozumiałam po 15 latach małżeństwa kiedy to mój małżonek szukał odskoczni. To mnie bolało i boli nadal. Ale musisz zadbać, żeby on właśnie CIEBIE CHCIAŁ WYBIERAĆ.
Widzisz, masz konkret. Powiedział Ci o co mu chodzi.
Dużo kobiet chciałoby właśnie czegoś takiego. Chciałby wiedzieć co mają robić.
Dlatego proponuję Wam abyście zapłanowali wspólny radosny czas poza domem. Robienie fajnych rzeczy razem.
Powodzenia. Dasz radę.
Ja w swoim życiu staram się mu zaufać, ale mała czujność została. Niestety. Ale jest dobrze
Niewiele znaczy to, że powiedział, iż nie chce zdradzać.
Naprawdę.
Więcej mówi jego zachowanie niż jego słowa.
Jak widzę jak i w mojej głowie tak i w moim wątku różne opinie , pomysły ..
Minął zaledwie dzień , a mąż próbuje się zmienić , znowu rozmawialiśmy , szczerze , bez kłótni , dziś po raz pierwszy od dłuższego czasu mnie przytulil . Powiedział, że ma w swoich ramionach swój cały świat ...I co tu zrobić zapomnieć o tym co było ?
Jeśli nie zaufasz, co radzi Ci Betsy, to nic z Was nie zostanie za jakiś czas.
Przełamał się i sama to czujesz.
Macie teraz okazję do dotarcia do siebie. Skorzystajcie z tego.
A, tak na marginesie:
"zapomnieć o tym co było?"
Jeśli miałaś na myśli jego błąd, świństwo, czy jak inaczej to nazwiesz - będzie ciężko, ale to możliwe.
Jeśli zaś chodzi o Wasze wspólnie przeżyte lata w szczęśliwej rodzinie - tego nie da się zapomnieć.
Pytanie, co ma dla Ciebie większe znaczenie.
Ja swojej żonie zaufałem i nigdy nie żałowałem.
Pozdrawiam.
Jeśli nie zaufasz, co radzi Ci Betsy, to nic z Was nie zostanie za jakiś czas.
Przełamał się i sama to czujesz.
Macie teraz okazję do dotarcia do siebie. Skorzystajcie z tego.A, tak na marginesie:
"zapomnieć o tym co było?"Jeśli miałaś na myśli jego błąd, świństwo, czy jak inaczej to nazwiesz - będzie ciężko, ale to możliwe.
Jeśli zaś chodzi o Wasze wspólnie przeżyte lata w szczęśliwej rodzinie - tego nie da się zapomnieć.
Pytanie, co ma dla Ciebie większe znaczenie.
Ja swojej żonie zaufałem i nigdy nie żałowałem.
Pozdrawiam.
Miałam na myśli jego chwile zapomnienia , jeśli mogę to tak nazwać ...
Nigdy nie zapomnę naszych wspólnych chwil , lat , przeżyć ...
Wiadomo , że chcę mu zaufać . Kocham go i to się nigdy nie zmieni .
Nigdy nie mów nigdy...
Nigdy nie mów nigdy...
Stokrotko , wybacz , ale nie wiem co masz na myśli ...
Uważasz , że można od tak przestać kochać ? Ja znam wiele kobiet , które pomimo zdrady nigdy nie przestały kochać .
Ziaja
tak, można przestać kochać. Ja byłam z moim ex 22 -lata (od podstawówki) i powiem, że tak można przestać kochać, kogoś kto Cię oszukał, okłamał, sponiewierał i ma Cię gdzieś. Tu chodzi o szacunek. Ja nie potrafiłabym kogoś kochać kto nie ma szacunku do mnie i dla kogo jestem nikim.
A swoim stwierdzeniem chciałam Ci powiedzieć, że nie zarzekaj się bo nigdy nie wiesz co Cię czeka w przyszłości. Życie jest nieprzewidywalne i może się zmienić w przeciągu jednej chwili.
Ziaja, spóbuj zaufać i buduj swoje szczęście. W życiu nic nie jest takie zawsze czarno-białe. A po za tym ludzie przecież mają wolną wolę.
To twoje życie. Inni mają inne doświadczenie. Może ich zranienia były na tyle duże, że nie byli w stanie na nowo zaufać. Nie mieli sił. A Ty? Z tego co czytam, masz siły i wiarę.
Oliwka
Myślę , że znajdę w sobie na tyle siły by naprawić z mężem nasze małżeństwo .
Mąż zaprosił mnie w przyszłym tygodniu do SPA , może takie banalne jak dla niektórych , ale widzę jak się stara .-:)
Ziaja
i bardzo fajnie, oby tak dalej.
56 2014-10-12 19:17:03 Ostatnio edytowany przez saved (2014-10-12 19:19:29)
Ziajo!
Bardzo mi przykro, że straciłaś maleństwo, nie potrafię wyobrazić sobie co czułaś.
Nawiązując do głównego wątku, Twój mąż bardzo przypomina mi z zachowania mojego ex. Mogłabym tutaj rozpisywać się o oziębłości, braku wsparcia, kiedy było najbardziej potrzebne, ale to Twój wątek.
Przechodząc do meritum. Kochana miej głowę na karku i nie wierz we wszystkie jego słowa. Nie mówię, że Cie zdradził, tego nie wiadomo. Pamiętaj, że go nie było kiedy najbardziej potrzebowałaś. Wiem co to brak wsparcia w "bliskiej" osobie, kiedy czujesz się bardziej samotnie niż kiedykolwiek wcześniej, nawet będąc singlem. Każdy przeżywa takie problemy na swój sposób, ale nie ma prawa uciekać i szukać pocieszenia. No oczywiście w domu czeka załamana żona, płacząca, smutna, a do wyboru ma uśmiechniętą kobietę bez problemów. Facet niedojrzały, idący na łatwiznę oczywiście wybierze opcję drugą. Niestety dużo facetów jak pojawiają się problemy z poronieniem, chorobą dziecka/żony po prostu ucieka, bo ich to przerasta.
Uważam, że powinnaś zachować dystans, nie wierzyć we wszystko i pokazać mu, że ten jego wybryk nie przejdzie bokiem. Jak ma tendencje do takich spotkań to musisz uważać, żeby nie popędził dalej, w dalszy etap "znajomości" jak ten szybko wybaczysz.
Mam nadzieję, że uda wam się wszystko odbudować. ![]()
Uważaj na siebie i powodzenia! ![]()
Niestety naszego związku nie udało się uratować . Mąż wczoraj oznajmił , że odchodzi . Mieliscie racje by nie wierzyć we wszystko co mówi , moje życie już nie ma sensu , nie mam po co i dla kogo żyć ...
Bardzo mi przykro, nie mam słów.
Pozdrawiam serdecznie.
59 2014-10-20 05:38:20 Ostatnio edytowany przez Ziaja_aja (2014-10-20 06:01:33)
Chyba będę częściej tu wchodzić pisać . Tu znajduje zrozumienie , wsparcie ...
Całą noc dziś nie spalam myśląc o facecie , który ma mnie gdzieś , dupek jeden ...Tylko czemu nadal siedzi w mojej głowie ...
To dziwne co piszesz i niepokojace bo obawiam sie o "prawde" a ludzie zbyt latwo sie wkrecaja. Wydawalo mi sie ze masz corke, poza tym maz musial podac jakies konkretne powody a nie małostkowe bo albo jest to dziecinada albo są to jakieś konkretne rzeczy.
Jasne , że mam córkę . Jednak to nastolatka , nie chcę obarczyć ją swoim problemem i tak bardzo mnie wspiera . Mąż stwierdził , że już nie kocha . Jeszcze dwa tygodnie temu oklamywal mówiąc , że kocha , Odszedł do innej , zaczął nowe życie . Powiedział , że po tym wszystkim nie potrafi już ze mną żyć , kochać ... Skreślił nas , nasze małżeństwo , chce złożyć papiery rozwodowe .
Ziaja
a ch*** mu w du***, niech się udławi swoim szczęściem. Ogarnij się i do przodu, ciężkie chwile przed Tobą, ale dasz radę!
Pzeczytalam caly watek Ziaja i bardzo mi przykro z twojego powodu.
Niestetyn ie spodoba sie to co poniektorym co tu napisze ale wiekszosc facetow to egoisci i tchorze - niestety !!!!!!!!!!!!!!
Rzadko zdarzaja sie takie egzemplarze zeby umieli stawic zcolo zyciu i pewnym sytuacja.
Twoj maz to wyjatkowy dupek i tak w ramach pocieszenie powiem ci ze nic w zyciu nie dzieje sie bez powodu i wszytsko ma swoj Jakis cel tylko ze jeszce tego nie widzisz.
A tak na marginesie jak czytam te histroie na Forum o tych co poniektroych padalcach zdradzaczach to sie tak zastanawiam , ja bym nie chciala sie zwiazac z Kims kto dla mnie zstawia Zone/meza co kieruje wogole takimi ludzmi wydaje im sie ze co ze sa wybrancami bo zostali wybrani przez takie kanalie jak zdradzajacy , co moze mnie dobrego czekac z czloewiekiem kitry zostawia dla mnie rodzine, paranoja.
Takze autroko ciesz sie ze uwolnilas sie od tego dziada niech sie teraz inna z nim uzera i za pare lat i ja spotka to samo bo jak doasiwadczenie mi podopwiada tacy ludzie sie nie zmieniaja
Pozdrawiam
Ziaja
a ch*** mu w du***, niech się udławi swoim szczęściem. Ogarnij się i do przodu, ciężkie chwile przed Tobą, ale dasz radę!
normalnie jesteś the best ![]()
i jak tu Cię nie lubić?
Rozbroiłaś mnie jakoś pozytywnie tym tekstem
Czyli miał kobietę na boku? Czyli klasyk? Dobrze, że w końcu znasz ten konkretny powód. Wiedza jest ważna bo człowiek nie porusza się po omacku choć dla Ciebie to żadne pocieszenie. Z tego wynika, że jeśli coś się dzieje trzeba od razu dociekać, analizować jak to przedstawił robert w innym wątku. Rzeczywiście tchórzostwo i po prostu kłamstwo. Szkoda bo przecież to tylko tzw. "znurzenie materiału". Potem będzie podobnie i jeszcze podobnie. Nowa kobieta nie okaże się wcale taka fajna. Ale to doświadczenie przychodzi dopiero po latach. Szkoda małżeństwa skoro wcześniej wszystko się układało.