witam,
poszukuje zrozumienia ,wsparcia , wytłumaczenia bo świat mi się zawalił...... odszedł mąż po 10 latach ślubu ode mnie i 3 letniego synka. Jesteśmy ze sobą 17 lat w tym 10 lat po ślubie , zawsze było ok , kochalismy sie jak szaleni , wspólne wyjścia ,wyjazdy ze znajomymi ,kino ,spacery , zakup mieszkania i czas na dziecko - udało się po 2 latach starań byliśmy przeszczęsliwi. Ja pochłonięta dzieckiem , domem i obowiązkami - mąż pracą awansował uciekał w pracę ja w dziecko , pożycie seksualne było ok ,delikatne czułości z jego strony ja to odrzucałam , odpychałam go , krytykowałam . Był pantoflarzem , nie sprzeciwiał się . Byłam zazdrosna ,sprawdzałam Go , osaczałam......
w czerwcu zasygnalizował ze nie jest tak jak powinno ze juz tak nie kocha ze powinniśmy cos zmienic.......
ja to zbagatelizowałam , on nie walczył o nas odpuścił ...
pierwszy raz wyprowadził sie na 3 dni aby sobie przemyslec..... wrócił podjeliśmy próbę naprawy ...nie wyszło
drugi raz sie wyprowadził również na trzy dni ....wrócił kolejna próba i nic ......
trzeci raz się wyprowadził na stałe do swoich rodziców i tam przebywa.........
nie znałam takiego egoisty który potrafi po tylu latach powiedzieć: nie kocham Cię ...chce byc sam - szczęsliwy , nie tęsknię ,
nie myślę o Tobie , nie chciał podjąć kolejnych prób stwierdził ze już nigdy nie wróci bo nie kocha ........
przysięgał na dziecko ze nikogo nie ma!!!!! ze powinnam zrozumieć ze chce odejsc abym mu na to pozwoliła , ja walczyłam jak lew - mówił ze nie mam honoru ze byłby ze mną tylko z litości.......ze liczy sie w jego zyciu tylko on i dziecko .....ze chce byc szcześliwy. ciągłe przepychanki słowne miedzy nami , wypominanie......
on kilka dni temu powiedzial ze potrzebuje czasu na to aby przemyslec sobie wszystko aby kiedys w przyszłości nie żałował tej decyzji. wczoraj przyjechał z dzieckiem - ja wróciłam z miasta i od razu zaatakował mnie ze rozdziela pieniądze bo ja sobie kupuje nową pościel i malibu a za chchwile dodał ze pewnie przyjdzie jakiś facet i dlatego!!!!
zaczęłam dbac o siebie , wychodzić ,żyć choc to cięzko mi przychodzi bo nadal kocham i licze ze wróci do nas......
straszył mnie rozwodem wiec odparłam atak - zprzestał na jakis czas
wczoraj oznajmił ze jesli dojdzie kiedys do rozwodu to zrzeka sie wszystkiego jedynie zabierze telewizor.
moim zdaniem on i ja jesteśmy rozchwiani emocjonalnie , nie wiemy czego chcemy
on raz jest miły a na drugi dzień atakuje mnie ze powinnam sie leczyc , ze nic sie nie zmieniłam bo nadal go podejrzewam o zdrady itd...... i ze nigdy mu nie ufałam......
nie wiem co robić co myśleć!!!!! pomózcie